1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Długotrwały związek a namiętność

Długotrwały związek a namiętność

123rf.com
123rf.com
Jak przywrócić dawną pasję w związku i na nowo rozpalić ogień nawet w długotrwałej relacji? Niezwykle ważnym składnikiem każdego związku jest namiętność. Oto kilka cennych wskazówek jak przywrócić wzajemne pożądanie i zmysłowość w związku.

Najbardziej intensywnym okresem każdego związku jest sam początek, kiedy to zakochani najchętniej nie wychodziliby z łóżka. Jest to czas intensywnych uniesień i silnego pożądania - burza hormonów i nieustanna ochota na miłosne igraszki. Czasem zdarza się jednak, że partnerzy powoli tracą zainteresowanie seksem i pojawia się rutyna. Czas, aby zastanowić się nad wprowadzeniem zmian w związku i rozpalić na nowo dawny żar.

Dlaczego namiętność przygasa?

Osoby w długotrwałych związkach często narzekają, że ich życie seksualne nie jest już tak ekscytujące jak na początku. Seks staje się rutynowy, a partner nie jest już w stanie nas niczym zaskoczyć. Częstotliwość, z jaką uprawiacie seks, nie robi wrażenia, a może już w ogóle nie ma między Wami miłosnych zbliżeń. Nie mówiąc już o tym, że czasy, kiedy nieustannie mieliście na siebie ochotę, odeszły w zapomnienie.

Namiętność często wygasa, ponieważ partnerzy nie starają się o to, by podtrzymywać dawny płomień w związku. Także pojawienie się dzieci wpływa na Wasze życie seksualne – powstaje wtedy problem braku czasu bądź ochoty na seks. Praca oraz natłok codziennych obowiązków sprawiają, że zapominamy o wszystkim innym, pogrążając się w rutynie i zaniedbując partnera.

Jak przywrócić namiętność w związku

  • Brak namiętności - przyczyny
Zastanów się - czy w ogóle pamiętasz, kiedy ostatni raz się kochaliście, czy rozmawiacie na ten temat z partnerem? O zmysłowość w związku należy odpowiednio zadbać, jeśli oboje o tym zapominacie, wzajemne pożądanie wygaśnie. Zmęczenie, za dużo obowiązków w pracy i w domu sprawiają, że nie poświęcasz wystarczającej uwagi swojemu partnerowi? Postaraj się odpowiedzieć sobie na te pytania i znajdź główną przyczynę, która powoduje, że między Wami brakuje namiętności.
  • Mów otwarcie o tym, czego chcesz
Jeśli nie mówisz otwarcie i wprost o swoich potrzebach – partner nie domyśli się, że nie wszystko gra. Szczera rozmowa na temat problemów jest niezwykle istotna w związku. Pamiętaj - unikaj kłótni i wzajemnych oskarżeń! Mogą one jedynie pogorszyć sytuację, a już na pewno nie zaprowadzą Was do rozwiązania problemów. Jeśli wszystko to okaże się niewystarczające możecie zastanowić się nad terapią małżeńską. Być może łatwiej będzie Wam otworzyć się przed inną osobą – specjalistą, który pomoże Wam znaleźć przyczyny problemów i wskaże odpowiednie rozwiązanie.
  • Seks z ukochaną osobą – jak ważny jest dla Ciebie?
Częstym błędem popełnianym przez pary, które mają dzieci jest to, że partnerzy zapominają, że są przyjaciółmi i kochankami. Bycie rodzicem to tylko jedna z ról, którą pełnicie, a ignorowanie ukochanej osoby jest niedopuszczalne. Postarajcie się to, by na nowo stać się kochankami. Może warto czasem położyć dzieci wcześniej do łóżka i zrezygnować z oglądania TV. Zamiast tego możesz zaoferować partnerowi odprężający masaż z olejkami aromatycznymi, bądź wspólną relaksującą kąpiel. Odpowiednia atmosfera – zmysłowa muzyka, zapalone świece - pozwolą Wam się do siebie zbliżyć i skupić jedynie na sobie.
  • Nie bój się eksperymentów w sypialni
W Wasze życie seksualne wkradła się rutyna, nawet myśl o seksie nie jest już ekscytująca. Warto zastanowić się nad wypróbowaniem czegoś nowego! Zabawa w odgrywanie ról, odkrywanie nowych pozycji, szeptanie nieprzyzwoitych słów do ucha. Nic nie jest tak podniecające jak spełnianie dawno skrywanych fantazji. Nowe doświadczenia pomogą Wam na nowo cieszyć się sobą. Dlatego nie bójcie się eksperymentów! Bardzo ważne jest pozbycie się wstydu przed swoim partnerem.

Więcej na temat związków i seksualności można przeczytać na stronie .

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Pożądanie w związku. To, co sprzyja namiętności, nie zawsze służy harmonii...

Czy gorący seks w związku i bliskość idą ze sobą w parze? Czego tak naprawdę pragniemy? (fot. iStock)
Czy gorący seks w związku i bliskość idą ze sobą w parze? Czego tak naprawdę pragniemy? (fot. iStock)
Czy nie zdarzyło wam się marzyć, żeby był tak jak za pierwszym razem? Żeby po pięciu, dziesięciu, trzydziestu latach dało się poczuć motyle w brzuchu, jak wtedy, kiedy wzajemnie się poznawaliście? Żeby seks był namiętny, nasycony i żeby pachniał nowością.

