1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Erotyczne ćwiczenie dla par

Erotyczne ćwiczenie dla par

fot.123rf
fot.123rf
Masaż pomocny w budowaniu bliskości.

Zorganizuj dla swojego partnera masaż erotyczny, który sama wykonasz. Jego celem jest uczynić każdy ruch osobnym doświadczeniem i zmienić ciało mężczyzny w jeden wielki receptor seksualny. Wykorzystajcie do tego specjalne olejki do masażu erotycznego. Co najważniejsze, zawiąż mu oczy. Dzięki temu jego wyobraźnia zrobi swoje.

Zadaniem masażu erotycznego jest utrzymywanie mężczyzny w stanie najwyższego podniecenia, nie doprowadzając do wytrysku. Do tego musicie nauczyć się wspólnie sygnałów płynących z jego ciała, które pojawiają się chwilę przed orgazmem. Można do nich zaliczyć np: nabrzmienie żył na penisie, podniesienie jąder, przyspieszony oddech i inne. Widząc je, zmień technikę, aby nie doprowadzić do ejakulacji. Pamiętajcie jednak, że do udanego masażu nie potrzeba erekcji!

Czytaj więcej w artykule Co stanowi o męskości

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jakie przesądy na temat seksu warto wyrzucić z sypialni?

Nadmiar płynących zewsząd porad na temat seksu często skutkuje tym, że tracimy spontaniczność i radość ze zbliżenia, chcąc sprostać nie swoim wymaganiom. (fot. iStock)
Nadmiar płynących zewsząd porad na temat seksu często skutkuje tym, że tracimy spontaniczność i radość ze zbliżenia, chcąc sprostać nie swoim wymaganiom. (fot. iStock)
Pozycja misjonarska to nuda, fetyszyści – zboczeńcy, a gra wstępna – obowiązkowa! Prawda czy fałsz? Wyjaśnia seksuolożka Małgorzata Zaryczna.

Na żaden chyba temat nie napisano tylu poradników. Jak zatrzymać Erosa w sypialni, jak na 10 sposobów doprowadzić ją do orgazmu, jak dać mu niebiańską rozkosz… Ochoczo czytamy i stosujemy w łóżku to, czego się nauczyłyśmy. Satysfakcjonujące? Tylko czasem. Dlaczego? Bo tak naprawdę nie chodzi o to, by opanować kolejne techniki. To, co najistotniejsze, to zrozumieć zjawisko, jakim jest seks. I nie dać się uwieść… łóżkowym absurdom.

Odrobina fetyszysty

Fetyszyzm to seksualna anomalia, polegająca na tym, że dana osoba osiąga satysfakcję dzięki obecności podniecającego ją przedmiotu – fetysza. Zgoda, może być prawdziwym dramatem par: on ją kocha, ale nie podnieca go bliskość z nią bez „dodatku” w postaci kawałka koronki czy butów na obcasie, a ona – jeśli o tym wie – czuje się wręcz zbędna w sypialni.

– W takim wymiarze fetyszyzm wymaga pomocy seksuologa – mówi Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Nawet z punktu widzenia przyjemności przestaje być funkcjonalny: jednemu z partnerów ją daje, lecz za bardzo wysoką cenę; drugiemu natomiast stopniowo ją odbiera, stanowiąc źródło frustracji i cierpienia.

Nie zawsze jednak to, co nazwalibyśmy fetyszyzmem, nim jest. Nie każdy mężczyzna, który wącha damską bieliznę, jest zboczeńcem – w takim zachowaniu nie ma nic złego, dopóki za podstawowe źródło satysfakcji uważa kontakty seksualne. Fakt, że coś zwiększa przyjemność, stanowi pikantny przyczynek, ekstradodatek w łóżku, być może czyni z obiektu rodzaj fetysza, ale nie czyni człowieka fetyszystą. Tym bardziej, że…

– Odrobina fetyszysty drzemie w każdym z nas – mówi Małgorzata Zaryczna. – Każdemu coś się bardziej podoba w ciele partnera, a coś mniej. Weźmy choćby zamiłowanie mężczyzn do damskich stóp czy piersi. Wiele osób odczuwa podniecenie w reakcji na zapach skóry i potu partnera, a już widok damskiej bielizny czy pończoch kręci większość panów o orientacji heterosekualnej.

Dlatego w samym fakcie, że kogoś podniecają jakieś konkretne akcesoria, nie ma nic złego. Co więcej, znalezienie swego fetysza jest fantastycznym sposobem na podgrzanie atmosfery w sypialni.

Dobrym przykładem udanych poszukiwań jest Magda. Ona swój fetysz odkryła przypadkiem i to właśnie ten kawałek jej seksualności sprawił, że dziś jest szczęśliwą żoną i matką. Zgłaszała na posterunku policji kradzież komórki. Przyjął ją posterunkowy, który pewnie był kompetentny i pomocny, ale tego Magda nie pamięta. Pamięta natomiast, jak podziałała na nią jego bliskość: poczuła się jak topniejąca landrynka. Na początku nie wiedziała, czemu. Ale kiedy spotkali się znowu, on był w cywilu i… podniecenie nie przyszło. Wciąż się jej podobał, ale ten gorący płomyczek w podbrzuszu nie chciał się zatlić. Do łóżka trafili na trzeciej randce, bo on przyszedł prosto z pracy, w uniformie. A Magdę tak podniecił ten symbol władzy, że z miejsca zaprosiła go do siebie. Są razem od pięciu lat. Seks jest cały czas wspaniały – ale najlepszy wtedy, kiedy mąż do łóżka przychodzi „na służbowo”.

Może by tak więc założyć dla ukochanego pończochy – z podwiązkami, podtrzymywane przez pas czy samonośne? Na większość mężczyzn działają. Na niemal każdego działa też ładna, koronkowa bielizna. Inni uwielbiają kobiety w szpilkach – także w łóżku. Czasem proszą o założenie białych podkolanówek, dzięki czemu mają poczucie, że konsumują zakazany owoc: takie skarpetki kojarzą się ze strojem uczennicy. Cokolwiek to będzie, Małgorzata Zaryczna zachęca do poszukania swojego małego, łóżkowego dziwactwa, drobnego odstępstwa od normy, bez przyklejania sobie od razu łatki zboczonych.

Czy musi być intensywnie?

Czego najbardziej obawiamy się w sypialni? Jeśli za miernik obrać problemy, z jakimi zgłaszają się do seksuologa pacjenci, okazałoby się, że panicznie boimy się nudy. Coraz więcej par unika z tego powodu… pozycji misjonarskiej.

– Często słyszę: „boimy się kochać w tej pozycji, żeby od seksu nie zaczęło wiać nudą” – dziwi się Małgorzata Zaryczna. – Ten lęk jest powszechny, zwłaszcza wśród młodych ambitnych, kadry kierowniczej, w której kładzie się wielki nacisk na rozwój, sukces i kreatywność. Oni najbardziej boją się rutyny, codzienności. Także w seksie: chcą się kochać w windzie, na imprezie, w parku – byle nie w łóżku. I byle nie „na mamę z tatą”. Czasem muszą iść na siłownię czy jogę i trenować ciało, żeby dało radę kolejnym cudom z Kamasutry.

Zamieniają seks w dyscyplinę wyczynową. Po co? Co jest nie tak z pozycją klasyczną? – Ależ nic! – zapewnia Małgorzata Zaryczna. – To najważniejsza pozycja, niesłusznie teraz degradowana. Zapewnia ogromną bliskość. Kochankowie mogą się przytulić do siebie całymi ciałami, objąć jednocześnie rękami i nogami. Trudno przytulić kogoś bardziej… Poza tym ma bardzo wiele wariantów, pozwala stosować pchnięcia głębsze i płytsze, zbliżać się i oddalać, by móc na siebie popatrzeć.

Wniosek? Seks lubi urozmaicenie, to dobrze, jeśli w poprawę życia erotycznego para chce wkładać tyle energii i poświęcać na to czas, ale bez przesady. Klasyczne pozycje mogą wydać się zwykłe, prozaiczne, ale przecież potrafią dostarczyć tyle samo przyjemności i bliskości, co inne, a na dodatek być ciekawym urozmaiceniem w… sztafecie samych nowości. Chodzi o to, by być razem i czerpać radość z seksu, a nie by sprawdzać wytrzymałość stawów i mięśni podczas miłosnej potyczki.

