1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Nie ma seksu bez rozmowy – mówi seksuolog Andrzej Depko

Nie ma seksu bez rozmowy – mówi seksuolog Andrzej Depko

O bieżących problemach powinniśmy rozmawiać otwarcie, ale czy dzielić się wszystkimi doświadczeniami z przeszłości? To już sprawa dyskusyjna. (Fot. iStock)
O bieżących problemach powinniśmy rozmawiać otwarcie, ale czy dzielić się wszystkimi doświadczeniami z przeszłości? To już sprawa dyskusyjna. (Fot. iStock)
Jednym z warunków udanego seksu jest otwarta i szczera komunikacja. Dlatego tak ważne jest, by umieć mówić o swoich potrzebach, o tym, co nas cieszy w seksie, a co można udoskonalić. Seksuolog Andrzej Depko tłumaczy, jak nie narazić intymności na szwank.

Gdy nie jesteśmy w stanie powiedzieć o czymś partnerowi, bo się wstydzimy albo boimy się go urazić, nie przekazujemy bardzo ważnego komunikatu o tym, że należałoby coś zmienić. A gdy poziom frustracji sięgnie zenitu i w końcu o tym powiemy, druga strona może poczuć się urażona („Tyle lat było dobrze i teraz mi to mówisz?”).

Czy mówić o przeszłości?

O bieżących problemach powinniśmy rozmawiać otwarcie, ale czy dzielić się wszystkimi doświadczeniami z przeszłości? To już sprawa dyskusyjna. Po pierwsze, trzeba zastanowić się nad własną motywacją: Czy nie jest tak, że poprzez intymne wyzwanie chcę się od czegoś uwolnić? Po drugie – czy druga strona faktycznie chciałaby taką informację poznać? I czy jest na to przygotowana? Czy jest w stanie udźwignąć ten ciężar. Wyobraźmy sobie dziewczynę, która miała bardzo bogate życie seksualne, eksperymentowała i spróbowała wszystkiego, czego w seksie można spróbować. I nagle zakochała się w chłopaku, który nie miał żadnych doświadczeń seksualnych – był zahamowany i wylękniony i nie mógł uwierzyć, że ta piękna, doświadczona kobieta wybrała właśnie jego. A ona, chcąc mu pomóc, powiedziała: „Nie martw się, spróbowałam wszystkiego i wszystkiego cię nauczę”. Nie pomyślała, że jeżeli on nie był doświadczony i miał różne lęki, to takie wyznanie może zadziałać jeszcze bardziej blokująco. Chłopak zaczął się zastanawiać: „Czy podołam? Czy będę równie dobry, jak poprzedni? Czy ona nie pozostanie otwarta na doświadczenia z innymi?”. Ona dla tej miłości gotowa była zmienić swoje dotychczasowe życie seksualne, ale jej szczerość całkowicie go „wykastrowała”.

Każdy człowiek posiada indywidualną wrażliwość i zanim zechcemy podzielić się z kimś swoją przeszłością, musimy dobrze poznać jego typ osobowości. Możliwe, że ktoś namawia nas do wyznań z czystej ciekawości, ale może usłyszeć rzeczy, o których wcale nie chce wiedzieć. Bo z tą wiedzą trzeba sobie potem poradzić. Zawsze lepiej powiedzieć mniej, a najlepiej poczekać, poznać się dobrze i wtedy wysłać próbne sygnały typu: „miałam taki sen, że kochamy się analnie” albo: „miałam taką fantazję, że kochamy się w samochodzie”. Możemy wtedy poznać reakcję partnera i to też nie oznacza, że musimy o takim swoim doświadczeniu opowiedzieć. Bo jeżeli partner powie: „Świetnie, zróbmy to!” i będzie wspaniale, to po co psuć to uczucie zadowolenia, że zrobiliśmy razem coś fajnego i że zrobiliśmy to po raz pierwszy? Jeżeli partner nie będzie chciał podjąć takiej próby, to nie poradzi sobie również ze świadomością, że partnerka ma takie doświadczenia z przeszłości.

Wylewność nie popłaca

Nadmierna szczerość wcale nie służy budowaniu związku. Niektóre osoby domagają się szczegółowych opowieści, a potem zadręczają się swoimi wykreowanymi na tej podstawie wyobrażeniami. Rozpamiętywanie przeszłości nie jest nikomu do niczego potrzebne. Liczy się nasza teraźniejszość. Jeżeli ktoś się domaga od nas takiej szczerości, dobrze jest zbadać jego motywację, zadając pytanie: „Po co ci taka wiedza, skoro najważniejsza jesteś ty tu i teraz? A moje doświadczenia są skromne, bo czekałem na ciebie”. Do przeszłości nie ma powrotu, należy żyć teraźniejszością i przyszłością, a nie rozpamiętywaniem, co każde z nas robiło wtedy, gdy się jeszcze nie znaliśmy.

Przykładem na to, jak pragnąc przejrzystości, można zaprzepaścić przyszłość, jest historia pewnej pary. On namówił ją do zwierzeń, a gdy opowiedziała mu o swoim życiu seksualnym, nie mógł sobie poradzić z tym, że jest dwunasty. Gdyby był szósty, toby jej wybaczył. A tak wychodzi, że miała jednego partnera na pół roku i to, jego zdaniem, było za dużo. Jeden na rok byłby do zaakceptowania, więcej nie. Można powiedzieć, że zachował się niedojrzale. Najpierw namawiał na zwierzenia, udając, że ma to służyć budowaniu związku, ale ostatecznie nie chciał poznać partnerki naprawdę, wolał swoje wyobrażenie.

Osoby dojrzałe nie są zainteresowane przeszłością, mają silne przekonanie, że spotkały drugiego człowieka w odpowiednim momencie i od tej chwili chcą budować coś razem. Ci mniej dojrzali drążą przeszłość z powodu swoich lęków i niskiej samooceny.