Esther Perel, belgijska psychoterapeutka, zajmuje się od ponad 30 lat poradnictwem małżeńskim i terapią rodzin. Owocem jej pracy jest m.in. książka pt. „Inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze”. Autorka przekonuje w niej, że to, co buduje nasze poczucie bezpieczeństwa, naszą stabilność rodzinną – poznanie się, przyjaźń, intymność i bliskość – bardzo często nie sprzyja ekscytującemu pożyciu seksualnemu. Brzmi to bardzo nieprzyjemnie, no bo jak to: przecież wszystkie te składniki udanego małżeństwa, właśnie porozumienie i bliskość, to najbardziej deficytowe towary na rynku uczuć. Jeśli wejdziemy do sauny z pięcioma przyjaciółkami z wieloletnim małżeńskim stażem, znacznie częściej usłyszymy, że przestały się dogadywać ze swoimi mężami, niż że seks jest do niczego. Do diabła z seksem, skoro „on mnie nie rozumie”. Jeśli się jednak dobrze zastanowimy, to ta „amerykańska myśl techniczna” nie jest niczym rewolucyjnym. Profesor Bogdan Wojciszke w „Psychologii miłości” pisze, że namiętność wygasa, gdy pogłębia się intymność. Z kolei psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzesińska napisała kiedyś w jednym ze swoich felietonów, że „nie pożąda się wnętrza własnej kieszeni” – czy nie jest to więc w gruncie rzeczy to samo?

Nie dla każdej i nie dla każdego utrata namiętności będzie problemem. Istnieją takie pary, dla których spokojne, poukładane życie będzie wartością ponad wszystkie. Ale... nie wszystkim zależy na tym samym, dlatego może warto zastanowić się, jak działa namiętność.

Metamorfozy namiętności

Dawniej małżeństwo widziane było jako swoista umowa: para spotykała się, aby na korzystnych dla obu stron warunkach stworzyć dobrze funkcjonującą „firmę”, która pozwoli na wychowanie w dostatku potomstwa. Namiętność (nie mówiąc o miłości) nie była warunkiem sine qua non tego układu. Dziś sprawy mają się inaczej. Rewolucja seksualna, ruch feministyczny, wynalezienie tabletki antykoncepcyjnej pociągnęły za sobą nieodwracalne zmiany w zbiorowej świadomości. Seksualność stała się własnością jednostki, jednym z elementów naszej tożsamości. Tym, co pcha nas w stronę drugiego człowieka, jest przede wszystkim silna chemia. Każdy, kto tego doświadczył, wie, jak jest na początku: ogromne pragnienie drugiej osoby, chęć zbliżenia do niej i posiadania jej. I ogromna niepewność.

To właśnie ona i lęk przed utratą podsycają namiętność. Im bardziej relacja jest niepewna, niepoparta kontraktem (rozumianym nie tylko jako małżeństwo, ale np. jako szczera deklaracja), tym większe jest pragnienie. Im większa jest ciekawość, tym większa namiętność. Im więcej barier i przeszkód do pokonania, tym większy nasz zapał. Z tych silnych emocji wykluwają się owe słynne motyle w brzuchu. Jeśli jednak związek uzyska stabilność, para zna się już dobrze, wie, czego po sobie wzajemnie oczekiwać, i przypieczętowała uczucie sakramentalnym (bądź niesakramentalnym) „tak”, relacja powoli zaczyna przechodzić metamorfozę.

To, co sprzyja namiętności, niekoniecznie służy harmonijnemu pożyciu. Na co dzień chcemy się bowiem czuć bezpiecznie, wiedzieć, na czym stoimy, tworzymy związek oparty na porozumieniu i kompromisach. Gwałtowne emocje nie są dobrym fundamentem dla budowania domu, wychowywania dzieci. A człowiek to kontinuum, nie zawsze jest w stanie włączyć silne emocje, wchodząc do sypialni, by zaraz potem wyłączyć je, biegnąc do dziecinnego pokoju na przykład. Zwykle w tym „obiegu energetycznym” straty sytuują się po stronie sypialni. I cóż począć, skoro żyjemy właśnie w czasach, gdy udany, emocjonujący seks stał się konieczny, byśmy czuli się spełnieni? To, że we wszystkich mediach, w filmie, literaturze, a także przez psychologów jesteśmy przekonywani, że mamy prawo do szczęścia, przyjemności i dbania o swoje potrzeby, z jednej strony popycha nas do odważnego sięgania po swoje, z drugiej natomiast czyni nas seksualnymi frustratami. Bo namiętność, niestety, przemija. Czy jednak musi?

 

Znany nieznajomy

Psychologia podpowiada nam, że jeśli nie możemy zmienić elementów rzeczywistości, powinniśmy zmienić swoje nastawienie do tego, co nas uwiera. Autorka „Inteligencji erotycznej” przekonuje nas, że pewność i stałość, które są składnikami bezpiecznego związku, a jednocześnie z czasem zabójcami namiętności, są tak naprawdę złudzeniem. Opisujemy siebie wzajemnie serią dogmatów: „on nie zrobiłby nigdy tego”, „ona zdecydowanie nie lubi tamtego”, i święcie wierzymy w to, że nasz partner będzie się zachowywał zgodnie z przypisaną mu rolą. A przecież niczego w życiu nie możemy być pewni, łącznie z tym, czy dożyjemy jutra. Tak naprawdę też nigdy nie znamy naszej drugiej połowy tak dobrze, jak nam się wydaje. Każdy nosi w sobie element nieprzewidywalnego, nawet jeśli na co dzień zachowuje się rutynowo.

Jeśli przyznamy sobie wzajemnie autonomię, prawo do tajemnicy – powróci oczywiście niepewność, ale też pożądanie napędzane tym, co nieznane. Jeśli od czasu do czasu spojrzymy na starego poczciwego męża jak na zupełnie obcego mężczyznę, który być może ma swoje niewypowiedziane pragnienia, zapewne uda nam się poczuć tę ekscytację, która pchnęła nas kiedyś w ramiona tego mężczyzny.

