1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. "Po czym poznać, że facet jest dobry w łóżku?" - czyli pytania kobiet do seksuologa

"Po czym poznać, że facet jest dobry w łóżku?" - czyli pytania kobiet do seksuologa

"Zwróć uwagę na faceta, który potrafi poderwać kobietę w niebanalny sposób. W łóżku może okazać się nieoceniony". (fot. iStock)
O co najczęściej pytają kobiety, które chcą satysfakcji w seksie? Odpowiada seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. 

Jak negocjować nowości?

Agata jest z Maćkiem już kilka lat po ślubie, są ze sobą zgrani w łóżku, a seks obojgu im smakuje, co jakiś czas jednak jedno z nich ma ochotę na coś nowego, przed czym opory miewa drugie. – Jak i kiedy najlepiej rozmawiać z partnerem o rzeczach, które chciałabym wypróbować w sypialni? – pyta Agata.

– Kobiety powinny z partnerami negocjować pewne sprawy przed seksem, a mężczyźni mają na kobiety większy wpływ po stosunku – radzi seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. – Mężczyzna przed seksem (ale dosłownie tuż przed!) jest w momencie najwyższego oczekiwania. Chciałby już, już dopiąć swego – i jest w tym celu gotów obiecać kochance praktycznie wszystko. Szybko się zgodzi na jej propozycję, żeby tylko skrócić dystans pomiędzy momentem, gdy powie: „zgadzam się”, a usłyszeniem: „bierz mnie!”. Natomiast z kobietą jest odwrotnie: przed seksem należy ją rozgrzewać erotycznie, rozbudzać, otwierać, pieścić i rzucać jej świat pod nogi. Na rozmowę natomiast lepiej wykorzystać moment po stosunku, kiedy jest rozanielona dzięki działaniu oksytocyny i innych hormonów. Jest wtedy najbardziej otwarta na kochanka, szuka bliskości i kontaktu. Zgodzi się na więcej, niż zgodziłaby się np. podczas rozmowy przy posiłku czy kawie.

Jak to przedłużyć?

Ewelina ma chłopaka sporo starszego od siebie. – Janek twierdzi, że dawniej mógł się kochać w ciągu nocy kilka razy, ale my robimy to co najwyżej raz – opowiada. – Chciałabym więc wiedzieć, co zrobić, żeby przedłużyć nasz stosunek.

– Akt seksualny składa się z trzech części: gry wstępnej, samego stosunku i bliskości po stosunku – przypomina seksuolog. – Można wydłużać każdą z nich, można je też ze sobą mieszać, czyli w momencie największego podniecenia wracać do pieszczot z gry wstępnej. Rozumiem jednak, że w tym konkretnym przypadku chodzi o wydłużenie części środkowej. Co mogę zasugerować? Na przykład kiedy partner jest o krok od ejakulacji, możemy poprosić go, by się wycofał i zaczął pieścić nasze piersi. Często wystarczy zatrzymać ruchy frykcyjne na chwilę, którą wypełnią pocałunki i patrzenie sobie w oczy.

Zdaniem Twardo-Kamińskiej, ponieważ to mężczyzna najlepiej wie, kiedy zbliża się ejakulacja, warto ustalić jakiś sygnał, za pomocą którego powiadomi o tym partnerkę (wielu mężczyzn nie czuje się komfortowo, informując o tym słowami). – Kobieta może wówczas pomóc swojemu kochankowi. Jak? Za pomocą specjalnego ucisku. Ta metoda sprawdza się nawet wtedy, kiedy partner jest bardzo, ale to bardzo podniecony. Ściska się dłonią żołądź penisa lub mocno obejmuje się i uciska go u jego nasady, na dole (na różnych mężczyzn działają różne metody, można je też dla urozmaicenia stosować wymiennie). Uściśnięcie żołędzi pozbawia ją bodźców, uniewrażliwia penisa; uciśnięcie u nasady zatrzymuje dopływ krwi. Oba zabiegi powinny doprowadzić do tego, że męski instrument na moment utraci nieco ze swej twardości, minimalnie zwiotczeje – po tym poznajemy, że uchwyt był skuteczny. To jednak nie problem: z reguły wystarczy kilka ruchów, by wrócił do poprzedniej gotowości. Ucisk powinien trwać 5–6 sekund i trzeba pamiętać, że nasadę penisa można ścisnąć dość mocno, ale z główką trzeba się obejść delikatniej, bo to bardzo wrażliwe miejsce! Poza tym niektóre pozycje sprzyjają kochankom, którzy chcą umiejętnie dawkować sobie rozkosz. Jedne pozwalają spłycać kontakt, inne sprawiają, że wejście do pochwy jest mniej zaciśnięte, a przez to mniej stymulujące. Odpada pozycja „na pieska”, jako głęboko penetrująca i bardzo pobudzająca. Niewskazane są też wszelkie pozycje, w których kobieta ma zaciśnięte uda – i odwrotnie, zalecane są te, w których uda rozwierane są szeroko.

Po czym poznać mistrza?

Marta ma do seksuologa inne pytanie: Czy można z góry wiedzieć, że facet będzie dobry w łóżku, co gwarantuje satysfakcję z seksu?

Otóż dobrą wskazówką jest pewność siebie. Zwracajmy uwagę na mężczyzn, którzy wiedzą, czego chcą, i umieją do tego dążyć – to zdejmuje z kobiety konieczność czuwania nad sytuacją i pozwala się jej odprężyć i całkowicie oddać przyjemności. Zwróćmy uwagę na faceta, który potrafi poderwać kobietę w niebanalny i twórczy sposób: może się okazać nieoceniony, kiedy w łóżku będzie się działo coś nieszablonowego, i rozładuje krępujące sytuacje, nawet jeśli ktoś niespodziewanie stanie w drzwiach.

– Pewności jednak nigdy nie ma, bo pozory często mylą i czasem ktoś, kto „nosi się” jak macho, w sypialni może się zmienić w niezgrabnego chłopca lub dbać wyłącznie o własną przyjemność – przestrzega seksuolog. – Ale można zwrócić uwagę na pewne cechy, które znamionują wysoki poziom testosteronu. To on bowiem zapewnia duży apetyt na seks i możliwości jego realizacji.

Po czym poznać, że mężczyzna ma dużo testosteronu? Hormon ten wpływa na wygląd. Nie chodzi o wielkość nosa czy rozmiar buta, jak głoszą niektóre mity. Obdarzeni jego wysokim poziomem mężczyźni mają np. charakterystyczne, mocne i szerokie żuchwy oraz silne, męskie ramiona. Mają też wyraźny zarost na twarzy, który w dodatku szybko odrasta – stąd po porannym goleniu wieczorem może nie być śladu. Charakterystyczne dla wysokiego poziomu testosteronu są też wysoki stopień owłosienia ciała oraz tzw. łysienie androgenne – pojawiające się zakola, choć w pozostałych częściach głowy owłosienie może być dość bujne. Jednak uwaga: wysoki poziom testosteronu to nie tylko duży popęd płciowy. To także produkcja licznych i zdrowych plemników, dlatego jeśli chcemy bez zobowiązań korzystać z możliwości takiego kochanka, trzeba koniecznie pamiętać o antykoncepcji!

Jak przekonać kochanka do wibratora?

Mira niedawno odkryła, że jej partner jest zazdrosny o wibrator! – Zaproponowałam Zbyszkowi, żebyśmy nieco urozmaicili nasz seks i użyli wibratora – wspomina Mira. – Bardzo się na mnie obraził, zapytał, czy on mi nie wystarcza. Jak go przekonać, że wibrator nie jest jego rywalem, a tylko sposobem na wprowadzenie odrobiny pikanterii do naszej sypialni?