Podobnie jest z wyśrubowanymi standardami dotyczącymi gry wstępnej. Dawniej mężczyźni sądzili, że kochance jako bodziec podniecający wystarczy fakt, że zdejmą spodnie. Dlatego seksuologowie niezmordowanie grzmieli: „Panowie, bez gry wstępnej kobiety nie zadowolicie! Pomyślcie nie tylko o sobie, ale też o partnerkach, poświęćcie czas na pieszczoty”. Lata edukacji dały owoce: dzisiejsi kochankowie wiedzą, że kobieta rozgrzewa się wolniej i potrzebuje gry wstępnej. Poznali tyle trików i sposobów, że… zaczynają się w tym gubić. Zamiast błysnąć przed kochankami, osiągają skutek całkiem odwrotny.

– Dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której gra wstępna nie służy pobudzeniu partnerki, tylko pokazaniu, że oni potrafią i są gotowi to robić, nawet bardzo długo – zauważa seksuolożka. – Przeciągają więc wstępne pieszczoty do granic możliwości. Tymczasem kobieta przy zbyt długich pieszczotach albo ostygnie, albo się zirytuje. W obu przypadkach straci ochotę na zbliżenie. Bo w pewnym momencie, gdy czuje podniecenie, chciałaby przejść już do konkretów – a on pieści i pieści. To, zamiast rozgrzewać, tylko studzi jej zapał.

Do gabinetu Małgorzaty Zarycznej przychodzi wiele kobiet, skarżąc się, że nie chcą urazić partnera, bo się tak stara… ale one chciałyby konkretów, penetracji, pasji i pożądania, a nie głaskania, muskania, pocierania i ugniatania bez końca. Boją się, że gdy powiedzą: „za długo mnie pieścisz”, on się obrazi.

– Rzeczywiście, może poczuć się dotknięty – zgadza się Małgorzata Zaryczna. – Ale wiele zależy od tego, jak mu to przekaże partnerka. Zamiast powiedzieć: „za długo mnie pieścisz”, może po prostu zaprosić go do akcji słowami w stylu: „kochanie weź mnie teraz, zwariuję, jak tego nie zrobisz”. Nie bójmy się przejąć inicjatywy. Który facet nie marzy o tym, by kobieta błagała go o seks?

Cisza na planie

Zuzanna podczas seksu musi ze sobą walczyć. Coś od środka sprawia, że chciałaby jęczeć. Ale stara się być cicho. Zaciska usta, by nie sapać, nie jęczeć i nie wzdychać. A już na pewno nie krzyczeć. Wstydzi się, bo to jak przyznanie się do tego, że jest rozwiązła, jak – nie przymierzając – jakaś gwiazda porno. A w ogóle to głupio brzmi, a któż chciałby narazić się na śmieszność, zwłaszcza w sypialni?

– Kompletny absurd – uważa seksuolożka. – Powstrzymując odgłosy, powstrzymujemy też oddech, czego dalekosiężnym efektem jest niedostateczne ukrwienie, a więc za małe uwrażliwienie tkanek. To skutkuje słabszym odbiorem bodźców zmysłowych. Wniosek: tłumiąc odgłosy, tłumimy też przyjemność. Pomijając fakt, że gdy zamiast odlecieć na skrzydłach rozkoszy, cały czas się kontrolujemy, raczej trudno o orgazm.

Zuzanna nie tylko nie daje sobie szansy na większą przyjemność, ale też pozbawia swojego partnera bardzo silnego bodźca erotycznego. Mężczyźni uwielbiają kobiece jęki. To dla nich wspaniała nagroda za starania. Nie na darmo w filmach erotycznych przykłada się dużą wagę do doboru efektów dźwiękowych…

Kobietom, które chciałyby się przełamać i wreszcie przerwać ciszę w sypialni, Małgorzata Zaryczna zaleca ćwiczenia… w samotności. – Na przykład podczas masturbacji. Powzdychać, postękać, pojęczeć – powydawać najróżniejsze odgłosy, na jakie będą miały ochotę – radzi. – Nawet gdyby taki seans autoerotyki miał się zakończyć salwą śmiechu, jest to cudowne, oczyszczające doświadczenie. Wiele kobiet nigdy nie słyszało swojego jęku, z góry zakładając, że to nie na miejscu. Tymczasem nasze westchnienia są piękne!

(Zbyt) romantyczny kochanek

Współcześni mężczyźni rozumieją potrzeby kobiet. Tak jak Marek. Jego żona ciężko pracuje, jest prawniczką i często siedzi w kancelarii do późna w nocy. Seks? „Daj spokój, nie mam siły” – to najczęstsza odpowiedź, jaką słyszy Marek. Więc nie nalega. Rozumie, widzi podkrążone oczy żony. Efekt? Sypiają ze sobą raz na kwartał. Albo rzadziej. Właściwie to przeważnie na wakacjach. Życie seksualne Marka od lat odbywa się… na własną rękę.

– Rzeczywiście, od jakiegoś czasu mamy do czynienia ze zjawiskiem „nowego mężczyzny” – mówi Małgorzata Zaryczna. – Wycofuje się, by dać kobiecie przestrzeń. Robi to z miłości i troski. Nie chce jej przytłaczać. Szanuje uczucia. Do niczego nie zmusza. A już na pewno nie do seksu.

Piękne? Może. Ale też absurdalne. Bo wszystko w nadmiarze staje się absurdem. A kobieta potrzebuje prawdziwego faceta.

– Choć to w dobie emancypacji zabrzmi niemodnie, kobieta prędzej będzie mieć orgazm z mężczyzną stanowczym, wiedzącym, czego chce, może nawet nieco dominującym, niż z wyrozumiałym, ale delikatnym i niezdecydowanym partnerem – uważa seksuolożka. A zatem lepiej sprawdzi się stary, dobry macho, który dba tylko o siebie? Niekoniecznie. Wystarczy, jeśli mężczyzna będzie zdecydowany. Będzie naprawdę wiedział, czego chce i będzie to wyrażał, pokazując w ten sposób kobiecie, że jest piękna i atrakcyjna. Mężczyzna musi sprawiać wrażenie kogoś, kto panuje nad sytuacją. Dopiero wtedy kochanka może się całkowicie odprężyć w jego ramionach i oddać przyjemności.

– Poza tym u kobiety ochota na seks pojawia się czasem dopiero pod wpływem pieszczot – dodaje Małgorzata Zaryczna. – Zwłaszcza po kilku latach związku. Odpowiednio pobudzana nabiera apetytu na więcej. Stąd, jeśli parter wycofuje się, bo ona skrzywiła brew, seks rzeczywiście przydarza się od święta.

Ale jest jeszcze coś: kiedy mężczyzna jest bardzo wyrozumiały, wrażliwy i empatyczny, staje się… kobiecy. Podobny do nas. Zbyt podobny. Jest jak nasza przyjaciółka. Wtedy nie ma napięcia, nie iskrzy. A to zabija libido. Poza tym niedawne badania wykazały, że kobiety miały zdecydowanie lepsze orgazmy po obejrzeniu horroru niż komedii romantycznej. Jak widać, odrobina napięcia poza łóżkiem jest zatem niezbędna, by w łóżku płynął prąd.

  1. Seks

Gdy mężczyzna nie ma ochoty na seks... Czy nudzi go stały związek?

Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Mężczyźni myślą tylko o seksie? Może i myślą. Ale kobiety seksu chcą… No właśnie, jak powiedzieć mężczyźnie: „Chcę cię teraz”? Co robić, kiedy widzimy, że on nie chce seksu? Czy przekonanie, że oni nudzą się w monogamii, a one rozkwitają, wszystko wyjaśnia – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Coraz częściej mężczyzna ziewa w łóżku, pokazując, jaki jest zmęczony, a kobieta kusi go w koszulce do pępka…
Mam poczucie, że kobiety jeszcze się nie przyznają, nawet same przed sobą, do tego, że chcą się kochać. Oczywiście, oficjalnie jesteśmy wyzwolone i chętnie o tym mówimy, ale już nie mogę słuchać, jak to na siłę kobieta wchodzi w związek, by mieć do seksu prawo. A ja powiem tak: Jeśli chcesz mieć dużo seksu, to go miej. Jeśli ci wstyd albo nie umiesz się oddawać mężczyźnie tylko dlatego, że on ci się podoba, tylko zaraz musisz „kochać”, to sobie zawiąż wstążeczkę na majtkach. I nic w tym złego, jeśli to twój wybór. Mocno w głowach siedzi nam nakaz bycia „porządną”, oparty na braku wiary w siebie. I właśnie z braku tej wiary kobiety obawiają się przyznać, że mają ochotę. No, bo co będzie, jak usłyszą: „nie”? Oj, zaboli...

