1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Kobiety są bardziej świadome swojej seksualności

Kobiety są bardziej świadome swojej seksualności

fot.123rf
fot.123rf
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Kobiety, mimo zdobyczy feminizmu, nadal są traktowane jako obiekt seksualny. A jednak są bardziej świadome swojej seksualności, niż mężczyźni zmagający się z przymusem erekcji i obrazem rozbuchanego samca – mówi seksuolog Michał Pozdał.

W jakim stopniu przekonania wyniesione z domu wpływają na naszą seksualność?

Myślę, że dobrą odpowiedzią na to pytanie są słowa znanej terapeutki Esther Perel: „Powiedz mi, jak byłeś kochany, a powiem ci, jak się kochasz”. Rzeczywiście tak jest, że przekonania wyniesione z domu nas kształtują − chociażby pod takim względem, że wpływają na nasze postrzeganie kobiecości i męskości. W kontakcie seksualnym obcujemy przecież nie tylko z drugą osobą, ale też z samym sobą. Ludzie często nie mają świadomości tego, że podstawą do tego, żeby mieć satysfakcjonujące życie seksualne, jest to, żeby umieć się samemu ukochać, mieć udany kontakt seksualny z samym sobą. Doświadczenia wyniesione z dzieciństwa są niezwykle istotne, np. to, czy sobie pozwalamy w dorosłym życiu na przyjemność płynącą z ciała, może wynikać z tego, jaki stosunek do cielesności mieli nasi rodzice. Seksualność to umysł, ale też w dużej mierze ciało, naszym największym organem seksualnym jest skóra. Pomyślmy, jak u nas w domu się traktowało skórę. Czy jak byliśmy mali i rodzice nas kąpali, to uważali na to nasze „mamo, nie do oczu!” czy po prostu lali wodę? Czy dzisiaj dajemy sobie prawo do tego, żeby przyjemnie się poczuć z samym sobą i z własnym ciałem? Czy potrafimy zadbać o to, żeby poczuć się bezpiecznie? My to wszystko mamy zakodowane, choć często nie mamy tej świadomości.

W jaki sposób możemy dotrzeć do naszych przekonań?

W psychoterapii systemowej mamy metodę genogramu, która pozwala spojrzeć wstecz na naszą rodzinę i odczytać różne przekazy wynoszone z domu rodzinnego, dotyczące mężczyzn i kobiet. Jeśli dwudziestoparoletnia kobieta ma problem z inicjacją, pomimo że jej związek trwa już jakiś czas, to np. może się okazać, że jej matka albo babka zaszła w ciążę przed ślubem, przez co została wyklęta i utrwalił się w tej rodzinie przekaz powtarzany kobietom z pokolenia na pokolenie: „Pamiętaj, tylko się nie zbrudź”. Tego typu przekazy są nam wdrukowywane. Albo: „Mężczyźni to świnie, bo popatrz, jak nas zostawił dziadek, jak nas zostawił tatuś”. Podstawową sprawą jest też to, jak w naszej rodzinie był definiowany seks – czy jako obowiązek, coś wstydliwego, jako przyjemność czy na zasadzie: „Pamiętaj, nie musisz kochać, musisz urodzić dwójkę dzieci”. Kolejna rzecz to kwestia przeżywania orgazmu – czy umiemy oddać się tej chwili, czy jest tak, że cały czas staramy się kontrolować. Ludzie mają czasem przekonanie, że radość i spełnienie płynące z ciała są czymś niedobrym, na co nie można sobie pozwolić. Żeby dotrzeć do takich przekonań, czasami wystarczy odrobina autorefleksji, czy to samodzielnie, czy podczas terapii albo nawet psychoedukacji, czasem też może po prostu pomóc książka lub film.

Z drugiej strony często to właśnie książki i filmy, te przeczytane i obejrzane w dzieciństwie, wtłaczają nam do głów pewne przekonania.

No tak, chociażby czekanie na księcia, który przyjedzie na białym koniu, albo wyglądanie księżniczki, którą spotkam i która nie będzie miała żadnych wad. Właśnie z bajek wynosimy też przekonania dotyczące zakochania się, że to będzie takie uderzenie, zresztą to często jest uderzenie, tylko że ten stan dość szybko mija.

I my z tym bagażem wyniesionym z domów i z bajek wchodzimy w związek. Powoli go rozpakowujemy i jesteśmy zaskoczeni, że np. ona wydala albo jemu śmierdzą stopy. Myślę, że kobiety są dzisiaj dużo bardziej odważne w konfrontacji ze swoimi przekonaniami, już nie boją się przełamywać stereotypu (też wyniesionego z bajek), że to mężczyzna zdobywa kobietę, a jej rolą jest tylko czekanie.

A czy kobiety potrafią mówić o swoich potrzebach?

Dla wielu nadal jest to problem, ale szala zaczyna już się przechylać na drugą stronę – facetów. Myślę, że prasa kobieca, książki i poradniki wyedukowały kobiety w kontekście seksualności i potrzeb. Kobietom zawsze łatwiej było przyznać się, że się źle dzieje, i mam wrażenie, że dzisiaj to mężczyźni mają problem z komunikowaniem swoich potrzeb, dlatego, że przekaz płynący dla mężczyzn jest taki, że jedynym ich celem jest „zaliczanie kolejnych baz”. Polecam zajrzeć do książki znanego terapeuty seksuologicznego Abrahama Morgentalera, „Dlaczego mężczyźni to udają”. Pokazuje ona to, o czym się nie mówi, że mężczyźni też udają orgazm, że nie zawsze mają ochotę na seks i że w ogóle to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, niż nam się wydaje. Tymczasem przekaz płynący do mężczyzn, już właśnie chociażby z bajek, jest taki, że oni zawsze muszą stanąć na wysokości zadania − w seksie dla mężczyzny oznacza to: mieć erekcję, mieć wytrysk i zapewnić orgazm partnerce. Także pigułki na potencję robią dużo złego męskiej seksualności, bo z jednej strony pomagają, a z drugiej promują przymus erekcji – erekcja musi być, jak jej nie ma, to wezmę pigułkę, żeby była.

A jak przekaz lansowany w takich programach jak „Warsaw Shore” wpływa na kobiety? Dlaczego dają sobie wmówić, że o ich atrakcyjności stanowią takie atrybuty jak napompowane usta i duży biust?

Seksualizacja mediów sprawia, że wtłacza się nam do głów, że nasza wartość zależy tylko od tego, jaką stanowimy wartość pod względem seksualnym. Żyjemy w czasach, kiedy media są przesiąknięte seksem i w ogóle wszystko jest nim przesiąknięte. Te programy właśnie pokazują takie zupełne wypaczenie i odczłowieczenie ludzkiej seksualności. Ja bym je pod względem przekazu porównał do filmów porno. Zazwyczaj mówi się o tym, że kobiety są tam traktowane przedmiotowo, ich ciała są pokazywane w sposób nierealistyczny, ale ja zachęcam do tego, żeby spojrzeć na to od drugiej strony – jak w tych programach jest prezentowany mężczyzna? A mianowicie tak, że cały czas myśli o seksie, uwielbia seks grupowy i przemoc. Jesteśmy tam pokazywani jako potencjalni predatorzy i gwałciciele. Paradoksalnie mam wrażenie, że to kobiety są tam bardziej podmiotowe niż mężczyźni, bo działają bardziej świadomie i mają pewną decyzyjność, a my jesteśmy prezentowani jako takie samcze, zwierzęce bezmóżdża, które chodzą cały czas w samych majtkach z widocznym półwzwodem.

A jak wpływa na nas to, że jesteśmy z każdej strony bombardowani seksem?