– To częsta sytuacja – komentuje Twardo-Kamińska. – Kiedy mężczyźni słyszą takie propozycje, obawiają się, że się nie sprawdzają. Zabawę z wibratorem traktują jako rodzaj zdrady. Rozwiązaniem jest zaproszenie kochanka do „wibrującego trójkąta” na zasadzie: „pragnę, byś to ty ze mną to zrobił”.

Można na przykład zaproponować partnerowi, żeby podczas klasycznej penetracji stymulował łechtaczkę partnerki za pomocą właśnie wibratora. Najwygodniejszymi pozycjami w takiej sytuacji są te, w których kobieta leży na plecach, a partner na boku – tak, że jedną nogę podkłada pod jej pośladki, a drugą umieszcza pomiędzy jej udami (dobrze jest uniesioną w górę stopę oprzeć na przykład o ścianę). Taka pozycja pozwala na swobodną, głęboką penetrację, a jednocześnie daje obojgu pełen dostęp do kobiecego guziczka rozkoszy, a mężczyźnie dostarcza – jakże ważnych – bodźców wzrokowych.

Czy ja to jeszcze pamiętam?

Ewa ma zgoła inny problem: nie była z nikim od pięciu lat, ostatnio jednak zaczęła spotykać się z Adamem, ale stresuje się tym, że jak pójdzie z nim do łóżka, to może się okazać, że już nie pamięta, jak to się robiło!

Joanna Twardo-Kamińska: – Właściwie to z każdym nowym partnerem pierwszy raz jest trudny, bo… jest pierwszy. Ekscytujący także, ale niesie sporą dawkę niepewności. Poza tym po kilku latach bez seksu można mieć wrażenie, że się wyszło z wprawy i powrót do aktywności seksualnej może być trudny. Ale z seksem jest jak z jazdą na rowerze: pewnych rzeczy się nie zapomina. Jeśli Ewa zda się na instynkt i posłucha ciała, poradzi sobie. Może sobie też ułatwić sprawę.

Dla kobiety najważniejsze jest zaufanie do partnera i poczucie bezpieczeństwa. Dlatego powinna zrobić wszystko, by się dobrze czuć: włożyć bieliznę, w której wygląda seksownie, zadbać o scenerię – niech jej wszystko odpowiada. Nie powinna się godzić na półśrodki w sprawie miejsca i czasu. Niech przedtem zjedzą pyszną kolację! Nie ma lepszego afrodyzjaku niż poczucie, że jesteśmy traktowane jak ktoś wyjątkowy.

Joanna Twardo-Kamińska psycholog, seksuolog, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

„Wszechobecny” seks. Dlaczego tak nas fascynuje? W jakie mity nadal wierzymy?

Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Tramwaj z reklamą męskiej bielizny. Belgrad, Serbia, 2020 r. (fot. iStock)
Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy – mówi seksuolog Michał Lew-Starowicz.

Dlaczego seks tak nas kręci? Psychologowie Cindy Meston i David Buss, naukowcy znani z badań nad ludzką seksualnością, w jednej ze swoich książek wymienili bodajże 237 powodów, dla których uprawiamy seks. Oczywiście nie przytoczę ich tu wszystkich z pamięci, ale te najczęściej wymieniane to m.in. pogłębienie bliskości emocjonalnej, przyjemność zmysłowa, podkreślanie ról w związku, zwiększenie poczucia własnej atrakcyjności, a także poprawa nastroju, zdrowia czy nawet odporności organizmu. Są też powody, które można nazwać negatywnymi, jak próba manipulacji partnerem, wyrażanie wrogości wobec niego… Seks może zaspokajać wszystkie te potrzeby. A to tylko ułamek wspomnianej liczby. I jak tu się nim nie fascynować?!

Seksualność jest jednym z najważniejszych aspektów naszego człowieczeństwa, sferą dotyczącą każdego z nas. Jest też kilka tysięcy osób na świecie, i do tej grupy ja także się zaliczam, których seks fascynuje także od strony naukowej.

No i jest też coraz liczniejsza grupa, która za pomocą seksu chce coś sprzedać (jak choćby, swojego czasu, pewien polski producent trumien). Nie prowadziłem statystyk, ale sądzę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że jakieś 2/3 wszystkich reklam bazuje na skojarzeniach seksualnych. Od kosmetyków po ubrania, jedzenie, blachę falistą czy wycieczki zagraniczne, a na wspomnianych trumnach kończąc. Seks się sprzedaje, bo jak już powiedziałem, jest jednym z najważniejszych aspektów naszego życia. Dlatego nie powinniśmy go zaniedbywać, ale też uważajmy, żeby go nie wyeksploatować.

Jak by pan scharakteryzował zdrowe podejście do seksu? Jako zachowanie właściwych proporcji. Cieszenie się nim i praktykowanie go w miarę potrzeb. Rozmawianie o nim z partnerem, bo to uchroni nas przed nieporozumieniami czy nawarstwieniem problemów. Z drugiej strony nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, gdy coraz więcej o seksie mówimy, a coraz mniej go uprawiamy. Mam tu na myśli pewnego rodzaju otwartość w postawie, sposobie mówienia czy wyglądzie, która sprawia wrażenie ekshibicjonizmu, a tak naprawdę jest przejawem dość ubogiego życia seksualnego, wynikającego z kompleksów, zahamowań czy innych problemów.

Bądźmy otwarci, ale nie popadajmy w skrajności. Można chodzić po domu nago, ale nie trzeba obnażać się z całą swoją fizjologią czy opowiadać wszem wobec o swoich doświadczeniach seksualnych. Dzieciom trzeba także pozwolić na intymność, gdy o to proszą, np. w łazience podczas kąpieli – to kształtuje szacunek wobec ciała i uczy ochrony swoich granic.

W związku dobrze jest uwodzić siebie nawzajem wyglądem, zapachem czy spojrzeniem, ale nie oszukujmy się, małżonkowie, którzy są ze sobą od lat, nie zawsze wyglądają dla siebie pociągająco i odświętnie. Ważne jest, żeby widzieć siebie w różnych odsłonach, ale nie przekraczać granic dobrego smaku. Unikać całkowitego zespolenia z partnerem, ale też nie przedłużać dystansu. I jeszcze jedno słowo w sprawie uwodzenia, coraz częściej mówi się o nim jako o zestawie cech czy zachowań, które gwarantują powodzenie u płci przeciwnej. Takie podejście do uwodzenia jest zadaniowe, sztuczne i plastikowe. Flirt powinien być czymś naturalnym, swobodnym i spontanicznym.

Zwykły, powtarzalny seks może być atrakcyjny? Ludzie potrzebują powtarzalności, przewidywalności. Daje im to poczucie bezpieczeństwa, ale jeśli pozostaje tylko powtarzalność, to seks staje się monotonny. Nie chodzi o to, by za każdym razem wprowadzać coś nowego, ale raz na jakiś czas – jak najbardziej. To niezwykle ożywia życie seksualne.

Nie ma pan wrażenia, że obraz seksu obecny na billboardach daje fałszywy przekaz, że uprawiają go tylko osoby wyjątkowo atrakcyjne? To bardzo niebezpieczny przekaz, ale mam wrażenie, że dotyka każdej sfery życia. Niech pani weźmie jakikolwiek kolorowy magazyn – czy w rubrykach o seksie, modzie, urodzie znajdzie pani choć jedno zdjęcie osoby, którą można by nazwać mniej atrakcyjną, normalną? Ten ogólny dyktat u przeciętnego odbiorcy, któremu do ideału wiele brakuje, powoduje blokady i frustracje. Poza tym erotyka z billboardów, poprzez swoje uproszczenie, zabija całą istotę seksualności, w której kryje się harmonia, zadowolenie z siebie, z życia, z seksu.

