1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak pokonać rutynę w seksie?

Jak pokonać rutynę w seksie?

Warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań w różnych wymiarach życia seksualnego. (Fot. iStock)
Warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań w różnych wymiarach życia seksualnego. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Po wielu latach związku nie będziemy czuć dokładnie tego samego, co na początku. Ale może się pojawić inny, nowy zakres wspólnych przeżyć, których byśmy nawet się nie spodziewali – mówią edukatorka seksualna dr Izabela Fornalik i psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro.

Patrycja i Rafał są małżeństwem od ośmiu lat, zanim się pobrali, spotykali się przez trzy lata. Przyjaciele żartują, że są jak papużki nierozłączki. – Rzeczywiście, bardzo lubimy ze sobą przebywać – potwierdza Patrycja. Kochamy się i świetnie rozumiemy, podobne rzeczy nas interesują i podobne bawią. W seksie też jesteśmy dobrani, po 11 latach znamy swoje ciała doskonale i bardzo szybko potrafimy się wzajemnie zaspokoić. To może dziwne, bo choć czuję się spełniona i szczęśliwa, to z drugiej strony bywam trochę znużona tym, że nasza bliskość jest tak przewidywalna. Jest w niej rozkosz, ale brakuje ekscytacji i niespodzianki. Wszystko jest takie oczywiste i powtarzalne, że pomału wkrada się do naszego łóżka nuda. Kocham męża i chciałabym coś zrobić, żeby znowu poczuć motyle w brzuchu, jak kiedyś…

Izabela Fornalik:
Nawet najsmaczniejsze lody, często jedzone, przestają smakować tak jak za pierwszym razem. Bez wątpienia warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań, ale w różnych wymiarach życia seksualnego. Są pary, które potrzebują pogłębienia doznań w sferze stricte fizycznej, począwszy od prostych rozwiązań, jak użycie różnego rodzaju gadżetów typu prezerwatywy z wypustkami czy wypróbowanie nowej pozycji seksualnej, aż po zapisanie się na zajęcia, np. warsztaty waginalne lub te dla par, które chcą czerpać większą radość z seksu. Ciekawym pomysłem jest też coaching seksualny. Jest on uzupełnieniem, a czasem alternatywą dla terapii, która diagnozuje i zajmuje się konkretnym problemem. Nasza para mogłaby skorzystać z oferty coachingu, który umożliwi rozszerzenie palety technik seksualnych. Zajęcia tego typu pozwalają odkryć potrzeby i możliwości własnej seksualności. Uczą też mówienia o intymnych potrzebach i przeżyciach. Takie pary jak Patrycja i Rafał nie potrzebują terapii, ale rozwinięcia i odkrycia nowych przestrzeni w swoim życiu seksualnym.

Może temu służyć również poznanie tao seksu albo jogi, która dzięki uaktywnieniu ciała poprawi oddech, a ten ma przecież związek z osiąganiem przyjemności. Różnego rodzaju nowe doznania w obszarze fizyczno-psychicznym, jak chociażby medytacja według Osho, przekładają się na większą świadomość ciała i jego otwarcie na zmysłowe doznania.

Bianca-Beata Kotoro:
Dobrym pomysłem będzie pójście na kurs masażu. Potem można zacząć wypróbowywać na sobie to, czego się nauczyło. Jeśli związek ma długi staż, ludzie przestają rozmawiać ze sobą o pewnych rzeczach, bo one stają się oczywiste. Wiele osób błędnie myśli: „skoro wiem, jaki rodzaj dotyku lubi mój partner i potrafię go uszczęśliwić, to nie ma potrzeby pytać go, jak sprawić mu przyjemność”. I tak seks staje się obszarem bez słów, bo uważamy, że już wszystko o sobie wiemy. Warto wrócić do rozmowy, do pytań o doznania i do mówienia o odczuciach. Można nawet się umówić, że ta osoba, która jest pieszczona, opowiada o tym, co czuje. Dzięki temu tworzy się nowy obszar intymnej relacji. A słowo staje się na powrót afrodyzjakiem. To naturalne, że para, która jest już ze sobą 11 lat, potrafi porozumiewać się bez słów, ale naprawdę warto odkryć na nowo magiczną moc słowa.

I.F.:
Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że po wielu latach związku nie będziemy czuć dokładnie tego samego, co na samym początku, czyli przysłowiowych motyli w brzuchu. Początkowa fascynacja i ekscytacja jest czymś wspaniałym, wyjątkowym, lecz nie liczmy na to, że jakimiś sztuczkami ten stan przywrócimy. Ale może się pojawić inny, nowy zakres wspólnych przeżyć, których byśmy nawet się nie spodziewali.

B.B.K.:
W miarę trwania związku dojrzewamy, nie tylko przybywa nam lat, mamy inne doświadczenie, ale też zmieniają się nasze upodobania, fascynacje i zainteresowania w każdym względzie. I jeśli ktoś lubi pieszczoty pleców, a ma np. obiekcje wobec stosunków oralnych, to nie znaczy, że po 10 latach będzie preferował dokładnie to samo. Dlatego tak ważna jest wymiana myśli – werbalnie, bo nikt z nas nie jest jasnowidzem. Nie łudźmy się, że wiemy o partnerze wszystko – to po prostu niemożliwe. Jednak, żeby rozmawiać o seksie, trzeba umieć rozmawiać o innych rzeczach, a to oznacza, że trzeba razem spędzać czas. Zadbać o to, żeby bliskość zaistniała przy wspólnym działaniu w innych niż tylko sypialnia obszarach. Nie traktujmy też tego, że mamy orgazm, jako ostatecznej wyroczni, że wszystko jest wspaniale i nic nie trzeba zmieniać.

I.F.:
Bywa, że partnerzy z czasem w różnych sferach życia zaczynają się rozmijać, tracąc ze sobą kontakt, a w sypialni jeszcze odnajdują porozumienie, z tym że na zasadzie wyrobionych nawyków. Wtedy warto zainwestować w czas poświęcony nowym doświadczeniom. Cenne mogą się okazać oferty różnych warsztatów ogólnorozwojowych. Dzięki takim doświadczeniom dajemy sobie wspólny czas, otwieramy się na nowe przeżycia i odnajdujemy w sobie inne możliwości.

B.B.K.:
Często kobiety fantazjują o romantycznym kochanku, bo ich orgazmy z mężem nabrały mechanicznego charakteru. Udany seks to nie taki, w którym za każdym razem dochodzi do ekstazy, ale ten, który ma satysfakcjonującą aurę, spełniający nas we wszystkich wymiarach.

I.F.:
Polecam bardzo ciekawą publikację Dagmar O’Connor „Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić”.

B.B.K.:
To lekka lektura, a przy tym bardzo praktyczna, bo przedstawia liczne, łatwe do zastosowania pomysły. Przy czym mając wieloletnie doświadczenie pracy w gabinecie, domyślam się, że na takie lektury czy warsztaty dotyczące seksualności znacznie częściej gotowe są kobiety, mężczyźni chyba lepiej zareagują na konkretne propozycje, np. kurs tańca czy masażu, a mniej odnoszące się do seksualności, które mogą odebrać jako aluzyjną krytykę swoich możliwości.

