1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Kobieca seksualność - ćwiczenia

Kobieca seksualność - ćwiczenia

123rf
123rf
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Jak wrócić do swojej seksualności? Przeczytaj 5 rad sex coacha Marty Niedźwieckiej.

1. Wybierz aktywność fizyczną, która daje poczucie swobody i przyjemność. Taniec, joga, pływanie, bieg. Cokolwiek, co daje ci szansę na wywołanie ekspresji emocjonalnej i stanu całkowitego zatracenia świadomości, oddania się ruchowi.

2. Nie unikaj automiłości, bo naprawdę ciężko kochać kogoś, kogo się nie zna i nie widziało. Nie mówię tu o masturbacji w celu rozładowania napięcia seksualnego, tylko o pieszczeniu się, dotykaniu siebie i poznawaniu swoich reakcji.

3. Doceń oddech! Włóż głowę pod wodę w wannie i wytrzymaj chwilę. Zobacz, jaki ten oddech jest ważny. Podczas seksu oddychaj powoli i spokojnie, wtedy seks zacznie się rozpływać po ciele razem z oddechem.

4. Skup się na zmysłowych doświadczeniach – patrz, słuchaj, jedz spokojnie i obserwuj, jak oddychasz, jak pijesz. Ciesz się życiem – jedzeniem, deszczem, słońcem, wszystkim, co sprawia ci przyjemność.

5. Nie narzekaj, bo to mocno redukuje potencjał energetyczny. Szukaj szczęścia w każdych warunkach. Czasami jesteś radosna, jesz czereśnie i biegasz po trawie, a czasami jesteś zmęczona i masz dosyć, ale w każdej sytuacji masz prawo do szczęścia.

Marta Niedźwiecka, sex coach, współzałożycielka Pussy Project – projektu edukacji i rozwoju seksualności dorosłych.

Czytaj więcej na temat sex coachingu.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Waga waginy - jak kobiety odkrywają swoją seksualność?

O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynkom pozwalano na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy. To paradoks, że więcej praw do oglądania i dotykania naszego „seksualnego serca” mają wszyscy inni, a nie my same. Kobietom potrzeba wiedzy o samych sobie – mówi terapeutka Olga Haller.

Nie ma dobrej nazwy – „wagina”, „pochwa” brzmią raczej okropnie, wszystkie inne określenia też są ryzykowne... Musi być więc problem również z myśleniem o tej części ciała, myślimy przecież słowami... Trudne są te określenia, ponieważ obarczone nadmiarem wstydu, braku akceptacji oraz zakazami. Nazywają to, co ukryte i nieprzyzwoite.

Wagina to miejsce centralne kobiety. Łączy ciało i duszę, tam zagnieżdża się życie, mieszka rozkosz i ból, a to, co zewnętrzne, łączy się z tym, co wewnętrzne. Dlatego podoba mi się określenie „seksualne serce”. Bo rzeczywiście – wagina to część ciała pulsująca, ukrwiona, żywa. Ta z rozchylonymi wargami mniejszymi kształtem może przypominać serce. Jest bardzo fizyczna – umięśniona, unerwiona i fizjologiczna, ze swoistymi funkcjami, wydzielinami, umiejscowiona blisko narządów wydalania. Zarazem jednak bardzo delikatna, wrażliwa, reaktywna – dzięki temu związana z emocjami i uczuciami. Jest narządem fizycznej miłości i siedliskiem odczuć seksualnych. Wreszcie to brama w głąb, do macicy, gdzie powstaje życie.

Słowo „wagina” jest coraz chętniej używane przez kobiety na określenie narządów płciowych z wyłączeniem macicy. Słowo „pochwa” nie jest lubiane. Ja też go nie lubiłam. Potem odkryłam, że odpycha mnie zawarty w nim aspekt bierności. Bo pochwa to przecież futerał na miecz – rzecz, która sama w sobie nie ma znaczenia, istnieje tylko dlatego, że miecz jej potrzebuje, a nie odwrotnie.

Życie seksualne to nauka. Ukryte zostaje ujawnione, obrasta znaczeniami i doświadczeniami... Kobiety nie mają w tej sferze łatwej autoedukacji. Nasze narządy płciowe są ukryte, trzeba się natrudzić, by tam zajrzeć. Na szczęście dzieci bawią się, kucając, to zwykle dobra okazja dla dziewczynek, żeby dojrzeć coś interesującego. Ale kto z dorosłych pozwala im na swobodne zainteresowanie i eksplorowanie złożoności sromu, cipki, pisi, jakkolwiek TO nazywamy? Nawet bardzo postępowe mamy lękają się, widząc badawcze działania swoich córeczek. Że się uszkodzą, przeniosą zarazki. Najczęściej boją się na wyrost. My, rodzice, zwykle nie czujemy się pewnie z intymnymi częściami własnego ciała, więc trudno nam swobodnie i trafnie reagować. A dziecku potrzebna jest prosta wiadomość, czym jest to, co widzi między nogami. Dziewczynki i chłopcy mają prawo być ciekawi, poznawać swoje ciała i widzieć, że mamę i tatę to cieszy, że rodzice są gotowi odpowiadać na pytania.

Zaskakuje mnie, jak często dzieci po kryjomu demonstrują swe tajemnice. Mnie to ominęło, niestety. I jakoś chyba zaszkodziło, czułem się gorszy, że ich nie znam... Kobiety podczas warsztatów przypominają sobie takie doświadczenia. Ciekawość różnic między chłopcami a dziewczynkami jest motorem zabaw i kontaktów, a gdy zostanie zaspokojona, odchodzi na dalszy plan. Jednak naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynki miały pozwolenie na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy, dowiadywanie się o przeznaczeniu jej szczegółów. O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. Chłopcy za swą wolność płacą niepokojem, czy ich penisy mają właściwe rozmiary. Ale my i tak szybko to nadrabiamy, martwiąc się o proporcje innych części ciała…

W dzieciństwie chłopcy natrętnie próbują podejrzeć tajemnice dziewczynek. A te wysiłki spotykają się ze wstydem i przemilczeniem ze strony rodziców. Jedno i drugie jest bardzo kłopotliwie. Dorośli powinni z dziećmi rozmawiać. Co nazwane, oswojone, łatwiej poddaje się zdrowej kontroli. Znalazłam bardzo ciekawą stronę dla nastolatków w Internecie, gdzie w prosty, rzeczowy sposób lekarka objaśnia budowę i funkcję narządów płciowych kobiety i mężczyzny, pokazując to na przykładzie młodych osób obu płci. Omawia, dotykając dłonią w rękawiczce penisa, moszny, warg sromowych, łona. Najpierw czułam się nieswojo, patrząc na żywe osoby w roli modeli. Szybko jednak się oswoiłam. Zero zawstydzenia, dwuznaczności. Dokładnie tyle wiedzy, ile trzeba, żeby się dowiedzieć – bez konieczności domyślania się, wysilania wyobraźni. Kolejny raz pożałowałam, że sama nie mogłam otrzymać informacji w tak zwykły sposób od mamy lub innej zaufanej dorosłej osoby.