Tak jakby odkąd seks stał się kwestią publiczną, szeroko omawianą i pokazywaną, przestał być czymś prywatnym. Ależ seks jest naszą prywatnością! Zawsze odwołuje się do najbardziej osobistych i uwewnętrznianych elementów osobowości. Jest częścią nas wręcz od urodzenia. Naszą seksualność wynosimy z domu, rozwijamy potem przez poszczególne doświadczenia i stosunek do siebie. Seksualność nie jest więc oderwanym bytem.

Lubię powtarzać, że seks jest taki, jacy jesteśmy my. Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy.

A jakie mity na temat seksu robią tej sferze najwięcej krzywdy? W niektórych stereotypach jest trochę prawdy, ale też nie można ich stosować wobec wszystkich. Na przykład ten, że mężczyźni nie lubią rozmawiać o emocjach – owszem, raczej nie lubią, ale nie wszyscy. Gdy do mojego gabinetu przychodzi para, to nie zawsze on jest wycofany, czasem przejmuje cały ciężar konwersacji i dużo o sobie potrafi opowiedzieć.

W sferze seksu narosło wiele mitów, jak choćby te dotyczące męskiej seksualności. „Mężczyźni zawsze myślą o jednym”, „im większy członek, tym większa satysfakcja” itp. – kierują naszą uwagę na sprawność, fizyczną wydolność. Biedni są mężczyźni, którzy biorą je sobie do serca, ale i biedne ich partnerki, które stają się dla nich czymś w rodzaju poligonu doświadczalnego męskości. Są też niezachwiane przekonania, np. „partner, który raz zdradził, na pewno zrobi to ponownie”, „mężczyzn interesuje tylko seks, a kobiety są bardziej emocjonalne” czy „nigdy bym tego nie zrobiła”. Te nieraz prowadzą na manowce. Samo życie najlepiej weryfikuje wszelkie mity i przekonania, zwłaszcza co do tego, do czego jesteśmy zdolni albo nie. Jaką pewność, że dotrzyma obietnicy, może mieć mężczyzna, który zapewnia: „nigdy nie zdradzę żony”, skoro nigdy jeszcze nie miał pokusy i okazji, by zdradzić? O wiele bardziej realnie od „nigdy czegoś nie zrobię” brzmi: „chciałbym i będę się starał, żeby do tego nigdy nie doszło”. Warto mieć w sobie pokorę i otwartość, pracować nad sobą i nad związkiem. Wtedy to nasze wyobrażenie może się spełnić.

Prof. nadzw. dr n. med. Michał Lew-Starowicz: lekarz, specjalista psychiatra, seksuolog, psychoterapeuta, pierwszy w Polsce specjalista medycyny seksualnej (FECSM) afiliowany przez European Union of Medical Specialists. Dyrektor Centrum Terapii Lew-Starowicz.

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika Sens”.

  1. Seks

Presja seksualna i brak orgazmu – co zakłóca przyjemność kobiety?

Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? (fot. iStock)
Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? (fot. iStock)
Orgazm to wspaniała rzecz, której pragniemy dla siebie i naszego partnera. Jednak umysł i ciało nie zawsze współpracują tak, jakbyśmy tego chcieli. Rozczarowanie orgazmem jest mocno związane z presją seksualną i przekonaniami, które żywimy na temat kobiecej cielesności – podkreśla seksterapeutka Marja Kihlström, autorka książki „Daj sobie prawo do przyjemności”.

Część z nas czuje się wadliwa i niewystarczająca, bo zwyczajnie nie potrafi dojść. Jedna z kobiet, z którymi rozmawiałam, określiła to byciem „trudną”. Jej rozczarowanie nie wynikało więc wyłącznie ze strachu przed własnymi niedomaganiami, ale i  przed sprawieniem zawodu partnerowi i wprawieniem go w zły nastrój.

Powszechne wyobrażenie o seksie jest takie, że kobieta powinna być bierna, podczas gdy mężczyzna ma ją uwodzić. Jednocześnie pasywna kobieta często kojarzy nam się z brakiem doświadczenia w łóżku. Za to mężczyzna zawsze ma być aktywny, gotowy do stosunku – i automatycznie wyczuwać, co sprawia partnerce przyjemność. Te przekonania stanowią ogromne obciążenie w wielu relacjach, a ich konsekwencji nie można bagatelizować. Nam, kobietom, nakładają na ręce kajdany – bo roli, którą odgrywamy, nie przystoi aktywność. Musimy skończyć z narzucanym nam wizerunkiem uległości, nawiązać kontakt z własną przyjemnością, poznać swoje ciało i opowiedzieć partnerowi o tym, czego pragniemy. Równość w związku zmniejsza presję wobec obojga kochanków. Podczas seksu mężczyźni też odczuwają stres – bo mają lepiej od partnerek rozumieć, jak sprawić im przyjemność.

Wiele z nas, kobiet, zna to uczucie, kiedy chcemy dojść tak mocno, że jesteśmy gotowe zrobić w tym celu dosłownie wszystko – ale nic, co robimy, nie przynosi rezultatów. Powodem są zwykle sporadyczne trudności z osiągnięciem orgazmu, za którymi kryje się przejściowy niepokój, stres lub po prostu zmęczenie. Możemy odczuwać wielką frustrację – ale warto, żebyśmy spróbowały znaleźć dla siebie zrozumienie. Nic się nie stanie, jeśli odpuścimy i spróbujemy następnym razem. Jeżeli trudności z orgazmem będą się przeciągać, powinnyśmy spróbować wyjaśnić, skąd wynikają.

Przyczyny presji i rozczarowania mogą się znajdować naprawdę blisko – ale może być też tak, że przyjdzie nam ich szukać w odległych rozdziałach naszej seksualnej historii. Czasami napięcia mogą mieć źródło w partnerze czy dynamice konkretnej relacji. Jeśli z ust drugiej osoby wymknął się kiedyś choćby najmniejszy negatywny komentarz na temat naszego wyglądu, możliwe, że same stałyśmy się wobec siebie bardziej krytyczne, a nasza samoocena zaczęła spadać. Podobny wpływ mogą mieć słowa partnera na temat jego poprzednich kochanek czy tego, jak szczytowały, gorące orgazmy naszych przyjaciółek czy porównywanie własnych doświadczeń z tym, co widzimy na przykład w telewizji.

Najlepszym lekarstwem na wszelkie presje związane z orgazmem jest rozluźnienie atmosfery. Warto zacząć od tego, żeby nauczyć się czerpać przyjemność ze swojego towarzystwa bez napięcia seksualnego. Dotyk, z którym nie wiążą się żadne oczekiwania, daje nam przestrzeń, żeby po prostu być i spędzić miło czas. Partner może nam też bardzo pomóc podczas gry wstępnej. Pieszczoty, pocałunki, słowa szeptane na ucho – to wszystko daje nam czas na rozluźnienie. Mnie pomaga, kiedy w czasie stosunku mąż powtarza, że nigdzie się nie spieszymy, kiedy sam zachowuje się spokojnie i poświęca mi uwagę. To łagodzi pęd do orgazmu. Jeśli presja stanie się zbyt duża, można po prostu zakończyć grę i iść spać. Może – jak to mówi moja przyjaciółka – „po prostu gwiazdy nie są dziś w odpowiedniej konfiguracji”. Musimy pozwolić sobie na to, żeby nie zawsze dochodzić na szczyt. Pamiętajmy jednak, że nasze pragnienia nigdy się nie spełnią, jeśli nie powiemy o nich partnerowi. Bądźmy odważne i aktywne.