Na imprezie, po drinku

W sprawach seksu lubimy się radzić zaufanych przyjaciół, chcemy polegać na ich doświadczeniu, czasem wydaje się to łatwiejsze niż pójście do specjalisty. Jednak zdradzanie tajemnic własnej alkowy może obrócić się przeciwko nam. Nie ma żadnego powodu, żeby chwalić się swoimi seksualnymi doświadczeniami przed przyjaciółmi. Przyjaźń jest wspaniała, ale rzadko wieczna. Po co przyjaciółce wiedza o naszym życiu seksualnym? Zwłaszcza że może kiedyś poczuje potrzebę ujawnienia naszych sekretów. Warto pamiętać, że system wartości znajomych może okazać się zupełnie inny. Mogą też silnie zareagować ze względu na głęboko skrywane podobne potrzeby. Tak jak to było w przypadku pewnej pary, która na imprezie po alkoholu zwierzyła się towarzystwu, że byli trzy razy w klubie dla swingersów i świetnie się bawili. I nagle okazało się, że w systemie wartości ich znajomych nie ma miejsca na takie zachowania. Usłyszeli komentarze typu: „Jak zwierzęta!”. Para zrobiła coś, co w powszechnej ocenie było nie do przyjęcia i straciła grono przyjaciół.

Inny przykład: dziewczyna rzuca na imprezie pomysł odwiedzenia klubu go-go. Ktoś pyta: „Byłaś tam z mężem?”. Ona odpowiada: „Tak, i było fajnie, chodźcie, zobaczycie”. Liczyła, że wesprą ją zwłaszcza mężczyźni i że taka propozycja ze strony kobiety ułatwi wszystkim jej przyjęcie. A okazało się, że panowie przyjęli sztywną pozycję, a jeden, który ją poparł, szybko się z tego wycofał. Od tej pory dziewczyna przestała być zapraszana na wspólne wyjścia.

Pozostaje jeszcze kwestia lojalności wobec partnera – jeżeli opowiadam przyjaciółce o swoim życiu seksualnym, niejako „zdradzam” partnera. Chyba że próbuję wiele razy rozmawiać z nim o naszych problemach i wciąż czuję się odrzucona i bezradna. Wtedy pozostaje jeszcze do rozstrzygnięcia kwestia, czy przyjaciółka jest w stanie udźwignąć taki ciężar i czy nie lepiej pójść z tym do osoby neutralnej, jaką jest terapeuta. Bo przyjaciółka może chcieć pomóc, ale niechcący namiesza ci w głowie, twierdząc, że skoro on unika seksu, to na pewno kogoś ma. A twoje reakcje pod wpływem takich przekonań z pewnością negatywnie wpłyną na waszą relację. Przyjaciółka może też zostać przeciążona problemem i poczuć potrzebę podzielenia się nim z kimś innym (w największej tajemnicy).

Chodźmy do lekarza

Tak jak z bolącym żołądkiem idziemy do gastrologa, z problemem komunikacji udajemy się do terapeuty. Jeżeli rozmowa z partnerem nie wychodzi, to nie czekajmy pół roku czy dłużej, lecz zajmijmy się tematem. To dojrzałe i odpowiedzialne podejście do związku. Nie chowajmy głowy w piasek, tylko rozwiązujmy problem. Terapeuta, czyli trzecia osoba, może nam pomóc zrozumieć, dlaczego poziom komunikacji w naszym związku jest słaby, jakie tkwią w nas ograniczenia. Pomoże nam się otworzyć, zwerbalizować problem i w efekcie go usunąć. I należy pamiętać, że jeżeli pojawiają się kłopoty w sferze seksualnej, nie znaczy, że są natury seksualnej. Najczęściej powodem jest problem komunikacyjny i bagaż negatywnych doświadczeń. Gdy te sprawy się rozwiąże, dylemat w sferze seksualnej najczęściej znika.

Niewiele można zrobić, jeżeli jedna strona nie chce dobra związku. Bo decyzja o podjęciu terapii jest dowodem na to, że komuś na związku zależy. Nie potrafimy przezwyciężyć trudności, ale relacja stanowi dla nas taką wartość, że chcemy o nią zawalczyć. Odmowa podjęcia terapii może świadczyć o tym, że problem faktycznie jest poważny – partner może mieć zupełnie inne wyobrażenia i plany na temat swojej przyszłości. Dobrze jest wtedy zapytać: „Dlaczego nie chcesz iść? Jaką masz motywację? Może ja tracę czas? Może nic już nie da się uratować?”.

Autoterapia nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie pomożemy sobie, czytając poradniki na temat naprawy związku, bo z przeczytania jednej książki nic nie wynika. Nikomu się w głowie od tego nie rozjaśni, a nawet może to jeszcze bardziej zaciemnić obraz sytuacji. Konkretną lekturę podsunąć może terapeuta, który fachowym okiem oceni, czego nam potrzeba. I choć jest w nas taka Zosia-Samosia, to ona sama najpewniej postawi chybioną diagnozę, z której trzeba będzie się dodatkowo leczyć. Bo to nie jest zadanie dla Zosi, lecz terapeuty.

Jak rozmawiać o seksie w parze?

  • Nie przechwalaj się swoimi doświadczeniami, zwłaszcza liczbą partnerów i rozmaitymi eksperymentami.
  • Nie rozmawiaj o przeszłości, dopóki nie poznasz dobrze motywacji drugiej strony.
  • Nie krytykuj i nie rób wyrzutów – jeżeli długo tłumiłaś swoje potrzeby, nie wylewaj nagle wszystkich żali, bo to uruchomi mechanizmy obronne, które uniemożliwią porozumienie.
  • Unikaj postawy roszczeniowej, bo wywoła ona zamknięcie się partnera.
  • Mów jak najwięcej o wspólnych seksualnych radościach, wzmacniając relację z partnerem.
  • Proponujcie nawzajem, co jeszcze radośniejszego możecie razem zrobić: Jak się pieścić? Gdzie się dotykać? Jakich technik spróbować?