Mężczyzn, którzy przychodzą do mojego gabinetu, ale mają wyraźny problem z mówieniem o swojej seksualności, pytam zazwyczaj, czy lubią tańczyć i w jaki sposób. I nie chodzi mi bynajmniej o umiejętności techniczne, ale o przyjemność płynącą z ruchu w rytm muzyki, nawet jeśli ten ruch sprowadza się do kilku kroków i nie jest oczywiście pod wpływem alkoholu ani innych substancji. Jest to ważny wskaźnik tego, jak dana osoba zachowuje się w obrębie życia seksualnego i jej otwartości na cielesne doznania. Ci, którzy nie mają problemów z poddaniem ciała rytmowi, o wiele łatwiej poddają się poszukiwaniom seksualnych doznań. Dlatego polecam parom kurs tańca, żeby odkryły w nim nowy rodzaj fizycznej bliskości.

I.F.
: Warto też wspomnieć o tym, że pogłębienie doznań w obszarze duchowym wpływa na jakość bliskości fizycznej między partnerami. Głębszy, filozoficzny namysł nad istotą związku, siebie i partnera pozwala uzmysłowić sobie, jak unikalne jest to, że się spotkaliśmy, że możemy sobie coś nawzajem dać, przeżyć wspólnie ważne dla nas obojga chwile. Jeśli przestaniemy patrzeć na partnera jak na dobrze znany i przewidywalny obiekt codziennego obcowania, mamy szansę odkryć w nim tajemnicę i wyjątkową niepowtarzalność, a w ślad za tym jego ciało, reakcje, uczucia nie będą już tak oczywiste. Seksualność często kojarzy się jedynie z fizjologią, a to jest doświadczenie obejmujące wszystkie aspekty ludzkiego istnienia, a więc też emocjonalny i duchowy. Nie wolno o tym zapominać.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeutka, prowadzi terapię w Instytucie BEATA VITA, jest prezesem Stowarzyszenia Europacolon Polska oraz Fundacji Edukacji Seksualnej PO PROSTU.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jedyną drogą do spełnienia w seksie i w życiu jest uzdrowienie dawnych traum

Skutki dziecięcych traum mogą odbić się na całym naszym życiu, nie tylko seksualnym. Miejmy odwagę, żeby je odczytać i zatroszczyć się o siebie. (Fot. iStock)
Skutki dziecięcych traum mogą odbić się na całym naszym życiu, nie tylko seksualnym. Miejmy odwagę, żeby je odczytać i zatroszczyć się o siebie. (Fot. iStock)
Gdyby dało się prześwietlić sferę erotyki, gdzie tyle rzeczy jest w ukryciu i mroku, ujrzelibyśmy jasno wszystkie nasze problemy psychiczne, urazy, lęki... Jedyną drogą do spełnienia w seksie, ale też w życiu, jest uzdrowienie własnych dawnych dziecięcych traum – przekonuje terapeutka Olga Haller.

Właściwie dopiero niedawno uświadomiłem sobie, jak bezbronne są dzieci wobec dorosłych.
Dzieciństwo to przede wszystkim bezbronność, a więc zależność od dorosłych. Od nich uczymy się, jak traktować siebie, swoje ciało, płeć. Uczymy się bliskości i intymności w związkach od urodzenia! Dom rodzinny powinien być azylem, w którym dziecko dowiaduje się, jak chronić siebie i jak odważać się na samodzielność. Gdy w świecie spotyka je krzywda, przychodzi do rodziców po pomoc, a ich wsparcie pomaga mu uleczyć zranienie. To idealny obraz. Niestety zbyt często dziecko zostaje samo ze swoim przeżyciem. I coraz więcej wiemy o tym, że dzieci najczęściej są krzywdzone wewnątrz rodziny (uwiedzenie emocjonalne lub fizyczne przez matkę lub ojca; seksualne molestowanie – przez rodziców, dziadków, wujków, starsze rodzeństwo) lub w jej najbliższym otoczeniu. Narażone są szczególnie te dzieci, których rodzice nie potrafią uleczyć własnych zranień emocjonalnych. Bezradność i delikatność dziecka boleśnie im o nich przypominają. Jego zależność daje zaś toksyczne poczucie władzy – bezradni rodzice, sami zagubieni w rolach dorosłego życia, używają dziecka, by zagłuszyć swój ból.

Co za nędzna pociecha, że ci, którzy krzywdzą dzieci, na pewno zostali jakoś pokaleczeni w dzieciństwie.
Dlatego tak ważne jest świadome uleczenie dawnych dziecięcych zranień. Dzieciństwo to czas rozwiązywania naprawdę trudnych dylematów w drodze do dorosłej niezależności. Miłość rodziców jest niezbędna – dzieci potrzebują ich kochać i być przez nich kochane. By na tę miłość zasłużyć, wielu z nas wyrzeka się siebie, zaprzecza własnym uczuciom i potrzebom; a żeby móc rodziców kochać, idealizujemy ich obraz, przypisując winę sobie. Ten proces zakłóca rozwój, pogłębia zależność, a dziecko, choć coraz starsze, nie umie się obronić lub prosić o pomoc w sytuacji zagrożenia lub nadużycia.

W naszej kulturze, gdy ofiarą jest może już nie dziecko, lecz dorastająca dziewczyna, uważa się, że sama się o to prosiła.
O tak, zwiększa to lęk przed wołaniem o pomoc. A stereotyp na temat chłopców i mężczyzn? Im się to nie powinno w ogóle zdarzyć! Dziecko jako ofiara seksualnych nadużyć najczęściej zostaje samo i choć czuje, że stało się coś złego, nic nie mówi. Powoduje nim właśnie poczucie winy, ale także lojalność wobec sprawcy, jeśli to ktoś bliski.

Ufność wobec dorosłych jest podstawą bytu, więc dziecko musi ją utrzymać. Zależne i potrzebujące jest wtedy uwikłane w obezwładniający związek, tym bardziej toksyczny, im dłużej trwa. Dziecko nie ufa sobie, nie wie, czy to, co czuje, jest właściwe. Zwykle daje jakieś sygnały, że coś się dzieje: zmienia się jego zachowanie, usposobienie, tematyka zabaw, rysunki, zainteresowania, lecz często przekonuje się, że rodzice nie chcą tego usłyszeć i odczytać. Zostaje wstyd, poczucie winy i bezradność.

Wstyd chyba zawsze łączy się z obarczaniem siebie winą. To jedno z najbardziej dotkliwych i toksycznych uczuć. Iluż ludzi zabiło siebie lub innych ze wstydu!
To ciężar, który musimy wlec przez życie. Ile potrzeba energii psychicznej, żeby z tym żyć! Żeby to ukrywać, przed sobą i innymi. To ogromny psychiczny koszt – zapomnieć, znieczulić się, zabić dziecięcą wrażliwość, odciąć się od traumatycznego zdarzenia. Taka trauma z dzieciństwa może być skrywana przez wiele lat.

Podczas pracy z kobietami przekonałam się, że często bagatelizują one swoje seksualne problemy. Jeśli doświadczyły urazu nadużycia, naturalne jest, że chcą uniknąć bólu, wolą się nie konfrontować z przeszłością. Szukają przyczyn w bieżącym życiu. Próbują jakoś się dostosować. Znajdują stereotypy, które wyjaśniają ich problemy. Liczą, że to się jakoś samo zmieni: po trzydziestce, po dziecku albo kiedy ono dorośnie, kiedy będzie więcej czasu, mniej zmartwień albo znajdą kochanka… Liczą na partnera – obwiniają go, wymagają lub czekają, aż on coś zrobi, żeby było lepiej.