Zrób listę rzeczy, które zakłócają i wspierają twoją przyjemność

Bądź świadoma własnych pragnień i ograniczeń. Czego naprawdę oczekujesz od swoich partnerów? Jakie rzeczy cię ograniczają czy sprawiają, że stawiasz partnera na pierwszym miejscu, przed sobą? Odpowiedz sobie na te pytania, bez względu na to, czy jesteś w związku, czy nie. Możesz też wykonać to ćwiczenie z przyjaciółką – potem podzielcie się ze sobą odpowiedziami. Nauczycie się rozmawiać o seksualności bardziej otwarcie.

Ćwiczenie opiera się na podobnej idei, co rozpisywanie planu porodu. Wiesz, że nie wszystko potoczy się tak, jakbyś tego chciała. Mimo to poprzez tworzenie listy zarówno ty, jak i twój partner uświadamiacie sobie lepiej, jakie są wasze prawdziwe pragnienia. W ten sposób tworzysz mapę, która prowadzi cię coraz bliżej przyjemności.

Postaraj się o odpowiedni nastrój. Na pewno w przeszłości zdarzało się, że robiłaś coś bardziej po to, żeby zadowolić innych niż dla własnej satysfakcji. Albo były sytuacje, w których miałaś nadzieję na więcej, ale nie odważyłaś się o to poprosić. Możliwe też, że sama nie jesteś do końca pewna, czego chcesz.

Stwórz listę. Co wyprowadza cię z równowagi podczas seksu? Co chciałabyś zmienić? Czy jest coś, co postrzegasz jako niesprawiedliwe – ale o czym nie masz odwagi powiedzieć na głos? Jeśli ćwiczenie wydaje ci się zbyt trudne, przejrzyj wypisane poniżej przykłady i początki zdań, które mogą posłużyć za wzór.

Pomyśl o sobie jako o kobiecie, która zdejmuje z ramion ciężar odpowiedzialności za cudzą przyjemność i staje się aktywną partnerką, potrafiącą czerpać ze swojej seksualności garściami.

  • Chciałabym więcej takich pieszczot, podczas których nie wkładasz ręki do moich majtek. Chciałabym, żebyś dotykał mnie w innych miejscach, głaskał, muskał, masował i drażnił, dopóki nie będę gotowa, żebyś włożył we mnie swoje palce.
  • Jeśli dopiero się obudziłam, moje ciało potrzebuje więcej czasu niż zwykle, żeby się rozgrzać.
  • Ciężko mi być na górze, bo ciągle zastanawiam się, jak wyglądam i czy odpowiednio się ruszam. Czy twoja erekcja wytrzyma, jeśli zrobię coś źle? Czy ja sama wytrzymam wystarczająco długo? Czuję się niepewnie pod wieloma względami.
  • Chciałabym częściej kochać się tak, żeby dobrze cię widzieć – wtedy bardziej czuję twoją obecność – ale niekoniecznie w ostrym świetle.
  • Kiedy jestem pijana, po przekroczeniu pewnej granicy trudno mi osiągnąć orgazm.
  • Chciałabym więcej…
  • Jeśli jestem…
  • Nigdy nie miałam/ Najłatwiej osiągam orgazm…
  • Trudno mi…
  • Wcześniej nie miałam nigdy odwagi powiedzieć…
  • Czasami chciałabym…
  • Chciałabym się z tobą nauczyć…
  • Po cichu marzy mi się…
Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko”. Marja Kihlström, fińska seksterapeutka i edukatorka pisze o kobietach i dla kobiet, dając im wsparcie w poszukiwaniu i odkrywaniu własnej seksualności.

  1. Seks

Jak pokonać rutynę w seksie?

Warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań w różnych wymiarach życia seksualnego. (Fot. iStock)
Warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań w różnych wymiarach życia seksualnego. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Po wielu latach związku nie będziemy czuć dokładnie tego samego, co na początku. Ale może się pojawić inny, nowy zakres wspólnych przeżyć, których byśmy nawet się nie spodziewali – mówią edukatorka seksualna dr Izabela Fornalik i psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro.

Patrycja i Rafał są małżeństwem od ośmiu lat, zanim się pobrali, spotykali się przez trzy lata. Przyjaciele żartują, że są jak papużki nierozłączki. – Rzeczywiście, bardzo lubimy ze sobą przebywać – potwierdza Patrycja. Kochamy się i świetnie rozumiemy, podobne rzeczy nas interesują i podobne bawią. W seksie też jesteśmy dobrani, po 11 latach znamy swoje ciała doskonale i bardzo szybko potrafimy się wzajemnie zaspokoić. To może dziwne, bo choć czuję się spełniona i szczęśliwa, to z drugiej strony bywam trochę znużona tym, że nasza bliskość jest tak przewidywalna. Jest w niej rozkosz, ale brakuje ekscytacji i niespodzianki. Wszystko jest takie oczywiste i powtarzalne, że pomału wkrada się do naszego łóżka nuda. Kocham męża i chciałabym coś zrobić, żeby znowu poczuć motyle w brzuchu, jak kiedyś…

Izabela Fornalik:
Nawet najsmaczniejsze lody, często jedzone, przestają smakować tak jak za pierwszym razem. Bez wątpienia warto, aby para z długim stażem porozmawiała o pogłębianiu doznań, ale w różnych wymiarach życia seksualnego. Są pary, które potrzebują pogłębienia doznań w sferze stricte fizycznej, począwszy od prostych rozwiązań, jak użycie różnego rodzaju gadżetów typu prezerwatywy z wypustkami czy wypróbowanie nowej pozycji seksualnej, aż po zapisanie się na zajęcia, np. warsztaty waginalne lub te dla par, które chcą czerpać większą radość z seksu. Ciekawym pomysłem jest też coaching seksualny. Jest on uzupełnieniem, a czasem alternatywą dla terapii, która diagnozuje i zajmuje się konkretnym problemem. Nasza para mogłaby skorzystać z oferty coachingu, który umożliwi rozszerzenie palety technik seksualnych. Zajęcia tego typu pozwalają odkryć potrzeby i możliwości własnej seksualności. Uczą też mówienia o intymnych potrzebach i przeżyciach. Takie pary jak Patrycja i Rafał nie potrzebują terapii, ale rozwinięcia i odkrycia nowych przestrzeni w swoim życiu seksualnym.

Może temu służyć również poznanie tao seksu albo jogi, która dzięki uaktywnieniu ciała poprawi oddech, a ten ma przecież związek z osiąganiem przyjemności. Różnego rodzaju nowe doznania w obszarze fizyczno-psychicznym, jak chociażby medytacja według Osho, przekładają się na większą świadomość ciała i jego otwarcie na zmysłowe doznania.