Andrzej Depko, dr n. med., seksuolog, neurolog, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, certyfikowany seksuolog sądowy, autor książek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Wzwód - zawód

Większość mężczyzn doświadcza niemocy seksualnej na chwilę lub na jakiś czas – z przyczyn psychologicznych lub innych. (Ilustracja Getty Images)
Większość mężczyzn doświadcza niemocy seksualnej na chwilę lub na jakiś czas – z przyczyn psychologicznych lub innych. (Ilustracja Getty Images)
Tak jak kobiety potrzebują innych kobiet do potwierdzenia swojej siły, tak mężczyźni potrzebują przyzwolenia innych mężczyzn na słabość. Także tę związaną z seksualną potencją. Paradoksalnie jeśli masz dostęp nie tylko do własnej siły, ale i słabości, twoje możliwości wzrastają! - mówi terapeutka Olga Haller.

U źródeł impotencji mogą leżeć zarówno urazy, lęk, zmęczenie, jak i choroby, np. miażdżyca czy cukrzyca, albo substancje obniżające sprawność seksualną, np. alkohol, leki antydepresyjne.
Większość mężczyzn doświadcza niemocy seksualnej na chwilę lub na jakiś czas – z przyczyn psychologicznych lub innych. Potencja seksualna, jak wszystko w życiu, może być zmienna. A impotencja – to słowo ma swój ciężar, jest w nim jakaś ostateczność, żadnej nadziei. Czy też tak to słyszysz?

O tak. I od razu czuję jakąś wielką grozę. To nawet jest w języku: coś zrobić po męsku, czyli twardo. A miękko to po kobiecemu. Potencja to męska twardość, siła, twórczość, władza, zaś impotencja – tego przeciwieństwo i śmieszność. Nic dziwnego, że mężczyźni boją się impotencji jak diabła, a jak jest problem, to wolą go wstydliwie ukrywać.
Wzorzec mężczyzny silnego, twardego w działaniu, zawsze mogącego jest nadal powszechny. I samotnego wilka, który leczy rany w odosobnieniu. Mężczyzna w przypadku jakiejś słabości, np. choroby, bagatelizuje ją, nie bada się. Więc jak ma problem z potencją, to tym bardziej woli milczeć. A partnerka boi się pytać – by nie urazić, nie zawstydzić.

Krucha jest męska potęga, byle uśmiech, złe słowo, myśl czarna może ją obalić. Czy kobiety o tym wiedzą?
Chyba nie do końca... Mężczyźni bardzo to ukrywają, zachowują się tak, żeby nie przyszło nam do głowy, że łatwo ich zranić, że nie zawsze są pewni siebie. Czasem sami tego o sobie nie wiedzą. Jeśli więc nagle pojawia się problem ze wzwodem, to pierwszą reakcją jest niemiłe zaskoczenie, lęk i dezorientacja. To z kolei rodzi pełne napięcia oczekiwanie i w następnej sytuacji seksualnego zbliżenia reakcja może się utrwalić – typowy mechanizm, kiedy lęk i napięcie wzmacnia powtarzanie objawu.

Niemoc płciowa łatwo przekuwana jest w agresję. Sądzi się, że problemy z potencją mieli różni tyrani, że część ich agresji wobec świata to zemsta za kompromitację męskości. Miałaś takie doświadczenia z facetami? – nie myślę o agresji, ale o gwałtownym spadku możliwości. To jest reakcja łańcuchowa nieszczęść, jakby było się na szczycie wieży, co się wali... Mało jest oszczędzone kobietom, ale to jednak tak.
Tak, mam w pamięci takie sytuacje – w latach młodości, w początkach związku – paradoksalnie może właśnie z powodu jego wielkiego zapału i chęci męskość zawiodła. Ku wielkiemu zaskoczeniu nas obojga! Miałam na szczęście dosyć wyrozumiałości, że to minie, ale też intuicji: trzeba odpuścić i spokojnie zacząć od nowa.

Szczęśliwe ofiary chwilowej słabości, jeśli trafią na taką partnerkę. Nie miałem takiego szczęścia, będąc pewnie w wieku twego partnera. I było poczucie końca świata. Wszystko przez te nerwy...  A „to” – jak pytam teraz obie płcie – zaskakująco często się zdarza.
Mężczyzna jest tak zbudowany, że od razu widać, jeśli coś idzie nie tak. W jego przypadku nie da się udawać. Kobieta może wiele ukryć. Tym bardziej ważne, by istniało przyzwolenie na chwile słabości. Przede wszystkim od innych mężczyzn. A ze strony kobiet też, w ramach pomocy doraźnej.

Ale faceci rywalizują w seksie. Siła grozy impotencji tkwi także w tym, że stoi w sprzeczności z pierwotnym nakazem reprodukcji. Osobnik, co już nie może, odpada z gry.
Ale właśnie próbujemy różnić się od zwierząt. Instynkty, popędy to część naszej natury, jest jeszcze świadomość i wola, możemy więc nie tylko reagować i podlegać, ale i wpływać, zmieniać, kształtować. To nasz ludzki potencjał.

Mężczyźni, jak już mówią o seksie, to się przechwalają lub świntuszą. Niedawno kolega w moim wieku nagle zwierzył mi się, że coś ma z „tym” słabiutko. Byłem zdumiony i poruszony jego szczerością.
O tak, fala przemian coraz śmielej ogarnia i kobiety, i mężczyzn, to dotyczy ról, potrzeb. Fascynujące, jak różnice płci przestają nas dzielić, a niosą możliwość dopełnienia! Tak jak kobiety potrzebują innych kobiet do potwierdzenia swojej siły, tak mężczyźni potrzebują przyzwolenia innych mężczyzn na słabość. Paradoks – jeśli masz dostęp do własnej siły i słabości, twoje możliwości wzrastają!

Boimy się pokazać miękki brzuch. A kobiety nie zawsze to ułatwiają.
Tak, w grupach treningowych, które prowadzę, jest zwykle mało mężczyzn, czasem tylko jeden. Widzę zachwyt kobiet nad widoczną z bliska jego „miękkością” i ulgę: „on coś przeżywa, jest wrażliwy”. Jednak idzie za tym próba zawładnięcia, chęć zaopiekowania się jego słabością. Matkowanie to najlepiej znany sposób na bliskość z czującym mężczyzną. A oni boją się tego i słusznie. W grupie rozwojowej jest możliwość twórczego przekroczenia stereotypów, znalezienia własnej wolności w prawdziwym spotkaniu kobiet i mężczyzn. Ale w życiu? Emocjonalne ryzyko bywa zbyt duże, przepisy na mężczyznę gotowe, baby czyhają, a wsparcia facetów brak.

