1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Nieoczywiste drogi do męskiej rozkoszy

Nieoczywiste drogi do męskiej rozkoszy

Męska seksualność została zredukowana do jednego organu, a mężczyzna emocjonalnie i seksualnie jest dużo bardziej skomplikowany. (Fot. Getty Images)
Męska seksualność została zredukowana do jednego organu, a mężczyzna emocjonalnie i seksualnie jest dużo bardziej skomplikowany. (Fot. Getty Images)
Męska seksualność została zredukowana do jednego organu. A mężczyzna emocjonalnie, a zatem i seksualnie, jest dużo bardziej skomplikowany, niż powszechnie sądzimy – mówi psychoterapeuta Michał Pozdał. I opowiada o tych mniej oczywistych drogach do męskiej rozkoszy.

Penis od zawsze był symbolem męskiej potencji i siły. Takie uwarunkowania kulturowe doprowadziły do zawężenia męskiej rozkoszy do pieszczot tylko tego organu. Mamy za sobą wiele lat świetnej seksuologii, która stara się pokazać mężczyznę jako istotę skomplikowaną, a jednak kult penisa istnieje do dzisiaj, a rozkosz odbierana całym ciałem jest przypisana raczej kobietom. One mogą być dotykane, całowane, pieszczone. A mężczyźni nie. Bo zachowania te uważane są za „miękkie”, a facet ma być twardzielem. I nie należy go lizać za uszkiem… Tymczasem penis, owszem, jest bardzo wrażliwym miejscem na ciele, ale nie u wszystkich mężczyzn. Poza tym większość z nich ma też inne strefy erogenne. Niektóre mogą dostarczyć im dużo większej zmysłowej rozkoszy.

Mapa męskiej przyjemności

Niektórzy mężczyźni dążą tylko do penetracji, uważając, że to jest właśnie seks. A sam akt penetracji nie musi być dla nich najbardziej satysfakcjonujący, dużo więcej przyjemności może im dawać seks oralny albo gryzienie sutków czy pieszczenie moszny. Stymulacja tych miejsc może spowodować u nich największe podniecenie i najsilniejszy orgazm. Ejakulacji nie trzeba uzyskiwać w drodze penetracji. Można szukać innych, bardziej podniecających sposobów.

Partnerka może spróbować stymulować penisa ręką lub ustami, jednocześnie pieszcząc wybrany punkt w okolicach moszny, prostaty czy odbytu. Dzięki temu męski orgazm może być intensywniejszy. Tylko mężczyzna i jego partnerka muszą się na takie próby otworzyć.

Nie da się stworzyć jednej, powszechnie obowiązującej mapy męskich rozkoszy. Każdy mężczyzna będzie miał punkty erogenne ulokowane w podobnych strefach, ale w różnych miejscach. Choć z praktyki seksuologicznej wynika, że zwykle są to okolice moszny, prostaty i odbytu. Dotyk czy stymulacja tych miejsc często sprawia mężczyznom prawdziwą rozkosz. Tylko że zazwyczaj najpierw trzeba pokonać długą drogę do tego, by oni sami sobie na pieszczoty w tych okolicach pozwolili...

Mężczyźni często sami nie wiedzą, co najbardziej ich podnieca. Dlatego że jeszcze się na tę rozkosz nie otworzyli. Opowiadają w gabinecie, że seks oralny jest dla nich przyjemny, ale to jest przyjemność na zasadzie głaskania po głowie, a nie punkt głównej rozkoszy. Na myśl o pieszczotach pachwin, prostaty albo okolic odbytu odczuwają dyskomfort, bo te miejsca są kojarzone z seksem homoseksualnym. I przez różne uprzedzenia lub z lęku przed podjęciem zachowań niemęskich boją się spróbować i poprosić partnerki o to, co sprawia im rozkosz, nawet wtedy, gdy już wiedzą, gdzie i jak dokładnie chcieliby być pieszczeni.

Wyjście z roli aktora porno

Penetracja, jako akt agresywny, nadal uchodzi za najbardziej męskie zachowanie, wręcz stanowi o męskości. Tak właśnie mają zachowywać się mężczyźni w łóżku, a nie leżeć bezwolnie i czekać na łaskotki. Trudno im zrezygnować z dominacji i poddać się kobiecie. A jeszcze trudniej o coś w sferze seksu poprosić. Wielu mężczyzn nadal ma problem z wyrażaniem swoich potrzeb seksualnych, bo nie jest to spójne z tym, jak postrzegają siebie jako mężczyzn. Pary, które ćwiczą wzajemne dotykanie się, często relacjonują potem, że on cały czas wybuchał śmiechem i nie chciał się poddać jej dotykowi. I dopiero po wielu rozmowach i kilku podejściach rozluźnił się na tyle, by otworzyć się na tę przyjemność.

Żeby pozwolić sobie na głęboką rozkosz, w pierwszej kolejności mężczyźni muszą wyjść z roli aktora porno. Niektórzy oglądają tak dużo pornografii, że przejmują pewien rodzaj wzorca zachowań seksualnych – twardych facetów ze sterczącym penisem, który pokazuje kobiecie, co to znaczy być mężczyzną. Żeby zmienić optykę, można poszukać filmów porno zwanych „female friendly”, czyli „przyjaznych kobietom”. Tam bardzo rozbudowany jest element, który zwyczajowo nazywamy grą wstępną, a faktycznie jest on seksem poprzez pieszczoty. Dużo jest tu dotykania, głaskania i całowania. Wielu mężczyzn po obejrzeniu takich filmów wraca do nich wielokrotnie, bo pokazują one rozkosz dużo bardziej rozciągniętą w czasie i bardziej intensywną niż po kilku ruchach frykcyjnych penisa w pochwie. To daje im inne spojrzenie na seks, szczególnie gdy dopuszczą do siebie myśl, że to oni mogliby otrzymywać takie pieszczoty.

Większy problem mają starsi mężczyźni. Wśród młodych o wiele częściej można spotkać takich, którzy pracują nad świadomością swojego ciała i wiedzą, że rozkosz na ciele jest rozłożona bardzo demokratycznie. Poszukują rozkoszy w seksie ze swoimi partnerkami i są otwarci na to, co się może zdarzyć. Choć nadal spora część młodych kochanków zgłasza się do gabinetów seksuologów z problemem braku erekcji (wywołanym zbyt dużą ilością obejrzanej pornografii, stresu lub miękkich narkotyków) i chcą, żeby im natychmiast postawić „żądło”. Bo mimo że świadomość ciała postępuje, to kult penisa nigdy nie minie. Jego rozmiar (im większy, tym lepiej) i przymus erekcji są wpisane w męskie jestestwo.

Pieszczoty przede wszystkim

Nie będę się sprzeczał, penis jest istotnym organem w ars amandi, ale czas, w którym mężczyzna może się cieszyć nim w jego sztywnej, gotowej do akcji postaci, to jedynie chwila na skali życia, bo gdy się zestarzeje, penis nie będzie już taki sprawny i sztywny. Do tego starsze partnerki też będą cierpiały na swoje dolegliwości – może pojawić się suchość pochwy lub dojść do histerektomii (wycięcia macicy i przydatków), więc penetracja często choćby czasowo nie będzie możliwa. A jeżeli mężczyzna wraz z partnerką odkryją inne źródła rozkoszy poprzez dotyk, to duża szansa, że będą aktywni seksualnie do późnej starości.

A seks poza funkcją dostarczenia sobie rozkoszy jest drogą komunikacji uczuć. Czasami łatwiej jest wypieścić drugą osobę, niż powiedzieć jej: „kocham cię”. Dla wielu osób znaczy to więcej niż słowa.

Pary, które zgłaszają się do seksuologa, ponieważ nie uprawiają seksu, cierpią nie tylko z powodu braku zaspokojenia seksualnego, ale także deficytu czułości i miłości. Dla nich głównym problemem wynikającym z braku erotyki w związku jest to, że nie czują się pożądane przez partnera czy partnerkę. Jeżeli mężczyźni otworzą się na seks poprzez pieszczoty, zapewnią sobie i partnerkom uczucie akceptacji i pożądania.

Dlatego petting to najlepsza inwestycja w związek. Gdy dotykamy się, pobudzamy neuroprzekaźniki odpowiedzialne za dostarczenie przyjemności, a w dalszej kolejności oksytocynę, która wiąże nas ze sobą. Oczywiście, pary chcą także rozładować napięcie seksualne i zapewnić sobie rozkosz, ale przede wszystkim mają potrzebę bycia kochanym. Co ważne, podczas pieszczot łatwiej o penetrację, bo (na skutek stymulowania lubrykacji pochwy) jest ona wtedy bezpieczna. Trudniej też o problemy z erekcją, bo ta ma to do siebie, że im bardziej się chce ją wymusić, tym bardziej nie przychodzi. Natomiast kiedy para umie wypracować sobie podejście, że jak erekcja będzie, to super, a jak nie, i tak będzie wspaniale – to dzięki temu szansa na to, że będzie wspaniale, jest dużo większa.

Orgazmy i orgazmy

Wydłużone pieszczoty, na które mężczyzna się otworzy, mogą zaowocować niezwykle intensywną rozkoszą, która w końcu doprowadzi do przedłużonego orgazmu. Warunek jest jeden: musi pozwolić sobie na przyjemność, zamiast zadaniowo dążyć do wytrysku. Jest to trudne, bo częste doświadczenia szybkiej masturbacji młodzi mężczyźni wnoszą w swoje relacje seksualne. Dobrym ćwiczeniem dla nich jest kierowana masturbacja, czyli świadoma, wydłużona, z fantazjami i powolną stymulacją, która ma opóźnić moment rozkoszy.

