Życie z cieniem: Jak w pełni zaakceptować siebie?

fot. iStock

Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty. Odrzucając cień, odrzucamy skarb
– mówi Pernille Melsted, trenerka zajmująca się pracą z cieniem.

Cień to…
Wszystko, czym nie chcemy być; czym uważamy, że nie jesteśmy. Nieuświadomiony cień niszczy nasze związki, zabija ducha i uniemożliwia realizację marzeń.

Urodziłaś się w Danii, w kraju ludzi najszczęśliwszych na świecie. Duńczycy mają cień?

Każdy człowiek ma cień. I każdy naród. My mamy opiekuńcze państwo, które zaspokaja życiowe potrzeby. Państwo na przykład płaci każdemu, kto tylko zechce podjąć studia. Wstyd narzekać. W Danii nie jest w porządku się wyróżniać: wszyscy mają być równi. Wyrażanie wyjątkowości, unikalnego piękna, darów, talentów nie jest mile widziane. To właśnie cień Duńczyków. Mieszkałam jakiś czas w USA. Tam odwrotnie – wszyscy chcą być najlepsi, błyszczeć, lśnić. Ich cień to bycie skromnym. Jeśli chcemy być ludźmi autentycznymi, spełnionymi, nie możemy pominąć cienia.

W Polsce lubimy myśleć o sobie jako o narodzie wybranym, bohaterskim. Przydałaby się narodowa dyskusja na temat naszego cienia, ponieważ nieuświadomiony cień staje się groźny.

Staje się źródłem projekcji: „Ja taka nie jestem, to ty jesteś zła!”. Cień nosi wiele twarzy: strachu, chciwości, złości, mściwości, manipulacji, lenistwa, kontroli, wrogości, brzydoty, braku akceptacji, słabości, krytyki, potępiania. Wszystko to, czego w sobie nienawidzimy, czego się wypieramy, zaczyna żyć własnym życiem, podkopując wiarę w naszą siłę i talenty. Odrzucając cień, odrzucamy skarb. Skarby są ukryte w miejscu, którego nie braliśmy dotąd pod uwagę – w ciemności.

Jak powstaje cień?

Przychodzimy na ten świat jako pełne istoty; mamy dostęp do każdej części siebie. Małe dziecko jest – z chwili na chwilę – radosne, smutne, zniecierpliwione. Szybko jednak musi dostosować się do norm i oczekiwań swojej rodziny, kraju, kultury. Pragnie miłości i akceptacji ważnych dla siebie osób – rodziców, nauczycieli i innych autorytetów – dlatego zakłada maskę „poprawnego” zachowania. To, co nie jest mile widziane, zostaje zepchnięte do cienia. Koncepcja cienia wywodzi się od Junga, który pisał, że nie chodzi o pozbywanie się nielubianych cech, ale o znajdowanie ich jasnych stron i włączanie do naszego życia. Pisał, że pierwsza połowa życia schodzi nam na tym, żeby zepchnąć różne swoje części do cienia, a druga – na wyciąganiu ich z cienia, bo bez nich czujemy się niepełni.

Zwykle między 35. a 40. rokiem życia zaczynamy czuć się gorzej; pojawia się poczucie pustki, rozczarowania, lekkiej depresji. Mówią o tym zarówno kobiety, jak i mężczyźni.

I mamy ochotę na te wszystkie radykalne zmiany – rzucić pracę, rozwieść się, znaleźć młodego kochanka… Właśnie puka cień! Różne części nas wołają: „Zobacz mnie, zapomniałaś o mnie, i o mnie też!”. Zamiast patrzeć na to, co się dzieje, jak na kryzys, lepiej otworzyć się i przyjąć dary tych ukrytych części nas.

Jak rozpoznać cień?

Przede wszystkim obserwować, jak reagujemy na innych ludzi. Na przykład idziemy na imprezę, na której poznajemy atrakcyjną kobietę. Ty uważasz, że ona jest wspaniała, urocza, we mnie budzi niechęć. Dlaczego? Która z nas ma rację? Jeśli mocno na kogoś reagujemy, warto przyjrzeć się sobie. Czy wiem o istnieniu takiej osoby, czy ona głęboko mnie porusza? Jaki mój cień kryje się w tym poruszeniu? Dlaczego nie pozwalam sobie taką właśnie być? Co w tym złego, zagrażającego? Co dobrego mogłoby wyniknąć dla mnie, gdybym zaakceptowała tę część siebie? Każda z naszych części przynosi jakiś dar. Jaki dar przychodzi z osobą, do której czuję niechęć? To mogą być różne dary – odwagi, akceptacji, zrozumienia, współczucia, asertywności. Przyjmując dary, integrujemy kolejne części siebie.

Może się okazać, że osób, które wywołują w nas silne emocje, jest wokół wcale niemało.

Zacznijmy przynajmniej od trzech – takich, które irytują nas najmocniej. Zapytajmy także siebie, jakiej oceny swojego zachowania obawiamy się najbardziej. Co najgorszego ludzie mogliby powiedzieć, gdyby naprawdę mnie znali? Dużo cienia jest w tajemnicach, we wstydzie. To nie znaczy, że teraz po rozpoznaniu cienia cały czas mamy być przygnębione czy zagniewane. Jeśli jednak nikt nie może o mnie powiedzieć, że bywam zła, niemiła czy wściekła, to znaczy, że jestem w więzieniu swojego umysłu. Żeby być pełną ludzką istotą, potrzebujemy dostępu do swojego światła i do swojego cienia.

Nierzadko zdarza się, że czujemy niemoc, po prostu nie możemy ruszyć z miejsca; coś nas wstrzymuje, wątpliwości, opór… Niepokojące i nieprzyjemne.

Cień sabotuje plany i marzenia. Samotna kobieta, która pragnie kogoś poznać, wie, że dobrze byłoby wyjść z domu, chodzić na randki, poszukać partnera przez Internet. Nie może zebrać się do działania, ponieważ w cieniu jest ktoś, kto mówi, że gdy będzie robić te wszystkie rzeczy, ludzie uznają ją za desperatkę. Dopóki nie zawrze pokoju z „desperatką” w sobie, nic się nie zmieni. Kobiety przepracowane, wiecznie zmęczone potrzebują przyznać, że mają w sobie także kobietę „leniwą” i chętnie przyjmą jej jasną stronę – przyzwolenie na odprężenie, zdrowy odpoczynek. Niektóre z nas chętnie przeszłyby na zdrowy styl życia, ale w cieniu jest postać, która mówi, że to nudne i ortodoksyjne. Kobiety, które uważają się tylko za kochające i opiekuńcze, nie mają siły i odwagi, aby stworzyć coś własnego, doświadczyć własnej sprawczości. Możemy mieć jedno i drugie. Dopiero wtedy możemy wybierać. Są sytuacje, które wymagają naszej mocy wyrażanej w działaniu, i takie, w których wybieramy słodycz oraz matczyną opiekuńczość. Ten wybór to wolność.

Pernille Melsted – trenerka zajmująca się pracą z cieniem i edukacją emocjonalną. Autorka książek na ten temat. Przygotowuje serię warsztatów dla Polaków. Współpracuje z ośrodkiem Tu i Teraz (www.tuiteraz.eu/pl).

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »