1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Wstyd w łóżku. O blokadach związanych z cielesnością i seksualnością

Wstyd w łóżku. O blokadach związanych z cielesnością i seksualnością

W naszej kulturze to kobiety dużo silniej odczuwają wstyd związany z nagością i cielesnością. Wynika to z przekonań nabywanych w procesie socjalizacji. (Fot. iStock)
W naszej kulturze to kobiety dużo silniej odczuwają wstyd związany z nagością i cielesnością. Wynika to z przekonań nabywanych w procesie socjalizacji. (Fot. iStock)
Czy uczucie skrępowania może motywować do rozwoju? Jak rozpoznać swój indywidualny kod wstydu? I dlaczego kobiety wstydzą się bardziej? Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o przekraczaniu barier związanych z cielesnością i seksualnością.

Skąd się bierze wstyd? Czy się z nim rodzimy, czy nabywamy go pod wpływem treningu społecznego? Jako małe dzieci wstydu nie odczuwamy. Z czasem jednak reakcje rodziców zaczynają wywoływać u nas określone emocje w konkretnych sytuacjach. W drodze procesu wychowawczego uczymy się, że ciało dzieli się na części „dobre” i „złe”. Te „dobre” (jak nos czy ucho) mogą pozostać na wierzchu, a te „złe” (takie jak wzgórek łonowy u dziewczynek oraz siusiak u chłopców) należy zasłaniać. Jako dzieci nie wiemy, dlaczego tak jest, ale poprzez strofowanie dorosłych kształtowana jest u nas strefa tabu i świadomość jej przekraczania wywołuje z czasem uczucie wstydu. Wstyd jest więc emocją nabytą w procesie wychowania.

Dwie strony medalu

Są osoby, dla których uczucie wstydu może być na tyle motywujące do rozwoju, że postanowią zrobić wszystko, żeby nigdy więcej nie odczuwać tej emocji. Wtedy wstyd staje się pozytywnym impulsem rozwojowym. Ale dla innych lęk przed ponownym popełnieniem błędu może być tak silny, że doprowadzi do wycofania się z relacji. A nawet do unikania nowych znajomości.

Treść i zakres wstydu uwarunkowane są kulturowo. Często towarzyszy mu poczucie winy, bo te dwa stany są ze sobą bardzo blisko. Poczucie winy najczęściej związane jest z jakimś konkretnym zachowaniem, które przekracza pewną normę. Jeżeli w sytuacji erotycznej mężczyzna będzie miał przedwczesny wytrysk, odczuje poczucie winy z tego powodu, że nie zaspokoił swojej partnerki i jednocześnie będzie temu towarzyszył wstyd, że nie sprawdził się jako mężczyzna. Poczucie winy możemy mieć w sytuacji, gdy zostaniemy przyłapani przez partnera na erotycznym czacie z kimś innym. Będzie ono wynikało z faktu, że daliśmy się złapać, ale niekoniecznie będziemy odczuwać wstyd, skoro świadomie zdecydowaliśmy się na taką aktywność. Z drugiej strony możemy wstydzić się jakiejś skazy na ciele, np. owłosionej brodawki, której nie zdepilowaliśmy i w związku z tym nie wejdziemy w relację erotyczną, ponieważ krępujemy się już samej świadomości własnej niedoskonałości. Ale poczucia winy nie mamy.

Wstyd kobiecy i wstyd męski

Częstym powodem odczuwania przez kobiety wstydu jest problem suchości pochwy. To przypadłość, na którą nie zawsze ma się wpływ. Wiąże się ze stanem zdrowia i może być efektem przyjmowania leków. Błony śluzowe w obrębie przedsionka pochwy i w samej pochwie muszą być dobrze nawilżone, żeby prawidłowo funkcjonowały. Suchość wywołuje ból o różnym nasileniu. Wysuszona błona zaczyna pękać i na jej powierzchni pojawiają się zakończenia nerwowe, które przy podrażnianiu wywołują ból. Nawet samo siedzenie powoduje uczucie silnego dyskomfortu. A w sytuacji erotycznej, gdy partner chciałby pieścić i dotykać pochwę partnerki, jego dotyk zamiast nieść przyjemność, powoduje ból. W związku z tym kobieta unika pieszczot w tej okolicy, podobnie jak stosunku, który też bywa bolesny. I jeszcze zanim dojdzie do etapu gry wstępnej, zaczyna się wstydzić, bo ma świadomość swojego problemu.

Dla partnera, który zna cykl podniecenia kobiety, lubrykacja to sygnał, że to, co robi, jest dla niej przyjemne. A jeżeli dotyka partnerkę i stwierdza, że mimo intensywnych pieszczot jest sucha, dla niego będzie to analogiczna sytuacja do tej, gdy mimo jej pieszczot, on nie dostaje wzwodu – zastanawia się, czy robi coś nie tak lub czy jej nie podnieca. Jeżeli natomiast trafi się partner, który nie będzie zwracał uwagi na jej reakcje, to jeszcze zanim dojdzie do stosunku, już sprawi jej ból. A ona będzie się wstydzić, że nie reaguje tak jak powinna. Jeżeli natomiast z powodu jej bólu stosunek zostanie przerwany, dołączy do tego poczucie winy, że nie zaspokoiła potrzeb swojego partnera. W przypadku problemów z erekcją u mężczyzny występuje podobny cykl emocjonalny – w pierwszej kolejności wstyd, a potem poczucie winy.

Ten pierwszy raz

Inicjacja seksualna to jeden z najtrudniejszych sprawdzianów tego, jak radzimy sobie z poczuciem wstydu. Nawet jeżeli mamy najdoskonalsze ciało, ale socjalizacja naszej seksualności odbywała się w otoczeniu, które wmawiało nam, że ciało od pasa w dół jest brudne, a seks przed ślubem grzeszny – to musimy przełamać w sobie wiele barier przed pokazaniem się nago. Zwłaszcza gdy przez 18 lat słyszeliśmy, że ciało jest czymś, co należy zasłaniać. Więc gdy osiągamy dorosłość, zakochamy się i chcemy się kochać, odczuwamy rodzaj skrępowania. Świadomość, że mamy się obnażyć, może być paraliżująca. Dlatego wolimy zgasić światło lub zakryć się kołdrą. Niektórzy potrzebują wiele czasu na to, żeby ten wstyd przełamać, a są też tacy, którzy nie przełamują go nigdy.

Nie bez powodu w naszej kulturze to kobiety dużo silniej odczuwają wstyd związany z nagością i cielesnością. Wynika to z przekonań nabywanych w procesie socjalizacji. Dla kobiety aktywność seksualna wiąże się silnie z kwestią płodności i prawdopodobieństwem zajścia w ciążę. Z tego powodu rodziny często tak wychowują córki, aby je przed tymi konsekwencjami uchronić, wpajając im od małego wymogi odpowiedniego zachowania się. Dodatkowo religia katolicka obarcza seksualność kobiety poczuciem winy i grzechu. Nie na darmo pani Dulska powtarzała swoim córkom: „Skromność skarb dziewczęcia”.

Indywidualny kod wstydu

Każdy z nas pielęgnuje swój osobisty obraz wstydu związany ze sferą ciała i seksu. Mają wpływ na to czynniki osobowościowe oraz środowisko, z którego się wywodzimy. Istotnym mechanizmem jest podejście do wpajanych nam norm i zasad – na ile je przyswoimy, a na ile zaczniemy kształtować się w opozycji, traktując je jak kajdany. Wstyd wiąże się z tym, co uważamy za normalne i nienormalne. Jeżeli mężczyzna pragnie pieścić oralnie swoją partnerkę, ale ona nie do końca akceptuje swoją łechtaczkę, to takie oczekiwanie partnera wywoła u niej zażenowanie. Uczucie to może wystąpić również u tego, kto prosi, bo musi przełamać w sobie barierę lęku przed negatywną reakcją. Jeżeli partner prosi o seks analny i wie, że proponuje coś, co oboje oceniają jako perwersyjne, to rozgrywa się w nim walka pomiędzy wstydem a silnym pragnieniem spróbowania zakazanego owocu.

Są różne oblicza wstydu i różne sposoby radzenia sobie z nim. Jeżeli dotyka nas wstyd destrukcyjny, z powodu którego wycofujemy się ze związków, możemy nie dać sobie sami z nim rady. W tej sytuacji konieczna może być pomoc psychoterapeuty. W związku możemy zwalczyć uczucie wstydu, dzieląc się nim z partnerem. Jeżeli jest empatyczny, istnieje szansa, że pomoże nam otworzyć się na nowe doświadczenia. Jeśli jednak zignoruje problem, wtedy nasza potrzeba zmiany zostanie zahamowana. W tej sytuacji konieczna będzie wspólna psychoterapia.

Wstyd mnie paraliżuje. Co robić?

Wypisz na kartce obszary swojego wstydu: „Czego dotyczy?”, „Od kiedy go odczuwasz?”, „Co jest jego źródłem?”. Da ci to pierwszy ogląd problemu, ale nie jego rozwiązanie. Zazwyczaj nie mamy wglądu w szereg uczuć, bo nie analizujemy ich pochodzenia. Uświadomienie sobie korzeni wstydu pozwala na jego oswojenie i osłabienie negatywnego oddziaływania. Choć nie jest to regułą i dopiero specjalista może tu pomóc. Każdy z nas jest indywidualną jednostką i w przypadku tego samego objawu metody postępowania będą różne.

Andrzej Depko dr n. med., seksuolog, neurolog, certyfikowany seksuolog sądowy, autor książek.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jak ułożyć sobie życie seksualne? - Katarzyna Miller o singielkach i samotnych matkach

Jak zadbać o swoją seksualność żyjąc w pojedynkę? (fot. iStock)
Jak zadbać o swoją seksualność żyjąc w pojedynkę? (fot. iStock)
Singielka, samotna mama, rozwódka – czy mogą mieć udane życie seksualne? To zależy od ich przekonań, mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. Te kobiety, które nie żyją w stałych związkach, czasem zasznurowują swoje libido i nie mają życia seksualnego, ale bywa też, że przywiązują do seksu zbyt dużą wagę. Dlatego warto wiedzieć, jakimi przekonaniami kierują się osoby, które znalazły radość seksu, choć zwykle śpią same.

Znam kobiety, które po rozwodzie skupiły się na wychowaniu dzieci, całkiem rezygnując z poszukiwania nowego partnera i seksu.
Po rozwodzie kobiety często zamykają się, skupiają na tym, by nastarczyć wszystkiego, co potrzebne dla domu. Chcą dla dzieci być i matką, i ojcem. Umęczone w tej roli superrodzica, coraz bardziej zasznurowują swoje libido. Mężczyzna, który się zaczyna koło takiej kobitki kręcić, dostaje po łapach. Bo ona myśli, że w ten sposób raz na zawsze ma rozwiązany problem z mężczyznami. Ona się nie puszcza i koniec! Ma przecież dzieci, więc nie będzie do domu przyprowadzała obcych.

To dobrze, że stawia dzieci, a nie swoją, że tak powiem, chuć na pierwszym miejscu.
Często postępują tak kobiety, które wyszły poranione z poprzedniego związku. Ale jeśli naprawdę myślą o dobru dzieci, czym prędzej powinny zdać sobie sprawę, że wybrały zły sposób. Dzieci zasznurowanych matek wyrastają w nieprawdziwym świecie. Ich seksualność dopiero się rozwija, a dostają jako wzór matkę, która się seksu wyrzekła, więc ma też małe zrozumienie dla ich potrzeb seksualnych. Oczywiście bez seksu można żyć. Jednak seks w tym domu staje się tematem tabu. Dzieci są pozbawione czegoś ważnego: widzą matkę tylko w jednej roli, nie wiedzą, że ona jest też istotą seksualną. Oczywiście, nie najlepiej mieć stały rozgardiasz w życiu dlatego, że mama ma temperament, ale też nie musi ona żyć w abstynencji. Tym bardziej że wtedy przekazuje dzieciom niechęć wobec seksu.

Skoro abstynencja nie jest dobra ani dla dzieci, ani dla matki, co powinna zrobić kobieta, która do tej pory rezygnowała z seksu?
Dzieciom powiedzieć: „Jestem dorosła. Rozstaliśmy się z waszym ojcem, ale nie zamierzam z tego powodu być zawsze sama. To jednak, czy z kimś będę na stałe, zależy od tego, czy spotkam kogoś, kto okaże się godny i mnie, i was. A na randki będę chodziła, kiedy będę miała na to ochotę”. Ale też nie musi spotykać się z mężczyzną, by mieć seks. Istnieje przecież masturbacja. Może o tym nie chcieć pamiętać, bo kiedyś ksiądz jej powiedział, że to jest złe. Pewnie słyszała też, że jeśli sama sobie daje seks, to jest on gorszy niż ten, który może jej zaoferować mężczyzna. A przecież sami możemy najpełniej poznać własne ciało, jego reakcje i potrzeby. Niestety, jesteśmy wychowywane w przeświadczeniu, że okazywanie miłości samej sobie to dowód na to, że nikt inny okazać nam jej nie chce. A jest odwrotnie. Okazywanie miłości sobie to droga do nauczenia się, jak przyjmować ją od innych, dostrzegać to, co oni chcą nam dać. Umiejętność kochania siebie także nas uniezależnia.

Jest tak dużo singielek, że pewnie coraz więcej z nas umie żyć własną miłością.
Oczywiście, że i tak jest, ale są też singielki, które dużo randkują, flirtują z mężczyznami – nieżonatymi i żonatymi, żeby tylko coś się działo. Bo inaczej robi się pusto. Długie związki raczej im się nie udają, bo dziewczyny są zbyt napięte, wchodzą w relacje z przymusu, a nie dla przyjemności. Nie jest to dziwne, bo kobiety nadal uczy się, że ich wartość musi być potwierdzona, niejako ostemplowana męskim zainteresowaniem, więc łatwo nam popaść w uzależnienie.

A jeśli taka uzależniona od męskiego zainteresowania singielka ma dzieci? Niektóre dzieci mówią: „Trudno. Mama tak ma, że musi, a jak musi, to trzeba się z tym pogodzić”. Mają do tego stoicki, filozoficzny stosunek. Ale są i takie, które się buntują, kłócą z matką. Obrażają ją, wyzywają. Inne ciężko to przeżywają, bo myślą, że one to dla mamy za mało, że są nieważne. Te postawy dzieci są zależne od tego, czy ich matka sama daje sobie prawo do uprawiania seksu. Wiadomo, że dziecko nie zastąpi kobiecie partnera. Ale też nie godzi się porzucać dziecka dla mężczyzny. Może być i tak, że dzieci widzą mamę nieszczęśliwą, bo ten pan, co przychodził, już nie przychodzi. Teraz nowy się pojawił, ale i tak wiadomo, że za jakiś czas go nie będzie. Te dzieci nie mają prostego dzieciństwa.

 
A ich matki jak się czują?
Często mają wyrzuty sumienia, ale trudno im przestać biegać za mężczyznami, skoro dzień bez flirtu czy chociaż komplementu to dla nich dzień stracony. W uwolnieniu się od tej zależności może im pomóc pokochanie siebie. A wtedy nie męczy poczucie, że coś umyka: „taka młoda jestem, taka ładna i co? Nie wykorzystam tego?!”. Na szczęście jest coraz więcej kobiet, które chcą się uniezależnić. Wiedzą już, że wewnętrzny spokój to skarb, a nie synonim nudy czy monotonii, że mężczyzna nie wystarczy do ułożenia sobie życia.

Przed zbytnim korzystaniem z wolności seksualnej powinny nas powstrzymywać choćby wyniki badań, które mówią, że kobiety emocjonalnie wiążą się z partnerem, z którym uprawiają „tylko” seks.
To fajna damska cecha, że pojawia się w nas czułość i zaangażowanie w efekcie bliskości cielesnej. Ale smutne i bolesne jest pozostanie w tej czułości bez odpowiedzi. Dajemy się nabrać – same się nabieramy z powodu małej wiedzy i doświadczenia oraz tragicznej w skutkach skłonności do ulegania iluzjom. Seks dla seksu może być ważnym doświadczeniem dla dziewczyn czy kobiet, dać im wiedzę, która w przyszłości pomoże w dokonywaniu świadomych wyborów. Nie uczą się dzięki romansom te dziewczyny, które mają niską samoocenę, one czują tylko, że dały się wykorzystać. Przypadkowy seks je rani. Czekają na telefon i kwiaty, a tych nie ma.

Z przypadkowego seksu robi się czasem przypadkowe dziecko…
Kobieta samotna powinna pamiętać o antykoncepcji, mieć chociaż prezerwatywy w torebce. Na wszelki wypadek.

Wracając do rozterek samotnych mam: kiedy można zaprosić mężczyznę do domu, żeby nie narazić emocji dzieci?
Dopiero kiedy kobieta pozna go na tyle, żeby wiedzieć: „będzie potrafił rozmawiać z moimi dziećmi”. Nie trzeba czekać aż do zaręczyn, bo chodzi o to, żeby dzieci zobaczyły mamę w innej roli – w relacji z mężczyzną. Ale też nie przyprowadzać nowego partnera, dopóki nie jest się pewną, że oboje chcemy być razem, że się zaraz nie rozstaniemy. Trzeba go też wprowadzać do rodziny stopniowo. Jeśli dzieci poznają przyjaciela mamy na spacerze, potem pójdą z nim na lody, a kiedyś jeszcze mama zaprosi go na obiad – wtedy wszystko jest tak, jak być powinno. Dzieci uczą się, że bliskość nie powstaje natychmiast. A seks nie jest potrzebą, którą trzeba niezwłocznie zaspokoić. Ulegając impulsowi, można rozładować napięcie, ale nic więcej. Taka nauka jest dzieciom potrzebna, bo pospieszne zaspokajanie potrzeb czyni ludzi płytkimi.

Kiedy partner mamy może zostać na noc?
Lepiej seks fundować sobie poza domem, szczególnie jeśli mamy tendencje do krótkich związków. Nie jest dobrze przyprowadzać co chwila kogoś nowego do domu i mówić, że mamusia tak lubi. Kobieta ma prawo robić, co chce, ale tylko sobie. Nie ma prawa robić tego dzieciom. A jeśli co tydzień przyprowadza kogoś innego, przestaje być w ich oczach tą dorosłą, która daje poczucie bezpieczeństwa. Sama zachowuje się wtedy jak bachor, który nie potrafi powstrzymać się przed zachciankami. Dzieci mają mieć swój dom, a nie mieszkać w domu przechodnim, bo wtedy nie wiedzą, czyj to dom.

Nie wszystkie kobiety postępują tak rozsądnie.
Czasem pozwalają dziecku rządzić. A przecież dziecko nie ma podstaw, żeby decydowało za mamę. Syn mówi do matki: „nie wolno ci!”. I ona mu ulega. Ale to jest postawienie sprawy na głowie. Dziecko wchodzi w rolę rodzica. Czasem też matki zamieniają córki w przyjaciółki i się ich radzą. Tymczasem córka to córka. Nie wolno jej wykorzystywać. Trzeba dziecku powiedzieć: „to nie twoja sprawa. Ważne jest dla mnie twoje zdanie, ale to ja decyduję, z kim będę się spotykała”. To bywa trudne, bo bardzo wiele kobiet nie potrafi samodzielnie decydować. Reagować także. Więc jeśli spotkają złego partnera, który na przykład dobiera się do ich dzieci, dochodzi do tragedii.

Matki w takich sytuacjach często udają, że nic nie widzą...
Mają między sobą a światem taką ilość buforów obronnych, że są ślepe. Chociaż ich dzieci wołają o pomoc: nie jedząc, rzygając, przejadając się. To jest jeden wielki krzyk: „zauważcie mnie!”. Ale on nic nie daje, bo matki nawet do terapii się nie nadają właśnie z tego powodu, że się bronią przed prawdą, nie chcą wiedzieć i widzieć. Na szczęście coraz więcej skrzywdzonych w dzieciństwie ludzi przychodzi po pomoc do psychoterapeutów. Mamy dla nich ogromny szacunek – oni przekraczają swoje traumy, nie chcą im ulegać.

Podsumowując: od czego zależy, czy będziemy szczęśliwe w seksie, będąc – powiedzmy to wprost – same?
Najważniejsze jest nastawienie. Ani samotna osoba nie musi być nieszczęśliwa i niespełniona erotycznie, ani osoba w związku nie musi być spełniona. Nie porównujmy się, bo wtedy singielka zazdrości mężatce, a mężatka singielce. Nasze subiektywne poczucie szczęścia nie powinno zależeć od czynników zewnętrznych, bo wtedy byle powiew losu może nas unieszczęśliwić. Dlatego rozwój ma iść w stronę ugruntowania siebie. Warto mieć seksualny stosunek do życia, cieszyć się z niego, mieć świadomość, że ono samo bierze się z seksualności. I jeśli życiu zaufamy, będziemy mieć nadzieję i radość mimo wszystko. A wtedy tylko krok do spotkania kogoś fajnego. Nie jest odwrotnie: nie muszę czekać z byciem szczęśliwą na to, aż ktoś przyjedzie, pocałuje mnie i obudzi ze snu. Książę w bajce to animus kobiety, jej własna poszukująca, dorosła, mocna część. Same się mamy obudzić i same uszczęśliwić. Ja jestem przeciw mitologii dwóch połówek, każdy ma szansę i prawo być całością, a wtedy spotyka pasującą drugą całość.

  1. Seks

Czy bez zakazów jest sexy? - pytamy Katarzynę Miller

Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Czy seks byłby sexy, gdyby nie był choć trochę zakazany i grzeszny? Czy musimy przekraczać granice, żeby mieć w łóżku przyjemność? Czy miłość fizyczna bez cenzury obyczajowej, bez wymyślonych, niegrzecznych scenariuszy byłaby taka pociągająca – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Slavoj Žižek, filozof kultury, w filmie dokumentalnym Sophie Fiennes „Z-boczona historia kina” mówi, że nie przeżywalibyśmy seksu, gdybyśmy w głowie nie mieli myśli, że czegoś nam nie wolno. A więc seks bez dodatkowej wkładki nie byłby sexy.
Byłby sexy, jak cholera. Nawet bardziej… Chociaż może to, co mówię, to wyraz mojego marzenia o byciu dzieckiem natury, które kocha się w słońcu na plaży, w lesie na polanie, bez wstydu i ograniczeń? Ale też nie może nie być przyjemne dla ludzi to, że się pieszczą, dotykają, całują, że mają orgazm... A tego by w seksie bez zakazów i bez tabu nie zabrakło. Gdyby seks nie był zakazany, dawałby nam samą przyjemność, bez tej drażniącej nuty perwersji. Bo oprócz tego, że miło jest czuć na skórze wiaterek, miło jest pływać w chłodnej wodzie, tak samo miło jest ocierać się o drugie ciało, ciało kogoś, kto ładnie pachnie, kto nas podnieca, kto może być pociągający albo atrakcyjny...

Albo pociągający, albo atrakcyjny?
No tak, bo może ci się ktoś nie podobać fizycznie, ale nagle – kiedy zaczniecie na przykład tańczyć czy przez przypadek się dotkniecie – wybucha między wami ogromna namiętność. Przeżyłam to kiedyś. Zatańczyłam z pewnym panem, który wydawał mi się nieciekawy, ale kiedy się dotknęliśmy, poczułam to samo co on. Tańczyliśmy sześć razy z rzędu, aż jego żona dała mu parasolką w łeb i zabrała do domu. Swoją drogą dużo się nauczyłam z tego jej zachowania. Wtedy wybałuszyłam oczy: „Jak ona się nie wstydzi?”. Mamusia uczyła mnie, że dama się tak nie zachowuje. Ale ta kobieta była prawdziwa, zrobiła to, co musiała, i uratowała swój związek. Bo co z tego, że my oboje pamiętamy o tym tańcu do dziś? To nikomu nie szkodzi! A gdyby nie walnęła go parasolką, to pewnie bym z nim poszła do łóżka. I nie wiadomo, czy zgranie z parkietu przeniosłoby się do sypialni. Sam taniec jest też doświadczeniem spełniającym, a ja byłam tego wieczoru doskonale spełniona.

A wracając do tematu…
Gdyby seksualność była czymś naturalnym, to żyłoby się nam zdrowiej i przyjemniej. Może byłoby nas mniej, bo nie ciupcialibyśmy się tak często jak teraz, robilibyśmy to tylko dla przyjemności, a nie z 37 innych powodów, które biorą się właśnie stąd, że seks jest trochę tabu, trochę brudny, trochę zły. A wielu ludzi najbardziej w seksie kręci właśnie to przekraczanie zakazów… Pewien mój klient dowiedział się, że jest zdradzony, od kochanka żony, który chciał go tym poniżyć: „Miałem twoją babę”. Potem przez wiele lat podrywał kobiety będące w związkach, a potem porzucał, bo to nie one go interesowały. Obchodziło go to, żeby zdradzony facet dowiedział się, że jest rogaczem… Takich akcji naliczył 39. Gdy powiedziałam mu, że wcale nie chodzi o jego temperament, ale odwet, że oddaje swój ból innym mężczyznom, zdziwił się, a potem rozpłakał. No więc gdyby zakazów, tabu, grzechu nie było, kochalibyśmy się znacznie rzadziej, może z kimś innym i tylko wtedy, kiedy chcielibyśmy mieć dzieci albo gdy bardzo byśmy się sobą zauroczyli i zapragnęli bliskości cielesnej...