Kobietom potrzeba wiedzy o nich samych. A w sprawie waginy jest kompletne poplątanie – więcej praw do jej dotykania i oglądania mają wszyscy inni, a nie my same. To częste zjawisko, że dziewczyny poznają przyjemność seksualną z pieszczoty sromu, gdy pozwolą na to chłopakowi, wcześniej nie wypróbowując tego nigdy z samą sobą. Czy to nie nonsens?

Bywa, że w tych pierwszych doznaniach zaskakuje nas własna fizjologia – zmiana oddechu, siła podniecenia, śliskie i mokre wydzieliny, ich intensywny zapach. Jeśli dziewczyna nie wie dokładnie, co się dzieje, a jej podniecenie narasta, to bardzo łatwo jej się zagubić w tym zupełnie nowym, pełnym intensywnych cielesnych odczuć świecie kontaktów damsko-męskich. Oczywiście, chłopakom taka bezstronna wiedza podana przez zaufaną osobę jest także niezbędna! Też będzie im łatwiej, gdy poznają wygląd, budowę i fizjologię narządów płciowych swoich i kobiecych.

Prędzej czy później lądujemy w łóżku. I tam bywa różnie – tyle obaw, nieporozumień, czasami nieudolności. Prawie zawsze na początku jest wiele zaskoczeń... Często zdarza się, że nastolatka podczas pettingu jest zaskoczona intensywnością doznań chłopaka. Nie rozumie także, dlaczego on tak bardzo chce dotykać jej wstydliwego, „nieczystego” sromu. Dziewczyny odkrywają, że mają coś, co mocno działa na chłopaka. Ta determinacja jego dłoni, niecierpliwość w palcach, narastające podniecenie daje im poczucie nowej dziwnej mocy. Czasem ulegają temu złudzeniu i podrywając chłopaków, wykorzystują te władzę. Polując, same stają się jednak łupem. Kiedy nie mają wystarczającej wiedzy nabytej od dorosłych ani dobrego kontaktu ze swoim ciałem, pozwalają na więcej, niż chcą, bo nie wiedzą, czego chcą, co się właściwie z nimi dzieje. Trudno wtedy o kontrolę rozumu, o zdrowe decyzje. To źródło niechcianych ciąż i zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dziewczyny dojrzałe fizycznie, a nieprzygotowane emocjonalnie i intelektualnie, dosłownie oddają swoje waginy w używanie przypadkowym partnerom. Podobnie dorosłe kobiety. Uprawiamy seks – małżeński albo nie, zachodzimy w ciąże i rodzimy dzieci, a nie odczuwamy związku z naszymi waginami. Często, odnajdując potrzebę udziału w kobiecej wspólnocie, zaczynamy wędrówkę do odnalezienia łączności ze swoją waginą. Wraz z nią wraca do nas poczucie mocy, sprawczości, twórczości. Wiele warsztatów o kobiecości i seksualności zachęca do tego. Najczęściej trafiają tam kobiety, których nie zadowala ich życie.

Ciekawe, że wiele kobiet odkrywa masturbację po raz pierwszy w dorosłym życiu albo na nowo, kiedy w ich związku pojawiają się jakieś trudności, najczęściej seksualne. Kiedy seks ustaje albo gdy dochodzi do rozwodu. Wtedy dopiero zaczyna się powrót do siebie. Nie wierzę, że kobiecie uda się zbudować prawdziwe oparcie w sobie bez odzyskania kontaktu ze swoją waginą.

Jak to zrobić? Wysłuchałam ostatnio relacji z ceremonii spotkania z własną waginą przeprowadzonej w kobiecym kręgu. Duża, ciepła sala, przyciemnione światło, miękkie zasłony w oknach, materace. Przy każdym lusterko, latarka. Uczestniczki przyszły ubrane tylko w pareo. Przy muzyce stopniowo się zrelaksowały i wszystkie w skupieniu przystąpiły do spotkania ze swoim „seksualnym sercem”. Wielu z nas przydałaby się taka ceremonia powrotu do siebie i do własnej siły.

Ciekawe, czy wiele kobiet jest chętnych na taki seans? Z relacji wiem, że małe dziewczynki same czasami odkrywają zdumiewające możliwości swego organizmu, chociaż nie znają nawet jeszcze słowa „orgazm”... O tak, wiele kobiet na warsztatach opowiada o swoich dziecięcych orgazmicznych doznaniach, np. przy okazji kołysania się okrakiem na poduszce czy misiu i w wielu innych sytuacjach. Organem, który szczególnie mocno reaguje, jest łechtaczka, a jej nazwa pochodzi oczywiście od czynności łechtania tego narządu, „wielce przydatnego, by zachęcać kobiety do aktu płciowego” – jak pisał starożytny grecki lekarz. Normalne, a nawet wskazane jest być za pan brat, czy za panią siostrę... ze swoją waginą: uznać ją za swoją, dobrze się czuć z jej wyglądem, kształtem warg sromowych, łechtaczki, z jej kolorem, zapachem. Zachęcam kobiety, by trenowały taki rodzaj patrzenia, który pozwoli im otworzyć się na samą siebie. Tak jakby patrzyły na różę albo inny kwiat, który kojarzy się z joni. Oglądaj jej płatki, dotykaj, wąchaj, smakuj, nie oceniaj, po prostu patrz i przyjmuj ją taką, jaka jest.

Olga Haller, psycholożka, terapeutka Gestalt, prowadzi wraz z mężem Adamem Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie.

  1. Seks

O wyjątkowości kobiecej seksualności

Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. (Fot. iStock)
Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. Dlaczego wciąż jeszcze jest to dla nas temat tabu – wyjaśnia psycholożka kliniczna i psychoterapeutka Katarzyna Kobyłecka-Bal.

Co to znaczy być kobietą seksualną? Zgodnie z definicją za seksualne uznajemy to, co dotyczy naszej płci i zaspokajania popędu płciowego. Odpowiadając sobie na to pytanie, każda z nas ujmie na swój sposób, jak wyraża własną seksualność, na ile jest w tym obszarze wobec siebie szczera, czy zna swoje preferencje i czy odnajduje tu osobistą satysfakcję. Nasza seksualność realizuje się na kilku poziomach. Na najniższym, biologicznym, kierowani jesteśmy odruchami i fizjologią  (w tym układu hormonalnego i nerwowego), a celem jest prokreacja.