Bianca-Beata Kotoro:
Dobrym pomysłem będzie pójście na kurs masażu. Potem można zacząć wypróbowywać na sobie to, czego się nauczyło. Jeśli związek ma długi staż, ludzie przestają rozmawiać ze sobą o pewnych rzeczach, bo one stają się oczywiste. Wiele osób błędnie myśli: „skoro wiem, jaki rodzaj dotyku lubi mój partner i potrafię go uszczęśliwić, to nie ma potrzeby pytać go, jak sprawić mu przyjemność”. I tak seks staje się obszarem bez słów, bo uważamy, że już wszystko o sobie wiemy. Warto wrócić do rozmowy, do pytań o doznania i do mówienia o odczuciach. Można nawet się umówić, że ta osoba, która jest pieszczona, opowiada o tym, co czuje. Dzięki temu tworzy się nowy obszar intymnej relacji. A słowo staje się na powrót afrodyzjakiem. To naturalne, że para, która jest już ze sobą 11 lat, potrafi porozumiewać się bez słów, ale naprawdę warto odkryć na nowo magiczną moc słowa.

I.F.:
Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że po wielu latach związku nie będziemy czuć dokładnie tego samego, co na samym początku, czyli przysłowiowych motyli w brzuchu. Początkowa fascynacja i ekscytacja jest czymś wspaniałym, wyjątkowym, lecz nie liczmy na to, że jakimiś sztuczkami ten stan przywrócimy. Ale może się pojawić inny, nowy zakres wspólnych przeżyć, których byśmy nawet się nie spodziewali.

B.B.K.:
W miarę trwania związku dojrzewamy, nie tylko przybywa nam lat, mamy inne doświadczenie, ale też zmieniają się nasze upodobania, fascynacje i zainteresowania w każdym względzie. I jeśli ktoś lubi pieszczoty pleców, a ma np. obiekcje wobec stosunków oralnych, to nie znaczy, że po 10 latach będzie preferował dokładnie to samo. Dlatego tak ważna jest wymiana myśli – werbalnie, bo nikt z nas nie jest jasnowidzem. Nie łudźmy się, że wiemy o partnerze wszystko – to po prostu niemożliwe. Jednak, żeby rozmawiać o seksie, trzeba umieć rozmawiać o innych rzeczach, a to oznacza, że trzeba razem spędzać czas. Zadbać o to, żeby bliskość zaistniała przy wspólnym działaniu w innych niż tylko sypialnia obszarach. Nie traktujmy też tego, że mamy orgazm, jako ostatecznej wyroczni, że wszystko jest wspaniale i nic nie trzeba zmieniać.

I.F.:
Bywa, że partnerzy z czasem w różnych sferach życia zaczynają się rozmijać, tracąc ze sobą kontakt, a w sypialni jeszcze odnajdują porozumienie, z tym że na zasadzie wyrobionych nawyków. Wtedy warto zainwestować w czas poświęcony nowym doświadczeniom. Cenne mogą się okazać oferty różnych warsztatów ogólnorozwojowych. Dzięki takim doświadczeniom dajemy sobie wspólny czas, otwieramy się na nowe przeżycia i odnajdujemy w sobie inne możliwości.

B.B.K.:
Często kobiety fantazjują o romantycznym kochanku, bo ich orgazmy z mężem nabrały mechanicznego charakteru. Udany seks to nie taki, w którym za każdym razem dochodzi do ekstazy, ale ten, który ma satysfakcjonującą aurę, spełniający nas we wszystkich wymiarach.

I.F.:
Polecam bardzo ciekawą publikację Dagmar O’Connor „Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić”.

B.B.K.:
To lekka lektura, a przy tym bardzo praktyczna, bo przedstawia liczne, łatwe do zastosowania pomysły. Przy czym mając wieloletnie doświadczenie pracy w gabinecie, domyślam się, że na takie lektury czy warsztaty dotyczące seksualności znacznie częściej gotowe są kobiety, mężczyźni chyba lepiej zareagują na konkretne propozycje, np. kurs tańca czy masażu, a mniej odnoszące się do seksualności, które mogą odebrać jako aluzyjną krytykę swoich możliwości.

Mężczyzn, którzy przychodzą do mojego gabinetu, ale mają wyraźny problem z mówieniem o swojej seksualności, pytam zazwyczaj, czy lubią tańczyć i w jaki sposób. I nie chodzi mi bynajmniej o umiejętności techniczne, ale o przyjemność płynącą z ruchu w rytm muzyki, nawet jeśli ten ruch sprowadza się do kilku kroków i nie jest oczywiście pod wpływem alkoholu ani innych substancji. Jest to ważny wskaźnik tego, jak dana osoba zachowuje się w obrębie życia seksualnego i jej otwartości na cielesne doznania. Ci, którzy nie mają problemów z poddaniem ciała rytmowi, o wiele łatwiej poddają się poszukiwaniom seksualnych doznań. Dlatego polecam parom kurs tańca, żeby odkryły w nim nowy rodzaj fizycznej bliskości.

I.F.
: Warto też wspomnieć o tym, że pogłębienie doznań w obszarze duchowym wpływa na jakość bliskości fizycznej między partnerami. Głębszy, filozoficzny namysł nad istotą związku, siebie i partnera pozwala uzmysłowić sobie, jak unikalne jest to, że się spotkaliśmy, że możemy sobie coś nawzajem dać, przeżyć wspólnie ważne dla nas obojga chwile. Jeśli przestaniemy patrzeć na partnera jak na dobrze znany i przewidywalny obiekt codziennego obcowania, mamy szansę odkryć w nim tajemnicę i wyjątkową niepowtarzalność, a w ślad za tym jego ciało, reakcje, uczucia nie będą już tak oczywiste. Seksualność często kojarzy się jedynie z fizjologią, a to jest doświadczenie obejmujące wszystkie aspekty ludzkiego istnienia, a więc też emocjonalny i duchowy. Nie wolno o tym zapominać.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psychoseksuolog, psychoonkolog, terapeutka, prowadzi terapię w Instytucie BEATA VITA, jest prezesem Stowarzyszenia Europacolon Polska oraz Fundacji Edukacji Seksualnej PO PROSTU.

  1. Zdrowie

Zaburzenia erekcji i przedwczesny wytrysk - skąd się biorą męskie problemy seksualne?

W Polsce problem zaburzenia erekcji dotyczy około 3 mln mężczyzn, w USA – aż 30 mln, a przewiduje się, że będzie się to pogłębiać. (Fot. iStock)
W Polsce problem zaburzenia erekcji dotyczy około 3 mln mężczyzn, w USA – aż 30 mln, a przewiduje się, że będzie się to pogłębiać. (Fot. iStock)
Podobno nawet porsche ma prawo się zepsuć. Nic dziwnego, że mężczyzna — choćby najbardziej męski model — też może ulec awarii. I nic nie szkodzi, bo przecież nie jesteśmy maszynami!

Zaburzenia erekcji – już samo brzmienie tych słów przyprawia płeć męską o gęsią skórę. Każdy mężczyzna ma nadzieję, że jego to nigdy nie spotka. Niestety, co dziesiąty przekona się na własnej skórze, co to znaczy nie stanąć na wysokości zadania. – Zaburzenia erekcji to prawdziwa plaga współczesności. To utrzymująca się niezdolność do osiągnięcia lub utrzymania wzwodu koniecznego do satysfakcjonującego współżycia – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolog, psycholog i terapeutka. – W Polsce zjawisko to dotyczy około 3 mln mężczyzn, w USA – aż 30 mln, a przewiduje się, że problem będzie się pogłębiać.