 
Na dodatek w tym dramacie impotencji jest element humorystyczny... Ileż kpin prowokuje ten problem. No cóż, trudne sprawy najłatwiej obśmiać. Zdaje mi się, że ojcowie często traktują z przymrużeniem oka problemy swoich nastoletnich synów. Czy wprowadzają ich w świat seksu, a jeśli tak, to czy mówią o tej delikatnej stronie ich seksualnej natury? Że mają prawo mieć kłopoty z potencją – podczas inicjacji czy kiedykolwiek. Jakie są twoje doświadczenia?

Ojcowie raczej nie uświadamiają, a jeśli już, to ten temat pomijają. Wiadomo, że potencję się ma, i już. W podtekście tego milczenia jest ukryta intencja – nie skompromitujesz ojca, nie przyniesiesz mu wstydu.
Mężczyźni uczą się więc od ojców nie przyznawać do słabości. Na drugim biegunie kobiety uczą się od matek, że wszelkie doznania genitalne to wstyd i odcinają się od swojej mocy. A przecież wszystkie te stany są ludzkie – właściwe dla obu płci. Z perspektywy humanistycznej nie ma żadnego powodu, aby reglamentować prawa do mocy lub niemocy.

Ale powiedzmy też prawdę: jego problemy z potencją to zawsze ważny znak dla partnerki. Jest wiele przyczyn, które mogą je wywołać, więc łatwo się pomylić w odnalezieniu tej właściwej. A sam bohater często nie chce mówić.
I co ona ma z tym zrobić? Może go jedynie wspierać. Ale tylko dotknięty problemem niemocy może znaleźć rozwiązanie. To dla niego znak, że za dużo pracuje, przeżywa stres albo doświadcza konfliktu uczuć. Że powinien się zatrzymać i poddać refleksji swój sposób bycia w związku.

Wyczuwam w kobietach myśl, że to męski problem, którego lepiej nie dotykać. Tymczasem rozmowa bywa tu najlepszym lekarstwem.
Tak, ale po pierwsze, ma to szansę w związku, w którym partnerom na sobie zależy. Tam, gdzie liczy się tylko seks, można się spodziewać, że on czym prędzej ucieknie, a ona odetchnie z ulgą. Po drugie, to naprawdę sprawa mężczyzny – ona tego problemu nie rozwiąże, może wspierać partnera. Rozmawiać – tak, ale nachalność i matkowanie są wykluczone. Najlepiej spytać go, czego potrzebuje. Najlepsza jest wyrozumiała obecność i spokojne powroty do seksu. To jak z upadkiem z konia, każdy jeździec musi to przejść, potem odleżeć, ile trzeba, i wsiadać znowu na konia. Nie pielęgnować lęku w odosobnieniu. A jak trudność jest nie do przejścia, sięgnąć po pomoc medyczną lub terapeutyczną.

Część kobiet wpada w panikę, na ogół uważają, że ich partner ma kochankę, że przestały być atrakcyjne albo nie są już kochane.
Mówiliśmy nieraz o tym, że łóżko to teren nie tylko do seksu, a seks nie zawsze służy jedynie naszej seksualności. Jeśli seks ma być sposobem na niezaspokojone inne potrzeby, to niesprawność seksualna jest tym większą katastrofą. Tracimy wtedy środek na uśmierzanie nieuświadomionego cierpienia! Jeśli mamy ze sobą słaby kontakt, łatwo wpaść w panikę, samooskarżanie lub oskarżanie innych. Albo sięgasz po rozmaite „dopalacze” czy „rozluźniacze”, które nawet jak pomogą, to na chwilę, po czym problem wraca ze wzmożoną siłą. W sytuacji choroby i lęków najlepsza jest otwarta rozmowa z lekarzem, poznanie różnych opcji, możliwych konsekwencji i świadomy wybór sposobu postępowania.

Seks nie musi być twardością i mocą, może być czułością i wyrafinowaniem. Pianista zwykle nie wali w klawisze. Erekcja jest tylko częścią seksu, mamy poza tym palce, język, nawet słowa. I czułość. Intuicja i wiedza mówią, że dla kobiet czułość jest najważniejsza. A mężczyzna nowej epoki też potrafi dać i przyjąć czułość.
W życiu na ogół jest więcej możliwości, niż nam się zdaje. Erekcja jest ważna, ale to niejedyna droga do spełnienia. Dostałam niedawno list od 60-letniej kobiety po przejściach. Jej sparaliżowany partner nie może tradycyjnie uprawiać seksu. A robią to z radością i sukcesem po swojemu. I ona pisze, że dopiero teraz odkryła radość seksu. Seksualność to dar na całe życie, a sposoby jej wyrażenia są nieograniczone.

U faceta nieuchronnie z wiekiem maleje potencja. Wiotczeją mięśnie, coraz mniej sił, a tu jeszcze taki wstydliwy kłopot. Ale wymyślono viagrę! To rozwiązuje wiele problemów mężczyzn, ale czy nie stwarza nowych?
Owszem, stwarza – nie ma cudów! Jak z każdym lekiem trzeba zachować dużą ostrożność. A starzenie się to osobny temat – jak wchodzić w starszy wiek ze zgodą na to, co przynosi, i z odwagą żegnania się z tym, co przemija. Ilu dorosłych synów patrzy na starych ojców z czułością i dumą? Ilu ojców starzeje się z poczuciem, że nie zdradzili siebie? Oby było ich coraz więcej – a odnalezienie w sobie zgody na moc i niemoc uwolni energię do pełni życia.

Olga Haller psycholożka, terapeutka Gestalt, prowadzi wraz z mężem Adamem Centrum Counsellingu Gestalt www.gestalt.haller.krakow.pl w Krakowie. 

