1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Erotyzm w pojedynkę - sposób na poznanie swoich potrzeb

Erotyzm w pojedynkę - sposób na poznanie swoich potrzeb

Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy kobieta lubi sama dostarczać sobie rozkoszy, może okazać się to bardzo korzystne dla jej związku. Choć nie zawsze.

Podejście do autoerotyki zmieniło się diametralnie od czasów prababek. Dawne bzdury o grzechu, wyrastaniu włosów na rękach albo zezie zastąpiła zupełnie inna teoria. Dziś, gdy poskarżysz się seksuologowi, że seks nie daje ci rozkoszy, usłyszysz: „masturbuj się!”. Nieważne, czy jesteś w związku, czy śpisz sama. Tylko tak masz szansę nauczyć się, co to jest orgazm i gdzie go szukać. Co my na to?

Wzorem starożytnych mędrców pochwalamy umiar. Masturbacja nie jest groźna w skutkach, na pewno dzięki niej wzrasta znajomość własnego ciała. Dziś świat już nie oczekuje od wchodzącej w relację kobiety całkowitej niewinności i absolutnej czystości. Przeciwnie: lepiej, jeśli dziewczyna lubi seks i chętnie mu się oddaje. – I tak będzie, jeśli odkryje siebie, oswoi się ze sobą i samodzielnie zintegruje swoją seksualność – mówi psycholog i seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. – Dlatego seksuologowie zalecają treningi masturbacyjne także kobietom w związkach, jeśli mają problemy z osiągnięciem orgazmu podczas stosunku. Warunkiem przyjemności w łóżku jest odpowiednia synchronizacja, pełna akceptacja, zgoda na to, co się dzieje, i całkowity relaks – a to niekiedy łatwiej uzyskać w samotności niż we dwoje.

Kiedy kochanek zbyt młody…

Szczęściarą może się nazwać 20-latka spotykająca rówieśnika, który rozumie kobiece ciało na tyle, że jest w stanie dać jej przyjemność. Większość młodych kochanków nie potrafi jeszcze „postępować” z kobietą. Brak im wprawy, znajomości tajników kobiecego ciała; w dodatku z reguły wszystko dzieje się zbyt szybko. – Masturbacja w takiej sytuacji to często jedyny sprzymierzeniec młodej kobiety związanej z niedoświadczonym partnerem – mówi Twardo-Kamińska. Przekonała się o tym Weronika: – W świat seksu wprowadzali mnie kolejni mężczyźni. Ale trudno ich było nazwać mistrzami ars amandi, nie umieli pieścić kobiety i w ogóle myśleli raczej głównie o sobie. I pewnie nie odkryłabym orgazmu, gdyby nie przypadek: w poradniku przeczytałam, że kobieta orgazmu najlepiej może nauczyć się sama. Zaczęłam więc i… uczyłam się z przyjemnością – opowiada. Weronika próbowała różnych sposobów dochodzenia do rozkoszy – pieściła swoje ciało, sutki, łechtaczkę; trenowała różne siły nacisku i różne rodzaje dotyku. Tymi, które „działały”, dzieliła się ze swoim partnerem. I cóż? I bardzo dobrze!

– Dzięki moim wskazówkom partner wie, jak mnie dotykać i co sprawia mi największą przyjemność. We dwoje korzystamy z wiedzy na temat mojego ciała – mówi Weronika. Czy jej partner wiedział o tych „ćwiczeniach”? Nie, Weronika uznała, że to zbyt intymne doświadczenie.

Brak orgazmu

Ewa ma 30 lat. Jest z Albertem od półtora roku. Kocha go, ale… przez te półtora roku nie miała orgazmu. Zapytana, czy sama też nie osiąga przyjemności, unosi brwi. Przecież ma partnera, a te potrzeby powinien zaspokajać mężczyzna, masturbacja w związku jest czymś nienaturalnym. Owszem, wcześniej się masturbowała. Ale teraz już tego robić nie będzie, bo to niezgodne z jej poglądami.

To częste zjawisko: kobiety, które kiedyś chętnie oddawały się autoerotycznym praktykom, zarzucają je, gdy znajdują partnera. Wciąż wiele osób hołduje stereotypowi, że singielki mogą się masturbować, ale kiedy wchodzą w związki, powinny o autoerotyce całkowicie zapomnieć – chyba że partner wyjechał daleko i na długie miesiące. – Tymczasem masturbacja w związku może być dobra, pod warunkiem że nie zastępuje współżycia z partnerem – komentuje seksuolog. – Ale jako dodatek może stanowić miłe urozmaicenie.

Co to znaczy: dodatek? O takiej sytuacji mówimy wtedy, kiedy para normalnie współżyje i ma z tego odpowiednią dawkę przyjemności, ale kobieta raz na jakiś czas chce zostać ze swoją rozkoszą sama. Zwłaszcza jeśli ma większe potrzeby niż partner. Wiele kobiet lubi takie sam na sam ze sobą, niezależnie od udanego współżycia z partnerem.

– Czasem gdy leżę w wannie, w pachnącej pianie, dookoła palą się świece, a woda i zapachy pieszczą moje zmysły, nachodzi mnie nieodparta ochota, by się podotykać i dać sobie chwilę przyjemności – wyznaje Alicja. – Mam nadzieję, że nie ma w tym nic złego.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej – nie ma, pod warunkiem że nie jest to jedyny sposób dochodzenia do przyjemności. Masturbacja może być jednym z elementów życia erotycznego i wcale nie musi konkurować ze stosunkiem czy go zastępować. Zdarza się też, że masturbacja jest alternatywą dla pozamałżeńskich romansów. Chwila autoerotyki od czasu do czasu jest w porządku, pod warunkiem jednak, że w sypialni nie czeka spragniony naszego ciała i bliskości partner.

– Bo jeśli czeka – lepiej byłoby go do pieszczot zaprosić – mówi seksuolog. – Jeśli sprawiamy sobie rozkosz za zamkniętymi drzwiami, a potem odtrącamy partnera, to nie jest w porządku. Lepiej przyjąć scenariusz Renaty.

– Mój mąż bardzo się starał, ale coś było nie tak, nie mogłam osiągnąć szczytu – opowiada. – Po kilku miesiącach zebrałam się na odwagę i kochając się z mężem, zaczęłam sama się pieścić. Niepotrzebnie bałam się jego reakcji: był zachwycony! Obydwoje szybko osiągnęliśmy rozkosz.

Jak zapewnia seksuolożka: – Widok pieszczącej się partnerki jest dla mężczyzny bardzo atrakcyjny. Warto wciągnąć autoerotykę na listę zabaw, którym oddajemy się wspólnie z partnerem. Większość mężczyzn będzie zachwycona, obserwując pokaz kobiecej rozkoszy.

Erotyczne fantazje

Podczas seansu masturbacyjnego – czy jest on udziałem nastolatki, czy młodej mężatki – ważną rolę spełniają fantazje seksualne. – Kobieta, pieszcząc się, snuje różne wizje, które służą wzbudzeniu i spotęgowaniu podniecenia. Dobrze jest przyjrzeć się tym wizjom i elementom, które nas w nich podniecają, ponieważ to skrócona instrukcja obsługi własnej seksualności – mówi Joanna Twardo-Kamińska.