Niebezpieczne piwo

Co powoduje te zaburzenia? Mnóstwo rzeczy. Wcale niekoniecznie fakt, że mężczyzna znudził się swoją partnerką lub że już nie jest dla niego atrakcyjna. Ani że jest impotentem. Na liście winowajców znajdują się: wiek (w umiarkowanej skali problem dotyczy aż 52 proc. panów między 40. a 70. rokiem życia), choroby, zwłaszcza przewlekłe (miażdżyca, cukrzyca, choroby układu sercowo-naczyniowego, niewydolność nerek czy wątroby, choroba Alzheimera, depresja). Przyjmuje się, że dwóch na trzech pacjentów z nadciśnieniem tętniczym może mieć problemy ze wzwodem – a w Polsce aż 4 mln mężczyzn cierpi na nadciśnienie. Trudności może mieć też co drugi pacjent z cukrzycą – a na tę chorobę cierpi ponad pół miliona Polaków. To samo dotyczy 8 na 10 pacjentów z depresją czy łagodnym rozrostem prostaty, powszechnym po 50.

Inne przyczyny to zaburzenia hormonalne (nad- i niedoczynność tarczycy, hiperprolaktynemia, niski poziom testosteronu), urazy, zabiegi, radioterapia oraz przyjmowane leki (uspokajające, przeciwdepresyjne, obniżające ciśnienie krwi, hormonalne, cholinolityczne).

– Nawet nie podejrzewamy, jak wiele czynników może osłabić erekcję, na przykład tak powszechnie stosowane preparaty, jak leki z grupy NLPZ – podkreśla seksuolog. – Suplementów diety nie uważamy za leki, a przedawkowanie tych zawierających taurynę czy kofeinę może – przez wzrost ciśnienia – doprowadzić do zawrotów głowy, kiepskiego samopoczucia i niewydolności organizmu oraz właśnie osłabić erekcję i wytrysk.

Do tego dochodzą używki. Weźmy nikotynę – działa na układ oddechowy, który funkcjonuje w ścisłym powiązaniu z układem krążenia. Poza tym powoduje zwężenie naczyń krwionośnych, zwłaszcza tych obwodowych, położonych dalej od układu centralnego – a więc także w penisie. Albo alkohol. Wiadomo, że pod jego wpływem słabną hamulce i rośnie apetyt na seks. Tylko że w większych dawkach zmniejsza zdolność do jego zaspokojenia.

Co jest najgorsze dla męskiej sprawności? – Wcale nie szalone prywatki do rana – jeśli mają miejsce raz na jakiś czas – ale codziennie pite piwo – ostrzega Zaryczna. – O tym się nie mówi, bo przecież piwo jest reklamowane jako męski napój. A tymczasem zawiera fitohormony – substancje pochodzenia roślinnego, naśladujące hormony żeńskie i osłabiające erekcję. Oczywiście raz na jakiś czas kufel złocistego napoju nie zaszkodzi, jeśli jednak mężczyzna pije je często i długotrwale (np. jedną butelkę, ale codziennie), szybko odczuje negatywne skutki.

 

Zalęknieni i zestresowani

Absolutnymi zabójcami erekcji, w dodatku kompletnie lekceważonymi, są stres, zmęczenie i niewyspanie. Psychogenne przyczyny dotyczą aż 10–30 proc. problemów ze wzwodem (70–90 proc. to przyczyny organiczne, a 50 proc. ma podłoże mieszane). Skąd ta zależność?

– Kiedy człowiek czuje lęk czy spore napięcie, mózg uwalnia do organizmu hormony stresu: kortyzol i adrenalinę – tłumaczy Zaryczna. – Mają przygotować ciało do ucieczki albo walki. Krew szybciej krąży, napinają się mięśnie, podnosi ciśnienie. A jednocześnie mózg wysyła do organizmu informację: „chroń narządy rodne!”. Dlatego przez jakiś czas nie będą zasilane krwią, skurczą się i staną maksymalnie wiotkie, żeby być mniej podatnymi na uszkodzenia.

Wśród psychogennych powodów zaburzeń erekcji można wyliczyć także: poczucie niskiej wartości, lęk przed kobietami, kiepskie doświadczenia erotyczne, w tym niewłaściwą inicjację seksualną, lęk przed negatywną oceną ze strony partnerki, nieporozumienia pomiędzy kochankami, niewyrażone urazy lub żale, poczucie winy, niewłaściwe zachowanie kobiety, długotrwałe pokonywanie jej oporów przed współżyciem, lęk kastracyjny, lęk przed ciążą lub chorobą przenoszoną drogą płciową, nudę, impotencję poporodową (dotyczy panów, którzy negatywnie przeżyli obecność przy porodzie) czy lęk, że już raz doświadczona trudność ze wzwodem może się powtórzyć.

Powodem zaburzeń erekcji może być też nieustabilizowana więź seksualna. – Przychodzą do mnie mężczyźni, którzy się skarżą, że choć często współżyją, to mają problem z erekcją – mówi Zaryczna. – W trakcie rozmowy okazuje się, że przyczyną jest to, że większość aktywności seksualnej to przygody na jedną noc. A tu zawsze jest szczypta stresu: jak się wypadnie przed kobietą, jak się ona zachowa, jak mnie potraktuje, czy uda się ją zadowolić… Panowie nie czują się wtedy bezpiecznie, swobodnie, a co najważniejsze – nie czują akceptacji. Jest trudno. Podlegają tak silnemu lękowi, że organizm nie jest w stanie prawidłowo reagować.

Istotna jest także atrakcyjność kobiety. Nie chodzi o to, że mężczyzna musi kochać partnerkę – to akurat prawda, że panowie potrafią oddzielić seks od miłości (choć miłość ułatwia i wspomaga erekcję). Ale o to, że kobieta musi go podniecać. Jeśli tak się nie dzieje, może się ratować fantazjami seksualnymi, ale to już wymaga pewnego wysiłku ze strony wyobraźni.

– Stereotyp, że mężczyzna „zawsze może”, jest niezwykle niszczący dla męskości – ostrzega seksuolog. – No bo co to za facet, który nie ma ochoty na seks albo ma jakąś trudność z erekcją?! Gdyby nie ta wiara w obiegowe „prawdy”, sporadyczne zaburzenia wzwodu łatwo by sobie wytłumaczył, przeszedł nad nimi do porządku dziennego, a następnym razem cieszył ze zbliżenia. Ale panowie koncentrują się na problemie, co wytwarza tak wielką presję, że kolejne niepowodzenie murowane.

Za szybko, kochanie

Kolejna zmora mężczyzn to przedwczesny wytrysk. Według statystyk, 2 proc. mężczyzn zdarza się jeszcze przed grą miłosną, 7 proc. – na jej początku, a 30 proc. – już po kilku ruchach. Ale to, co sami mężczyźni uważają za przedwczesny wytrysk, w rzeczywistości bywa jednak normą.

– Gdy stosunek trwa przynajmniej 3 minuty, wytrysk nie jest przedwczesny – tłumaczy Zaryczna. – Przyjmuje się bowiem, że przeciętny seks trwa 5 do 7 minut, nie licząc pieszczot i gry wstępnej. Ale czasem mężczyźni, wierząc że „dobry” seks powinien zająć im całą noc, skarżą się na ten problem, chociaż mieści się w przeciętnych „widełkach”. Wbrew powszechnej opinii, przedwczesny wytrysk nie zawsze jest wynikiem zbytniego podniecenia. Czasem mężczyźni reagują nim na napięcie spowodowane innymi przyczynami: stresem w pracy, silnym wstydem, długą przerwą we współżyciu, problemami w relacji, lękiem, że się nie sprawdzą i nie zaspokoją partnerki… Rozwiązanie problemu? Najlepiej pozbyć się przyczyn lęku. Z przedwczesnym wytryskiem można też walczyć za pomocą ćwiczeń.