A on zwykle głupi i bezradny.
Nie, nie głupi! Bezradny, owszem. To nie w jego mocy jest wybawienie kobiety. To ona musi się odważyć. Znaleźć sprzymierzeńca. Najpierw ujawnić, by „dostać potwierdzenie” doznanej krzywdy, a potem wyrazić zadawnione uczucia, ból... To zawsze przynosi ulgę i daje szanse na zmianę w aktualnych relacjach. Skutki nieleczonych urazów zatruwają nasze życie. Nasze wysiłki unikania cierpienia, aczkolwiek zrozumiałe z dziecięcej perspektywy, w dorosłym życiu tracą swój przystosowawczy sens.

Czyli wstydliwe i bolesne zdarzenia z przeszłości są jak szczury w studni, rozkładają się i nas zatruwają, także erotykę, która jest wrażliwa na toksyny. Ale to czyszczenie studni po latach bardzo boli. Nie przypadkiem coś ukrywamy – robimy to, by nie bolało...
Zawsze boli, ale to się opłaca. Trzeba zrozumieć, że dziecko, które było molestowane, ukryło swoje doświadczenie, gdyż nie mogło z tym nic innego zrobić. Nie jest winne zaniechania. Wtedy to była jedyna metoda, by przetrwać. Teraz, gdy jesteśmy już dorośli, czas, by się z tym zmierzyć. Możemy znaleźć wsparcie, którego wtedy zabrakło. Zdobyć wiedzę, która pozwoli nam zrozumieć, co się stało. Skutki nadużyć seksualnych z dzieciństwa mogą odbić się na całym naszym życiu, nie tylko seksualnym. Lękowość, skłonność do depresji, zachowania autodestrukcyjne, toksyczne związki, alkohol, narkotyki to przejawy dawnych, zapomnianych krzywd. Ale też niezadowalający seks – brak orgazmu, bolesność lub całkowita niemożność współżycia. I częste zmiany partnerów, seks bez zahamowań albo odwrotnie – wycofanie z aktywności seksualnej. Może też się zdarzyć nagły wybuch nerwicy lękowej, kiedy jakieś wydarzenie w życiu uaktywnia wyparte lub stłumione treści. Bywa, że gwałtownie reaguje ciało – ból lub skurcz mięśni uniemożliwia współżycie mimo świadomego przyzwolenia. To są ważne sygnały. Miejmy odwagę, żeby je odczytać i zatroszczyć się o siebie.

Kobiety często bagatelizują swoje seksualne problemy. Jeśli doświadczyły urazu nadużycia, jego przyczyn szukają w bieżącym życiu. Liczą, że to się jakoś samo zmieni: po trzydziestce, po dziecku, kiedy będzie więcej czasu, mniej zmartwień albo kiedy znajdą kochanka… Liczą na partnera, czekają, aż on coś zrobi. Ale to nie w jego mocy jest wybawienie kobiety.

Czy zwierzać się swojemu partnerowi? Dla niejednego mężczyzny nagła wiadomość, że jego kobieta miała takie doświadczenia, jest czymś niewymownie upokarzającym i bolesnym, cierpi męska duma... Ona została zhańbiona! Rozumiem kobiety. Nie chcą ujawniać takich zdarzeń, by go oszczędzić, ale też z lęku, że w jego oczach coś stracą.
Ostrożność kobiet jest zasadna. Nierozważnie jest wnosić w nową relację jeszcze nierozeznany problem z przeszłości. Narażać się na reakcje partnera, który ma prawo nie wiedzieć, jak się zachować. Lepiej znaleźć pomoc terapeutyczną. Na terapii zacząć oczyszczanie studni i odkryć, że źródło zawsze było i jest czyste, cokolwiek się zdarzyło. Sens pracy leży w odbudowaniu szacunku do siebie i w wyznaczeniu granic w aktualnych relacjach. Zrzucenie ciężaru winy umożliwia zwolnienie z przymusu utrzymania tajemnicy. Możemy świadomie decydować, komu i kiedy o tym mówić.

Czy zwierzać się swojemu partnerowi? Dla niejednego mężczyzny nagła wiadomość, że jego kobieta miała takie doświadczenia, jest czymś niewymownie upokarzającym i bolesnym, cierpi męska duma... Ona została zhańbiona! Rozumiem kobiety. Nie chcą ujawniać takich zdarzeń, by go oszczędzić, ale też z lęku, że w jego oczach coś stracą.
Ostrożność kobiet jest zasadna. Nierozważnie jest wnosić w nową relację jeszcze nierozeznany problem z przeszłości. Narażać się na reakcje partnera, który ma prawo nie wiedzieć, jak się zachować. Lepiej znaleźć pomoc terapeutyczną. Na terapii zacząć oczyszczanie studni i odkryć, że źródło zawsze było i jest czyste, cokolwiek się zdarzyło. Sens pracy leży w odbudowaniu szacunku do siebie i w wyznaczeniu granic w aktualnych relacjach. Zrzucenie ciężaru winy umożliwia zwolnienie z przymusu utrzymania tajemnicy. Możemy świadomie decydować, komu i kiedy o tym mówić.

Przypomina mi się sprawa molestowania kobiet przez prezydenta Olsztyna – szokujące, że broniły go właśnie kobiety. To są te „najemnice patriarchatu” – przerażająco ich dużo...
Uwierzyłyśmy kiedyś, że jesteśmy mniej ważne, że mamy być uległe, czuć wstyd, niewiarę i winę. W sytuacjach społecznych mechanizm jest ten sam jak na planie indywidualnym między sprawcą a ofiarą. Kobiety, ofiary patriarchatu, bronią mężczyzny, pana i władcy tego porządku. Są w stanie poświęcić jedną ze swoich, żeby zachować jego względy i potwierdzić sens swojego wielowiekowego wyrzeczenia, ofiary. „Patriarchalna kobieta” jest w jakimś stopniu w każdej z nas i nie pozwala na stworzenie wspólnoty dla poparcia i obrony krzywdzonej siostry. Nie bójmy się rozpoznawać jej w sobie, jeśli chcemy ten porządek zmieniać.

  1. Seks

„Wszechobecny” seks. Dlaczego tak nas fascynuje? W jakie mity nadal wierzymy?

Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy – mówi seksuolog Michał Lew-Starowicz.

Dlaczego seks tak nas kręci? Psychologowie Cindy Meston i David Buss, naukowcy znani z badań nad ludzką seksualnością, w jednej ze swoich książek wymienili bodajże 237 powodów, dla których uprawiamy seks. Oczywiście nie przytoczę ich tu wszystkich z pamięci, ale te najczęściej wymieniane to m.in. pogłębienie bliskości emocjonalnej, przyjemność zmysłowa, podkreślanie ról w związku, zwiększenie poczucia własnej atrakcyjności, a także poprawa nastroju, zdrowia czy nawet odporności organizmu. Są też powody, które można nazwać negatywnymi, jak próba manipulacji partnerem, wyrażanie wrogości wobec niego… Seks może zaspokajać wszystkie te potrzeby. A to tylko ułamek wspomnianej liczby. I jak tu się nim nie fascynować?!

Seksualność jest jednym z najważniejszych aspektów naszego człowieczeństwa, sferą dotyczącą każdego z nas. Jest też kilka tysięcy osób na świecie, i do tej grupy ja także się zaliczam, których seks fascynuje także od strony naukowej.