Mam wrażenie, że żyjemy w świecie, w którym przekroczono nasze wszystkie intymne granice. My zresztą sami dajemy przyzwolenie na ich przekraczanie. Włączamy TV i już przy śniadaniu oglądamy nagich ludzi, choć wcale tego nie chcieliśmy albo nawet nie pomyśleliśmy o tym, czy chcemy, czy nie. I to, że tego seksu jest pełno, przygotowało nas do tego, że z większą łatwością rozmawiamy np. o kwestiach technicznych, co oczywiście ma swoje plusy, ale z drugiej strony obserwuję, że nie potrafimy rozmawiać o emocjach. Kilka miesięcy temu robiłem badania wśród młodych ludzi na temat antykoncepcji i pytałem młode pary, 18−20-letnie, o czym mogą ze sobą rozmawiać. I deklarowali, że nie ma dla nich trudnych tematów. Jednak gdy przychodziło co do czego, to okazywało się, że owszem, mogą pogadać o tym, ilu mieli wcześniej partnerów albo że mieli wcześniej doświadczenia homoseksualne, ona może mu powiedzieć, jak osiągnąć orgazm, jak ją podniecić, kiedy przyspieszyć itd., ale już o takich sprawach jak lęk, wstyd albo o tym, że coś się nie udaje, kompletnie nie potrafili opowiadać.

Jakie mity dotyczące seksualności są wciąż aktualne?

Na przykład, że każdy mężczyzna uwielbia, jak się mu wykonuje fellatio, a okazuje się, że bardzo wielu wcale nie ma tak wrażliwej żołędzi, że jest to dla nich przyjemne, ale jak to mówił jeden z moich pacjentów: „na zasadzie pogłaskania po głowie”, a o wiele bardziej podnieca go stymulacja zupełnie innych stref erogennych, np. ucha. W ogóle funkcjonuje dużo mitów dotyczących męskiej seksualności, że facetowi zawsze się chce, że to kobietę może „boleć głowa”, a mężczyzna nigdy nie może odmówić seksu. Mężczyźni są dużo bardziej od kobiet zewnątrzsterowni – to nam się mówi, co jest męskie, a co niemęskie, że np. niemęskie są spodnie rurki albo jakiś kolor czy uległość w seksie. Mężczyzna przez całe życie buduje swoją tożsamość poprzez zaprzeczenie – najpierw musi zaprzeczać, że nie jest dziewczynką, potem, że nie jest już dzieckiem, a w końcu, że nie jest homoseksualistą.

A wracając do kobiet – z jednej strony są świadome i walczą o to, żeby nie traktować ich jak obiekt seksualny, z drugiej wrzucają na Facebooka wyzywające foty.

Pamiętam tę głośną sprawę, kiedy niepełnoletnie dziewczyny z woj. pomorskiego założyły stronę Dupeczki z Pomorskiego, która ma swoje klony właściwie w każdym województwie i dziewczyny tam same się tak pokazują. Ja myślę, że to wynika ze słabej edukacji seksualnej i w ogóle edukacji. Przecież my w Polsce uwielbiamy śmiać się z feministek. To chyba wynika ze strachu, że patriarchat jest powoli obalany, a przecież większość decyzyjnych stanowisk piastują w naszym kraju mężczyźni. Temat rozwoju feminizmu jest w Polsce tematem tabu, a to właśnie dzięki feministkom kobiety dzisiaj lepiej znają swoje potrzeby seksualne, wiedzą, że należy im się orgazm, że nie ma prowokacyjnych ubrań, bo takie stawianie sprawy przenosi winę ze sprawcy na ofiarę. To feministki pokazały nam, jak działa lalka Barbie, choć teraz mamy też lalki Bratz, które wyglądają jak nieletnie prostytutki. Dzięki ruchowi feministycznemu kobiety są lepiej wyedukowane w seksualności niż mężczyźni.

Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca SWPS, zajmuje się pracą z osobami doświadczającymi trudności w życiu seksualnym, od kilku lat prowadzi spotkania psychologiczne w ramach projektu Strefa Młodzieży SWPS, www.swps.pl/strefa-mlodziezy

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Nie wstydźmy się seksualnych pragnień - skąd się biorą zahamowania u kobiet?

Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

W wierzeniach związanych z seksualnością kobiece żądze wciąż pozostają na marginesie lub są podporządkowane przyjemności mężczyzny, a kobieta aktywna seksualnie przedstawiana jest jako nimfomanka. Psychoanalityczka Elina Reenkola trafnie wykorzystuje przykłady z „Kalewali” i „Metamorfoz” Owidiusza we własnej książce „Lumoavan pelottava nainen” (z fin. „Czarująco potworna”). Bohaterka „Kalewali” Louhi jest kobietą zmysłową, nierządnicą, często opisywaną jako brzydka, bezzębna, okrutna wiedźma. Reenkola rozważa, czy Louhi – podobnie jak Meduza w mitologii greckiej – mogła być z początku piękną panną, na którą ze względu na podejście do seksualności rzucono zaklęcie brzydoty. W poemacie Owidiusza Meduza współżyła z bogiem morza Posejdonem, czym rozwścieczyła Atenę, która następnie zamieniła jej złote włosy w węże. Kobiecą seksualność przez wieki postrzegaliśmy jako nieokiełznaną siłę i niebezpieczeństwo. Chcieliśmy ją ujarzmić i ograniczyć.

Na pewno niejedna kobieta, która miała wielu partnerów seksualnych, na jakimś etapie życia doświadczyła poczucia winy – całkowicie niepotrzebnie. Nie tylko historia, ale i współczesne społeczeństwo mogą umacniać dawne stereotypy – w wypowiedziach niektórych mężczyzn chętne kobiety regularnie przedstawiane są jako przerażające, narzucające się. Z pewnością wiele z nas przyzwyczaiło się już do wyrażeń typu „dziwka” czy „puszczalska”. Najlepiej puszczać to wszystko mimo uszu. Na szczęście większość mężczyzn ceni u kobiet aktywność seksualną. Pożądanie i przyjemność kobiety to czynniki, które tworzą ramy długich, szczęśliwych związków, a życiu w pojedynkę nadają radosny pęd. Kobieta ma pełne prawo do ochoty na seks i żądania przyjemności; jej cielesność jest całkowicie równa cielesności mężczyzny.

- Chciałabym, żeby kobiecy orgazm i pożądanie były bardziej eksponowane; żeby i o jednym, i o drugim rozmawiano otwarcie, bez obaw o napiętnowanie. Często mam wrażenie, że ze swoimi pragnieniami nie mieszczę się w ciasnych ramach, w które społeczeństwo wciska kobiecą seksualność. To frustrujące. Kobiecy orgazm niepotrzebnie jest tematem tabu, a jeśli nawet nie tabu, to przynajmniej czymś, co wzbudza ogólną konsternację. My też chcemy dojść, i to bardzo - zaznacza 25-letnia kobieta.

Kiedy badamy własną seksualność, niechybnie natykamy się na uczucia wstydu, winy, strachu i wewnętrznej blokady, które w którymś momencie z nią powiązaliśmy. Negatywne emocje mogą się w nas rozwinąć w bardzo wczesnym wieku albo znacznie później. Kiedyś na plaży zwróciłam uwagę na matkę i jej okołoroczne maleństwo. Dziewczynka siedziała zadowolona na ręczniku bez pieluchy i z ciekawością badała rączkami swoją waginę. Zauważywszy to, matka zbeształa ją mocnymi słowami, kazała zabrać stamtąd ręce, a potem szybko ubrała w pieluchę i kostium kąpielowy.

To dobry przykład tego, jak wcześnie mogą się zrodzić związane z seksualnością lęki i zahamowania. Strofując córkę, matka powiązała dotykanie siebie z czymś złym i wstydliwym, czego małe dziecko nie jest jeszcze w stanie zrozumieć – dla niego wszystkie części ciała są tak samo cenne i interesujące. Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, to seksualny rozwój dziecka może ulec zaburzeniu.

Pewna klientka opowiedziała mi kiedyś, jak w wieku szkolnym odkryła tajemnicę przyjemności płynącej z masturbacji, ocierając się o prześcieradło. Podniecenie i orgazm całkowicie ją zafascynowały. Pewnego dnia do jej pokoju w najmniej odpowiednim momencie weszła matka. To, co zobaczyła, bardzo ją rozgniewało, zaczęła krzyczeć, wyzywać dziewczynkę od brudnych i zabroniła jej kiedykolwiek robić to jeszcze raz w jej domu. Sytuacja wywołała w dziewczynce ogromny dyskomfort, wstyd i poczucie winy. Od tej pory masturbowała się już tylko, gdy miała pewność, że jest sama w domu – jednak nawet wtedy czuła się brudna, a w jej głowie pobrzmiewały echa słów matki.