  1. Psychologia

Czy warto mówić sobie wszystko w związku?

Gdy ona dopytuje
Gdy ona dopytuje "Ile miałeś kobie?", nie znaczy, że chce naprawdę wiedzieć. chce tylko trochę poprowokować. Podobnie gdy on pyta: "Czy z tamtym było ci lepiej niż ze mną?" (fot. iStock)
Bezgraniczne oddanie i potrzeba symbiozy z partnerem rodzi też pragnienie posiadania o nim pełnej wiedzy. Co, jeśli ukochany coś skrywa? Albo wyznaje rzeczy, których wolałabyś o nim nie wiedzieć? Pawła Droździaka, psychologa i psychoterapeutę, pyta Renata Mazurowska.

Przyznam, że zawsze mnie zadziwiała ludzka potrzeba, by w kolejnych związkach opowiadać sobie o poprzednich partnerach, na ogół źle…

To proste: poznajemy kogoś nowego, powierzamy mu swoje tajemnice i w ten sposób podkreślamy, że istnieje jakaś intymność, bo odkrywamy, że mówimy i robimy z tą osobą to, czego nie robimy z innymi. To rodzaj psychologicznych zaślubin. Opowieść o poprzednich partnerach jest czymś w rodzaju ofiary złożonej partnerowi, wiana wniesionego do związku.

Zaznaczamy nieważność poprzednich relacji, a podkreślamy ważność tej, którą właśnie zakładamy?

Tak, bo „teraz to ty jesteś tym kimś szczególnym, a te osoby stają się tylko historią”.

Jest też w tym pewna kokieteria: „Powiedz mi, że te przede mną nie miały znaczenia, że tak naprawdę dopiero gdy mnie spotkałeś, odkryłeś, że jestem tą jedyną, kobietą twojego życia”.

Gdy ona pyta: „Ile miałeś kobiet?”, to nie znaczy, że chce naprawdę wiedzieć, znać liczbę. Chce tylko trochę poprowokować, postawić pod ścianą, zobaczyć, jak partner sobie poradzi z tym pytaniem. Podobnie, gdy on pyta: „Czy z tamtym było ci lepiej niż ze mną?”. Przecież on nie chce usłyszeć, jak naprawdę wypadł w tym porównaniu. Chce coś dostać, ale czy to koniecznie musi być prawda? Co by wtedy z nią zrobił? Dlatego sądzę, że ta prawda powinna być zarezerwowana dla psychoanalityków albo na tę smutną chwilę, gdy swój aktualny związek bezpowrotnie chcemy zamordować.

Jest jeszcze inny aspekt mówienia sobie wszystkiego – to szczególny sposób unikania odrzucenia. Na zasadzie „Powiem teraz, od razu wszystko to, co najgorsze, i jeśli on mnie nie odrzuci, to później już raczej to nie nastąpi. A jeśli ma odrzucić, to lepiej od razu, zanim się zaangażuję. No więc od razu mówię wszystko”. Czasem to działa, bo rozbraja.

A co, jeśli naprawdę nie chcemy mówić o przeszłości?

Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do takiego sposobu rozpoczynania relacji, że sobie jednak o przeszłości opowiadamy, to może mieć pewien niepokój, gdy druga osoba nie chce o tym rozmawiać. Pojawia się obawa, czy to znaczy, że w tej przeszłości jakoś tkwi, nie potrafi jej dla mnie porzucić, zdradzić? Może tak być, ale może być i tak, że ta przeszłość ma na tyle traumatyczny wymiar, że dla tego kogoś jedynym sposobem radzenia sobie jest o tym po prostu zapomnieć.

A może chce zachować dawne przeżycia tylko dla siebie i byłego partnera?

Może, zwłaszcza jeśli ma bardzo rozbudowany aspekt lojalności. Mówi: „Owszem, jestem teraz z tobą, ale o poprzednim związku nie chcę mówić, bo mój ekspartner by tego nie chciał, a ja jestem zawsze w porządku”. Czy ktoś będący „zawsze w porządku” jest zdolny do miłości, czyli do sytuacji, w której traci się głowę? To ciekawy temat. Na pewno tego rodzaju postawa może wyjaśniać opór przed nieskrępowanymi zwierzeniami.

Poppsychologiczna kultura sugeruje czasem ludziom, że ich związek powinien być trochę jak skrzyżowanie talk-show z sesją psychoanalityczną. Mówcie sobie wszystko, to was wyleczy. Oczywiście, dobra komunikacja i otwartość to ważne rzeczy, ale to nie tak, że wywalanie sobie wszystkiego magicznie naprawia związek. Psychoanaliza nie jest tym samym co uwodzenie. Rządzi się innymi prawami.

Gdy partner objawi nam się w całej swojej szczerości, przestaje też być dla nas interesujący.

Pomyślmy: jeśli kobieta śpi w wałkach i maseczce na twarzy, to jest autentyczna, prawda? Prawdziwa. Niczego nie udaje. Jednak nie działa to dobrze na intymność w związku, bo ją zabija. Przekaz jest jasny: „Nie muszę już przed tobą niczego udawać”. On podobnie – chodzi w przepoconym podkoszulku, kapciach, powyciąganych portkach od dresu i jest nieogolony. Oboje siebie akceptują w pełni prawdziwymi, takimi, jacy są. Problem w tym, że tego rodzaju intymność zabija tajemnicę i nie pozwala fantazjować. Bo to, co nas pociąga w drugiej płci, to nie, jaka ta druga osoba jest naprawdę, tylko to, jak sobie ją wyobrażamy. Przyciąga nas bliskość, ale też pewien element fantazmatyczny.

Niemówienie o wszystkim partnerowi wynika niekiedy z chęci ocalenia własnej przestrzeni, ale może też rodzić się z lęku przed odrzuceniem. Czasem mamy naprawdę co skrywać. Na przykład jednorazowa zdrada. Mówić partnerowi czy nie? Psychologowie często radzą, żeby nie mówić, bo jeśli zdrada była „bez znaczenia”, to po co partnera ranić i go tym obciążać. Ja jednak uważam, że zdrada, także niewypowiedziana, i tak oddziałuje na związek.