No i jest też coraz liczniejsza grupa, która za pomocą seksu chce coś sprzedać (jak choćby, swojego czasu, pewien polski producent trumien). Nie prowadziłem statystyk, ale sądzę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że jakieś 2/3 wszystkich reklam bazuje na skojarzeniach seksualnych. Od kosmetyków po ubrania, jedzenie, blachę falistą czy wycieczki zagraniczne, a na wspomnianych trumnach kończąc. Seks się sprzedaje, bo jak już powiedziałem, jest jednym z najważniejszych aspektów naszego życia. Dlatego nie powinniśmy go zaniedbywać, ale też uważajmy, żeby go nie wyeksploatować.

Jak by pan scharakteryzował zdrowe podejście do seksu? Jako zachowanie właściwych proporcji. Cieszenie się nim i praktykowanie go w miarę potrzeb. Rozmawianie o nim z partnerem, bo to uchroni nas przed nieporozumieniami czy nawarstwieniem problemów. Z drugiej strony nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, gdy coraz więcej o seksie mówimy, a coraz mniej go uprawiamy. Mam tu na myśli pewnego rodzaju otwartość w postawie, sposobie mówienia czy wyglądzie, która sprawia wrażenie ekshibicjonizmu, a tak naprawdę jest przejawem dość ubogiego życia seksualnego, wynikającego z kompleksów, zahamowań czy innych problemów.

Bądźmy otwarci, ale nie popadajmy w skrajności. Można chodzić po domu nago, ale nie trzeba obnażać się z całą swoją fizjologią czy opowiadać wszem wobec o swoich doświadczeniach seksualnych. Dzieciom trzeba także pozwolić na intymność, gdy o to proszą, np. w łazience podczas kąpieli – to kształtuje szacunek wobec ciała i uczy ochrony swoich granic.

W związku dobrze jest uwodzić siebie nawzajem wyglądem, zapachem czy spojrzeniem, ale nie oszukujmy się, małżonkowie, którzy są ze sobą od lat, nie zawsze wyglądają dla siebie pociągająco i odświętnie. Ważne jest, żeby widzieć siebie w różnych odsłonach, ale nie przekraczać granic dobrego smaku. Unikać całkowitego zespolenia z partnerem, ale też nie przedłużać dystansu. I jeszcze jedno słowo w sprawie uwodzenia, coraz częściej mówi się o nim jako o zestawie cech czy zachowań, które gwarantują powodzenie u płci przeciwnej. Takie podejście do uwodzenia jest zadaniowe, sztuczne i plastikowe. Flirt powinien być czymś naturalnym, swobodnym i spontanicznym.

Zwykły, powtarzalny seks może być atrakcyjny? Ludzie potrzebują powtarzalności, przewidywalności. Daje im to poczucie bezpieczeństwa, ale jeśli pozostaje tylko powtarzalność, to seks staje się monotonny. Nie chodzi o to, by za każdym razem wprowadzać coś nowego, ale raz na jakiś czas – jak najbardziej. To niezwykle ożywia życie seksualne.

Nie ma pan wrażenia, że obraz seksu obecny na billboardach daje fałszywy przekaz, że uprawiają go tylko osoby wyjątkowo atrakcyjne? To bardzo niebezpieczny przekaz, ale mam wrażenie, że dotyka każdej sfery życia. Niech pani weźmie jakikolwiek kolorowy magazyn – czy w rubrykach o seksie, modzie, urodzie znajdzie pani choć jedno zdjęcie osoby, którą można by nazwać mniej atrakcyjną, normalną? Ten ogólny dyktat u przeciętnego odbiorcy, któremu do ideału wiele brakuje, powoduje blokady i frustracje. Poza tym erotyka z billboardów, poprzez swoje uproszczenie, zabija całą istotę seksualności, w której kryje się harmonia, zadowolenie z siebie, z życia, z seksu.

Tak jakby odkąd seks stał się kwestią publiczną, szeroko omawianą i pokazywaną, przestał być czymś prywatnym. Ależ seks jest naszą prywatnością! Zawsze odwołuje się do najbardziej osobistych i uwewnętrznianych elementów osobowości. Jest częścią nas wręcz od urodzenia. Naszą seksualność wynosimy z domu, rozwijamy potem przez poszczególne doświadczenia i stosunek do siebie. Seksualność nie jest więc oderwanym bytem.

Lubię powtarzać, że seks jest taki, jacy jesteśmy my. Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy.

A jakie mity na temat seksu robią tej sferze najwięcej krzywdy? W niektórych stereotypach jest trochę prawdy, ale też nie można ich stosować wobec wszystkich. Na przykład ten, że mężczyźni nie lubią rozmawiać o emocjach – owszem, raczej nie lubią, ale nie wszyscy. Gdy do mojego gabinetu przychodzi para, to nie zawsze on jest wycofany, czasem przejmuje cały ciężar konwersacji i dużo o sobie potrafi opowiedzieć.

W sferze seksu narosło wiele mitów, jak choćby te dotyczące męskiej seksualności. „Mężczyźni zawsze myślą o jednym”, „im większy członek, tym większa satysfakcja” itp. – kierują naszą uwagę na sprawność, fizyczną wydolność. Biedni są mężczyźni, którzy biorą je sobie do serca, ale i biedne ich partnerki, które stają się dla nich czymś w rodzaju poligonu doświadczalnego męskości. Są też niezachwiane przekonania, np. „partner, który raz zdradził, na pewno zrobi to ponownie”, „mężczyzn interesuje tylko seks, a kobiety są bardziej emocjonalne” czy „nigdy bym tego nie zrobiła”. Te nieraz prowadzą na manowce. Samo życie najlepiej weryfikuje wszelkie mity i przekonania, zwłaszcza co do tego, do czego jesteśmy zdolni albo nie. Jaką pewność, że dotrzyma obietnicy, może mieć mężczyzna, który zapewnia: „nigdy nie zdradzę żony”, skoro nigdy jeszcze nie miał pokusy i okazji, by zdradzić? O wiele bardziej realnie od „nigdy czegoś nie zrobię” brzmi: „chciałbym i będę się starał, żeby do tego nigdy nie doszło”. Warto mieć w sobie pokorę i otwartość, pracować nad sobą i nad związkiem. Wtedy to nasze wyobrażenie może się spełnić.

Prof. nadzw. dr n. med. Michał Lew-Starowicz: lekarz, specjalista psychiatra, seksuolog, psychoterapeuta, pierwszy w Polsce specjalista medycyny seksualnej (FECSM) afiliowany przez European Union of Medical Specialists. Dyrektor Centrum Terapii Lew-Starowicz.

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika Sens”.

  1. Seks

Co najbardziej niszczy życie erotyczne?

Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. (Fot. iStock)
Wzajemne zranienia, przykrości, poniżanie. – Jeżeli generujemy w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żebyśmy znaleźli porozumienie w łóżku – stwierdza seksuolog Andrzej Depko. I podpowiada, co zrobić, by w relacji znowu zaczęło iskrzyć.