Nawet jednorazowy epizod w życiu młodej osoby może nabrać dużego znaczenia. Ten przypadek analizowałyśmy na terapii z klientką, kiedy była już dorosła. W okresie dojrzewania tak czy inaczej jesteśmy bardzo uwrażliwieni – hormony przejmują kontrolę nad naszym umysłem, a ciało zmienia się bardzo szybko. To sprawia, że z dużo większą łatwością niż na innych etapach życia możemy się poczuć niewystarczający.

Czasami najboleśniejsza krytyka spotyka nas ze strony naszych partnerów. Na przykład, obniżone libido może zostawić głęboką ranę na seksualnej samoocenie kobiety, o ile nie będzie miała z kim o tym porozmawiać. Ciało kobiety może też zostać skrytykowane w okrutny sposób, kiedy między dwojgiem ludzi pojawia się przemoc fizyczna.

To bardzo ważne, żeby każda z nas rozpoznała, gdzie leżą jej własne granice i odważyła się ich bronić. Kiedy druga osoba je narusza, może nas to zranić dużo głębiej niż mogłybyśmy przypuszczać. Na pewno nie warto na to pozwalać tylko po to, żeby sprawić komuś przyjemność. Nawet w związkach nie zawsze trzeba zgadzać się na seks wyłącznie dlatego, że chce go druga osoba. Chęć zadowolenia partnera może jednak tkwić bardzo głęboko w nas. Praca nad oduczeniem się pewnych nawyków może zająć dużo czasu – a nawet wymagać terapii.

Najważniejsze, żebyśmy nauczyły się dwóch słów: tak i nie. Czas rozprawić się z mitami mówiącymi o tym, jaka ma być „prawdziwa” kobieta. My też możemy być aktywne i chętne, mamy prawo powiedzieć „tak” bez strachu, że zostaniemy posądzone o rozwiązłość. Jeśli mężczyzna nie może zaakceptować silnej seksualnie kobiety, to jego problem. Kobiety mają prawo do równej pozycji w sprawach intymnych i nie muszą nikomu się podporządkowywać. Jeśli kobieta chce cieszyć się dynamicznym życiem seksualnym z wieloma partnerami, to jest jej wybór. Sytuacje, które opisałam powyżej, prędzej czy później doprowadzą do tworzenia się wewnętrznych blokad, które wpłyną na nasze pożycie negatywnie.

- Pamiętam, że raz, kiedy kochaliśmy się  „na łyżeczki”, pomyślałam, jak to dobrze, że partner nie może w tej pozycji dostrzec, jak z bólu zagryzam zęby. Do dziś nie wiem, dlaczego tego nie zatrzymałam – wspomina 20-letnia kobieta.

„Tak” warto wypowiedzieć na głos, kiedy pragniemy seksu z drugim człowiekiem. Natomiast słowo „nie” może przydać się wielu kobietom już po tym, kiedy się na seks zdecydują. Z dbałości o własne granice i przyjemność, powinnyśmy umieć zakomunikować partnerowi, że czegoś nie chcemy, że coś sprawia nam ból lub po prostu – że chcemy zakończyć grę.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Jeśli masz poczucie, że w twojej sferze seksu jest wiele blokad i ograniczeń i nie potrafisz czerpać satysfakcji ze swojej seksualności – ta książka może być dla ciebie.

  1. Seks

Waga waginy - jak kobiety odkrywają swoją seksualność?

O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynkom pozwalano na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy. To paradoks, że więcej praw do oglądania i dotykania naszego „seksualnego serca” mają wszyscy inni, a nie my same. Kobietom potrzeba wiedzy o samych sobie – mówi terapeutka Olga Haller.

Nie ma dobrej nazwy – „wagina”, „pochwa” brzmią raczej okropnie, wszystkie inne określenia też są ryzykowne... Musi być więc problem również z myśleniem o tej części ciała, myślimy przecież słowami... Trudne są te określenia, ponieważ obarczone nadmiarem wstydu, braku akceptacji oraz zakazami. Nazywają to, co ukryte i nieprzyzwoite.

Wagina to miejsce centralne kobiety. Łączy ciało i duszę, tam zagnieżdża się życie, mieszka rozkosz i ból, a to, co zewnętrzne, łączy się z tym, co wewnętrzne. Dlatego podoba mi się określenie „seksualne serce”. Bo rzeczywiście – wagina to część ciała pulsująca, ukrwiona, żywa. Ta z rozchylonymi wargami mniejszymi kształtem może przypominać serce. Jest bardzo fizyczna – umięśniona, unerwiona i fizjologiczna, ze swoistymi funkcjami, wydzielinami, umiejscowiona blisko narządów wydalania. Zarazem jednak bardzo delikatna, wrażliwa, reaktywna – dzięki temu związana z emocjami i uczuciami. Jest narządem fizycznej miłości i siedliskiem odczuć seksualnych. Wreszcie to brama w głąb, do macicy, gdzie powstaje życie.

Słowo „wagina” jest coraz chętniej używane przez kobiety na określenie narządów płciowych z wyłączeniem macicy. Słowo „pochwa” nie jest lubiane. Ja też go nie lubiłam. Potem odkryłam, że odpycha mnie zawarty w nim aspekt bierności. Bo pochwa to przecież futerał na miecz – rzecz, która sama w sobie nie ma znaczenia, istnieje tylko dlatego, że miecz jej potrzebuje, a nie odwrotnie.

Życie seksualne to nauka. Ukryte zostaje ujawnione, obrasta znaczeniami i doświadczeniami... Kobiety nie mają w tej sferze łatwej autoedukacji. Nasze narządy płciowe są ukryte, trzeba się natrudzić, by tam zajrzeć. Na szczęście dzieci bawią się, kucając, to zwykle dobra okazja dla dziewczynek, żeby dojrzeć coś interesującego. Ale kto z dorosłych pozwala im na swobodne zainteresowanie i eksplorowanie złożoności sromu, cipki, pisi, jakkolwiek TO nazywamy? Nawet bardzo postępowe mamy lękają się, widząc badawcze działania swoich córeczek. Że się uszkodzą, przeniosą zarazki. Najczęściej boją się na wyrost. My, rodzice, zwykle nie czujemy się pewnie z intymnymi częściami własnego ciała, więc trudno nam swobodnie i trafnie reagować. A dziecku potrzebna jest prosta wiadomość, czym jest to, co widzi między nogami. Dziewczynki i chłopcy mają prawo być ciekawi, poznawać swoje ciała i widzieć, że mamę i tatę to cieszy, że rodzice są gotowi odpowiadać na pytania.

Zaskakuje mnie, jak często dzieci po kryjomu demonstrują swe tajemnice. Mnie to ominęło, niestety. I jakoś chyba zaszkodziło, czułem się gorszy, że ich nie znam... Kobiety podczas warsztatów przypominają sobie takie doświadczenia. Ciekawość różnic między chłopcami a dziewczynkami jest motorem zabaw i kontaktów, a gdy zostanie zaspokojona, odchodzi na dalszy plan. Jednak naprawdę rzadko zdarza się, żeby dziewczynki miały pozwolenie na poznawanie swojej waginy, odkrywanie jej złożonej budowy, dowiadywanie się o przeznaczeniu jej szczegółów. O ironio, może dlatego jesteśmy wolne od lęku porównywania wagin, ponieważ nie wyobrażamy sobie, że mogłybyśmy je pokazywać. Chłopcy za swą wolność płacą niepokojem, czy ich penisy mają właściwe rozmiary. Ale my i tak szybko to nadrabiamy, martwiąc się o proporcje innych części ciała…

W dzieciństwie chłopcy natrętnie próbują podejrzeć tajemnice dziewczynek. A te wysiłki spotykają się ze wstydem i przemilczeniem ze strony rodziców. Jedno i drugie jest bardzo kłopotliwie. Dorośli powinni z dziećmi rozmawiać. Co nazwane, oswojone, łatwiej poddaje się zdrowej kontroli. Znalazłam bardzo ciekawą stronę dla nastolatków w Internecie, gdzie w prosty, rzeczowy sposób lekarka objaśnia budowę i funkcję narządów płciowych kobiety i mężczyzny, pokazując to na przykładzie młodych osób obu płci. Omawia, dotykając dłonią w rękawiczce penisa, moszny, warg sromowych, łona. Najpierw czułam się nieswojo, patrząc na żywe osoby w roli modeli. Szybko jednak się oswoiłam. Zero zawstydzenia, dwuznaczności. Dokładnie tyle wiedzy, ile trzeba, żeby się dowiedzieć – bez konieczności domyślania się, wysilania wyobraźni. Kolejny raz pożałowałam, że sama nie mogłam otrzymać informacji w tak zwykły sposób od mamy lub innej zaufanej dorosłej osoby.

