1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Do czego jest nam potrzebna inteligencja seksualna? Pytamy Kasię Miller

Do czego jest nam potrzebna inteligencja seksualna? Pytamy Kasię Miller

Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (Fot. iStock)
Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (Fot. iStock)
Pojęcie „inteligencja seksualna” stworzyli dr Sheree Conrad i dr Michael Milburn, badając, dlaczego mimo rewolucji seksualnej nadal brak nam w łóżku szczęścia. Z kolei autorką pojęcia „inteligencja erotyczna” jest Esther Perel, która w książce o tym samym tytule zastanawia się, jak dziś, w czasach „dyktatury równości”, mamy zaakceptować, że właśnie seksualna nierówność gwarantuje udany seks? Czy naprawdę inteligencja jest nam potrzebna, gdy nie mamy na sobie ubrań – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Seks w naturalny sposób łączymy z instynktami, podnietami, chemią, czyli siłami niezależnymi od naszej woli czy rozumu. Tymczasem pisze się i mówi o inteligencji kochanków. Czy więc to, co myślimy, ma znaczenie w łóżku? Przecież nie zakładamy firmy, tylko mamy się kochać. A może ta inteligencja to tylko taki amerykański modny wymysł?
Ma znaczenie nie tylko, jak myślimy, ale i jak działamy, co wybieramy. Na początek opowiem dwie anegdoty z życia. Pierwsza to tragifarsa miłosna o obdarzonej inteligencją erotyczną młodej kobiecie, która umówiła się w hotelu na seks z atrakcyjnym, onieśmielającym ją starszym mężczyzną. Była tą randką tak przejęta, że jak tylko trafili do pokoju, chciała koniecznie umyć zęby i zrobiła to z takim zaangażowaniem, że wypadła jej koronka i utknęła w kolanku umywalki. Biedulka załamała się, była już i tak speszona, a tu jeszcze – szczerbata! Cała ochota na seks jej odeszła, chciała już tylko wrócić do domu. Ale jak?! Bez koronki? Sama jej jednak nie mogła wyjąć...

Zadzwoniła do seksownego polskiego hydraulika – a jej seks-inteligencja polegała na tym, że miała pod ręką jego numer!?
To dobry pomysł mieć taki telefon zanotowany, ale akurat zrobiła coś innego, co też potwierdziło jej inteligencję erotyczną, a nawet seksualną mimo małego doświadczenia. Czekającemu na nią mężczyźnie powiedziała, choć bardzo się wstydziła, że nie dość, że brak jej wprawy w takich hotelowych schadzkach, to jeszcze nie ma zęba z przodu, bo koronka jej wpadła do kolanka umywalki. Na co on podskoczył uradowany. Jemu też niedawno przydarzyła się podobna przygoda, a więc więcej ich łączy, niż myślał. I zamiast spojrzeć na zegarek, mówiąc, że zapomniał o ważnym spotkaniu, lub też zająć się owym kolankiem umywalki, z ogniem w oczach zajął się jej kolankami. Jej bezradność, szczerość i otwartość plus urocze kobiece skrępowanie go urzekły. No i mieli udany seks, bo on wspiął się na wyżyny swojej sztuki, widząc w niej prawdziwą dziewczynę bez grama pozy, gry czy manipulacji… I, oczywiście, sam wykazał się wysokim poziomem inteligencji erotyczno-seksualno-emocjonalnej.

Jeśli więc stracimy ząb, nie musimy tracić okazji do superseksu i być skazani na randkę z dentystą?
Na tym polega inteligencja seksualna, by coś, co mogło być brakiem, przekuć w atut. A teraz druga anegdota z życia, ale tym razem o braku inteligencji seksualnej i erotycznej u pewnej atrakcyjnej i doświadczonej damy, która miała całe mieszkanie wytapetowane swoimi zdjęciami w różnych gorsetach i innych peniuarach, by przypadkiem ktoś z gości nie przegapił, jaka to jest piękna. Owa dama zawsze przechwalała się przed przyjaciółkami, że w łóżku potrafi przybrać najbardziej korzystną pozę, a więc też każdego mężczyznę owinie sobie wokół małego palca. No i pewnego dnia poznała atrakcyjnego pana. Ów obciął ją od stóp do głów i powiedział, że wchodzi w to, ale tylko na rok. Nie jest bowiem jego zdaniem kobietą na całe życie, ale na udany romans, owszem. Nasza bohaterka co prawda myślała o czymś na stałe, ale była tak pewna swojej erotycznej siły, że już widziała, jak po roku ów mężczyzna traci na jej punkcie głowę i to ona zadecyduje, co z nim będzie dalej.

Rozumiem, że się przeliczyła?
Całkowicie, bo choć żyli jak para, a nawet pomieszkiwali u siebie, to po roku on rzekł: „Dziękuję ci” (bo był dobrze wychowany), i zniknął. Odchorowała to. Nic dziwnego, trafiła na wyjątkowo zimnego i egotycznego faceta. Ale dostała nauczkę za swoją głupotę i prztyczka w nos za pychę. Zlekceważyła jego słowa, myśląc, że on nie wie, co gada. Ale wiedział. No ale jej brak inteligencji seksualnej widać było już w tym przedmiotowym traktowaniu swojego ciała, a potem i tego mężczyzny. Te jej pozy w łóżku, z których była tak dumna, to sygnał, że nie ma pojęcia, na czym seks i erotyzm polegają. Dowód na to, że nigdy nie traci kontroli, nie pozwala się unieść fali pożądania ani rozkoszy. Nie pozwalała sobie na to, by podążyć za swoimi potrzebami ani za mężczyzną, a to oznaki braku mądrości i seksualnej, i erotycznej.

Zgodnie z definicją inteligencja seksualna to wiedza o tym, co jest nam potrzebne do udanego seksu, empatia na potrzeby partnera i sygnały płynące z naszego ciała. Umiejętność rozmowy, kreatywność – o tym nieraz już pisaliśmy. Ale też dowodem na nią ma być, jak wynika z badań (m.in. prof. Johna Gottmana), bycie w stałym związku. Ci, którzy w nich są – osiągali w testach wysoką IS, a w łóżku poznali rozkosz. Głupcami okazali się za to podrywacze i „puszczalskie”.
Bo nie idą w głąb, nie rozwijają się, powtarzają ciągle tylko początek – zakochanie, fascynację itd. A to dopiero pierwszy krok! Jednak wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. Nikt nam nie powie, że trzeba szukać i znajdować, odkrywać swoje pragnienia zwłaszcza w seksie. Seksualność ludzka, a szczególnie kobiet, jest nadal poddawana obróbce, jeśli już nie przez tabu, to przez kompleksy, a od czasu, gdy uzyskaliśmy „wolność” – przez modę i pornografię. I jeśli już dziś czegoś powszechnie poszukujemy w seksie, to poklasku, uznania, połechtania próżności czy pogłaskania kompleksów. Nawet nasi kochankowie nie pytają, czego chcemy. Sami musimy to odkryć i jeszcze nauczyć się, jak to sobie dać, a to naprawdę ciężka praca. No i często jej nie wykonujemy i dlatego – sfrustrowani – wciąż zmieniamy partnerów.