Kolejny poziom – nazwijmy go psychologicznym – odwołuje się do przeżyć emocjonalnych, a jego celem jest doświadczanie przyjemności i rozkoszy. Na tym poziomie doświadczamy siły popędu seksualnego i tu zapisuje się nasza seksualna pamięć. W tej ostatniej zbieramy wszystkie przeżycia związane z seksualnością, które często wracają jako wzorce przeżyć. Dlatego wszelkie urazy i zranienia w sferze płciowości mogą rzutować na całe życie. Szczególnie te dotyczące pierwszych przeżyć, ponieważ działa tu tak zwany imprinting, czyli prawo pierwszych połączeń. Ostatni poziom, duchowo-intelektualny, jako cel stawia przeżycie miłości. W tym obszarze ogromną rolę odgrywa nasza samoświadomość, wyznawany system wartości czy poglądy religijne.

Od czego zależy to, jak przeżywamy naszą seksualność? Przede wszystkim od czasu i miejsca, w którym żyjemy, czyli naszego przekazu kulturowego, a także od psychobiologicznej komponenty, tak zwanego temperamentu seksualnego. Dla przeżywania seksualności bardzo ważny jest rodzaj relacji łączącej nas z partnerem, w tym zaufanie, jakim go darzymy. Dlatego gdy kłócimy się poważnie z ukochanym, seks następujący w tym czasie możemy postrzegać jako wymuszony obowiązek, a nie intymność, otwarcie czy samospełnienie. Zaopiekowane, zmysłowo uwodzone i bezpieczne, zapewne szybciej poczujemy ochotę na seks, a sama sytuacja będzie przyjemnością. W kwestiach zaufania ważny jest także temat granic, bo w seksualności kobietom trudno jest wyznaczać sensowne granice i odnaleźć się pomiędzy kulturowo narzuconą uległością a agresywną reakcją, gdy brakuje im wprawy w wyrażaniu siebie w tej sferze lub nie są przyzwyczajone do tego, by te granice wyznaczać w sposób asertywny. Konsekwencją niewyznaczania granic może być brak zdrowego kontaktu ze swoją kobiecą częścią w jej osobistym wymiarze i w oddzieleniu od tego, czego chcą inni, co sugeruje otoczenie czy co jest ogólnie przyjęte.

Jak zacząć budować kontakt ze swoją seksualnością, jeśli czujemy, że mamy z nią kłopoty? Z racji mojego wykształcenia myślę, że dobrym pomysłem jest odwiedzenie specjalisty seksuologa klinicznego lub certyfikowanego psychoterapeuty specjalizującego się w problemach natury seksualnej. Nie wyklucza to drogi samopoznania, polegającej na obserwowaniu własnych preferencji, ograniczeń i granic, w jakich czujemy się dobrze; na patrzeniu, co sprawia nam przyjemność, co chciałybyśmy poznać, co rozwijać, czego chciałybyśmy doświadczyć. Z uwagą i szacunkiem możemy przyglądać się swoim fantazjom seksualnym, by inspirować się nimi, ale odróżnić jednak od rzeczywistych erotycznych potrzeb. Niezmiernie ważne jest, by posiadać rzetelną wiedzę w tym zakresie i móc przekazać ją partnerowi ku rozwojowi wzajemnej relacji. To o tyle istotne, że kobietom kulturowo wpaja się, że to mężczyzna będzie wiedział, jak doprowadzić je do orgazmu. A taka nadmiernie pasywna postawa, na zasadzie „niech się domyśli”, jest dużym błędem.

Zwłaszcza że kobieta może zadbać o swoje spełnienie, nie korzystając z oferty mężczyzny. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 11–20 proc. kobiet regularnie uprawia masturbację. Masturbacja jest chyba bardziej powszechna niż się to deklaruje. Przypuszczam jednak, że znacznie mniej kobiet w porównaniu do mężczyzn korzysta z tej formy przyjemności seksualnej. Z praktyki psychoterapeutycznej wiem, że autoerotyka nadal jest kwestią wstydliwą i często jestem pytana, czy na przykład skoro ma się regularnego partnera, masturbowanie jest czymś normalnym. A przecież płynie z niego wiele korzyści. Z pewnością jest to forma aktywności seksualnej najlepiej oddająca ideę bezpiecznego seksu, służy samopoznaniu, dostarcza natychmiastowego rozładowania napięcia i rozluźnienia, z czego potrafią skorzystać już malutkie dzieci. A dbając o swoją satysfakcję seksualną, kobiety będą wyżej oceniały ogólne zadowolenie z życia.

Dlaczego wstydzimy się tego, co nas podnieca i daje spełnienie? Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy tego nauczone. Poza tym nie potrafimy rozmawiać na ten temat, więc trudno zweryfikować, co jest dzielone przez innych. Na to miejsce zjawia się wstyd i poczucie, że to, co przeżywam, jest nienormalne, i że nie mogę o tym nikomu opowiedzieć. Kobiecie nadal nie przystoi być nadmiernie rozerotyzowaną ani też otwarcie mówić o swoich erotycznych fantazjach. Blokować może też nieumiejętność dostrzeżenia zasadniczej różnicy między fantazją a jej realną realizacją. Mogę fantazjować o tym, jak ekscytują mnie na przykład różne scenariusze krążące wokół motywu bycia porwaną i uprowadzoną, ale cały czar napięcia prysłby zapewne, gdyby przeżywać to w warunkach realnej obawy o własne życie, cielesną nienaruszalność czy wolność.

A czy pornografia może pomóc w wyzwoleniu seksualnym? Uważam, że pornografia bazuje na obrazie kobiety urzeczowionej, sprowadzonej do seksualnego obiektu – zabawki służącego do realizacji seksualnych potrzeb i fantazji mężczyzny. Zawsze zresztą dziwi mnie ten popularnopornograficzny scenariusz zbliżenia między mężczyzną i kobietą, rozpoczynający się od fellatio, przechodzący przez stosunek genitalny i obowiązkowo zakończony męskim wytryskiem. Zastanawiam się wtedy, w którym momencie tej fantazji kobieta może odnaleźć choćby ochłapy prawdziwej i zdrowej seksualnej satysfakcji. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to pewien poziom fantazji, jednak jej popularność i powszechna dostępność, przy prawie całkowitym braku edukacji seksualnej czyni potworne spustoszenie w naszej sferze intymnej. Tak wyedukowani mężczyźni – a dla wielu osób pornograficzne produkcje są pierwszym i głównym źródłem wiedzy o seksie – nie mają pojęcia o kobiecej seksualności czy choćby podstawowych strefach erogennych, a co więcej, mogą zostać kulturowo zimprintowani, by nie postrzegać partnerki w tej sferze jako osoby z konkretnymi potrzebami, pragnieniami  i uczuciami.

Pornografia jest też najczęściej pełna scen przemocy wobec kobiet. Powstaje więc obawa, czy jej częste oglądanie nie spowoduje wzrostu zachowań podobnych do obserwowanych. Obraz taki modeluje, poza postawami przemocowymi, niezważanie na potrzeby partnerki. Szkodą jest też wkładanie młodym kobietom do głów, że satysfakcja partnera odbywa się jedynie poprzez jej uprzedmiotowienie i wyzbycie się własnej przyjemności oraz zgadzanie się na wszystko. Wiem, że powstają różne produkcje, jednak mainstreamowy przekaz pornograficzny jest dla kobiet bardzo niebezpieczny.