Kobiety mają już poczucie swobody w seksie, otwartość na poszukiwania. A mężczyźni przed tym właśnie stoją. Większości nie pozwala na to zadaniowe podejście do seksu. Dążą do tego, żeby wypaść jak najlepiej i koncentrują się na zaspokajaniu potrzeb partnerki. A ich podstawowym zadaniem powinno być zadbanie o siebie i pozwolenie na to samo partnerce. Tylko do tego potrzeba bezpiecznej i otwartej relacji. Takiej, która zakłada dbanie o swoje potrzeby, ale i o potrzeby związku. Bo kiedy mężczyzna będzie skupiał się tylko na sobie, będzie opresyjny. Kluczem jest tu zaufanie – kochanek, który wie, że zostanie jasno pokierowany przez partnerkę, z pewnością ochoczo spełni jej oczekiwania.

Badania pokazują, że to przeżywanie własnej przyjemności najbardziej podnieca naszych partnerów. Wynika to np. z badań dr Amy Muise z Uniwersytetu w Toronto, w których uczestnicy notowali, z jakich pobudek uprawiali seks ze swoimi partnerami, i następnie oceniali te doznania. W badaniach wyróżniono dwie kategorie, pod które miały podpadać konkretne pobudki: „chciałem uzyskać rozkosz” i „chciałem zapewnić rozkosz swojej partnerce”. Co się okazało? Że zarówno partnerzy, jak i partnerki najlepiej oceniali seks, podczas którego mogli obserwować skupienie na rozkoszy ukochanej czy ukochanego. Najlepszy więc jest seks, w którym twój partner chce osiągnąć orgazm, czyli w którym jest egoistyczny. Nie chodzi tu bynajmniej o postawę „Skup się tylko na swojej rozkoszy, wtedy partnerka poczuje się najlepiej, bo najważniejsza jest relacja”. Ale jeżeli ta relacja jest fajna i partnerska, to seks egoistyczny może być dla pary ogromnie fascynujący.

Zatem, panowie – zadbajcie o siebie w seksie, odkryjcie swoje ciała i pozwólcie sobie na wszystko, co może się wydarzyć. Odpuśćcie sobie myślenie, że coś jest męskie czy niemęskie, coś wypada czy nie wypada. Wypada wszystko, na co się para zgodzi.

Poznaj jego ogniska rozkoszy – ćwiczenie dla pary

Połóżcie się w bezpiecznych, komfortowych warunkach. Zacznij pieścić, gładzić i całować swojego mężczyznę w różnych miejscach. Chodzi o to, żeby całe jego ciało zostało wygłaskane i wymuskane. W ten sposób metodą prób i błędów wspólnie poszukacie na jego ciele punktów rozkoszy. Czasami się roześmieje, bo go załaskocze, czasami się zirytuje, bo pieszczota będzie niemiła, ale też w którymś momencie stwierdzi: „To mi sprawia największą przyjemność”.

Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii. Współautor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Każda miłość jest pierwsza. Nie raczmy partnera "eks" historiami

Nasze szczere wyznania i wspomnienia, szczególnie w sferze seksu, mogą w relacjach intymnych więcej zniszczyć niż poprawić. (fot. iStock)
Nasze szczere wyznania i wspomnienia, szczególnie w sferze seksu, mogą w relacjach intymnych więcej zniszczyć niż poprawić. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Dawno, dawno temu miałam kochanka jak z bajki… STOP! Historia twoich erotycznych przygód, nawet jeśli bardzo zajmująca, niech zginie w mrokach zapomnienia!

Seksuologowie podkreślają: w sypialni obowiązuje szczerość. Mówmy o swoich potrzebach i oczekiwaniach. O tym, co tu i teraz! Bez udawania orgazmów. Owszem – mówmy, ale nie wszystko i niekoniecznie wprost.

Poniżej zakazane komunikaty, czyli takie, które raczej zrujnują związek, niż poprawią zytuację w sypialni:

Nie jesteś pierwszy, kochanie…

Gabrysia postanowiła być z Pawłem szczera. – To miłość mojego życia. Długo na niego czekałam. Z nim chcę się związać na dobre i na złe – wyznaje. – Ale skoro mamy być razem, musi wiedzieć o mnie wszystko. Nie chcę ukrywać przed partnerem czegoś, co jest kawałkiem mnie.

Częścią procesu zbliżania się do siebie była opowieść Gabrysi o seksualnej przeszłości, dość bogatej. Spotkała Pawła w wieku 34 lat, a dziewictwo straciła jako 17-latka. Przez lata „pomiędzy” zbierała doświadczenia. W sumie miała 14 kochanków. Początkowo chciała przyznać się do 10, ale jak szczerość, to szczerość: dumna ze swej otwartości wyznała Pawłowi wszystko. Niestety, efekty ją zaskoczyły: Paweł zaczął się zachowywać z dziwnym dystansem. Wkrótce przestał z nią sypiać. A niedługo potem odszedł.

Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska, seksuolożka, psycholożka i terapeutka, uważa, że nadmierna prawdomówność w tym temacie to jeden z najczęstszych błędów kobiet. – Statystyczny mężczyzna jest wzrokowcem – tłumaczy. – I kiedy słyszy takie opowieści, jego mózg zaczyna wytwarzać wokół nich obrazy, nawet jeśli on sam tego nie chce. Nie chodzi o to, że poświęca czas na fantazjowanie na ten temat, to proces automatyczny. Im więcej szczegółów poda partnerka, tym więcej będzie mieć materiału i stworzy bardziej drobiazgowy obraz. Każdy detal przekłada się na pobudzoną wyobraźnię.

Efekt? Złość na partnerkę, często nieuświadomiona. Odraza. Obawa partnera, że w porównaniu z poprzednikami wypada gorzej. Lęk, że nie potrafi zaspokoić swojej kobiety. Biorąc pod uwagę, że aż 83 proc. mężczyzn za synonim męskości uważa własną sprawność seksualną (według raportu firmy On Board PR Ecco Network na temat zdrowia seksualnego Polaków, 2012 r.), facet, który boi się, że nie sprosta roli kochanka, raczej nie będzie szczęśliwym partnerem. Badania potwierdzają też negatywny wpływ szczerości na życie seksualne. Wspomniany raport głosi, że aż 74 proc. respondentów uważa, że zwierzenia partnerki na temat bogatej przeszłości seksualnej mogą negatywnie wpływać na samopoczucie mężczyzny. Na szczęście większość kobiet zdaje sobie sprawę z tego, że zbytnia wylewność nie popłaca: ponad 80 proc. respondentek podziela ten pogląd.

Ten to potrafił zakręcić!

Małgorzata Zaryczna-Pogorzelska: – Czerpanie satysfakcji ze sfery intymnej wiąże się dla obu stron przede wszystkim z poczuciem bezpieczeństwa. Niekoniecznie z wielką miłością. Komfort plus pewność swojej roli są koniecznymi warunkami udanego seksu.

Brak bezpieczeństwa sprawia, że sfera erotyki zaczyna się mężczyźnie kojarzyć z lękiem. A kiedy się czegoś boimy, staramy się tego unikać. Im rzadziej się konfrontujemy z tym, czego się obawiamy, tym bardziej strach rośnie. Stąd tylko krok do poważnych problemów. I chodzi nie tylko o zaburzenia erekcji, choć te zdarzają się w takich sytuacjach nagminnie. Są też inne zagrożenia. Przekonała się o tym Julita. – Konrad wydawał mi się za mało zaangażowany w związek – przyznaje. – Chciałam więc podkręcić trochę atmosferę, wzbudzić jego zazdrość. Opowiedziałam mu, że jeszcze na studiach miałam faceta, który kochał seks i miał niesamowite pomysły. W sypialni wrzało, choć na innych polach dogadywaliśmy się nie najlepiej. Myślałam, że taka opowieść zmobilizuje Konrada i pobudzi go do wspólnego bicia rekordów.

Niestety. Konrad bynajmniej nie stał się bardziej namiętny. Przeciwnie: zaczął flirtować z innymi kobietami, wychodzić coraz częściej z domu, szukać przygód. Rozstali się.

– Chwalenie byłych kochanków to jak wysłanie obecnego w ramiona innych kobiet – ostrzega Zaryczna-Pogorzelska. – Tekst: „byli lepsi od ciebie” potrafi całkowicie i bezpowrotnie zniszczyć życie seksualne. Mężczyzna skonfrontowany z zachwytem nad innym poczuje się przede wszystkim upokorzony. Może kompensować to uczucie, uciekając w pracę, sport, bogate życie towarzyskie czy inne aktywności, które potwierdzą jego odwagę i kompetencje. Ale może też stać się opiekuńczy i pełen dżentelmenerii wobec innych kobiet. Nie wobec partnerki, bo na nią jest wściekły! Ta wściekłość, nawet nieuświadomiona, może przybierać różne formy: od upokarzania kochanki, przez niezauważanie jej i lekceważenie, aż po celowe pomijanie jej potrzeb i unikanie zbliżeń.

Obudzić się może także samcza skłonność do rywalizacji. – Może wtedy szukać przygód poza związkiem i zdobywać nowe doświadczenia – ostrzega seksuolog. Wariant zamierzony, czyli wywołanie reakcji „stanę na głowie, ale cię porządnie dopieszczę”, jest nierealny. Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej, nawet jeśli trafimy na masochistę, który z opowieści o seksie z innymi będzie czerpał przyjemność erotyczną, to jego sfera emocjonalna i tak na tym ucierpi.

