1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Piersi - wrota do miłosnego połączenia z mężczyzną i z samą sobą

Piersi - wrota do miłosnego połączenia z mężczyzną i z samą sobą

Mało która kobieta lubi, gdy mężczyzna dotyka jej piersi. Mówią, że oni to robią jakoś „nie tak”. (Fot. Getty Images)
Mało która kobieta lubi, gdy mężczyzna dotyka jej piersi. Mówią, że oni to robią jakoś „nie tak”. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Co jest bramą do kobiecego serca? Piersi. To one otwierają potencjał głębokiego miłosnego połączenia z sobą samą i z mężczyzną. Tymczasem w naszej kulturze większość kobiet ma piersi nierozbudzone, nienauczone dotyku. Same nie umiemy ich nasycić czułością, nie znamy ich. Nie umieją tego też nasi partnerzy. Jak sobie z tym poradzić, mówi nauczycielka tantry Sonya Alicja Bednarek.

Co jest bramą do kobiecego serca? Piersi. To one otwierają potencjał głębokiego miłosnego połączenia z sobą samą i z mężczyzną. Tymczasem w naszej kulturze piersi kobiety są nierozbudzone, nienauczone dotyku. Same nie umiemy ich nasycić czułością, nie znamy ich. Nie umieją tego też nasi partnerzy. Jak sobie z tym poradzić, mówi nauczycielka tantry Sonya Alicja Bednarek.

Niedawno byłam na kobiecym spotkaniu. Otwieram drzwi i zastaję taką scenę: rozebrane do pasa kobiety siedzą w kręgu i masują sobie piersi, a ich twarze wyrażają błogość. W tym obrazie było coś tak pięknego, intymnego i świętego, a jednocześnie pierwotnego i naturalnego. Zszokowało mnie, że sama nigdy wcześniej tego nie robiłam. Uświadomiłam sobie, że w mojej drodze do akceptacji swojego ciała piersi są nadal jakoś odrzucone. Bardzo chciałabym to zmienić.
Nie jesteś wyjątkiem. Piersi w naszej kulturze są nieodkryte, kobiety nie mają z nimi zupełnie kontaktu. Chociaż to paradoks, bo przecież świat jest dosłownie nimi wytapetowany. A sama, mimo że zajmuję się tantrą, seksualnością i pracuję z kobietami, też nie miałam kontaktu ze swoimi piersiami i zupełnie sobie tego nie uświadamiałam. Miałam co prawda wrażenie, że one są jakieś mało czułe, ale myślałam, że ja tak po prostu mam. Teraz wiem, że nie ma czegoś takiego jak piersi nieczułe, są jedynie piersi uśpione. Zaczęłam z tym pracować, by skontaktować się z moimi piersiami, robiłam różne praktyki, by nauczyć się je czuć. Dziś wiem, że odcinając się od piersi, tracimy dostęp do ważnych aspektów naszej kobiecości. Warto ten dostęp odzyskać.

We wstępnej rozmowie zwróciłaś mi uwagę na ciekawą rzecz. Zaczęłyśmy oswajanie kobiecej seksualności od waginy, joni czy cipki – różnie się ją nazywa. Dziś pisze się o niej książki, artykuły, są warsztaty, na których kobiety kontaktują się ze swoją waginą, punktem G, łechtaczką. Myślisz, że piersi kobiety są tak samo nieodkryte, jak była wagina?
No właśnie, wydawałoby się, że wagina bardziej, bo taka ukryta, tajemnicza, również w sensie fizycznym. A piersi przecież widać. Są pozornie tak oczywiste, a jednak nawet dla nas samych, kobiet, są nieznanym lądem. Niewiele o nich wiemy, mało która kobieta ich dotyka poza dotykiem pielęgnacyjnym. Tymczasem piersi kobiety są niezwykle ważne, choćby w przeżywaniu naszej seksualności. Mało kto wie, że otwarcie piersi uczuciowo i energetycznie otwiera joni i przygotowuje ją do orgazmu. Joni, aby naprawdę się otworzyła na przyjęcie partnera w miłości, musi dostać zastrzyk energii z piersi. Kobieta, która ma nieobudzone piersi, nie doświadcza więc pełni przyjemności. Piersi kobiety są bramą do głębokiej intymności i miłości w seksie.

Mało która kobieta lubi, kiedy mężczyzna dotyka jej piersi. Mówią, że oni to robią jakoś „nie tak”, miętoszą, ściskają, co zamiast je rozbudzać, często irytuje, wręcz zamyka na seks.
Tak często jest, np. wtedy, gdy mężczyźni dotykają piersi kobiety, żeby siebie podniecić, a kobieta to czuje.

To coś złego?
Nie chodzi o to, że jest coś złego w podniecaniu się, to jest piękne, tylko o sytuację, gdy to robią z myślą wyłącznie o sobie, nie zważając na kobietę. W takim dotyku nie ma zaproszenia do relacji, do bliskości. Kobietę to zamyka, bo podświadomie czuje, że jest traktowana przedmiotowo. A piersi kobiety są bezpośrednio połączone z czakrą serca, miejscem, w którym mieszka miłość, chcą więc być ukochane, dopieszczone. Otwierają się pod wpływem dotyku miłosnego, a nie wyłącznie seksualnego. To zderzenie może wywołać w kobiecie nieświadomy żal i wycofanie, a seks staje się wtedy czysto fizycznym doznaniem. Kobiety mogą nie wiedzieć, o co chodzi, co jest nie tak. Mogą jeszcze nie mieć nazwanego tego, co w głębi siebie czują, czyli że w tym spotkaniu były zamknięte. Wtedy może pojawić się irytacja, złość, którą często projektują na partnera, bo to on powinien wiedzieć co i jak. To wszystko ma wielkie znaczenie. Kobieta, która obwinia partnera, stopniowo się na niego zamyka. I miłość obumiera. Z drugiej strony – skąd mężczyźni mają wiedzieć, jak się obchodzić z naszymi piersiami, skoro my same tego nie wiemy?

No właśnie: dlaczego my, kobiety, tak mało wiemy o piersiach?
Piersi kobiety są tabu, w jakimś sensie są skandalem, bo rozbijają granicę pomiędzy macierzyństwem a seksualnością. Łączą obie te sfery. Do tego dochodzi promowany nierealny wizerunek piersi oraz strach przed rakiem i powstaje piorunująca mieszanka tak sprzecznych i bolesnych sygnałów, że łatwiej jest się od nich odciąć, niż próbować je jakoś zintegrować, ogarnąć.

Przede wszystkim nie chcemy być traktowane wyłącznie jak obiekt seksualny. Klientki, które mają duże piersi, często mówią mi, że ich wręcz nie lubią, bo mają wrażenie, że tylko dla nich mężczyźni się do nich zbliżają, a one chcą przecież być widziane i kochane jako osoby, a nie nosicielki podniecających gadżetów. No ale taka już nasza zwierzęca natura. Robiono badania, w których mężczyźni patrzyli na nagie kobiety, a specjalne urządzenie śledziło i zapisywało ruch ich gałek ocznych. Okazało się, że najczęściej patrzą na piersi. Naukowcy tłumaczą to atawizmem – że jesteśmy zaprogramowani na przedłużanie gatunku. A dorodne, jędrne piersi kobiety sugerują młodość, płodność, zdolność karmienia. Czyli potomstwo ma szansę przetrwać. Kobietom trudno się jednak z tym pogodzić.