Nie rozmawiajmy o tym

Ileż to razy słyszeliśmy, że dla stworzenia dobrego związku konieczne jest porozumienie. Słowa, słowa, słowa. Rozmowy, jasne deklaracje, przejrzystość i czytelne manifestowanie swoich potrzeb. Dzięki nim osiągamy bliskość, poczucie intymności. Talenty komunikacyjne to domena kobiet. To kobiety wnoszą do związku otwartość w mówieniu o emocjach, o uczuciach – rzesze psychologów twierdzą, że to dobrze. „Powiedz mi, co czujesz, porozmawiajmy o tym”, słyszymy to i czytamy w co drugim poradniku. Tymczasem ogromna część męskiej tożsamości opiera się na samokontroli i niewrażliwości. Zdolność do wyrażania (słownego) emocji nie jest cechą „prawdziwego mężczyzny”. A takiego przecież każda z nas chciałaby mieć w sypialni. Jeśli pragniemy ognistego seksu, trzeba się na to zgodzić – twierdzi Perel. Komunikacyjne ograniczenia mężczyzn często prowadzą do rozwinięcia innych, niewerbalnych sposobów narracji. Ciało może pomóc w wyrażaniu bliskości emocjonalnej. Warto mieć w pamięci, że bardzo często seks jest jedynym sposobem, w jaki mężczyzna wyraża bliskość. Zamiast się zastanawiać, czy on rozumie, co mówię, czy nie, lepiej pozwolić mu mówić, tak jak potrafi. I druga rzecz: bezgraniczne otwieranie się przed drugą osobą, mówienie jej wszystkiego jak na spowiedzi eliminuje z życia tę niezbędną tajemnicę. I może szkodzić namiętności.

Z perspektywy swojej ponadtrzydziestoletniej praktyki terapeutycznej pani Perel twierdzi, że wiara w równouprawnienie, budowanie zgody, kompromis, uczciwość i wzajemną tolerancję może prowadzić do bardzo nudnego seksu. Świat erotycznych fantazji nie ma nic wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim.

Często bywa tak, że przedsiębiorcze i nadodpowiedzialne kobiety marzą o tym, by ich mężczyzna rządził nimi w sypialni, chcą być zniewolone. I przeciwnie: mąż, który nienawidzi, gdy żona wydaje mu polecenia w kuchni i w salonie, uwielbia, gdy dyryguje nim w sypialni. Dystrybucja władzy i kontroli jest bardzo ważnym elementem życia erotycznego. Lepiej, co sugeruje autorka, pozwolić sobie na opuszczenie stanowisk, na których się okopaliśmy. To, że pozwolimy się zakuć w kajdanki z futerkiem, nie sprawi, że będziemy niewolnikami poza sypialnią. Element lekko perwersyjnej gry (za zgodą obu stron) tylko podgrzewa atmosferę. Przekraczanie granic, łamanie tabu i tracenie kontroli – bo poddanie się własnym fantazjom to właśnie tracenie kontroli – daje nam dostęp do ogromnych pokładów namiętności.

Niepoprawna wyobraźnia

Trzeba się z tym pogodzić: to, co nas podnieca, czego pragniemy i o czym fantazjujemy, często nie pasuje ani do preferowanego obrazu ja, ani do moralności, ani do ideologii, którą się kierujemy. Mężczyźni marzą o seksie z prostytutką, aby namiętniej się kochać z żoną, kobiety pragną rozkosznych chwil w ramionach brudnego motocyklisty (choć mężowie noszą garnitury od Hugo Bossa, które im same kupują) albo z psychopatycznym eks-chłopakiem, za którego w życiu by nie wyszły. Erotyczna wyobraźnia zasilana jest uczuciami dalekimi od poprawnych: agresją, zwierzęcą żądzą, infantylnymi potrzebami, władzą, zemstą, egoizmem i zazdrością. Gdyby je dopuścić do głosu, mogłyby zniszczyć związek. Bezpieczniej zepchnąć je do sfery wyobraźni. Mądrzej – potrafić czerpać z nich radość.

Jeśli zaakceptujemy własne fantazje, radośniej i pełniej będziemy korzystać z seksu. Dla niektórych par dzielenie się nimi jest elementem gry miłosnej. Jeśli zgodzimy się na to, co w nas drzemie, o niektóre rzeczy będziemy umieli poprosić. Jeśli nas to bawi, można się posunąć do inscenizacji wymarzonych scenek, odgrywać zupełnie inne role, powędrować w świat Emmanuelle. Nie ma w tym nic złego. Wyobraźnia to tylko wyobraźnia. Jak słusznie zauważa autorka, sceny gwałtu, o których fantazjują kobiety, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością: gwałciciele z fantazji są nad wyraz łagodni. Za takim wyobrażeniem kryje się często pragnienie bycia zdominowaną, bo tylko taki wyobrażony przymus wyzwala rozkosz: sama sobie na to nie pozwolę, ale przecież zostałam zmuszona.

Odmówienie sobie prawa do namiętności jest tym balastem wynikającym z purytańskiego wychowania, który kobiety dźwigają od stuleci. Bo nam nie wolno. Bo mamy być jak Matka Boska.

Spontaniczne planowanie

Wśród wielu rad Esther Perel kluczowa wydaje się jedna: dobry seks trzeba planować. Trzeba się nad nim zastanawiać, dopuścić do głosu własne pragnienia i robić, co nam się podoba. Jeśli pożądamy pożądania, czasem trzeba odstawić inne sprawy na bok i zająć się rozniecaniem ogniska, ale nie domowego, tylko w sypialni.