Bo jeśli znamy swoje fantazje, znamy też swoje upodobania. Te najskrytsze pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego, ale są wśród nich i takie, które kiedyś z przyjemnością zrealizujemy w ramionach partnerów. Zdaniem wielu seksuologów seks w rytm fantazji erotycznych jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących.

Jak podkreśla Joanna Twardo-Kamińska: – Często zachęcam moje pacjentki do poszukiwania materiału, który mógłby stanowić wątek ich erotycznych fantazji snutych podczas autoerotyki. Fantazje są zlepkiem naszych doświadczeń, obserwacji, przechwyconych obrazów. Dlatego zajrzyjmy do sex shopu i zapytajmy o film erotyczny. Czytajmy erotyczną literaturę. Nigdy nie wiadomo, gdzie znajdziemy ziarno podniecenia, które zakiełkuje kiedyś cudownym doświadczeniem. Poszerzajmy swój sypialniany repertuar, najpierw w teorii, by potem móc to zrobić w praktyce.

Erotyczne spotkanie ze sobą

Kulturowy zakaz masturbacji przynosi tak naprawdę całkiem sporo szkody. Zabrania czegoś, co jest dla człowieka naturalne, i odcina go od najlepszego źródła doświadczeń pozwalających nauczyć się własnego ciała. – Gdybyśmy żyli wolni od zahamowań narzuconych przez kulturę i normy społeczne, pewnie wszyscy młodzi ludzie masturbowaliby się regularnie i z ochotą. Niezależnie od płci – twierdzi Joanna Twardo-Kamińska. Nie byłoby to złe, bo masturbacja jest niezastąpionym narzędziem erotycznego samopoznania. Bo choć kobiety rodzą się ze zdolnością, której zazdroszczą im mężczyźni: mogą mieć wielokrotne orgazmy – to zanim doświadczą chociaż jednego, muszą poćwiczyć.

– Autoerotyzm pozwala kobiecie poznawać własne ciało, uczyć się ścieżek dochodzenia do rozkoszy, wypracowywać mapę rozkoszy, poznawać własne czułe punkty. Badania potwierdzają, że masturbujące się kobiety mają bardziej udane życie seksualne, a to często przekłada się na budowanie trwalszych więzi – wyjaśnia seksuolożka. I dodaje, że erotyczne ćwiczenia, okraszone fantazjami seksualnymi i zwieńczone orgazmem, mogą przynieść więcej pożytku niż przeczytanie poradnika na temat erotyki.

Ekspert: Joanna Twardo-Kamińska: psycholożka, seksuolożka, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Przyjemność seksualna wzmacnia związek. Jak doprowadzić kobietę do orgazmu?

Jak doprowadzić kobietę do orgazmu? I dlaczego to jest ważne? - Orgazmy karmią seksualną pewność siebie kobiety, wzmacniają chęć bycia razem, poczucie więzi, zespolenia w związku - podkreśla terapeutka seksualna. (fot. iStock)
Jak doprowadzić kobietę do orgazmu? I dlaczego to jest ważne? - Orgazmy karmią seksualną pewność siebie kobiety, wzmacniają chęć bycia razem, poczucie więzi, zespolenia w związku - podkreśla terapeutka seksualna. (fot. iStock)
Kobietom długo odbierano prawa do przeżywania przyjemności z seksu. Dziś rozumiemy już, że dla jakości związku ważna jest satysfakcja obojga partnerów - znaczenie ma nie tylko rozkosz seksualna mężczyzny, ale też doprowadzenie kobiety do orgazmu. O tym, jak poszukiwanie i doświadczanie orgazmu wzmacnia miłosną relację – opowiada terapeutka Marja Kihlström.

Jeszcze niedawno nikt nie mówił o kobiecej satysfakcji z seksu, o tym, jak doprowadzić kobietę do orgazmu, dziś temat regularnie pojawia się w filmach, książkach, prasie. Mam wrażenie, jakby rodziła się jakaś presja odczuwania orgazmu przez kobiety, jakby seks bez tego doświadczenia miał mniejszą wartość...
Każdy ma prawo sam uznać czy określić, jaki seks jest dla niego satysfakcjonujący, jaki daje mu wystarczającą przyjemność. Orgazm to nie przymus, ale każda kobieta powinna mieć prawo do jego przeżywania. To szczyt przyjemności, moment, kiedy możemy poczuć całkowitą wolność, a poza tym uczucie odpuszczenia, utraty kontroli. Kobieca seksualność długo była postrzegana jako nieistotna, a już na pewno nie tak istotna jak seksualność męska. Do tego dochodziły lęk przed ciążą, choroby przekazywane drogą płciową, strach przed utratą reputacji. To wszystko odbierało kobiecie radość z seksu, w ogóle możliwość jego przeżywania. Podróż w stronę kobiecej przyjemności i orgazmów zaczyna się, gdy sama kobieta uświadomi sobie, jak ważne są one dla jej zdrowia psychicznego.

A jak bardzo są ważne?
Radość i przyjemność płynące z seksu poprawiają nie tylko nasze samopoczucie i dobrostan, lecz także samopoczucie naszych partnerów, więc wpływają pozytywnie na związek jako całość. Dlatego partnerzy powinni też rozmawiać o tym, co czują w związku z trudnościami z osiągnięciem orgazmu.

Popkultura i różnego rodzaju poradniki wskazują przede wszystkim stymulację narządów płciowych jako sposób na doprowadzenie kobiety do orgazmu, a przecież kobieta ma strefy erogenne w wielu miejscach ciała i może się okazać, że łatwiej jej osiągnąć go przez pieszczoty innych punktów.
Wszystkie rodzaje i sposoby na osiągnięcie orgazmu są dobre i słuszne. Orgazm pochwowy, łechtaczkowy, przez pocieranie sutków, a nawet po prostu fantazjowanie o kimś... Każdy jest inny, nie ma co robić rankingu. Orgazmy mają dawać rozkosz i wzmacniać związek, a nie być polem do frustracji czy oceny.

Jak przekonać kobiety, żeby zadbały o swój orgazm, że warto o niego zawalczyć?
Ta zmiana myślenia musi wyjść od kobiet. I zaczyna się od kobiet, które chcą poznać swoje seksualne potrzeby i naprawdę o nie zadbać. To ważne nie tylko dla ich własnej przyjemności, ale też po to, by zbudowały własną seksualną świadomość i pewność siebie. A ta pewność jest im potrzebna, by nie bały się ani nie wstydziły mówić o swoich potrzebach i pragnieniach. Uważam, że każda kobieta potrzebuje partnera, który będzie ją wspierał i będzie chciał nauczyć się dbać o jej przyjemność, o doprowadzenie kobiety do orgazmu. Mężczyzny, który będzie umiał zapytać swoją partnerkę: „Co lubisz robić w łóżku?”, i nie będzie się wstydził, gdy ona zada mu to samo pytanie. I nawet jeśli żadne z nich nie będzie znało od razu odpowiedzi, to będą gotowi rozpocząć przygodę pełną radości i dawania sobie nawzajem rozkoszy.