Z drugiej strony – ponieważ kultura, reklama czy pornografia tak właśnie pokazują piersi kobiety, mamy wobec własnych piersi wyśrubowane wymagania.
No właśnie. Z jednej strony nie chcemy, by były tylko tym obiektem pożądania, z drugiej – oceniamy je negatywnie, jeśli nimi nie są, robimy operacje, żeby były bardziej zbliżone do tej seksualnej wizji… Błędne koło. Kolejny element tej mieszanki to rak. Kobiety boją się dotykać swoich piersi, bo nie chcą sobie w nich czegoś odkryć. Wspaniale, że działa profilaktyka antyrakowa, że kobiety się same badają. Niestety, efektem ubocznym jest to, że niemal cała przestrzeń kontaktu z piersiami jest zawłaszczona przez ten badający dotyk, podbarwiona lękiem. To nie sprzyja rozluźnieniu, odczuwaniu przyjemności, zmysłowości. U kobiet rak piersi jest najczęstszym nowotworem, więc nasze piersi żyją w jego cieniu. Są nawet takie, które mówią: „Nie będę dotykać, bo jeszcze coś odkryję”. Choć to nie ma nic wspólnego z rozsądkiem. Ten strach jest tak wielki, że spycha na dalszy plan nawet podstawowy powód, dla którego piersi istnieją – czyli bycie matką i karmienie dziecka.

Na co też wiele kobiet się dziś nie godzi, bo karmienie często deformuje piersi.
Nasza kultura coraz dalej odchodzi od naturalności, szczególnie my, kobiety, często walczymy ze swoją fizjologią, odrzucamy ją. A przecież z piersiami związana jest nawet nasza nazwa – ssaki. Ponoć dzięki piersiom podczas zmian klimatu przetrwały właśnie ssaki, a nie np. dinozaury. Bo pokarm dla dzieci był dostępny zawsze, nawet jeśli matki przejściowo same nie miały pożywienia. Karmione w ten sposób dzieci nie musiały być samodzielne, więc się rodziły mniejsze. Stąd mniejsza miednica, stąd możliwość chodzenia na dwóch nogach. Ssanie wykształciło też nasze usta i podniebienie. Dzięki nim mamy pocałunki. A więc piersi mają wielki udział w tym, kim jesteśmy jako ludzie i jak wyglądamy. Nic dziwnego, że najstarsze odnalezione przedstawienia ludzi, figurki neolityczne, to głównie kobiety z obfitymi piersiami. Kobieta była symbolicznie uważana za boginię, twórczynię – bo przecież w jej ciele tworzy się życie i ona je podtrzymuje, karmi, by mogło rosnąć. Matka daje dziecku siebie, dosłownie, swoje ciało. Co może być bardziej twórczego, a jednocześnie intymnego i łączącego? W ten sposób wdrukowuje się też to, że piersi są symbolem oddania, bezwarunkowej miłości, bezpieczeństwa, zadbania, nasycenia. Dlatego jeśli kobieta jest na nie zamknięta, jakiś ich aspekt odrzuca, jest też odcięta od części swojej kobiecości, seksualności, miłości, kreatywności i poczucia obfitości. Podczas sesji pytam moje klientki: „Jak dbasz o swoje piersi?”. Zwykle słyszę: „Kupuję drogie staniki”. „No dobrze, a jak ukochujesz swoje piersi?” Wtedy zwykle pojawia się taki wzrok, jak twój w tej chwili. Zdziwienia. Naprawdę nie wiemy, o co chodzi.

Co im radzisz?
Kluczowa jest tantryczna medytacja piersi, która łączy kobietę z jej esencją. Piersi są połączone bezpośrednio z czakrą serca. Jeśli kobieta praktykuje jej otwieranie, ale nie obejmuje tą praktyką piersi, coś jej umyka. W czakrze serca i w piersiach łączą się wszystkie odcienie miłości, jakie ma do zaoferowania kobieta: miłość matczyna, bezwarunkowa i erotyczna. Dlatego kiedy zaczynamy praktykować z piersiami, zaczynamy się też otwierać na miłość, odczuwanie jej w każdym wymiarze.

Jak wygląda taka praktyka?
Po prostu wczuwamy się w swoje piersi „od środka”. W obie jednocześnie. Można to rozpocząć za pomocą oddechu – witamy się oddechem z piersiami: „Dzień dobry, moje kochane piersi”. Próbujemy poczuć, co się w nich dzieje, tak, aż staniemy się swoimi obiema piersiami, dla których reszta ciała będzie jedynie tłem. I tak codziennie po 20 minut. Jeśli dla kogoś to jest zbyt abstrakcyjne, polecam dotykanie piersi – obu naraz, to ważne. Ale nie na zasadzie, że sprawdzamy, czy są OK, tylko przykładamy do nich delikatnie dłonie i dajemy sobie czas i przestrzeń na odczuwanie. Z początku może być tak, że nic nie poczujemy. To wymaga czasu i cierpliwości, czułości i uważności. Jeśli piersi są zamknięte na nasz dotyk, to dlatego, że nie są do niego przyzwyczajone. Jedyny sposób dotykania piersi, jaki znamy, to dotykanie w jakimś celu. Żeby umyć, zbadać, pomasować, podniecić się. A ta medytacja polega na byciu z nimi. Dla nich. I czuciu, słuchaniu tego, co się pojawia. Moja obserwacja jest taka, że większość kobiet nie akceptuje swoich piersi. Bo są za małe, za duże, nie takie w kształcie, obwisłe, nie tak umieszczone, mają nie takie sutki albo są asymetryczne. Dlatego czasem łatwiej jest się skontaktować z tym miejscem, kiedy dotykamy piersi innej kobiety.

Większość kobiet nie akceptuje swoich piersi. Bo są za małe, za duże, niekształtne, obwisłe, źle umieszczone, asymetryczne lub mają nie takie sutki. (Ilustracja: Getty Images) Większość kobiet nie akceptuje swoich piersi. Bo są za małe, za duże, niekształtne, obwisłe, źle umieszczone, asymetryczne lub mają nie takie sutki. (Ilustracja: Getty Images)

Robicie to na warsztatach?
Można też z przyjaciółką, z którą czujemy się na tyle blisko. U mnie na zajęciach robimy to w trójkach. Jedna kobieta leży na plecach, a dwie siadają po bokach i kładą swoje dłonie na jej piersiach. I siedzą tak 20 minut. Nie rozmawiają, tylko czują. Ta, która leży, przyjmuje bezinteresowny, czuły dotyk. A te, które kładą dłonie na jej piersiach, dają go. I czują. To budzi niezwykłe doznania, szczególnie kiedy na koniec, pomaleńku zdejmują dłonie. Piersi zaczynają się budzić i często czują się utulone, ukochane. Ta medytacja wyzwala dużo emocji, łez, wzruszenia.

Od kiedy zajmuję się masażem, wiem, że można też dotykać kogoś, zupełnie nic nie czując, mechanicznie. To się nawet nazywa profesjonalnym dotykiem – bez zaangażowania emocji.
Dlatego podczas tej praktyki nie masujemy piersi, nie ruszamy w zasadzie dłoni. Po prostu trwamy w tym samym miejscu i staramy się nawiązać kontakt. Praktykując taki kontakt z piersiami, otwieramy sobie dostęp do kobiecej energii jin. Jej istotą jest receptywność, przyjmowanie, bycie w kontakcie. Dzisiejszy świat jest bardzo jang. Króluje w nim działanie. Akcja. Na kobiecość, jin, nie ma czasu, dlatego mało kto rozumie nawet, o co w tym chodzi. Próba nawiązania kontaktu z piersiami może nas tego nauczyć. Bo piersi, jako esencja jin, pragną bycia z nimi właśnie w ten sposób. Dopiero wtedy się otwierają. Nie chodzi tu o pasywność, z czym błędnie kojarzone jest jin. Tylko pozornie przez te 20 minut nic się nie dzieje. Na planie zewnętrznym – może, ale wewnątrz dzieją się całe światy. Przepływają fale uczuć i emocji. A my zamieniamy się w przyjmowanie i odczuwanie. W tej praktyce dotykamy różnych aspektów miłości, ale też różnych uczuć, zranień. Dotykamy też niezwykłej słodyczy, która w nas jest. Jakości, która nas karmi i nasyca. Po jakimś czasie już nie musimy mówić komuś innemu: „Zatroszcz się o mnie, bo mama się o mnie nie troszczyła”. Odkrywamy, że mamy to w sobie. Mówi się nawet o duchowym mleku, które mamy w piersiach, które jest esencją obfitości.