Kobietom potrzeba wiedzy o nich samych. A w sprawie waginy jest kompletne poplątanie – więcej praw do jej dotykania i oglądania mają wszyscy inni, a nie my same. To częste zjawisko, że dziewczyny poznają przyjemność seksualną z pieszczoty sromu, gdy pozwolą na to chłopakowi, wcześniej nie wypróbowując tego nigdy z samą sobą. Czy to nie nonsens?

Bywa, że w tych pierwszych doznaniach zaskakuje nas własna fizjologia – zmiana oddechu, siła podniecenia, śliskie i mokre wydzieliny, ich intensywny zapach. Jeśli dziewczyna nie wie dokładnie, co się dzieje, a jej podniecenie narasta, to bardzo łatwo jej się zagubić w tym zupełnie nowym, pełnym intensywnych cielesnych odczuć świecie kontaktów damsko-męskich. Oczywiście, chłopakom taka bezstronna wiedza podana przez zaufaną osobę jest także niezbędna! Też będzie im łatwiej, gdy poznają wygląd, budowę i fizjologię narządów płciowych swoich i kobiecych.

Prędzej czy później lądujemy w łóżku. I tam bywa różnie – tyle obaw, nieporozumień, czasami nieudolności. Prawie zawsze na początku jest wiele zaskoczeń... Często zdarza się, że nastolatka podczas pettingu jest zaskoczona intensywnością doznań chłopaka. Nie rozumie także, dlaczego on tak bardzo chce dotykać jej wstydliwego, „nieczystego” sromu. Dziewczyny odkrywają, że mają coś, co mocno działa na chłopaka. Ta determinacja jego dłoni, niecierpliwość w palcach, narastające podniecenie daje im poczucie nowej dziwnej mocy. Czasem ulegają temu złudzeniu i podrywając chłopaków, wykorzystują te władzę. Polując, same stają się jednak łupem. Kiedy nie mają wystarczającej wiedzy nabytej od dorosłych ani dobrego kontaktu ze swoim ciałem, pozwalają na więcej, niż chcą, bo nie wiedzą, czego chcą, co się właściwie z nimi dzieje. Trudno wtedy o kontrolę rozumu, o zdrowe decyzje. To źródło niechcianych ciąż i zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową. Dziewczyny dojrzałe fizycznie, a nieprzygotowane emocjonalnie i intelektualnie, dosłownie oddają swoje waginy w używanie przypadkowym partnerom. Podobnie dorosłe kobiety. Uprawiamy seks – małżeński albo nie, zachodzimy w ciąże i rodzimy dzieci, a nie odczuwamy związku z naszymi waginami. Często, odnajdując potrzebę udziału w kobiecej wspólnocie, zaczynamy wędrówkę do odnalezienia łączności ze swoją waginą. Wraz z nią wraca do nas poczucie mocy, sprawczości, twórczości. Wiele warsztatów o kobiecości i seksualności zachęca do tego. Najczęściej trafiają tam kobiety, których nie zadowala ich życie.

Ciekawe, że wiele kobiet odkrywa masturbację po raz pierwszy w dorosłym życiu albo na nowo, kiedy w ich związku pojawiają się jakieś trudności, najczęściej seksualne. Kiedy seks ustaje albo gdy dochodzi do rozwodu. Wtedy dopiero zaczyna się powrót do siebie. Nie wierzę, że kobiecie uda się zbudować prawdziwe oparcie w sobie bez odzyskania kontaktu ze swoją waginą.

Jak to zrobić? Wysłuchałam ostatnio relacji z ceremonii spotkania z własną waginą przeprowadzonej w kobiecym kręgu. Duża, ciepła sala, przyciemnione światło, miękkie zasłony w oknach, materace. Przy każdym lusterko, latarka. Uczestniczki przyszły ubrane tylko w pareo. Przy muzyce stopniowo się zrelaksowały i wszystkie w skupieniu przystąpiły do spotkania ze swoim „seksualnym sercem”. Wielu z nas przydałaby się taka ceremonia powrotu do siebie i do własnej siły.

Ciekawe, czy wiele kobiet jest chętnych na taki seans? Z relacji wiem, że małe dziewczynki same czasami odkrywają zdumiewające możliwości swego organizmu, chociaż nie znają nawet jeszcze słowa „orgazm”... O tak, wiele kobiet na warsztatach opowiada o swoich dziecięcych orgazmicznych doznaniach, np. przy okazji kołysania się okrakiem na poduszce czy misiu i w wielu innych sytuacjach. Organem, który szczególnie mocno reaguje, jest łechtaczka, a jej nazwa pochodzi oczywiście od czynności łechtania tego narządu, „wielce przydatnego, by zachęcać kobiety do aktu płciowego” – jak pisał starożytny grecki lekarz. Normalne, a nawet wskazane jest być za pan brat, czy za panią siostrę... ze swoją waginą: uznać ją za swoją, dobrze się czuć z jej wyglądem, kształtem warg sromowych, łechtaczki, z jej kolorem, zapachem. Zachęcam kobiety, by trenowały taki rodzaj patrzenia, który pozwoli im otworzyć się na samą siebie. Tak jakby patrzyły na różę albo inny kwiat, który kojarzy się z joni. Oglądaj jej płatki, dotykaj, wąchaj, smakuj, nie oceniaj, po prostu patrz i przyjmuj ją taką, jaka jest.

Olga Haller, psycholożka, terapeutka Gestalt, prowadzi wraz z mężem Adamem Centrum Counsellingu Gestalt w Krakowie.

  1. Seks

Inteligencja seksualna: na ile jesteśmy świadomi swoich potrzeb?

Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Wbrew pozorom nie po to, by bez zająknięcia wymienić nazwy stu łóżkowych pozycji czy świetnie się orientować w ofercie sex shopów. Raczej po to, by nasze życie erotyczne było udane i naprawdę zgodne z tym, co nam w duszy – a także w zmysłach – gra. 

Znajomość siebie, swoich potrzeb i zahamowań oraz warunków, w których możemy je przekraczać. Odwaga, żeby prosić o to, co nam naprawdę sprawia przyjemność, i gotowość, żeby dawać partnerowi to, czego potrzebuje. Wiedza o tym, co różni mężczyznę i kobietę. Umiejętność odmawiania i otwartej komunikacji w sprawach seksu, także rozumienia drugiej osoby, ale i własnych reakcji. Wszystko to właśnie zawiera w sobie inteligencja seksualna – termin, który robi ostatnio furorę.

– Inteligencja seksualna jest nierozerwalnie związana z akceptacją seksualności jako integralnej części osobowości, ale też z gotowością i motywacją do tego, by tworzyć satysfakcjonujące, oparte na bliskich relacjach, związki intymne. To niezwykle ważne, bo poziom inteligencji seksualnej decyduje o tym, czy jesteśmy zadowoleni z życia erotycznego – uważa Małgorzata Zaryczna, seksuolożka i psycholożka z Centrum Psychoterapii MAGO w Warszawie. – Im więcej wiemy o seksualności, relacji, bliskości i człowieku, z którym tworzymy parę, tym więcej mamy frajdy w sypialni.

Dobra wiadomość: z inteligencją seksualną jest nieco inaczej niż z poziomem IQ. Ten ostatni jest wrodzony, pierwszy – można skutecznie podnosić. I co ważniejsze – da się go w prosty sposób określić. Poprzez stopień zadowolenia z tego, co robimy w łóżku.

Tylko ty!

Zwolennicy i zwolenniczki wielu przygód i podbojów nie ucieszą się zapewne, ale według fachowców osoby naprawdę inteligentne seksualnie stawiają na jednego partnera. Wierność jest afrodyzjakiem!

– Dla satysfakcji w łóżku ważniejsza od ilości jest jakość – podkreśla Zaryczna. – Chcemy, żeby nasze życie seksualne naprawdę było na wysokim poziomie? Inwestujmy w budowanie dialogu z jedną osobą.