Gdyby nie było zakazów i tabu, mniej byśmy się kochali? Pruderyjni moraliści są innego zdania i dlatego starają się utrzymać wszystkie zakazy.
Zakazy prowokują, by je łamać. No, oczywiście, gdyby nagle wszystkie zniknęły, to przez jakiś czas zapewne ludzie dużo częściej decydowaliby się na przygodny seks, na zasadzie posmakowania już dozwolonego owocu. Ale potem nastąpiłoby uwolnienie od seksualnych obsesji. Seks miałby mniej mroku i na pewno byłoby mniej przestępstw seksualnych. Nie można by seksem ludzi zniewalać, uwodzić, manipulować nimi. Ale też kobiety musiałyby się wtedy nauczyć przyjmować odmowę. Mężczyźni przez setki lat byli narażeni na nasze „nie”. Jeśli chcemy równouprawnienia, też musimy się tego nauczyć. Bo czy seks jest tabu, czy nie, ktoś mi się może podobać, a ja jemu nie. I na to nic nie poradzimy. Zawsze można dostać kosza. A co do przeciwników wolności seksualnej – mnożąc zakazy i nakazy, osiągają odwrotny efekt z powodu naszej przekory. Chcemy tego, czego mieć nie możemy. Tacy jesteśmy od dziecka. Kiedy rodzice zabraniali nam jeść lody, podejrzewaliśmy, że chcą je mieć tylko dla siebie. Dziecko nie wie, że powody bywają racjonalne. Ale też irracjonalne jak wtedy, kiedy rodzice ośmieszają dzieci, gdy przyłapią je na zabawie w doktora. Robią to dlatego, że sami sobie z seksem nie radzą, są pozbawieni frajdy seksualnej, przesiąknięci zakazami wyniesionymi z własnego domu. I dlatego automatycznie, bezrefleksyjnie tego samego zabraniają swoim dzieciom. Tak sobie z pokolenia na pokolenie przekazujemy masę złych rozwiązań. I szkodliwych, bo na przykład brak edukacji seksualnej czy szczerych rozmów o seksie powoduje, że nastolatki mają żenującą wiedzę o życiu intymnym ludzi i dzwonią do telefonów zaufania, takich jak Ponton, pytając, czy wystarczy napić się coca-coli, żeby nie zajść w ciążę. Jeśli rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie, to niechnchociaż kupią książki i zostawią w domu w widocznym miejscu, dziecko je znajdzie i czegoś się dowie. Odczaruje ten straszny grzeszny seks.

Czy dobrze by było, gdyby nie było żadnych granic?
Ale one są: nie zabijaj, nie kradnij, nie poniżaj, nie szydź. To wystarczy. W seksie jako takim nie ma nic złego, seks jest zły, gdy go używamy do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, poniżenia go czy nękania. Ale seks taki może być tylko wtedy, kiedy wynika z zakazów i perwersji, jaka się z nich rodzi.

Jednak seks z mężem kumpeli to nie perwersja, tylko świństwo.
Człowiek bardzo potrzebuje wolności, a ponieważ zabiera się nam ją od dziecka, to staramy się ją wyszarpać. Jedni podjadają cichaczem słodycze, drudzy kradną albo ryzykują życie. Każdy ograniczony w swoich prawach człowiek, który czuje, że coś się w nim szarpie i chce wydostać na zewnątrz, znajduje sobie swój kawałek wolności. A seks nadaje się do demonstracji wolności niesłychanie dobrze. To nawet może być wyraz bezczelności: „Ja tu się nie boję!”. Zakazy niesłychanie nas rajcują! Jeśli rodzice mówili: „Tego nie możesz, to nie wypada, my lepiej wiemy, co dobre dla ciebie, jak zrobisz to – przestajesz być naszym dzieckiem” – jeśli tak cię wychowywano, to gdy mąż kumpeli ci się podoba, myślisz: „Zrobię, co będę chciała! Dam sobie prawo!”. I robisz to, bo choć zapłacisz za ten seks poczuciem winy, to ono właśnie da ci ten smak, że nie słuchasz innych (i swojego wewnętrznego rodzica). Ale nie masz potrzeby przekory, gdy rodzice uczyli cię wybierać. Mówili: „Możesz nie nakładać czapki, sprawdź sama, czy nie będzie ci za zimno”. Jeśli mogłaś decydować i poznawać konsekwencje, to masz w sobie ukształtowanego wewnętrznego dorosłego i nie musisz wciąż walczyć z rodzicami. Nie musisz odrzucać zakazów i nakazów, żeby czuć się dorosła. Podejmujesz decyzje, a nie buntujesz się i robisz na przekór, choć masz już 40 lat.

Czyli wychowanie w rygorze może nas demoralizować?
Ja nie palę, bo ojciec mi powiedział: „Spróbuj, zapal, ja palę od 13. roku życia i żałuję, bo nie mogę rzucić”. To było na feriach zimowych. A ponieważ mi nie zabronił, mogłam spokojnie, zgodnie ze swoimi odczuciami uznać, że mi papierosy nie smakują. Że ten dym i smak jest ohydny. Podobnie było z alkoholem. Upiłam się kiedyś na wakacjach z ojcem i czułam tak źle, że potem upiłam się jeszcze tylko raz i koniec, nigdy więcej. Piję tylko trochę. Szkoda, że z jedzonkiem tak mądrze nie rozegraliśmy sprawy…

A seks?
Opowiedziałam ojcu o swojej inicjacji i on mnie podtrzymał na duchu, bo to nie było udane przeżycie, ale czasy były takie, że nie rozmawiało się otwarcie o seksie. A szkoda, bo mogłabym uniknąć wiele bólu i rozczarowań.

Ale czy my chcemy seksu bez dodatku perwersji, przełamywania tego, co uznane za dobre? Nowe powieści kobiet o seksie nie są o wolności seksualnej, ale o sadomasochizmie...
A więc ich autorki odwołują się do zakazów wyrastających ze starej kultury. Już im wolno pisać, więc piszą, ale jedną nogą stoją w XIX wieku, gdzie wyobrażenia gwałtu uwalniały od poczucia winy, że „ja sama chciałam”. Ale są też inne książki, jak ta autorstwa Catherine Millet – „Życie seksualne Catherine M.”, w której pani kustosz bierze mężczyzn, korzysta z seksu, jak robią to mężczyźni. Jednak jakiekolwiek by te książki były, dobrze, że kobiety mają prawo je jawnie pisać i jawnie czytać. Oznacza to, że przyznają się do tego, że są istotami seksualnymi, a to przełamanie podstawowego tabu naszej kultury. Gdyby było więcej miękkiej kobiecej pornografii, to mężczyźni by więcej o nas wiedzieli. Nie tylko nakręcaliby się, wyobrażając sobie dwie lesbijki w łóżku, ale pamiętali, jak ważny jest dotyk, gra wstępna, zbliżanie się do siebie…

A więc czy w ogóle jesteśmy w stanie dziś, tak wychowani, kochać się bez zakazów?
Jest takie opowiadanie: dziewczyna udaje, że daje się poderwać nieznajomemu, którego odgrywa jej narzeczony. Ale wtedy ten wyzywa ją od dziwek i odchodzi. Dlaczego? Bo ma bardzo malutkie poczucie wartości i na pewno nie wie, czym jest radość z seksu, bliskość, spontaniczność. Ma za to w głowie pełno zakazów. A kochać się bez zakazów znaczy iść za tym, co czuję i czego pragnę, nie za tym, co sobie w głowie wymyślę, a potem próbuję na siłę realizować. Każda dobra rzecz w życiu jest tu i teraz. Pewnie, trzeba też czasem planować. Ale radość daje nam to, co dzieje się tu i teraz. Zmysły kierują nas ku przyjemności, która jest niewinna. Naturalna. Kiedy leżycie sobie na ciepłym piaseczku i słoneczko świeci, wiatr od morza jest taki słodki, to czy nie byłoby jeszcze wspanialej zdjąć majteczki i się pokochać? Byłoby. Żeby tak się stało, potrzebne jest nam naturalne podejście do seksu jako do rozkosznego elementu życia.

Ale jeśli tego nie umiemy, to co mamy zrobić?
Problem tkwi we wpajanym nam poczuciu winy. To ono, wyniesione z domu i lekcji religii, próbuje nas zatrzymać przed wszystkim, co nam sprawia przyjemność. Co daje rozkosz. I kiedy dajesz sobie przyjemność na siłę, czyli przełamujesz zakazy, swoje lęki przed karą bożą, przed złością mamusi, to czujesz napięcie. Ono może podkręcać, ale zakłóca prawdziwą przyjemność. No i w takiej sytuacji musisz dać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, i pozwalasz sobie na przeżycie ekscytacji, choć za chwilę musisz sobie dać w łeb za tę swawolę. Marudzisz, obrażasz siebie i czekasz na karę, a więc się podstawiasz. To jak biczowanie się za zmysłowe myśli… Jednak poczucie winy działa tylko tam, gdzie ludzie się boją, bo jak się boją, to nic ich nie cieszy. A wtedy niemożliwa jest prawdziwa zmysłowość. Trzeba więc te lęki pokonać, a poczucie winy nas nie zatruje. Wtedy będziemy mogli iść za zmysłami. Za zwykłą dziecięcą potrzebą zabawy i przyjemności, bo zabawą jest wszystko, co daje przyjemność. Tylko że to musi być przyjemność po naszemu, nie przez podglądanie i naśladowanie jakichś innych dorosłych, na przykład naszych rodziców. Musimy iść za zmysłami, ale tak, jak my sami czujemy. A kiedy nam się uda, kiedy nasze ciało tu i teraz doświadcza spontanicznej przyjemności, to i naszej duszy jest lżej.