Duchowe mleko?
To po prostu energia, która się aktywuje, kiedy piersi się budzą. Na warsztacie, po całym dniu kontaktowania się z piersiami, masowania, dotykania piersi, kobiety są w stanie fizycznie ją odczuwać i bawić się nią. Po jednym z takich warsztatów moja przyjaciółka powiedziała mi, że obawia się wrócić w takim stanie do partnera.

Dlaczego?
Bo jeszcze nigdy nie stanęła przed nim taka otwarta i odsłonięta. Jakby zdjęła z serca pancerz – czuła się totalnie bezbronna. Ale każda prawdziwa wrażliwość jest zawsze pełna mocy. I następnego poranka kochali się w takiej miłości jak nigdy wcześniej. Kobieta potrzebuje otworzyć serce na siebie i na mężczyznę. Kiedy kobieta otwiera serce, jego energia spływa do joni, dając miłosne zaproszenie dla mężczyzny. A mężczyzna może wtedy wniknąć w nią jak nigdy dotąd, dając seksualny impuls pożądania. Ona otwiera joni, a on serce. Ona przyjmuje, a on przenika. Ona jest jin, a on jang. Kiedy te dwie sfery się łączą, możliwe jest totalne zjednoczenie. Oczywiście, seks możliwy jest w wielu wymiarach, ekscytujące są też szybkie numerki. Ale tak naprawdę tęsknimy za połączeniem ze sobą i z kochankiem na wszystkich poziomach. Piersi są do tego bramą.

Sonya Alicja Bednarek prowadzi warsztaty i spotkania dla kobiet oraz dla par inspirowane przede wszystkim hinduską tantrą, bada też tantrę kaszmirską. Jej przewodnikiem są tantryczne nauki Osho, a inspiracją takie kobiety, jak: Mahasatvaa Ma Ananda Sarita i Chameli Ardagh.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jak pobudzić pieszczotami erogenne strefy partnera?

Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
„Petting" to słowo tak stare jak magnetofon kasetowy. I równie wycofane z użycia. Szkoda, bo opisuje fenomenalną technikę - pobudzania stref erogennych bez odbywania stosunku. Strefy erogenne to nasz cenny zasób seksualny i opłaca się o nie dbać.

Erogenna mapa ciała

Pierwsza prawda o naszych strefach erogennych jest prosta. Bez kontaktu z ciałem gadanie o tym wszystkim nie ma najmniejszego sensu. Zmysły wymagają pielęgnacji i uwagi. I dotyk, którego używamy, pobudzając strefy erogenne, nie jest wyjątkiem. Wszystkie możliwe szkoły psychologiczne akcentują wagę dotyku w naszym życiu, opracowując wskazania minimalnej liczby głasków na dzień, jaką powinnyśmy przyjąć, aby zachować zdrowie. Dotyk i głaskanie redukuje ilość kortyzolu (hormonu stresu), co pozwala rozluźnić się i otworzyć  na kontakt fizyczny i psychiczny. Bez niego  nasze strefy zmieniają się w pustynię.

Druga zasada pettingu jest równie prosta: nie ma zasad. Każdy z nas ma własny, indywidualny rozkład punktów, które reagują na stymulację. Co więcej, każdy z nas ma swoje punkty aktywne w różnym czasie. To znaczy, że na przykład delikatne gryzienie sutków na początku gry wstępnej może być dla niektórych kobiet świetnym bodźcem, ale robienie tego samego pod koniec aktu może sprawiać ból.

Podobno ilość kobiecych i męskich stref erogennych jest jak 5 do 1. „Podobno”, bo tak mówią badania, a nie doświadczenie. Mężczyźni, oprócz genitaliów, dysponują w większości tymi samymi strefami erogennymi, co kobiety, choć o różnej wrażliwości. Wciąż istnieje takie myślenie, że mężczyźni dbają tylko o „porządny stosunek", czyli penetrację, a dotykanie ich nie rusza. Tymczasem większość mężczyzn uwielbia dotyk, a znaczenie pettingu i innych form pobudzania wzrasta wraz z  wiekiem. O ile 20-latek podnieca się szybko i łatwo, o tyle 50-latek będzie potrzebował więcej zabiegów, żeby wkręcić się na obroty. I do tego właśnie mamy strefy erogenne.

Całe nasze ciało to jedna wielka strefa do pieszczenia. W zasadzie wszędzie tam, gdzie ludzka skóra jest delikatna i ukrwiona, możemy znaleźć miejsca, które można zmysłowo lub erotycznie stymulować. Będą to usta, małżowiny uszne, sutki, skóra na wnętrzach ramion i pod kolanami, nadgarstki, okolice pępka, pośladki, wnętrze ud, kark, nawet podeszwy stóp. Naturalnie do stref erogennych zaliczamy także nasze genitalia. I warto pamiętać, że miejsca, gdzie śluzówka przechodzi w skórę, są najbardziej wrażliwe - czubek penisa, strefa anusa, zewnętrze warg sromowych większych. Z niektórymi się urodziliśmy, niektóre rozwinęli nasi poprzedni partnerzy, partnerki, stymulując nas w określony sposób. Do końca życia zachowamy zdolność odbierania wrażeń erotycznych poprzez dotyk i ciągle możemy rozwijać swoje mapy.

Strefy erogenne stymuluje dotykanie ręką, ale także całowanie, lizanie językiem, głaskanie włosami i piórkiem, smyranie lodem, klepanie, delikatne szczypanie czy gryzienie. Trzeba tylko pamiętać o zmianach - rytmu, miejsca, sposobu stymulacji. Żeby się nie znudziło, żeby nie zaczęło boleć, żeby doznania były urozmaicone. 10 minut głaskania w jednym miejscu i koniec szału namiętności. Jeden z pomysłów, który polecam wszystkim kobietom mającym trudność przed z oznajmieniem tego, jak i gdzie chcą być dotykane, to zastosowanie jadalnej farby do ciała. Malują na sobie strzałki, kółka i piszą, co ma się wydarzyć, z humorem i polotem dając znać partnerowi, że kark powinien iść pierwszy, a dopiero po nim pośladki. Już samo zlizywanie farby to obustronna przyjemność.

Orgazmy strefowe

Na koniec o czymś, czego podobno można się nauczyć, a z czym rodzą się niektóre kobiety - orgazmy strefowe. Polegają na szczytowaniu przy niewinnym dotykaniu konkretnej części ciała, niebędącej genitaliami. Kobieta zdolna do orgazmów strefowych na przykład idzie do fryzjera i doznaje rozkoszy od masażu głowy. Jej ciało jest tak wrażliwą strefą erogenną, że pobudzenie może przyjść skądkolwiek.

Jednak niezależnie od tego, jak układa się twoja mapa stref erogennych, pamiętaj, że największą i najsilniejszą strefą erogenną jest mózg. W nim dzieje się duża część cudu zwanego  seksem, to on zawiera przysadkę mózgową w znacznej mierze kontrolującą funkcje seksualne, to tam wreszcie, przy niewłaściwym nastawieniu, może utknąć zablokowane podniecenie. Wolność od negatywnych przekonań na temat seksu uwalnia twoją głowę i umożliwia świadome czerpanie z całego bogactwa stref erogennych, z twojego ciała.

  1. Seks

Kobiecy orgazm - jak go osiągnąć?

Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. (fot. iStock)
Orgazm jest jeden, ale drogi do niego różne, trzeba spróbować wielu – mówią psychoseksuolog Bianca-Beata Kotoro i edukatorka seksualna Izabela Fornalik.