– Szkoła Masters i Johnson zaleca np. technikę stop–start. Polega ona na tym, że w czasie pieszczot z partnerką mężczyzna ujmuje penisa u nasady i kiedy czuje zbliżający się wytrysk, który jeszcze może powstrzymać, przerywają stymulację. W tym czasie on zdecydowanie uciska członek, powtarza to trzy razy i dopiero za czwartym pozwala sobie na wytrysk – radzi seksuolog.

 
Można tę metodę sprawdzić samotnie, ale lepiej robić to z partnerką. Z kilku powodów. To pozwala obojgu oswoić problem i zdejmuje z niego tabu. Gdy mężczyzna ćwiczy podczas masturbacji, może się obawiać, że w trakcie stosunku sobie nie poradzi – przecież wtedy działają inne, o wiele silniejsze bodźce. Trenując z partnerką, przyzwyczaja się do jej nagości i seksualności. Najważniejsze jednak, by nauczył się skupiać na doznaniach ciała, a nie obawach o swoją wydolność.

– Zachęca się pary, żeby umawiały się na zbliżenia bez penetracji, a jedynie z pieszczotami, masażem, wzajemnym sprawianiem sobie przyjemności – mówi Zaryczna. – Jeśli mężczyzna zostanie ośmielony przez kobietę i zobaczy, jak ona szczytuje, łatwiej mu będzie pokonać lęk przed porażką. W ten sposób oboje uczą się, że seks nie jest stresujący, lecz przyjemny.

Można też zaplanować, że pierwszy wytrysk nastąpi jeszcze przed zbliżeniem, co rozładuje napięcie. Za drugim razem zawsze dochodzi się dłużej do finału – nawet jeśli mężczyzna jest tak samo podniecony.

Nie zawsze chodzi o orgazm

Co, zdaniem Małgorzaty Zarycznej, można poradzić mężczyznom? Żeby nie ukrywali przed partnerkami problemów seksualnych. Kiedy coś się nie udaje, nie wystarczy zapewnić ukochaną, że wszystko jest w porządku. W końcu zacznie się zastanawiać:

„Co się dzieje? On już mnie nie kocha? Przestałam być dla niego atrakcyjna?”. I poczuje się odrzucona. Jej złe samopoczucie tylko pogorszy sytuację: nie dość, że mąż ma problem, z którym boryka się sam, to jeszcze lęk i niepewność żony sprawią, że w łóżku będzie spięta i mniej aktywna. A to go dodatkowo zestresuje. I powstanie zaklęty krąg, z którego obojgu będzie trudno uciec.

Kobiety wiedzą, że kiedy mężczyzna się nie spisze, trzeba powiedzieć: „kochanie, to nie ma znaczenia”. Małgorzata Zaryczna radzi, że mogą dodać: „to nawet fajnie, dziś się tylko poprzytulamy”. Jeśli jednak „wpadki” zdarzają się częściej, warto zmienić taktykę i zaproponować inną możliwość sprawiania sobie przyjemności. I pokazać mężczyźnie, że dla kobiety orgazm jest jeden, niezależnie od tego, w jaki sposób go osiągnie.

A jeśli problem się powtarza? – Trzeba powiedzieć wprost: „kochanie, niepokoi mnie ta sytuacja, ale jeszcze bardziej to, że nic nie mówisz. Czy masz jakąś trudność, czy coś się stało? Porozmawiajmy!” – proponuje seksuolog. Często mężczyzna unika tematu, bo obawia się wizyty u specjalisty: jest dla niego przyznaniem się do porażki. I boi się, że może usłyszeć diagnozę, która zabrzmi jak wyrok. Warto jednak z nim o tym porozmawiać, uciekając się przy tym do dwóch argumentów. Po pierwsze, przeciągający się, długotrwały stan zapalny może prowadzić do zwłóknień czy zrostów, a nawet do niepłodności. Po drugie, im szybciej się tym zajmie, tym szybciej będzie znowu w formie, bo to najprawdopodobniej problem czysto medyczny, który można wyleczyć łatwo i bez śladu.

I najważniejsze – nie przesadzajmy z oczekiwaniami. Seksuolodzy uważają życie intymne za udane, jeśli połowa zbliżeń pomiędzy partnerami jest satysfakcjonująca. Wszystkie na pewno nie będą, ponieważ nie jesteśmy robotami. Na szczęście.

  1. Seks

Jak puścić się w seksie? – pytamy trenerkę seksualności Joannę Keszkę

Przestańmy traktować seks z doniosłością godną przełomów historycznych - apeluje trenerka seksualności Joanna Keszka. (Fot. iStock)
Przestańmy traktować seks z doniosłością godną przełomów historycznych - apeluje trenerka seksualności Joanna Keszka. (Fot. iStock)
Seks nie ma w sobie nic poważnego, a wręcz stanowi dość śmieszny widok. Przestańmy zatem traktować go z doniosłością godną przełomów historycznych. Jak puścić się w seksie – pytamy trenerkę seksualności Joannę Keszkę.

W niedawno wydanej książce „Potęga zabawnego seksu” namawiasz do tego, żeby puścić się w seksie. To świetna propozycja, ale trudno to sobie wyobrazić w naszych pełnych dzieci, pracy zdalnej i nas samych mieszkaniach.
Rzeczywiście tej przestrzeni dla nas jest ostatnio niewiele. Ale może do łask wrócą szybkie numerki w kuchni? Nie żartuję, to warte wzięcia pod uwagę rozwiązanie. Lepsze niż rezygnowanie z relaksu i zabawy, które może dać nam seks.

Mówisz o potrzebie seksu i zachęcasz do seksualnych zabaw. Ale mam wrażenie, że czasem jest krępujące powiedzieć, na co się ma ochotę, zwłaszcza jeśli wydaje nam się to szalone albo myślimy, że się nie uda.
Uda się. O ile oczywiście mamy partnera z otwartą głową, który woli spróbować z nami czegoś nowego w łóżku niż dopieszczać swoje rozdęte czy zbyt kruche ego, odmawiając udziału we wspólnych igraszkach. Jedno z moich ulubionych haseł to: „ciało raz puszczone w ruch, samo puszcza się dalej”. I to działa. Najważniejsze to zacząć. Ludzie boją się bawić seksem, bo właśnie myślą: „to nie dla mnie”, „partner mnie wyśmieje”, „jestem poważnym facetem czy poważną kobietą, nie będę się w to bawić”. A potem się okazuje, że raz spróbują jednej nowej rzeczy i doświadczają takich doznań oraz emocji, jakich wcześniej nie mieli. W każdej nowej dziedzinie zamknięcie rodzi frustrację, a odpowiedzi uzyskujemy wtedy, gdy zdecydujemy się na otwartość. To jak z jedzeniem.

Czyli jak?
Wyobraźmy sobie, że lubisz tylko kotlety mielone i pomidorową, możesz je cały czas jeść, niczego więcej nie potrzebujesz. Nie ma nic złego w tej zupie i mielonych, ale jeśli tylko to będziesz jadła, ominie cię masa przygód kulinarnych, nie będziesz sobie nawet zdawać sprawy z tego, ile straciłaś. Tak samo jest z seksem. Gdy próbujemy nowych rzeczy, odkrywamy nowe emocje i przeżycia.