Zamiast jakości ilość.
Tymczasem to, co nas łączy z drugim człowiekiem, może się rozwijać w nieskończoność i w nieskończoność dostarczać nam coraz więcej, a nie coraz mniej, także rozkoszy. Drugim człowiekiem nie można się znudzić. Szaleństwo zakochania mija i dobrze, bo byśmy kręcili się w kółko naćpani hormonami, a seksualność może i nawet powinna się rozwijać, a wówczas obejmuje nie tylko nasze ciało, ale też umysł, serce, aż sięga po duchowość i dalej jeszcze po wszechświat. I gdy jesteśmy sobie bliscy na tych wszystkich poziomach, w tych wszystkich wymiarach bytu, możemy osiągnąć najwyższą, absolutną rozkosz.

Tak to czuję i tak sobie wyobrażam. Myślę też, że taki jest sens seksu tantrycznego, który stanowi jedną z dróg ku pełnej ekstazie. A mówiąc po europejsku: im więcej między kochankami intymności, bliskości, zrozumienia i zgody na siebie nawzajem, zachwytu, fascynacji, tym więcej doświadczą rozkoszy. Za byciem z jednym partnerem przemawia też sama fizjologia mózgu, bo jak się okazuje, im częściej ćwiczymy jakieś zachowania, tym silniejsze powstają w naszym mózgu tzw. ścieżki neuronowe. I wyobrażam sobie, że dwoje bliskich sobie ludzi może mieć orgazm, patrząc sobie w oczy z dwóch stron wypełnionej ludźmi sali.

Seksuolodzy jednak ostrzegają, że nadmierna bliskość to koniec pożądania. Perel pisze, że pożądanie rodzi się w szczelinie między kochankami, w tym, co ich różni, ciekawi, ku sobie ciągnie. I że ci inteligentni erotycznie nie pozwalają sobie na całkowite odsłonięcie.
Zgadza się, nie można stopić się w jedno, zrezygnować z siebie. To nie jest intymność i bliskość. Nie wolno zostawiać siebie, zawieszać się na drugim człowieku, bo wtedy nie jesteśmy blisko nawet ze sobą, a co dopiero z kimś innym. By tworzyć intymność, dwoje ludzi ma mieć odrębne tożsamości, sprawy i tajemnice. Ale też intymność buduje to, że oni szepczą sobie na ucho, że nie opowiadają innym o tym, co razem przeżyli, że mają swoje wspólne sekrety, tajemnice, marzenia. Kobieta jest dla mężczyzny pociągająca, bo jest inna niż on. A mężczyzna jest dla kobiety sexy, bo nie jest jej lustrzanym odbiciem.

Właśnie! A polityczna poprawność w stylu amerykańskim, czyli równość niwelująca różnice, prowadzi do nudy w sypialni. Perel głosi genderową herezję, że seks demokratyczny, na równych prawach, to nuda, bo pożądanie to nie dziecko demokracji.
Kobieta i mężczyzna, jeśli są wolni i spontaniczni, mogą być w sypialni panem i niewolnicą lub panią i niewolnikiem, a w salonie, kuchni i w pracy – partnerami. To wyraz prawdziwej wolności, inteligencji seksualnej i erotycznej. Możliwość zmiany, wybierania schematów zachowań w zależności od sytuacji i potrzeb, celów, do których się dąży, to prawdziwa mądrość sypialniana.

Perel pisze, że dla kobiet sukcesu, które kontrolują, kierują, planują i realizują, oddechem jest latynoski kochanek, który dominuje i napastuje, bo w jego świecie mogą odpuścić, oddać się, ulec. Opisuje właśnie taką parę: Amerykankę i Włocha. Kobieta przyznaje, że w sypialni zapomina o politycznej poprawności, stawia na rozkosz.
Seks jest przygodą, dlatego nie może w nim być planów i nie może być demokracji. Jest jak przeprawa przez rzekę. Może nas porwać prąd, możemy z nim popłynąć cudnie bez wysiłku na drugi brzeg lub wpaść w wir, który nieźle nas wyobraca, tak że nie będziemy mogły złapać oddechu. Możemy też przedostać się na drugi brzeg, łapiąc jakiś konar... Nie da się nie zamoczyć i nie da się uniknąć szybszego bicia serca. Oczywiście, można cały czas być po tej samej stronie rzeki, ale to naprawdę nudne. Zamiast więc składać – wszędzie, a więc i w sypialni – deklarację bycia nowoczesną, genderową czy jakąś tam, lepiej być uczciwszą wobec siebie. Odkryć, gdzie i jak same siebie okłamujemy, i przestać to robić. Zignorować naszego wewnętrznego rodzica, czyli nadzorcę tego, co nie wypada – i zapytać wewnętrzne dziecko, czego ono pragnie od seksu, co lubi, czego by chciało. I tak idąc za swoim wewnętrznym głosem, takim płynącym z brzucha, krok po kroku rozwinąć własną erotyczną inteligencję. Jak zwykle gdy chodzi o coś ważnego i trudnego – małymi krokami, ale wytrwale. Zrobić więcej miejsca dla wewnętrznego dziecka, czyli naszych uczuć, potrzeb i energii. Sprawdzać, sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać. Co nam odpowiada, sprawia przyjemność, daje rozkosz, a czego się wstydziłyśmy tak, że dotąd sobie na to nie pozwalałyśmy? Jeśli mamy ochotę, zacznijmy sobie na to pozwalać. Wrócić do przeszłości i przypomnieć sobie, czego nie zrobiliśmy, choć nas korciło, ale nie pozwolił nam na to lęk, wstyd. Jest wysoce prawdopodobne, że dotrzemy do zakazów z domu rodzinnego, i trzeba będzie wybierać, czy nadal być grzeczną, czy wreszcie szczęśliwą. Warto też czytać lektury pełne seksu o bohaterach przekraczających granice, oglądać takie filmy, rozmawiać o swoich zahamowaniach, dzielić się z zaufanymi osobami, najlepiej wzajemnie. Pisać do siebie listy z nowymi scenariuszami i potem je w realu urzeczywistniać.

A czy Katarzyna Miller ma inteligencję seksualną i jest erotycznie mądrą kobietą?
Mam nadzieję, że tak, choć początki były nieudane. Ale dałam radę nie zrazić się całkiem i poczekać, aż trafię na mężczyznę, który mnie otworzy seksualnie. A wtedy przeżyłam niezwykłą wizję, że oto mam dłuuuugie srebrne włosy, które przeciągają mnie na drugą stronę kosmosu. Dziękuję mu za to! Bo też znalazłam się naprawdę po drugiej stronie, stałam się kimś innym. Już byle czym nie można było mnie zadowolić i wiedziałam, czego chcę od seksu, co on mi może dać i co ja mogę dać.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Kobiecość jak orchidea – 5 pytań do Sylwii Jędrzejewskiej, autorki książki „Kobiety, które pragną więcej”

– Mam wrażenie, że kwiat orchidei jest niemal anatomicznie podobny do kobiecej waginy. Jest niezliczona ilość odmian tego gatunku i nawet kwiaty w tej samej odmianie bardzo się między sobą różnią. Podobnie jest z kobietami, naszymi mózgami i waginami – mówi Sylwia Jędrzejewska, autorka książki „Kobiety, które pragną więcej”. (Fot. iStock)
– Mam wrażenie, że kwiat orchidei jest niemal anatomicznie podobny do kobiecej waginy. Jest niezliczona ilość odmian tego gatunku i nawet kwiaty w tej samej odmianie bardzo się między sobą różnią. Podobnie jest z kobietami, naszymi mózgami i waginami – mówi Sylwia Jędrzejewska, autorka książki „Kobiety, które pragną więcej”. (Fot. iStock)
Z Sylwią Jędrzejewską, autorką książki "Kobiety, które pragną więcej. Życie seksualne Polek - historie prawdziwe" rozmawia Monika Stachura.