Jaki jest klucz do prowadzenia udanego życia seksualnego? Choć może to się wydać banalne, podstawowym czynnikiem jest stan naszego zdrowia. I nie chodzi tu tylko o brak choroby lub nasze samopoczucie fizyczne, ale też o kondycję psychiczną i społeczną. Wszystkie te aspekty składają się na naszą wydolność seksualną. Często nie doceniamy siły libido, bagatelizujemy jego wpływ na nasze życie. A tymczasem jest to rodzaj bardzo silnego napięcia wewnętrznego, które domaga się rozładowania. Jego intensywność wynika z poziomu hormonów i neuroprzekaźników w naszym ciele. I jest tak specyficzne, że nie zaspokoimy go w żaden inny sposób. Rady typu: „Idź pobiegać” albo: „Weź zimny prysznic” to tylko półśrodki, które odwlekają w czasie jego rozładowanie. Jeżeli nie podejmiemy świadomych zachowań poprzez wejście w interakcje seksualne albo masturbację, to organizm w nocy podczas snu sam to napięcie zredukuje.

Co niszczy libido

Jak dowodzą badania, chorobą, która obecnie najbardziej zaburza libido, jest depresja. Ocenia się, że u około 1/5 chorych występuje jego spadek. Problemy seksualne mogą wiązać się z samą istotą choroby lub być powikłaniem stosowania leków przeciwdepresyjnych. Innym czynnikiem psychologicznym, który może działać destrukcyjnie na seksualność, są narzucane przez otoczenie normy społeczne i wychowanie. Szczególnie dotyczy to kobiet, które często żyją w sprzeczności pomiędzy potrzebami seksualnymi a światopoglądem, którym są karmione w domu lub bliskim otoczeniu: że seks to zło, że trzeba walczyć z pożądaniem i czekać na tego jedynego. W kościele muszą spowiadać się ze swoich „grzesznych” myśli i czynów. To, co generuje ich organizm i co dyktuje im głowa, wywołuje w nich silne rozdarcie. Efektem końcowym może być zablokowanie libido.

Innym rodzajem „wygaszacza” popędu seksualnego może być rozczarowanie miłosne – rozstanie z mężczyzną, który budził wielkie nadzieje na wspólne życie. Kobieta może wtedy poczuć się wykorzystana i wpędzać się z tego powodu w poczucie winy. Bywa, że niechęć do konkretnego partnera generalizuje na wszystkich mężczyzn i nie jest w stanie wyobrazić sobie seksu z kimkolwiek.

Zablokowanie popędu może nastąpić również w z pozoru trwałym i udanym związku, który jednak po bliższej obserwacji okazuje się rozczarowujący. Bo on miał być opiekuńczy, pomocny, a jest skupiony tylko na swoich celach, często opryskliwy, arogancki, wręcz wulgarny. Po pewnym czasie pojawia się efekt wyparcia i w końcu niechęć lub wręcz awersja do partnera. A to może doprowadzić do całkowitego zaniku pożądania.

Jeżeli miałbym wskazać jednoznacznie, to najbardziej destrukcyjnie na życie seksualne wpływają zaburzenia w relacjach. Partnerzy nie pożądają siebie, bo sprawili sobie wiele przykrości, skrzywdzili się i poniżyli nawzajem. A jeżeli generują w sobie negatywne uczucia, nie ma możliwości, żeby znaleźli porozumienie w łóżku. Nawet jeżeli na początku związku udało się stosować mechanizm godzenia się w sypialni, to z czasem przestaje to działać, a nierozwiązane problemy powracają z coraz większą siłą.

Urlop zamiast tabletki

Bywa też tak, że głównym winowajcą jest nie niechęć, a brak czasu. Kiedy dbamy o wysoki poziom życia, co wymaga z naszej strony dużego zaangażowania w sferę zawodową, życie seksualne schodzi na dalszy plan. Wspólne wakacje mogą dobrze podziałać na jego ponowne rozbudzenie. Oderwanie się od codziennych obowiązków, wyrwanie się z kieratu odciąża układ nerwowy. Gdy stajemy się zrelaksowani i beztroscy, zyskujemy większą wrażliwość na bodźce, które wcześniej były blokowane. I nie ma znaczenia, czy to będą Bahamy latem, czy Alpy zimą. Choć z pewnością intensywne nasłonecznienie powoduje zwiększony przepływ krwi i zwiększoną produkcję hormonów, zatem w okresie wiosenno-letnim nasza percepcja na bodźce erotyczne się wzmaga.

Pamiętajmy jednak, że jeżeli w związku występują wzajemne tarcia, narastają rozczarowania i pretensje, to na wspólnych wakacjach one nie znikną, a wręcz się wzmogą. W takiej sytuacji bezpieczniejszym wyjściem są oddzielne urlopy, tak żeby każdy mógł odetchnąć i zdystansować się, może nawet zatęsknić i wrócić z jakimiś propozycjami i chęcią porozumienia.

Kiedy nie ma chęci

Co robić, kiedy w związku jest dobrze, obie strony się kochają, a mimo to kobieta nie czuje żadnego pożądania? Badania pokazują, że na zespół obniżonego napięcia seksualnego HSDD (ang. hypoactive sexual desire disorder) cierpi już 15–20 proc. kobiet na świecie. Przyczyna nadal pozostaje nieznana. Podłożem mogą być niewykryte problemy hormonalne wynikające z zaburzonej funkcji podwzgórza lub przysadki mózgowej. Jeżeli poziom hormonów płciowych był zbyt niski, aby rozbudzić popęd seksualny, dziewczyna wkracza w dorosłe życie z wygaszonym popędem. Nie odczuwa pożądania i jej go nie brakuje. Ale to nie oznacza, że nie może się zakochać. Zazwyczaj wchodzi w relację, w której w końcu zostaje zainicjowany kontakt seksualny i nagle odkrywa, że w chwili zbliżenia nic nie czuje. Tak jakby wszystko działo się za szybą. Partner w tym samym czasie podnieca się, głęboko przeżywa każdą chwilę, każdy dotyk. Wraz z upływem czasu bodźce erotyczne, które początkowo były odbierane jako obojętne, wywołują zniechęcenie, a gdy staną się już nieprzyjemne, doprowadzają do awersji seksualnej. Jeżeli nie ma podniecenia, to nie ma lubrykacji, a wtedy wszelkie próby penetracji są bardzo nieprzyjemne. Takie bolesne doznania utwierdzają kobietę w przekonaniu, że aktywność seksualna jest bez sensu. Ale widząc przeżycia partnera i słysząc historie innych kobiet, może poczuć, że coś ją w życiu omija. Może odnaleźć imperatyw do tego, żeby coś u siebie zmienić. Choć są też kobiety, które bardzo sobie chwalą i afirmują aseksualność.

U mężczyzn stałe psychiczne wygaszenie libido też jest możliwe – według badań dotyczy to ok. 17 proc. populacji. Od wieków w większości społeczeństw obowiązuje stereotyp, że męskość oznacza twardość, a twardość łączy się z odpornością na bodźce zewnętrzne, które mogą zranić. A przecież mężczyźni potrafią być tak samo wrażliwi jak kobiety. Interakcja seksualna może być dla nich tak samo przytłaczająca albo nieprzyjemna i powodować zablokowanie pożądania. On może z tego powodu zacząć jej unikać, a ona może uznać, że on kogoś ma i ją zdradza. Zdarzają się pary, w których niedopasowanie psychiczne jest tak duże, że on się wycofuje z relacji z kobietą, pozostając jedynie w roli ojca i głowy rodziny. Żona domaga się swoich praw, a on boi się powiedzieć, że jej nie chce. I jednocześnie nie pożąda też innych kobiet.