Czy to znaczy, że seksualna przeszłość powinna raz na zawsze pozostać tematem tabu? Owszem, powinna. – Bezpieczna wzmianka o przeszłości to komunikat w stylu „nigdy nie było mi tak dobrze, dopiero teraz czerpię prawdziwą radość z seksu” – uważa Zaryczna-Pogorzelska. – W ten sposób sugerujemy, że coś już przeżyłyśmy i w związku z tym dysponujemy materiałem porównawczym, ale nie mówimy, ile doświadczyłyśmy i czego. Wiadomo tylko, że tamto było gorsze. I żadnych opisów, które posłużyłyby tworzeniu obrazów.

Dodaje jednak: – Taka szczerość jest fajna, pod warunkiem że mówimy prawdę. Jeśli nieprawdziwie wzdychamy: „ty jesteś najlepszy, żaden inny nie był w stanie ci dorównać”, szkodzimy sobie i relacji. Choć prawda czasem boli, kłamstwo nie jest wcale lepsze: rabuje kochanków z intymności, bliskości i poczucia bezpieczeństwa.

Udawałam od lat, słabeuszu!

Wyznaniem prawdy na temat przeszłości można solidnie narozrabiać, zwłaszcza jeśli prawda należy do tych z dziedziny nieprzyjemnych. Agata kochała Krzysztofa, ale w łóżku, niestesty, nie było jej z nim dobrze. Większość orgazmów po prostu udawała, by mieć „to” już za sobą. Tymczasem on podczas każdego zbliżenia pracowicie się starał i pragnął dać jej maksimum przyjemności. Było jej przykro, poudawała więc odrobinę i wszyscy byli zadowoleni. Do czasu. Kiedyś, w chwili wściekłości i w rewanżu za flirt na boku, wykrzyczała mu prawdę: „Od lat udawałam orgazmy! Jesteś słaby, zawsze ledwo dawałeś mi przyjemność”.

Krzysztof nie mógł w to uwierzyć. Cały czas był święcie przekonany, że są z Agatą wyjątkowo dobrze dopasowani, także w łóżku. To, co usłyszał, całkowicie go zdruzgotało. Przestał z nią sypiać. Zaczął się czuć w sypialni niepewnie. Jego życie erotyczne błyskawicznie zdominowała masturbacja.

Zdaniem Zarycznej-Pogorzelskiej takie wykrzyczenie w gniewie okrutnej prawdy to najgorsza rzecz, jaką możemy zrobić drugiej osobie. ­

– Intymność, jaką tworzymy za pomocą zbliżeń seksualnych, to forma największej bliskości dla dwojga ludzi. Uderzenie w tę sferę agresją doprowadzi do rozpadu nawet najbardziej udanego związku. Taki raniący komunikat może sprawić, że jednym ruchem zniszczymy intymność, która była między nami. Kobieta w takiej sytuacji pomyśli: „Skoro kłamał w tej sprawie, to na pewno w innych też nie był szczery”. Mężczyzna zaś: „To, co widziałem i słyszałem przez ostatnie lata w naszej sypialni, te komplementy, pomrukiwania – to wszystko było kłamstwem?!” – poczuje się oszukany i głęboko upokorzony. I bardzo, bardzo zagrożony! Seks to dla niego sfera, z którą się identyfikuje najsilniej, z której czerpie nie tylko bliskość, ale też informację o sobie – i czego się właśnie o sobie dowiedział? Że jest nieudacznikiem. Słabeuszem, wielkim zerem, które sobie nie radzi.

– To dla niego koniec świata – ostrzega Zaryczna-Pogorzelska. – Dotyka i rani tak mocno, że związek się zwykle rozpada. Ale to nie koniec: mężczyzna wchodzi w relację z inną kobietą i mimo upływu czasu, nawet lat, ta sprawa wciąż do niego wraca, wciąż go prześladuje. I ciągle musi się dowartościowywać, szukać potwierdzenia swej męskości. Skoro nie zaspokoił jednej kochanki, może się bać, że nie zaspokoi kolejnej!

Jak żołnierz dziewczynie, tak i ona…

A jeśli coś w sypialnianych zachowaniach partnera bardzo nam przeszkadza? Co wtedy? Powiedzieć wprost – źle, bo mało kto potrafi bez zranienia przyjąć krytykę w tak delikatnej sferze. Ale przemilczeć też niedobrze – zaciskanie zębów to najkrótsza droga do seksualnej awersji i kumulowania się złości względem drugiej strony. Zdaniem seksuologów najlepiej posłużyć się wtedy zasadą „żołnierz dziewczynie nie skłamie, najwyżej nie wszystko jej powie”. To znaczy, że podajemy krytykę… bez krytyki. Zamiast powiedzieć: „nie cierpię, gdy to robisz” lepiej jest zadeklarować: „uwielbiam, gdy robisz to i tamto”.

– W seksie jesteśmy nadzy, fizycznie i emocjonalnie – mówi Zaryczna-Pogorzelska. – I bardzo wrażliwi na krytykę. Dlatego w łóżku najlepiej sprawdzają się komunikaty pozytywne. Mówmy: „chciałabym więcej, mocniej, częściej, tak właśnie lubię, tego właśnie pragnę”. Ale czasem to nie wystarczy. Wtedy najlepsza jest metoda kanapki: komunikat negatywny wkładamy pomiędzy dwa pozytywne. Zaczynamy od: „lubię, kiedy…”, podajemy negatyw: „nie przepadam, gdy…” i kończymy pozytywem: „ale uwielbiam, jak…”. W ten sposób można w miarę bezboleśnie powiedzieć prawie wszystko.

  1. Seks

Pożądanie w związku. To, co sprzyja namiętności, nie zawsze służy harmonii...

Czy gorący seks w związku i bliskość idą ze sobą w parze? Czego tak naprawdę pragniemy? (fot. iStock)
Czy gorący seks w związku i bliskość idą ze sobą w parze? Czego tak naprawdę pragniemy? (fot. iStock)
Czy nie zdarzyło wam się marzyć, żeby był tak jak za pierwszym razem? Żeby po pięciu, dziesięciu, trzydziestu latach dało się poczuć motyle w brzuchu, jak wtedy, kiedy wzajemnie się poznawaliście? Żeby seks był namiętny, nasycony i żeby pachniał nowością.

Esther Perel, belgijska psychoterapeutka, zajmuje się od ponad 30 lat poradnictwem małżeńskim i terapią rodzin. Owocem jej pracy jest m.in. książka pt. „Inteligencja erotyczna. Seks, kłamstwa i domowe pielesze”. Autorka przekonuje w niej, że to, co buduje nasze poczucie bezpieczeństwa, naszą stabilność rodzinną – poznanie się, przyjaźń, intymność i bliskość – bardzo często nie sprzyja ekscytującemu pożyciu seksualnemu. Brzmi to bardzo nieprzyjemnie, no bo jak to: przecież wszystkie te składniki udanego małżeństwa, właśnie porozumienie i bliskość, to najbardziej deficytowe towary na rynku uczuć. Jeśli wejdziemy do sauny z pięcioma przyjaciółkami z wieloletnim małżeńskim stażem, znacznie częściej usłyszymy, że przestały się dogadywać ze swoimi mężami, niż że seks jest do niczego. Do diabła z seksem, skoro „on mnie nie rozumie”. Jeśli się jednak dobrze zastanowimy, to ta „amerykańska myśl techniczna” nie jest niczym rewolucyjnym. Profesor Bogdan Wojciszke w „Psychologii miłości” pisze, że namiętność wygasa, gdy pogłębia się intymność. Z kolei psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzesińska napisała kiedyś w jednym ze swoich felietonów, że „nie pożąda się wnętrza własnej kieszeni” – czy nie jest to więc w gruncie rzeczy to samo?

Nie dla każdej i nie dla każdego utrata namiętności będzie problemem. Istnieją takie pary, dla których spokojne, poukładane życie będzie wartością ponad wszystkie. Ale... nie wszystkim zależy na tym samym, dlatego może warto zastanowić się, jak działa namiętność.

Metamorfozy namiętności

Dawniej małżeństwo widziane było jako swoista umowa: para spotykała się, aby na korzystnych dla obu stron warunkach stworzyć dobrze funkcjonującą „firmę”, która pozwoli na wychowanie w dostatku potomstwa. Namiętność (nie mówiąc o miłości) nie była warunkiem sine qua non tego układu. Dziś sprawy mają się inaczej. Rewolucja seksualna, ruch feministyczny, wynalezienie tabletki antykoncepcyjnej pociągnęły za sobą nieodwracalne zmiany w zbiorowej świadomości. Seksualność stała się własnością jednostki, jednym z elementów naszej tożsamości. Tym, co pcha nas w stronę drugiego człowieka, jest przede wszystkim silna chemia. Każdy, kto tego doświadczył, wie, jak jest na początku: ogromne pragnienie drugiej osoby, chęć zbliżenia do niej i posiadania jej. I ogromna niepewność.

To właśnie ona i lęk przed utratą podsycają namiętność. Im bardziej relacja jest niepewna, niepoparta kontraktem (rozumianym nie tylko jako małżeństwo, ale np. jako szczera deklaracja), tym większe jest pragnienie. Im większa jest ciekawość, tym większa namiętność. Im więcej barier i przeszkód do pokonania, tym większy nasz zapał. Z tych silnych emocji wykluwają się owe słynne motyle w brzuchu. Jeśli jednak związek uzyska stabilność, para zna się już dobrze, wie, czego po sobie wzajemnie oczekiwać, i przypieczętowała uczucie sakramentalnym (bądź niesakramentalnym) „tak”, relacja powoli zaczyna przechodzić metamorfozę.