Planowanie nie musi być rozumiane jako brak spontaniczności (przecież nie będziemy rozpisywać całego aktu na minuty). To czekanie, pragnienie i tęsknota. Niepewność, czy się uda. Słowem, wszystko to, co sprzyja namiętności.

Tekst archiwalny

  1. Seks

Monogamia też jest sexy

Związek z jednym partnerem nie musi oznaczać seksualnej nudy. (fot. iStock)
Związek z jednym partnerem nie musi oznaczać seksualnej nudy. (fot. iStock)
Perspektywa sypiania z tą samą osobą do końca życia brzmi jak wyrok. Tymczasem nie ma nic wspanialszego od seksu w stałym związku.

Dojrzewając do małżeństwa, dorastamy także do myśli, że całe swoje życie, w tym erotyczne, chcemy dzielić tylko z jedną osobą. O ile wynikającym z tego poczuciem bezpieczeństwa i bycia kochanym oraz perspektywą założenia rodziny możemy się wprost zachłysnąć, to… – W świecie seksualnej swobody konieczność  rezygnacji z różnorodności może okazać się pewnym problemem – przyznaje Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka.

Monogamia? Przed oczami stają nam te wszystkie okazje, które trzeba będzie teraz przepuścić… W dodatku, niezbyt szczęśliwie, zaczynamy porównywać seks z jedzeniem: „To tak, jakby do końca życia jeść ruskie pierogi” – myślimy. I choćby to była nasza najbardziej ulubiona potrawa, zdajemy sobie sprawę, że kiedyś może się znudzić.

Monogamia, ale nie monotonia

Wbrew obiegowym opiniom, małżeńska sypialnia może być miejscem szalenie atrakcyjnym. Zależy to głównie od psychicznego nastawienia partnerów. Jeśli będziemy myśleć o monogamii jako o czymś nudnym i utożsamiać ją z monotonią – to prawdopodobnie właśnie taką wkrótce się stanie.

– Seksualność to sposób patrzenia na życie – uważa Platowska. – Można oglądać film porno i wcale nie zareagować podnieceniem. Można też patrzeć na ramię partnerki, widzieć pokrywający je delikatny meszek i mieć bardzo kosmate myśli. To, jak postrzegamy naszą seksualność, w dużym stopniu zależy od nas.

Życie pod jednym dachem podsuwa tysiące pomysłów na to, jak się wymigać od małżeńskiego seksu: zmęczenie, ważniejsze zajęcia, brak czasu, sprzeczki, niemądre przekonania typu „seks po latach jest mało spontaniczny, więc nie może być satysfakcjonujący”… I rzeczywiście: choć na początku zakochani w sobie małżonkowie prawie nie wychodzą z sypialni, z czasem seks gości w niej coraz rzadziej, by w końcu „ozdabiać” tylko specjalne okazje. – Dostajemy to na własne życzenie – podkreśla Platowska. – Powtarzając: „tak już musi być, to normalne, wszystkim się przytrafia, to nie nasza wina” – przypieczętowujemy zanik małżeńskiego pożycia. I unikamy odpowiedzialności za swoje życie seksualne. To, że zanika, że jest nudne, monotonne – to nasza własna wina! Dopiero gdy uznamy tę prawdę, możemy zacząć pracę nad tym, by przepędzić rutynę ze swojego łóżka.

Tym samym damy sobie szansę, żeby dołączyć do grona szczęśliwych małżonków, którzy są z monogamii zadowoleni i uważają, że erotyka daje im większą satysfakcję w stałym związku, niż kiedy uprawiali przygodny seks. Według statystyk, takich ludzi jest więcej niż się wydaje. Amerykańskie badania mówią, że aż 70 proc. obywateli USA jest zadowolonych z małżeńskiego seksu. Polacy nie wypadają wcale gorzej: badania prof. Zbigniewa Lwa Starowicza wykazują, że dwie trzecie rodaków pozostających w stałych związkach deklaruje stabilny i zadowalający poziom satysfakcji seksualnej, wcale nie myśli o zmianie partnera i chciałoby, żeby tak pozostało do końca życia.

– Coraz to nowe przygody czy dreszczyk emocji na dłuższą metę nie działają – mówi psycholożka. – Ważniejsze są przywiązanie, intymność, bliskość i bezpieczeństwo. W małżeństwie ochota na seks jest doznaniem z zupełnie innej sfery. Płynie z podziwu dla partnera, ze znajomości jego psychiki, upodobań. Takie bardziej holistyczne widzenie związku pojawia się w sposób naturalny. Seks jest tylko jego dopełnieniem, a nie zaspokajaniem chuci.

 

Ahoj, przygodo!

Psychologowie i seksuologowie są zgodni: wyolbrzymiamy atrakcyjność erotycznych przygód.

– Przygodny seks rzadko kiedy jest fajny – wyjaśnia Platowska. – Częściej niesie rozczarowanie i uczucie pustki niż satysfakcję i prawdziwą radość. Jeśli spotykamy się tylko po to, by się nawzajem skonsumować, przeżywamy zaledwie ułamek tego, co ludzie, którzy idą do łóżka, bo darzą się uczuciem.

Większość ludzi w głębi duszy chciałaby łączyć erotyczne zbliżenie z czymś głębszym i ważniejszym. Potwierdzają to badania Sharon Hinchcliffe, psycholożki z University of Sheffield, która przez lata rozmawiała z aktywnymi seksualnie kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Tylko co dziesiąta z nich naprawdę odczuwała satysfakcję z erotycznych przygód. Pozostałe uważały, że taki seks nie pozwala przeżyć całej gamy emocji i doznań, jakich oczekują.