Zdrowie a seks

Jeśli chcemy zadbać o nasze libido, w pierwszej kolejności zatroszczmy się o swoje zdrowie i zmotywujmy partnera do tego, żeby też to zrobił. Mężczyźni mają wrodzoną skłonność do zaniedbywania siebie i często nie rozumieją, że jeśli nie zatroszczą się o siebie, nie będą w stanie sprostać oczekiwaniom seksualnym – swoim i partnerki. Dlatego mądra partnerka powinna zainspirować ukochanego do tego, żeby prawidłowo się odżywiał i pamiętał o wysiłku fizycznym, chociażby w postaci spaceru.

W drugiej kolejności zadbajmy o nasze relacje. Seks jest czułym barometrem tego, co się dzieje w związku. Jeżeli nie odczuwamy pożądania, to znaczy, że dzieje się coś złego. Nie forsujmy za wszelką cenę naszej wizji udanej relacji. Druga strona może nie protestować, ale żyć w coraz większym napięciu, skrycie pragnąć czegoś zupełnie innego. Jeżeli żyjemy tak uwikłani, to pierwszym symptomem pogłębiającego się nieporozumienia będzie drastyczne obniżenie częstotliwości naszych kontaktów seksualnych. I dobrze, żeby temu problemowi przyjrzeć się z pomocą terapeuty. Nie musi to oznaczać rozpoczęcia wieloletniej terapii, może to być kilka spotkań, w czasie których nauczymy się słuchać, rozmawiać albo zlokalizujemy problem. To nic wstydliwego, a wręcz odwrotnie – to wyraz dojrzałej troski o związek.

Jeśli odczuwamy zadowolenie z naszej sfery intymnej, oznacza to, że jesteśmy zdrowi oraz potrafimy nawzajem o siebie zadbać. Nic, tylko pielęgnować nasz zakres relacji. Rozmawiajmy, nie rańmy się, nadal się o siebie troszczmy. I pamiętajmy, że seksualność też się z czasem zmienia i nawet najwspanialszy seks wymaga zmiany oprawy – wyjścia z sypialni albo powrotu do niej, jeżeli kochaliśmy się zazwyczaj gdzie indziej. Urozmaicenie jest przyprawą, która sprawia, że ta sama potrawa smakuje zupełnie inaczej.

  1. Seks

W seksie również należy się szkolić

Lubimy porównywać seks do jedzenia: obie dziedziny odwołują się przecież do zmysłów. Skoro więc kupujemy książki kucharskie z daniami kuchni całego świata, próbując wprowadzać nowe smaki, czemu nie poszukać inspiracji w sferze erotyki? (Fot. iStock)
Lubimy porównywać seks do jedzenia: obie dziedziny odwołują się przecież do zmysłów. Skoro więc kupujemy książki kucharskie z daniami kuchni całego świata, próbując wprowadzać nowe smaki, czemu nie poszukać inspiracji w sferze erotyki? (Fot. iStock)
Lubimy porównywać seks do kuchni. Dobrze! Życie erotyczne powinno być jak nieustająca uczta. Czemu nie jest? Może do sypialni zakradł się jakiś błąd w sztuce?

Kto sięga po poradniki seksualne? Badania przeprowadzone wśród sprzedawców w amerykańskich księgarniach pokazują, że ponad 80 procent czytelników stanowią kobiety. Czyżby wiedziały o seksie mniej niż mężczyźni? Niekoniecznie. Za to częściej uważają, że w tej sferze można – a nawet trzeba – się doskonalić.

– Panowie stawiają wyjątkowy opór w kwestii dokształcania seksualnego. Jakąkolwiek sugestię, że mogliby się czegoś douczyć, uważają bowiem za ujmę na honorze – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. Tymczasem, zdaniem seksuologów, poradniki seksualne powinna czytać każda para kochanków. Bo choć różni ich być może wiedza na temat seksu, własne doświadczenia, oczekiwania i potrzeby, to jednak z pewnością oboje mogliby się czegoś nowego nauczyć. I to wspólnie.

Lubimy porównywać seks do jedzenia: obie dziedziny odwołują się przecież do zmysłów. Skoro więc kupujemy książki kucharskie z daniami kuchni całego świata, próbując wprowadzać nowe smaki, czemu nie poszukać inspiracji w sferze erotyki? Przecież seks jest kuchnią pożądania...

Lekcja pierwsza: wiedza o partnerze

– Czy na pewno wiemy, co lubi nasz partner, czy tylko tak nam się wydaje? – pyta Małgorzata Zaryczna. – Często bywa tak, że upodobania kochanka lub kochanki wnioskujemy z wyglądu, min, gestów, westchnień… Zgadujemy. I raczej rzadko mamy odwagę weryfikować tę wiedzę, bo a nuż okaże się, że coś jest jednak nie tak albo że do tej pory wszystko robiliśmy źle.

Takie ryzyko powstrzymuje przed pytaniami i zmianami. Schematycznie to wprawdzie bez fajerwerków, ale za to bezpiecznie. Tylko że wyjście poza rutynę nie musi być od razu skokiem na głęboką wodę. Zacznijmy od dodatkowej szczypty uwagi wobec kochanka i uruchomienia wyobraźni.

Kobiety narzekają nieraz, że mężczyźni traktują je jak roboty: znają tylko trzy przyciski: dwa na górze i jeden na dole. Podotykają je trochę i... ot, cała gra wstępna. A współcześni mężczyźni, przytłoczeni wiedzą o sposobach dostarczania kobiecie rozkoszy, przerażeni, czy podołają, wolą w gąszczu niepewności swoje sprawdzone trzy przyciski. Dość częsty błąd kochanków to tendencja do dawania drugiej osobie tego, co sami chcielibyśmy dostać. Dlatego kobiety pieszczą mężczyzn subtelnie, muskając ich skórę, podczas gdy oni woleliby mocniejsze pieszczoty, bo ich skóra jest słabiej unerwiona. Dokładnie odwrotnie postępują panowie – ich dotyk bywa dla kobiet zbyt mocny i gwałtowny.

Podobnie dzieje się z łóżkowymi rozmowami: mężczyźni, którzy sami chcieliby usłyszeć, że są świetnymi kochankami i że ich partnerkom z nikim dotąd nie było tak dobrze, jak z nimi – właśnie to dają im do zrozumienia. Tymczasem kobieta wolałaby usłyszeć „jesteś piękna” lub „kocham cię”.

Kolejny błąd: wygodnictwo. Z czasem nie chce nam się już szukać, sprawdzać, starać się. Skoro coś do tej pory działało, będzie działało zawsze – myślimy.

– Często próbujemy stosować triki sprawdzone w poprzednich związkach – w kolejnych relacjach. To nie jest dobry pomysł. Każdy jest przecież inny, każdy ma swoje potrzeby i upodobania. Nie ma sensu porównywać obecnego partnera z poprzednim – twierdzi Małgorzata Zaryczna. – A w stałych związkach nie ulegajmy przyzwyczajeniom. Na drugą osobę trzeba być uważnym przez cały czas. To, co sprawiało nam przyjemność dziesięć lat temu, dziś może być irytujące. I odwrotnie: coś, czego nie lubiliśmy i kiedyś nas odstraszało, dziś możemy postrzegać jako nęcące.