On nie wie, że ona chce się kochać, i dlatego zasypia, choć ona gnie się w tych koronkach. Są razem pół roku, więc to chyba jeszcze nie nuda?
Po pierwszej fazie fascynacji, kiedy ludzie drżą na samą myśl o dotyku partnera, przychodzi czas swoistej gry. Seks jest wtedy języczkiem u wagi: kto kim rządzi, kto jest ważniejszy, kto od kogo bardziej chce, kto udziela łask. Sporo kobiet, które nie dotarły jeszcze do swojej seksualności (bo kobiety odkrywają ją i rozwijają całe życie), opanowało pewien rodzaj zewnętrznej, wabiącej kobiecości. Uwodzący koci ruch, intrygujące głębią dekolty, rzęs trzepoty, muśnięcia palcami mówiące: „Och! Jak ja cię będę pieścić”. A figa z makiem! To nie wyraz apetytu na seks, tylko sposób na kontrolowanie seksualności mężczyzny. Jak się facet na taką grę napali, to wtedy ona trzyma wszystkie karty i udziela lub nie udziela łask. Ale! Mężczyźni już wiedzą, że te dekolty i wydęte usta to narzędzia manipulowania nimi za pomocą seksu. A jak już to wiedzą, to się nie dają i patrzą podejrzliwie na panie, które swoje atuty mają na stole.

Czyli trzepoty rzęs już nie wystarczą?
Na niektórych to nie działa, innych rozpala. Dla kobiety to ciągle niebezpieczna sytuacja, gdy ona chce, a on odmawia. Mężczyzna jest myśliwym i nie chce kobiety, która sama się wiesza nad kominkiem obok jego innych zdobyczy. Ale myślę, że choć powoli i z trudem, to jednak świat się zmienia. Powoli, bo to mężczyzna jest seksualny, bo to on jest w seksie aktywny – wchodzi i wychodzi. A kobieta zostaje. I zobacz! Na tym schemacie zbudowane było całe życie społeczne: mężczyźni szli do pracy, na wojnę, na polowanie, a kobiety zostawały w siedlisku. Jaki to silny schemat. Ale dziś kobiety też już wychodzą. Mężczyźni dopuszczają aktywność zawodową, polityczna, ekonomiczną kobiet. A więc także aktywność seksualną zaczynają akceptować. Mało! Wiedzą już, że kobiety mają potrzeby seksualne, a więc myślą: „Aha! To niech one też zdobywają!”. Zdobywanie jest trudne. Naraża na odmowę. Ci wrażliwi i niepewni siebie cierpią z tego powodu katusze, że muszą polować, być zdobywcami.

No tak, nawet hasłem reklamowym pewnego kosmetyku dla mężczyzn jest obietnica: jak go użyjesz, kobieta zrobi pierwszy krok
. No właśnie. A dzięki temu jeden z drugim mogą uniknąć tego, że jak zrobią go nie w tę stronę i kobieta odmówi, to wyjdą na pajaców. Znam kilku mężczyzn, którzy mówią otwarcie: „Ja siedzę i czekam, jak ona mnie weźmie, to się dam wziąć. Ale nie będę się narażał”. I to nie są faceci, którzy źle wyglądają czy są nieciekawi. Tylko nie chcą się strasznie napracować! Bo po co? A więc i wygodni, i troszkę przestraszeni, co się nawzajem uzupełnia. Aktywność kobiet staje się więc czymś nawet oczekiwanym. Wracając do związków, seks fizjologicznie jest potrzebny dość rzadko. Choć bywa, że ktoś miewa większe libido, i bywa, że jest to kobieta. Ale też wtedy ma wybór: sublimacja albo masturbacja. Sublimacja to przekierowanie energii seksualnej na inną. Idziesz i pierzesz sześć angorowych sweterków. Ręcznie. Po „nie dziś, kochanie” wyciskasz tę wełenkę w płatkach mydlanych i myślisz: „O! Będę miała sześć ślicznych sweterków i będę je sobie nosić”. Dobrze wtedy zrobić coś fizycznego: zmysły działają – dotyk, zapach – ciało jest aktywne. Możesz też sięgnąć po masturbację, która jest seksem, a w dodatku z najukochańszą osobą na świecie, czyli z samą sobą. Jeśli ktoś tego nie czuje i nie lubi, to jest biedny.

Dlaczego?
Bo jeśli nie lubisz masturbacji, to znaczy, że siebie samej nie lubisz.

A jest jakieś trzecie wyjście? Co zrobić, żeby on zapolował na nią?
Jest. Robić to samo co mężczyźni: jeśli wiesz, co go podnieca fizycznie, choć niekoniecznie psychicznie, to mu to zrób. Pogilgaj go w odpowiednie miejsca, dotknij tak, jak lubi, poprzewracaj, pomiętoś. Ale penisa nie tykaj! To granica dla inicjowania seksu przez kobietę. Mężczyźnie może się włączyć lęk kastracyjny. Pieść go wokół, ale nie po męskości – aż sam będzie tego chciał. Wtedy jak mu się już zachce, to wejdzie w ciebie. Albo ty możesz wejść na niego i się nim wykochać.

Zdecydowanie lepsze to niż wibrator.
Chłopakom, którzy mnie pytają, co robić, jak ona nie chce się kochać, mówię: „Zaproponuj jej zabawę. Niech ona sobie śpi, skoro taka zmęczona. Ty nie musisz, ty ją pieść, ty ją sobie kochaj. Niech ona zagra bezwolną brankę. Wyobraź sobie, żeś ją zdobył na wrogu”...  No to teraz powiem kobietom, których mężczyźni nie mają ochoty na seks, bo są tacy zmęczeni: „Wyobraź sobie, że jesteś Amazonką, która ukradła małemu państewku króla. Zatargała go do własnego namiotu, rozebrała z tej jego zbroi, wymyła całego. Oczywiście, nie jak dziecko. Inaczej się mężczyznę dotyka. Myjesz więc go i myjesz, a ekstaza narasta, aż on sam dopomni się dopełnienia. Poczekaj, aż zacznie się trząść z niecierpliwości, i wtedy dopiero możesz się do niego zabrać. Wtedy masz swojego króla. Ale ty jesteś królową. Ty go oswajasz i przekonujesz, że warto ci się poddać”.

Kobiety czasem zwierzają się, że mimo podniecenia mężczyźni seksu nie chcą.
Może tak być, penis staje, ale nie ma ochoty. On mówi: „Zostaw, nie podoba mi się to, co robisz”, jest zły. Wtedy odpuść. Dysonans między tym, co ciało czuje, a tym, czego głowa chce, trzeba uszanować. Inaczej to gwałt. Przyczyny „nie” mogą być rozmaite. On może nie chcieć się kobiecie poddać. Nie chce, żeby ona dyktowała, kiedy będzie seks. Woli, żeby seks był wtedy, kiedy on chce.

Chce mieć kontrolę nad jej seksualnością?
Też, bo to sfera tajemna dla mężczyzn. Kiedy się kochamy, lęk przed kobietą, która może wchłonąć, wessać, znika, bo jest ekstaza. Rano ten strach wraca. A więc atak frontalny na mężczyznę, nim on sobie tego zażyczy, to raczej klęska. Ale! Też nie może być tak, że on o wszystkim decyduje. Ma brać pod uwagę i ciebie. To jest sprawa do omówienia, choć ja bym nie przesadzała z tym gadaniem o seksie.