Julka z Arturem są ze sobą od roku. To jej drugi chłopak, ale dopiero z nim zdecydowała się na współżycie. Dziewczyna lubi się kochać, ale nie przeżywa orgazmu. Jej chłopak bardzo się stara, widać, że coraz mocniej przeżywa fakt, że Julka nie szczytuje. Próbują różnych pozycji, ale ciągle się nie udaje… Julka coraz częściej odnosi wrażenie, że jej chłopak traktuje problem ambicjonalnie, chce, żeby jej było dobrze, ale też czułby się znacznie lepiej jako sprawny kochanek. Natarczywie dopytuje za każdym razem o jej odczucia. Julka nie rozmawiała z nikim o swoim zmartwieniu, tym bardziej że większość jej koleżanek dość obcesowo chwali się swoimi łóżkowymi podbojami. To wszystko sprawia, że dziewczyna zaczyna podejrzewać, że może coś z nią jest nie tak.

Izabela Fornalik: Fakt, że Julka nie przeżywa orgazmu w trakcie stosunku, nie jest niczym dziwnym i unikatowym. Tym bardziej, że dziewczyna niedawno rozpoczęła współżycie. Kobiecy orgazm nie pojawia się na zawołanie i to na dodatek przy pierwszych stosunkach. W pewien sposób trzeba go wypracować, kobieta musi nauczyć się swojego ciała i jej partner musi dobrze je poznać. Często okazuje się, że jeśli kobieta nie szczytuje, to jest to większym problemem dla jej partnera. Nie wystarcza mu zapewnienie, że współżycie sprawia jej przyjemność.

Bianca-Beata Kotoro: Nie ma jednej, wyczerpującej definicji, czym jest orgazm. Skoro kobieta mówi, że zbliżenia sprawiają jej przyjemność i dąży do ich powtórzeń, można powiedzieć, że nie ma problemu. Wyznacznikiem udanego współżycia jest to, czy chce się kolejnego razu. Bo jeśli tak, to znaczy, że było komuś dobrze. Julka twierdzi, że jest jej dobrze, więc skąd wie, że nie miała orgazmu? Bywa, że kobiety doznają szczytowania, tylko mają o nim tak dziwne wyobrażenie, że go nie rozpoznają. Opisy z literatury czy obrazy filmowe często mówią o czymś niewyobrażalnie wstrząsającym, stanie nieporównywalnym do niczego. Tymczasem każdy orgazm jest inny i każdy człowiek inaczej go przeżywa. Zdarza się też, że kobiety, które w trakcie współżycia nie doznają orgazmu, zaznają go podczas masturbacji. Czyli dowodzi to, że są w stanie doznawać szczytowania. Dlatego najpierw trzeba dowiedzieć się, czy Julka przeżyła kiedyś w trakcie pieszczot autoerotycznych albo podczas zbliżeń z poprzednim partnerem coś, co można by jej zdaniem nazwać orgazmem. Czy to, że nie ma orgazmu, oznacza, że miała go już kiedyś i teraz to doznanie się nie pojawia, czy też nie miała go nigdy, a swoją wiedzę o szczytowaniu czerpie z wyobrażeń i fantazji, a przez to porusza się wśród nierealnych oczekiwań? Czasami kobiety nie rozpoznają własnego orgazmu, bo po szczytowaniu nie reagują tak, jak im się wydaje, że powinny: zmęczeniem, spadkiem napięcia, za to są jeszcze bardziej pobudzone i mają ochotę na dalsze pieszczoty. A przecież to też jest jedna z możliwych reakcji.

Uświadomienie kobiecie, że właśnie przeżywa to, o czym myślała, że jest dla niej niemożliwe, może wtedy wymagać dużo pracy. Oczywiście, zdarzają się przypadki anorgazmii pierwotnej, ale są to naprawdę sporadyczne wyjątki, uwarunkowane fizjologią, budową anatomiczną czy kwestiami neurologicznymi. Diagnoza anorgazmii jest bardzo często nadużywana. W przypadku kobiety, która nie osiągnęła orgazmu nigdy – ani podczas masturbacji, ani podczas stosunku seksualnego – mówimy o anorgazmii pierwotnej, zaś tzw. wtórną diagnozuje się, gdy kobieta problemy ze szczytowaniem ma dopiero od jakiegoś czasu lub tylko w pewnych warunkach.

I.F.: Encyklopedyczna definicja orgazmu mówi, że jest to faza najsilniejszego podniecenia płciowego, uczucia rozkoszy, będącego zwieńczeniem różnego typu zachowań seksualnych. Na jej podstawie można również przedstawiać z perspektywy fizjologicznej konkretne wyznaczniki orgazmu – skurcze pochwy, dna macicy, wytrysk nasienia, skurcze moszny, a po ich ustąpieniu pojawienie się zazwyczaj błogostanu i spełnienia emocjonalnego oraz spadek napięcia.

Wszystko to jest prawda, ale w tym sensie, że takie reakcje często mają miejsce, ale należy podkreślić, że nie każdy i nie za każdym razem przeżywa orgazm tak samo. To są niemierzalne reakcje psychiki i ciała i nie powinno się na ich podstawie budować wyobrażeń czy ostatecznych stwierdzeń na temat orgazmu. U jednej kobiety pojawią się silne skurcze pochwy i nadwrażliwość przy wejściu członka, ale inna nie będzie miała takich objawów.

B.B.K.: Oczywiście, na poziomie fizjologii ciała pewne zjawiska występują za każdym razem, dotyczy to podniesienia ciśnienia krwi i poziomu hormonów, ale zewnętrznie sprawa jest bardzo indywidualna. Przyjmowanie pewnych stwierdzeń dotyczących objawów orgazmu jako niepodważalnych prawd może przynieść dużo szkód. Zdarza się, że mężczyzna usłyszy gdzieś, że podczas orgazmu kobiece ciało zachowuje się tak, a nie inaczej i jest niepocieszony, jeśli u swojej partnerki nie zaobserwuje tych objawów. Zaczyna się wtedy dochodzenie, podejrzliwość co do autentyczności przeżyć i ulepszanie czegoś, co już jest dobre.

I.F.: W przypadku, kiedy kobieta nie przeżywa orgazmu, często okazuje się, że do jego wystąpienia nie wystarcza sama penetracja. Bywa, że potrzebne są również pieszczoty innych stref erogennych. Jedna kobieta ma wrażliwsze piersi, druga łechtaczkę. Para mogłaby też wypracować swoją pozycję maksymalizujacą doznania.

B.B.K.: Być może nasi bohaterowie skupili się na stosunkach pochwowych i tą drogą chcą dojść do orgazmu, a niewykluczone, że dla Julii bardziej satysfakcjonujące byłyby pieszczoty okolic łechtaczki. W przypadku wielu par trzeba odczarować temat penetracji, uważanej za jedyną słuszną drogę do przeżycia „prawdziwego” orgazmu. Wiele osób dokonuje takiego podziału i wartościowania na lepszy orgazm pochwowy i gorszy łechtaczkowy. To bardzo szkodliwy mit, orgazm jest jeden, drogi do niego różne, a każda z nich tak samo dobra. Być może ta para upiera się przy stosunku klasycznym, a tymczasem pozycja seksualna, budowa ciała Julki czy technika mogą nie sprzyjać tej formie stymulacji i trzeba wypróbować np. stymulacje łechtaczki i brodawek sutkowych.