Jednak pogłębianie więzi, dbałość o potrzeby drugiej strony i komunikowanie swoich odczuć, zbyt często przerastają zdolność, motywację i chęć przeciętnych polskich kochanków. Oto typowy obraz współczesnego życia seksualnego: kilka minut stosunku, w tej samej co zwykle pozycji, rozładowanie i… koniec. Nie celebrujemy bliskości.

– Mądrze jest traktować seks nie tylko jako akt fizyczny służący rozładowaniu napięcia czy podreperowaniu poczucia własnej wartości, lecz jako zbliżenie, najgłębszy rodzaj kontaktu pomiędzy dwojgiem ludzi – uważa Zaryczna. – Inteligencja seksualna pomaga nam zrozumieć, że nie możemy stworzyć dającej prawdziwe zadowolenie więzi erotycznej bez emocjonalnej. Potrzeba seksualna leży bowiem blisko potrzeby bezpieczeństwa. A tego nie da nam kontakt z przypadkową osobą.

Potwierdzają to dobitnie badania dr Sharon Hinchcliffe z University of Sheffield, która przeprowadziła 46 wywiadów z kobietami w wieku od 23 do 83 lat. Okazało się, że tylko 10 proc. z nich odczuwało satysfakcję z przygodnego seksu.

Z kolei z badań dr. Michaela Milburna z University of Massachusetts w Bostonie, autora książki „Sexual Intelligence”, wynika, że najniższy poziom inteligencji seksualnej wykazują osoby często zmieniające partnerów. Mimo przemian obyczajowych dla większości ludzi wciąż najważniejsza jest stabilność i przywiązanie.

Jeśli wizja uprawiania seksu z jednym partnerem do końca życia przeraża nas, to dla sypialnianego dobra powinniśmy przynajmniej w kontaktach miłosnych stawiać na coś więcej niż wakacyjne, krótkotrwałe romanse.

Nie za daleko i nie za blisko

Kolejnym bardzo ważnym składnikiem erotycznej inteligencji jest umiejętne zarządzanie dystansem w związku, a właściwie wypośrodkowanie między wolnością a zażyłością. Powinniśmy się nauczyć dawać sobie przestrzeń bez oddalania się od siebie. Jeśli kontakt będzie zbyt intensywny, nasza erotyka tego nie zniesie: stłamsimy ją.

– Wiele osób chce być z partnerem tak blisko, by stanowić niemal jedno ciało – mówi Zaryczna. – To kiepski pomysł, bo przecież własne ciało raczej nas nie podnieca… Erotyka to obok bliskości także zaskakiwanie siebie nawzajem, nuta niedopowiedzenia, trochę odświeżającego dystansu.

Żeby między nami iskrzyło, nie możemy być ze sobą non stop. Kiedy kobieta idzie z mężczyzną na imprezę i obserwuje, jak on tańczy z innymi kobietami, i wie w dodatku, że one uważają go za atrakcyjnego – sama zaczyna go bardziej pragnąć. Podobnie mężczyzna, który zauważa, że jego partnerka się czymś żywo interesuje, że potrafi zatracić się w swojej pasji tak, że nawet o nim zapomina i trzeba ją „gonić” – widzi ją jako wartą starań, bardziej pociągającą.

Bądźmy inteligentni – nie traktujmy każdej niezależnej inicjatywy ukochanej osoby jako ataku na więź i bliskość. Pozwólmy jej zdobywać doświadczenia poza związkiem – żeby mogła je potem „przynieść” i w ten sposób wzbogacić to, co już mamy.

– Cała sztuka polega na tym, żeby być na tyle blisko, by tworzyć związek, lecz na tyle daleko, by nie wygasło napięcie seksualne – uważa seksuolożka. – Zmęczeni pracą, obowiązkami domowymi i dyskusjami o rachunkach, zapominamy, jak to było nosić podniecającą bieliznę i zawsze mieć ochotę na gorący seks. Warto kilka razy w tygodniu starać się odnaleźć w sobie echo tej kochanki czy kochanka, jakimi kiedyś byliśmy i nadal chcielibyśmy być.

Erotyczna mądrość to także rozmawianie o seksie, umiejętność komunikowania się, zadawania pytań, wsłuchania się w potrzeby partnera. My jednak mamy raczej tendencję do zabawy w jasnowidzenie: jeśli znamy partnera od lat, to uważamy, że nie musimy go o nic pytać, bo doskonale wiemy, co czuje i czego chce, a co mu się nie spodoba. W ten sposób zamykamy się w kręgu własnych wyobrażeń i okradamy z wymiany i możliwości wspólnego odkrywania nowych obszarów.

– Trudno się rozmawia o seksie, a chyba najtrudniej powiedzieć drugiej osobie, czego się chce – mówi Zaryczna. – Nie umiemy prosić o to, czego pragniemy, bo boimy się urazić partnera lub przed nim odsłonić. Poza tym wydaje nam się, że dobra komunikacja polega na tym, by skutecznie przekonać drugą stronę do tego, czego my chcemy. Nic z tych rzeczy! Chodzi raczej o przekazanie w nieofensywny sposób swoich pragnień – z gotowością i otwartością na czyjąś reakcję, nawet jeśli nie będzie po naszej myśli. Gdy ukochana osoba będzie robić dokładnie to, czego chcemy – szybko się tym znudzimy.

Tyle, ile trzeba

Mamy tendencję do myślenia, że udane życie erotyczne można zmierzyć częstotliwością uprawianego seksu. Im więcej, tym lepiej. Ale jeśli sprowadza się ono do kilku minut stosunku – to czy naprawdę warto przyznawać za to laury? Prędzej czy później odczujemy, że kochamy się wprawdzie często, ale dość mechanicznie…

– W wielu związkach przyjmuje to postać pościgu – uważa seksuolożka. – Jeśli nie mamy ochoty na seks, trudno odmówić partnerowi. Boimy się, że to postawi naszą relację nad przepaścią. Wysilamy się, by życie erotyczne nie zamarło, próbujemy nowych pozycji, eksperymentujemy. Tak jakby nasze życie miało stać się jakąś pustynią po tygodniu czy dwóch bez seksu!

A przecież „źródło” seksualności istnieje tak długo, jak długo tworzymy parę i chcemy ze sobą być. Nie staniemy się osobami aseksualnymi – no, chyba, że się znienawidzimy i nie będziemy chcieli mieć ze sobą kontaktu albo gdy tak się zbliżymy, że staniemy niemalże jednym ciałem i zdusimy erotykę. Jeśli nie wpadniemy w żadną z tych skrajności, seksualna pustynia nam nie grozi.

– Zmysłowe IQ to między innymi świadomość, że seksualność podlega naturalnym rytmom i wahaniom – podkreśla dr Zaryczna. – I na szczęście jest tak, że kochankowie, którzy są wrażliwi na potrzeby partnera, także te dotyczące częstotliwości uprawianego seksu, po jakimś czasie potrafią dopasować je do siebie nawzajem.

To, że jedna ze stron ma ochotę na zbliżenie, nie jest ani lepsze, ani gorsze od tego, że druga jej akurat nie ma. Tym bardziej, że brak chęci na seks nie jest jednoznaczny z brakiem miłości. Ważne, żeby szanować odmienne potrzeby seksualne. Interpretowanie ich braku jako ataku lub wycofania jest mało rozsądne. Równie dobrze moglibyśmy mieć do partnera pretensję, że jest głodny albo że nie chce mu się jeść. Niezrozumienie i zarzuty w tej kwestii budują czasem między ludźmi bardzo wysoki mur, bo to bardzo delikatna materia. Dlatego tak ważne jest, żeby je dobrze rozumieć. Odmawiając partnerowi, nie mówmy: „to źle, że mnie pragniesz, bo ja ciebie nie”. Powiedzmy raczej: „ja ciebie kocham, lecz w tej chwili naprawdę nie mam ochoty na seks”.

Inteligencja seksualna zawsze bowiem przyjmuje założenie dobrych intencji z drugiej strony.

  1. Seks

O wyjątkowości kobiecej seksualności

Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. (Fot. iStock)
Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Seksualność kobiety w szczególny sposób zależy od etapu, na którym ta kobieta się właśnie znajduje. Dlatego wraz z życiową zmianą trzeba ją zbudować na nowo. Dlaczego wciąż jeszcze jest to dla nas temat tabu – wyjaśnia psycholożka kliniczna i psychoterapeutka Katarzyna Kobyłecka-Bal.