Wszystkie historie opisane w książce są prawdziwe, a nasze rozmówczynie są realnymi kobietami z krwi i kości. (...) W większości przypadków żyją w stałych związkach. Są w różnym wieku, w przedziale od 25 do 45 lat. Większość z nich wychowuje dzieci. Satysfakcja z życia prywatnego przekłada się na ich sukcesy zawodowe – czytamy w posłowiu książki „Kobiety, które pragną więcej” autorstwa Sylwii Jędrzejewskiej i Andrzeja Depko.

Wspomnianą satysfakcję daje im udane życie seksualne zaspokajane w nienormatywny sposób. Z perspektywy seksuologicznej żadne z opisanych zachowań nie narusza kryteriów normy partnerskiej, ale – jak puentują autorzy: „receptę każdy musi napisać sobie sam, zgodnie z własnym sumieniem i potrzebami. Cudze metody niekoniecznie zagwarantują nam optymistyczne bajkowe zakończenie”.

Polecamy książkę: 'Kobiety, które pragną więcej. Życie seksualne Polek - historie prawdziwe', Sylwia Jędrzejewska, Andrzej Depko, wyd. Czarna Owca.Polecamy książkę: "Kobiety, które pragną więcej. Życie seksualne Polek - historie prawdziwe", Sylwia Jędrzejewska, Andrzej Depko, wyd. Czarna Owca.

We wstępie do książki czytamy, że neuroobrazowanie pozwala poznać i zrozumieć tajemnice kobiecej erotyki oraz dostrzec, czym różni się ona od męskiej. Na czym polegają podstawowe odmienności?
Sylwia Jędrzejewska:
Rozwinięte pod względem technologicznym rozwiązania, takie jak pozytonowa tomografia emisyjna (PET) czy funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMNR) zrewolucjonizowały badania nad odbieraniem określonych bodźców erotycznych, podnieceniem i orgazmem u ludzi. Umożliwiają one śledzenie zmiany aktywności mózgu w zależności od pobudzenia i przeżywania doznań seksualnych, rejestrują, jak zmienia się aktywność mózgu osób, które same doprowadzały się do szczytowania.

Podczas wyobrażeń erotycznych, stymulacji seksualnej i orgazmu u mężczyzn uaktywniają się nieliczne ośrodki w mózgu, a u kobiet natomiast niemal cały mózg świeci od jego niezwykle wzmożonej aktywności. W najnowszych badaniach nad orgazmem u kobiet przy użyciu nowoczesnych technik obrazowania mózgu udowodniono, że jest to jedna z najbardziej złożonych reakcji zachodzących w organizmie kobiety. Podczas pobudzenia seksualnego kobiety zostaje uaktywnione wiele obszarów mózgowych. Istotną rolę odgrywają takie ośrodki jak kora zakrętu obręczy, jądro półleżące, wyspa, jądro okołokomorowe. Metaforycznie można by powiedzieć, że u kobiety ten zapis wygląda, jakby w ciemnym pokoju zapalały się kolejno lampki, aż cały pokój rozświetla się rażąco jasnym światłem – mózg w wielu obszarach dosłownie płonie, podczas gdy u mężczyzn włączane są zaledwie pojedyncze światełka.

W książce znalazły się historie kobiet w różnym wieku, wykonujących różne zawody, będących w różnej sytuacji życiowej; wiele z nich żyje w stałych związkach, ma dzieci. W jaki sposób świadoma seksualność zwiększa ich komfort w różnych obszarach życia?
Nasze rozmówczynie mówią o tym, że zaspokojenie seksualne przynosi spokój i komfort życia, zadowolenie, dobry nastrój, uśmiech, radość, cierpliwość i zdrowie, a to pomaga w ogólnym lepszym funkcjonowaniu. Mijają migreny, bóle głowy, frustracje, złość, rozterki, żale i pretensje. Spełnione seksualnie kobiety zyskują odwagę w pracy, podejmują wyzwania zawodowe, skutecznie pną się po szczeblach kariery. Poczucie bycia atrakcyjną i spełnioną seksualnie kobietą podwyższa samoocenę, dodaje animuszu i pozwala na różne sukcesy, staje się siłą do działania, do tego, żeby się chciało przenosić góry.

Bohaterki odkrywają, że będąc w związkach, mogą rozwijać swoją seksualność i jeśli żyją z odpowiednim partnerem, to z tego korzystają obydwoje. Inne decydują się na zmianę i odnalezienie partnera, który nie będzie pacyfikować ich naturalnej siły seksualnej, ale raczej pomoże stworzyć optymalne warunki do jej wspólnego eksplorowania. Jeszcze inne doceniają swobodę i przestrzeń w życiu bez mężczyzny. Większość naszych bohaterek posiada dzieci, niektóre z nich już odchowane. Każda z nich udowadnia, że rola kobiety matki i kobiety kochanki nie musi się wykluczać, ale może pozytywnie wzajemnie przenikać i wzmacniać.

Imiona bohaterek zostały ukryte pod nazwami kwiatów. Dlaczego akurat kwiatów?
Podstawą była zmiana imienia, obiecałam naszym bohaterkom skrupulatne zatuszowanie ich tożsamości. Kobiety i ich seksualność są jak kwiaty, piękne, wonne, delikatne, różnorodne, kwitnące, jeśli otoczenie im sprzyja. Tak jak do rozkwitu kwiatu potrzebny jest podatny grunt, słońce, ciepło, woda, czyli sprzyjające środowisko. Jeśli jest odpowiednio pielęgnowany, staje się jeszcze piękniejszy i długo zachowuje swoją świeżość. Jeśli jest zaniedbany – po prostu więdnie, obumiera tak jak obumrze zapomniana kobiecość. Pracując w gabinecie seksuologa, często proszę o skojarzenie waginy z kwiatem. Odpowiedzi jest wiele. Róża, storczyk, tulipan… Nasze bohaterki od samego początku tego przedsięwzięcia stanowią mocno przemyślaną kompozycję. Każda historia jest inna, odrębna, ale stanowią swego rodzaju wiązankę.

Kwiat trafił również na okładkę. To orchidea.
To ja jestem autorką grafiki z okładki. Ta historia łączy się z malarzem, Edwardem Dwurnikiem, który na urodziny dostawał ode mnie grafiki przedstawiające seksualny smak kobiet. Miałam poważny wypadek i nie mogłam podarować Edwardowi tej grafiki, oprawiona i zapakowana przestała u mnie wiele lat. Postanowiłam jej dać drugie życie na okładce książki odkrywającej kobiecą seksualność. Mam wrażenie, że kwiat orchidei jest niemal anatomicznie podobny do kobiecej waginy. Jest niezliczona ilość odmian tego gatunku i nawet kwiaty w tej samej odmianie bardzo się między sobą różnią. Podobnie jest z kobietami, naszymi mózgami i waginami.