To, co sprzyja namiętności, niekoniecznie służy harmonijnemu pożyciu. Na co dzień chcemy się bowiem czuć bezpiecznie, wiedzieć, na czym stoimy, tworzymy związek oparty na porozumieniu i kompromisach. Gwałtowne emocje nie są dobrym fundamentem dla budowania domu, wychowywania dzieci. A człowiek to kontinuum, nie zawsze jest w stanie włączyć silne emocje, wchodząc do sypialni, by zaraz potem wyłączyć je, biegnąc do dziecinnego pokoju na przykład. Zwykle w tym „obiegu energetycznym” straty sytuują się po stronie sypialni. I cóż począć, skoro żyjemy właśnie w czasach, gdy udany, emocjonujący seks stał się konieczny, byśmy czuli się spełnieni? To, że we wszystkich mediach, w filmie, literaturze, a także przez psychologów jesteśmy przekonywani, że mamy prawo do szczęścia, przyjemności i dbania o swoje potrzeby, z jednej strony popycha nas do odważnego sięgania po swoje, z drugiej natomiast czyni nas seksualnymi frustratami. Bo namiętność, niestety, przemija. Czy jednak musi?

 

Znany nieznajomy

Psychologia podpowiada nam, że jeśli nie możemy zmienić elementów rzeczywistości, powinniśmy zmienić swoje nastawienie do tego, co nas uwiera. Autorka „Inteligencji erotycznej” przekonuje nas, że pewność i stałość, które są składnikami bezpiecznego związku, a jednocześnie z czasem zabójcami namiętności, są tak naprawdę złudzeniem. Opisujemy siebie wzajemnie serią dogmatów: „on nie zrobiłby nigdy tego”, „ona zdecydowanie nie lubi tamtego”, i święcie wierzymy w to, że nasz partner będzie się zachowywał zgodnie z przypisaną mu rolą. A przecież niczego w życiu nie możemy być pewni, łącznie z tym, czy dożyjemy jutra. Tak naprawdę też nigdy nie znamy naszej drugiej połowy tak dobrze, jak nam się wydaje. Każdy nosi w sobie element nieprzewidywalnego, nawet jeśli na co dzień zachowuje się rutynowo.

Jeśli przyznamy sobie wzajemnie autonomię, prawo do tajemnicy – powróci oczywiście niepewność, ale też pożądanie napędzane tym, co nieznane. Jeśli od czasu do czasu spojrzymy na starego poczciwego męża jak na zupełnie obcego mężczyznę, który być może ma swoje niewypowiedziane pragnienia, zapewne uda nam się poczuć tę ekscytację, która pchnęła nas kiedyś w ramiona tego mężczyzny.

Nie rozmawiajmy o tym

Ileż to razy słyszeliśmy, że dla stworzenia dobrego związku konieczne jest porozumienie. Słowa, słowa, słowa. Rozmowy, jasne deklaracje, przejrzystość i czytelne manifestowanie swoich potrzeb. Dzięki nim osiągamy bliskość, poczucie intymności. Talenty komunikacyjne to domena kobiet. To kobiety wnoszą do związku otwartość w mówieniu o emocjach, o uczuciach – rzesze psychologów twierdzą, że to dobrze. „Powiedz mi, co czujesz, porozmawiajmy o tym”, słyszymy to i czytamy w co drugim poradniku. Tymczasem ogromna część męskiej tożsamości opiera się na samokontroli i niewrażliwości. Zdolność do wyrażania (słownego) emocji nie jest cechą „prawdziwego mężczyzny”. A takiego przecież każda z nas chciałaby mieć w sypialni. Jeśli pragniemy ognistego seksu, trzeba się na to zgodzić – twierdzi Perel. Komunikacyjne ograniczenia mężczyzn często prowadzą do rozwinięcia innych, niewerbalnych sposobów narracji. Ciało może pomóc w wyrażaniu bliskości emocjonalnej. Warto mieć w pamięci, że bardzo często seks jest jedynym sposobem, w jaki mężczyzna wyraża bliskość. Zamiast się zastanawiać, czy on rozumie, co mówię, czy nie, lepiej pozwolić mu mówić, tak jak potrafi. I druga rzecz: bezgraniczne otwieranie się przed drugą osobą, mówienie jej wszystkiego jak na spowiedzi eliminuje z życia tę niezbędną tajemnicę. I może szkodzić namiętności.

Z perspektywy swojej ponadtrzydziestoletniej praktyki terapeutycznej pani Perel twierdzi, że wiara w równouprawnienie, budowanie zgody, kompromis, uczciwość i wzajemną tolerancję może prowadzić do bardzo nudnego seksu. Świat erotycznych fantazji nie ma nic wspólnego ze społeczeństwem obywatelskim.

Często bywa tak, że przedsiębiorcze i nadodpowiedzialne kobiety marzą o tym, by ich mężczyzna rządził nimi w sypialni, chcą być zniewolone. I przeciwnie: mąż, który nienawidzi, gdy żona wydaje mu polecenia w kuchni i w salonie, uwielbia, gdy dyryguje nim w sypialni. Dystrybucja władzy i kontroli jest bardzo ważnym elementem życia erotycznego. Lepiej, co sugeruje autorka, pozwolić sobie na opuszczenie stanowisk, na których się okopaliśmy. To, że pozwolimy się zakuć w kajdanki z futerkiem, nie sprawi, że będziemy niewolnikami poza sypialnią. Element lekko perwersyjnej gry (za zgodą obu stron) tylko podgrzewa atmosferę. Przekraczanie granic, łamanie tabu i tracenie kontroli – bo poddanie się własnym fantazjom to właśnie tracenie kontroli – daje nam dostęp do ogromnych pokładów namiętności.

Niepoprawna wyobraźnia

Trzeba się z tym pogodzić: to, co nas podnieca, czego pragniemy i o czym fantazjujemy, często nie pasuje ani do preferowanego obrazu ja, ani do moralności, ani do ideologii, którą się kierujemy. Mężczyźni marzą o seksie z prostytutką, aby namiętniej się kochać z żoną, kobiety pragną rozkosznych chwil w ramionach brudnego motocyklisty (choć mężowie noszą garnitury od Hugo Bossa, które im same kupują) albo z psychopatycznym eks-chłopakiem, za którego w życiu by nie wyszły. Erotyczna wyobraźnia zasilana jest uczuciami dalekimi od poprawnych: agresją, zwierzęcą żądzą, infantylnymi potrzebami, władzą, zemstą, egoizmem i zazdrością. Gdyby je dopuścić do głosu, mogłyby zniszczyć związek. Bezpieczniej zepchnąć je do sfery wyobraźni. Mądrzej – potrafić czerpać z nich radość.

Jeśli zaakceptujemy własne fantazje, radośniej i pełniej będziemy korzystać z seksu. Dla niektórych par dzielenie się nimi jest elementem gry miłosnej. Jeśli zgodzimy się na to, co w nas drzemie, o niektóre rzeczy będziemy umieli poprosić. Jeśli nas to bawi, można się posunąć do inscenizacji wymarzonych scenek, odgrywać zupełnie inne role, powędrować w świat Emmanuelle. Nie ma w tym nic złego. Wyobraźnia to tylko wyobraźnia. Jak słusznie zauważa autorka, sceny gwałtu, o których fantazjują kobiety, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością: gwałciciele z fantazji są nad wyraz łagodni. Za takim wyobrażeniem kryje się często pragnienie bycia zdominowaną, bo tylko taki wyobrażony przymus wyzwala rozkosz: sama sobie na to nie pozwolę, ale przecież zostałam zmuszona.

Odmówienie sobie prawa do namiętności jest tym balastem wynikającym z purytańskiego wychowania, który kobiety dźwigają od stuleci. Bo nam nie wolno. Bo mamy być jak Matka Boska.

Spontaniczne planowanie

Wśród wielu rad Esther Perel kluczowa wydaje się jedna: dobry seks trzeba planować. Trzeba się nad nim zastanawiać, dopuścić do głosu własne pragnienia i robić, co nam się podoba. Jeśli pożądamy pożądania, czasem trzeba odstawić inne sprawy na bok i zająć się rozniecaniem ogniska, ale nie domowego, tylko w sypialni.

Planowanie nie musi być rozumiane jako brak spontaniczności (przecież nie będziemy rozpisywać całego aktu na minuty). To czekanie, pragnienie i tęsknota. Niepewność, czy się uda. Słowem, wszystko to, co sprzyja namiętności.

Tekst archiwalny

  1. Seks

Męski kryzys seksualny - jak odbija się na związku?

Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Lęk przed bliskością, zazdrość, chęć ukarania partnerki - wiele może być przyczyn po stronie mężczyzny, które rujnują życie seksualne w związku. (fot. iStock)
Gdy seks w miłosnej relacji staje się obszarem władzy, dominacji czy karania, związek przeżywa ciężką próbę – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

On nie ma ochoty na seks – donoszą już nie tylko 40-latki zaniepokojone jego kryzysem połowy życia, ale także 30-latki. Seks przestał był atrakcyjny dla młodych mężczyzn? Kobietom z pewnością chodzi o seks partnerski, intymny, związany z czułością, otwartością…

Właśnie o taki.
Coraz częściej nawet młodzi, dwudziestokilkuletni, zdrowi, przepełnieni hormonami mężczyźni czują niepokój na myśl o doświadczeniu seksualnej otwartości. Co innego seks sportowy, fizjologiczny, szybki numerek – każdy mężczyzna to potrafi. Wbrew pozorom ekstaza miłosna dla wielu mężczyzn może być – i jest – źródłem niepokoju, a czasami wręcz przerażenia.