A więc seks bez zakazów to seks nastawiony na zmysły, czystą przyjemność?
Wielu mężczyzn nie uznaje dotyku w seksie. Chcą tylko mechanicznego seksu i doznania ulgi. Postępują tak, bo usłyszeli w życiu tyle zakazów i nakazów, tyle wycierpieli, że się w ogóle sobą nie cieszą. Nauczyli się tylko, że w tym napięciu, w którym żyją, wytrysk daje im na chwilę ulgę. To, co robią w łóżku, to nie jest seks dla przyjemności. Ci mężczyźni nie wiedzą, że mogą mieć z dotykania ich ciał przyjemność. Ale jeśli mają kochanki, które mają ochotę na erotyczny seks, to one im pokażą, że pieszczenie całego ciała jest rozkoszne i przyjemne także dla mężczyzny.

Ale mężczyźni często nie chcą, żeby ich pieścić.
E tam, trzeba powiedzieć: „Kochanie, jesteś zmęczony? To się połóż, ja cię będę głaskać, masować, posmaruję olejkiem, pocałuję”. Jeśli się nie da, to znaczy, że ten mężczyzna ma poważny problem z bliskością. Ale normalny facet, któremu kobieta zaproponuje masaż pod prysznicem, nie powie nie. I tak powolutku przyzwyczai się do pieszczenia jego samego. A potem do pieszczenia jej… Bohaterka filmu „Take this Waltz” poznaje mężczyznę, który jest inny niż jej mąż. Mówi otwarcie i z radosną pewnością siebie, co by z nią zrobił, długo, dokładnie o tym opowiada i oboje ich to słodko nakręca. Co prawda ona ucieka, ale potem do niego wraca. Bo jej mąż nie czuł się nigdy jej godny i w seksie nie był naturalny. Wielka namiętność trwa dwa lata, potem wygasa. Ale ona dzięki temu doświadczeniu zmienia się, wzbogaca. W ostatnim kadrze filmu jest szczęśliwa, uśmiechnięta, bo dała sobie prawo do inicjacji, do wyzwolenia...

  1. Seks

Przekonania o „brudnej” fizjologii blokują nasze ciało i seksualność

Wszystko, co wiąże się z fizjologią, często nas zawstydza i zamyka na seksualne doznania (fot. iStock)
Wszystko, co wiąże się z fizjologią, często nas zawstydza i zamyka na seksualne doznania (fot. iStock)
Doświadczmy uwalniającej siły „brudnej zabawy”. Aby poczuć w seksie przypływ radości i swobody, musimy na nowo porozumieć się ze swoim ciałem i zwolnić je z nadmiaru zakazów – zachęca Olga Haller, psychoterapeutka.

Składamy się nie tylko z czystej duszy, ale też z wydzielin i zapachów nie zawsze miłych, dlatego na wszelki wypadek wszystko maskujemy. I okropnie się boimy, że coś się ujawni i nas skompromituje. Łatwo o to przy seksie, kiedy obnażamy się i tracimy kontrolę. No tak, seks to nieuchronnie też fizjologia: rumieńce, poty, wydzieliny z genitaliów i charakterystyczne zapachy, odgłosy. Jak tu się cieszyć ciałem swoim i partnera, gdy te zwykłe przejawy cielesności budzą w nas wielki wstyd? Swoją drogą ciekawe, czy nawet jeśli odczuwamy podniecenie, smakując i wąchając, to na ile pozostajemy wolni od poczucia niestosowności czy grzechu. Na dodatek w naszej kulturze wszyscy potrzebujemy być bez względu na sytuację czyści i pachnący – coraz bardziej i bardziej! Wymóg ten dotyczy zwłaszcza kobiet. Czasami kiedy oglądam skierowane do kobiet reklamy środków czystości, zbiera mi się na wymioty. Czyste białe ubranka, różowe ciałka, zero naturalnych zapachów – trzeba je zlikwidować, zastąpić aromatem kwiatu albo lasu. Albo obraz miesiączki – w „zawsze bezpieczną i suchą” podpaskę wsiąka neutralny błękitny płyn… Nie wydalać, nie wydzielać – to jakiś terror sterylności. Unikać brudu, wyprać się ze wszystkiego, co żywe i ludzkie.

Pamiętam z lat szkolnych, kiedy na lekcji religii katechetka omawiała listę grzechów przeciwko czystości, powiedziała, że możemy grzeszyć wszystkimi zmysłami, także węchem. Gdy spytałam jak, usłyszałam, że dowiem się, jak będę starsza. To zafrapowało mnie, ale też poczułam niepokój, że wkraczam na jakiś grząski grunt, a mój zwykły, niewinny – jak mi się zdawało – nos może być grzesznym, paskudnym narzędziem.

Gdy coś, co jest bliskie i naturalne, zostaje objęte zakazami, zaczynają nami targać sprzeczne siły. I zakazany owoc kusi... To zawsze wstęp do kłopotów, jeśli jakaś bliska sfera pełna jest niedomówień, zakazów, nakazów i zaczyna nią rządzić lęk albo ignorancja. Wiele  razy doświadczyłam uwalniającej siły pozwolenia sobie na „brudną zabawę”. Grać w piłkę w deszczu, brodzić w błocie, taplać się w glinie, malować palcami, zakopać się w piasek po szyję, jeść makaron rękami, skoczyć w ciuchach do wody, iść spać bez mycia… W palcach czuć miękkie błotko, ciepły makaron, mieć sos na brodzie, zaschniętą farbę na skórze, mokre ciuchy, wodę w butach, śliskie od potu ciało. Kiedy angażujemy się w taką zabawę, przeszkadza myśl, że musimy być czyści. Nie odpędzimy myśli i nie pójdziemy na całość – nie poczujemy radości i swobody. I tak jest w dzieciństwie. Białe rajstopki mają być białe, sukienka cała, a ręce umyte, musimy się ciągle powstrzymywać. Czyli zdusić pęd do eksperymentowania, do zapomnienia się w zabawie. A dzieci to kochają.

Ile kobiet zna potem to uczucie ze swojej sypialni? Coś jest nie tak – pragniemy orgazmu, wypróbowujemy pilnie instrukcje poradników, bez powodzenia. To usztywnienie i zablokowanie ma źródła w zakazach dzieciństwa i staje się automatyczną reakcją ciała. Napięcia mięśni, kiedyś niezbędne, by powstrzymać „złe” impulsy i zyskać aprobatę rodziców, dziś stają się więzieniem dla energii seksualnej. Musimy więc na nowo porozumieć się ze swoim ciałem i zwolnić je z nadmiaru zakazów.

Szczególnie ważne jest dla kobiet odkrycie mięśni dna miednicy odpowiedzialnych za funkcje genitalne i wydalnicze. Trzy otwory ciała otoczone mięśniami tak blisko siebie: odbyt, cewka moczowa i pochwa, to części ciała tzw. wstydliwe, no i „brudne”. Czasami wolałybyśmy ich nie mieć, to dla wielu z nas symbol „kobiecego losu”: udręki miesiączki, bólu porodu, lęku przed ciążą. No i ten mocz i stolec, jakaś boska pomyłka. Znasz anegdotę o Petrarce, który zastał ukochaną Laurę w „przybytku” cierpiącą z powodu biegunki? Niepomiernie zdumiony zawołał: „To Laura też sra”?!

 
Znam wielki niepokój św. Augustyna, że poczynamy się między przewodem moczowym a odbytem. I jest jakaś przepaść między kreacją kobiet, przebraniami, perfumami a naszą fizjologią. Można nawet mówić o podwójności i zakłamaniu... Ta podwójność wyostrza się w okresie dojrzewania i tworzy dramat, który musi być jakoś zapisany w ciele. Zapisuje się w postaci zablokowania kontaktu psychofizycznego z tym podejrzanym obszarem, który ulega wykluczeniu. I tak jak w wykluczeniu społecznym traci swoje prawa, jest niesłuchany, ignorowany, a nawet prześladowany. Gromadzą się napięcia, mięśnie tracą elastyczność, narządy są gorzej ukrwione. Cała miednica, to centrum kobiecego ciała, czeka w każdej z nas na docenienie, rozluźnienie. Możemy w ten sposób zapobiec dolegliwościom, które trapią wiele kobiet i wydają się normą: zaparcia, wzdęcia, bolesne miesiączki, nietrzymanie moczu itp. I znowu farmaceuci obiecują nam superśrodki, które to zlikwidują. A przecież to wołanie naszych ciał! Wołanie o zmianę w traktowaniu naszej cielesności. Stan mięśni dna miednicy wpływa również na stawy biodrowe i kręgosłup – stamtąd też mogą pochodzić częste u kobiet chroniczne bóle głowy. Zauważ, kobieta wymawiająca się od seksu bólem głowy to odwieczny motyw dowcipów i domorosłego psychologizowania, w domyśle: winna jest ta oziębła żona, „one po prostu takie są”. A tymczasem w ten sposób działa także terror czystości – one takie są, skoro od wieków próbują sprostać sprzecznym oczekiwaniom.