Ma pani doświadczenie jako seksuolog kliniczny, terapeuta, autorka prac o zachowaniach seksualnych. Czy w czasie rozmów coś panią szczególnie zaskoczyło?
Nie ma we mnie wiele zaskoczenia, ale jest poczucie dumy z postawy Polek odważnie eksplorujących swoją seksualność. Jeszcze niedawno nie były gotowe na zmianę mentalną, raczej poszukiwały wyciszania swoich potrzeb seksualnych, które pozostawały w sprzeczności z poglądami obyczajowymi i przekonaniami społeczno-kulturowymi, a dziś coraz częściej porzucają dostosowywanie się do upodobań i życzeń mężczyzn. Jako terapeutka podkreślam, że cieszy mnie ta umiejętność kierowania przez kobiety swoim życiem, tak aby móc czerpać z niego spełnienie i radość.

Sylwia Jędrzejewska, dr nauk o zdrowiu, seksuolog kliniczny, zajmuje się terapią seksualną kobiet i mężczyzn oraz partnerskimi zaburzeniami seksualnymi. Autorka książek i publikacji o zachowaniach seksualnych www.seksuolog.tv.

  1. Seks

Całkiem zwyczajna miłość. Czy doceniamy udany seks?

- Zwyczajna radość bycia razem to ideał dla wielu nieosiągalny. Daje to, czego nie ma w żadnej perwersji, prawdziwe spełnienie - mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
- Zwyczajna radość bycia razem to ideał dla wielu nieosiągalny. Daje to, czego nie ma w żadnej perwersji, prawdziwe spełnienie - mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Normalny, ludzki, niedoskonały i dzięki temu rozkoszny seks. Daje nam zwyczajne szczęście we dwoje. Nie ulegajmy więc modzie na poszukiwanie perwersji. Nie słuchajmy opinii tych, którzy twierdzą, że miło znaczy źle. Jeśli jest nam dobrze w łóżku, cieszmy się z tego – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Poradniki, powieści, filmy namawiają nas, żeby szukać w seksie czegoś ekstra. Szczypta sadomaso, designerskie gadżety, swingowanie albo choć ktoś trzeci. Modnie też jest, by seks sfilmować. No i jeśli do tej pory myśleliśmy, że dobrze nam razem, zaczynamy podejrzewać, że tylko tak się nam wydaje...
Wychodzi wiele powieści erotycznych dla kobiet, ale to, o czym tam piszą, to tylko marzenie, fantazja. Nie ma takiego seksu. Można, oczywiście, oszaleć na parę miesięcy, spotkać kogoś, kto nas tak nakręci, że z trudem dobiegamy do pierwszego wolnego łóżka. A tam w pięć sekund mamy taki orgazm, że tracimy przytomność. Każdemu choć raz życzę takiego doświadczenia, ale takie szaleństwo nie może trwać długo i wcale nie daje nam wszystkiego, co ważne i potrzebne w seksie.

Ale jednak jest wtedy jak w książce czy w filmie…
Często badam pary metodami porównawczymi pod kątem podobieństwa ich dyspozycji intelektualnych, fizycznych, psychicznych i wrażliwości. Zazwyczaj choć jedną z tych dyspozycji mają oboje tak samo wysoką. Czyli jeśli ona jest pełna energii i mówi: „Mam dziś chęć na górską wycieczkę”, to on na własnych plecach jej te góry przynosi i pod stopy rzuca, żeby sobie po nich razem pochodzili. Z kolei kiedy on ma dół intelektualny, to i ona będzie wolała pooglądać w łóżku serial komediowy, a nie iść na wykład o teorii strun. Do tej pory spotkałam tylko jedną parę, która we wszystkich wymienionych wyżej zakresach miała tak samo wysoki wynik. I jeśli ktoś mnie pyta, czy znam szczęśliwe małżeństwo, myślę o nich. Nie dlatego, że rzucają się na siebie jak króliki, tylko dlatego, że są zharmonizowani, czuli, kiedy oboje tego potrzebują, ale gdy jedno z nich budzi się w nocy i zaczepia drugie, to zaczynają się kochać, bo oboje mają na to ochotę.

To zwyczajne szczęście, o którym opowiadasz, jest zaskakujące.
Kiedy ludzie ze sobą żyją, chodzą do pracy, wychowują dzieci, wykonują różne zadania, to ta harmonia jest szczęściem. Zaczyna się różnie. Jedni, kiedy tylko się zobaczyli, to jakby piorun w nich strzelił. Drudzy najpierw się polubili, poczuli, że z tą osobą warto spędzić życie. A teraz sobie po prostu żyją i mają lepsze i gorsze dni. I to ich nie dziwi. Kiedy pojawi się ciąża, kobieta jest bardziej podkręcona i mają więcej seksu. Ale potem jak już jest duży brzuch, to nie szaleją w seksie. Robi się przerwa, po której czasem para zaczyna się traktować jak tatuś i mamusia. Mówią do swoich dzieci: „Idź z tym do matki”, „idź z tym do ojca”. Nie są już Krysią i Jurkiem. I ich seks wystyga, bo wstydzą się przed dziećmi, bo jak tatuś i mamusia mogą „to robić”? Warto o tym pamiętać. Ale bywa inaczej. Są dziewczyny, które po urodzeniu dzieci szybko chcą wrócić do figury i do partnera. I ci Krysia i Jurek znów mają dobre godziny w sypialni.

A ci, którzy weszli w rolę tatusia i mamusi, co mają robić?
Wysłać dzieci do babci na weekend i zrobić sobie czas na celebrowanie seksu. Mają mieć na to całą noc i dzień, a nie godzinę czy pół. I też nie muszą całą noc tego robić, ale spokojnie wejść w nastrój. Nie muszą się też natychmiast do siebie dobierać. Mogą sobie razem obejrzeć film. Niekoniecznie pornograficzny, ale taki ciepły, słodki.

Ma być tak zwyczajnie, swojsko, bez fajerwerków?
Jeśli jesteśmy sobie bliscy i się lubimy, to nasze ciała rozmawiają ze sobą same, wiedzą, jak się spleść. Jest tylko jeden drobiazg: czy on by nie chciał czasem czegoś innego niż stosunek waginalny? A ona? Może czasem wolałaby już nie w tej kolejności, nie zawsze o tej samej porze? Warto się dowiedzieć, bo w normalnych, ciepłych związkach niebezpieczeństwem jest rutyna. On zawsze, gdy chce się z nią kochać, głaszcze ją po plecach i całuje za uchem… A potem idą do łóżka i on trochę się pozajmuje jej piersiami... Ten rodzaj rutyny ma plusy, działa jak opanowanie nauki chodzenia. Seks staje się prosty i przyjemny, a to, że oni do tej rutyny razem doszli, też zbliża ich do siebie. Wiedzą, że jak się zacznie głaskanie po plecach, jak już weszli na tę ścieżkę, to na pewno dojdą do udanego końca, bo też już same ciała ich prowadzą. To plus. Ale po jakimś czasie, gdy seks staje się zbyt przewidywalny i powtarzalny, zamienia się to w minus.