Bardzo często nasza seksualność ginie w anachronicznych wyobrażeniach, które zwykle sprowadzają się do takich emocji, jak wstyd, wina, strach. Co z tym robić? Z jednej strony wynika to z tabuizacji samego tematu płciowości, szczególnie w odniesieniu do seksualności kobiecej. Sam język polski w swojej warstwie słownej najmocniej odzwierciedla, jak ważnym i niezręcznym tematem jest nasza płciowość. Zwykle nie znajdujemy słów, by swobodnie i bez nadmiernego skrępowania móc mówić o seksie – język staje się w tym momencie albo infantylny, albo bezosobowo medyczny, albo zwyczajnie wulgarny. Kultura – w przeciwieństwie do natury – jest tworem sztucznym, budowanym przez nas samych. Dlatego ważne jest, by dzieci mogły rozmawiać o własnej seksualności w domach, aby to od rodziców i innych ważnych bliskich uczyły się kultury słownej w tym zakresie, szacunku do siebie nawzajem i tolerancji wobec inności drugiego człowieka. Nasza płciowość rozwija się od narodzin, dlatego trudno przecenić wagę dobrej bazy w postaci merytorycznej wiedzy i właściwej edukacji.

Jak zatem zadbać o swoją dobrą seksualność? Dbając o wszechstronny rozwój własny, o stawanie się sobą na różnych poziomach, o rozpoznawanie siebie w różnych rolach, ale też poznając własne granice i preferencje, a także budując dobrą komunikację szczególnie z osobami najbliższymi, w tym oczywiście z partnerem. Myślę, że u nas, kobiet, w szczególny sposób seksualność zależy od etapu życia, na jakim jesteśmy. Inaczej bowiem realizuje ją młoda kobieta, inaczej matka niemowlaka, a jeszcze inaczej kobieta doświadczająca zmian okołomenopauzalnych, fizycznego starzenia się, zmagająca się ze skutkami chorób lub problemami z utrzymaniem ciąży. Na każdym z tych etapów konieczne jest zbudowanie się na nowo, by odnaleźć, jak zawsze niezmienny i konstytuujący nas archetyp silnej, oswobodzonej kobiety.

Katarzyna Kobyłecka-Bal, psychoterapeutka, specjalistka II stopnia psychologii klinicznej, diagnostka, biegła sądowa. Zajmuje się diagnozą i terapią osób z zaburzeniami z kręgu psychoz, nerwic, zaburzeń osobowości, zaburzeń adaptacyjnych, lękowych i depresyjnych.

  1. Seks

Do czego jest nam potrzebna inteligencja seksualna? - pytamy Kasię Miller

Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (fot. iStock)
Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Pojęcie „inteligencja seksualna” stworzyli dr Sheree Conrad i dr Michael Milburn, badając, dlaczego mimo rewolucji seksualnej nadal brak nam w łóżku szczęścia. Z kolei autorką pojęcia „inteligencja erotyczna” jest Esther Perel, która w książce o tym samym tytule zastanawia się, jak dziś, w czasach „dyktatury równości”, mamy zaakceptować, że właśnie seksualna nierówność gwarantuje udany seks? Czy naprawdę inteligencja jest nam potrzebna, gdy nie mamy na sobie ubrań – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Seks w naturalny sposób łączymy z instynktami, podnietami, chemią, czyli siłami niezależnymi od naszej woli czy rozumu. Tymczasem pisze się i mówi o inteligencji kochanków. Czy więc to, co myślimy, ma znaczenie w łóżku? Przecież nie zakładamy firmy, tylko mamy się kochać. A może ta inteligencja to tylko taki amerykański modny wymysł? Ma znaczenie nie tylko, jak myślimy, ale i jak działamy, co wybieramy. Na początek opowiem dwie anegdoty z życia. Pierwsza to tragifarsa miłosna o obdarzonej inteligencją erotyczną młodej kobiecie, która umówiła się w hotelu na seks z atrakcyjnym, onieśmielającym ją starszym mężczyzną. Była tą randką tak przejęta, że jak tylko trafili do pokoju, chciała koniecznie umyć zęby i zrobiła to z takim zaangażowaniem, że wypadła jej koronka i utknęła w kolanku umywalki. Biedulka załamała się, była już i tak speszona, a tu jeszcze – szczerbata! Cała ochota na seks jej odeszła, chciała już tylko wrócić do domu. Ale jak?! Bez koronki? Sama jej jednak nie mogła wyjąć...

Zadzwoniła do seksownego polskiego hydraulika – a jej seks-inteligencja polegała na tym, że miała pod ręką jego numer!? To dobry pomysł mieć taki telefon zanotowany, ale akurat zrobiła coś innego, co też potwierdziło jej inteligencję erotyczną, a nawet seksualną mimo małego doświadczenia. Czekającemu na nią mężczyźnie powiedziała, choć bardzo się wstydziła, że nie dość, że brak jej wprawy w takich hotelowych schadzkach, to jeszcze nie ma zęba z przodu, bo koronka jej wpadła do kolanka umywalki. Na co on podskoczył uradowany. Jemu też niedawno przydarzyła się podobna przygoda, a więc więcej ich łączy, niż myślał. I zamiast spojrzeć na zegarek, mówiąc, że zapomniał o ważnym spotkaniu, lub też zająć się owym kolankiem umywalki, z ogniem w oczach zajął się jej kolankami. Jej bezradność, szczerość i otwartość plus urocze kobiece skrępowanie go urzekły. No i mieli udany seks, bo on wspiął się na wyżyny swojej sztuki, widząc w niej prawdziwą dziewczynę bez grama pozy, gry czy manipulacji… I, oczywiście, sam wykazał się wysokim poziomem inteligencji erotyczno-seksualno-emocjonalnej.

Jeśli więc stracimy ząb, nie musimy tracić okazji do superseksu i być skazani na randkę z dentystą? Na tym polega inteligencja seksualna, by coś, co mogło być brakiem, przekuć w atut. A teraz druga anegdota z życia, ale tym razem o braku inteligencji seksualnej i erotycznej u pewnej atrakcyjnej i doświadczonej damy, która miała całe mieszkanie wytapetowane swoimi zdjęciami w różnych gorsetach i innych peniuarach, by przypadkiem ktoś z gości nie przegapił, jaka to jest piękna. Owa dama zawsze przechwalała się przed przyjaciółkami, że w łóżku potrafi przybrać najbardziej korzystną pozę, a więc też każdego mężczyznę owinie sobie wokół małego palca. No i pewnego dnia poznała atrakcyjnego pana. Ów obciął ją od stóp do głów i powiedział, że wchodzi w to, ale tylko na rok. Nie jest bowiem jego zdaniem kobietą na całe życie, ale na udany romans, owszem. Nasza bohaterka co prawda myślała o czymś na stałe, ale była tak pewna swojej erotycznej siły, że już widziała, jak po roku ów mężczyzna traci na jej punkcie głowę i to ona zadecyduje, co z nim będzie dalej.