No, to co zrobić, żeby myśliwy nie czuł, że stracił kontrolę?
Trzeba się seksem bawić. Raz go proś, raz mu rozkazuj. Powiedz mu kiedyś: „Ty jesteś panem jasnym, a ja chłopką ciemną. Pan taki piękny, taki możny, śnił mi się pan, ale gdzie ja bym śmiała, prosta dziewczyna…” itd.

Jeśli nie chce się bawić?
Zawsze może nie chcieć. U Jandy grają „Seks dla opornych” z Dorotą Kolak i Mirosławem Baką. Ona jest taka słodka, taka pokuśna, a on nic. Ona cały czas: „Gdybyś mnie tak uwiódł, gdybyś mi dał róże, a gdybyś mnie tak zgwałcił…”. A on: „Kobieto! Spać! Do roboty rano wstaję”. No, ale zmusiła go, pojechali do hotelu. Ona ma słodkie ciałko i go tym ciałkiem owija… A on: „Nie, nie!”. Ja po 15 minutach mam już jej dość i myślę: „Kobieto, czy ty nie widzisz, że on nie może!? Nie ma z czego wykrzesać seksu, bo jest śmiertelnie zmęczony i czymś przerażony, i ty mu jesteś potrzebna, żeby go ukoić, a nie szturchać. Stań na wysokości zadania. Potraktuj go jak zmęczonego wojownika”. Ale ona nic nie widzi, tylko to, że jej się chce. Można powiedzieć: on nic nie widzi poza tym, że mu się nie chce. Ale też powinno się równać do słabszego. Jak w górach. Tam nie jest ważny ten, kto pierwszy, ale kto na końcu się wlecze. Więc gdy on przywlecze się taki zmęczony po pracy, a jeszcze go tam w środku coś męczy, bo jutro trzeba zanieść do szefa dokumenty, przeczytać te papiery na biurku… To można go pomasować i nic więcej. Rano mu stanie i może zrobi to z przyjemnością. W sztuce w teatrze on jej w końcu mówi, co się stało, a ona go przytula. I dopiero wtedy może do czegoś dojść, bo on przestał ukrywać, co się stało, i świat się nie zawalił. Ona nadal go kocha i szanuje, choć mu się nie udało, a to dla faceta bardzo ważne.

Jak poznać, czy on nie chce, bo na przykład ma kochankę, czy nie może, bo się czymś zamartwia?
Nie wypytywać. Stwierdzić: „Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, co się dzieje”. Jeżeli grożą mu straty finansowe, odpowiedzialność karna, to trudno, żeby mu się chciało. Są co prawda tacy, którzy się relaksują poprzez seks. Ale kochanie się z nimi to nieprawdziwe kochanie. A wracając do związków, wiadomo, że w nich seks nie jest gejzerem. Ale cały czas się tli. Oni się sobie podobają, lubią na siebie popatrzeć i się dotknąć. To jest coś, co jest ważne. A że są razem, to też mają dużo czułości. Wiadomo z badań, że gdy jest dużo czułości, to seksu jest mniej. Nawet w komunach ludzie nie bzykali się jak króliki, bo było im tak dobrze i blisko, że nie musieli.

Może więc być i odwrotnie, że kobiety chcą czułości, a nie seksu, ale mówią o seksie, bo mężczyźni tylko w łóżku stają się czuli i można z nimi porozmawiać o emocjach?
Właśnie wielu panów uważa, że tylko seks daje im prawo, żeby być blisko z kobietą. Odczuwać i to okazywać. A więc, kochana, pomyśl, czego chcesz. Na co masz apetyt? Bo może na czułość i nadajesz sygnały, które on odbiera prawidłowo. A może… Sama dopowiedz. Kobiety zawsze chcą, by mężczyzna się nimi zajmował. Jest niewiele kobiet, które lubią zajmować się facetem, lubią szybkie numerki. Ale, niestety, mało jest też mężczyzn, którzy cenią grę wstępną. I może tu jest kotek ukryty? Może ten seks wymaga oddania do poprawki?

Bywa więc, że facet nie ma ochoty na seks z naprawdę prozaicznych powodów – bo jest zmęczony, bo dzisiaj zwyczajnie wolałby spokojnie poleżeć z partnerką i obejrzeć film, bo się czymś zamartwia. „On nie chce seksu” – zazwyczaj brzmi jak wyrok, ale wcale tak nie jest. Porozmawiaj ze swoim mężczyzną. Spróbuj na spokojnie, delikatnie dopytać, o co chodzi. Może odpowiedź na pytanie, dlaczego facet nie chce się kochać, jest dużo prostsza, niż początkowo sądziłaś – i wcale nie tak straszna, jak zakładałaś.

  1. Seks

Satysfakcja seksualna kobiety - co na nią wpływa?

Co kobiety lubią w łóżku? Jak podniecać kobietę? - żeby się tego dowiedzieć najpierw trzeba poznać kobiecą biologię. (fot. iStock)
Co kobiety lubią w łóżku? Jak podniecać kobietę? - żeby się tego dowiedzieć najpierw trzeba poznać kobiecą biologię. (fot. iStock)
Mężczyźni… Szczęściarze, wybrańcy natury! Otrzymali w darze orgazm gwarantowany. Rozkosz kobiet to bardziej skomplikowana sprawa, ale materia da się obłaskawić. Z przyjemnością!

„Kobiety są gorące!”. To Norbi. „Zmysłowe, wrażliwe na bodźce i multiorgazmiczne”. To uczeni. Zostałyśmy stworzone do odczuwania przyjemności. Dlaczego zatem nie zawsze znajdujemy pełną satysfakcję w sypialni? Orgazm nieczęsto, podniecenie niekoniecznie, ni stąd, ni zowąd czar pryska pomimo całkiem nieźle zapowiadającego się romantycznego wieczoru. Milion czynników wpływa na to, czy kobieta poczuje się spełniona w ramionach kochanka, i to czasem niezależnie od jego starań. Większość doradców grzmiałaby: „Nie wolno udawać!”. My się przy tym nie upieramy. Nie udawać? Oj tam! Lepiej zaprogramuj się na orgazm. Temat udawania opatrzysz wtedy stemplem: „Nie dotyczy!”.

Rytm oceanu - żeby podniecić kobietę, trzeba poznać jej naturę

Niech ciało odpowie na pytanie: „dlaczego nie?”. Bo choć seks jest idealnym konglomeratem fizys i psyche, to organizm kobiety jest instrumentem, na którym gra mężczyzna. Świadome zarządzanie swoją seksualnością zaczyna się od poznania ciała i zaklętej w nim pierwotnej mądrości.

Matka natura zaprojektowała kobietę, by była jak ocean. Jej istotą jest bowiem… falowanie. Falujesz pod dyktando naturalnego rytmu: miesięcznego cyklu. A szczytowa faza cyklu – czyli moment owulacji, to także obietnica przyjemności. Gdzieś u źródeł tego mechanizmu skrywa się chytry pomysł natury, by nade wszystko dbać o przedłużenie gatunku. Fakt, ale dlaczego by z tego pomysłu nie skorzystać?

– W czasie owulacji mózg kobiety jest skąpany w estrogenie, jednym z kobiecych hormonów płciowych – mówi Arkadiusz Bilejczyk, seksuolog i terapeuta. – To estrogen powoduje, że kobieta silniej reaguje na informacje, które wędrują w postaci impulsów elektrycznych z łechtaczki do mózgu. Droga do seksualnego pobudzenia natychmiast się skraca. Estrogen sprawia także, że kobieta w najintymniejszych miejscach staje się bardzo wrażliwa na dotyk. Dzieje się tak za sprawą intensywniejszego dopływu krwi do łechtaczki i okolic płciowych.

To informacja skierowana specjalnie do osób początkujących w ars amandi: plan zajęć warto uzależnić od cyklu, a lekcje miłości ustalać właśnie w sprzyjającym doznaniom czasie jajeczkowania. Ochoty do nauki raczej nie zabraknie: w okresie okołoowulacyjnym natura dorzuciła kobietom do estrogenu też pewną porcję testosteronu, męskiego hormonu odpowiadającego za pożądanie. Dlatego mamy wtedy większą ochotę na seks, łatwiej się pobudzamy i czerpiemy więcej przyjemności. Oczywiście to także najlepszy czas, by zajść w ciążę! Jeśli tego pragniesz – tym bardziej korzystny jest dla ciebie czas środka cyklu, jeśli nie – pamiętaj o antykoncepcji. Nawiasem mówiąc – ciąża orgazmom sprzyja! Wiele kobiet dopiero w pierwszych miesiącach stanu błogosławionego poznaje smak intensywnych doznań seksualnych. Przyczynia się do tego nie maleństwo samo w sobie, lecz intensywne ukrwienie macicy i odmienna gospodarka hormonalna.