Rozumiem, że ten moment, kiedy dobra rutyna staje się złą, możemy po prosu poczuć?
Właśnie. A wtedy warto wykonać kilka nieprzewidywalnych ruchów. Kochać się w kuchni, a nie w sypialni. Na kocach rozłożonych na podłodze, a nie w łóżku. Zacząć gasić światło albo zapalać, byle inaczej niż dotąd. Postawić przy łóżku różową lampkę albo zdjąć ją z szafki nocnej. Założyć satynową pościel, przynieść do łóżka pomarańcze i truskawki i wkładać je sobie w usta, przedtem się nimi pieszcząc…

Czyli jednak trochę perwersji…
Aj tam! To żadne perwersje. Chodzi o to, żeby zrobić rzeczy, które są nowe, ale nie ekstremalne. Piórko zamiast kajdanek. Truskawki zamiast pejcza czy opaska na oczy zamiast trzeciej osoby w łóżku. Zmysłowość, a nie poszukiwanie ekstremum. Najważniejsze jest to, by rozwijać w sobie ciekawość, co jemu, jej sprawia przyjemność. Może to, że ty leżysz jak królewna albo jak branka, taka cicha i nieruchoma, a on cię pobudza? Albo on chce leżeć i ty go masz pobudzać. Dobrze jest też znaleźć nieuznawane dotąd za erotyczne obszary ciała i uczynić je erotycznymi. Pieścić, całować, głaskać plecy, ramiona, przedramiona... Aż zaczną reagować dreszczem. Wtedy seks bez dopalaczy staje się ekscytujący, więcej daje. Pobudzać całe ciało to bardzo ważne. Dlatego warto pozwolić się wykąpać, umyć gąbką, a potem w łóżku dać się posmarować balsamem i nawet – zasnąć. Bez seksu. Bo tak jest miło. Ci, którzy żyją ze sobą w zwyczajny sposób, po prostu wiedzą, że raz seks jest, a raz tylko pieszczoty. I że to jest właśnie dobre. Wiedzą też, że raz orgazm jest mały, a raz ogromny. I że to też jest cudne. Jeszcze jedno – kiedy są wakacje, dzieci wyjechały, warto skorzystać ze stymulacji, jaką daje przyroda. Wiatr, woda, nagrzany piasek budzą zmysły. Unikniemy zdrady, dając sobie coś ekstra, ale w ramach naszego dobrego bycia razem. Nie napinajmy się jednak, że teraz będziemy wzbogacać nasz seks. Lepiej stworzyć warunki dla miłych chwil we dwoje i wtedy iść za impulsem z ciała.

Jednak świat lansuje perwersje! Zaczynamy więc mieć kompleksy, choć nam w łóżku dobrze.
Jeśli ktoś tak myśli, najwidoczniej sam sobie nie wierzy i potrzebuje potwierdzenia, że szalenie modne jest kochanie się zwyczajne, które daje radość. A ja jako psychoterapeutka mogę powiedzieć, że mieć fajnego człowieka, na którego masz ochotę i który ma ochotę na ciebie, z którym uprawiasz seks pomimo wspólnego długiego życia, to jedno z większych osiągnięć. Ten, kto ma dobry zwyczajny seks, doświadcza czegoś prawie idealnego. Zwyczajna radość bycia razem to ideał dla wielu nieosiągalny. Daje to, czego nie ma w żadnej perwersji, prawdziwe spełnienie. Perwersja jest eskalacją doznań, bo właśnie nie niesie spełnienia.

W modnych serialach możemy jednak usłyszeć: „Ten mój facet to chyba gej. Jeszcze nie nagrał naszego stosunku i nie chciał mnie związać”.
To tylko moda, a moda jest po to, żeby odciągnąć nas od nas samych w stronę: „Jaka, jaki powinienem być, żeby zyskać”, ale co zyskać? Sławę? Uznanie? Lepsze samopoczucie? Dobre samopoczucie daje nam właśnie zwykły, dobry związek. Każdej władzy zależy na tym, żeby ludzie nie rządzili się sami. Żeby im czegoś brakowało, żeby od nich nie zależało, czy to coś dostaną. Wtedy się nimi rządzi, obiecując im to coś, sprzedając namiastki tego czegoś. Jeśli ktoś jest szczęśliwy sam z siebie i daje sobie to zabrać, bo inni mu wmawiają, że będzie bardziej szczęśliwy, jeśli z tego, co ma, zrezygnuje, to on rezygnuje ze swojej wolności i niezależności. Warto popatrzeć, czy ci, którzy nas pouczają, jak żyć, sami są szczęśliwi. Z mojego doświadczenia wynika, że ulegać modzie, ulegać opiniom innych, to dawać się wpędzać w kompleksy i nałogi.

Trzeba być silnym, żeby zostać ze sobą.
Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy brakuje mu do szczęścia perwersji, niech obejrzy film „Wstyd”. Bohater jest seksoholikiem, który wciąż szuka ekstremalnych przeżyć. Musi chodzić do klubów, gdzie się przewalają nagie ciała, które nie są już ludźmi, tylko kadłubkami wystawiającymi się na jakiś rodzaj przeżyć. Tych każdy może im dostarczyć, bo chodzi tylko o mechaniczne pobudzenie i zaspokojenie. Te ciała, jak i nasz bohater, przekroczyły wstyd, przestrzeń intymną, ale w zamian doświadczają tylko zmiany świadomości, nieprzytomności – jak w każdym uzależnieniu. A seks domowy nie jest uzależniający. Jest seksem. To nasza wolność, bliskość i sympatia dla siebie i dla tej drugiej osoby. Nasza intymność jest naszą suwerennością. Człowiek, który nie jest wolny, nie ma intymności. Gra kogoś innego, pod jakiś lansowany wzór. A lansowane wzory są zawsze takie, że ich nie osiągniesz. Zobacz bohaterów ostatnio modnych powieści erotycznych dla kobiet – to faceci nieludzko piękni. Ale dla ciebie atrakcyjny facet to ten, który ma krzywy uśmiech i urwane ucho. I właśnie dlatego weźmie cię tak, że zapomnisz o całym świecie. Bo twoja historia życia zahaczała o podobnych facetów. Jest takie opowiadanie Głowackiego: chłopak mieszka koło lotniska, jego niania jest gruba i stara, ale to jedyna kobieta, którą może podglądać. Więc on ją podgląda, gdy ona się myje, przebiera, i ciągle słyszy te samoloty... Potem, kiedy był już dorosły, na ulicy zobaczył grubą, starą prostytutkę, a akurat nad miastem nisko leciał samolot. I to go tak wzięło, że musiał ją posiąść, nie mógł się opanować.