Kiedy nie znamy ciała partnera, trudniej pomóc mu w odczuwaniu rozkoszy. Z tego powodu przygodne kontakty seksualne, także fizycznie, rzadko należą do satysfakcjonujących. Wbrew temu, co zwykle się mówi o męskiej seksualności, także panowie wolą kochać się ze stałymi partnerkami. Czasopismo „Archives of Sexual Behaviour”, na podstawie badań seksualnych zachowań przeprowadzonych w 29 krajach, stwierdziło, że najbardziej zadowoleni ze swojego życia seksualnego są mężczyźni między 40. a 50. rokiem życia, ustatkowani i żonaci (choć zdarza się im narzekać na problemy z erekcją). Co więcej, prawie 90 proc. badanych (obu płci) decydowało się po rozwodzie szukać kolejnego związku małżeńskiego, zamiast skakać z kwiatka na kwiatek.

– W przypadku mężczyzn przygoda oznacza brak poczucia bezpieczeństwa, a to może prowadzić do zaburzeń erekcji – komentuje wyniki badań Katarzyna Platowska. – Uprawiając seks z nową partnerką trzeba się wykazać, a to duży stres. Lęk przed kompromitacją nie tylko odbiera takiemu zbliżeniu przyjemność, ale może go wręcz uniemożliwić.

Michael Milburn i Sheree Conrad, autorzy książki „Inteligencja seksualna”, zgadzają się, że od przygody ważniejsze są stałość i bliskość. Seks, któremu towarzyszą, jest czymś więcej niż źródłem fizycznych doznań. Zwłaszcza dla kobiety. Według badania „Seksualność Polek” (z 2005 roku), przeprowadzonego przez Millward Brown SMG/KRC, tylko 18 proc. pań uważa, że seks bez miłości jest czymś naturalnym. Pozostałe traktują zbliżenie jako intymne i niepowtarzalne spotkanie mężczyzny i kobiety.

Co tydzień randka z mężem

Rutyna w łóżku, zanik spontaniczności, brak czasu lub nastroju, mała atrakcyjność partnera – to najczęstsze powody zmniejszenia apetytu na seks, jakie podają małżonkowie. Na wszystkie te problemy można jednak znaleźć remedium.

Na początek dobra wiadomość: często to nie nuda, ale zmęczenie rabuje nas z libido. Uczeni z Instytutu Masters&Johnson w St. Louis stwierdzili, że libido dwukrotnie częściej spada w związkach, w których oboje partnerzy robią karierę zawodową. Z kolei zdaniem respondentów Instytutu Kinseya, seks jest zbyt męczący po pracowitym dniu (tak uważa 60 proc. kobiet i 40 proc. mężczyzn). – To dlatego najchętniej i najczęściej kochamy się na urlopach albo w piątki i soboty. Nawet w niedzielę perspektywa poniedziałkowej pobudki odbiera nam chęć na amory – uważa Platowska. – A przecież także małżonkowie ze stażem mogą pozwolić sobie na tzw. szybki numerek.

Kolejna zmora – zawsze znajdzie się coś pilniejszego do zrobienia. Tymczasem amerykańska seksuolożka Dagmar O’Connor, autorka książki „Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić”, podkreśla, że seks to jedna z najważniejszych sfer naszego życia. Jest tak samo ważny jak przeczytanie gazety, obejrzenie wiadomości czy telefon do przyjaciółki. Warto zdać sobie z tego sprawę i czasem wybrać seksualną rozkosz zamiast jednej z tych aktywności. Dagmar O’Connor radzi, by partnerzy raz w tygodniu umawiali się na spędzenie wieczoru w sypialni. Kupili butelkę wina, zrobili kanapki z tuńczykiem i z takim wyposażeniem poszli do łóżka – prosto z pracy! W ten sposób zyskują co najmniej cztery godziny na bycie tylko ze sobą. W tym czasie – nago! – jedzą, piją, rozmawiają, przytulają się i… kochają, raz, dwa, nawet trzy razy – o ile przyjdzie im na to ochota. Jeśli nie, pogadają, pośmieją się, poopowiadają sobie różne historie, pobędą razem. To też wyjdzie związkowi na zdrowie.

– Takie cotygodniowe randki obalają mit, że to brak spontaniczności jest przyczyną nieudanego małżeńskiego seksu – dodaje Platowska. – Nie wiedzieć czemu tak usilnie przedkładamy bycie spontanicznym nad planowanie. A przypomnijmy sobie, jak przygotowywaliśmy się do naszych pierwszych randek, jak zastanawialiśmy się, w co się ubrać, co powiedzieć, gdzie się wybrać… Dlaczego nagle w małżeństwie staje się to wadą i koniecznie mamy być spontaniczni? W stałym związku seks nie jest czymś, co się „przydarza”, ale czymś, do czego świadomie dążymy, tworzymy sami. Planujmy więc różne romantyczne wypady, na przykład wyjedźmy do czasu do czasu do motelu – zmiana scenerii też dobrze nam zrobi.