Psycholog nie jest od tego, żeby traktować rozmówców jak dzieci, którym trzeba mówić, kiedy coś powiedzieć, a kiedy nie. O czymś takim mogą sobie ludzie przecież swobodnie zdecydować sami.

Jasne, że mogą, chcę tylko, żebyśmy się zastanowili, co oznacza – dla relacji, dla nas – gdy jedna z osób skrywa rzeczywisty ciężar dotyczący relacji. Czuje, że jest nie fair, a musi udawać, że nic się nie stało. Jak żyć z tajemnicą swojej zdrady?

To, czy jest to przeżywane jako ciężar, zależy od struktury danej osoby. Są przecież takie związki, gdzie ludzie lubią sobie opowiadać o swingowaniu i ekscytuje ich to.

Inni na przykład są w związku oficjalnie monogamicznym, ale nie czują zbyt mocno monogamii. Widzą ją raczej jako roboczy kompromis współpracy i dyplomatycznych przemilczeń. Tacy już są i śmiem twierdzić, że w większości przypadków obie strony jakoś to wiedzą. No i są też tacy, którzy się zadręczają, ponieważ wierzą w monogamię, a zdradzili, bo chcieli odpowiedzieć na jakąś zdradę partnera, na jakieś poczucie odrzucenia, prawdziwe bądź wyimaginowane, bo chcieli jeszcze raz odegrać jakiś swój życiowy dramatyczny spektakl „zbrodni i odkupienia”. Wówczas może pojawić się silna pokusa, by zdradę ujawnić, zobaczyć, co partner z nią zrobi, oczekiwać od niego rozgrzeszenia, zobaczyć jego ból, żeby wiedział, jak nas kiedyś bolało, albo doprowadzić do tego, że teraz on odejdzie pierwszy. To są czasem bardzo złożone, wielopiętrowe gry i nie sposób tego w jednej rozmowie pomieścić. Jedyne, co bym tu mógł sugerować, to refleksja na temat własnych najprawdziwszych motywów. Kiedy jest szczera, odpowiedzi przychodzą same.

Jest jeszcze inny rodzaj tajemnicy w związku – dotyczy pochodzenia. Ktoś ma jakiś rodzinny sekret albo sam tworzy tabu wokół jakiejś osoby. Przodek zbrodniarz, ojciec alkoholik, matka schizofreniczka albo babcia, która trzyma w domu 40 kotów i zbiera dla nich jedzenie po śmietnikach… Znam takie przypadki.

Szczególnie teraz często można to zaobserwować, gdy mamy do czynienia z szybkim awansem społecznym – ludzie boją się konfrontacji partnera i jego rodziny z własną rodziną, bo jest ogromna różnica klas. Masz rodziców alkoholików, może balansujących na granicy bezdomności, a wykształciłaś się i zrobiłaś karierę. Całe życie uciekasz przed tą przeszłością i jakoś nie możesz się z nikim związać. Aż poznajesz cudownego mężczyznę z tzw. dobrej rodziny, zakochujecie się i nagle podczas kolacji w świetnej restauracji zaczynasz mieć atak paniki.

To ze strachu przed odrzuceniem, gdy się wyda?

Nie tylko przed odrzuceniem. Są w tobie jakby dwie osobowości. Pierwsza – ta stara. Bierze się z tego miejsca, gdzie były krzyki, chowanie się pod stół, trauma. I nałożona na to druga osobowość, doskonale sobie radząca, akceptowana i społecznie podziwiana osoba, do tego na stanowisku.

Dwie tożsamości, które trudno złożyć w jedną?

Wręcz się nie da, bo duża część tej siły, która napędza sukces, pochodzi właśnie z tego, że chce się coś przykryć. Odczynić. Ale jej sedno bierze się z wrodzonego potencjału, który udało się zrealizować, mimo przeszkód, drogą ogromnego wysiłku.

A gdybym powiedziała o swoich obawach partnerowi?

To nie jest takie proste. Mówimy o wewnętrznym pęknięciu w tej osobie, o tym, że ona w sobie nie integruje tych dwóch części. Więc najpierw jest tajemnica przed sobą. Kim naprawdę jestem? Taki ktoś może mieć za sobą historię bardzo wielu upokorzeń, przed którymi ucieka. Dlatego odnosząc sukcesy, ma wrażenie, że to nie jest do końca prawdziwe. No i poznaje kogoś, kto może dla niego uosabiać lepszy świat, ma fajną rodzinę i tak dalej. I początkowo wszystko jest w porządku, ale w miarę jak związek się rozwija, zaczyna się rodzić coraz większy, nieokreślony niepokój – taka osoba zaczyna być drażliwa albo się zamyka, albo wycofuje z relacji – sama nie rozumiejąc dlaczego.

Tajemnice w postaci przemilczeń rodzą ogromne konsekwencje w związku.

Jeśli chodzi o wewnętrzne pęknięcie w czyjejś tożsamości, to fakt – może ono w ogóle uniemożliwiać człowiekowi stworzenie związku. Gdy mamy takie doświadczenia rodzinne, że inni nie przyjmują naszych uczuć, płacz jest karany, bezradność jest karana, błędy są karane – to może się zdarzyć, że każda sytuacja, kiedy sobie z czymś człowiek nie radzi, staje się sekretem do ukrycia. Taki człowiek jest przekonany, że jedyne, czym świat jest zainteresowany, to ta piękna fasada.

Abstrahując od zranień, które wiele osób wnosi do związku, to z pewnością są i takie tajemnice albo nieopowiedziane wcześniej historie, które pozwalają, nawet po latach, na nowo zainteresować się partnerem. Spojrzeć na niego z podziwem, zachwytem, niedowierzaniem. Uratowałeś topiącego się kolegę, wow! Byłeś punkiem w latach 80, super! Pisałaś kiedyś wiersze!