Rozumiem, że się przeliczyła? Całkowicie, bo choć żyli jak para, a nawet pomieszkiwali u siebie, to po roku on rzekł: „Dziękuję ci” (bo był dobrze wychowany), i zniknął. Odchorowała to. Nic dziwnego, trafiła na wyjątkowo zimnego i egotycznego faceta. Ale dostała nauczkę za swoją głupotę i prztyczka w nos za pychę. Zlekceważyła jego słowa, myśląc, że on nie wie, co gada. Ale wiedział. No ale jej brak inteligencji seksualnej widać było już w tym przedmiotowym traktowaniu swojego ciała, a potem i tego mężczyzny. Te jej pozy w łóżku, z których była tak dumna, to sygnał, że nie ma pojęcia, na czym seks i erotyzm polegają. Dowód na to, że nigdy nie traci kontroli, nie pozwala się unieść fali pożądania ani rozkoszy. Nie pozwalała sobie na to, by podążyć za swoimi potrzebami ani za mężczyzną, a to oznaki braku mądrości i seksualnej, i erotycznej.

Zgodnie z definicją inteligencja seksualna to wiedza o tym, co jest nam potrzebne do udanego seksu, empatia na potrzeby partnera i sygnały płynące z naszego ciała. Umiejętność rozmowy, kreatywność – o tym nieraz już pisaliśmy. Ale też dowodem na nią ma być, jak wynika z badań (m.in. prof. Johna Gottmana), bycie w stałym związku. Ci, którzy w nich są – osiągali w testach wysoką IS, a w łóżku poznali rozkosz. Głupcami okazali się za to podrywacze i „puszczalskie”. Bo nie idą w głąb, nie rozwijają się, powtarzają ciągle tylko początek – zakochanie, fascynację itd. A to dopiero pierwszy krok! Jednak wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. Nikt nam nie powie, że trzeba szukać i znajdować, odkrywać swoje pragnienia zwłaszcza w seksie. Seksualność ludzka, a szczególnie kobiet, jest nadal poddawana obróbce, jeśli już nie przez tabu, to przez kompleksy, a od czasu, gdy uzyskaliśmy „wolność” – przez modę i pornografię. I jeśli już dziś czegoś powszechnie poszukujemy w seksie, to poklasku, uznania, połechtania próżności czy pogłaskania kompleksów. Nawet nasi kochankowie nie pytają, czego chcemy. Sami musimy to odkryć i jeszcze nauczyć się, jak to sobie dać, a to naprawdę ciężka praca. No i często jej nie wykonujemy i dlatego – sfrustrowani – wciąż zmieniamy partnerów.

Zamiast jakości ilość. Tymczasem to, co nas łączy z drugim człowiekiem, może się rozwijać w nieskończoność i w nieskończoność dostarczać nam coraz więcej, a nie coraz mniej, także rozkoszy. Drugim człowiekiem nie można się znudzić. Szaleństwo zakochania mija i dobrze, bo byśmy kręcili się w kółko naćpani hormonami, a seksualność może i nawet powinna się rozwijać, a wówczas obejmuje nie tylko nasze ciało, ale też umysł, serce, aż sięga po duchowość i dalej jeszcze po wszechświat. I gdy jesteśmy sobie bliscy na tych wszystkich poziomach, w tych wszystkich wymiarach bytu, możemy osiągnąć najwyższą, absolutną rozkosz.

Tak to czuję i tak sobie wyobrażam. Myślę też, że taki jest sens seksu tantrycznego, który stanowi jedną z dróg ku pełnej ekstazie. A mówiąc po europejsku: im więcej między kochankami intymności, bliskości, zrozumienia i zgody na siebie nawzajem, zachwytu, fascynacji, tym więcej doświadczą rozkoszy. Za byciem z jednym partnerem przemawia też sama fizjologia mózgu, bo jak się okazuje, im częściej ćwiczymy jakieś zachowania, tym silniejsze powstają w naszym mózgu tzw. ścieżki neuronowe. I wyobrażam sobie, że dwoje bliskich sobie ludzi może mieć orgazm, patrząc sobie w oczy z dwóch stron wypełnionej ludźmi sali.

Seksuolodzy jednak ostrzegają, że nadmierna bliskość to koniec pożądania. Perel pisze, że pożądanie rodzi się w szczelinie między kochankami, w tym, co ich różni, ciekawi, ku sobie ciągnie. I że ci inteligentni erotycznie nie pozwalają sobie na całkowite odsłonięcie. Zgadza się, nie można stopić się w jedno, zrezygnować z siebie. To nie jest intymność i bliskość. Nie wolno zostawiać siebie, zawieszać się na drugim człowieku, bo wtedy nie jesteśmy blisko nawet ze sobą, a co dopiero z kimś innym. By tworzyć intymność, dwoje ludzi ma mieć odrębne tożsamości, sprawy i tajemnice. Ale też intymność buduje to, że oni szepczą sobie na ucho, że nie opowiadają innym o tym, co razem przeżyli, że mają swoje wspólne sekrety, tajemnice, marzenia. Kobieta jest dla mężczyzny pociągająca, bo jest inna niż on. A mężczyzna jest dla kobiety sexy, bo nie jest jej lustrzanym odbiciem.

Właśnie! A polityczna poprawność w stylu amerykańskim, czyli równość niwelująca różnice, prowadzi do nudy w sypialni. Perel głosi genderową herezję, że seks demokratyczny, na równych prawach, to nuda, bo pożądanie to nie dziecko demokracji. Kobieta i mężczyzna, jeśli są wolni i spontaniczni, mogą być w sypialni panem i niewolnicą lub panią i niewolnikiem, a w salonie, kuchni i w pracy – partnerami. To wyraz prawdziwej wolności, inteligencji seksualnej i erotycznej. Możliwość zmiany, wybierania schematów zachowań w zależności od sytuacji i potrzeb, celów, do których się dąży, to prawdziwa mądrość sypialniana.