A jakie są korzyści z orgazmu dla związku?
Przyjemność i orgazm to podstawa, jądro seksu. Im bardziej jesteśmy w stanie cieszyć się seksem, tym bardziej go chcemy. Orgazmy karmią seksualną pewność siebie kobiety, wzmacniają chęć bycia razem, poczucie więzi, zespolenia w związku. Gdy mężczyzna widzi, jaką rozkosz daje partnerce, zwykle to go dodatkowo podnieca i sam zaczyna czerpać większą radość ze wspólnego seksu.

Walka o orgazm, o doprowadzenie kobiety do orgazmu, dla niektórych jest zbyt dużą presją. Może po prostu cieszmy się byciem razem?
Warto sobie postawić pytania: Dlaczego w ogóle uprawiamy seks? Czy robimy to, żeby osiągnąć orgazm? Uprawianie seksu powinno przede wszystkim dawać radość i poczucie bliskości. Zamiast koncentrować się na orgazmie, lepiej po prostu skupić się na pieszczocie, czułości, dotyku, pocałunkach, co może być bardzo skuteczną drogą do rozkoszy, choć nie musi. I ważne, żeby to powiedzieć partnerowi, bo nikt nie potrafi czytać w myślach.

Gdyby miała pani przygotować krótką instrukcję dotyczącą tego jak osiągnąć orgazm w parze i jak doprowadzić kobietę do orgazmu, to od czego by pani zaczęła?
Od propozycji, by kobieta spróbowała poznać własną historię seksualną. Żeby pochyliła się nad swoim dzieciństwem, rodziną, edukacją seksualną i wcześniejszymi związkami i zastanowiła nad tym, jak to wszystko wpływa na jej obecny związek. To bardzo ważne, czasem kluczowe, by spróbować rozpoznać i nazwać te trudności, które uniemożliwiają nam osiągnięcie orgazmu, i by móc zacząć je kolejno przełamywać. Następny krok to podarowanie sobie czasu na to, by lepiej poznać swoje ciało. Uświadomienie sobie, co się lubi, jakich pieszczot się potrzebuje. Moim zdaniem dobrze jest zacząć od dokładnego obejrzenia siebie w lustrze, by lepiej poznać i oswoić się z wyglądem własnej anatomii. Takie doświadczenie pomoże lepiej zrozumieć, jak działa organizm. Jeśli jesteśmy w związku, to opowiedzmy partnerowi, co nam się podoba w seksie, co lubimy, możemy też poprowadzić jego rękę, pokazać mu, jak chcemy być przez niego dotykane i pieszczone. A jeśli nie wiemy jeszcze, co i jak sprawia nam radość – to też nie szkodzi. A nawet może być inspirujące. Wtedy możemy po prostu przyznać, że to dla obojga nowe doświadczenie i z chęcią przetestujemy różne rozwiązania. Myślę, że takie wspólne eksplorowanie przyjemności może być bardzo ekscytujące dla pary.

Wydaje mi się, że wspomniana presja osiągania orgazmu maleje z wiekiem kochanków, więc zwiększa się szansa na satysfakcję. Starsze pary mierzą się jednak z innymi trudnościami.
Starsze pary różnią się od młodszych pod wieloma względami. Doświadczenie daje większy spokój i pewność siebie, zwłaszcza dojrzałe kobiety potrafią łatwiej i swobodniej wyrazić swoje potrzeby seksualne, jednak po menopauzie zwykle ich wrażliwość na orgazm maleje. To nie znaczy jednak, że z tej przyjemności trzeba zrezygnować, wręcz odwrotnie. Mam klientki, które zaczęły doświadczać orgazmu dopiero po pięćdziesiątce. Nasza seksualność zmienia się przez całe życie i to jest bardzo dobra wiadomość.

Często czujemy się samotni, także będąc w związku. Wydaje nam się, że świat nie pomaga nam zrozumieć naszych potrzeb. Od czego zacząć, by poczuć się trochę lepiej i bezpieczniej ze sobą oraz partnerem?
Myślę, że często pod poczuciem osamotnienia ukrywa się nasza potrzeba bycia widzianym i słyszanym jako osoba. Dlatego to bardzo ważne, byśmy nie bali się mówić o swoich uczuciach, życzeniach, pragnieniach i potrzebach, zwłaszcza partnerowi, który jest przecież najbliższą nam osobą. W swojej praktyce terapeutki seksualnej widzę, że gdy para uczy się komunikować swoje uczucia, to zwykle prowadzi to do odczuwania większego pożądania. Oczywiście, to wymaga czasu i cierpliwości, dlatego zawsze na początku radzę: „Odłóżcie smartfony i częściej patrzcie sobie w oczy”.

Rozmawiamy w trudnym czasie, gdy koronawirus opanował niemal cały świat. Jak w takim okresie zadbać o siebie, drugą osobę i jednocześnie pozostać zdrowym?
To wbrew pozorom dobry czas, by zająć się sobą, skoncentrować na swoich potrzebach. Single na spokojnie mogą się zająć badaniem i eksplorowaniem własnego ciała i dostarczaniem sobie przyjemności. A parom życzę dużo delikatnego dotyku i przytulania, bycia naprawdę razem. Mam nadzieję, że nie zapomną o tym – zwłaszcza teraz, gdy świat trochę się zatrzymał. Seks nie potrzebuje pośpiechu. Po prostu bądźmy ze sobą, rozmawiajmy, opowiadajmy o swoich pragnieniach i fantazjach, próbujmy spełniać życzenia i pomysły partnera. Szczera i nieskrępowana rozmowa o seksie i seksualności wymaga od nas sporo praktyki, otwartości i nieoceniania. A przyjemność można dawać sobie na różne sposoby, seks to nie zawsze stosunek.

Marja Kihlström, terapeutka seksualna, autorka popularnego w Finlandii bloga na temat seksualności „Puhu muru”, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

  1. Seks

Seksualność kobiet wysoko wrażliwych okiem terapeutki Katarzyny Kucewicz

Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Wysoka wrażliwość to z jednej strony olbrzymi potencjał doświadczania zmysłowego, z drugiej – ryzyko, że mocniejszy bodziec wywoła dyskomfort, a nawet ból. Wyjątkowo delikatnej i bogatej seksualności kobiet, które „czują za bardzo”, przyjrzała się psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.

Kobiety wyjątkowo wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. Dotyk miękkich materiałów, delikatne muśnięcia na przykład karku czy policzka zapewniają im ekscytujące doznania. Bardziej wrażliwy układ nerwowy jest niestety także bardziej podatny na ból, więc mocniejszy dotyk raczej może być dla nich mało przyjemny, a nawet wywoływać dyskomfort. Wrażliwość jednocześnie ułatwia i utrudnia osiąganie satysfakcji seksualnej.