Hormonalne falowanie ma też swój roczny odpowiednik: poziom hormonów spada jesienią i zimą, a rośnie wiosną i latem. Stąd nieodparty urok wakacyjnych romansów… Stąd zimowa tęsknota za śpiworem i spaniem… w pojedynkę. Temu dyktatowi natury  jednakże nie będziemy się poddawać. Jest sposób na zaspane hormony. Ruch. Po prostu.

Taniec, joga i obcasy na lepszy seks

Seksuolodzy zgodnie potwierdzają: siłownia może nie kojarzy się z afrodyzjakiem, ale podobnie działa. – Rozrost tkanki mięśniowej sprzyja produkcji testosteronu – mówi Arkadiusz Bilejczyk. – Wysiłek fizyczny powoduje podnoszenie poziomu tego hormonu, a więc tym samym zwiększa apetyt na seks. To ważne, bo wiele kobiet narzeka właśnie na zniechęcenie, zobojętnienie na bodźce seksualne.

Kobietom zniechęconym, zaspanym, a także tym, które zapomniały, czym jest orgazm, zalecamy… taniec. Najlepiej latynoski. Merengue, bachata, cha-cha, kizomba, rueda czy zouk. To nie zaklęcia szamańskie, lecz nazwy tańców. Poczciwa salsa też świetnie się sprawdza. Taniec to nie tylko rytmiczne poruszanie się przy dźwiękach z głośników. To dobra okazja, by poczuć swoje ciało i naturalny wdzięk oraz nabyć swobody w poruszaniu się. Naukowcy uważają, że kiedy tańczymy, w mózgu aktywizują się te same ścieżki, które w innych przypadkach uruchamiają ważne emocje. Można więc za pomocą ciała sterować też psychiką, „popchnąć” ją w dobrym kierunku.

Zdaniem Arkadiusza Bilejczyka latynoskie tańce mają szczególną moc: – Pozwalają „przemówić” piersiom, brzuchowi i biodrom. Już samo wykonywanie ruchów podobnych jak podczas zbliżenia uruchamia proces seksualny; stąd taniec może być bardzo erotyzujący, choćby partnerzy się nie dotykali. A po imprezie, nawet jeśli tańczyliśmy z różnymi osobami, możemy spodziewać się silnych doznań ze swoim partnerem. Zawdzięczamy to tanecznemu rozbudzeniu obszarów libido oraz rozluźnieniu mięśni w obrębie miednicy. Lepszy dopływ tlenu i krwi przekłada się bezpośrednio na jakość zmysłowych doznań – mówi seksuolog.

Osiąganiu orgazmów i seksualnej przyjemności sprzyjają wszelkie dyscypliny sportu powodujące wzrost ukrwienia miednicy. Na przykład steper lub jazda na rowerze dają taki efekt ukrwienia, jaki bywa skutkiem wysokiego poziomu estrogenów. I choć podczas samych ćwiczeń nie czujemy żadnych erotycznych sensacji, to potem podczas seksu ciało odbiera pieszczoty i stymulację szybciej i mocniej. – Świetnie też sprawdza się w tej materii joga – dodaje Arkadiusz Bilejczyk. – Wiele ćwiczeń wykonywanych podczas jogi powoduje rozciągnięcie i rozluźnienie mięśni miednicy, a to usprawnia przepływ krwi przez te obszary i dotlenia je. Dobrze ukrwione okolice intymne są wrażliwsze na dotyk, a układ nerwowy szybciej przekazuje impulsy z ciała.

Włoscy naukowcy z uniwersytetu w Weronie na polepszenie jakości seksu zalecają… wysokie obcasy. W piśmie „European Urology” opisali pewne zjawisko: kiedy kobieta zakłada wysokie szpilki, zmienia się statyka całej jej sylwetki. Kiepsko wychodzą na tym jej kolana czy kręgosłup, ale zdecydowanie korzysta miednica mniejsza. Jej mięśnie zostają zmuszone do wytężonej pracy, przez co intensywniej się kurczą. Włoscy naukowcy posunęli się nawet do stwierdzenia, że chodzenie na obcasach może być alternatywą dla ćwiczeń mięśni dna miednicy – zalecanych przez urologów w profilaktyce nietrzymania moczu, a przez seksuologów – w celu osiągania i intensyfikowania orgazmów. I choć inni naukowcy nie są może aż tak entuzjastyczni, jak ich włoscy koledzy, przyznają, że aktywizacja mięśni miednicy mniejszej rzeczywiście przekłada się na lepsze doznania w seksie. Jak wysokie szpilki sobie sprawić? Wystarczą obcasy o wysokości 5–7 cm, by zmusić miednicę do pracy.

Wibrująca rozkosz - czyli co kobiety lubią w łóżku?

Mężczyźni dostali gwarantowane orgazmy, ale kobietom natura podarowała jedyny organ służący wyłącznie do osiągania przyjemności: łechtaczkę. Jest niezwykle wrażliwa na stymulację, co zawdzięcza tzw. ciałkom Paciniego. Są to specjalne ciałka czuciowe, które zdaniem Kena Purvisa, autora książki „Tajniki orgazmu”, na łechtaczce występują niezwykle licznie. Nazywa je wręcz „czujnikami seksu”. Ciałka Paciniego jednak nie są przez cały czas tak samo aktywne. Kiedy atmosfera nie jest przesiąknięta erotyzmem, spokojnie czekają. Wtedy łechtaczka „obojętnieje”, czyli jest zdecydowanie mniej wrażliwa na dotyk. Jednak kiedy seks zaczyna wisieć w powietrzu, staje się  bardzo czuła. Dzieje się tak, ponieważ napływająca w okolice genitaliów krew przemieszcza ciałka Paciniego, popychając je bliżej naskórka, na zewnątrz – a wystarczy minimalna zmiana ich położenia (nawet o tysięczne części milimetra), by zaczęły działać jak szalone; gotowe na przyjmowanie i przewodzenie przyjemności.

– Ciałka Paciniego są niesłychanie wrażliwe na bodźce. Dlatego trzeba koniecznie wytłumaczyć partnerowi, że taki dotyk, jaki stosuje na początku, zanim kobieta się podnieci, stanie się za mocny, kiedy już do tego dojdzie – podkreśla seksuolog. – Wtedy może wręcz sprawiać ból. Łechtaczka stanie się bowiem przewrażliwiona.

W dążeniu do orgazmu sprawdza się taka kolejność: na początku pieszczoty dłonią, później delikatniejsze – na przykład oralne. Większość kobiet łatwo szczytuje podczas seksu oralnego właśnie ze względu na subtelność bodźców, o czym warto szepnąć słówko swojemu mężczyźnie. Arkadiusz Bilejczyk podpowiada, że ciałka Paciniego lubią jednostajne tempo doznań – a takie też łatwiej utrzymać kochankom pieszczącym partnerkę oralnie.

Zdarza się jednak, że podniecona kobieta czuje nadchodzącą rozkosz, a partner nagle zmienia intensywność ruchów, ich częstotliwość czy sposób, w jaki ją dotyka i… niestety, czar pryska.

– To dlatego, że drugą funkcją ciałek Paciniego jest wrażliwość na wibracje. Dla kobiety najlepsze są jednostajne ruchy w określonym tempie. Jakim? To już indywidualna sprawa. Dlatego dobrze by było, by partner wiedział, jaka częstotliwość dotyku podczas penetracji sprawia jego partnerce przyjemność – podkreśla seksuolog.

Wrażliwość na wibrację? Ta informacja może zapalić zielone światełko w departamencie „seksgadżety”. Bo – jak twierdzi Arkadiusz Bilejczyk – częstotliwość, na którą najbardziej wrażliwe są ciałka Paciniego, wykorzystywana jest właśnie w wibratorach. Dlatego nie grzech mieć w sypialnianej szufladzie wibrujący krążek czy na przykład nakładkę na palec, której można używać w parze lub solo. Oczywiście, jeśli ktoś lubi, toleruje i ma chęć, bo seks to jest ta cudowna sfera (kto wie, czy nie jedyna), w  której prawem naczelnym jest radość rozkoszy.