I.F.: Jeżeli Julka rzeczywiście nie odczuwa orgazmu, a przyczyny nie leżą po stronie fizjologii, warto się zastanowić, czy w grę nie wchodzą przyczyny natury psychicznej. Zdarza się, że z jakichś powodów kobieta nie przyzwala sobie na przeżycie orgazmu albo na przeżycie go z danym partnerem. Może być to na przykład powód natury religijnej. Jeśli para żyje bez ślubu, osoba religijna może mieć z tym problem i chociaż przyzwala częściowo na ten związek, to gdzieś w głębi serca ma poczucie, ze robi coś złego i nie pozwala sobie na pełne przeżycie satysfakcji. Może to być też forma „gry” prowadzona przez kobietę – nie mam orgazmu, mój partner wie o tym, więc istnieje obszar do różnego typu manipulacji. W naszej kulturze to mężczyzna jest odpowiedzialny za orgazm kobiety. Nieprzeżywająca orgazmu partnerka może wyegzekwować od niego różne rzeczy, bo ten czuje się winny. Czasami kobiety nie pozwalają sobie na orgazm, bo uważają, że będzie on oznaczał, że mężczyzna ostatecznie ją zdobył i wtedy przestanie się starać.

B.B.K.: Warto dodać, że te gierki damsko-męskie są w nas wyjątkowo mocno zakorzenione. Kobiety, które mają zaburzone poczucie własnej wartości, mogą się bać przyzwolenia na orgazm, bo wówczas stracą kontrolę nad swoim zachowaniem i wyglądem. W przypadku naszych bohaterów może się też okazać, że Julka nie akceptuje w pełni swojego partnera, żywi wobec niego głęboko skrywaną urazę albo podświadomie pragnie zachować dystans – w związku z tym nie przyzwala sobie (ale też jemu) na to, żeby przeżyć z nim orgazm. Pamiętajmy, że brak orgazmu jest często problemem związku, a nie tylko samej kobiety czy mężczyzny.

Dr Izabela Fornalik, pedagog specjalny, edukatorka seksualna, nauczycielka akademicka, autorka pierwszych w Polsce praktycznych poradników na temat seksualności osób z niepełnosprawnością intelektualną.

Bianca-Beata Kotoro, psycholog, psychoseksuolog, terapeuta, psychoonkolog w Instytucie Psychologiczno-Psychoseksuologicznym Terapii i Szkoleń „BEATA VITA” w Warszawie. Główna Przewodnicząca Rady Ekspertów Europejskiego Centrum Edukacji PO PROSTU.

  1. Seks

Sposoby na osiągnięcie orgazmu - 10 zaskakujących dróg na szczyt

Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Całe kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Gdy mówimy o orgazmach ze stymulacji genitaliów, sprawa wydaje się dość oczywista. A co z resztą ciała? Czy są orgazmy indukowane czymś innym niż grą wstępną i seksem? Są i jest ich całkiem sporo. Nie nazwę ich dziwnymi drogami do osiągnięcia orgazmu, bo przecież są zupełnie naturalne, nawet jeżeli jedna z nich to choroba. Naturalne są też dlatego, że pokazują, że całe nasze kobiece ciało i umysł to jedna wielka strefa erogenna. Oto 10 mniej lub bardziej zaskakujących metod na dochodzenie na szczyt.

1. Aktywność fizyczna.
Orgazmy w czasie sportu spowodowane zarówno intensywnym ruchem, jak i pobudzeniem rdzenia kręgowego oraz produkcją hormonów. Podobno joga (praca mięśniami dnia miednicy zwłaszcza) i pływanie rządzą, ale świetne także są ćwiczenia z siłowni - wzmacnianie ud, pośladków i bioder. Nie wymienię jazdy konnej, bo to zdecydowanie za proste. Tężyzna fizyczna i przyjemność. Może jednak warto zapisać się na fitness jesienią.

2. Stymulacja sutków i karmienie piersią
. Sutki niektórych kobiet są tak wrażliwe na pieszczoty, że nawet ich niewielkie pobudzenie owocuje pełnym, intensywnym orgazmem. Co dopiero mówić o matkach karmiących swoje dzieci piersią? Przy karmieniu oksytocyny wydziela się tyle, że uniknięcie orgazmu wydaje sie wyczynem.

3. Poród
. Może i brzmi dziwnie, ale w końcu mówimy o tych samych strefach, tylko innej stymulacji. Kobiety rodzące w wodzie, świadomie, które nie boją sie porodu i mają do niego właściwe przygotowanie, często relacjonują wrażenia orgazmiczne, które na dodatek uśmierzają ból. Jedna z teorii o sensowności posiadania strefy G przez kobiety mówi właśnie o tym, że przemieszczająca się przez kanał rodny główka dziecka uciska strefę G, prowokując orgazm i zmniejszając ból porodu. Do wypróbowania osobiście.

4. Fantazje i sny.
Na początku tylko Betty Dodson mówiła, że porządnie przykładając się do fantazji seksualnych, możemy spowodować u siebie orgazm. Z czasem i wraz z rozwojem badań przy pomocy tomografii komputerowej odkryto i opisano liczną grupę kobiet, które dochodzą przez samo wyobrażanie sobie aktu seksualnego. Bez dodatkowej stymulacji ciała. Podobny mechanizm działa, gdy mamy sen zakończony orgazmem, choć wtedy nie decydujemy świadomie o kształcie naszych fantazji. W każdym przypadku – polecane!

5. Masaż.
Fakt, że intensywne pobudzenie ciała masażem skutkuje odczuciem przyjemności to oczywistość. Jednak pewna grupa kobiet posiada fascynująca zdolność - mogą osiągać orgazmy ze stref innych niż erogenne. Na przykład z masażu stóp, dłoni, masażu ciała z pominięciem genitaliów. Prośba o podrapanie po plecach nabiera zupełnie innego znaczenia.

6. Syndrom Stałego Pobudzenia Seksualnego (Permanent Sexual Arousal Syndrome, PSAS
). Wcale nie zabawne, bo to męcząca przypadłość oznaczająca permanentne przekrwienie genitaliów. Może dawać kilkadziesiąt, kilkaset niechcianych i nieoczekiwanych orgazmów dziennie. Ciężko na tym etapie mówić o rozkoszy czy przyjemności.

7. Energia
. Orgazmy owiane legendą, przenoszące nas gdzie indziej i zalewające całe ciało. Jak święty Graal działają na młodych adeptów Tantry. Prozaicznie polegają głównie na wyostrzeniu świadomości ciała na i pełnym odczuwaniu, i przewodzeniu bodźców z niego płynących. Efekt osiągany w połączeniu z praktyką jest wart całego zainwestowanego w naukę czasu.

8.  Autonomous Sensory Meridian Response, ASMR
- potocznie nazywany orgazmem głowy, choć bardziej precyzyjna nazwa powinna brzmieć „Orgazm Z Głowy”. Są to bardziej sensacje, niż orgazm in spe zaczynające się na głowie i biegnące wzdłuż kręgosłupa. Można mieć ASMR bez żadnego bodźca z zewnątrz albo dzięki określonym bodźcom nieseksualnym, wśród których wymienia się same przyjemne i zmysłowe rzeczy: wizyta u fryzjera (dotyk głowy, szyi i ramion), słuchanie delikatnych dźwięków (np. szeptów), melodii określonego języka, oglądanie spokojnie wykonywanych, monotonnych czynności. Badań naukowych nad ASMR brak. Psychologowie mówią, że to raczej pozytywne kodowanie z dzieciństwa (uspokajający głos matki. czesanie jako pieszczota), które owocuje przyjemnością w dorosłości. Nie zraża to społeczności tworzącej liczne grupy i fora internetowe, na których można się cieszyć ASMR-owimi radami i filmami.

9. Mycie zębów.
Ten akurat przypadek opisano w USA i dotyczył kobiety, która po operacji mózgu straciła możliwość odczuwania orgazmów w tradycyjny sposób. Jej ciało prawdopodobnie samo znalazło rozwiązanie i kobieta odkryła, że intensywne szczotkowanie zębów daje jej najpierw przyjemność a potem odczucie orgazmu. Zjawisko obserwowane u osób dotkniętych paraliżem pourazowym, zwłaszcza dolnej połowy ciała. Zamiast stref erogennych wokół genitaliów są w pełni funkcjonalne strefy erogenne, np. na szyi, sutkach, uszach.