Seks w małżeństwie powinien być tak samo samolubny, jak w czasach narzeczeństwa – wtedy myśleliśmy głównie o swojej przyjemności. Teraz też powinniśmy. Oczywiście nie kosztem partnera, ale za jego hojnym przyzwoleniem. Prośmy o wszystko, co sprawia nam przyjemność i przyspiesza puls. A potem odwzajemnijmy się tym samym. Dobry seks może połączyć tylko dwoje wyrozumiałych dla siebie, współpracujących egoistów. Egoizm w łóżku przekłada się bezpośrednio na odczuwaną przyjemność, a ta – na ochotę i częstotliwość stosunków. Wielu małżonków uważa, że pewnych rzeczy nie wypada im już robić. I zapomina o bogactwie form fizycznego obcowania, które uprawiali jeszcze przed ślubem. Zapominają o pieszczotach i pettingu, o seksie oralnym, o tym, że można się kochać szybko, na stojąco, w korytarzu, tuż przed wyjściem do pracy, tuż przed przyjściem gości... Że można się wzajemnie pieścić w samochodzie czy kinie, bo wspólnie przeżyty orgazm zawsze jest fajny – także ten bez penetracji. Zapominają o świntuszeniu choćby przez telefon, bo... „seks się robi, a nie o nim mówi”.

„Przywiązujemy się do stosunku jako tej jedynej i słusznej formy aktywności seksualnej stosownej dla  dojrzałych ludzi – a zwłaszcza małżeństw z dużym stażem – przez co inne sposoby kochania się uznajemy za gorsze. (...) I to jest właśnie droga, prowadząca do nudy” – pisze Dagmar O’Connor. Ale też zapewnia, nauczona doświadczeniem swoich pacjentów, że każda para może rozwinąć swój seksualny potencjał. I, że „dozgonna wierność seksualna może być bardziej ekscytująca, dawać więcej przeżyć i satysfakcji, niż wszystkie inne układy”.

  1. Seks

Związek w wibracji 8 – walka o dominację

Siła, rywalizacja, konkretne działania, pasja, seks - tych elementów z pewnością nie zabraknie w związku o wibracji 8. (fot. iStock)
Siła, rywalizacja, konkretne działania, pasja, seks - tych elementów z pewnością nie zabraknie w związku o wibracji 8. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy spotykają się ludzie, których wspólna numerologiczna wibracja to 8, zmierzą się z biegunowością dominacji i uległości, z siłą materii oraz namiętności.

To silna wibracja partnerska. Stawia ona mężczyznę i kobietę wobec wyzwań dotyczących pracy, pieniędzy i władzy.

Często ósemkowe pary (odwrotnie niż wibracja związku "siedem") razem pracują, prowadzą biznes, budują dom, inwestują, piszą razem książkę, działają wspólnie. I podczas tej działalności nie ma mowy o altruizmie, raczej o zyskach, twardym wymiarze rzeczywistości. O karierze. To zetknięcie z materią i światowym poklaskiem, a dokładniej lekcja, by zachować równowagę między nimi a wartościami duchowymi oraz uczuciami. W ogóle dążenie do równości dość mocno wynika z wibracji "osiem". Dlatego między partnerami pojawia się walka i temat dominacji. Ludzie walczą między sobą o władzę, prestiż, o to kto więcej znaczy, kto jest bardziej inteligentny i wpływowy. Chcą zasady - oko za oko, ząb za ząb. Tam gdzie dominacja, jest też uległość i poddaństwo. Takich jakości też można doświadczyć w tej relacji. Znalezienie dobrego środka między tymi biegunami to prawdziwe wyzwanie dla związku "osiem".

Ludzie go tworzący razem mają mnóstwo energii do działania. I naprawdę wiele mogą osiągnąć, jeśli swoją moc wykorzystają konstruktywnie, koncentrując się na dobrych celach. Oddziałują na siebie inspirująco, motywująco, twórczo. Razem są niezmordowani. Porażka może być tylko trampoliną prowadzącą do zwycięstwa. Dużo jest tu wysublimowanego intelektu i pasji oraz nietuzinkowej kreatywności. Może połączyć ich hobby, z którego uczynią pomysł na życie i źródło utrzymania. Razem zawsze będą dążyć do stabilizacji finansowej i do widocznego sukcesu. Pojawi się temat ambicji przy realizacji marzeń. Staną przed tematem praw i obowiązków oraz powinności wobec siebie. Będą mieli odwagę, by walczyć o swoje ze sobą i ze światem. Rodzinę będą tworzyć odpowiedzialnie, podobnie jak związek wibracji "cztery", zapewniając dobry byt dzieciom, od których wiele będą wymagać.

Nic między partnerami tworzącymi związek wibracji "osiem" nie jest letnie i nijakie. Oni albo kochają się, albo nienawidzą. Tworzą albo niszczą. Są bardzo blisko, albo bardzo daleko. Kłócą się ogniście i podobnie godzą. Najlepiej w łóżku. W sypialni jest u nich namiętnie, lubią mocny seks i mocne wrażenia. Oraz kreatywność, jak w każdej innej dziedzinie życia. Razem stawiają czoła życiu, żeby osiągać więcej i więcej.

  1. Seks

Związek w wibracji 3 - luksusowo nam

Trójka oznacza szczęśliwy, rozwojowy związek pełen nowych pasji. (fot. iStock)
Trójka oznacza szczęśliwy, rozwojowy związek pełen nowych pasji. (fot. iStock)
To może być naprawdę bardzo fajny związek, kreatywny i płodny pod każdym względem. Ludzie go tworzący mają szansę na szczęśliwy dom pełen dzieci i obfitość finansową. W negatywie "trójka" może przynieść w tych sferach życia poważne braki.

W wibrację trzy wpisana jest dobra komunikacja, inspiracja, twórczość, pasja, radość.