Różnice między kobietami a mężczyznami w sferze przyzwolenia na fizjologię wydalania są widoczne gołym okiem, nawet przy drogach. Chłopaki mają swoje „świńskie zabawy” – zawody w sikaniu do celu, głośnym puszczaniu gazów czy bekaniu. Uważamy to za wulgarne, uczymy opanowania i słusznie, ale rozwojowo to ważny etap oswajania fizjologii naszych ciał i to w szerszym społecznym kontekście. Bo chłopcy z tym wszystkim są w gronie kumpli, a czyściutkie dziewczynki – same. Mężczyznom raczej nie zdarza się marzyć, by oddawanie moczu w toalecie odbywało się bezgłośnie, prawda? Mogę cię zapewnić, że kobietom, owszem; nie mówiąc już o innych odgłosach. A przy drogach?… Zwyczaj nieskrępowanego zatrzymywania się za potrzebą przy drodze powszechny wśród mężczyzn, choć może się nie podobać, jest dla wszystkich oczywisty. Wściekła kiedyś na tę nierówność, sama zmuszona do wytrzymania w podróży autem, zamarzyłam o przydrożnej manifie równościowej, w której co pół kilometra po obu stronach drogi kucałyby siusiające kobiety. Ciekawe, kiedy zjawiłaby się policja?

Nie chcę kucających kobiet przy drogach, jednak nie. Ale to niesprawiedliwe, że słynny posążek Siusiającego Chłopca w Brukseli musiał poczekać prawie pół wieku na siostrę – Siusiającą Dziewczynkę. Z ulgą przywitałam ten przejaw zmiany obyczajów. Chcę zachęcić kobiety do refleksji. Jak traktujesz swój brzuch, miednicę i wszystko, co tam się dzieje? Czy bardzo się wstydzisz potrzeb fizjologicznych? Jak zwykłaś o tym myśleć, mówić? Czy powstrzymujesz się w jakiś sposób, który przysparza ci cierpienia lub niewygody? Czy potrafisz odczuć, rozluźnić i napiąć mięśnie wokół zwieracza cewki moczowej, odbytu i pochwy, każdy oddzielnie? Czy lubisz swoje ciało razem z układem wydalniczym? Czy pozwalasz sobie na przyjemność poddania się procesowi wydalania, na odczucie ulgi? Czy znasz zapachy swojego ciała? Jak je traktujesz?

Pozwólmy sobie zobaczyć u siebie przejawy fizyczności i cieszyć się nią. Wyobraźmy sobie, że każda Laura – dziewczynka i kobieta – ma prawo puszczać bąki, robić kupę i siusiać, i co więcej, może to być słychać, widać i czuć. Coś mi się zdaje, że brzmi to jak herezja, i to w tekście do eleganckiego kobiecego czasopisma, a jednak jestem pewna, że to ważne, by naruszyć to tabu.

Pewnie już naruszyliśmy... Kultura to jednak też granice, przesunęły się bardzo ostatnio, ale muszą gdzieś być i warto o nie walczyć. Miłosna fascynacja to jakby wchodzenie sobie pod skórę. Niektórzy wchodzą tu i tam, choćby seks analny, który już nie jest uważany za perwersję, jeśli odbywa się za zgodą obu stron. A co z miesiączką? Niektórym facetom ona nie przeszkadza, innych przeraża i paraliżuje... Granice tego, co dopuszczalne w seksie, są coraz szersze i do nas należy decyzja, jak daleko pójdziemy. Nikt nikomu nie może tego dyktować ani oceniać, właściwe to czy nie. Jak wiadomo, od strony medycznej miesiączka nie jest przeciwwskazaniem do współżycia – wszystko zależy od chęci partnerów. A zakres możliwości jest szeroki – od całkowitej abstynencji erotycznej w tym czasie do szalonego seksu, gdzie krew miesięczna jest afrodyzjakiem. W prozie Eriki Jong odnajdziemy cudownie obrazoburcze opisy seksualnych doświadczeń wyzwolonej Isadory. Niejedną z nas może zawstydzić czy zniesmaczyć ich bezpośredniość. Nie szkodzi. Jeśli chcemy wyjść poza własne ograniczenia, to musimy spotkać się z tym, co jest. A potem podważmy zasadność tego wstydu, zbadajmy skąd ten niesmak, kiedy i jak nauczyłyśmy się brzydzić naszej cielesności.

Olga Haller: psycholożka, trenerka, terapeutka Gestalt, superwizorka. Zajmuje się wsparciem kobiet w rozwijaniu kontaktu z własnym ciałem i seksualnością.

  1. Psychologia

Kiedy rodzi się wstyd?

Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Człowiek przychodzi na świat bez skrępowania swoją cielesnością. Pojawia się ono z wiekiem, pod wpływem norm społecznych. Tak samo jak świadomość, że ciało należy do mnie, że bez mojego pozwolenia nikt nie ma prawa go dotykać czy widzieć mnie nago.

Granice wstydu przesuwają się w zależności od etapu rozwoju oraz indywidualnego procesu dojrzewania. Maluchy chcą być głaskane, a przedszkolaki – biegać z gołą pupą. Nastolatek jest zmienny: bywa hardy i zakłopotany. Jak rozpoznać, kiedy dotyk czy spojrzenie cieszą, a kiedy są dla dziecka kłopotliwe?

Niemowlęta lubią być nagie

Dla malucha ciało to narzędzie uzyskiwania przyjemności. Głaskanie, całowanie, masowanie jego miękkiej skóry to także źródło miłych doznań dla dorosłych. Dziecko do 12. miesiąca życia powinno odbierać od swoich opiekunów jak najwięcej takich bodźców, ponieważ to najlepsza metoda zapewnienia go o tym, że jest ważne, kochane i może czuć się bezpiecznie.

Minęły czasy, gdy rozkoszne maluchy fotografowało się leżące nago, na jagnięcej skórze. Kto nie miał takich fotek w swoim albumie?! Taka była wtedy moda i bynajmniej tego rodzaju sesje nie owocowały zaburzeniami sfery seksualnej w dorosłym życiu małoletnich modeli. Dziś również nie warto demonizować ukrywania stref intymnych u niemowlaka i żyć w psychozie pedofilii. Dziecko nie rodzi się bowiem z poczuciem wstydu ciała. To raczej kwestia późniejszego wychowania i socjalizacji. Dziecko do drugiego roku życia nie różnicuje części ciała, nie dzieli ich na te, które można pokazać i te, które należą do sfery intymnej. Naturalnym prawem tego wieku jest eksponowanie nagości.

Niemowlęta lubią być nagie, ponieważ:

  • nie są jeszcze zablokowane psychicznie na przyjemności płynące z ciała,
  • chcą całą skórą czerpać kontakt ze światem,
  • widok nagiego maluszka wyzwala w rodzicu chęć połaskotania go, przytulenia, zajęcia się nim – i dziecko podświadomie to wyczuwa,
  • to często jedyny moment, gdy nie jest im za gorąco, jedyna szansa na odrobinę oddechu od grubych bawełnianych rajstop, które rodzice zakładają dzieciom we wrześniu, a zdejmują w maju,
  • wiele dzieci cierpi na nadwrażliwość dotykową. Objawia się ona często niechęcią do noszenia ubrań, które sprawiają dziecku ból. Jeśli maluch uporczywie protestuje, płacze, zrywa z siebie ubranka, to nie znaczy, że wyrośnie na ekshibicjonistę, tylko że jest mu za gorąco lub jest nadwrażliwe na bodźce dotykowe.

Gdy przedszkolak siusia w towarzystwie

O ile nie ma starszego rodzeństwa, które już mu powiedziało, jakich miejsc na ciele należy się wstydzić, a rodzice nie mają z jego nagością żadnego problemu – dziecko w wieku przedszkolnym nadal chętnie paraduje nago. Zbiorowe siusianie w przedszkolu może w dorosłych budzić sprzeciw, ale dla dzieci jest jak najbardziej naturalną czynnością.