Perel pisze, że dla kobiet sukcesu, które kontrolują, kierują, planują i realizują, oddechem jest latynoski kochanek, który dominuje i napastuje, bo w jego świecie mogą odpuścić, oddać się, ulec. Opisuje właśnie taką parę: Amerykankę i Włocha. Kobieta przyznaje, że w sypialni zapomina o politycznej poprawności, stawia na rozkosz. Seks jest przygodą, dlatego nie może w nim być planów i nie może być demokracji. Jest jak przeprawa przez rzekę. Może nas porwać prąd, możemy z nim popłynąć cudnie bez wysiłku na drugi brzeg lub wpaść w wir, który nieźle nas wyobraca, tak że nie będziemy mogły złapać oddechu. Możemy też przedostać się na drugi brzeg, łapiąc jakiś konar... Nie da się nie zamoczyć i nie da się uniknąć szybszego bicia serca. Oczywiście, można cały czas być po tej samej stronie rzeki, ale to naprawdę nudne. Zamiast więc składać – wszędzie, a więc i w sypialni – deklarację bycia nowoczesną, genderową czy jakąś tam, lepiej być uczciwszą wobec siebie. Odkryć, gdzie i jak same siebie okłamujemy, i przestać to robić. Zignorować naszego wewnętrznego rodzica, czyli nadzorcę tego, co nie wypada – i zapytać wewnętrzne dziecko, czego ono pragnie od seksu, co lubi, czego by chciało. I tak idąc za swoim wewnętrznym głosem, takim płynącym z brzucha, krok po kroku rozwinąć własną erotyczną inteligencję. Jak zwykle gdy chodzi o coś ważnego i trudnego – małymi krokami, ale wytrwale. Zrobić więcej miejsca dla wewnętrznego dziecka, czyli naszych uczuć, potrzeb i energii. Sprawdzać, sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać. Co nam odpowiada, sprawia przyjemność, daje rozkosz, a czego się wstydziłyśmy tak, że dotąd sobie na to nie pozwalałyśmy? Jeśli mamy ochotę, zacznijmy sobie na to pozwalać. Wrócić do przeszłości i przypomnieć sobie, czego nie zrobiliśmy, choć nas korciło, ale nie pozwolił nam na to lęk, wstyd. Jest wysoce prawdopodobne, że dotrzemy do zakazów z domu rodzinnego, i trzeba będzie wybierać, czy nadal być grzeczną, czy wreszcie szczęśliwą. Warto też czytać lektury pełne seksu o bohaterach przekraczających granice, oglądać takie filmy, rozmawiać o swoich zahamowaniach, dzielić się z zaufanymi osobami, najlepiej wzajemnie. Pisać do siebie listy z nowymi scenariuszami i potem je w realu urzeczywistniać.

A czy Katarzyna Miller ma inteligencję seksualną i jest erotycznie mądrą kobietą? Mam nadzieję, że tak, choć początki były nieudane. Ale dałam radę nie zrazić się całkiem i poczekać, aż trafię na mężczyznę, który mnie otworzy seksualnie. A wtedy przeżyłam niezwykłą wizję, że oto mam dłuuuugie srebrne włosy, które przeciągają mnie na drugą stronę kosmosu. Dziękuję mu za to! Bo też znalazłam się naprawdę po drugiej stronie, stałam się kimś innym. Już byle czym nie można było mnie zadowolić i wiedziałam, czego chcę od seksu, co on mi może dać i co ja mogę dać.

  1. Seks

Gra wstępna – ważna rola pieszczot

W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
W przeświadczeniu niektórych mężczyzn gra wstępna traktowana jest jako kobiecy wymysł mający na celu oddalić moment spółkowania. Traktują ją w kategoriach straty czasu i nudnego obowiązku. Jednocześnie chcą uchodzić za świetnych kochanków i często są takimi, ale tylko we własnym wyobrażeniu. Wydaje im się, że w ciągu pięciu minut doprowadzają kobietę do orgazmu. Tymczasem zapominają, że ona może nieco koloryzować swoje przeżycia.

W przeświadczeniu niektórych mężczyzn gra wstępna traktowana jest jako kobiecy wymysł mający na celu oddalić moment zbliżenia. Traktują ją w kategoriach straty czasu i nudnego obowiązku. Jednocześnie chcą uchodzić za świetnych kochanków i często są takimi, ale tylko we własnym wyobrażeniu. Wydaje im się, że w ciągu pięciu minut doprowadzają kobietę do orgazmu. Tymczasem zapominają, że ona może nieco koloryzować swoje przeżycia.

Aby kobieta miała orgazm, który na długo zapamięta i który będzie przeżywała każdym mięśniem swojego ciała, niezbędne są pieszczoty odpowiednio ją rozgrzewające i wprowadzające na kolejne poziomy podniecenia. Często gra wstępna to nie tylko chwile bezpośrednio przed stosunkiem, ale pocałunki w ciągu dnia, słowa, gesty czy dwuznaczne smsy.

Funkcja pieszczot jest znacznie szersza i bogatsza, niż tylko wyzwolenie podniecenia i przygotowanie do orgazmu. Są one szczególnie istotne dla seksualności kobiecej, charakteryzującej się wrażliwością na nastrój, doznania dotykowe czy słowa. Wiele kobiet reaguje podnieceniem i czuje się atrakcyjnie, gdy mężczyzna mówi im, jak bardzo podoba mu się jej ciało czy konkretne jego części, jak mówi, że lubi obserwować jej reakcje. Coraz częściej również faceci okazują się być wrażliwi na pieszczoty i zdradzają ich dużą potrzebę. Sztuką jest znalezienie najwrażliwszych miejsc i potrzeb drugiej strony. W udanych związkach całe ciało potrafi reagować na pieszczoty, bo nie zna miejsc „lepszych” ani „gorszych”, całe jest pożądane. W poszukiwaniu mapy erotycznej kochanej osoby, nie ma chyba lepszego sposobu jak delikatny masaż, w którym nie zapominamy o twarzy. Można dotykać ją opuszkami palców lub muskać wargami. Dzięki takim zabawom każda para tworzy swój własny, wyjątkowy styl działania w zależności od preferencji. Wzajemność w wymianie pieszczot dostosowanych do potrzeb i oczekiwań obojga partnerów z pewnością umacnia ich więź i jest podstawą ars amandi.

Intymne czułości wyostrzają zdolność niewerbalnego porozumiewania się. Spojrzenie, dotyk, pocałunek mogą wiele powiedzieć, ale odczytywanie tych sygnałów wymaga umiejętności i doświadczenia. Dlatego istotny jest czas trwania pieszczot, delektowanie się każdą czynnością, zdolność utrzymania skupienia na partnerze, umiejętność trwania w ciszy, bycia razem. W udanej więzi partnerskiej wzajemne czułości traktowane są jako wyraz miłości, bliskości, łagodzą przygnębienie, wywołują radość. Często są idealnym remedium na stres.

Pieszczoty, jak się okazuje, w dużej mierze służą budowaniu bliskiej relacji oraz są wyrazem naszej fascynacji drugą osobą. Jakkolwiek zwykle prowadzą do stosunku, to często one właśnie są aktywnością seksualną najbardziej docenianą przez kochanków. Jeśli do tej pory przeskakiwaliśmy dosyć szybko ten etap zabaw w sypialni, może jednak warto, przy kolejnej okazji, zatrzymać się przy nim trochę dłużej, wsłuchać się w ciało partnera, jego reakcje, spróbować wejść w świat jego przeżyć. Ostatecznie stracimy tylko trochę czasu…

  1. Psychologia

Nie chcę być ciastkiem

Wygląd zewnętrzny powinien dawać radość, niezależnie od tego, czy ciało jest sexy, czy nie, bo wartość ciała nie sprowadza się do tego, czy ono innych podnieca. (Fot. iStock)
Wygląd zewnętrzny powinien dawać radość, niezależnie od tego, czy ciało jest sexy, czy nie, bo wartość ciała nie sprowadza się do tego, czy ono innych podnieca. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Czy wyglądam sexy? W tym ubraniu, makijażu, w tej fryzurze? Bycie sexy dodaje nam pewności siebie. Ale może czegoś cennego pozbawia? To wybór czy efekt ukrytej presji? – zastanawia się seksuolożka, prof. Maria Beisert.