Źródła naszego erotycznego gustu mogą więc być zupełnie niezwykłe.
Dobór tego zwykłego partnera też jest spowodowany naszym życiem, a więc żadna moda czy doradca nie powie nam, kto nas doprowadzi do szaleństwa. Nikt poza nami nie będzie też wiedział, czy chcemy być do szaleństwa doprowadzeni. Bo może nie chcemy tego, kto spowoduje, że wciąż myślimy o tym, żeby się z nim splątać. Może chcemy na partnera kogoś, kto tak na nas nie działa, bo wolimy mieć bezpieczny związek i bezpieczny seks. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy ciałko dotyka do drugiego ciałka, jest ciepło i miło, a tylko czasem bywa podniecająco…

  1. Psychologia

Kim naprawdę jestem, czyli jak doświadczyć prawdziwego stanu "przebudzenia"

Budząc się do tego, kim naprawdę jesteśmy, automatycznie zyskujemy miłosną relację w stosunku do siebie samych i do innych. (Fot. iStock)
Budząc się do tego, kim naprawdę jesteśmy, automatycznie zyskujemy miłosną relację w stosunku do siebie samych i do innych. (Fot. iStock)
Gdy się zakochujemy, chcemy być z bliską osobą, jesteśmy jej ciekawi, jesteśmy otwarci. Budząc się do tego, kim naprawdę jesteśmy, automatycznie zyskujemy tę perspektywę, tę miłosną relację w stosunku do siebie samych i do innych. Zaczynamy spotykać się z ludźmi bez słów, w pełni, jakbyśmy ich zawsze znali – mówi prowadząca Grupy Przebudzenia Kama M. Korytowska.

Prowadzisz Grupy Przebudzenia. Kiedy TO się wydarza?
W tej chwili na świecie jak grzyby po deszczu pojawiają się ludzie, którzy albo poszukują przebudzenia, albo niczego nie szukali, ale wydarza się coś, co ich zmienia, otwiera. Należę do tej drugiej grupy. Miałam dwadzieścia kilka lat, kiedy rodziłam drugą córkę. Mój umysł zatrzymał się. Byłam całkowicie zanurzona w tym doświadczeniu. Kiedy nadchodził skurcz, ciało samo znajdowało najlepszą pozycję. Kiedy skurcz przemijał, siadałam na małym stołeczku, opierałam głowę o ramię mojego męża i natychmiast zasypiałam, nawet jeśli były to przerwy 40-sekundowe. Śniła mi się szarlotka z wykrojonym z ciasta motylem na wierzchu.

Szarlotka? Ciepło, słodycz, karmienie.
Tak, żadnych odlotów, blisko ziemi, życia, bycia kobietą, stawania się matką. Bardzo ożywcze. Córka urodziła się po prostu w czasie kolejnego skurczu. Ten drugi poród, półtora roku po pierwszym, był całkowicie innym doświadczeniem. Gdy rodziłam pierwszą córkę, byłam zaskoczona tym, co się dzieje. Zaczęło porządnie boleć, a ja pomyślałam: „OK, mogę współpracować, ale teraz poproszę dziesięć minut wolnego, napiję się herbaty, odpocznę i mogę wrócić do rodzenia”. Ale tak się nie stało. Skurcze trwały mimo moich myśli, chęci, oczekiwań. Coś we mnie było całkowicie zaskoczone, że nic nie dzieje się na moich warunkach. Ten wgląd to była chwila, ułamek sekundy, a jednak podczas drugiego porodu coś we mnie głęboko wiedziało, że nie mogę tu niczego postanowić. Więc po prostu poddałam się temu, co jest. Wydaje się, że naszym najgłębszym instynktem jest instynkt samozachowawczy. Jesteśmy zaprogramowani na to, żeby przeżyć. Ale mamy też głębszy instynkt w sobie – poddania się temu, co jest. Gdy w nocy płacze dziecko, ostatnią rzeczą, którą chce się zrobić, jest wstać i zająć się nim. Instynkt samozachowawczy powiedziałby: „Zostaję w łóżku, chcę się wyspać”. Instynkt poddania się jest głębszy, mocniejszy. Jest coś większego niż „ja”. Ja nie szukałam. W doświadczeniu porodowym niejako zostałam odszukana. Tylko nie miałam świadomości, że to już się wydarzyło. I zaczęłam poszukiwać.

W sobie? W świecie?
Skończyłam filologię angielską. Wyszłam za mąż za Anglika, profesora literatury, wyjechaliśmy do Cambridge, urodziłam córki. Pracowałam jako superwizorka literatury polskiej i języka polskiego na Uniwersytecie w Cambridge. To była praca z umysłem: purystycznym, wyśmienitym. Czułam podskórnie, że to za mało, że jest coś poza umysłem. Wiele lat medytowałam w grupach buddyjskiego nauczyciela. Jednak chciałam mieć coś, co odpowiadałoby mi jako współczesnej kobiecie, która nie żyje w aszramie, tylko na Zachodzie, ma normalnych sąsiadów, dzieci, związki. Chciałam, aby moje zwykłe życie było wyrazem duchowości. Zajęłam się psychoterapią. Szkoliłam się w psychoanalizie. Rozwijałam się intelektualnie. Tańczyłam, malowałam. Ciągle szukałam. Osiem lat temu trafiłam w Londynie na jednodniowe zajęcia z kobietą, która ma na imię Fanny. Tak głęboko dotknęła mnie swoją obecnością, iż natychmiast wiedziałam, że to jest to. Znalazłam. Byłam w domu. Od około 40 lat na planecie zagarnia nas nowa fala duchowości. Starzy mistrzowie mówili o wolności od ograniczenia. My mówimy o wolności w ograniczeniu. O poddaniu. To, co Wschód proponował przez ostatnie tysiące lat, to transcendencja, wychodzenie z cyklu życia i śmierci: „Nie chcę mieć z tym nic wspólnego”. Jednak to nie koniec ewolucji świadomości. Dalajlama powiedział, że świat zbawią zachodnie kobiety. Nie tyle chodzi o kobiety, ile o „kobiece”. „Kobiece” bez rezygnowania z „męskiego”. Kobiece w nas mówi: „Zostaję w tym ciele, w tym doświadczeniu. Nie muszę nigdzie iść, bo już tutaj jestem wolna”.

Na Wschodzie mówi się, że wszystko, co nietrwałe, jest nierzeczywiste.
Rozumiem, że „nierzeczywiste” znaczy „zmienne”. Kiedy powstaje problem? Kiedy szukamy niezmienności w tym, co zmienne. To tak, jakbyśmy weszli do hotelu na weekend i zaczęli przemalowywać ściany. Hotel jest tymczasowym miejscem i gdybyśmy uznali go za nasz dom, zaczęlibyśmy podejmować kroki, które nie odpowiadają rzeczywistości. Kiedy zaśniemy, żyjemy koncepcją, że jest tylko materia i ruch. Wtedy właśnie chcemy zatrzymać to, czego zatrzymać się nie da. Jesteśmy w konflikcie z rzeczywistością. Ponosimy wówczas konsekwencje na każdym poziomie życia. Przebudzenie to wgląd: już jestem w domu. Ruch poddania się temu, co przemija, może wydarzyć się tylko wtedy, gdy budzimy się do świadomości, że jesteśmy czymś, co jest zawsze obecne i co postrzega. Przebudzenie iluminuje wszystkie sfery życia.

W jaki sposób?
Nasze działania nie mają już inwestycji.

Inwestycji?
Nie będę kochać, żeby… Żeby zbawić ludzkość. Żeby być lubianą. Że coś mi to da. Dla większości z nas to jest zmienne – jest moment zaśnięcia i moment przebudzenia świadomości „jestem”. Ważne, co jest w tej chwili, co jest tutaj. Czy w tym momencie wiem, kim jestem? Czy jestem zagubiona w materii? Ktoś to świetnie powiedział: „Coraz częściej pamiętam, kim jestem”.