Bogata wyobraźnia

Fantazja kobiet wrażliwych jest przeważnie nieograniczona i bujna. Już jako dziewczynki często lubiły zamykać się we własnej samotni, a jako kobiety dorosłe potrafią wyobrażać sobie ze szczegółami rozbudowane scenariusze erotycznych doznań. Seksualne marzenia kobiet wysoko wrażliwych mogą dotyczyć różnych sytuacji, ale w rzeczywistości preferują one raczej dotyk czuły i namiętny niż szybki i gwałtowny. Związane jest to z sensoryczną wrażliwością ich ciała.

Dla kobiet wrażliwych bardzo istotna w osiągnięciu satysfakcji seksualnej jest sprzyjająca atmosfera. Dlatego seks bez zobowiązań i relacje oparte wyłącznie na seksie są u nich raczej rzadkością. Niektórzy mówią nawet, że wśród kobiet wysoko wrażliwych istnieje duży odsetek demiseksualnych, czyli takich, których orientacja psychoseksualna opiera się na odczuwaniu pociągu erotycznego tylko pod warunkiem, że nawiązana zostanie silna więź emocjonalna. Według badaczy kobiety wrażliwe raczej później przechodzą inicjację seksualną i mają mniej partnerów niż średnia populacji, co potwierdza, że jednorazowe historie miłosne nie znajdują się w kręgu ich zainteresowania.

Gra wstępna? Powinna być długa i subtelna. Czasami może trwać już od rana, przez cały dzień. Raczej delikatna niż gwałtowna i wyuzdana. Na pewno należy zadbać o atmosferę i komfort – tylko zrelaksowana kobieta będzie czerpała z seksu przeszywającą przyjemność. Zwłaszcza jeśli jest wysoko wrażliwa, a tym samym bardzo czuła na bodźce i doznania. Odpowiednio rozluźniony organizm lepiej reaguje na dotyk, a to szczególnie ważne u kobiet z niskim progiem bólu. Skarżą się one często na doświadczanie dyskomfortu przy próbie stosunku genitalnego. Wynika to z napięcia, niedostatecznego nawilżenia pochwy oraz tego, że mocny i raptowny dotyk jest dla nich nieprzyjemny.

W seksie dla WWO (osób wysoko wrażliwych) bardzo ważne są spokój, harmonia i pewność, że nie będzie zbyt wielu dodatkowych stymulacji. Już sam akt seksualny jest mocnym doświadczeniem, angażującym i przejmującym, a orgazm – przeżyciem wręcz mistycznym, nieziemskim. Doktor Elaine Aron, autorka pojęcia wysokiej wrażliwości, w trakcie swoich badań doszła do wniosku, że kobiety wrażliwe mają statystycznie więcej orgazmów niż kobiety niewrażliwe.

Tak zwany szybki numerek, podczas gdy za ścianą biesiadują goście, przebywają rodzice albo dzieci, jest dla wrażliwej kobiety napinający, bo bodźce dźwiękowe rozpraszają całą jej uwagę. To analogiczna sytuacja jak ta w pracy, gdy nie możemy się skupić na zadaniu, bo dookoła tyle się dzieje. Zatem wszelkie niepokojące dźwięki zza ściany, miauczący kot albo świadomość, że ktoś może wejść, raczej nie będą pobudzać osoby wrażliwej – to zbyt duże rozproszenie.

„Jeśli coś wytrąci mnie z rytmu, nie jestem w stanie szybko powrócić do miłosnych uniesień, momentalnie się blokuję. Łagodna muzyka, kadzidełka plus dotyk męża? O nie, to zbyt wiele. Wolę, gdy jest jeden intensywny bodziec” – mówi Nina, 37-letnia nauczycielka angielskiego będąca WWO.

Po seksie wrażliwa kobieta potrzebuje dużo czasu, by dojść do siebie. Seks jest dla niej wyczerpujący nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Czasami kobiety opowiadają, że po bardzo intensywnym orgazmie wręcz płaczą ze szczęścia, bo tak są poruszone.

Sex-care

Seks jest trudnym tematem do rozmowy dla większości ludzi. To przestrzeń, w której wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy wysoce wrażliwi. Nasz układ nerwowy analizuje w trakcie zbliżenia wiele danych, więc łatwo może zostać przeciążony, a tym samym wytrącić nas z miłosnego nastroju, zanim jeszcze zdążymy się „rozkręcić”. Kluczem do tego, by był seks udany i spełniony, wydaje się nawiązanie właściwej, opartej na empatii i wzajemnej trosce komunikacji z partnerem. Oraz, a może przede wszystkim, pełne zaakceptowanie swojego ciała i własnej seksualności. W swojej praktyce seksuologicznej zauważam, że kobiety, pragnąc osiągnąć harmonię w swoim życiu, często zapominają troszczyć się o własną seksualność. W Ameryce taka troska nosi nazwę sex-care. Sex-care to uważność na swoją seksualność, traktowanie jej z taką samą atencją, z jaką podchodzimy do dbania o swoje samopoczucie czy zdrowie fizyczne.

Kobieta wrażliwa dobrze czyta swoje ciało, jest wnikliwa i dostrzega wszelkie niuanse. Nierzadko jednak jest też krytyczna i surowa w przyglądaniu się swoim kształtom. Może krępować ją własna nagość i kobiecość w kontekście seksualnym, bo często nie ma zbyt wielu intensywnych doświadczeń w tej materii, nie jest też oswojona z nagością. Bywa, że krytycznie ocenia wszelkie odstępstwa od ideału, a jeśli w jej życiu zdarzyła się krytyka (w formie przemocy rówieśniczej czy po prostu niewybrednego komentarza rodzica), odnosi się do niej w sytuacjach intymnych, przypomina sobie, zastanawia się, czy dalej te słowa są aktualne. To procesy zachodzące szybko i automatycznie. Nie jest tak, że same je przywołujemy – usłyszana krytyka rzuca swój cień w momentach napięcia, niepewności, sytuacjach, w których obnażamy się i poddajemy ocenie.

Na szczęście czerpanie satysfakcji seksualnej jest kwestią treningu, ćwiczenia, czułego sprawdzania siebie i swoich reakcji. Można taki trening rozpocząć od automasażu, tańca, samotnego poznawania swojej skóry w kąpieli. Dopiero później można spróbować form głęboko duchowych, na przykład tantry.

Fragment książki „Kobiety, które czują za bardzo”, wyd. Rebis. Wszystkie skróty pochodzą od redakcji.

Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Prowadzi Ośrodek Psychoterapii i Coachingu Inner Garden w Warszawie, współpracuje także z Poradnią Zdrowia Psychicznego „Harmonia”. Należy do Polskiej Federacji Psychoterapii. Swoją wiedzą dzieli się na Instagramie: @psycholog_na_insta.

  1. Seks

Dobra w łóżku znaczy dobra dla siebie – jak zaopiekować się sobą w seksie?