Przerażenia?
Czasy, w których żyjemy, nie sprzyjają kontaktowaniu się ze swoją wrażliwością. Intymny związek, intymny seks wiążą się z głębokim kontaktem ze sobą, z odsłanianiem się, z czułością, i to nie przez chwilę, ale na stałe. To wciąż dla wielu mężczyzn nieznany ląd.

Stąd lęk?
Związany także z utratą kontroli. Rozmawiam z młodym mężczyzną, który skarży się, że nie może spać. Pytam, co złego by się stało, gdyby jednak zasnął. Jest zdenerwowany na samą myśl o tym, ponieważ wtedy nie wiedziałby, co się dookoła dzieje. Dlatego najchętniej w ogóle by nie spał. Wyobraźmy sobie takiego mężczyznę w objęciach z ukochaną, oddającego się ekstazie miłosnej… Nie do wyobrażenia, prawda? To, oczywiście, skrajny przypadek, jednak wielu mężczyzn w jakimś stopniu odnajdzie w nim siebie. Boimy się utraty kontroli, ponieważ nie wiemy, co się wydarzy, jakiego siebie wówczas spotkamy. Co innego płatny seks. Tu wszystko jest proste. Nie trzeba czułości, otwartości, jest transakcja – to do mężczyzn przemawia. Znają świat transakcji. Zwierzają się: „Jaka ulga! Wiem, na co się decyduję, usługa wykonana, kładę pieniądze na stół, wychodzę”. Pełna kontrola.

To dopiero skrajny przypadek.
Nierzadki. Zwracam uwagę na to, jak trudno współczesnym mężczyznom otworzyć się na miłość, na seks, który nie jest usługowy, produktywny. Ostatnio jeden z mężczyzn podzielił się ze mną niezwykłym dla siebie odkryciem: „Nie ma lepszego lekarstwa na stres niż seks! Są na to badania!”. Znalazł racjonalny powód, zredukował napięcie. Jednak w głębokim miłosnym związku seks nie służy żadnym pobocznym celom, choć, oczywiście, efekty poboczne mogą być. Służy jedynie doświadczeniu jedności, całości, wspólnej ekstazy. To właśnie tego wymiaru siebie mężczyźni tak bardzo się boją. Nie wiedzą, w jaki sposób to nieprzewidywalne, nieracjonalne, trudne do zdefiniowania przeżycie moglibyśmy dopasować do swojej tożsamości. Paradoksalnie boją się tego, za czym najbardziej tęsknią. I przed czym uciekają. Czasem przez całe życie.

A my, kobiety, staramy się, najczęściej neurotycznie, nadmiarowo. Czegóż nie próbujemy! Nie ma ochoty na seks? Schudnę, zrobię wystrzałowy makijaż, spódniczka mini, seksowna bielizna, kolacja przy świecach…
Tak, to są częste skargi kobiet: „O co chodzi? Co się stało? To ja mam teraz o niego zabiegać? Prosić o seks?”. Dobre, przyjacielskie związki przeżywają kryzys, ponieważ kobieta nie czuje zaangażowania, namiętności. Im bardziej ona wymaga, tym bardziej on się wycofuje. Ona goni, on ucieka. W końcu idzie jak na ścięcie. To mogłoby być zabawne, gdyby nie rodziło tak wiele cierpienia. Mężczyzna zaczyna więc traktować intymny kontakt jako zadanie do wykonania, obowiązek. Boi się, że nie sprosta; boi się impotencji, wczesnego wytrysku. Nie chce zawieść, rozczarować, popsuć tego, co jest, więc woli unikać, nie narażać się.

To rozwściecza kobietę.
Tak, zaczynają się napięcia, spory nie wiadomo o co. Jeśli sytuacja się przeciąga, kobieta zaczyna się interesować innymi mężczyznami i mówi o tym. To z kolei budzi furię zazdrości w nim. Kłopot w tym, że lęki, które mężczyźni odczuwają, nie są przez nich uświadomione. Kobieta wysłuchuje coraz to nowych racjonalizacji. On nie może, bo bierze leki i właśnie doczytał, że takie mogą być skutki uboczne. A poza tym przeciągająca się choroba osłabiła organizm energetycznie. Jest przemęczony. Przeżywa trudny okres w pracy. Kończy duży projekt. Ale gdy już go skończy… Na początku te racjonalizacje brzmią logicznie i rokują na przyszłość – no, bo w końcu kiedyś przestanie brać te leki i skończy projekt. Niestety, najczęściej jest tak, że choroba ustępuje, projekt się kończy, ale problem pozostaje. Jednak mężczyzna się nie poddaje, ma w zanadrzu kolejne racjonalizacje i uniki: teraz po tej wyczerpującej chorobie, po ciężkim okresie w pracy musi doładować akumulatory, wzmocnić się. To kobietę przygnębia, bo ileż można słuchać tego samego. Związek coraz bardziej słabnie. Rozstanie wydaje się nieuniknione.

Wiele kobiet mówiło mi, że mąż, partner „odciął” je od seksu, gdy zaczęły robić karierę, zarabiać więcej od niego…
To jest rodzaj biernej agresji, która – niestety, także nieuświadomiona – rządzi psychiką wielu mężczyzn. Taka jesteś we wszystkim świetna, takie masz sukcesy, ale TEGO ode mnie nie dostaniesz. Wielu partnerów znanych artystek, wziętych biznesmenek mówiło mi, jak fatalnie czują się, gdy w towarzystwie, na spotkaniu rodzinnym to one są na piedestale, je się docenia, chwali, podziwia.

A ona potrzebuje jego zachwytu i adoracji.
Nie dostaje tego, ponieważ mężczyzna nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Nie zna siebie. Nie rozumie swoich wewnętrznych napięć i konfliktów. Nie wie, co go blokuje, czego się obawia. Nie wie, co czuje i czego potrzebuje. Jest rozdrażniony, zirytowany, obrażony. Zaczyna więc karać i manipulować seksem. Tu ma władzę. Fatalne. Dla związku równia pochyła. Seks to sfera miłosnego spełnienia; spełniony seks jest przejawem spełniającej się relacji. W żadnym razie intymność nie może być obszarem władzy, dominacji, karania czy szantażu. Oczywiście, w świecie to się zdarza. W związkach miłosnych też. Jednak nie o to chodzi. Niczego w ten sposób nie wygrywamy. Osłabiamy siebie i więź z najbliższą osobą.

Na zewnątrz to wygląda jak niechęć do seksu. Co jest pod spodem, w psychice?
Niewyrażone frustracje. Żal do losu, do świata, do siebie, przekierowany na partnerkę. Niskie poczucie własnej wartości. Bardzo często niewyrażony ból i smutek wewnętrznego chłopca. Nie sposób namiętnie się kochać, kiedy odczuwa się smutek. Warto poświęcić trochę czasu, aby zająć się wewnętrznym chłopcem, który potrzebuje zaopiekowania, wsparcia. Chłopcy w dzisiejszym świecie nie przechodzą męskiej inicjacji w dorosłość. Mężczyźni nadrabiają edukacją, jednak rzadko zajmują się nierozbrojonymi lękami, obawami, poczuciem winy, wstydu, bezradności. Nie mają okazji zintegrować – jak to się fachowo mówi – serca z miednicą. Oddzielają seks od miłości romantycznej. Bardzo często seks skojarzony jest z poczuciem winy.

Od czego zacząć?
Najważniejsza jest świadomość. Jakie cele sobie stawiam? Czego chcę? Na czym naprawdę mi zależy? Bardzo często wygląda to tak, że mężczyzna niby godzi się z tym, że partnerka zarabia dwa, trzy razy więcej od niego. Że odnosi sukcesy. Że nie ma jej w domu, bo wyjeżdża na tournée czy w delegację. Że to on zajmuje się sprawami rodziny, robi zakupy, dba o dzieci. No więc niby się godzi, a jednak ze smutkiem, żalem i wstydem mówi: „Wiesz, jestem taką kurą domową”. A przecież mógłby powiedzieć: „Jestem dobrze zorganizowanym, koordynującym wszystko gospodarzem, troskliwym ojcem”. Gdy nazywa siebie kurą domową, to jaki obraz wyłania się z nieświadomości? Kogoś zaniedbanego, kto prowadzi życie o małej wartości. Czy doceniam siebie? Czy wybieram to, czym się teraz zajmuję? To są ważne pytania.

Czasem odpowiedź brzmi: „I tak, i nie”.
Te wewnętrzne konflikty także trzeba dogłębnie zbadać. Pamiętam mężczyzn, którzy na terapii małżeńskiej mówili, że źle się czują w domu. Kobiety deklarowały wówczas, że w takim razie nie przyjmą kolejnego awansu, żeby być więcej z rodziną, zatrudnią pomoc do dzieci, a mężczyzna znajdzie lepiej płatną pracę. Na to mężczyźni: „No nie, przecież dzieci potrzebują ojca, a nie opiekunki!”. Kobiety nie dawały za wygraną: „Zrezygnujmy więc z dużego domu, z drogiego samochodu, żyjmy skromniej, oboje będziemy mieli więcej czasu dla siebie i dla dzieci”. Za każdym razem, gdy ona coś proponowała, on się krzywił, wymyślał kontrargumenty; tak źle i tak niedobrze.