Nie zawsze gra wstępna

Wiele pisze się o tym, że kobiety potrzebują gry wstępnej. Otóż nie zawsze. Bywa, że więcej ciałek Paciniego gromadzi się w wargach sromowych i okolicach wejścia do pochwy niż w łechtaczce. Dlatego niektóre kobiety nie pragną wstępnych pieszczot, lecz od razu dążą do konkretów, bo dopiero penetracja sprawia im przyjemność.

  1. Seks

Dlaczego wstydzimy się tego, co nas podnieca?

Wstyd powstrzymuje nas od swobodnej ekspresji w sferze seksu. (Fot. Getty Images)
Wstyd powstrzymuje nas od swobodnej ekspresji w sferze seksu. (Fot. Getty Images)
Bardzo często kobiety wstydzą się, że coś je podnieca. Ten wstyd powstrzymuje je od swobodnej ekspresji w sferze seksu. Nastawiają się raczej na odpowiadanie na to, co robi partner, niż na aktywne współtworzenie intymnej relacji – mówi Olga Haller, psycholożka, terapeutka.

W Internecie i w prasie kobiecej można znaleźć mnóstwo informacji dotyczących tego, co nas podnieca lub może podniecać. Zainteresowało mnie zwłaszcza kilka artykułów skierowanych do kobiet. No i na przykład: jak pieścić piersi? Mamy kilka zdań, że kobiety lubią delikatnie. Następnie pojawiają się podpowiedzi typu: posmaruj piersi koniakiem, załóż futro na nagie ciało... A po co? Bo to obudzi w nim „lwa łóżkowego”. To kto tu ma się podniecać, dla kogo to futro?
Takie zalecenia mogą stać się inspiracją, jeśli jesteśmy świadome naszych potrzeb i granic. Ale ponieważ wiele z nas ma z tym problem, istnieje niebezpieczeństwo, że zrobimy coś dla partnera, wizerunku, wrażenia i nie będziemy mieć z tego ani przyjemności, ani bliskości. Większość tych rad nie służy otwarciu się na siebie. Podkreśla się, że od nas zależy przyjemność mężczyzny.

Rozmawiałam z kobietami po trzydziestce. Zapytałam je, czy dzielą się swoimi potrzebami z partnerami. Jedna, która otwarcie przyznaje się do tego, że uwielbia seks, odpowiedziała: „Ja nawet nie wiem, czego potrzebuję”.
Kobiety częściej nastawiają się na odpowiadanie na to, co robi partner, niż na aktywne współtworzenie intymnej relacji. Istnieje też inna strona medalu – to kobiety zaczynają wymagać od mężczyzn konkretów: połóż rękę tu, zrób to. A mężczyźni sprowadzeni do roli robota, który ma zapewnić orgazm, też czują się z tym źle. Myślę jednak, że kobietom szczególnie trudno odnaleźć kontakt ze sobą w seksie, gdyż większość z nas po prostu nie zna zbyt dobrze tej strony własnej natury.

A czym jest ten kontakt?
To świadomość swoich prawdziwych potrzeb, ale nie w sensie technicznym: chcę, żebyś mnie dotykał tu albo tam, chcę robić to czy tamto. Chodzi o otwarcie się na odkrywanie w intymnym tu i teraz przeżyć i potrzeb, o których mogłyśmy nawet nie wiedzieć, o poddanie się seksualnemu pobudzeniu, które nas poprowadzi. Ale tutaj mamy dylemat. Bo z jednej strony kobiety robią w łóżku różne rzeczy wbrew sobie (dla partnera, wizerunku i nie wiadomo czego jeszcze), a z drugiej – mogłyby robić to samo, gdyby rozpoznały, że naprawdę tego chcą! Ale na przeszkodzie stoi przekonanie, że jeśli sobie pozwolimy na popłynięcie, eksperymentowanie i „puszczenie” ciała bez kontroli, staniemy się dziwkami.

Nie wolno nam pokazywać, że coś nas naprawdę podnieca?
Że czegoś chcemy w seksie. To wątek, który przewija się w naszych rozmowach. Skąd mamy wiedzieć, czego chcemy, skoro większość z nas poznaje własne reakcje seksualne dopiero w kontakcie z chłopakiem, mężczyzną. Wielu dziewczynom, które rozpoczynają erotyczne kontakty, brakuje wiedzy i praktyki (tak, tak – praktyki!). I nie chodzi o kwestię, skąd się biorą dzieci, ale o to, na czym seks polega – że daje przyjemność, radość, bliskość, że jest tysiąc możliwych pieszczot... I że jest wielką siłą, którą trzeba poznać, oswoić. Dostajemy za to mnóstwo przekazów płynących z lęku i chęci ochrony: nie możesz być łatwa, bo będą źle o tobie mówić, on cię wykorzysta, a nawet – musisz zachować godność! Większość z nas ma zakodowane, że trzeba się pilnować, że seks to kruchy lód, po którym należy stąpać ostrożnie.

Lęk przed odczuwaniem podniecenia i marginalizowanie potrzeb seksualnych mogą spowodować, że będziemy wybierać niewłaściwych mężczyzn, którzy niekoniecznie nas podniecają albo którzy mają zaspokoić inne nasze potrzeby?
Nie mając obeznania z doznaniami i potrzebami fizycznymi w sferze erotycznej, możemy mylić stan zakochania ze stanem podniecenia. To podstawowy powód, dla którego kobietom się to miesza. Bo jeśli mamy kilkanaście lat, przytulamy się do chłopaka i czujemy podniecenie, a jednocześnie wiemy już dobrze, że nie powinnyśmy go czuć, no to wzdychamy i uznajemy, że jesteśmy zakochane! To usprawiedliwia nasze odczucia, a jednocześnie oddala od samych siebie. Błogość w dole brzucha, potrzeba pieszczot i rozładowania seksualnego napięcia (która z nas odważyła się tak to nazwać?!) – to są reakcje naszego ciała w intymnym kontakcie. Jeśli nie ukrywamy ich przed sobą, możemy się uczyć zdrowej kontroli. Kiedy wybuchają potrzeby seksualne, jako pierwsza może pojawić się fascynacja erotyczna. I to jest w porządku. Czasem wystarczyłoby pójść do łóżka raz, drugi, trzeci i się rozstać. Ale nie możemy, bo mamy zakodowane, że skoro pragnę seksu, muszę być zakochana i dalej to ciągnąć.

Tak zaczynają się problemy w związku? Zostajemy nienasycone, niezadowolone – i emocjonalnie, i seksualnie?
W tej kwestii Nancy Friday jest dla mnie zawsze ogromną inspiracją. W książce „Kobiety górą” pisze o klasycznych pretensjach kobiet do mężczyzn związanych ze stylem uprawiania seksu. Kobieta po seksie pragnie często kontaktu – pobyć blisko, przytulać się, rozmawiać. Kiedy rano on pełen energii wychodzi do pracy, ona wspomina, wącha jego koszulę, dzwoni, żeby usłyszeć jego głos... A on w czasie seksu doznał przez moment błogiego zespolenia, które przypomina mu bliskość z matką, wraz z niebezpieczeństwem zagarnięcia i zależności. Otworzył się na kontakt z partnerką, ale potem musi wrócić do siebie. Nie oznacza to, że jej nie kocha – po prostu wraca do siebie, żeby znów zbliżyć się do niej za jakiś czas. A kobieta zostaje z niedosytem uczuciowym – jakby nie mogła uwierzyć i przyjąć, że dobry seks jest wystarczającym powodem do radości i potwierdzeniem jakości relacji. Nie docenia tego, że jej przeżycia seksualne są ważne same w sobie – że może coś dostać, wziąć i zostać z tym zadowolona, pełna.