Przedszkolak ma jeszcze czas nauczyć się wstydu. Teraz ważniejsze jest, że chce mu się siusiu niż to, że ktoś go podejrzy, zobaczy. Tym się w ogóle nie przejmuje. Podczas zabawy na plaży wzbrania się przed zakładaniem majteczek, skoro i tak zaraz się zmoczą i ubrudzą. Woli hasać nago. To piękny, bezwstydny czas w rozwoju każdego człowieka. Jednak nagość już wtedy zaczyna wymagać stawiania granic. Dziecku w wieku przedszkolnym nie powinno się pstrykać nagich fotek. Za rok–dwa ich widok zacznie je bowiem krępować.

Jeśli przedszkolak wstydzi się swoich stref intymnych, nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Nie jest to jednoznaczny sygnał, że ktoś mu zrobił krzywdę czy pojawił się problem molestowania seksualnego. Dzieci rozwijają się w różny sposób. Być może malec w tym obszarze dojrzał wcześniej, może ma starsze rodzeństwo, które już go zaczęło „uświadamiać”, podsłuchał rozmowę dorosłych na ten temat, a może po prostu ktoś go zawstydził i już wie, że „taki duży chłopczyk nie powinien biegać nago”.

Jednak jeśli przedszkolak nadmiernie stanowczo protestuje przeciwko myciu mu pupy, wycieraniu go po kąpieli czy pomaganiu mu w czynnościach toaletowych – może to być oznaka nie tyle krzywdy, co jakiegoś problemu zdrowotnego. Dzieci zachowują się tak, gdy mają odparzenie, skaleczyły się czy podrapały, ale boją się interwencji lekarskiej lub martwią się, że mama będzie zła. Dzieci nie wstydzą się części intymnych, ale chcą je ukryć z konkretnego powodu.

Uczeń, czyli czas wielkiego wstydu

Dorastające dziecko, nawet jeśli nie było uświadamiane w tej kwestii przez rodziców, żyje w społeczeństwie, kontaktuje się z innymi ludźmi i samo już wie i rozumie, że ciało, a zwłaszcza niektóre jego części, to bardzo delikatna kwestia. Doskonale orientuje się, gdzie są jego okolice intymne, wie, że należy je chronić przed wzrokiem innych i krępuje się nagości. Ta świadomość przychodzi najczęściej wraz z pójściem dziecka do szkoły.

Edukacja to czas ogromnego, czasem paraliżującego wstydu własnego ciała. Jednocześnie właśnie w okresie szkolnym (do lat 12) dzieci mają potrzebę porównywania się z innymi w obszarze swojej płci. Warto synowi czy córce podrzucić książkę, żeby sami skonfrontowali budowę swojego ciała z prawidłowym wzorcem i przestali się zamartwiać, że coś z nimi jest nie tak. Jeśli rodzice o to nie zadbają, dziecko poszuka tej wiedzy samo, prawdopodobnie w internecie, który jest często źródłem niesprawdzonych informacji. Tak charakterystyczna dla tego wieku chłopięca fascynacja pornografią często bierze się z tego, że chłopcy chcą po prostu upewnić się, że wygląd ich członka jest normalny.

Nastolatek – zupełnie jak człowiek pierwotny

Po okresie ogromnego wstydu, gdy dziecko staje się już nastolatkiem, czyli ma około 14–15 lat, nagle zmienia swoje zachowanie. Mija okres zakłopotania, a nastaje czas totalnego ekshibicjonizmu. Nastolatek często szokuje rodziców, paradując po domu tak jak go Pan Bóg stworzył. Do tej pory reagował wrzaskiem, wściekłością, obrazą. Niewybaczalne było, żeby rodzic wszedł do łazienki bez pukania. Teraz nagle zachowuje się jak człowiek pozbawiony wszelkich hamulców. Nie jest to w żadnym razie wina bezpruderyjnego wychowania czy dysfunkcji rodziny. To również naturalne zachowanie. Jeśli dziecko czuje się w domu bezpieczne w sferze seksualnej, po prostu chce się pochwalić, że jest już dorosłe. A komu miałby zaprezentować atrybuty tej dorosłości, jak nie rodzicom czy rodzeństwu? Takie chodzenie przy rodzicach nago ma wiele znaczeń. Przede wszystkim jest to demonstracja: „jestem już dorosły, możecie sobie mówić, co chcecie”.

Inną częstą przyczyną nagłej manifestacji nagości przez dorastającego chłopca jest okazywanie niechęci do matki. Jeśli nastolatek ma z nią złe relacje, paradowanie nago może być formą agresji. Zmuszanie matki do widoku jego ciała narusza jej komfort przebywania w domu – nastolatek używa więc nagości jako oręża w walce o przewagę psychiczną.

Ważne pytania:

Do jakiego wieku można spać, kąpać się z dzieckiem? Czy to zależy od płci? Kiedy powinno się tego zaprzestać?

Obowiązuje tu reguła wzajemności odczuć. Jeśli coś powoduje u rodzica lub dziecka dyskomfort, wprawia w zakłopotanie – należy z tego zrezygnować. Dziewczynki są wychowywane w większej zażyłości z rodzicami i dlatego im zwykle dłużej nie przeszkadza bliski kontakt fizyczny z rodzicami. Zawsze trzeba kierować się pierwszym sygnałem od dziecka. Nie musi być on wyrażony słowami, ale jeśli maluch zasłania się, ucieka, gdy jest nagi, krzyczy, gdy ktoś wchodzi do pomieszczenia, podczas gdy on się myje czy przebiera – należy to uszanować i nie robić żadnych komentarzy.

Nastolatki na widok nagich ciał rodziców, np. na plaży, reagują bardzo nerwowo. Dlaczego jest to dla nich takie trudne?

Młody człowiek chce we wszystkich obszarach odciąć się od rodziców, pokazać, że jest kimś innym, odrębnym. Nerwowa reakcja na widok nagiego ciała rodzica to wynik walki o swój obszar, o własną autonomię. Jest też drugi aspekt: nastolatek panicznie boi się śmierci, a niemłode ciało jest dla niego namacalnym dowodem, że śmierć istnieje. Nerwowa reakcja może wynikać z braku gotowości do zmierzenia się z tematem umierania.

Co jest „zdrowe”, a co może być niepokojące w relacji dorastająca córka i ojciec (branie jej na kolana, przytulanie, widok córki w samej bieliźnie)?

Dorastająca córka nadal potrzebuje intensywnego kontaktu z ojcem i nie wolno nagle odizolować jej od taty tylko dlatego, że istnieje psychoza złego dotyku. Jeśli mają dobrą więź, nie ma niczego złego w przytulaniu się, obejmowaniu i całusach na dobranoc. Każdy ojciec sam powinien czuć, kiedy te kontakty stają się niebezpieczne.

Czy to prawda, że częsta bliskość ciała matki jest dla nastolatki treningiem przed inicjacją seksualną?

Seks to ekstremum kontaktu fizycznego i dobrze się do niego przygotowywać stopniowo. Każdy człowiek musi się nauczyć, jak wielka przyjemność płynie z bliskości ciał. Dzieci są straszone złym dotykiem i obsesyjnie się go boją. Dlatego warto, żeby każda dziewczynka była dobrze „wydotykana” w domu rodzinnym. Mama to znakomity „dotykacz”. Rzeczywiście, bliski kontakt fizyczny z matką jest najlepszym treningiem przed mądrym, a nie wynikającym tylko z potrzeby jakiejkolwiek bliskości, uprawianiem seksu.

Kiedy rodzice powinni uczyć dzieci szacunku do własnego ciała, czyli tego, że można np. odmówić dotyku czy go nie przyjąć?

Od najmłodszych lat trzeba zwracać uwagę na reakcje i protesty dziecka: nie karać, ale nagradzać je za to, że walczy o prawo do szacunku w sferze fizycznej. Nie powinno się zmuszać dziecka do całowania się z babciami czy ciotkami, jeśli tego nie chce. Lepiej pokazać, że można zamiast tego podać im rękę. I nie obrażać się, gdy dziecko nie chce być przez nas przytulane, obejmowane czy całowane.

  1. Psychologia

Nadmiar bliskości w związku - jakie są granice prywatności?

Nasza potrzeba intymności powinna być uszanowana również w związku. (fot. iStock)
Nasza potrzeba intymności powinna być uszanowana również w związku. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Miłość to układ bez tajemnic? Otóż nie! Nadmiar bliskości może generować pewne problemy, a odpowiednia doza oddzielności podsyca zainteresowanie sobą – mówi psycholożka i psychoterapeutka dr Kinga Tucholska.