W jakimś sensie mężczyznom jest więc wygodnie tak, jak jest.
Nie przyznają się do tego; narzekają, ale nie chcą niczego zmieniać. To najlepszy przykład niepanowania nad sobą, nieświadomości, w jakiej żyjemy; tracę ochotę na seks, ponieważ widzę kobietę jako źródło własnego niespełnienia, frustracji i żalu. Ale to nie kobieta jest tym źródłem. Ja nim jestem. Warto pamiętać, że kryzysy otwierają przestrzeń do rozwijania samoświadomości, uczciwego badania siebie. Przydałoby się lustro, żeby spojrzeć sobie w oczy i szczerze odpowiedzieć na kilka pytań. Czy sposób, w jaki żyję, mnie satysfakcjonuje? Czego w sobie nie akceptuję? Co mogę zmienić? Co chcę zmienić? W jaki sposób zmiana, której dokonam, wpłynie na mnie i na najbliższe mi osoby?

Zaczęliśmy tę rozmowę od frustracji kobiet…
Tu nie chodzi tylko o zaspokojenie kobiety. Nam, mężczyznom, przydałaby się świadomość, że satysfakcja seksualna pozwala przekroczyć problemy rodzinne i zawodowe. Można być ze sobą blisko w różnych obszarach życia, jednak gdy brakuje tej szczególnej bliskości, brakuje doznań szczytowych, mistycznego domknięcia, dopełnienia. Brakuje czegoś, co wykracza poza dobrą organizację, prosperity; poza wszystko, co da się uporządkować, zaplanować, skalkulować i skontrolować. Poza wszystko, co znane. Po co nam mistyka w świecie, który wymaga przede wszystkim operatywności i sprawności?! Okazuje się jednak, że ten brak sprawia, iż to, co tak świetnie zorganizowane i uporządkowane, zaczyna się rozsypywać albo wygasa, wyczerpuje się. Kobiety to intuicyjnie czują. I podnoszą alarm. To dla nas wyzwanie i szansa.

  1. Seks

Jak urozmaicić seks? Pomysły na odmianę w sypialni

W seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać. (Fot. iStock)
W seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać. (Fot. iStock)
W radosnym, nieskrępowanym i pełnym zmysłowości seksie nie chodzi o to, żeby znać mapę punktów erogennych. Liczy się wspólne ich szukanie. Delikatne dotykanie i niedotykanie. Bawienie się seksem i cieszenie sobą nawzajem – mówi psychoterapeutka i specjalistka od seksualności człowieka Maja Herman.

Jak urozmaicić seks?
urozmaicenie w sypialni jak urozmaicić seks jak urozmaicić życie w łóżku jak urozmaicić życie w sypialni urozmaicenie w łóżku jak urozmaicić życie łóżkowe urozmaicenie seksu

Porozmawiajmy o przebierankach i innych erotycznych gierkach i zabawach. Nowością na wiosnę, jak słyszałam, jest kostium słowiańskiej Marzanny (troszkę wstążek i słomy) lub – dla lubiących mocniejszą nutę – złota korona i nic więcej.
Skoro jedziemy tak grubo, to opowiem ci, jak to mój pruderyjny kolega wrócił pewnego dnia do domu, a tam w holu w półmroku zobaczył diabliczkę z rogami, ogonem i trójzębem. Był tak przerażony, że wpadł w atak paniki. Zaczął krzyczeć, że nie chce iść do piekła! Że nic złego nie zrobił. Diabliczka rzuciła trójząb i podbiegła do niego: „Uspokój się kochanie, to ja!”. Ale nie mogła go uspokoić i przekonać, że to ona, jego żona w kostiumie z czerwonego lateksu z rekwizytami. Ponieważ, jak mówiłam, był pruderyjny w łóżku, a ona miała temperament, postanowiła zrobić mu grubą niespodziankę! Zainspirowała się postacią Maze z serialu „Lucyfer”. Poszła do sex-shopu, dodała erotyczne atrybuty…

Powinna uprzedzić?
Tylko wtedy nie byłoby niespodzianki. Warto jednak podpytać partnera, żeby wiedzieć, co go kręci, a co przeraża. Bo można, co się wówczas zdarzyło, trafić w jakąś fobię, którą ukrywał przez lata, i to przed najbliższą osobą. Dlatego ja nie przepadam za przebierankami. Są bezpieczne zabawy, jak klasyczny „seks z nieznajomym”, choć i tu może dojść do jakiejś śmiesznej pomyłki. Ta zabawa polega na tym, że para umawia się na spotkanie w hotelu w jakimś malowniczym miejscu, na przykład w Sopocie. Do tego hotelu mają dotrzeć sami. Ten, kto będzie pierwszy, wysyła drugiemu numer pokoju. A potem zostawia drzwi uchylone i czeka w łóżku. A gdy druga osoba dotrze do hotelu, bez słowa wchodzi po pokoju i od razu, bez słowa się kochają. Oczywiście, znam historie, kiedy mąż – podekscytowany tym, że żona dała się w końcu namówić na tę erotyczną zabawę – pomylił cyferki, a więc ona pomyliła pokoje i – przerwała seks jakiejś innej parze. Ale o to chodziło! Bo związek ożywiają: ryzyko, niepewność, zmiana – ale tak podane i zażyte, by nie zatruły miłości, jaka łączy parę!

Niepewność, ryzyko? A może wystarczą czerwone szpilki? Postawiłaś je kiedyś na środku sali, w której prowadziłaś zajęcia dla kobiet.
Doskonały pomysł! To była grupa terapeutyczna dla kobiet, które miały problem z zajściem w ciążę. A kobiety, ba!, pary, które starają się o dziecko, szybko zapominają, że seks jest przyjemny. Można to także powiedzieć o parach, które są ze sobą długo, gdyż one przeniosły swoją intymność na inny poziom, „siostrzano-braterski”. Wzbudzić z powrotem tę erotyczną intymność (z jakiegokolwiek powodu utraconą) można, sięgając po atrybuty seksualności, jakimi są szpilki. Niby nic, a przecież 70 proc. mężczyzn jest fetyszystami kobiecych stóp. Szpilki to ich symbol. Symbol stóp zmysłowo wygiętych. Jak wtedy, gdy kobieta opiera je na pośladkach czy ramionach mężczyzny podczas stosunku. Ubrana tylko w szpilki każda z nas jest bardzo sexy.

A więc o to chodzi w szpilkach, żeby w wyobraźni były jedynym ubraniem kobiety?
O to, aby uruchomiły każdą fantazję, jaką na ich temat można mieć! Ja nie boję się fetyszów, dlatego sama noszę bardzo wysokie szpilki. A jeśli ktoś się swojej seksualnej natury obawia, może zacząć ją odkrywać właśnie dzięki szpilkom i szmince. To takie proste! No, ale już sama nie wiem, ile razy od kobiet słyszałam: „Dopóki nie urodziłam dziecka, też chodziłam w szpilkach”. Ja mam synka, i to już od dziesięciu lat. Albo: „Jak byłam młodsza, to chodziłam, a teraz kręgosłup mnie boli i haluksy mi wyskoczyły”. I tu kobiety ruszają w podróż po mapie swojego ciała, ale niestety nie jest to podróż erotyczna, tylko medyczna. Jest jeszcze trzecie uzasadnienie dla „nie”: „Szpilek nigdy nie nosiłam, nie lubię, to nie dla mnie!”. Ale przecież nie musimy biegać w nich przez 16 godzin. Można założyć, stanąć przed lustrem, posiedzieć na krześle, pomachać nogami w tych szpilkach i uśmiechnąć się. Można też mieć taką sukienkę czy spódnicę, które, kiedy siadamy i przekładamy nogę na nogę, robią wrażenie, że zaraz będzie wszystko widać. To naprawdę erotyczny moment, taka zwykła czynność.

Można się poczuć jak Sharon Stone z „Nagiego instynktu”.
Właśnie! Taki drobiazg, a daje kobiecie poczucie siły, sprawczości. Daje radość z pokonania lęku przed oceną, przed tym, że kiedy tak się ubierze, to będzie postrzegana jako pusta lala. I właśnie dla tych wszystkich powodów postawiłam wtedy te czerwone szpilki na środku sali. Żeby kobietom wskazać drogę do ich seksualności.

Co jeszcze pomoże urozmaicić seks?
Zaczęłabym od wizyty w sex-shopie. Razem! Jeśli para nigdy tam nie była, to będzie odświeżające doświadczenie. Jeśli jednak ten pomysł jest całkowicie sprzeczny z zasadami, jakie dwoje ludzi uznaje, nie trzeba się zmuszać. Opowiem jednak, co można tam znaleźć i dodać do zmysłowej gry. Na pewno odradzam kupowanie online, to nie jest sklep jak inne. Jeśli ma to nas odświeżyć, czyli uczynić nasze zmysły bardziej wrażliwymi, trzeba tam iść i podotykać. Wziąć do ręki to, co nas zainteresuje...

Co to może być, poza wibratorem czy dildo?
Choćby niezwykle seksowne ubrania. I wcale nie chodzi mi o kostium diabliczki czy pielęgniarki z wielką strzykawką. Są tam przepiękne ubrania ze skóropodobnego materiału. Urocze i zmysłowe. Na przykład krótkie spodenki, rozpinane tylko w kroku. Sukienki, które mają suwak z tyłu od góry do dołu i które można rozpiąć z jednej lub z drugiej strony, w zależności od tego, jaką część ciała chcemy mieć dostępną.