Ciekawe przykłady. Warto by wiedzieć, jak to się mogło stać, że takie, w gruncie rzeczy przecież wcale nie wstydliwe, tylko właśnie ciekawe szczegóły, nie weszły później w skład obrazu siebie w oczach drugiej osoby i dopiero po latach partner je odkrywa. Interesujące, jak to mogło się stać. Ukrywanie zranień i własnej tożsamości, od której się uciekło, to jedno. A drugą sprawą jest pytanie, na ile w ogóle kobieta i mężczyzna mogą stać się dla siebie zrozumiali i odkryci.

Budowanie magii w związku nie polega na tym, że relacjonujemy każdy szczegół. „Czy sposób, w jaki dochodzę z tobą do orgazmu, jest optymalny w porównaniu do tego, jak dochodziłam z Wiesławem? Ile dokładnie, ale naprawdę dokładnie, miałeś kobiet? Wymień je w kolejności i opisz, jaką miały figurę, porównując to z moją”. W związku warto być szczerym, ale pewne rzeczy lepiej zostawić na psychoterapię.

 

Paweł Droździak - psycholog, psychoterapeuta, mediator rodzinny. Prowadzi psychoterapię osób uwikłanych w związki, w których występuje element uzależnienia emocjonalnego

  1. Seks

Poplotkujmy o seksie

Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
W babskim gronie plotkuje się cudownie. O znajomych, dzieciach, pracy, modzie… O seksie? A jakże! Aby czerpać z tych zwierzeń jak najwięcej radości, dobrze jednak nie mówić za dużo.

Psychologowie nie mogą się nachwalić kobiecego upodobania do zwierzeń. Podkreślają, że dzięki intymnym rozmowom z przyjaciółkami kobiety rzadziej lądują na kozetce u terapeuty. Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość.

– Przegadując różne problemy, przekonujemy się, że na wszystko można spojrzeć z odmiennej perspektywy – potwierdza Anna Gawkowska, psycholog i terapeutka. – A to wzbogaca nas, nasz świat i poszerza spektrum jego przeżywania.

A jeśli tematem pogaduszek staje się rzecz tak intymna jak seks? Koleżanka płynnie przechodzi od problemów w pracy do narzekania na oziębłość partnera albo opowiada z detalami o wczorajszej szalonej nocy… Jak zareagować? Odwzajemnić jej otwartość? A może skierować rozmowę na inne tory?

Pięć razy „tak”

– Na pytanie, czy rozmawiać o seksie w gronie przyjaciółek, odpowiadam: oczywiście, że tak! – mówi psycholog. – Ale radzę, by opowiadać tylko o sobie. Co lubisz, czego nie lubisz; jakie masz fantazje, jakie doświadczenia; czego się boisz, co cię pociąga, a co niepokoi. Wtedy pozostaniesz lojalna wobec swojego partnera, a jednocześnie będziesz mogła skorzystać z wszystkich profitów, jakie płyną z takich pogaduszek.

A jest ich sporo…

1. Przełamują tabu

Większość z nas pochodzi z rodzin, w których się o seksie nie rozmawiało. W niektórych nawet rodzice się nie przytulali na oczach dzieci. Jeśli zostałaś wychowana w atmosferze seksualnego tabu, prawdopodobnie masz ogromne problemy z odkrywaniem, nazywaniem i ujawnianiem swoich cielesnych potrzeb. Rozmawiając z przyjaciółkami o seksie, oswajasz ten temat, uczysz się otwartości, przełamujesz opór przed rozmowami na łóżkowe tematy.

– Plotkując o seksie, nabierasz swobody w tym temacie oraz ćwiczysz słownictwo. Pozwoli ci to później lepiej komunikować się z partnerem – uważa Anna Gawkowska. – Wiele kobiet zwykle nie wie, jak ubrać w słowa swoje sugestie czy uwagi, tym bardziej że właśnie z partnerem rozmawiać jest najtrudniej – boisz się odrzucenia albo tego, że on poczuje się zraniony. Im większy ładunek emocjonalny, tym gorzej dla takich rozmów. Z przyjaciółką jest prościej: ona wysłucha, zrozumie, przytuli. I – co chyba najważniejsze – pomoże nazwać problem.

2. Dostarczają wiedzy

Opowieści przyjaciółek są nieocenionym źródłem wiedzy o seksie. Bo skąd masz ją czerpać? Filmy? Literatura? Przedstawiają zbyt wyidealizowany obraz erotyki. Pornografia? Jednowymiarowa, bo nakierowana głównie na mężczyzn. W dodatku pokazuje fizjologiczną i psychologiczną nieprawdę. Poradniki? Czemu nie, tyle że to nadal martwy przekaz, nie możesz o nic dopytać. – Poza tym poradniki opowiadają o anonimowych osobach, a przyjaciółki o sobie, czyli o kimś realnym, kogo znasz i do kogo możesz odnieść swoje zachowania czy uczucia – dodaje Gawkowska. Relacja innej kobiety bywa na wagę złota.

3. Oswajają lęki

Twój partner ma wybujałe libido. Zaczynasz się więc obawiać, czy nie jesteś oziębła. Ale kiedy usłyszysz od przyjaciółek, że w ich związkach jest podobnie – poczujesz ulgę, pomyślisz: „nie jestem sama”.

– Nie ma nic gorszego, niż żywić jakąś obawę czy lęk i dźwigać je w samotności – mówi psycholog. – Tym bardziej że seks to dziedzina, która w dużym stopniu wpływa na naszą samoocenę. Gdy przeżywasz wątpliwości tylko wewnątrz siebie, one ogromnieją. Skonfrontowane z życiem innych, nabierają właściwych proporcji.

4. Podsuwają rozwiązania

Przyjaciółki mogą podpowiedzieć, jak one sobie z czymś radzą, na przykład jak tłumaczą partnerowi, co je najbardziej kręci, a co nie, nie raniąc przy tym jego dumy i nie zrywając bliskości. Albo co dodają do sypialnianego repertuaru, żeby znów się zrobiło ciekawie. I często podrzucają rozwiązania, na które sama byś nie wpadła.