W seksie konieczna jest cierpliwość: w uczeniu się siebie i partnera, w poznawaniu swojego tempa oraz sygnałów wysyłanych nam przez ciało. (Fot. iStock)
W seksie konieczna jest cierpliwość: w uczeniu się siebie i partnera, w poznawaniu swojego tempa oraz sygnałów wysyłanych nam przez ciało. (Fot. iStock)
Akceptacja rozpoczyna się od ciała, zarówno stref intymnych, jak i wszystkich innych, bo istotami seksualnymi jesteśmy w całości. W każdym wydaniu jest ono piękne i godne troski oraz uwagi, bez względu na mniej lub bardziej wyimaginowane niedoskonałości – twierdzi seksuolożka Roberta Rossi. W swojej najnowszej książce „Dochodzę” radzi kobietom, jak zaopiekować się sobą w seksie.

Jak podkreślają seksuolodzy, życie seksualne nie powinno być nigdy źródłem wstydu, a chęć realizacji własnych pragnień w tej sferze to nasze prawo, niezależnie od płci i wieku. Aby przeżywać je pięknie i w pełni, potrzebujemy jednak nie tylko odpowiedniego partnera, ale także, jeśli nie przede wszystkim, zbliżenia się do samej siebie. Konieczne są poznanie własnych upodobań i indywidualnych cech oraz umiejętność proszenia o to, co sprawia nam przyjemność, ale także o pomoc, jeśli z czymś sobie nie radzimy. Jak być dobrą dla siebie w seksie? Oto kilka wskazówek.

Najpierw ty

„Seks pełen radości, zaciekawienia i spokoju to przepiękna rzecz” – pisze Roberta Rossi, włoska seksuolożka i przewodnicząca Włoskiej Federacji Seksuologicznej, autorka wydanej niedawno książki „Dochodzę. Odkryj, co sprawia ci przyjemność” (wyd. Znak). I choć oryginalny tytuł „Vengo prima io” (dosłownie: „Pierwsza dochodzę ja”) mógłby sugerować skupienie na sobie, wręcz pewien seksualny egocentryzm, to – jak tłumaczy Rossi – nie jest on wcale wyrazem najwyższej dbałości, jaką możemy okazać sobie samej w łóżku. Wyrażenie zastosowane na okładce ma w języku włoskim jeszcze jedno znaczenie: bycia priorytetowym, istotnym. Nie tyle więc „ja pierwsza dochodzę”, co „dla siebie samej najbardziej liczę się ja”. Czyli bycie ważną dla samej siebie, zajęcie się sobą, zwłaszcza poprzez lepsze poznanie i zrozumienie. Jak przypomina Rossi, dobry seks ma miejsce wtedy, gdy jesteśmy pogodne, otwarte i rozluźnione, a więc, mówiąc krótko: czujemy się komfortowo. Do tego potrzebna jest wiedza i wynikająca z niej samoświadomość.

Myślę, czuję, akceptuję

Zacząć należy od własnego ciała – jego wyglądu, potrzeb, ale także budowy, która przed wieloma z nas nadal kryje sporo tajemnic. Rossi zachęca do prostego doświadczenia. „Weźcie lusterko, usiądźcie wygodnie, zdejmijcie majtki i poobserwujcie się. (...) Dlaczego tracić na to czas? Ponieważ poznanie tego obszaru pomaga nam o nim myśleć, pamiętać, że ma on swoje wymagania, nie tylko seksualne, i że powinnyśmy o niego dbać, tak jak dbamy o inne części ciała. Poświęćcie więc trochę czasu i dokładnie się obejrzyjcie, skoncentrujcie się na waszych reakcjach i odczuciach”.

W szerszym ujęciu akceptacja dotyczy kolejnych aspektów: myśli, odczuć, pragnień. Podobnie jak jedni ludzie lubią lody waniliowe, a inni wolą czekoladowe, tak i w seksie nasze preferencje, marzenia, fantazje, ulubione pozycje i scenariusze mogą znacząco się od siebie różnić. Nie musimy lubić tego, co lubi koleżanka, ani chcieć robić tego tak, jak pokazano w głośnym filmie czy książce. Co więcej, upodobania te mogą zmieniać się na przestrzeni czasu – to też warto sobie uświadomić i zaakceptować. „Wyobraźcie sobie przyjemność seksualną jako pojemnik zawierający w swoim wnętrzu różne aspekty waszego życia – pisze Rossi. – To, kim jesteście, środowisko, w którym wyrosłyście, informacje, które uzyskałyście na temat przyjemności seksualnej i ogólnie seksualności, wasze doświadczenia, wasz osobisty próg przyjemności i bólu, wasz stan zdrowia i jeszcze wiele innych elementów. Wszystkie te czynniki wiążą się ze sobą i determinują sposób, w jaki każdy z nas doświadcza przyjemności seksualnej”.

Komunikat JA

Kolejnym niezwykle ważnym elementem troski o siebie samą w seksie jest dbałość o komunikację z partnerem, której podstawą nie jest wcale chemia i nadawanie na tych samych falach, ale szczera i otwarta rozmowa. Jak podkreśla włoska badaczka, to przede wszystkim my same, nie kochanek, jesteśmy odpowiedzialne za naszą przyjemność! Zanim jednak będziemy mogły zakomunikować partnerowi, co i jak najbardziej lubimy, musimy się tego dowiedzieć w praktyce, zebrać jak najwięcej informacji na temat funkcjonowania własnego ciała. Partner powinien być towarzyszem naszej wyprawy, a przepływ informacji jest tu elementem kluczowym. „Ważne, by między wami, niezależnie od typu łączącej was relacji, było zaufanie, zażyłość i możliwość komunikowania bez poddawania się ocenie” – przekonuje Rossi. „Najlepszą drogą jest postępowanie w sposób bezpośredni i konkretny: towarzyszcie partnerowi za pomocą waszych rąk, ruchów ciała, słów. W tym rodzaju komunikacji może wam bardzo pomóc technika »komunikat JA«, która polega na mówieniu o sobie, o waszych potrzebach i waszych wymaganiach, bez skupiania się na błędach drugiej osoby. Kiedy partner robi coś, co wam się podoba, co jest dla was skuteczne, mówcie o tym jasno: łatwiej będzie jemu czy jej przyjąć do wiadomości wasze wymagania, jeśli zakomunikujecie je w sposób pozytywny, niż gdybyście miały wykazać jego braki w sposób obwiniający”.

Daj sobie czas

Mówi się, że największym darem, który można dać drugiemu człowiekowi, jest czas. Nie inaczej sprawy mają się z dbaniem o siebie samą. W seksie konieczna jest cierpliwość: w uczeniu się siebie i partnera, w poznawaniu swojego tempa i rozpoznawaniu sygnałów wysyłanych nam przez ciało. Przydaje się ona także wtedy, kiedy naszym problemem jest na przykład potrzeba kontroli – ważna kwestia dla tych kobiet, które napotykają trudności z doświadczaniem orgazmu. „Edukacja i doświadczenia życiowe mogą rozwinąć w nas potrzebę kontroli wszystkiego, co się dzieje, łącznie z doświadczeniem seksualnym” – tłumaczy Roberta Rossi. To oddala od przyjemności i sprawia, że skupiamy się na czymś innym.