10. Najmniej naturalny
. Stosowanie leków antydepresyjnych i przeciwlękowych zawierających clomipraminę powoduje orgazmy przy ziewaniu. Podobno.

  1. Psychologia

Piersi - drogocenna i wrażliwa część kobiecego ciała. Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem

Dorosłe kobiety tak samo jak mężczyźni pragną kontaktu z kobiecą piersią, tylko z powodów obyczajowo-religijnych boją się do tego przyznać – nawet same przed sobą. (Fot. iStock)
Dorosłe kobiety tak samo jak mężczyźni pragną kontaktu z kobiecą piersią, tylko z powodów obyczajowo-religijnych boją się do tego przyznać – nawet same przed sobą. (Fot. iStock)
Rozmowy o ciele kobiety bez słowa o piersiach?! Piersi mogą nam dużo powiedzieć o stosunku ich właścicielki do kobiecości. Przez pryzmat kobiecych piersi można wiele się dowiedzieć o świecie, w którym żyjemy. W reklamach, na filmach, w Internecie, w teledyskach, na plaży spotkamy je całkiem nagie. Czy więc są jeszcze wyzwaniem, wabikiem, owocem zakazanym – zastanawia się psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Piersi nie są problemem, brak piersi owszem, mówi moja przyjaciółka. Za małe piersi to dla większości kobiet dyskomfort. Mówiąca te słowa też chętnie kupowałaby stanik o rozmiar większy...
Kobiety mają rozmaity stosunek do swoich piersi, zwłaszcza te dorastające. Dla wielu jest to długo oczekiwany dar natury: „Nareszcie!”. Dla innych nieszczęście: „O rany! Już się zaczyna! Ratunku!”. Stosunek do własnych piersi zależy od tego, jaki wzorzec kobiecego losu zapisał się w świadomości dorastającej dziewczyny, czyli czego się wcześniej o nim dowiedziała. A przekaz rzadko bywa zachęcający. Większość dorosłych kobiet przytłacza dziewczynki swoją martyrologią. Robią to zapewne w dobrej wierze, chcąc przygotować córki czy wnuczki na trudy kobiecego życia. Nie zdają sobie sprawy z tego, że jednocześnie zobowiązują je do nieświadomego naśladownictwa. Stąd częste negatywne reakcje wielu dziewczynek na ich rozkwitające piersi. Tym bardziej zrozumiałe, że z powodu zwiększającej się ilości niefermentowanej soi w wielu produktach spożywczych pokwitanie ciągle przyspiesza. W efekcie nawet dziesięcioletnie dziewczynki miewają dzisiaj piersi i miesiączkę. Oczywiście, ich rozwój mentalny i emocjonalny za tym nie nadąża. I tak po świecie biega coraz więcej dziewczynek opakowanych w kobiece ciała, niewiedzących, jak radzić sobie z naporem własnych seksualnych zainteresowań, a tym bardziej z pożądliwością dorosłych, acz niedojrzałych mężczyzn.

Piersi nie są więc sygnałem, że dziewczyna jest już gotowa do rozpoczęcia życia seksualnego?
Chyba nigdy tak nie było. Piersi rozwijają się powoli i początki tego procesu nie mają nic wspólnego z dojrzałością seksualną. Ta sytuacja wręcz krzyczy o dojrzałą edukację  seksualną w szkołach i mediach. Nasza ogólnonarodowa hipokryzja i schizofrenia w tej sprawie powoduje coraz więcej szkód. Bo młodzież masowo nadrabia brak rzetelnej wiedzy o seksualności człowieka pseudoedukacją internetowo-pornograficzną i lekturą pisemek dla nastolatek zachęcających do jak najszybszej seksualnej inicjacji. Są więc też kulturowe powody przedwczesnej inicjacji, wszechobecna agitacja i propaganda seksualności. Co za tym idzie, noszenie piersi dla dorastających kobiet coraz rzadziej jest okazją do odczuwania przypisanej im dumy i godności. Kultura wymusza na przebranych w kobiece ciała dzieciach jak najszybsze przeistaczanie się w obiekt pożądania, a także podmiot ryzykownej gry na seksualnej giełdzie. Większość młodzieży czuje się w tym totalnie zagubiona.

Kiedy jesteśmy już dorosłe, piersi nam nie przeszkadzają, odwrotnie, zazwyczaj chcemy je powiększać, podnosić itd.
Potem jest i śmieszno, i straszno, bo kobiece piersi osiągnęły status i znaczenie niespotykanego w dziejach fetyszu seksualnego. Właściwie tylko z tego jednego punktu widzenia patrzy się teraz na nie. Stąd zanikająca w Polsce – i nie tylko w Polsce – akceptacja widoku karmiącej matki.

Przecież wszędzie pełno gołych kobiecych piersi – na każdym niemal billboardzie.
Właśnie o tym mówię. Decyduje kontekst pokazywania piersi. Widok kobiecej piersi w jej naturalnej, karmiącej roli zostaje uznany za estetycznie nie do przyjęcia, a co więcej, często za niemoralny i godzący w dobre obyczaje. Tylko aspekt seksualny jest dopuszczalny i aprobowany. Dla mnie, pamiętającego powojenny baby boom, gdy trudno było znaleźć miejsce, w którym nie byłoby piersi, a parki, skwery, tramwaje, autobusy i kawiarnie pachniały kobiecym mlekiem – to szokujący obrót sprawy. Wtedy piersi nie były jednak seksualnym fetyszem, nie występowały w reklamach. Może nie trzeba było zachęcać mężczyzn do prokreacji, więc piersi zostały zwolnione z roli przedmiotu pożądania. A może podaż towarów nie nadążała za popytem, więc piersi nie były niezbędne jako zachęta do kupowania cementu, cegieł, blach?

Może to sexy, kiedy blondyna leży nie na masce ekskluzywnego auta, ale na koparce czy na elementach ze stali nierdzewnej?
Mężczyzna zawsze zwróci uwagę na widok kobiecych piersi, ust, nóg czy pośladków. To prosty, atawistyczny odruch orientacyjny, dający szansę na sukces prokreacyjny – nie wolno mężczyzn za to potępiać. Biologicznie zorientowana antropologia nie pozostawia w tej sprawie żadnych wątpliwości. Jedna z jej teorii mówi, że piersi spełniają funkcję skutecznego wabika dla mężczyzn, bo tak naprawdę symbolizują pośladki. Uniesione wysoko i prawie całkowicie widoczne w śmiałym dekolcie, w połączeniu z karminowymi wargami kojarzą się mężczyznom jednoznacznie z zachętą seksualną. Należę do wyjątków w tej sprawie. W dzieciństwie napatrzyłem się na ciężko pracujące matczyne piersi, a potem jako ojciec towarzyszyłem żonie w trudzie karmienia itd. Pewnie dlatego piersi nie są dla mnie fetyszem, a przede wszystkim drogocenną i wrażliwą częścią kobiecego ciała – budzącą odruch troski i opieki. Ale i zachwytu. Uważam więc, że kobiety powinny wiedzieć, jak przez niektórych mężczyzn mogą być odebrane ich upiększające zabiegi – push-up i malowanie ust karminem. Nie można wykluczyć, że eksponowanie piersi ma zachęcić coraz mniej seksualnie wydolnych, przepracowanych lub rozleniwionych samców do większej aktywności, a przynajmniej podnieść im nieco poziom testosteronu i utrzymywać w stanie zachwytu i rywalizacji, co mężczyznom dobrze robi. Pewnie dlatego karmiące piersi zostały usunięte z publicznej sceny.

Także bezwzględny zakaz publicznego pokazywania sutka utrzymujący się w USA z uporem godnym lepszej sprawy doskonale wpisuje się w tę strategię. Gdy kilka lat temu siostra Michaela Jacksona prowokacyjnie pokazała sutek na koncercie, została powszechnie potępiona.