Jedna z kobiet na pytanie, co ją podnieca, odpowiedziała: „kontakt”. Ten kontakt zaczyna się dużo wcześniej niż tzw. gra wstępna. Kobiety powiedziały mi: „Niezwykle podniecająca jest rozmowa, to, co się dzieje w ciągu dnia, spojrzenia”.
Podniecające jest to, że jesteśmy pożądane, chciane, że mężczyzna widzi w nas istotę seksualną, w tym momencie jedyną. Czujemy się zauważone, wybrane, najważniejsze. Widzimy to w geście, wzroku, słyszymy słowa, głos, oddech, odczuwamy w dotyku. Rozgrzewa nas to nawet – a może właśnie szczególnie wtedy – kiedy nie jest to moment na seks lub do łóżka daleko. Oczywiście podniecać nas może też to, co same robimy, nasza inicjatywa. Ale tu znowu dotykamy problemu: czy możemy sobie na to pozwolić?

I tu mam przykład znajomych, które przyznały się, że zawsze unikały bardzo przystojnych mężczyzn. Włączały się obawy typu: mógłby mnie sobie owinąć wokół palca, do kogo ja tu startuję, to pewnie playboy. Albo spuszczały wzrok, gdy napotykały pełne zainteresowania spojrzenie. Czy to mężczyzna jako potencjalny kochanek budzi takie obawy?
Wielu kobietom trudno wytrzymać naładowanie energią seksualną. I dodam coś, co zabrzmi jak truizm: sądzę, że kobiety wstydzą się, że coś je podnieca. Kiedy coś nas naprawdę zaczyna porywać, robi się niebezpiecznie. Wstydzimy się pokazać, że pożądamy mężczyzny. Wstyd związany z tym wszystkim, czym nasiąkamy, powstrzymuje nas od swobodnej ekspresji w sferze seksu. Energia seksualna to potężna siła, a zdarza się, że idziemy za nią jak ćmy. I mamy powody, żeby się jej bać – kiedy jej nie znamy, rzeczywiście nie jesteśmy bezpieczne. Czasem kobiety wchodzą w związek małżeński i naprawdę nie są obudzone seksualnie. Mają kontakt ze swoją seksualnością w tym sensie, że pełnią wszystkie role: zakochują się, przeżywają pierwszy raz, wychodzą za mąż, rodzą dzieci. Zdarza się, że gdy stają się bardziej świadome siebie i niezależne, przeżywają romans i w nim dopiero doznają wrażeń, których nigdy wcześniej nie miały. Taki romans może być i fascynującym, i trudnym przeżyciem. Energia seksualna bardzo długo trzymana na uwięzi w pewnym momencie może wybuchnąć. Jeśli nie umiemy się z nią obchodzić, możemy boleśnie pobłądzić. Np. uznać, że nasze szczęście zależy od niego, i pójść za kochankiem na koniec świata niezależnie od tego, czy nam to służy, czy nie.

Może, by oswoić energię seksualną, warto przyjrzeć się, jak doświadczamy zmysłowego pobudzenia w ciele w nieseksualnych sytuacjach? Pewna kobieta opowiadała mi, że doświadczyła seksualnego pobudzenia po fitnessie, inna – gdy chodziła nago po leśnej polance. Ale takie doświadczenia łatwo zmarginalizować albo uznać za nienormalne.
My, kobiety, jesteśmy seksualne same w sobie, tak jak mężczyźni! Zmysłowości i podniecenia możemy doświadczać przy okazji różnych sytuacji. Pulsujące fale ciepła, mrowienia i rozluźnienia rozchodzące się z dołu brzucha po całym ciele. Intensywne odczuwanie ciała, skóry, genitaliów w kontakcie z trawą, wiatrem. Po fitnessie, podczas relaksu, kiedy spocone i gorące odpoczywamy. Kiedy zrzucamy ubranie podczas samotnego spaceru po łące albo pływamy nago. Czujemy, że nasze ciało żyje, że zmysłowo kontaktujemy się ze światem. Te doznania nas uwrażliwiają.

A co z fantazjami? Jak one przekładają się na rzeczywistość i na seks? Zebrałam kilka. Kobieta fantazjuje o seksie oralnym. Ona jest boginią, a mężczyzna klęczy u jej stóp i spija nektar spomiędzy jej nóg. Fantazja bardzo ją podnieca, ale w łóżku ma opory, wstydzi się. Inne fantazje: kocham się z obcym mężczyzną albo nawet kilkoma; na co dzień spokojna i uległa mężatka w fantazji uprawia dziki seks z innym na dyrektorskim fotelu męża.
Fantazja służy ominięciu tego, co nam przeszkadza w życiu mieć przyjemność z seksu. Czasami trzeba podrążyć, żeby znaleźć jej głębsze znaczenie. Ale fantazja z boginią wydaje mi się dość oczywista. Jako bogini przyznaję sobie prawo do przyjemności, zasługuję na nią, bo jestem wspaniała, mam władzę, pozwalam na tę pieszczotę i sobie, i mężczyźnie, moja wagina jest boginią. Czy łatwo nam przyznać takie prawa sobie, swojemu ciału, swojej waginie? Żeby móc mieć przyjemność z seksu oralnego, ta kobieta potrzebuje fantazji o bogini. Dzięki temu pokonuje przeszkody obecne w rzeczywistości. Fantazjowanie o innym mężczyźnie może służyć przełamaniu stereotypów. Czasem wydaje się, że coś jest do osiągnięcia tylko na zewnątrz, a nie w związku. Uległa mężatka dzięki swojej fantazji może pozwolić sobie na bycie dominującą, silną i wymagającą. No i zakwestionować swoją zależność, na co ma wewnętrzny zakaz w związku. Dzięki fantazjom możemy poznawać siebie. Są naturalnym przejawem naszej seksualności.

Jaki płynie wniosek z naszej rozmowy? Jak rozpoznać, co nas naprawdę podnieca?
Wszystko nas może podniecać, smarowanie piersi koniakiem, zakładanie futra na nagie ciało czy cokolwiek innego, jeśli odkryjemy, że to naprawdę nasze pragnienia. Nawet jeśli nie jesteśmy zakochane, a chcemy seksu! Czyli co? Potrzebujemy zaufać sobie, swojemu ciału, żeby pozwolić sobie bezpiecznie płynąć na fali seksualnych odczuć. Ale żeby tak się stało, większość z nas musi na nowo uwierzyć, że ma do tego prawo: bez czekania, aż mama, tata, partner czy społeczeństwo wyrażą aprobatę. Możemy zapytać siebie: czy mam fantazje seksualne i jakie one są? Co czuję, kiedy patrzę na siebie w lustrze? Czy znam swoje ciało, swoją waginę, czy kiedykolwiek na nią patrzyłam, dotykałam jej, a jeśli tak, to z jakim uczuciem? Co się ze mną dzieje, kiedy jestem w łóżku z mężczyzną? Może czegoś chcę lub nie chcę, a nie mówię o tym? Jakie mam przekonania na temat seksu? Żaden poradnik, żadna gazeta z instrukcjami nie uchronią nas od refleksji. Wszystko już mamy, tylko musimy objąć to uwagą. To nas może wyzwolić.

  1. Psychologia

Czułe słówka w sypialni. Jaki jest wasz erotyczny dialog?

Ważne jest, byśmy dbali o odpowiednią komunikację w seksie. (Fot. iStock)
Ważne jest, byśmy dbali o odpowiednią komunikację w seksie. (Fot. iStock)
- Źle dobrane słowo może sprawić, że u kobiety nastąpi blokada seksualna. Facet, który nie ma wyczucia i nie potrafi posługiwać się erotycznym słownikiem, pobudzać wyobraźni kobiety, potrafi ją skutecznie zniechęcić – mówi seksuolog Krzysztof Korona.