5. Otwierają na nowe

Rozmowy to także krok w kierunku większej swobody w łóżku: pomagają przesuwać granice. Na przykład mąż namawia na seks oralny, a żona uważa, że to nie mieści się w pojęciu „normalny seks”. Jeśli podzieli się swoim oporem z koleżanką, może od niej usłyszeć: „Ja to uwielbiam, ale musiałam się przekonać”. I jeśli nawet nasza bohaterka nie zgodzi się od razu ochoczo na propozycję męża, to na pewno zacznie myśleć: „A więc to nie jest zboczenie, ludzie się tym cieszą”.

– Pod wpływem zwierzeń innych kobiet zaczynasz patrzeć na nowe pełna ciekawości, a nie obaw. Zastanawiać się nad nowymi sposobami dostarczania sobie nawzajem rozkoszy – tłumaczy Anna Gawkowska. – W sytuacjach, w których kiedyś automatycznie mówiłaś „nie!”, myślisz: „a może?”. Zaczynasz inny etap: najpierw próbujesz. Nie odmawiasz już dla zasady, ale wtedy, gdy coś ci się rzeczywiście nie spodoba.

Ostrożnie z radami

W intymnych zwierzeniach kryją się jednak i pułapki. Pierwszą z nich jest groźba, że seks z partnerem – w zestawieniu z opowieściami koleżanek – niesłusznie zacznie ci się wydawać nudny.

– Powszechnie wiadomo, że jednym z powodów niezadowolenia z życia jest skłonność do porównywania się z innymi – ostrzega psycholog. – Mam coś, co wydaje mi się fajne. Ale cóż to? Koleżanka ma fajniejsze! I już moje wydaje mi się mniej atrakcyjne, przestaje cieszyć. To dotyczy także seksu. Nie dość, że media kreują nierealne wzorce idealnego kochanka i kochanki, to presja dorównania lub nawet przebicia doświadczeń przyjaciółek może popsuć całą przyjemność uprawiania seksu.

Uważaj też, kogo obsadzasz w roli punktu odniesienia. Bo jeśli swoje obawy powierzasz dość pruderyjnej koleżance, prędzej dodatkowo cię w nich utwierdzi, niż je rozwieje, a nawet wepchnie w irracjonalne poczucie winy czy wstydu. Z drugiej strony zbyt wyzwolona powierniczka może zacząć cię przekonywać do eksperymentu, na który w ogóle nie będziesz miała ochoty, no ale jak tu dyskutować z „ekspertem”?! Zresztą, z radami bywa tak, że najtrafniejsze są w stosunku do osoby, która ich udziela. – To, co sprawdziło się w innych związkach, nie musi zadziałać w twoim – ostrzega Gawkowska. – Każdą radę warto przefiltrować przez to, jaka jesteś, jaki jest twój związek, twój partner oraz czego chcesz w łóżku.

Wszyscy mamy swoje upodobania i wszystkie są jednakowo dobre, musisz tylko zastanowić się, które są odpowiednie dla ciebie.

Bohater drugoplanowy

Nie przesadzaj z uskarżaniem się na partnera w gronie koleżanek. Zwłaszcza takich, które go znają! Może się bowiem okazać, że twoje opowieści wpłyną na sposób, w jaki będą go postrzegać.

– Jeśli zbyt często opowiadasz, że jest kiepski w łóżku, za mało czuły, nieudolny lub, co gorsza, relacjonujesz ze szczegółami jego niepowodzenia – znajome zaczną widzieć twojego męża czy chłopaka jako skończonego fajtłapę i darzyć mniejszym szacunkiem także w innych dziedzinach życia – mówi Anna Gawkowska.

„Może zamiast negatywów skupić się na pozytywach” – myślisz. – „Cóż złego w tym, że pochwalę się wirtuozerią mojego kochanka w gronie wspólnych przyjaciółek?”. Bądź ostrożna, bo zbyt częste opowiadanie o waszych łóżkowych wyczynach niepotrzebnie zbuduje wokół twojego ukochanego erotyczną atmosferę. W konsekwencji niejedna przyjaciółka może spojrzeć na niego innym, łaskawszym okiem.

I nie ufaj bezgranicznie kobiecej dyskrecji. Zwłaszcza jeśli twoje przyjaciółki to jednocześnie żony kumpli twojego partnera! Nawet proszone o dyskrecję, mogą nie oprzeć się pokusie powtórzenia twoich rewelacji swoim mężom albo nawet palnąć jakieś głupstwo w obecności twojego ukochanego. Jak pewna kobieta, która po kilku drinkach żartem powiedziała do męża znajomej „o, samochód też masz malutki…”. Towarzystwo wybuchło śmiechem, a mąż obraził się śmiertelnie. Na żonę na długo, na jej przyjaciółkę na zawsze.

– Ujawnianie intymnych szczegółów na temat twojego związku i partnera bywa ryzykowne – mówi Anna Gawkowska. – W końcu jest to coś, co powinno być waszą prywatną sprawą i nie wykraczać poza próg sypialni. Zwłaszcza zdradzanie łóżkowych wpadek kochanka świadczy o nielojalności wobec niego. Dlatego zawsze z dużym wyczuciem opowiadaj o problemach, które nie dotyczą tylko ciebie samej.

W męskiej szatni

Kobiety, rozmawiając o seksie, zwykle mówią prawdę, bo w takich rozmowach poszukują bliskości. Są też przeważnie na tyle wstydliwe, że poruszają temat, kiedy naprawdę potrzebują pogadać. Mężczyźni odwrotnie: o seksie rozmawiają z łatwością. I jest to ich ulubione pole do głoszenia własnej chwały. Szczycą się ilością, różnorodnością i częstotliwością kontaktów seksualnych. Lubią być podziwiani i by im zazdroszczono. Często, by nie stracić w oczach kolegów, chcą się wykazywać osiągnięciami, nawet jeśli nie są prawdziwe. Trudniej też przychodzi im rozmawianie o problemach w łóżku. Mężczyzna prędzej pójdzie po leki do specjalisty, niż przyzna się kumplowi do swojej niemocy.