Jeden mały odsłonięty sutek obnażył wielką amerykańską hipokryzję.
To prawda. Ale z punktu widzenia proponowanej przeze mnie tezy wszystko trzyma się kupy, a raczej sutka. Bo przecież pośladki nie mają sutka. Więc sutek w tym zasadniczo przeszkadza, bo kieruje uwagę męskiej publiczności ku karmieniu i macierzyństwu zamiast ku seksualności. Z punktu widzenia klasycznej, dynamicznej psychologii i psychoterapii relacja z piersią jest jedną z najważniejszych w ludzkim życiu. Tworzy zręby naszego charakteru. Bo pierś to pierwszy obiekt w życiu każdego z nas, z jakim wchodzimy w relację.

Pierś jako całkiem samodzielny i oddzielny obiekt?
Tak, bo niemowlę nie widzi całej matki, więc dla niego pierś jest matką. Dlatego to, w jaki sposób układa się nasza relacja z piersią matki, wpływa na kształtowanie się naszych relacji z ludźmi w życiu dorosłym. Jeśli pierś jest chętna, ciepła, niezawodna, cierpliwa, zrelaksowana i szczodra, to mamy szansę wyrosnąć na osobę otwartą, ufną i optymistyczną. Jeśli skąpi, wycofuje się, jest niecierpliwa, napięta i zdystansowana, to pozostanie w nas niedosyt i zarazem niewiara w jego zaspokojenie, napięcie i lęk. Możemy też odczuwać wieczne pragnienie ciepła, bezpieczeństwa, pokarmu, a także seksu.

Czyli to, z jakimi emocjami byliśmy karmieni w niemowlęctwie przez matkę, wpływa na całe nasze życie?
Ta zależność ujawnia się i często potwierdza w trakcie psychoterapii. Ale wracając do roli i przeznaczenia piersi, z punktu widzenia niemowlęcia jej najważniejszym elementem jest sutek. To z niego wypływa słodkie, niezbędne do życia mleko gwarantujące możliwość przeżycia. Nic dziwnego, że pierś się ogromnej większości ludzi jak najlepiej kojarzy i wzbudza ciepłe uczucia, a potem, gdy już nie potrzebujemy od niej mleka, przekształca się w obiekt erotycznego pożądania. Zjawisko to nie dotyczy bynajmniej tylko mężczyzn. Wyjaśniła mi to znajoma psychoterapeutka lesbijka: „Dorosłe kobiety tak samo jak mężczyźni pragną kontaktu z kobiecą piersią, tylko z powodów obyczajowo-religijnych boją się do tego przyznać – nawet same przed sobą. To, że się nam tego zabrania, jest rażącym przejawem seksistowskiej dyskryminacji kobiet”. Nie znalazłem powodów, aby nie przyznać jej racji.

Jakoś mi piersi do pieszczenia nie brakuje. Może dlatego, że mam własne, i jakby mnie coś naszło, zawsze mogę siebie podotykać.
Słyszałem kilka razy od kolegów na poły żartobliwe oświadczenie, że gdyby mieli piersi, toby się nimi bawili. Ale panowie z jeszcze jednego powodu mają lepszą relację z kobiecą piersią. Otóż z wielu badań wynika, że matki dłużej i chętniej karmią piersią synów niż córki. Matki chłopców – szczególnie te samotne – potrafią przedłużać karmienie nawet do trzech lat. W rezultacie samodzielny, biegający i gadający szkrab traktuje matkę jak automat z napojami. Kilka razy byłem świadkiem takiej sytuacji: na towarzyskiej imprezie w ogrodzie trzylatek podbiega do zaangażowanej w rozmowę z grupą osób matki, podciąga jej bluzkę i z okrzykiem: „Dawaj cyca”, zaczyna ją ssać. A matka, nie przerywając rozmowy, udostępnia się swojemu synkowi na żądanie, tak jakby był niemowlęciem. Nie zdaje sobie sprawy, że uczy tak syna nieliczenia się z granicami kobiety, a także roszczeniowej, uprzedmiotawiającej postawy wobec kobiet.

Wszystko to razem źle wróży jego przyszłym związkom. Tacy duzi chłopcy w przebraniu mężczyzn grasują potem wśród kobiet na zasadzie: „Mam teraz potrzebę i ty mi ją natychmiast zaspokój”.

I dziwić się, że kobiety czują się mniej ważne od mężczyzn, skoro widzą od dziecka, że oni są faworyzowani.
No właśnie. Pewnie dlatego nie słyszałem o trzyletniej ani nawet dwuletniej córeczce, która podbiegałaby do matki, podnosiła jej bluzkę i krzyczała: „Dawaj cyca!”. Prawdę mówiąc, nie wiem, jak by takie wychowanie wpływało na charakter dziewczynki. Być może uprzywilejowane traktowanie chłopców stanowi trzon psychologiczny patriarchalnej dominacji i męskiej tendencji do urządzania się na tym świecie kosztem kobiet. Gdyby tak było, to ważnym elementem zmiany w kierunku pełnej emancypacji stałaby się zmiana nastawienia matek do karmienia piersią swoich córek.

Czy nasza psychika wypowiada się przez rozmiar biustu? Czy te kobiety z większymi piersiami są bardziej kobiecie, czy tylko za takie uważane?
Nie tylko geny i ewolucja wpływają na wielkość piersi. Także psychika kobiety ma w tej sprawie dużo do powiedzenia. Np. dziewczynka zagrożona nadużyciem seksualnym w rodzinie lub nadużywana potrafi zahamować cały swój rozwój seksualny – w tym wzrost piersi – by zmniejszyć swoją atrakcyjność seksualną w oczach tego, który ją wykorzystuje lub potencjalnie może to zrobić. Są też inne powody, dla których dziewczynki mogą chcieć jak najdłużej pozostać dziewczynkami i uniknąć w ten sposób presji seksualnej mężczyzn. Blokują wtedy psychicznie nie tylko rozwój piersi, ale również miesiączkowanie. Dodajmy tylko, że umysł dziewczynki podświadomie może też działać w drugą stronę i powiększać piersi u dziewczynek żyjących w poczuciu, że nie są kochane przez ojców. Na zasadzie: „Skoro mnie nie kochasz, to przynajmniej mnie pragnij”. Bywa też, że dorosłe już kobiety, które są wojowniczkami jak mityczne Amazonki, symbolicznie pozbawiają się jednej piersi, czyli połowy swojej kobiecości. W skrócie – ich ciało zaczyna produkować więcej męskich hormonów, co prowadzi m.in. do problemów z zajściem w ciążę, a więc rezygnacji z macierzyństwa. Jak widać, piersi ciągle odgrywają kluczową rolę w kobiecych strategiach znajdowania sobie miejsca, pozycji i roli w nadal męskim świecie.

  1. Zdrowie

"Piersi w SPA" - akcja, która promuje samobadanie piersi

Monika Słowińska - autorka projektu „Piersi w SPA” (Fot. materiały prasowe)
Monika Słowińska - autorka projektu „Piersi w SPA” (Fot. materiały prasowe)
Samokontrola i regularne badania w gabinecie to zaniedbania wielu Polek, za które czasem płacą najwyższą cenę. „Piersi w Spa” to projekt, którego głównym celem jest promowanie profilaktyki raka piersi. Rozmowa z Moniką Słowińską - autorką akcji.

„Czy regularnie prowadzi Pani samokontrolę piersi?” - na takie pytanie musiałam ostatnio odpowiedzieć, wypełniając ankietę poprzedzającą badanie USG piersi. Zawstydziłam się i zaznaczyłam okienko „NIE”. Zapominam o tym… Nie jesteś wyjątkiem. Z dostępnych badań Dolnośląskiego Centrum Onkologii we Wrocławiu z roku 2016 (od kilku lat nie prowadzi się takich statystyk) wynika, że 68% Polek potrafi wykonać samobadanie, ale jedynie ok. 15% ankietowanych deklaruje, że regularnie wykonywało samokontrolę piersi. Natomiast z mojego doświadczenia ze spotkań z kobietami  wynika, że może być jeszcze gorzej - szacuję, że ta liczba to zaledwie 10-12%.