Czy wyglądam sexy? W tym ubraniu, makijażu, w tej fryzurze? Bycie sexy dodaje nam pewności siebie. Ale może czegoś cennego pozbawia? To wybór czy efekt ukrytej presji? – zastanawia się seksuolożka, prof. Maria Beisert.

Pogadajmy o byciu sexy, bo to dobry punkt wyjścia! Niedawno na imprezie ogrodowej kilka z obecnych tam kobiet pochyliło się, tak wdzięcznie witając się, a potem podając coś mojemu partnerowi, że mogłam zobaczyć ich dorodne piersi. Sama takimi nie dysponuję, od razu więc popsuł mi się humor… Czy one wiedziały, że ten mężczyzna jest pani partnerem? Można oczywiście machnąć ręką i uznać, że to było przez przypadek. Ale można też na to spojrzeć z szerszej perspektywy. Eksponowanie biustu na imprezie ogrodowej to przejaw procesu seksualizacji, który dziś determinuje świat naszej kultury.

„Seksualizacja” brzmi bardzo serio. I jest bardzo serio, bo to proces, w którym wartość kobiety zależy jedynie od tego, czy przyciąga wzrok mężczyzn, stając się przedmiotem ich pożądania. Aby to osiągnąć, za sprawą przemian kulturowych kobiety dziś często sięgają do wzorów ubierania się czy zachowania zaczerpniętych z pornografii, czyli do tzw. pornoszyku. Stąd to eksponowanie piersi, ud czy pośladków. Kobieta, można powiedzieć, w zamian za bycie sexy zyskuje uwagę mężczyzn, co wydaje się źródłem wielu profitów, m.in. pozornego wzmacniania jej samooceny. Chciałabym podkreślić, że takie wzmocnienie jest iluzoryczne, a dodatkowo może odbywać się kosztem innych kobiet. W przypadku imprezy, o której pani wspomniała, odbyło się to kosztem pani.

Mój partner powiedział, że nie zauważył tych imponujących dekoltów, choć to było niemożliwe! Jako badaczka seksualności mogę stwierdzić, że opisane przez panią pokazywanie biustu partnerowi innej kobiety to element rywalizacji o tego mężczyznę i układania ich stosunków tak, że stają się wyścigiem. Nagrodą w tym wyścigu jest mężczyzna, który ma duże zasoby materialne i prestiżowe, gdyż na tym podstawowym poziomie w patriarchacie kobiety poszukują bezpieczeństwa, które – gdy nie potrafią go same sobie zapewnić – daje im właśnie mężczyzna.

Przykładowo po pokazie biustów mój partner na Facebooku może znaleźć profil właścicielki tych piersi, które mu się najbardziej podobały, i… Tak to nie musi działać. Rywalizujące ze sobą kobiety nie pomagają sobie w budowaniu swojej prawdziwej wartości. A więc muszą skupiać się na tej, która oparta jest na „męskich oczach”. A jeśli kobieta uwierzy, że jej jedyną wartością są biust, pośladki i usta – to szybko natrafi na procesy wykluczające. Cechy fizyczne podlegają zmianom inwolucyjnym, o czym świadczy panika kobiet po trzydziestce, czterdziestce czy pięćdziesiątce, walczących o utrzymanie dotychczasowego wyglądu. Prawdopodobnie doświadczają wstydu i alienacji z powodu zmian w ich ciele. Wiek wyklucza w czasach seksualizacji kobiety z grona tych, które mają prawo cieszyć się z bycia istotami seksualnymi. Nie przysługuje bowiem osobom, które nie spełniają kanonu sexy urody.

Brzydcy też są wykluczeni? Nawet 20-letniej kobiecie, która ma krótkie nogi i mały biust, nie przysługuje prawo do cieszenia się ze swojego ciała i seksualności. Do tego – zgodnie z tym, czym jest seksualizacja – mają prawo tylko urodziwi i ekshibicjonistyczni, czyli bez miary eksponujący walory seksualne. Proszę popatrzeć na portale społecznościowe, tam większość chce się pokazać jako sexy. Dlatego dziś kluczowe staje się odróżnianie tego, co narzuca seksualizacja, od tego, co jest naturalną cechą każdego człowieka, czyli od seksualności. Ważnym zadaniem jest więc uwolnienie się od przymusu bycia sexy i stanie się istotą świadomą swojej seksualności, korzystającą z jej naturalnej siły i piękna.

Bycie sexy a bycie istotą seksualną – pozornie to żadna różnica. A więc wyjaśnię: bycie sexy jest elementem procesu seksualizacji, w którym wartość człowieka zależy wyłącznie od jego atrakcyjności seksualnej, zamieniając istotę ludzką w przedmiot pożądania. Elementem seksualizacji jest także nadawanie znaczenia seksualnego temu, co nieseksualne: zdarzeniom, przedmiotom, zwierzętom, pokarmom.

Seksualizacja przedmiotów? Z seksualizacją mamy dziś do czynienia na każdym kroku. I niestety zaczyna to też dotyczyć dzieci. Widziała pani zapewne zdjęcia dziewczynek, które są upozowane, ubrane czy pomalowane jak kobiety? A zestawy do ćwiczenia tańca na rurze dla przedszkolaków? To jest wprowadzanie przedmiotów z pornoświata, bo taniec na rurze wywodzi się z klubów dla mężczyzn, do dziecięcego pokoju.

No to mam już tylko jedno pytanie: czy musimy być sexy? Nie musimy, i dziś wiele młodych kobiet mówi: „Nie interesuje mnie eksponowanie biustu w każdej sytuacji, ale tylko w określonych okolicznościach i wobec określonych osób”. No i mogę powiedzieć, jako teoretyczka, że to ważne głosy protestu wobec narzucanego nam porządku. Dojrzałość polega właśnie na tym, że człowiek nie poddaje się wszystkim naciskom zewnętrznym. A więc może wybrać i zamiast być sexy, skupić się na byciu istotą świadomą swojej seksualności.