Jak mówią o seksie twoi pacjenci?
Językiem często z góry skazującym akt seksualny na klęskę, jeżeli w ogóle coś mówią. Przychodzą do mnie najczęściej dlatego, że nie potrafią stosować tego, co nazywamy dialogiem erotycznym. Albo uprawiają seks w milczeniu (co też jest katastrofą), albo używają słów, które zabijają podniecenie seksualne. Ludzi, którzy trafiają do gabinetów terapeutów, można uszeregować w grupy: pierwsza to tzw. niemoty seksualne – nic nie mówią, druga – ci, którzy mówią źle, trzecia grupa to gawędziarze erotyczni. Ci ostatni schematy prowadzonych rozmów zapożyczają z filmów porno, próbują te dialogi włączyć w seks, oczekując, że ten styl mówienia, z pominięciem oczekiwań i potrzeb drugiej strony, doprowadzi do tak zwanego sukcesu. Wbrew pozorom „gawędziarze” przeżywają seksualne katastrofy w łóżku podobnie do tych, którzy są „niemotami”. Jest jeszcze grupa osób odwiedzających gabinety psychologów, która przychodzi głównie po to, żeby zapytać, co dzieje się z partnerem, który w trakcie podniecenia zaczyna mówić dziwne słowa. Szczególnie w silnych stanach pobudzenia seksualnego zdarza się to u ludzi, którzy charakteryzują się cechami histerycznymi. Podczas seksu mogą u nich wystąpić zaburzenia świadomości. W stanach podniecenia seksualnego u osoby, która jest bardzo pobożna, nagle zaczynają się niekontrolowane krzyki, wulgaryzmy, pojawia się tzw. mowa rynsztokowa.

Podczas seksu najłatwiej przekraczać różne tabu.
Tu obowiązują dość proste zasady psychologiczne: przekraczanie tabu zawsze łączy się ze strachem i lękiem. Jeżeli przekracza się tabu i włącza się lekki strach, uruchomiony zostaje silniejszy mechanizm pobudzenia, podniecenia. Ośrodek lęku, strachu, agresji jest zlokalizowany w mózgu w pobliżu ośrodka seksu. Są pary, które zaczynają przekraczać to tabu: ponieważ na co dzień nigdy nie używają pewnych słów, sądzą, że są one zakazane. Jeżeli taka osoba nagle sięga po wulgaryzmy, właśnie przekracza tabu. Ta reakcja z jednej strony jest formą doświadczania lęku, jak to odbierze partner, ale może to być też katharsis, robienie czegoś, co człowiek zawsze miał ochotę zrobić, czegoś zakazanego i smakowania tego. Ci, którzy sięgają po mocne słowa w seksie, używają wyzwisk, wybierają najczęściej słowa nakazujące: „Rób mi to”. Zawsze wtedy trzeba się przyjrzeć, czy u tych ludzi nie występują zaburzenia preferencji seksualnych.

W seksie najczęściej ujawniają się skłonności sadomasochistyczne, które zazwyczaj są głęboko ukryte.
Jeżeli przyjrzymy się cechom osobowości sadomasochistycznej, to jest z nią trochę tak jak ze światłem, które regulujesz potencjometrem – ściemniasz albo rozjaśniasz. Jeżeli delikatnie rozjaśnisz, to masz delikatne objawy sadomasochistyczne. Jeśli mocniej: objawy są silniejsze. Jest też druga grupa. Należą do niej ci, którzy nie przychodzą do seksuologa, bo potrafią zbudować swój własny słownik erotyczny, sami wymyślają nazwy narządów płciowych i form czułości. Ci ludzie tworzą alfabet seksu, budują swój dialog erotyczny, posiadają zdolność komunikacji nie tylko seksualnej. To dotyczy wszystkiego, zarówno nazywania części ciała, jak i umiejętności opisywania swoich uczuć i doznań seksualnych w taki sposób, żeby partner mógł zrozumieć, w jakim stanie właśnie jestem, czego mi brakuje, by wejść w jeszcze większy stan uniesienia i by mogło dojść do orgazmu. To jest umiejętność demonstrowania przed partnerem w formie werbalnej i niewerbalnej stanu, w którym się znajduję, i nazywania tego stanu.

Czy ty w gabinecie uczysz pacjentów języka seksu?
Każdy terapeuta musi leczenie rozpocząć od sprawdzenia, czy para, która do niego przyszła po pomoc, potrafi komunikować się w seksie. Jeśli nie potrafi, to powinna się tego uczyć. Pomocne tu będą gry, symulacje, zadania, których używa się podczas spotkań z pacjentami po to, by mogli swobodnie między sobą się porozumiewać. Najczęściej stosowana zabawa polega na tym, że daje się im kartki papieru i mówi: „Wypiszcie słowa, które waszym zdaniem najbardziej podniecają partnera”.

Jakie są to zwykle określenia?
Jeżeli facet uważa, że partnerkę najbardziej podniecają słowa: „Kocham cię”, a ona pisze na swojej kartce, że najbardziej by ją podnieciło, gdyby usłyszała: „Zerżnij mnie”, to się rozminęli całkowicie. To zadanie pokazuje parze, czy zna swoje oczekiwania zwane „pieszczeniem za pomocą słów”.

Wiem, że leczysz też hipnozą.
Jeśli zapytasz, co robię, żeby drugiego człowieka wprowadzić w stan hipnozy, odpowiem – stosuję słowo. Jest w nim to, co związane z nośnikiem sugestii. Dobrze użyte słowo wywoła określoną reakcję w mózgu, określoną reakcję w ciele, a źle użyte tę reakcję zburzy. Para kochanków, szepcąc sobie określone słowa, posługuje się sugestią, czyli indukcją hipnotyczną.

Kobiety są wrażliwsze na słowo.
Ich mózg jest bardziej podatny na działanie wyobraźni, a słowo ma szczególną moc. Mężczyzna, jeśli chce sprawić kobiecie radość, pobudzić ją seksualnie, musi umieć dobrać odpowiednie słowo o treści seksualnej w zależności od tego, w jakim ona jest nastroju i jakie są okoliczności zbliżenia. Źle dobrane słowo może sprawić, że u kobiety nastąpi blokada seksualna. Facet, który nie ma wyczucia i nie potrafi posługiwać się erotycznym słownikiem, pobudzać erotycznej wyobraźni kobiety, potrafi ją skutecznie zablokować.

Często mówi się, że polski język ma duże braki w erotyce.
Po latach doświadczeń w pracy z pacjentami mogę powiedzieć, że nie jest to prawda. To kwestia dostatecznej odwagi, aby samemu i w parze tworzyć swój erotyczny słownik. Boimy się używania własnych określeń. Mowa polska ma wystarczająco dużo słów, które mogą być wspaniale wykorzystywane do erotyki, pod warunkiem że para jest zainteresowana budowaniem dialogu erotycznego. Też dlatego, że w języku polskim jest wiele zdrobnień i zmiękczeń.

Jednak zdecydowanie silniej mogą działać na wyobraźnię niedopowiedzenia, metafory, porównania. Dlaczego wulgarne określenia wypowiedziane publicznie powodują, że ludzie wybuchają śmiechem? Dlatego, że słowa związane z seksem mają silną moc działania sugestywnego. Jeżeli są publicznie wypowiedziane, ludzie chronią się przed podnieceniem seksualnym, reagując śmiechem. Tymczasem uważam, że mowa ludzka, też język polski, ma dostatecznie dużo słów, określeń, które do budowania dialogu erotycznego znakomicie się nadają.

W Japonii nie ma żartów seksualnych, bo tam seks nie kojarzy się z czymś wstydliwym, zakazanym, nie ma więc problemu wyboru między określeniem medycznym a wulgaryzmem. W naszej tradycji chrześcijańskiej seks jest tabu. Jesteśmy zaprogramowani kulturowo na problem z językiem.
Kilka lat temu seksuolog Alicja Długołęcka zaczęła posługiwać się w wywiadach terminem „cipka”. Tym określeniem próbuje zburzyć pewien stereotyp myślenia o kobiecych narządach płciowych wyłącznie w kategoriach języka medycznego. Prowadziła warsztaty, w których uczestniczą kobiety i uczą się wypowiadania słowa „cipka”, akceptowania go, ale też uczą się poznawania swego własnego narządu.

Tak, „cipka” wchodzi do języka jako słowo niewulgarne. Zdrobnienia osłabiają nawet mocne słowa. Wystarczy wyrzucić jedną literę i robi się „cipa”, słowo wulgarne i obrażające.
Bywa i śmiesznie, i tragikomicznie, kiedy polski słownik erotyczny pojawia się w sądzie. Określenia używane przez świadków powodują, że ja i sędziowie wybuchamy śmiechem, chociaż nam nie wypada. Ale seks i śmiech to zdrowie.

Krzysztof Korona psycholog, psychoterapeuta, seksuolog.