Co to znaczy być kobietą seksualną? Zgodnie z definicją za seksualne uznajemy to, co dotyczy naszej płci i zaspokajania popędu płciowego. Odpowiadając sobie na to pytanie, każda z nas ujmie na swój sposób, jak wyraża własną seksualność, na ile jest w tym obszarze wobec siebie szczera, czy zna swoje preferencje i czy odnajduje tu osobistą satysfakcję. Nasza seksualność realizuje się na kilku poziomach. Na najniższym, biologicznym, kierowani jesteśmy odruchami i fizjologią  (w tym układu hormonalnego i nerwowego), a celem jest prokreacja.

Kolejny poziom – nazwijmy go psychologicznym – odwołuje się do przeżyć emocjonalnych, a jego celem jest doświadczanie przyjemności i rozkoszy. Na tym poziomie doświadczamy siły popędu seksualnego i tu zapisuje się nasza seksualna pamięć. W tej ostatniej zbieramy wszystkie przeżycia związane z seksualnością, które często wracają jako wzorce przeżyć. Dlatego wszelkie urazy i zranienia w sferze płciowości mogą rzutować na całe życie. Szczególnie te dotyczące pierwszych przeżyć, ponieważ działa tu tak zwany imprinting, czyli prawo pierwszych połączeń. Ostatni poziom, duchowo-intelektualny, jako cel stawia przeżycie miłości. W tym obszarze ogromną rolę odgrywa nasza samoświadomość, wyznawany system wartości czy poglądy religijne.

Od czego zależy to, jak przeżywamy naszą seksualność? Przede wszystkim od czasu i miejsca, w którym żyjemy, czyli naszego przekazu kulturowego, a także od psychobiologicznej komponenty, tak zwanego temperamentu seksualnego. Dla przeżywania seksualności bardzo ważny jest rodzaj relacji łączącej nas z partnerem, w tym zaufanie, jakim go darzymy. Dlatego gdy kłócimy się poważnie z ukochanym, seks następujący w tym czasie możemy postrzegać jako wymuszony obowiązek, a nie intymność, otwarcie czy samospełnienie. Zaopiekowane, zmysłowo uwodzone i bezpieczne, zapewne szybciej poczujemy ochotę na seks, a sama sytuacja będzie przyjemnością. W kwestiach zaufania ważny jest także temat granic, bo w seksualności kobietom trudno jest wyznaczać sensowne granice i odnaleźć się pomiędzy kulturowo narzuconą uległością a agresywną reakcją, gdy brakuje im wprawy w wyrażaniu siebie w tej sferze lub nie są przyzwyczajone do tego, by te granice wyznaczać w sposób asertywny. Konsekwencją niewyznaczania granic może być brak zdrowego kontaktu ze swoją kobiecą częścią w jej osobistym wymiarze i w oddzieleniu od tego, czego chcą inni, co sugeruje otoczenie czy co jest ogólnie przyjęte.

Jak zacząć budować kontakt ze swoją seksualnością, jeśli czujemy, że mamy z nią kłopoty? Z racji mojego wykształcenia myślę, że dobrym pomysłem jest odwiedzenie specjalisty seksuologa klinicznego lub certyfikowanego psychoterapeuty specjalizującego się w problemach natury seksualnej. Nie wyklucza to drogi samopoznania, polegającej na obserwowaniu własnych preferencji, ograniczeń i granic, w jakich czujemy się dobrze; na patrzeniu, co sprawia nam przyjemność, co chciałybyśmy poznać, co rozwijać, czego chciałybyśmy doświadczyć. Z uwagą i szacunkiem możemy przyglądać się swoim fantazjom seksualnym, by inspirować się nimi, ale odróżnić jednak od rzeczywistych erotycznych potrzeb. Niezmiernie ważne jest, by posiadać rzetelną wiedzę w tym zakresie i móc przekazać ją partnerowi ku rozwojowi wzajemnej relacji. To o tyle istotne, że kobietom kulturowo wpaja się, że to mężczyzna będzie wiedział, jak doprowadzić je do orgazmu. A taka nadmiernie pasywna postawa, na zasadzie „niech się domyśli”, jest dużym błędem.

Zwłaszcza że kobieta może zadbać o swoje spełnienie, nie korzystając z oferty mężczyzny. Z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego wynika, że 11–20 proc. kobiet regularnie uprawia masturbację. Masturbacja jest chyba bardziej powszechna niż się to deklaruje. Przypuszczam jednak, że znacznie mniej kobiet w porównaniu do mężczyzn korzysta z tej formy przyjemności seksualnej. Z praktyki psychoterapeutycznej wiem, że autoerotyka nadal jest kwestią wstydliwą i często jestem pytana, czy na przykład skoro ma się regularnego partnera, masturbowanie jest czymś normalnym. A przecież płynie z niego wiele korzyści. Z pewnością jest to forma aktywności seksualnej najlepiej oddająca ideę bezpiecznego seksu, służy samopoznaniu, dostarcza natychmiastowego rozładowania napięcia i rozluźnienia, z czego potrafią skorzystać już malutkie dzieci. A dbając o swoją satysfakcję seksualną, kobiety będą wyżej oceniały ogólne zadowolenie z życia.

Dlaczego wstydzimy się tego, co nas podnieca i daje spełnienie? Przede wszystkim dlatego, że jesteśmy tego nauczone. Poza tym nie potrafimy rozmawiać na ten temat, więc trudno zweryfikować, co jest dzielone przez innych. Na to miejsce zjawia się wstyd i poczucie, że to, co przeżywam, jest nienormalne, i że nie mogę o tym nikomu opowiedzieć. Kobiecie nadal nie przystoi być nadmiernie rozerotyzowaną ani też otwarcie mówić o swoich erotycznych fantazjach. Blokować może też nieumiejętność dostrzeżenia zasadniczej różnicy między fantazją a jej realną realizacją. Mogę fantazjować o tym, jak ekscytują mnie na przykład różne scenariusze krążące wokół motywu bycia porwaną i uprowadzoną, ale cały czar napięcia prysłby zapewne, gdyby przeżywać to w warunkach realnej obawy o własne życie, cielesną nienaruszalność czy wolność.

A czy pornografia może pomóc w wyzwoleniu seksualnym? Uważam, że pornografia bazuje na obrazie kobiety urzeczowionej, sprowadzonej do seksualnego obiektu – zabawki służącego do realizacji seksualnych potrzeb i fantazji mężczyzny. Zawsze zresztą dziwi mnie ten popularnopornograficzny scenariusz zbliżenia między mężczyzną i kobietą, rozpoczynający się od fellatio, przechodzący przez stosunek genitalny i obowiązkowo zakończony męskim wytryskiem. Zastanawiam się wtedy, w którym momencie tej fantazji kobieta może odnaleźć choćby ochłapy prawdziwej i zdrowej seksualnej satysfakcji. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to pewien poziom fantazji, jednak jej popularność i powszechna dostępność, przy prawie całkowitym braku edukacji seksualnej czyni potworne spustoszenie w naszej sferze intymnej. Tak wyedukowani mężczyźni – a dla wielu osób pornograficzne produkcje są pierwszym i głównym źródłem wiedzy o seksie – nie mają pojęcia o kobiecej seksualności czy choćby podstawowych strefach erogennych, a co więcej, mogą zostać kulturowo zimprintowani, by nie postrzegać partnerki w tej sferze jako osoby z konkretnymi potrzebami, pragnieniami  i uczuciami.

Pornografia jest też najczęściej pełna scen przemocy wobec kobiet. Powstaje więc obawa, czy jej częste oglądanie nie spowoduje wzrostu zachowań podobnych do obserwowanych. Obraz taki modeluje, poza postawami przemocowymi, niezważanie na potrzeby partnerki. Szkodą jest też wkładanie młodym kobietom do głów, że satysfakcja partnera odbywa się jedynie poprzez jej uprzedmiotowienie i wyzbycie się własnej przyjemności oraz zgadzanie się na wszystko. Wiem, że powstają różne produkcje, jednak mainstreamowy przekaz pornograficzny jest dla kobiet bardzo niebezpieczny.