Z moich doświadczeń wynika, że najgłębszym ludzkim pragnieniem jest spotkanie z innymi w przestrzeni serca.
Pragniemy być głęboko poznani i głęboko poznawać innych. Gdy się zakochujemy, chcemy być z bliską osobą, jesteśmy jej ciekawi, jesteśmy otwarci. Budząc się, automatycznie zyskujemy tę perspektywę, tę miłosną relację. Zaczynamy spotykać się ze sobą i z ludźmi bez słów, w pełni, jakbyśmy ich zawsze znali, ale też poznawali na nowo.

Odeszłaś od męża. Przyjechałaś po dwudziestu kilku latach do Polski. Co zmienia się w bliskich relacjach, kiedy się budzimy?
To jest nieprzewidywalne. Na pewno coś się zmieni. Przypuśćmy, że w relacji to kobieta się budzi. Do tej pory zawsze ustępowała mężowi. Robiła, co jej kazał. Ale teraz zaczyna czuć, jak bardzo jej życie jest cenne. Już nie akceptuje położenia, w jakim się znajduje. A jednocześnie jest w tym przestrzeń, obecność, miłość. Zaczyna mówić: „nie”. Na zajęciach z asertywności uczymy się tego od zewnątrz, ale ten ruch naturalnie jest w nas; głęboko w sobie wiemy, kiedy powiedzieć „tak”, a kiedy „nie”, i jak to powiedzieć. Stajemy się odpowiedzialni w dobrym tego słowa znaczeniu. Istnienie jest nieograniczone i wszystko się w nim zawiera. Jakby to było pozwolić bólowi być bólem, smutkowi smutkiem. Pozwolić tobie być tobą, mnie być mną. Smutek powraca dlatego, że go ciągle odpychamy. A tymczasem on może jak fala dopłynąć do brzegu i zakończyć swój żywot. To jest bardzo pokojowe podejście, bardzo skromne. Zaczyna się prawdziwy pokój wewnątrz i na zewnątrz. Kiedy jesteśmy po prostu chodzącą przestrzenią, ego uspokaja się i poddaje. Zaczyna się zwyczajna, codzienna magia życia, piękno, dobro, satysfakcja, poczucie powracania, przybywania do brzegu wciąż na nowo, świeżość każdej chwili. Czy może być coś piękniejszego?

Kama M. Korytowska od wielu lat pracuje z ludźmi zainteresowanymi przebudzeniem się do swojej prawdziwej natury. Prowadzi cykliczne Grupy Przebudzenia. Zaprasza do Polski nauczycieli z całego świata.

  1. Seks

Seksualne pragnienia i zabawy – jakie są granice?

Czym są dla nas seksualne normy? (fot. iStock)
Czym są dla nas seksualne normy? (fot. iStock)
Gdy w życiu seksualnym pojawia się potrzeba zmiany, przygody, to ważny sygnał o naszym związku. Nie można go ignorować. Bo nawołuje do przyjrzenia się swoim najgłębszym pragnieniom i potrzebom – mówi terapeutka Olga Haller.

Co to jest norma w seksie? To chyba zależy od czasu, miejsca na ziemi, w końcu od naszej osobowości. Co kiedyś było uznawane za zboczenie, np. seks oralny, pozycje inne niż klasyczna, dzisiaj stało się powszechne, jest więc normą.
Mówi się, że w seksie dopuszczalne jest wszystko, na co zgadzają się odpowiedzialni partnerzy. Nie musimy na szczęście wyznaczać norm i zasad. Popatrzmy na seks z indywidualnej perspektywy właśnie pod kątem rozwiązywania dylematu komfort – ryzyko. Zgadzam się, że to, jak zapatrujemy się na nowe doświadczenia w sferze erotyki, zależy od dotychczasowych doświadczeń i od naszych potrzeb. Literatura, kino i zwyczajne życie pełne są przykładów, jak ludzie zagospodarowują ten teren. Dla jednego nowym doświadczeniem, budzącym obawy i wymagającym dyscypliny, będzie budowanie jednej relacji z deklaracją wierności. Dla innej osoby nowe będzie wypowiedzenie w łóżku swoich pragnień lub niezgoda na coś, co stało się rutyną. Znam pary, które świadomie uczą się wstrzemięźliwości, dawkują sobie intymność seksualną, starają się szanować swoje granice. A to dla nich nowe doświadczenie. I pary, które podejmując zabawy seksualne z inną parą w celu urozmaicenia życia, prowokują ostry kryzys. Znam też sytuacje, kiedy dla jednego z partnerów seks poza związkiem jest wyzwalającym doświadczeniem, prowadzącym do dojrzałości, a także – paradoksalnie – katalizującym przemianę i rozwój związku.

Mimo zwiększenia swobody seksualnej zdrada nadal jest eksperymentem i ryzykiem?
Jest ryzykownym eksperymentem dla wszystkich zaangażowanych pośrednio i bezpośrednio. Jeśli jednak w życiu seksualnym pojawia się potrzeba zmiany, przygody, tęsknota za odmiennością, to ważny sygnał o naszym związku. Nie można go ignorować. Bo nawołuje do skontaktowania się ze swoimi najgłębszymi pragnieniami i potrzebami oraz podjęcia świadomych, odpowiedzialnych decyzji. Wtedy łatwiej nam znaleźć odwagę, by zrobić coś inaczej, albo powstrzymać się i docenić to, co jest. Łatwiej oszacować sytuację, w tym ewentualne ryzyko.

Zanika pojęcie grzechu, ale na szczęście nie zanika pojęcie smaku. Moralność była kiedyś pilnowana przez religie, teraz dla wielu zostają tylko wolna wola i sumienie, jak się okazuje – dosyć słabe. I są potrzeby seksualne, a w tej sferze kultura nie zawsze harmonijnie łączy się z naszą naturą, na którą składają się też demony, marzenia, czasami fantastyczne i perwersyjne...
Zakazy, restrykcje i strach przed karą na dłuższą metę nie uregulują skutecznie ludzkiego życia, a tym bardziej nie okiełznają seksualności. Mądra pomoc rodziców, wychowawców, autorytetów moralnych, duchowych itd. jest potrzebna, abyśmy mogli wziąć odpowiedzialność za swoje działania w tej sferze. Kiedy pomocy nie ma, a popędowość napiera, wielu z nas spycha do podziemi seksualne uczucia, potrzeby i zaczyna żyć podwójnym życiem. Na pokaz jedno, a w ukryciu drugie. Kiedy strażnik moralności jest na zewnątrz, jesteśmy w stanie zrobić wiele, by go oszukać.

Na ile powinniśmy realizować marzenia seksualne? Czy mówią prawdę o nas, o naszych potrzebach?
Głównym celem fantazji erotycznych nie jest przeniesienie ich do życia. One pozwalają nam ominąć lęki, zahamowania i przeżyć „zakazane” uczucia. Np. częsta fantazja kobiet o gwałcie pozwala doświadczyć rozkoszy bez winy, a o seksie z nieznajomym – rozkoszy bez zobowiązań. Mapa erotycznego reagowania tworzy się w nas od początku życia, odbijając się w treści i fabułach fantazji, choć oczywiście nie wprost. Często oddajemy się im na pograniczu świadomości, co pozwala uniknąć poczucia winy, ale też refleksji.