Aby poczuć przyjemność, trzeba dać się ponieść emocjom, zaufać sobie i osobie, z którą jesteśmy; czasem potrzeba na to więcej czasu, niż byśmy sobie życzyły, karmione zewsząd opowieściami o spontanicznym seksie, który wydarza się sam z siebie, bez żadnego wysiłku, a z maksymalnym wynikiem. Nie zmienia to jednak fundamentalnego faktu: zawsze mamy prawo odmówić wszelkich praktyk seksualnych, które nam nie odpowiadają, a koncepcja konsensualności, czyli świadomej zgody na każdą z nich, jest absolutnie podstawowa w tej sferze ludzkiego życia. Nie istnieje coś takiego jak obowiązek małżeński czy domniemanie zgody, a oboje partnerzy muszą być całkowicie pewni, że są zainteresowani seksem, zanim jeszcze się on rozpocznie. Jeśli już się rozpoczął, można go przerwać i w dowolnym momencie powiedzieć „nie” – i musi to zostać uszanowane.

Każda z nas ma też prawo wypróbowywać nowe praktyki, jednak jeśli nie ma na to ochoty, to nie powinna czuć się winna, niedojrzała, nieciekawa, nieodważna czy mało otwarta. W tej sferze naprawdę nie musimy, a wręcz nie powinnyśmy niczego robić pod presją ani dla kogoś innego.

Proś o pomoc

Ważnym, a ciągle jeszcze zbyt rzadko podkreślanym elementem dbania o własną sferę seksualną jest gotowość do sięgnięcia po profesjonalną pomoc, kiedy uznamy, że napotkanych trudności nie jesteśmy w stanie pokonać samodzielnie. Każdy człowiek ma inny temperament i potrzeby seksualne; mogą one także podlegać zmianom na przestrzeni czasu. Okresy mniejszego zainteresowania seksem, a nawet całkowitego braku pożądania i poszukiwania przyjemności, stanowią naturalną część życia i są ściśle powiązane z tym, co dzieje się w innych jego sferach. „Jeśli jesteś zestresowana, zaniepokojona albo tylko bardzo zaangażowana w inne sprawy, może ci się zdarzyć, że przez jakiś czas masz mniejszą ochotę na seks albo nie masz jej wcale. Zaczyna się mówić o zaburzeniu pożądania, gdy jego brak przedłuża się nieprzerwanie powyżej sześciu miesięcy” – tłumaczy autorka „Dochodzę”.

Oczywiście brak pożądania u jednego z partnerów to nie jedyny problem w sferze seksualnej, z którym możemy się borykać. Wszelkie wątpliwości czy podejrzenia zaburzeń warto zawsze omówić z seksuologiem, który pomoże w rozwiązaniu kłopotów zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i psychicznej.

Choć konsultacja seksuologiczna budzi u wielu osób wewnętrzny opór, to warto wiedzieć, że stanowi ona najlepsze wyjście – pomoże zidentyfikować źródło trudności i wdrożyć odpowiednią formę leczenia.

Patrz całościowo

Oceniając swoje życie seksualne i swój dobrostan w tej dziedzinie, warto przyjąć też odpowiednią perspektywę. Każdorazowa przyjemność, orgazm, poczucie niezwykłego spełnienia to tylko niektóre z elementów składających się na seksualną satysfakcję. „W odróżnieniu od rozkoszy seksualnej – związanej z aktywnością seksualną – ogólna satysfakcja seksualna jest w istocie subiektywną oceną własnego życia seksualnego, niezależnie od konkretnych doznań odczuwanych podczas seksualnej aktywności – tłumaczy Roberta Rossi. – Wraz z sytuacją ściśle seksualną bierzemy również pod uwagę kontekst, który jej towarzyszył. Krótko mówiąc, satysfakcja odnosi się bardziej do ogólnego poczucia spełnienia związanego ze spotkaniem niż do samego konkretnego osiągnięcia orgazmu”.

Inne są nasze oczekiwania wobec spotkania okazjonalnego, a inne wobec seksu z partnerem, z którym tworzymy związek z długim stażem. Warto wziąć to pod uwagę i pamiętać, że troska o siebie w seksie oznacza również zdystansowanie się do sposobu, w jaki przedstawia się go w naszej kulturze. Dotarcie na szczyt za każdym razem, gdy uprawiamy seks, nie jest wcale konieczne, a szczęśliwe i spełnione życie seksualne nie musi zakładać niezapomnianego orgazmu, fajerwerków i motyli w brzuchu zawsze wtedy, gdy następuje zbliżenie z partnerem czy ma miejsce zachowanie autoerotyczne. Dużo ważniejsze jest to, czy w ogólnej perspektywie jest nam dobrze – zarówno z partnerem, jak i ze sobą samą i swoim ciałem. Tego bowiem, jak mało czego innego, jesteśmy naprawdę warte.

  1. Seks

Lato służy seksualności – dlaczego na wakacjach mamy większą ochotę na seks?

Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Wiele jest rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły - pisze sex coach Marta Niedźwiecka.

Siedzę schowana w cieniu palmy, na plaży po której stąpał nieśmiertelny Jack Sparrow. Wiatr goni chmury po niebie nieprzyzwoicie zaiste niebieskim, a ja z zadowoleniem wpatruję się w trzy kolory morza i sączę mojito. Drink jest nagrodą za starania dzisiejszego dnia, w końcu sporo dziś doznałam pod wodą. Myślę nad tym, jak naprawdę cudownie jest siedzieć na egzotycznej plaży i wchłaniać urodę tego świata. I jak wiele jest fenomenalnych rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły.

Jeżeli jedziemy na urlop realizować plan, a nie poszukiwać przygody i przyjemności, to mogą nam umknąć podstawowe zalety wakacji. Wymienię więc pokrótce rzeczy, które latem robią dobrze na życie, ze szczególnym uwzględnieniem seksu. Wymienię z nadzieją, że komuś będzie się chciało pozbierać nieco tych wrażeń, doświadczeń, by wejść potem w polski, jesienny spleen w pełni mocy i radośnie pobudzonym. Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego.

Słońce

Żyjemy w ciemnym, zimnym i mokrym kraju. A ciemno i zimno może przyczynia się do produkcji wyżu demograficznego, ale na pewno nie służy ars amandi. Słońce energetyzuje, wprawia w świetny humor, podnosi poziomu endorfin. Korzystanie z niego zazwyczaj wymaga wyjścia z budynku, co przekłada się zarówno na ilość niefejsbukowych znajomości, poprawę ukrwienia ciała, opaleniznę, jak i daje możliwość przeżycia czegoś w blasku słońca i w realu.