Różnica jak między byciem ciastkiem a zjedzeniem ciastka? Ekstra metafora! Ludzie zadowoleni z życia, zdrowi psychicznie, realizujący się na wielu polach, mimo wyglądu niepodobnego do reklamowych wzorów, bywają istotami, których seksualność jest pełna radości. I dlatego są atrakcyjni dla innych. Bycie osobą pociągającą seksualnie jest cechą każdego człowieka. Tymczasem dziś wmawia się ludziom, że trzeba konkretnie wyglądać czy konkretnie jakoś się zachowywać, aby być istotą, która może budzić pożądanie.

A nie ma czegoś takiego? Powiem przewrotnie, jeśli jest, to nie ma nic wspólnego z tym, co pochodzi z pornoszyku, bycia sexy itp. Trzeba spojrzeć na siebie jako na istotę, która jest niepodzielną całością, składającą się z: ciała, umysłu, uczuć i pragnień. Kobieta, która ma mały albo nieforemny biust, może budzić pożądanie, bo to przecież niejedyna jej cecha jako kobiety. Wie, kim jest i do czego w życiu dąży. Emanuje czymś wyjątkowym, tym, że jest niepowtarzalną ludzką istotą, niepowtarzalną całością. Staje się dzięki temu magnetyzująca. Przyciąga do siebie innych.

Myślenie o tym, co jest dla mnie ważne, to krok do bycia istotą seksualną i pociągającą? Tak, ale wtedy warto postawić sobie pytanie: „Dla kogo chcę być człowiekiem budzącym pożądanie? Czy dla wszystkich, czy tylko dla wybranego mężczyzny, wybranej kobiety?”. Kobieta może udzielić sobie różnych odpowiedzi na to pytanie w różnych okresach życia. Może chcieć podniecać wszystkich, kiedy ma 20 lat i poszukuje partnera, sprawdza swoją siłę oddziaływania. Wtedy też jej cechy seksualne są bardziej widoczne z racji samej biologii, np. stosunek obwodu bioder do talii u młodej dziewczyny jest inny niż u kobiety dojrzałej, inny niż u staruszki. Ale to nie znaczy, że wówczas jej seksualność całkowicie przysłania inne cechy czy determinuje plany życiowe.

20-latka, która chce być świadoma swojej seksualności, ale nie chce dać się zseksualizować, powinna pamiętać, że poza ciałem ma też umysł i serce? Budzenie się dorosłej seksualności kobiety nie jest odizolowane od tego, jak rozwijają się jej emocjonalność i intelekt. Seksualizacja za sprawą reklam mówi co innego, pokazuje walory seksualne jako wyizolowane, a nie jako elementy ludzkiej istoty.

Dlaczego wydaje się nam, że „musimy” być sexy? Presja medialna jest ogromna. Na to nakłada się patriarchalne dziedzictwo podsuwające kobiecie pogląd, że jej bezpieczeństwo zależy od mężczyzny, któremu musi się podobać, żeby go zdobyć. I dlatego kobietom trudno jest znieść to, że się komuś nie będą podobały. Cóż, trzeba i warto płacić cenę za bycie nonkonformistką, za przeciwstawienie się trendom, obowiązującym wzorcom. No ale jeśli chcemy doświadczyć pełni życia, także pełni naszej seksualności, powinniśmy się na to zdobyć.

Seksualizacja dotyczy tylko kobiet czy także mężczyzn? Wszystkich. O ile w przypadku kobiet liczy się zseksualizowany wygląd, który przyciąga wzrok, to od mężczyzny wymaga się, żeby był dobrze funkcjonującą seksualną maszyną. Mężczyźni powinni się dobrze prezentować, bo to jeden z elementów, które mają pomóc im być skutecznymi. Popatrzmy na reklamy ukazujące sportowców zwycięzców jako superseksownych. I właśnie o to chodzi. Siłownia, dieta, fryzura, strój itd. mają każdemu mężczyźnie pomóc w osiągnięciu wysokiego statusu społecznego, a to jest niezbędne, gdyż wtedy dopiero społeczeństwo uzna go za wartościowego. Mężczyzna, któremu kobiety pokazują dekolt podczas imprezy ogrodowej, jest zredukowany do przedmiotu, potraktowany dość instrumentalnie.

Jak mamy podchodzić do naszego ciała, aby uniknąć seksualizacji? Dbajmy o nie dla własnej przyjemności i zdrowia. Wygląd zewnętrzny powinien dawać radość, niezależnie od tego, czy ciało jest sexy, czy nie, bo wartość ciała nie sprowadza się do tego, czy ono innych podnieca. Ciało może mieć walory estetyczne, być zdrowe, sprawne, ładne. Naturalne i dające radość dbanie o ciało zbliża nas do innych. Kiedy jesteśmy istotami seksualnymi, możemy odczuwać z innymi ludźmi bliskość. Możliwa jest empatia, współbrzmienie emocjonalne. Seksualizacja ciała, a więc traktowanie go jako przedmiotu seksualnego czy sprawnej maszyny, izoluje od innych, bo są oni tylko obiektami, z którymi rywalizujemy.

Czy możemy nie być sexy i być pociągające seksualnie? Oczywiście, świat nie jest czarno-biały. Trzeba zachować miarę – być obiektem pożądania, kiedy tego chcemy, ale nie cały czas i nie wobec wszystkich. Wiedzieć, że mamy także inne wartości i że nasza ich hierarcha jest zmienna, bo zależy od wieku i doświadczeń.

Czyli można być atrakcyjną i nie być sexy? Kobieta nie musi na każdym kroku drżeć o to, jak ktoś inny zakwalifikuje jej wygląd. Dla niej może – ale też nie musi – być ważny kolorystycznie dobrany strój, świadoma stylizacja, bo wyraża ją samą, jej istotę, a nie tylko cechy fizyczne. Ubranie może podkreślać piękno figury, a może też ją ukrywać, bo tego akurat potrzebuje kobieta. Sukienka nie musi zawsze mieć dekoltu, by kobieta czuła się dobrze w swojej skórze i z samą sobą. Seksualizacja w stroju polega na przyciąganiu wzroku wyłącznie elementami seksualnymi, w założeniu, że tylko one decydują o przydatności kobiety dla mężczyzny. U dorosłych to zazwyczaj efekt świadomego działania, które nie jest w ogólnym rozrachunku dobre ani dla kobiet, ani dla mężczyzn.

A może seksualizacja to zapowiedź świata, w którym starość zostanie wymazana? No bo niby po co nam ona? Gdy człowiek dorośleje i z czasem traci walory fizyczne, nie musi popadać w rozpacz z tego powodu. Szczególnie wtedy, gdy wie, że utrata jednych cech stwarza miejsce dla powstawania innych. Jak to pani określiła – otwiera się wtedy serce i umysł na nowe wartości, budujemy bliskość z innymi ludźmi, tworzymy nowy sens swojego istnienia. Na starość kierujemy uwagę również ku rozwojowi duchowemu. A ponieważ człowiek jest śmiertelny, przygotowuje się do porzucenia ciała i przejścia w wymiar duchowy. Czyli do odejścia ze świata materialnego, cielesnego… do innego ogrodu.