Bardzo często nasza seksualność ginie w anachronicznych wyobrażeniach, które zwykle sprowadzają się do takich emocji, jak wstyd, wina, strach. Co z tym robić? Z jednej strony wynika to z tabuizacji samego tematu płciowości, szczególnie w odniesieniu do seksualności kobiecej. Sam język polski w swojej warstwie słownej najmocniej odzwierciedla, jak ważnym i niezręcznym tematem jest nasza płciowość. Zwykle nie znajdujemy słów, by swobodnie i bez nadmiernego skrępowania móc mówić o seksie – język staje się w tym momencie albo infantylny, albo bezosobowo medyczny, albo zwyczajnie wulgarny. Kultura – w przeciwieństwie do natury – jest tworem sztucznym, budowanym przez nas samych. Dlatego ważne jest, by dzieci mogły rozmawiać o własnej seksualności w domach, aby to od rodziców i innych ważnych bliskich uczyły się kultury słownej w tym zakresie, szacunku do siebie nawzajem i tolerancji wobec inności drugiego człowieka. Nasza płciowość rozwija się od narodzin, dlatego trudno przecenić wagę dobrej bazy w postaci merytorycznej wiedzy i właściwej edukacji.

Jak zatem zadbać o swoją dobrą seksualność? Dbając o wszechstronny rozwój własny, o stawanie się sobą na różnych poziomach, o rozpoznawanie siebie w różnych rolach, ale też poznając własne granice i preferencje, a także budując dobrą komunikację szczególnie z osobami najbliższymi, w tym oczywiście z partnerem. Myślę, że u nas, kobiet, w szczególny sposób seksualność zależy od etapu życia, na jakim jesteśmy. Inaczej bowiem realizuje ją młoda kobieta, inaczej matka niemowlaka, a jeszcze inaczej kobieta doświadczająca zmian okołomenopauzalnych, fizycznego starzenia się, zmagająca się ze skutkami chorób lub problemami z utrzymaniem ciąży. Na każdym z tych etapów konieczne jest zbudowanie się na nowo, by odnaleźć, jak zawsze niezmienny i konstytuujący nas archetyp silnej, oswobodzonej kobiety.

Katarzyna Kobyłecka-Bal, psychoterapeutka, specjalistka II stopnia psychologii klinicznej, diagnostka, biegła sądowa. Zajmuje się diagnozą i terapią osób z zaburzeniami z kręgu psychoz, nerwic, zaburzeń osobowości, zaburzeń adaptacyjnych, lękowych i depresyjnych.

  1. Seks

Do czego jest nam potrzebna inteligencja seksualna? - pytamy Kasię Miller

Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (fot. iStock)
Wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Pojęcie „inteligencja seksualna” stworzyli dr Sheree Conrad i dr Michael Milburn, badając, dlaczego mimo rewolucji seksualnej nadal brak nam w łóżku szczęścia. Z kolei autorką pojęcia „inteligencja erotyczna” jest Esther Perel, która w książce o tym samym tytule zastanawia się, jak dziś, w czasach „dyktatury równości”, mamy zaakceptować, że właśnie seksualna nierówność gwarantuje udany seks? Czy naprawdę inteligencja jest nam potrzebna, gdy nie mamy na sobie ubrań – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Seks w naturalny sposób łączymy z instynktami, podnietami, chemią, czyli siłami niezależnymi od naszej woli czy rozumu. Tymczasem pisze się i mówi o inteligencji kochanków. Czy więc to, co myślimy, ma znaczenie w łóżku? Przecież nie zakładamy firmy, tylko mamy się kochać. A może ta inteligencja to tylko taki amerykański modny wymysł? Ma znaczenie nie tylko, jak myślimy, ale i jak działamy, co wybieramy. Na początek opowiem dwie anegdoty z życia. Pierwsza to tragifarsa miłosna o obdarzonej inteligencją erotyczną młodej kobiecie, która umówiła się w hotelu na seks z atrakcyjnym, onieśmielającym ją starszym mężczyzną. Była tą randką tak przejęta, że jak tylko trafili do pokoju, chciała koniecznie umyć zęby i zrobiła to z takim zaangażowaniem, że wypadła jej koronka i utknęła w kolanku umywalki. Biedulka załamała się, była już i tak speszona, a tu jeszcze – szczerbata! Cała ochota na seks jej odeszła, chciała już tylko wrócić do domu. Ale jak?! Bez koronki? Sama jej jednak nie mogła wyjąć...

Zadzwoniła do seksownego polskiego hydraulika – a jej seks-inteligencja polegała na tym, że miała pod ręką jego numer!? To dobry pomysł mieć taki telefon zanotowany, ale akurat zrobiła coś innego, co też potwierdziło jej inteligencję erotyczną, a nawet seksualną mimo małego doświadczenia. Czekającemu na nią mężczyźnie powiedziała, choć bardzo się wstydziła, że nie dość, że brak jej wprawy w takich hotelowych schadzkach, to jeszcze nie ma zęba z przodu, bo koronka jej wpadła do kolanka umywalki. Na co on podskoczył uradowany. Jemu też niedawno przydarzyła się podobna przygoda, a więc więcej ich łączy, niż myślał. I zamiast spojrzeć na zegarek, mówiąc, że zapomniał o ważnym spotkaniu, lub też zająć się owym kolankiem umywalki, z ogniem w oczach zajął się jej kolankami. Jej bezradność, szczerość i otwartość plus urocze kobiece skrępowanie go urzekły. No i mieli udany seks, bo on wspiął się na wyżyny swojej sztuki, widząc w niej prawdziwą dziewczynę bez grama pozy, gry czy manipulacji… I, oczywiście, sam wykazał się wysokim poziomem inteligencji erotyczno-seksualno-emocjonalnej.

Jeśli więc stracimy ząb, nie musimy tracić okazji do superseksu i być skazani na randkę z dentystą? Na tym polega inteligencja seksualna, by coś, co mogło być brakiem, przekuć w atut. A teraz druga anegdota z życia, ale tym razem o braku inteligencji seksualnej i erotycznej u pewnej atrakcyjnej i doświadczonej damy, która miała całe mieszkanie wytapetowane swoimi zdjęciami w różnych gorsetach i innych peniuarach, by przypadkiem ktoś z gości nie przegapił, jaka to jest piękna. Owa dama zawsze przechwalała się przed przyjaciółkami, że w łóżku potrafi przybrać najbardziej korzystną pozę, a więc też każdego mężczyznę owinie sobie wokół małego palca. No i pewnego dnia poznała atrakcyjnego pana. Ów obciął ją od stóp do głów i powiedział, że wchodzi w to, ale tylko na rok. Nie jest bowiem jego zdaniem kobietą na całe życie, ale na udany romans, owszem. Nasza bohaterka co prawda myślała o czymś na stałe, ale była tak pewna swojej erotycznej siły, że już widziała, jak po roku ów mężczyzna traci na jej punkcie głowę i to ona zadecyduje, co z nim będzie dalej.

Rozumiem, że się przeliczyła? Całkowicie, bo choć żyli jak para, a nawet pomieszkiwali u siebie, to po roku on rzekł: „Dziękuję ci” (bo był dobrze wychowany), i zniknął. Odchorowała to. Nic dziwnego, trafiła na wyjątkowo zimnego i egotycznego faceta. Ale dostała nauczkę za swoją głupotę i prztyczka w nos za pychę. Zlekceważyła jego słowa, myśląc, że on nie wie, co gada. Ale wiedział. No ale jej brak inteligencji seksualnej widać było już w tym przedmiotowym traktowaniu swojego ciała, a potem i tego mężczyzny. Te jej pozy w łóżku, z których była tak dumna, to sygnał, że nie ma pojęcia, na czym seks i erotyzm polegają. Dowód na to, że nigdy nie traci kontroli, nie pozwala się unieść fali pożądania ani rozkoszy. Nie pozwalała sobie na to, by podążyć za swoimi potrzebami ani za mężczyzną, a to oznaki braku mądrości i seksualnej, i erotycznej.