A masz na to dowody?
Mnóstwo! Dostaję masę pozytywnych maili, że ktoś spróbował bawić się jedzeniem i seksem. Jedna pani skorzystała z podpowiedzi z mojej książki, usiadła na kuchennym stole, zadarła koszulkę do góry, sutki posmarowała bitą śmietaną i zaprosiła męża do zabawy, mówiąc: „deser podano”. To sprawiło im obojgu wiele radości. Ludzie są zaskoczeni, że trochę sprośności może sprawiać taką radość. Łączmy ze sobą te rzeczy, które nie pasują do siebie na pierwszy rzut oka, na przykład oswojony kuchenny fartuszek z kręceniem gołą pupą, pozwólmy sobie też na słowne świntuszenie, mówmy sprośne komplementy do ucha. Seks lubi różnorodność.

Wydaje mi się, że wiele par myśli, że seks to coś dla dorosłych, a zabawa jest dla dzieci.
Ale seks od początku nie jest poważny! Dwoje ludzi bez majtek w dziwnych pozycjach – to przecież wcale nie jest poważny widok. Zachęcam do tego, żeby sobie od razu odpuścić myślenie, że seks jest poważny, i zacząć patrzeć na niego jak na zabawę dla dorosłych. Nie jest tak, że jak dorośniemy, to natychmiast mamy już przestać się bawić. Nie, po prostu w dorosłym życiu zmienia się rodzaj zabawy oraz zmieniają się zabawki (śmiech).

A jak to powiesz komuś nieprzekonanemu?
Nasza seksualność ma służyć do zabawy, bo dobry seks nas relaksuje, wprawia w dobry nastrój, powoduje, że czujemy się swobodnie. I w ogóle przestańmy myśleć o seksie w kategoriach tego, czy coś robimy dobrze albo właściwie, trzeba o tym zapomnieć. Uważam, że dobry seks odkrywamy za pomocą wpadek. To chyba Madonna powiedziała, że kto boi się wygłupić, ten nigdy nie będzie wielki. Jeśli zapragniemy być w seksie idealni, eleganccy albo zaczniemy wykorzystywać seks do udowodnienia czegoś sobie czy komuś, to wylądujemy w łóżku spięci. A jeśli idziemy do łóżka, dopuszczając, że możemy zaliczyć jakąś wpadkę, to zaręczam, że będziemy się dobrze bawić.

Zanim ktoś zacznie wdrażać scenariusze seksualnych zabaw, które proponujesz w książce, chyba musi nastąpić faza pierwsza, czyli gotowość do ryzyka, do eksperymentu, zmiana nastawienia. Jak sądzisz?
Myślę, że dobrym pomysłem na zrobienie pierwszego kroku jest już samo przeczytanie pomysłów i scenariuszy zabaw erotycznych. Po pierwsze, mamy okazję zapoznać się z tym, co nowego możemy spróbować w łóżku. Po drugie, jest sposobność, żeby porozmawiać o tym, czy to nas kręci. A potem z różnych propozycji wybrać tę, która wydaje nam się najciekawsza, najprzyjemniejsza. Jeśli chcemy coś dostać, tak samo w życiu, jak i w seksie, dobrze wiedzieć, czego się szuka. Czy chcemy więcej dotyku, frywolności, swobody, luzu, dopieszczania łechtaczki, a może ostrzejszej zabawy w łóżku? Zwykle my, kobiety, wiemy, czego nie lubimy w seksie, ale trudniej nam odpowiedzieć na pytanie, czego w nim chcemy.

Czyli co robimy?
Czytajmy dużo na temat seksu, rozmawiajmy w parze o tym, co wydaje nam się ciekawe czy ekscytujące. Ciekawość w seksie jest bardzo cenna. Jeżeli coś wydaje nam się ciekawe, podniecające, to jest wystarczająco dobry powód, żeby tego spróbować. Polecam też poświęcić odrobinę czasu na to, by obejrzeć i poznać swoją cipkę. Spotykam wiele kobiet, które prowadzą aktywne życie seksualne, a nigdy w życiu nie widziały swoich części intymnych. Bez tego liczenie na przyjemność z seksu jest dość karkołomne.

W książce opisałam zabawę „Tańcząca bez majtek”. Polega na tym, żeby stanąć w pięknej sukni, ale bez majtek nad głową swojego partnera. To prosta, lecz niezwykle wyzwalająca zabawa. Ale ma sens i daje radość, kiedy najpierw same obejrzymy i zaprzyjaźnimy się ze swoją cipką przed lustrem. Zazwyczaj potrzeba dwa, trzy razy obejrzeć swoje części intymne, żeby odkryć, jakie są piękne, delikatne i wyjątkowe. Warto podarować sobie ten czas. Matka natura stworzyła nas do rzeczy wielkich, w końcu tylko my mamy łechtaczkę, jedyny organ ludzkiego ciała wyłącznie dla przyjemności!

Joanna Keszka, edukatorka seksualna, trenerka kreatywnego seksu. Autorka książek i programów edukacyjnych. Prowadzi kursy online i warsztaty seksualności.

Zmysłowe zabawy dla dwojga

  • Miłosne wersety na skórze Weź zlizywalny marker do pisania na skórze, najlepiej w kolorze czerwonym o zapachu wiśniowym (do kupienia na www.loverstore.barbarella.pl). Wymyśl erotyczne wyznania i wypisuj je bardzo powoli na nagim ciele kochanka lub kochanki. To zmysłowa zabawa, która pobudza skórę i mózg (nasze najbardziej erogenne organy), więc postaw na kreatywność, otwartość i bezwstydność. Napisz np.: jesteś mój/moja, tylko ja cię tu dotykam – wskazując strzałką intymne sfery albo otaczając je kółkiem; maluj serduszka na pośladkach, plecach; opisz w punktach, co będziecie robić po kolei – mówiąc to na głos; wypisz i odczytaj na głos najbardziej seksowne dla ciebie cechy partnera czy partnerki.
  • Potęga słodkiego smaku Zanurz palce w płynnej czekoladzie, bitej śmietanie albo innym słodkim sosie, „pomaluj” wszystkie te miejsca na ciele, które chcesz zlizywać, albo które chcesz dać do zlizywania. Możesz zacząć od twarzy, okolic szyi, karku. Pozwól kochankowi lub kochance zlizywać słodycze z palców.
  • Rozmówki dla początkujących Ćwicz mówienie sprośności, wybieraj to, co do ciebie pasuje, na początek możesz mówić do lustra albo pisać liściki. Oto kilka propozycji, z czasem stworzycie własny język: Zgadnij, jaki mam kolor majtek. Na myśl o tobie sterczą mi sutki. Nie mogę się na niczym skoncentrować, myślę tylko o tym, żeby się z tobą kochać. Gdybyśmy nie byli w publicznym miejscu, rzuciłabym/rzuciłbym się na ciebie.
  • W ciuciubabkę Zabawa z opaską na oczach wzmaga wrażliwość na bodźce inne niż wzrok – osoba „niewidząca” nie może obserwować, jaki będzie kolejny krok jej partnera czy partnerki, więc jej pozostałe zmysły będą bardziej wyczulone, żeby skompensować brak możliwości widzenia. Na początku zdecydujcie, która osoba przewiązuje oczy, to ona będzie w tej sytuacji biorcą, a do tej z otwartymi oczami należy, żeby tamta poczuła się swobodna i rozluźniona. Jeśli to ty „rozgrywasz”, nie śpiesz się z rozbieraniem partnera lub partnerki, szepcz do ucha komplementy, sprośności, mów, na co masz ochotę, całuj i pieść jego lub jej ciało dłońmi, piórkiem, przyjaźnie drocz się i zaskakuj.

Więcej scenariuszy w książce "Potęga zabawnego seksu" Joanny Keszki.

Polecamy książkę Joanny Keszki 'Potęga zabawnego seksu'. Polecamy książkę Joanny Keszki "Potęga zabawnego seksu".