Cóż więcej potrzeba do szczęścia? Związek, któremu patronuje Cesarzowa, może przynieść konkretne, wymierne owoce. Powody do radości. Takie partnerstwo jest zmysłowe, jest dobry seks, cieszenie się przyjemnościami życia. Pieniądze, luksus... Komfortowy dom, dzieci, rodzina, stabilizacja. Między ludźmi pojawia się cały czas potrzeba nowych doznań. Nie poprzestają na tym, co już mają. Przez życie prowadzi ich świadomość, że coś się zaczyna, dojrzewa i przemija. I jest zgoda na to. Partnerzy dążą do jeszcze czegoś, czegoś nowego, wyglądają tego, co ma jeszcze się zdarzyć. Taki związek jest rozwojowy.

Cesarzowa daje szczęście, mówi, że wszystko w swoim czasie się zrealizuje. Są podstawy, żeby cieszyć się życiem. Trójka zawsze oznacza plony, płodność. To może być trwałe, szczęśliwe małżeństwo, ważne ogniwo w rodzinnym łańcuchu pokoleń. Zdarza się też, że ludzie połączeni tą wibracją razem prowadzą biznes, przyciągając spore pieniądze.

Przy negatywnych wibracjach "trójki", kiedy Cesarzowa jest kartą odwróconą, pojawiają się blokady, zahamowania w sferze seksu oraz materii. Kobieta i mężczyzna mogą mieć problemy ze spłodzeniem dziecka czy karierą. Brak jest spełnienia i poczucia bezpieczeństwa. Trójka w negatywie może przynieść lenistwo, fałszywą moralność, pruderię, przyziemność, zdradę, biedę.

  1. Seks

Kobiecy orgazm – jak go osiągnąć?

Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Orgazm jest jeden, ale drogi do niego różne, trzeba spróbować wielu – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Julka z Arturem są ze sobą od roku. To jej drugi chłopak, ale dopiero z nim zdecydowała się na współżycie. Dziewczyna lubi się kochać, ale nie przeżywa orgazmu. Jej chłopak bardzo się stara, widać, że coraz mocniej przeżywa fakt, że Julka nie szczytuje. Próbują różnych pozycji, ale ciągle się nie udaje… Julka coraz częściej odnosi wrażenie, że jej chłopak traktuje problem ambicjonalnie, chce, żeby jej było dobrze, ale też czułby się znacznie lepiej jako sprawny kochanek. Natarczywie dopytuje za każdym razem o jej odczucia. Julka nie rozmawiała z nikim o swoim zmartwieniu, tym bardziej że większość jej koleżanek dość obcesowo chwali się swoimi łóżkowymi podbojami. To wszystko sprawia, że dziewczyna zaczyna podejrzewać, że może coś z nią jest nie tak.

Izabela Fornalik: Fakt, że Julka nie przeżywa orgazmu w trakcie stosunku, nie jest niczym dziwnym i unikatowym. Tym bardziej, że dziewczyna niedawno rozpoczęła współżycie. Kobiecy orgazm nie pojawia się na zawołanie i to na dodatek przy pierwszych stosunkach. W pewien sposób trzeba go wypracować, kobieta musi nauczyć się swojego ciała i jej partner musi dobrze je poznać. Często okazuje się, że jeśli kobieta nie szczytuje, to jest to większym problemem dla jej partnera. Nie wystarcza mu zapewnienie, że współżycie sprawia jej przyjemność.

Bianca-Beata Kotoro: Nie ma jednej, wyczerpującej definicji, czym jest orgazm. Skoro kobieta mówi, że zbliżenia sprawiają jej przyjemność i dąży do ich powtórzeń, można powiedzieć, że nie ma problemu. Wyznacznikiem udanego współżycia jest to, czy chce się kolejnego razu. Bo jeśli tak, to znaczy, że było komuś dobrze. Julka twierdzi, że jest jej dobrze, więc skąd wie, że nie miała orgazmu? Bywa, że kobiety doznają szczytowania, tylko mają o nim tak dziwne wyobrażenie, że go nie rozpoznają. Opisy z literatury czy obrazy filmowe często mówią o czymś niewyobrażalnie wstrząsającym, stanie nieporównywalnym do niczego. Tymczasem każdy orgazm jest inny i każdy człowiek inaczej go przeżywa. Zdarza się też, że kobiety, które w trakcie współżycia nie doznają orgazmu, zaznają go podczas masturbacji. Czyli dowodzi to, że są w stanie doznawać szczytowania. Dlatego najpierw trzeba dowiedzieć się, czy Julka przeżyła kiedyś w trakcie pieszczot autoerotycznych albo podczas zbliżeń z poprzednim partnerem coś, co można by jej zdaniem nazwać orgazmem. Czy to, że nie ma orgazmu, oznacza, że miała go już kiedyś i teraz to doznanie się nie pojawia, czy też nie miała go nigdy, a swoją wiedzę o szczytowaniu czerpie z wyobrażeń i fantazji, a przez to porusza się wśród nierealnych oczekiwań? Czasami kobiety nie rozpoznają własnego orgazmu, bo po szczytowaniu nie reagują tak, jak im się wydaje, że powinny: zmęczeniem, spadkiem napięcia, za to są jeszcze bardziej pobudzone i mają ochotę na dalsze pieszczoty. A przecież to też jest jedna z możliwych reakcji.

Uświadomienie kobiecie, że właśnie przeżywa to, o czym myślała, że jest dla niej niemożliwe, może wtedy wymagać dużo pracy. Oczywiście, zdarzają się przypadki anorgazmii pierwotnej, ale są to naprawdę sporadyczne wyjątki, uwarunkowane fizjologią, budową anatomiczną czy kwestiami neurologicznymi. Diagnoza anorgazmii jest bardzo często nadużywana. W przypadku kobiety, która nie osiągnęła orgazmu nigdy – ani podczas masturbacji, ani podczas stosunku seksualnego – mówimy o anorgazmii pierwotnej, zaś tzw. wtórną diagnozuje się, gdy kobieta problemy ze szczytowaniem ma dopiero od jakiegoś czasu lub tylko w pewnych warunkach.