Zgodnie z definicją inteligencja seksualna to wiedza o tym, co jest nam potrzebne do udanego seksu, empatia na potrzeby partnera i sygnały płynące z naszego ciała. Umiejętność rozmowy, kreatywność – o tym nieraz już pisaliśmy. Ale też dowodem na nią ma być, jak wynika z badań (m.in. prof. Johna Gottmana), bycie w stałym związku. Ci, którzy w nich są – osiągali w testach wysoką IS, a w łóżku poznali rozkosz. Głupcami okazali się za to podrywacze i „puszczalskie”. Bo nie idą w głąb, nie rozwijają się, powtarzają ciągle tylko początek – zakochanie, fascynację itd. A to dopiero pierwszy krok! Jednak wiedza o tym, czego się potrzebuje w seksie, jest, niestety, rzadkością, bo u nas nie uczy się, jak odkryć to, co lubimy, do czego jesteśmy stworzeni. Nikt nam nie powie, że trzeba szukać i znajdować, odkrywać swoje pragnienia zwłaszcza w seksie. Seksualność ludzka, a szczególnie kobiet, jest nadal poddawana obróbce, jeśli już nie przez tabu, to przez kompleksy, a od czasu, gdy uzyskaliśmy „wolność” – przez modę i pornografię. I jeśli już dziś czegoś powszechnie poszukujemy w seksie, to poklasku, uznania, połechtania próżności czy pogłaskania kompleksów. Nawet nasi kochankowie nie pytają, czego chcemy. Sami musimy to odkryć i jeszcze nauczyć się, jak to sobie dać, a to naprawdę ciężka praca. No i często jej nie wykonujemy i dlatego – sfrustrowani – wciąż zmieniamy partnerów.

Zamiast jakości ilość. Tymczasem to, co nas łączy z drugim człowiekiem, może się rozwijać w nieskończoność i w nieskończoność dostarczać nam coraz więcej, a nie coraz mniej, także rozkoszy. Drugim człowiekiem nie można się znudzić. Szaleństwo zakochania mija i dobrze, bo byśmy kręcili się w kółko naćpani hormonami, a seksualność może i nawet powinna się rozwijać, a wówczas obejmuje nie tylko nasze ciało, ale też umysł, serce, aż sięga po duchowość i dalej jeszcze po wszechświat. I gdy jesteśmy sobie bliscy na tych wszystkich poziomach, w tych wszystkich wymiarach bytu, możemy osiągnąć najwyższą, absolutną rozkosz.

Tak to czuję i tak sobie wyobrażam. Myślę też, że taki jest sens seksu tantrycznego, który stanowi jedną z dróg ku pełnej ekstazie. A mówiąc po europejsku: im więcej między kochankami intymności, bliskości, zrozumienia i zgody na siebie nawzajem, zachwytu, fascynacji, tym więcej doświadczą rozkoszy. Za byciem z jednym partnerem przemawia też sama fizjologia mózgu, bo jak się okazuje, im częściej ćwiczymy jakieś zachowania, tym silniejsze powstają w naszym mózgu tzw. ścieżki neuronowe. I wyobrażam sobie, że dwoje bliskich sobie ludzi może mieć orgazm, patrząc sobie w oczy z dwóch stron wypełnionej ludźmi sali.

Seksuolodzy jednak ostrzegają, że nadmierna bliskość to koniec pożądania. Perel pisze, że pożądanie rodzi się w szczelinie między kochankami, w tym, co ich różni, ciekawi, ku sobie ciągnie. I że ci inteligentni erotycznie nie pozwalają sobie na całkowite odsłonięcie. Zgadza się, nie można stopić się w jedno, zrezygnować z siebie. To nie jest intymność i bliskość. Nie wolno zostawiać siebie, zawieszać się na drugim człowieku, bo wtedy nie jesteśmy blisko nawet ze sobą, a co dopiero z kimś innym. By tworzyć intymność, dwoje ludzi ma mieć odrębne tożsamości, sprawy i tajemnice. Ale też intymność buduje to, że oni szepczą sobie na ucho, że nie opowiadają innym o tym, co razem przeżyli, że mają swoje wspólne sekrety, tajemnice, marzenia. Kobieta jest dla mężczyzny pociągająca, bo jest inna niż on. A mężczyzna jest dla kobiety sexy, bo nie jest jej lustrzanym odbiciem.

Właśnie! A polityczna poprawność w stylu amerykańskim, czyli równość niwelująca różnice, prowadzi do nudy w sypialni. Perel głosi genderową herezję, że seks demokratyczny, na równych prawach, to nuda, bo pożądanie to nie dziecko demokracji. Kobieta i mężczyzna, jeśli są wolni i spontaniczni, mogą być w sypialni panem i niewolnicą lub panią i niewolnikiem, a w salonie, kuchni i w pracy – partnerami. To wyraz prawdziwej wolności, inteligencji seksualnej i erotycznej. Możliwość zmiany, wybierania schematów zachowań w zależności od sytuacji i potrzeb, celów, do których się dąży, to prawdziwa mądrość sypialniana.

Perel pisze, że dla kobiet sukcesu, które kontrolują, kierują, planują i realizują, oddechem jest latynoski kochanek, który dominuje i napastuje, bo w jego świecie mogą odpuścić, oddać się, ulec. Opisuje właśnie taką parę: Amerykankę i Włocha. Kobieta przyznaje, że w sypialni zapomina o politycznej poprawności, stawia na rozkosz. Seks jest przygodą, dlatego nie może w nim być planów i nie może być demokracji. Jest jak przeprawa przez rzekę. Może nas porwać prąd, możemy z nim popłynąć cudnie bez wysiłku na drugi brzeg lub wpaść w wir, który nieźle nas wyobraca, tak że nie będziemy mogły złapać oddechu. Możemy też przedostać się na drugi brzeg, łapiąc jakiś konar... Nie da się nie zamoczyć i nie da się uniknąć szybszego bicia serca. Oczywiście, można cały czas być po tej samej stronie rzeki, ale to naprawdę nudne. Zamiast więc składać – wszędzie, a więc i w sypialni – deklarację bycia nowoczesną, genderową czy jakąś tam, lepiej być uczciwszą wobec siebie. Odkryć, gdzie i jak same siebie okłamujemy, i przestać to robić. Zignorować naszego wewnętrznego rodzica, czyli nadzorcę tego, co nie wypada – i zapytać wewnętrzne dziecko, czego ono pragnie od seksu, co lubi, czego by chciało. I tak idąc za swoim wewnętrznym głosem, takim płynącym z brzucha, krok po kroku rozwinąć własną erotyczną inteligencję. Jak zwykle gdy chodzi o coś ważnego i trudnego – małymi krokami, ale wytrwale. Zrobić więcej miejsca dla wewnętrznego dziecka, czyli naszych uczuć, potrzeb i energii. Sprawdzać, sprawdzać i jeszcze raz sprawdzać. Co nam odpowiada, sprawia przyjemność, daje rozkosz, a czego się wstydziłyśmy tak, że dotąd sobie na to nie pozwalałyśmy? Jeśli mamy ochotę, zacznijmy sobie na to pozwalać. Wrócić do przeszłości i przypomnieć sobie, czego nie zrobiliśmy, choć nas korciło, ale nie pozwolił nam na to lęk, wstyd. Jest wysoce prawdopodobne, że dotrzemy do zakazów z domu rodzinnego, i trzeba będzie wybierać, czy nadal być grzeczną, czy wreszcie szczęśliwą. Warto też czytać lektury pełne seksu o bohaterach przekraczających granice, oglądać takie filmy, rozmawiać o swoich zahamowaniach, dzielić się z zaufanymi osobami, najlepiej wzajemnie. Pisać do siebie listy z nowymi scenariuszami i potem je w realu urzeczywistniać.

A czy Katarzyna Miller ma inteligencję seksualną i jest erotycznie mądrą kobietą? Mam nadzieję, że tak, choć początki były nieudane. Ale dałam radę nie zrazić się całkiem i poczekać, aż trafię na mężczyznę, który mnie otworzy seksualnie. A wtedy przeżyłam niezwykłą wizję, że oto mam dłuuuugie srebrne włosy, które przeciągają mnie na drugą stronę kosmosu. Dziękuję mu za to! Bo też znalazłam się naprawdę po drugiej stronie, stałam się kimś innym. Już byle czym nie można było mnie zadowolić i wiedziałam, czego chcę od seksu, co on mi może dać i co ja mogę dać.