Jak rozumieć intymność w codziennej miłosnej relacji? Brytyjski socjolog Anthony Giddens napisał: „Niektórzy są zdania, że intymność może być duszna i przytłaczająca, i taka rzeczywiście jest, jeśli rozumieć ją jako żądanie nieprzerwanej bliskości emocjonalnej”. Kiedy tej bliskości robi się za dużo?
Każde żądanie, w tym żądanie intymności, samo w sobie jest przytłaczające. A pragnienie nieprzerwanej bliskości jest przytłaczające o tyle, że pozostaje w sprzeczności z naturą intymności, która nie może być stanem trwałym – przecież nawet między najbliższymi osobami poziom intymności się zmienia. Intymne będzie to, co moje, co dla mnie ważne i do czego mają wstęp tylko ci, których do tego upoważnię. Wszyscy mamy potrzebę intymności dla dwojga – w znaczeniu wchodzenia w bliskie relacje, dzielenia się sobą, tworzenia więzi, porozumiewania się i bycia rozumianymi na głębokim poziomie, po zdjęciu noszonych na co dzień masek... Intymność w tym rozumieniu oznacza szczególną bliskość – psychiczną i fizyczną – z drugą osobą.

Gdzie zatem przebiega granica, której nie powinno się przekraczać? Mamy dziś większe społeczne przyzwolenie na obnażanie swojej prywatności, czy jest zatem coś, co człowiek powinien jednak zachować dla siebie?
Granica intymności jest tam, gdzie ją sobie wyznaczymy. Każdy ustala ją indywidualnie – jest ona efektem życiowych doświadczeń, treningu społecznego oraz nabytych wzorców kulturowych. Znakiem naszych czasów jest rzeczywiście coraz większe społeczne przyzwolenie na pokazywanie tego, co intymne, na odsłanianie tajemnic. Dopóki sprzyja to zwiększaniu bliskości między ludźmi – jest dobre. Jeśli jednak obnażanie się ma jedynie skupić uwagę innych, pokazać, jak interesujący czy bezpruderyjni jesteśmy – służy manipulowaniu innymi i jest handlowaniem sobą.

A czy swobodne prezentowanie partnerowi własnej fizjologii jest nadużyciem intymności? Opowiadanie o miesiączkach, szczegółach porodu, choroby, depilacji?
Intymność oznacza pełną otwartość na siebie nawzajem, również na fizjologię. Na początku związku bywa ona mniejsza – gdy się poznajemy, staramy się przecież wytłumiać „intymne” odgłosy w toalecie, nie raczymy partnera widokiem obcinanych paznokci itd. W miarę zacieśniania związku nie robimy już problemów z rzeczy naturalnych, zwykłych i nie krępujemy się już sobą. I mimo, że na co dzień nie korzystamy z toalety przy partnerze czy nie obcinamy przy nim paznokci u nóg, to jednak przyjmiemy za naturalną jego pomoc, gdy zachorujemy i nie będziemy w stanie same wykonać tych czynności. Jednakże wymuszona bliskość, która nie ma zaplecza w postaci więzi psychicznej, oddala ludzi od siebie. Napięcie emocjonalne, które się wówczas pojawia, czyni ją nieznośną.

Czy stawiać mur między światem męskim a kobiecym, np. w tak prywatnej strefie, jaką jest korzystanie z łazienki, dbanie o urodę? Ukochana w maseczce z błota, a łazienka jest wspólna...
Reakcja na widok męskiej maszynki do golenia versus damskiej leżącej na widoku w łazience, intymnej bielizny obojga – to może być test tolerancji tego, co intymne, a co nie, w danym związku. Ale już podpaski w widocznym miejscu mogą razić, choćby tylko ze względów estetycznych. Podobnie błoto na twarzy, farba na włosach czy papiloty. Właśnie ze względów wizualnych możemy nie chcieć zmieniać podpasek nawet przy najbliższej osobie, nie zaś dlatego, że się wstydzimy czy krępujemy swojej fizjologii.

Czyli na dłuższą metę przekroczenie granic intymności odziera związek z tajemnicy?
Im głębszy związek, tym większa bliskość, tym bardziej przesunięte indywidualne granice prywatności, tym większy wspólny intymny świat dwojga. Nadmiar bliskości może generować pewne problemy. Zainteresowaniu sobą sprzyja pewnego rodzaju oddzielność. Stan fuzji, w którym partnerzy wszystko o sobie wiedzą i czują jak jedno, może być pierwszym krokiem do zaniku wzajemnego zainteresowania, także erotycznego. Odrębność i pewna doza tajemniczości – ale nie ukrywanych tajemnic – wzbudza zainteresowanie i podtrzymuje napięcie. Sekret i w tym przypadku wydaje się tkwić w znalezieniu dynamicznego punktu pomiędzy wzajemną bliskością a odrębnością, indywidualnością każdego z partnerów.

Co prowokuje ludzi do łamania granic prywatności w związku?
Może to być skrajna ciekawość, a lepiej chyba powiedzieć wścibstwo, które zwykle związane jest z potrzebą kontroli nad sytuacją i partnerem. Przeglądanie kieszeni, zaglądanie do czyjejś komórki może też wynikać z niepewności i lęku – że dzieje się coś złego, o czym nie wiem, a czemu – poznając prawdę – mogłabym zapobiec. Naruszenie intymności wywołuje złość, a równocześnie poczucie bezradności, upokorzenia i utratę zaufania do osoby, która się tego dopuściła. Odbierane bywa jako zdrada, a nawet gwałt. Bardzo często ten brak zaufania zostaje później przeniesiony na innych.

Co w takim razie z bliskością fizyczną? Kiedy przyzwolenie na dotyk może być przekroczeniem intymności?
W zależności od rodzaju związków łączących ludzi teoretycy wyróżniają tzw. kategorie haptyczne (związane z dotykiem): dotyk społeczny (gdy podajemy na przywitanie rękę nowo poznanej osobie), dotyk zawodowy (fryzjera – gdy masuje naszą głowę), dotyk przyjacielski (ciepły), dotyk miłosny (będący sygnałem więzi uczuciowej, np. w stosunku do dziecka), dotyk seksualny (zmysłowy, namiętny) itp. W każdym z tych przypadków dotyk pozytywny, dobry – to taki, na który dane jest przyzwolenie i który odbierany jest jako przyjemny. Zgoda na dotyk jest zaproszeniem do przestrzeni osobistej. Dotyk, na który nie ma przyzwolenia lub który u dotykanego budzi zawstydzenie – to zły dotyk, gwałcący granice intymności. Pragnienie dotykania i bycia dotykanym jest naturalną, fizjologiczną potrzebą człowieka, bardzo mocno związaną z innymi potrzebami: bezpieczeństwa, kontaktu, stymulacji i intymności. Na poziomie cielesności ściśle się one przenikają. To dlatego starożytni gotowi byli przyjąć, że skóra, ciało jest jedynie pośrednikiem w przekazywaniu wrażeń dotykowych, a właściwym zmysłem, organem dotyku jest dusza lub serce. Coś z tej intuicji pozostało do dziś. O sprawach znaczących emocjonalnie i poruszających mówimy przecież, że nas bardzo dotknęły. Czyjś dotyk może więc przeniknąć nas do żywego.

Intymność a seks. Czy te dwie sfery są ze sobą tożsame?
One się przenikają, ale nie są ze sobą tożsame. Intymność cielesna, czyli obdarzanie się czułym, przyjemnym dla obu stron dotykiem, może prowadzić do kontaktu seksualnego, ale nie musi. Nawiasem mówiąc, to, jak często partnerzy dotykają się wzajemnie w nieseksualny sposób, to, czy czerpią przyjemność z bycia blisko siebie w sensie fizycznym – może być jednym ze wskaźników jakości ich związku. Bywa i tak, że ktoś decyduje się na przygodne kontakty seksualne, by doświadczyć samego dotyku, objęcia, przytulenia. Wiadomo też, że nie jest warunkiem koniecznym dla seksu osiągnięcie intymności, bliskości psychicznej. Jeśli jednak ona jest, seks nabiera innej jakości. Jest szansą na doświadczenie i pogłębienie bliskości fizycznej i psychicznej.

Dlaczego intymność, prywatność domaga się uszanowania?
To, co intymne, prywatne jest wartością samą w sobie, dlatego że jest integralną częścią „ja”. To, co mam w torebce, jest częścią mnie samej. To, jakie emocje przeżywam, co kocham, czego się boję – to cała ja. Tak moje „ja” istnieje, tak się wyraża – poprzez zawartość torebki, poprzez emocjonalne przeżycia. Nienaruszanie tego, co moje (przestrzeń mojego biurka, zawartość folderów w osobistym komputerze, moje uczucia), jest wyrazem szacunku dla mnie samej – inaczej odbieram to jako sygnał lekceważenia. Prywatność stanowi istotny warunek osobistego bezpieczeństwa. Przestrzeń prywatna, intymna, to taka, w której jesteśmy najbardziej sobą, odprężeni, swobodni, w której czujemy się bezpiecznie. Nikt nie ma prawa do niej wtargnąć. Możemy do niej ewentualnie kogoś zaprosić.