 

Lekcja druga: geografia mężczyzny

Jest taki dowcip: Ile stref erogennych ma mężczyzna? I do wyboru trzy odpowiedzi: a) jedną, b) jedną, c) jedną. Śmieszne? Przede wszystkim bardzo nieprawdziwe.

– Uważa się, że aż 60 procent ciała kobiety to strefy erogenne – mówi Zaryczna. – W porównaniu z tym 12 procent ciała mężczyzny to niewiele. Ale to wciąż dużo więcej niż tylko penis i jądra.

Manuela Gretkowska powiedziała kiedyś, że mężczyzna jest łatwy w obsłudze, bo ma tylko jedną dźwignię. Niektóre kobiety obrały to zdanie za drogowskaz, jak sprawiać przyjemność swojemu partnerowi. Niestety, ten sposób grozi skazaniem się na nudę w sypialni. Prawda jest taka, że każdy centymetr kwadratowy ludzkiej – zarówno męskiej, jak i kobiecej – skóry jest bogaty w receptory nerwowe wrażliwe na stymulację. – A strefy erogenne mężczyzny pokrywają się mniej więcej ze strefami erogennymi kobiety – dodaje seksuolog. – Należą do nich nie tylko genitalia, ale także wewnętrzna część ud, brzuch, podbrzusze, sutki, pośladki, uszy czy kark.

Jeśli oczekujemy od partnera indywidualnego podejścia do naszego ciała, to nie ma powodu, by nie zrewanżować mu się tym samym. – Kiedy znamy już jego „podręcznikowe” strefy erogenne, poznajmy pozostałe, te „prywatne”. Ich odkrycie może okazać się niespodzianką, a dla partnera – źródłem głębszych rozkoszy – mówi seksuolog.

Lekcja trzecia: sztuka odmawiania

Nie masz ochoty na seks – to zdarza się każdemu. Pytanie: czy potrafisz o tym zakomunikować swojemu partnerowi lub partnerce? Czy umiesz odmawiać?

A cóż to za trudność?! Chyba jednak duża, skoro z takim problemem zmaga się coraz więcej małżeństw. Zwykle mechanizm wygląda następująco: ten kto odmawia ma poczucie winy, bo myśli, że partner czuje się odrzucony, zraniony. Żeby się lepiej poczuć – świadomie lub podświadomie – zarzuca mu, że to on jest winny, bo chce seksu. Gdyby nie chciał, nie byłoby odmowy, a więc i poczucia odrzucenia. Z kolei druga osoba zaczyna oskarżać partnera lub partnerkę o brak uczuć i oziębłość, zwłaszcza gdy odmowa zdarzyła się kilka razy…

– A przecież tu nie ma miejsca na ocenę czy oskarżenia – uważa seksuolog. – To, że mamy potrzebę seksualną, nie jest ani gorsze, ani lepsze od tego, że jej nie mamy. Oba stany są jednakowo w porządku. Gdy kobieta swoje poczucie winy za to, że odmawia seksu, umieszcza w mężu, on czuje się potępiony za swe naturalne potrzeby. To błędne koło, które zatruwa życie wielu parom.

– Byłoby idealnie, gdybyśmy umieli powiedzieć „nie” w taki sposób, by nie karać drugiej strony za jej potrzeby – radzi Zaryczna. – Zamiast dwóch mielibyśmy jeden problem. A być może i żadnego, bo jak się mówi „nie” bez oskarżania, to druga strona ma znacznie mniejsze powody do niezadowolenia. Zamiast zmuszać się do seksu „dla dobra sprawy”, można przecież powiedzieć: „nie mam ochoty, ale postaram się w inny sposób zaspokoić twoje potrzeby” i zaproponować na przykład pieszczoty. Pamiętajmy przy tym, że seksualność kobiety jest tak skonstruowana, że pożądanie może pojawić się dopiero podczas pieszczot, na które wcześniej nie miała ochoty. To kolejny argument za uczciwością wobec swoich potrzeb.

Druga strona nie może też nalegać zbyt mocno. Trzeba się spotkać w pół drogi. Zaopiekować nawzajem swoimi potrzebami. Kiedy oddzieli się odmowę od oceny, nie ma presji. Ta jest zawsze zabójcza dla udanego życia erotycznego.

Zajęcia praktyczne: kuszenie i uwodzenie

Co najczęściej powtarzają mężczyźni? „Jesteśmy wzrokowcami”. Co robią kobiety? Słyszą to i… niewiele z tego wynika. Kiedy on proponuje ukochanej, by włożyła seksowną bieliznę, pończochy czy koronkową koszulkę, ona uważa to za co najmniej niestosowne, ma poczucie, że mąż traktuje ją jak dziwkę lub w najlepszym przypadku bezosobowy obiekt seksualny!

– Nie ma nic złego w tym, że w kawałku koronki wyglądasz seksownie, a twój partner ma na ciebie większą ochotę – uważa Zaryczna. – Przecież w sypialni ma być seksownie! To, że działasz na niego w wyuzdanej bieliźnie, wcale nie znaczy, że nie będzie cię kochał w dżinsach na wycieczce.

Przebieranki i eksperymenty od czasu do czasu mogą ożywić, a wręcz uzdrowić życie seksualne w stałych związkach. Bo gdy jesteśmy razem wystarczająco długo, by być pewnymi swoich uczuć, przestajemy się nawzajem kusić, uwodzić, zabiegać o siebie. Traktujemy partnera, jakby nosił nalepkę „zaklepany”. A to kolejny, dość powszechny błąd!

Na początku znajomości kobiety bawi noszenie atrakcyjnej bielizny czy właśnie jej nienoszenie. Mężczyźni kupują swoim dziewczynom kwiaty i czekoladki, zabierają je na randki w romantyczne miejsca, prawią komplementy… Dlaczego to nie trwa wiecznie? Nie tylko z powodu lenistwa. Wieloletnie pary często mają niszczące poczucie, że już nie będzie tak, jak na początku. Porównują stan obecny z okresem, kiedy pomiędzy nimi iskrzyło od rana do… rana. A skoro „to se ne vrati”, to po co się trudzić?

– W dodatku kobiety nie chcą eksperymentować, bo się boją, że jeśli raz założą koronkowe body, partner będzie tego oczekiwał już zawsze – a może ona nie będzie mieć akurat na to ochoty? – dodaje Zaryczna. – Mężczyzna podobnie: przechodząc koło kwiaciarni, nawet wpadnie na pomysł, by kupić żonie kwiaty, ale na myśl, że zamiast „dziękuję”, usłyszy zarzut: „czemu tak rzadko?” – woli wrócić z pustymi rękoma.

A bynajmniej nie o to chodzi, kto, ile i jak często. Naprawdę liczy się, że partner pamięta, myśli, pragnie właśnie mnie, że nadal chce się dla mnie starać. Że celebruje spędzony wspólnie czas.

  1. Seks

Presja seksualna i brak orgazmu – co zakłóca przyjemność kobiety?

Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? (fot. iStock)
Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? (fot. iStock)
Orgazm to wspaniała rzecz, której pragniemy dla siebie i naszego partnera. Jednak umysł i ciało nie zawsze współpracują tak, jakbyśmy tego chcieli. Rozczarowanie orgazmem jest mocno związane z presją seksualną i przekonaniami, które żywimy na temat kobiecej cielesności – podkreśla seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Część z nas czuje się wadliwa i niewystarczająca, bo zwyczajnie nie potrafi dojść. Jedna z kobiet, z którymi rozmawiałam, określiła to byciem „trudną”. Jej rozczarowanie nie wynikało więc wyłącznie ze strachu przed własnymi niedomaganiami, ale i  przed sprawieniem zawodu partnerowi i wprawieniem go w zły nastrój.