Te ubrania są z lateksu? Kojarzy mi się z niemieckimi filmami pornograficznymi...
To już nie jest taki lateks jak wtedy. Oczywiście ludzie mają fantazje o seksie w lateksowych ubraniach, ale tak naprawdę kobiety w słowie „lateks” zniechęca co innego. Boją się lateksowych ubrań, bo myślą, że jak nałożą coś, co dokładnie opina, to uwidocznią się wszystkie fałdki. A jest dokładnie odwrotnie! Lateks wygładza wszystkie niedoskonałości. A poza tym jeśli partner marzy o tym, żeby zobaczyć swoją kobietę w lateksie, to choćby ona była ogromna jak góra i miała same fałdki – on tego nie zauważy! Liczy się co innego, niż kobiety myślą…

Czyli co? Dlaczego lateks jest sexy?
Bo jest drugą skórą. Bo nas dotyka wszędzie i to patrzącego podnieca tak, jakby sam to robił. Bo jest nową skórą, co budzi ciekawość, kiedy swoją skórę bardzo dobrze już znamy. Nie ma się co lateksu bać. A skoro jesteśmy przy skórze, sex-shop to miejsce, gdzie jest wiele pięknych, malutkich rzeczy do stymulacji. Przede wszystkim piórka…

Piórka do pieszczenia skóry?
Jak słyszymy „piórka”, to widzimy coś, co zgubił gołąb. Ale to są pęki piór o różnej strukturze, pięknie pomalowane i połączone ze sobą w miotełki. A jeśli partner jest pruderyjny, bezpieczniej zmieniać jego sztywność i zachowawczość powoli, małymi kroczkami. Nie tyle zaciągać na siłę do sex-shopu, ile otwierać na zmysłowość. Jednym piórkiem dotykać go delikatnie i pytać, czy to mu sprawia przyjemność, czy to dla niego miłe. Jeśli tak, następnym razem użyć ich pęku – może zechce sam spróbować nimi dotykać partnerkę? Są też baciki, ale takie, które nie sprawiają bólu, a tylko drażnią skórę. Są elementem niezwykle zmysłowej zabawy w „dotykam – nie dotykam”. Odświeżającej, bo biorą w niej udział mózg i skóra. Ta zabawa niepokoi, bo sprawia, że tracimy orientację: mózg widzi bacik i ostrzega, że będzie bolało! A skóra, choć silnie unerwiona, odczuwa tylko pieszczotę! Bacik zakończony wstążkami czy frędzlami to zabawka dla tych, którzy zaczynają tę przyjemną podróż do innego seksu. Stopień wyżej są woski do ciała. Specjalne świeczki, które zapalasz i kapiesz woskiem na skórę. Bardzo szybko stygnie, więc nie chodzi o ból, ale o to, że wosk zastyga na skórze i ją ściąga. Wszystkie rodzaje wosków warto najpierw obejrzeć, powąchać. Już samo wejście i wybieranie są ważne. Jeśli ekspedientka wie, co ma i do czego można tego użyć, to wizyta w miejscu, gdzie wszystko służy radości seksu, bywa stymulująca. Oczywiście do każdego z gadżetów są instrukcje, ale istotne jest też to, że z kimś obcym rozmawiamy o tym, co będziemy robić w łóżku! W całkiem niewinny i bezpieczny sposób realizuje się więc jedna z najczęstszych fantazji seksualnych, czyli trójkąt. Mentalnie ekspedientka jest z nami w łóżku! Świadomość, że ktoś wie, co będziemy robić, jest szalenie ekscytująca. Nie naruszamy naszej intymności, ale realizujemy fantazję o trzeciej osobie. Można ją też zrealizować w jeszcze inny bezpieczny sposób – dzięki opowieściom: kiedy już wrócimy do domu i zaczniemy się kochać, jednocześnie zaczynamy sobie opowiadać, co robiłaby teraz z nami ta trzecia czy ten trzeci, gdyby tu byli.

Opowieści o tym trzecim lub tej trzeciej podczas seksu zamiast trójkąta?
Zgadza się. Na przykład mój partner opowiada, co ta trzecia teraz robi. Jak to robimy. Jak ja się z tym czuję, jak on się z tym czuje. Jak ja reaguję na to, co ona robi, jak ona reaguje na jego pieszczoty. Kochamy się i dopowiadamy jednocześnie... Dzięki opowieściom podczas stosunku możemy zrealizować wszystkie fantazje, a jednocześnie ich nie realizować. Nawet takie, które – gdybyśmy się na nie zdecydowali – naprawdę zniszczyłyby naszą miłość. Ale kiedy je sobie tylko opowiadamy, podniecają, a nie niosą żadnego zagrożenia.

A jak jedno z nas się trochę wstydzi?
Może zgodzi się na zabawę w piloerekcje. To szukanie miejsc, gdzie dotyk dłonią czy piórkiem wywoła gęsią skórkę. Jeśli dotkniesz partnera tak, że tę erekcję mieszków włosowych ma, wygrywasz. Jeśli partner zrobi to szybciej i wywoła ją u ciebie, przegrywasz! Ci, którzy się wstydzą, mogą zawsze zamknąć oczy i sobie wyświetlać jakiś zmysłowy obraz, choćby siebie ze świeczką w zwiewnej bieliźnie w scenografii gotyckiego zamku… Piórka, miotełki, świeczki pomogą odnaleźć nowe miejsca erogenne? Nie ma nowych miejsc! Jeśli, tak jak ja, jesteś lekarzem i wiesz, jak przebiega unerwienie skóry, które nerwy łączą się z narządami płciowymi, znasz te miejsca. Ale w seksie nie o to chodzi, żeby umieć wskazać mapę punktów erogennych. Liczy się to, aby ich wspólnie szukać! Właśnie tymi miotełkami czy świeczkami. Delikatnie dotykać i nie dotykać. Omijać te miejsca, o których wiemy, że nas podniecają, jak na przykład szyja, by wędrując powoli po kontynencie ciała, odkrywać nieskończoną skalę nowych doznań. Można zagrać z partnerem w to, kto znajdzie ich więcej na skórze drugiego. Najpierw jedna noga, potem druga. Odczucia mogą być różne! A jak jedno nic nie znajdzie, to daje drugiemu rekompensatę i na przykład realizuje jakąś jego fantazję.

Na przykład rozbiera się bardzo powoli, udając striptiz…
Skoro przy tym jesteśmy, to odświeżenie seksu zacznijmy od kupienia domowej sukienki. Nie przebierajmy się po powrocie do domu w stary, wyciągnięty dres! Nie musimy chodzić w tym, w czym byliśmy w pracy, ale nałóżmy coś ładnego. Ja sama chodzę właśnie w sukienkach. A jak wkładam dresy, to takie, które podkreślają moją pupę, bo wiem, że to jest mój walor. Lubię też chodzić bez stanika, w obcisłych bluzeczkach w jasnych kolorach. Wszystko widać jak na dłoni, ale robię to celowo. Koszulki noszę tak, by spadały z jednego ramienia. Ramiona są bardzo sexy, podobnie jak obojczyki, bo budzą wyobraźnię: Co jest niżej? Czy też jest tak symetrycznie? Bo w zmysłowym ubraniu właśnie o to chodzi, aby budzić ciekawość patrzącego. Nie trzeba być jak lato, które pokazuje kosze pełne owoców. Warto być jak wiosna, zaciekawiać tym, co tylko trochę odsłonięte i ukryte.

Czy radosny seks może poprawić nam samopoczucie zimą, zanim jeszcze nadejdzie wiosna? Przecież to czysta serotonina i inne poprawiające nastrój neuroprzekaźniki!
Seks z pewnością może pomóc na obniżony nastrój, ale nie na depresję, bo wtedy ochota na seks nie jest częsta. Ale jeśli mamy gorszy dzień lub trudny okres i chcemy się kochać, zróbmy to. Poczujemy się lepiej właśnie dzięki dopaminie czy oksytocynie.

Maja Herman, absolwentka Wrocławskiej Akademii Medycznej, lekarka, specjalistka psychiatrii, psychoterapeutka, naukowczyni.

  1. Seks

Czy mężczyźni myślą tylko o seksie?

Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Czy facetom zawsze chodzi o jedno? Czym różnią się od nas w postrzeganiu seksu? O czym fantazjują? Jak odnajdują się u boku dzisiejszych świadomych swoich potrzeb i wyzwolonych kobiet? Czy naprawdę nie przeszkadza im nasz cellulit? Portret współczesnego mężczyzny staramy się stworzyć wraz z psychoterapeutą Michałem Pozdałem.

Mówi się, że mężczyznom jedno w głowie. Czy to prawda, że myślą tylko o seksie?
Nie! Myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. Ukuło się takie przekonanie, że myślimy tylko o „tym”. A wszystko, co jest odpowiednio długo powtarzane, wydaje się prawdziwe. Z badań przeprowadzonych w Ohio wynika, że mężczyzna myśli o seksie 19 razy dziennie, ale nie można tych wyników traktować poważnie. My chyba cały czas nie dopuszczamy do siebie prawdy, że mężczyzna to też człowiek, z własną emocjonalnością. Jako społeczeństwo redukujemy mężczyzn do automatu, oni zresztą sami też to robią. „Jestem facetem i wielu rzeczy nie muszę, bo jestem mało skomplikowany” – takie spojrzenie jest wygodniejsze. Poza tym w rodzinach działają transgeneracyjne przekazy, które też wdrukowują nam, że facet to automat.