Lenistwo

Możecie wierzyć albo nie, ale nicnierobienie pomaga podnieść poziom libido. Ten prosty sposób stosowali już władcy Wschodu, zabraniając swym żonom i nałożnicom w haremach robić cokolwiek. Właśnie po to, by swoją energię kierowały na nocne aktywności. Ponieważ zazwyczaj jesteśmy przemęczeni, dociśnięci i skoncentrowani na zadaniach, psychiczny odpoczynek polegający na oddawaniu się lenistwu może nam pomóc zregenerować się i odzyskać zainteresowaniem światem, a może i seksualnością.

Aktywność

Wiem, że przed chwilą napisałam krótką pochwałę lenistwa. Jednak ludzie się od siebie różnią i są tacy, którzy zmuszeni do pozostawania w spoczynku w krótkim czasie robią się niebezpieczni dla otoczenia. Rozsądna porcja aktywności, szczególnie tych podnoszących poziom adrenaliny, działa cuda. Byle nie sport, bo zabiera tyle energii, że na zmysłowe i seksualne przyjemności może już nie wystarczyć. Szczególnie warte uwagi są aktywności wymagające kontaktu z ciałem i pobudzające większą ilość zmysłów (dotyk, zmysł równowagi, słuch, węch). Moim osobistym i zawodowym numerem jeden pozostaje od lat nurkowanie, które jest najskuteczniejszą i najszybszą drogą do poczucia się mocno połączonym ze swoim ciałem. A przyjemności przy tym jest co niemiara.

Jedzenie

Można o nim bez końca, bo to jedna z niewielu przyjemności porównywalnych z seksem. Pomijając afrodyzjaki czy rozbudzające działanie niektórych pokarmów, cieszenie się jedzeniem jest wspaniałe same w sobie. Cieszenie się nieznanymi dotąd smakami, w pięknym miejscu, najlepiej w dobrym towarzystwie jest niezmiennie na liście największych przyjemności świata. Każde pobudzanie zmysłowe - smaku, węchu, wzroku podkręca nasze libido i owocuje większym zainteresowaniem seksem. Wakacje bez orgii smaków są zmarnowaną okazją.

Nowości

Nasz mózg potrzebuje nowości, świeżych bodźców, wrażeń zmysłowych. Wakacyjne podróżowanie jest najlepszym momentem do zaznania tego wszystkiego. Miejsca, ludzie, przygody mogą stać się inspiracją na długo, wnieść coś wartościowego do naszego życia, otworzyć nas na zmiany. Przygody nie popsują się, ani nie wyjdą z mody, będą z nami na zawsze. I nie muszą to być dosłownie egzotyczne przygody erotyczne, żeby skorzystało na tym nasze życie intymne. Chociaż mogą, bo w sumie - czemu nie?

  1. Seks

Kompleksy? Wyrzuć je z łóżka!

Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Natura stworzyła kobietę jako istotę piękną i zmysłową. Kultura dorzuciła trzy grosze: dała jej poezję, księcia na białym koniu i…kompleksy.

Mężczyźni przepadają za kobiecym ciałem. Nie ma obszarów czy stref, których nie uważaliby za ponętne, godne bliższego poznania. Już jako nastolatkowie marzą, by podziwiać, oglądać i dotykać pączkujących piersi koleżanek lub tego tajemniczego miejsca między ich nogami. Tymczasem one z obrzydzeniem i kpiną odwracają się od ich widocznej pod spodniami erekcji, wstydzą się i nie rozumieją ich zainteresowania. Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? Czemu nie potrafi się radośnie rozebrać i cieszyć sobą?

– Mężczyzn do seksu popycha testosteron – podkreśla Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka. – Kobieta ma go dużo mniej, ale za to została wyposażona w bardzo czułe i doskonale funkcjonujące zmysły, dzięki którym mogłaby naprawdę polubić fizyczną bliskość. Niestety, nabyte wraz z wychowaniem zahamowania powodują, że jest w tej sferze mniej przystępna i otwarta.

Niemożliwe, to nie moje!

W naszym społeczeństwie kobieta rzadko przyznaje otwarcie, że jest istotą seksualną. Wstydzi się często również swojej seksualności, na przykład tego, że ma bardzo wilgotną pochwę, kiedy zbliża się do niej mężczyzna, który budzi jej zainteresowanie. Boi się, że gdy to zdradzi, on pomyśli o niej: „rozwiązła”.

– Powinna się cieszyć, że sprawnie działają u niej mechanizmy związane z pożądaniem, tak jak mężczyzna jest dumny z „wyjątkowo udanej” erekcji – uważa Platowska. – Tymczasem ona woli ukryć „udaną” lubrykację. Obfita wilgoć w tym miejscu świadczy o tym, że odczuwa pożądanie, a przecież to kobiecie nie przystoi. Co najwyżej może być tego pożądania obiektem, poddawać się mu.

Ale kobiety wstydzą się też, kiedy mają wilgoci zbyt mało, bo wtedy trudno im się kochać. Mądrze byłoby sięgnąć wtedy po lubrykant i ułatwić sobie sprawę. Zamiast tego wiele woli udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i męczyć się „na sucho”, narażając na otarcia i uszkodzenia. Dlaczego? No bo jeśli on zobaczy, że ona sięga po wspomagacz, pomyśli, że go nie kocha albo jest oziębła.

– Kiedy kobieta zobaczy po seksie wilgoć na prześcieradle, pierwszym jej odruchem jest zaprzeczenie: „Niemożliwe, to nie moje!” – uważa psycholożka.
– A o w takiej sytuacji zrobi mężczyzna? Z dumą spojrzy na dowód tego, że się „sprawdził”.

Pachnąca królewna

Wciąż jeszcze wiele kobiet wstydzi się także menstruacji. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby to mężczyźni menstruowali, uczyniliby z tego dowód siły i potęgi, swój męski sztandar. Kobiety chowają się do kącika. Jakże mogłoby być inaczej: jesteśmy córkami swoich matek, a one całe życie się tego wstydziły.

Kiedy dziewczynka zaczyna miesiączkować, nie spotyka się raczej z gratulacjami, częściej z obawami i niezadowoleniem, bo od tej chwili mała kobietka może zajść w ciążę, a to kłopot dla całej rodziny. O tym, że ma „okres”, zwykle nie mówi się przy ojcu czy starszym bracie. To kobiecy świat.

Mężczyźni nie mają problemu z zaakceptowaniem wydzielin swojego ciała. Co więcej, uważają nasienie za coś godnego pozazdroszczenia. Tryskające na piersi kochanki tuż po seksualnym zbliżeniu uważają za jeden z najbardziej podniecających scen filmu pornograficznego. Skąd taka rozbieżność?

Wynika przede wszystkim z podziału płci. Na jednym końcu skali jest cuchnący piżmem i cygarem samiec, w brudnych butach, z „żałobą” pod paznokciami, nieznający mydła czy dezodorantu, z drapiącym trzydniowym zarostem. A na drugim – czyściutka, pachnąca i różowa panienka, królewna z dziewczęcego dzieciństwa. Nie podnosi głosu i służy do kochania. Wstydzi się nie tylko faktu, że ma jakiekolwiek wydzieliny, ale także tego, że może mieć swój własny zapach. I to w dodatku „tam, na dole”.