Podczas kilkunastu akcji "Piersi w SPA”, jakie przeprowadziłam w różnych miastach w Polsce, zadawałam kobietom pytania podobne do tego, które ty miałaś w ankiecie "kiedy ostatnio wykonywały Panie samobadanie piersi?”. Rękę podnosiło zaledwie kilkanaście Pań, przy wypełnionej po brzegi sali kinowej… Taki sam wynik dawało pytanie dotyczyło badania USG, czy mammografii.

Dlaczego zaniedbujemy regularne samobadanie? Po pierwsze nikt nas tego nie nauczył -  jak właściwie to robić. Kolejną przyczyną jest niestety brak akceptacji własnego ciała. Kobiety nie troszczą się o piersi tak, jak o rzęsy, czy paznokcie, nie kochają własnego biustu, nie poświęcają mu uwagi. Ponadto, jak mówią – „boją się coś znaleźć”. To może wydawać się bardzo zaskakujące, ale niestety taka jest prawda. Nieodkryte i nienazwane jakby nie istnieje… Takie zaklinanie rzeczywistości. A przecież zmiany wcześnie wykryte są odwracalne. Jak wynika z doświadczeń Elżbiety Kozik, prezes PARS – Polskie Amazonki Ruch Społeczny - „ wczesna diagnostyka nowotworu piersi daje szansę na całkowite wyleczenie bez bolesnej utraty piersi, czy wyczerpującego i długiego leczenia”. Co jeszcze ważne – kobiety nie znają "mapy" swoich piersi, a przecież biust zmienia się w zależności od fazy cyklu. U znacznej liczby kobiet tuż przed miesiączką piersi stają się tkliwe, bywają powiększone; czasem wyczuwa się w nich zgrubienia - wówczas nawet niewielki ucisk powoduje bolesność i dyskomfort. Zmiany, zgrubienia wyczuwane w tym czasie związane są ze zmianami hormonalnymi, zwykle po miesiączce samoistnie ustępują. Dlatego piersi należy badać tuż po okresie.

Jesteś autorką projektu „Piersi w SPA”, którego celem jest szerzenie świadomości na temat sensowności samobadania piersi. Dlaczego profilaktyka jest ważna? Profilaktyka zmienia jakość życia, daje poczucie bezpieczeństwa. Celem akcji jest nauka świadomości własnego ciała. Chcemy wpłynąć na zmianę nawyków, namówić na regularną aktywność fizyczną, która pozwala pozbyć się toksyn z organizmu. Stosowanie zdrowego odżywiania i utrzymanie prawidłowej wagi, ograniczenie spożycia alkoholu, a także utrzymanie czystości środowiska, w którym żyjemy. Jako twórca marki kosmetycznej, stosuję zasadę „zero waste”. Zachęcam klientów, aby powtórnie wykorzystywali nasze opakowania, nadawali im kolejne życie lub odsyłali nam je do ponownego napełnienia, ograniczając tym samym zużycie energii, a więc emisję spalin.

Od lat powtarzam: „lepiej zapobiegać, niż leczyć” i „bądźmy mądrzy przed szkodą". Warto inwestować w swoje zdrowie, bo wpływa to na komfort życia.

Dlaczego w ogóle zajęłaś się tym tematem? Fascynuje mnie ludzki organizm, który jest cudownym mechanizmem. Tak mądrze sygnalizuje nam swoje potrzeby: poprzez skórę, włosy, paznokcie, śluzy, układ kostny, układ limfatyczny (opuchnięte kostki), zaparcia, czy zgagę. Ale my sami nie zawsze jesteśmy mądrzy, czy skłonni do obserwacji i działania. Nowotwór piersi, jak i inne choroby, w pewnym stopniu są skutkami zaniechań nas samych wobec własnego ciała. Moją misją nie jest tylko edukacja, ani uświadamianie. W dobie dostępu do informacji wszyscy wszystko wiedzą, ale niestety niewiele robią. Najważniejszym celem akcji „Piersi w SPA” jest zachęcenie do działania. Co z tego, że wiesz, jak się badać, skoro tego nie robisz? Co z tego, że wiesz, że masz nadwagę, jesteś narażony na cukrzycę, nadciśnienie, miażdżycę... skoro i tak zajadasz się fast foodami, zamiast zmienić nawyki żywieniowe i wprowadzić do życia aktywność fizyczną?

Na szczęście nie mam za sobą dramatycznej historii walki z chorobą... Ale od lat realizuję się w aktywizowaniu kobiet (w zasadzie nie tylko kobiet, bo również ich mężczyzn) do tego, żeby realnie zmieniły swoje podejście do zdrowia. Wybieram działanie i zapobieganie.

Jak konkretnie działasz w ramach projektu "Piersi w Spa"? Organizuję spotkania z kobietami,  podczas których zachęcam je do systematycznej pielęgnacji ciała, z elementami profilaktyki zdrowia, jaką jest m.in. samobadanie piersi. Na warsztatach, czy szkoleniach,  prowadzonych również za pomocą kanałów social media (FB i IG „Piersi w SPA”) Panie uczą się, jak prawidłowo wykonać samobadanie. W wersji online odbywają się również warsztaty z ekspertami z różnych dziedzin medycyny, którzy uczą, jak mądrze odpowiadać na sygnały ciała; którzy wyczulają nas na ten trudny do uchwycenia moment, kiedy „zapala się pomarańczowe światło" i powinnyśmy działać - czyli zapobiegać!

W ramach projektu podejmuję współpracę z salonami kosmetycznymi, brafiterskimi, czy SPA, bo to doskonałe miejsca na dotarcie do kobiet i tam przekazuję swoją wiedzę, wyposażam w fantomy do nauki samobadania piersi, uczę, jak badanie wykonywać, namawiam do profilaktyki, a także do mądrej, naturalnej pielęgnacji. To moja misja i źródło nieustającej satysfakcji. Zwłaszcza, gdy kobiety dziękują mi, że „zmieniłam ich życie na lepsze”, że dzięki mnie nauczyły się lepiej rozumieć swoje ciało, pełniej i świadomiej żyć. Albo, że pomogłam im skonfrontować się z lękami, rozpoznać je i pokonać… Takie wyznania ogromnie mnie cieszą i dają energię do dalszego działania.

Podczas swoich wykładów i spotkań zachęcasz kobiety do tego, żeby polubiły swoje piersi - jakie stosujesz metody? Osobiście uwielbiam masaże, to dla mnie najprzyjemniejsza technika relaksacji oraz aktywności fizycznej (tak – aktywności! - podczas 1,5- godzinnego masażu spalamy kilkaset kalorii na leżąco ;). Stworzyłam autorski, przeciwstarzeniowo-antystresowy masaż, którego uczę kosmetologów oraz masażystów. Podczas masażu w przyjemny, ale nienaruszający intymności sposób, prowadzimy dłoń kobiety po jej piersiach tak, aby wiedziała, jakimi ruchami oraz jak głęboko wykonywać samobadanie... Przyjemne z pożytecznym. Tym samym ośmielamy kobiety i zachęcamy do pokochania własnego ciała… Zapraszam także do współpracy brafiterki, które pięknie ubierają biust. W seksownej, czy dopasowanej bieliźnie kobietom ich własny biust wydaje się zdecydowanie bardziej atrakcyjny.

Monika Słowińska - autorka projektu „Piersi w SPA”, promotorka naturalnej pielęgnacji. Stworzyła markę Biosensual - naturalnych kosmetyków oraz aromaterapeutycznych świec do masażu i pielęgnacji ciała. Certyfikowany diagnosta biorezonansu magnetycznego.