Czym jest seks dla takich odciętych od własnej emocjonalności automatów?
Dla większości mężczyzn to strefa zupełnie nieodkryta. To znaczy znają doskonale automatykę seksu, ale nie mają dostępu do jego przeżywania. Czyli nie wiedzą, czym jest seks. Sprowadzają go do erekcji – za przeproszeniem wsadzić do pochwy, ejakulować i wyjąć. Gdy przychodzi do mnie para z problemami z erekcją i pytam, jak wygląda ich życie seksualne, mężczyzna mówi: „Nie uprawiamy seksu”. Dopytuję: „W ogóle się nie dotykacie? Nie pieścicie?”. On odpowiada: „Dotykamy się, pieścimy, ale seksu nie mamy”. Bo seks to stosunek. A gdy pytam mężczyzn w wieku 40–50 lat, jakie miejsce w ich ciele jest najbardziej erogenne, najczęściej nie wiedzą. Zalecam więc w ramach ćwiczeń dla par całowanie po szyi, po uszach czy po sutkach i wtedy odkrywają, że ich to tak stymuluje, że widzą gwiazdy…

A jak to jest z młodszym pokoleniem mężczyzn – są bardziej świadomi siebie i swoich potrzeb?
Jest spora grupa mężczyzn naszpikowanych pornografią, którzy traktują przez to seks instrumentalnie. Ale jest też wielu młodych mężczyzn, którzy zostali już inaczej wychowani, inaczej postrzegają siebie, a przez to inaczej patrzą na swoje relacje seksualne. Są bardziej otwarci na swoją cielesność. A na problemy z erekcją reagują – albo „miałem zły dzień, jestem przemęczony”, albo „nie kocham jej, nie mogę”. Natomiast mężczyźni 40-letni traktują erekcję jak automat. I mają przekonanie, że muszą. I to jest okropne i okrutne. W ten sposób redukują męskość i męską seksualność do penisa. Myślę, że to niesprawiedliwe, gdy media czy reklamy powtarzają, że mężczyzna musi, bo mamy wielu wspaniałych mężczyzn po urazach kręgosłupa, którzy nigdy nie będą mieli erekcji, a są cudownymi kochankami. I żywym dowodem na to, że seks to nie tylko penetracja.

Zubożona jest ta męska seksualność…
Żeby się otworzyć na swoje przeżycia seksualne, musimy rozumieć, co się z nami dzieje, i umieć komunikować swój stan emocjonalny. A wielu mężczyzn nie ma takiej uważności na siebie i to się przekłada na problemy w seksie. Nie wiedzą, dlaczego mają ochotę lub dlaczego jej nie mają. I nadużywają pornografii, która wywołuje hiperstymulację mózgu – po pewnym czasie potrzebują więcej i więcej. Moi pacjenci często opowiadają, że podczas kontaktu seksualnego z partnerką odłączają się od tego, co się dzieje, i przypominają sobie sceny porno, żeby się dostymulować. Nie potrafią się skupić na tym, co jest tu i teraz. Partnerka to wyczuwa i seks zaczyna być co najmniej nieudany.

A jak dla odmiany swoją seksualność postrzegają kobiety?
Dużo lepiej rozpoznają swoje potrzeby i pragnienia seksualne, lepiej też komunikują się w kontekście swojej seksualności. Media zrobiły tu dobrą robotę – wyedukowały was w kwestii rodzajów orgazmów, sposobów zaspokojenia, dbania o swoje potrzeby, upominania się o rozkosz. Nadal w niektórych związkach to mężczyzna warunkuje długość aktu seksualnego. Gdy on ejakuluje, oznacza to koniec seksu. Ale kobiety teraz mówią: „Postaraj się o moją przyjemność”. Kobietom jest łatwiej rozmawiać o seksie, bo dla nich to jest opowieść o emocjach i potrzebach. Chociażby przez sposób wychowania przychodzi im to łatwiej. Zwłaszcza że w seksie czasami trzeba poprosić, trzeba być bezradnym i trzeba się poddać. Mężczyznom przychodzi to z trudem…

Chcąc zgłębić męski punkt widzenia, muszę spytać o jedną rzecz, która spędza sen z powiek wielu kobietom – czy mężczyznom przeszkadza nasz cellulit?
Mężczyźni nie wiedzą, co to jest, dopóki partnerka im tego nie pokaże. I są zaskoczeni, gdy dowiadują się, że kobiety to maskują. Ale wy, drogie panie, jesteście nauczone, żeby się pilnować – golić, depilować, podcinać, wysysać… Mężczyźni nie mają tego obciążenia. To, że mu urósł brzuch, w ogóle nie warunkuje jego wartości seksualnej. Za to często trudno im się skoncentrować na seksie, bo myślami są ciągle w pracy. I z tego powodu pojawia się często problem z erekcją. Jeżeli kobieta się obrazi albo przestraszy, że już go nie podnieca, problem urośnie. A jeżeli przytuli się i powie: „Jak się czujesz? Co się dzieje?”, to w tej atmosferze bliskości i zrozumienia może narodzić się wspaniały seks. On potem mówi, że ona go podnieciła. Ale to była bliskość. Bo żeby uprawiać seks, trzeba podejść do siebie blisko.

No dobrze, a kiedy już mężczyzna zostawi tę pracę, to na czym się skupia w seksie?
Najlepiej, gdyby skupiał się na tym, co się właśnie dzieje. Niestety, mężczyźni, z którymi pracuję, często skupiają się na tym, żeby dobrze wypadli i zaspokoili partnerkę. Wtedy właśnie zaczynają się problemy z erekcją. Żeby uprawiać dobry seks, trzeba się otworzyć i poddać temu, co się dzieje. A jeżeli staramy się coś osiągnąć, pojawia się lęk: „nie dam rady”, i to blokuje wzwód. A kult erekcji jest ogromny…

Czy to jest największy problem współczesnego mężczyzny?
Nie, ten problem był od zawsze. Dzisiaj po prostu mężczyźni zaczynają o tym mówić. Z pewnością na problemy w łóżku przekłada się wysoki poziom stresu. Szczególnie gdy mężczyzna, który ma dużo napięć, redukuje je przez masturbację. Jeśli przed wyjściem z biura masturbuje się w toalecie, oglądając film pornograficzny w telefonie – niwelując napięcie z całego dnia, ale też obniżając libido – to kiedy wraca do domu, nie ma już naturalnej potrzeby zabiegać o względy seksualne swojej partnerki. To jest współcześnie najpoważniejszy problem – uzależnienie od pornografii i masturbacji. Bo po kilku latach relacji, żeby mieć kontakt seksualny, trzeba podjąć pewien wysiłek – coś zorganizować, coś wybaczyć, coś zaproponować. Do seksu trzeba się rozebrać – dosłownie i w przenośni – i powiedzieć: „Potrzebuję cię do zaspokojenia mojej bardzo ważnej potrzeby”.

A o czym mężczyźni najczęściej fantazjują?
Te fantazje są bardzo zubożone przez pornografię. Zamiast uczestniczyć w akcie, który się właśnie dzieje, przypominają sobie obrazy z filmów, którymi są naszpikowani. Oczywiście nie wszyscy. Mężczyźni są bardzo różnorodni, nie chciałbym spłycić męskich fantazji do tego, że wszyscy marzą o seksie ze starszą kobietą, z kobietą o wielkich piersiach czy z nastolatką. Jedno jest pewne – o seksie fantazjują. Ale fantazjują też o bliskości. Bo mężczyźni zaspokajają w łóżku nie tylko potrzebę redukcji napięcia seksualnego, ale również potrzebę miłości, bycia akceptowanym, pożądanym... Ale jak pytam: „Dlaczego pan jej o tym nie powie?”, to słyszę „Ja mam powiedzieć, że ona ma mnie przytulać?”.

W sumie cieszę się, że nie udało nam się tu stworzyć prostej instrukcji obsługi mężczyzny.
Ale to by było niemożliwe i niesprawiedliwe! Nie da się stworzyć instrukcji obsługi mężczyzny, podobnie jak nie da się stworzyć instrukcji obsługi kobiety. To my przywykliśmy do myśli, że mężczyzna jest łatwy w obsłudze. Dziś mężczyźni już wiedzą, że nie muszą być napakowanymi twardzielami. Że mogą być „mięczakami”, mogą płakać, mieć różne uczucia, po prostu być różni. Na szczęście coraz lepiej odnajdują się w tej nowej rzeczywistości.

Dwie proste rady dla par:

  • Zacznijcie uprawiać seks bez penetracji. Poznaj, co w twoim ciele sprawia ci największą przyjemność. Potraktuj ciało partnera jak nieodkrytą wyspę i zacznij po nim podróżować! Takie podejście pozwala cieszyć się seksem przez całe lata, bo największym organem seksualnym człowieka jest skóra, a nie penis!
  • Przytulajcie się nago. Nie musicie każdych pieszczot kończyć seksem. Dzięki temu zaczniecie wydzielać neuroprzekaźniki odpowiedzialne za przyjemność i pojawi się poczucie dobrostanu. Poza tym oksytocyna przywiąże was do siebie, a to strasznie miłe uczucie.
Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Założyciel i kierujący pracą Instytutu Psychoterapii i Seksuologii. Absolwent studiów magisterskich w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Stypendysta na Wydziale Dramy Stosowanej Uniwersytetu Exeter w Wielkiej Brytanii. Ukończył z wyróżnieniem podyplomowe studia Seksuologia Kliniczna na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Pracuje w podejściu psychodynamicznym oraz systemowym. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych oraz par i rodzin.