Współczesny świat zachęca i kusi: spróbuj, zanim będzie za późno.
No właśnie, popkultura i komercja zrobiły z seksu towar eksploatowany bez umiaru. Seksualny wizerunek i zachowania stają się sposobem na dobre samopoczucie, na atrakcyjność, zabicie nudy, oderwanie od problemów, popularność. Na dodatek dostęp do tego wspaniałego środka ma teoretycznie każdy. Wystarczy trochę wydatków i zabiegów – wyzywające ciuchy, fryzura, makijaż, kolczyk, tatuaż tu i tam, gadżety i używki. Z tym wszystkim w odpowiednim miejscu – na dyskotece, w pubie, klubie, na skwerze czy imprezie integracyjnej albo w galerii handlowej – można poczuć się gwiazdą, aktorem w blasku świateł, kimś pożądanym, jeśli nie dziś, to jutro. W tym czy innym łóżku. Świat seksualnych kontaktów wygląda ekscytująco, obiecuje szybką nagrodę i co więcej, na poziomie fizjologicznym na ogół ją daje. Działa to w prosty sposób – narastanie podniecenia, rozładowanie i ulga. Trudno się dziwić, że młodzi, dorastający ludzie rzucają się na seks jak na łatwo dostępny, upragniony deser. Nie tylko oni. W życiu człowieka są dwa krytyczne okresy, kiedy jest bardziej prawdopodobne, że bez opamiętania odda się on seksualnym ekscesom. Pierwszy to czas dorastania i wczesnej młodości, kiedy nagle dostajemy „nowe zabawki”. A potem jest ten okres przejściowy, kiedy się starzejemy i zaczynamy czuć, że zabawki zaraz nam odbiorą.

U niektórych ten krytyczny okres trwa przez cały czas. Ale jest też w życiu przypadek, nagłe okazje, impulsy i pokusy...
Bywają okoliczności życiowe, w których możemy rzucać się na seksualne eksperymenty, jakby były ostatnią deską ratunku. Powodem jest dojmujący niedobór w jakiejś dziedzinie życia w związkach, który dotyczy poczucia własnej wartości, ale też kontaktu ze sobą. Uprawiamy wtedy seks z wielu powodów, czasami zupełnie nieseksualnych. Używamy siebie i innych jak przedmiotów dla swoich celów, nieświadomi prawdziwych uczuć i potrzeb, dorabiając do tego jakąś ideologię: poświęcenia, wolnej miłości, nowoczesności, nihilizmu itd. Zarówno świętoszkowatość, jak i rozwiązłość to dwie strony tego samego problemu – braku kontaktu ze swoją seksualnością.

Jakoś nie żałuję swoich szaleństw, no, może czasami. Częściej zmarnowanych okazji, przeoczeń, zagapień...
Ja też nie żałuję niczego, nawet traumatycznych doświadczeń, bo wszystko to mnie budowało. Przez lata dzięki pracy przetransformowałam doświadczenia na zasoby, choć jasne, że poniosłam też koszty. Ożywczą moc miało odkrycie na nowo sytuacji z przeszłości, którym przypięłam etykietki „ekscesów”. Zrobiłam z nimi, co mogłam – zrozumiałam mechanizmy, odżałowałam i spisałam na straty. Aż nagle po latach pod tym wszystkim znalazłam, naprawdę jak diament w popiele, moją żywą kobiecą seksualność! I wyrastające z niej uczucia, potrzeby w samej swojej istocie niewinne i uprawnione!

Na ile więc powinniśmy realizować swoje seksualne fantazje? Seks grupowy, uwiedzenie listonosza, seks w windzie. Ach, można sobie pohulać...
Znane mi są przypadki, kiedy zrealizowane fantazje nie przyniosły niczego dobrego, tylko niesmak i poczucie winy. Fantazje mogą nam pokazać drogę do rozkoszy, pomóc poznać meandry naszych upodobań, zahamowań, lęków. To intymna sfera, więc jeśli mamy ją z kimś dzielić, odkrywać nasze tajemnice, odważyć się wyrazić pragnienia, to tylko wtedy, kiedy naprawdę chcemy podjąć to ryzyko. I znowu – dzielenie się tą intymnością może budować relacje, przekraczanie granic może służyć miłosnemu związkowi. Z drugiej strony to paradoks – w bliskiej relacji partnerskiej z kochaną osobą na ogół trudniej wyjść z roli. Często fascynacja seksualna inną osobą czy podniecające marzenia o seksie z nowym partnerem tak naprawdę wyrażają nasze pragnienie bycia kimś innym w łóżku. Marzymy o uwolnieniu się ze zbyt ciasnych ram – o puszczeniu, rozluźnieniu, lataniu i lekkości w łóżku. Brzmi to kusząco, ale i groźnie. Nie przypadkiem określenia „puszczać się”, „rozwiązłość”, „osoba lekkich obyczajów”, „latawica” nadają pejoratywne znaczenie swobod-nym zachowaniom seksualnym, szczególnie w odniesieniu do kobiet.

Na razie skupiliśmy się bardziej na niebezpieczeństwach eksperymentowania w seksie, na zagrożeniach i przestrogach. A bywa, że nowość to jest coś!
Czasami jest to sięganie po nowe możliwości. W związku tworzenie relacji seksualnej to jak wyprawa w świat i poznawanie nowych lądów, oswajanie przestrzeni. Opanowujemy terytorium, poznajemy je, eksploatujemy, a kiedy się już nim nacieszymy albo gdy czegoś nie wystarcza, pojawia się impuls, by szukać dalej. Częsty kłopot to rozbieżność – jedno chce zmiany i nowości, a drugie nie.

Bo w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało naraz. Unikać więc ekscesów seksualnych czy nie?
Na szczęście nie wszystko da się w życiu zaplanować, skontrolować, przewidzieć. Takie ekscesy, które nam się przydarzają i które nas zaskakują, mogą nam uświadomić, czego chcemy, a czego nie. Eksperymentować, poszukiwać nowego czy zadowolić się tym, co jest? Zmiana jest częścią życia, a więc balansowanie pomiędzy jednym a drugim to rozwój. Na jednym krańcu stałość, pewność i bezpieczeństwo, wszystko wiadome, przewidywalne i ze mną, i z partnerem. Na drugim – zmienność, nowe możliwości, nowi partnerzy, nowe doznania, ekscytująca niepewność, podniecające niebezpieczeństwo. A pomiędzy tyle możliwości. Jeśli odważymy się je zobaczyć!

I oto my, ludzie liberalni, niechętni konserwatyzmowi, zamieniamy się nagle w moralizatorów. Problem w tym, że bez norm i zasad rozpadnie się nasza cywilizacja.
Z jednej strony jako humanistce „nic, co ludzkie, nie jest mi obce”. Wszystko może się zdarzyć w naszym ludzkim doświadczeniu. Mamy prawo przeżywać, odczuwać, eksperymentować i błądzić, mieć potrzeby, pragnienia, fantazje. I różne doświadczenia, nawet związane z ekscesami. Ważne, co z tym zrobimy, jak skorzystamy z tego majątku. Nic nie zwolni nas z konsekwencji naszych wyborów. Warto więc wziąć odpowiedzialność za własny seks. I zacząć go „uprawiać” jak prawdziwy, własny, cenny ogród, z miłością.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.