– Taka kobieta nie potrafi pojąć, że ponętne mogłoby się okazać coś, co uważa za najgorszą katastrofę: nieumyte genitalia – mówi Platowska. – To, że mężczyzna mógłby chcieć poczuć ten zapach, że jest on dla niego niezwykle pociągający, nie mieści się w jej obrazie świata. Ona wkracza do łóżka jak na fotel ginekologiczny: tak czysta, że niemal sterylna. I tego samego spodziewa się po swoim kochanku.

Ale nie zawsze tak było – kiedyś, we wczesnym dzieciństwie, kochaliśmy całe nasze ciało, włącznie z jego wydzielinami. Dla każdego dwuletniego dziecka wszystko, co wychodzi z jego ciała, jest nim. I nagle maluch dowiaduje się, że jego kupka lub siusiu nie są wcale takie pożądane. Kiedy puszczony nago po domu kuca, by się załatwić, biegnie do niego mama z krzykiem, żeby tego nie robił. Co więcej, karcone jest także zainteresowanie kupą czy pupą.

– Dziewczynki są ostrzej trenowane do czystości, od nich więcej się pod tym względem wymaga – podkreśla psycholożka. – One powinny pachnieć, a chłopcom wystarczy, by nie śmierdzieli. Poza tym matki łatwiej „odpuszczają” swoim synom. Oczywiście, przez całe dzieciństwo podejmują próby utrzymania ich w czystości, jednak widząc, że ich wysiłki spełzają na niczym – i w dodatku obserwują, że inni chłopcy wcale nie wyglądają lepiej – wywierają na synów mniejszą presję. Wzdychają tylko: „No tak, chłopcy zawsze będą nieporządni, brudni i potargani”, po czym skupiają się na „pucowaniu” swoich córeczek.

Chłopcom jest łatwiej umknąć matczynemu treningowi czystości z jeszcze jednego powodu: zdobywając swą męską tożsamość, w naturalny sposób ustawiają się w opozycji do matki… i dziewczynek. Wchodząc w sam środek błotnistej kałuży, z wyższością podkreślają, że są małymi mężczyznami.

Dziewczynki zaś zmagają się z ciężarem matczynych oczekiwań, utożsamiają się z nią i niemal dosłownie biorą od niej pewne przekazy i treści. – Całe życie dumnie noszą sztandar głoszący, że kobieta ma być czysta, różowa i pachnąca. Nie wolno jej z żadnego naturalnego otworu wypuścić jakiejś wydzieliny. Królewny nie chodzą przecież do toalety, nie mówiąc już o puszczaniu bąków – mówi Platowska.

Radość z seksu

Chłopczykowi kultura i natura przychodzą w sukurs w jeszcze jednym momencie: kiedy odkrywa swój członek. Natura sprawia, że obcuje z nim od dzieciństwa, choćby podczas siusiania. Kiedy zaczyna mieć erekcję i odkrywa przyjemność masturbacji, dostaje na nią przyzwolenie: matka, która go na tym przyłapie, wycofuje się bez komentarza i zawstydzona nie wraca do tematu – bo nie wie, jak zareagować. A syn dostaje wyraźny komunikat: to sfera, w którą kobieta nie wkracza. Jeszcze nie wie, na ile grzeszy, ale już oswaja się ze swoją seksualnością.
– Kwestie moralne częściowo weryfikuje podwórko, co znowu jest szczęśliwe dla chłopców, bo bawią się swoimi penisami, porównują je, urządzają konkursy w oddawaniu moczu na odległość lub zbiorowe seanse masturbacyjne – i nawzajem się do tego zachęcają. W ten sposób wzajemnie się wspierają w rodzącej się męskości – tłumaczy psycholożka.

Dla dziewczynki miejsca intymne to „coś”, co należy przede wszystkim często myć. Nie jest sobie w stanie wyobrazić, że nieumyte może być tak podniecające, że mężczyźni gotowi są kupić przez internet noszone damskie majtki. Grzeczna, dobrze wychowana dziewczynka nie chce w to uwierzyć. Ona nawet podczas mycia niechętnie się „tam” dotyka, a jeśli już, to robi to szybko i w poczuciu, że konieczności. Wychowana według uznanych norm nie pojmuje, że ktoś „normalny” mógłby chcieć ją w te miejsca całować.

A mężczyźni uwielbiają seks oralny, zarówno czynny, jak i bierny. Wiadomo, że to główny temat męskich fantazji erotycznych. Gdyby tylko mogli, pieściliby oralnie kobiety tak często, jak to tylko możliwe – różne, nawet kilka naraz i wcale niekoniecznie takie prosto spod prysznica… Ale niejedna dziewczyna myśli sobie: „przecież nie mogę na to pozwolić”. Bardzo wstydzi się dopuścić mężczyznę aż tak blisko.

– Ona się „tam” nie dotyka, bo to nie jest jej, to jest dla niego – uważa Platowska. – Także dlatego, że jest grzeszne, brudne, nieładne. Nic dziwnego. Skoro słyszy od dziecka, że nie wypada, to trudno, żeby kochała i akceptowała swoje narządy płciowe. Większość kobiet nigdy ich nawet nie widziała! Stąd na różnych kursach samoakceptacji obowiązkowym punktem programu jest praca z lusterkiem: każda z uczestniczek ma za zadanie dokładnie obejrzeć swoje wargi sromowe, przyjrzeć się im, czasem także narysować, poznaje również ich budowę. I prawdę powiedziawszy powinna to zrobić każda z nas, bez względu na to, czy wybiera się na taki kurs, czy nie.

Kobiety będą czerpały więcej radości z seksu, jeśli nauczą się patrzeć na swe ciała oczyma mężczyzny: pełnymi zachwytu. Kiedy zobaczą swą fizyczność tak jak ją widzą partnerzy: jako coś wspaniałego, tajemniczego i godnego pożądania. Ale partnerzy mogą im bardzo w tym pomóc.

– Bo to do mężczyzny należy pokazanie kobiecie w sposób najbardziej naturalny, że wiele rzeczy, które się łączą z jej ciałem, jest dla niego wspaniałym przeżyciem – uważa Platowska. – Powinien ją przekonać, że nie o to chodzi, by się nie myć, ale siódmy prysznic w ciągu dnia nie jest potrzebny, a dzień bez kąpieli mógłby być miłą odmianą. Matka jej tego nie nauczy, bo sama jest zbyt „czysta”. Tym bardziej nie zrobi tego ojciec. Najlepszy będzie w tym kochanek.

Otwarcie na ciało i to, co z niego wynika, ma jeszcze jeden aspekt. Mężczyzna, mając kobietę, która nie tylko pozwoli się pieścić oralnie, ale zgodzi się na to chętnie, bez obrzydzenia – odwzajemni się tym samym i będzie przeszczęśliwy. I nie chodzi tylko o to, że realizuje swoje fantazje, choć to też ważne, ale poczuje się akceptowany, w pełni i po prostu. A to bardzo ważny element ludzkiej miłości.