Powszechne wyobrażenie o seksie jest takie, że kobieta powinna być bierna, podczas gdy mężczyzna ma ją uwodzić. Jednocześnie pasywna kobieta często kojarzy nam się z brakiem doświadczenia w łóżku. Za to mężczyzna zawsze ma być aktywny, gotowy do stosunku – i automatycznie wyczuwać, co sprawia partnerce przyjemność. Te przekonania stanowią ogromne obciążenie w wielu relacjach, a ich konsekwencji nie można bagatelizować. Nam, kobietom, nakładają na ręce kajdany – bo roli, którą odgrywamy, nie przystoi aktywność. Musimy skończyć z narzucanym nam wizerunkiem uległości, nawiązać kontakt z własną przyjemnością, poznać swoje ciało i opowiedzieć partnerowi o tym, czego pragniemy. Równość w związku zmniejsza presję wobec obojga kochanków. Podczas seksu mężczyźni też odczuwają stres – bo mają lepiej od partnerek rozumieć, jak sprawić im przyjemność.

Wiele z nas, kobiet, zna to uczucie, kiedy chcemy dojść tak mocno, że jesteśmy gotowe zrobić w tym celu dosłownie wszystko – ale nic, co robimy, nie przynosi rezultatów. Powodem są zwykle sporadyczne trudności z osiągnięciem orgazmu, za którymi kryje się przejściowy niepokój, stres lub po prostu zmęczenie. Możemy odczuwać wielką frustrację – ale warto, żebyśmy spróbowały znaleźć dla siebie zrozumienie. Nic się nie stanie, jeśli odpuścimy i spróbujemy następnym razem. Jeżeli trudności z orgazmem będą się przeciągać, powinnyśmy spróbować wyjaśnić, skąd wynikają.

Przyczyny presji i rozczarowania mogą się znajdować naprawdę blisko – ale może być też tak, że przyjdzie nam ich szukać w odległych rozdziałach naszej seksualnej historii. Czasami napięcia mogą mieć źródło w partnerze czy dynamice konkretnej relacji. Jeśli z ust drugiej osoby wymknął się kiedyś choćby najmniejszy negatywny komentarz na temat naszego wyglądu, możliwe, że same stałyśmy się wobec siebie bardziej krytyczne, a nasza samoocena zaczęła spadać. Podobny wpływ mogą mieć słowa partnera na temat jego poprzednich kochanek czy tego, jak szczytowały, gorące orgazmy naszych przyjaciółek czy porównywanie własnych doświadczeń z tym, co widzimy na przykład w telewizji.

Najlepszym lekarstwem na wszelkie presje związane z orgazmem jest rozluźnienie atmosfery. Warto zacząć od tego, żeby nauczyć się czerpać przyjemność ze swojego towarzystwa bez napięcia seksualnego. Dotyk, z którym nie wiążą się żadne oczekiwania, daje nam przestrzeń, żeby po prostu być i spędzić miło czas. Partner może nam też bardzo pomóc podczas gry wstępnej. Pieszczoty, pocałunki, słowa szeptane na ucho – to wszystko daje nam czas na rozluźnienie. Mnie pomaga, kiedy w czasie stosunku mąż powtarza, że nigdzie się nie spieszymy, kiedy sam zachowuje się spokojnie i poświęca mi uwagę. To łagodzi pęd do orgazmu. Jeśli presja stanie się zbyt duża, można po prostu zakończyć grę i iść spać. Może – jak to mówi moja przyjaciółka – „po prostu gwiazdy nie są dziś w odpowiedniej konfiguracji”. Musimy pozwolić sobie na to, żeby nie zawsze dochodzić na szczyt. Pamiętajmy jednak, że nasze pragnienia nigdy się nie spełnią, jeśli nie powiemy o nich partnerowi. Bądźmy odważne i aktywne.

Zrób listę rzeczy, które zakłócają i wspierają twoją przyjemność

Bądź świadoma własnych pragnień i ograniczeń. Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? Odpowiedz sobie na te pytania, bez względu na to, czy jesteś w związku, czy nie. Możesz też wykonać to ćwiczenie z przyjaciółką – potem podzielcie się ze sobą odpowiedziami. Nauczycie się rozmawiać o seksualności bardziej otwarcie.

Ćwiczenie opiera się na podobnej idei, co rozpisywanie planu porodu. Wiesz, że nie wszystko potoczy się tak, jakbyś tego chciała. Mimo to poprzez tworzenie listy zarówno ty, jak i twój partner uświadamiacie sobie lepiej, jakie są wasze prawdziwe pragnienia. W ten sposób tworzysz mapę, która prowadzi cię coraz bliżej przyjemności.

Postaraj się o odpowiedni nastrój. Na pewno w przeszłości zdarzało się, że robiłaś coś bardziej po to, żeby zadowolić innych niż dla własnej satysfakcji. Albo były sytuacje, w których miałaś nadzieję na więcej, ale nie odważyłaś się o to poprosić. Możliwe też, że sama nie jesteś do końca pewna, czego chcesz.

Stwórz listę. Co wyprowadza cię z równowagi podczas seksu? Co chciałabyś zmienić? Czy jest coś, co postrzegasz jako niesprawiedliwe – ale o czym nie masz odwagi powiedzieć na głos? Jeśli ćwiczenie wydaje ci się zbyt trudne, przejrzyj wypisane poniżej przykłady i początki zdań, które mogą posłużyć za wzór.

Pomyśl o sobie jako o kobiecie, która zdejmuje z ramion ciężar odpowiedzialności za cudzą przyjemność i staje się aktywną partnerką, potrafiącą czerpać ze swojej seksualności garściami.

  • Chciałabym więcej takich pieszczot, podczas których nie wkładasz ręki do moich majtek. Chciałabym, żebyś dotykał mnie w innych miejscach, głaskał, muskał, masował i drażnił, dopóki nie będę gotowa, żebyś włożył we mnie swoje palce.
  • Jeśli dopiero się obudziłam, moje ciało potrzebuje więcej czasu niż zwykle, żeby się rozgrzać.
  • Ciężko mi być na górze, bo ciągle zastanawiam się, jak wyglądam i czy odpowiednio się ruszam. Czy twoja erekcja wytrzyma, jeśli zrobię coś źle? Czy ja sama wytrzymam wystarczająco długo? Czuję się niepewnie pod wieloma względami.
  • Chciałabym częściej kochać się tak, żeby dobrze cię widzieć – wtedy bardziej czuję twoją obecność – ale niekoniecznie w ostrym świetle.
  • Kiedy jestem pijana, po przekroczeniu pewnej granicy trudno mi osiągnąć orgazm.
  • Chciałabym więcej…
  • Jeśli jestem…
  • Nigdy nie miałam/ Najłatwiej osiągam orgazm…
  • Trudno mi…
  • Wcześniej nie miałam nigdy odwagi powiedzieć…
  • Czasami chciałabym…
  • Chciałabym się z tobą nauczyć…
  • Po cichu marzy mi się…
Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”. Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka pisze o kobietach i dla kobiet, dając im wsparcie w poszukiwaniu i odkrywaniu własnej seksualności.