I.F.: Encyklopedyczna definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. Na jej podstawie można również przedstawiać z perspektywy fizjologicznej konkretne wyznaczniki orgazmu – skurcze pochwy, dna macicy, wytrysk nasienia, skurcze moszny, a po ich ustąpieniu pojawienie się zazwyczaj błogostanu i spełnienia emocjonalnego oraz spadek napięcia.

Wszystko to jest prawda, ale w tym sensie, że takie reakcje często mają miejsce, ale należy podkreślić, że nie każdy i nie za każdym razem przeżywa orgazm tak samo. To są niemierzalne reakcje psychiki i ciała i nie powinno się na ich podstawie budować wyobrażeń czy ostatecznych stwierdzeń na temat orgazmu. U jednej kobiety pojawią się silne skurcze pochwy i nadwrażliwość przy wejściu członka, ale inna nie będzie miała takich objawów.

B.B.K.: Oczywiście, na poziomie fizjologii ciała pewne zjawiska występują za każdym razem, dotyczy to podniesienia ciśnienia krwi i poziomu hormonów, ale zewnętrznie sprawa jest bardzo indywidualna. Przyjmowanie pewnych stwierdzeń dotyczących objawów orgazmu jako niepodważalnych prawd może przynieść dużo szkód. Zdarza się, że mężczyzna usłyszy gdzieś, że podczas orgazmu kobiece ciało zachowuje się tak, a nie inaczej i jest niepocieszony, jeśli u swojej partnerki nie zaobserwuje tych objawów. Zaczyna się wtedy dochodzenie, podejrzliwość co do autentyczności przeżyć i ulepszanie czegoś, co już jest dobre.

I.F.: W przypadku, kiedy kobieta nie przeżywa orgazmu, często okazuje się, że do jego wystąpienia nie wystarcza sama penetracja. Bywa, że potrzebne są również pieszczoty innych stref erogennych. Jedna kobieta ma wrażliwsze piersi, druga łechtaczkę. Para mogłaby też wypracować swoją pozycję maksymalizujacą doznania.

B.B.K.: Być może nasi bohaterowie skupili się na stosunkach pochwowych i tą drogą chcą dojść do orgazmu, a niewykluczone, że dla Julii bardziej satysfakcjonujące byłyby pieszczoty okolic łechtaczki. W przypadku wielu par trzeba odczarować temat penetracji, uważanej za jedyną słuszną drogę do przeżycia „prawdziwego” orgazmu. Wiele osób dokonuje takiego podziału i wartościowania na lepszy orgazm pochwowy i gorszy łechtaczkowy. To bardzo szkodliwy mit, orgazm jest jeden, drogi do niego różne, a każda z nich tak samo dobra. Być może ta para upiera się przy stosunku klasycznym, a tymczasem pozycja seksualna, budowa ciała Julki czy technika mogą nie sprzyjać tej formie stymulacji i trzeba wypróbować np. stymulacje łechtaczki i brodawek sutkowych.

I.F.: Jeżeli Julka rzeczywiście nie odczuwa orgazmu, a przyczyny nie leżą po stronie fizjologii, warto się zastanowić, czy w grę nie wchodzą przyczyny natury psychicznej. Zdarza się, że z jakichś powodów kobieta nie przyzwala sobie na przeżycie orgazmu albo na przeżycie go z danym partnerem. Może być to na przykład powód natury religijnej. Jeśli para żyje bez ślubu, osoba religijna może mieć z tym problem i chociaż przyzwala częściowo na ten związek, to gdzieś w głębi serca ma poczucie, ze robi coś złego i nie pozwala sobie na pełne przeżycie satysfakcji. Może to być też forma „gry” prowadzona przez kobietę – nie mam orgazmu, mój partner wie o tym, więc istnieje obszar do różnego typu manipulacji. W naszej kulturze to mężczyzna jest odpowiedzialny za orgazm kobiety. Nieprzeżywająca orgazmu partnerka może wyegzekwować od niego różne rzeczy, bo ten czuje się winny. Czasami kobiety nie pozwalają sobie na orgazm, bo uważają, że będzie on oznaczał, że mężczyzna ostatecznie ją zdobył i wtedy przestanie się starać.

B.B.K.: Warto dodać, że te gierki damsko-męskie są w nas wyjątkowo mocno zakorzenione. Kobiety, które mają zaburzone poczucie własnej wartości, mogą się bać przyzwolenia na orgazm, bo wówczas stracą kontrolę nad swoim zachowaniem i wyglądem. W przypadku naszych bohaterów może się też okazać, że Julka nie akceptuje w pełni swojego partnera, żywi wobec niego głęboko skrywaną urazę albo podświadomie pragnie zachować dystans – w związku z tym nie przyzwala sobie (ale też jemu) na to, żeby przeżyć z nim orgazm. Pamiętajmy, że brak orgazmu jest często problemem związku, a nie tylko samej kobiety czy mężczyzny.

<!--jt:related class="left" src="https://zwierciadlo.pl/js/tiny_mce/plugins/jtinfobox/img/related.png" />

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psycholog, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog w Instytucie Psychologiczno-Psychoseksuologicznym Terapii i Szkoleń „BEATA VITA” w Warszawie. Główna Przewodnicząca Rady Ekspertów Europejskiego Centrum Edukacji PO PROSTU.