1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak pożegnać związek? – 6 pomocnych zasad

Jak pożegnać związek? – 6 pomocnych zasad

fot.123rf
fot.123rf
Tak, jak opłakujemy zmarłych, tak trzeba przeżyć, świadomie, stratę bliskiej relacji – czyjegoś odejścia, utraty iluzji na czyjś temat, rozpadu więzi, rozwodu.

Przeżycie straty i przebycie żałoby po związku jest niezbędne, by na nowo się odbudować, przeformułować to, w co się wierzy, a być może zredefiniować najważniejsze pojęcia: czym jest związek, czym jest miłość, czym jest zaufanie, w końcu: kim ja jestem bez tej drugiej osoby? Nie ma jednego, uniwersalnego sposobu, jak sobie radzić z żałobą po związku. Różnym osobom pomagają różne rzeczy – jednym praca, innym wsparcie bliskich osób, jeszcze inni potrzebują być sami ze sobą. Jest jednak kilka zasad, którymi możesz się kierować w procesie żegnania związku:

Po pierwsze
, daj sobie czas. Nie spiesz się. Nie ulegaj presji otoczenia, że masz się „szybko pozbierać” lub przestać rozpaczać. Rozpaczaj tyle czasu, ile potrzebujesz.

Po drugie, uwalniaj emocje
. Poprzez płacz, złość, ale także zwykłe wygadanie się komuś. Jeśli nie chcesz z nikim dzielić tych uczuć, kup gruby zeszyt (lub użyj komputera) i spisuj wszystkie myśli, wątpliwości, zażalenia. Mówienie lub pisanie o tym, co nas boli, jest terapeutyczne. Poza tym nazwanie pomaga zrozumieć, co naprawdę się w nas dzieje i spojrzeć na to z dystansu.

Po trzecie, dbaj o siebie. Reakcja na stratę
jest także somatyczna, często pojawia się bezsenność, brak apetytu, bóle głowy, bóle brzucha, mdłości. Staraj się, nawet jeśli mało jesz, dostarczać sobie odżywczych składników. Jeśli nie możesz spać, spróbuj uspokoić natrętne myśli choćby krótkimi chwilami relaksacji.

Po czwarte
, bądź z ludźmi. Trudno jest samemu poradzić sobie z takim natłokiem emocji, dlatego szukaj życzliwych, chętnych cię wysłuchać osób. Jeśli nie masz ich wśród bliskich, zapisz się do grupy wsparcia, zwróć się o pomoc do psychoterapeuty, po prostu nie bądź z tym sama.

Po piąte
, pożegnaj się. Rytuały mają moc, nie bez powodu zmarłych żegnamy odpowiednią ceremonią. Podobnie ceremonii pożegnania domaga się związek. Możesz zrobić to w formie listu do ukochanego, który następnie uroczyście spalisz w zlewie, możesz wrzucić do rzeki lub zakopać w ziemi obrączkę lub przekuć ją na kolczyki według własnego projektu. W liście możesz wypowiedzieć wszystko to, co dotąd było niewypowiedziane, nazwać, co nie zostało nazwane – w zgodzie z tym, co czujesz.

Po szóste
, pamiętaj, że żałoba kiedyś się skończy. Gdy jesteś na początku drogi, trudno dostrzec jej kres, ale przemawia za tym doświadczenie innych osób, które też kogoś straciły. W końcu przyjdzie czas, by wrócić do życia i przeżywać je na nowo.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Wchodzenie w związki bez miłości nie wyleczy złamanego serca - przestrzega Kasia Miller

Kobiety, które cierpią po rozstaniu, czują się oszukane i porzucone często szukają zemsty rzucając się w ramiona innego mężczyzny. Jednak takie toksyczne związki okazują się tylko pułapką. (fot. iStock)
Kobiety, które cierpią po rozstaniu, czują się oszukane i porzucone często szukają zemsty rzucając się w ramiona innego mężczyzny. Jednak takie toksyczne związki okazują się tylko pułapką. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Mają być ulgą, plastrem na zranione serce. Słodyczą, bo myślimy, że tak smakuje zemsta. Złożeniem siebie na ołtarzu miłości. Wiążemy się więc z kimś, kogo nie kochamy, w celu innym niż miłość albo z kimś, kto nas nie kocha, licząc, że pokocha. Czy osiągamy to, co zamierzone – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Moja koleżanka, atrakcyjna kobieta, zobaczyła, jak jej były całuje się z inną, więc kopnęła w jego samochód. Tak mocno, że złamała palec.
Ludzie potrafią skrzywdzić sami siebie, żeby zemścić się na kimś, kto im złamał serce. Pewna moja znajoma miała romans z architektem. Wydawało się, że ich związek zmierza w stronę małżeństwa. On co prawda tego nie obiecywał, bo mężczyźni rzadko obiecują takie rzeczy, a jak na dzień dobry machają pierścionkiem, lepiej uważać! W każdym razie spotykali się przez kilka miesięcy, zabierał ją do swoich przyjaciół i znajomych z pracy, więc kobieta myślała, że związek się rozwija. Ale on myślał inaczej, o czym jej szczerze powiedział. No, to się wściekła i postanowiła się zemścić, uwieść jego szefa i podjudzić obu mężczyzn do rywalizacji. Wiedziała, że szef nie jest żonaty i że ona mu się podoba. Przy okazji wspomniała mu więc, że już się z tamtym nie spotyka, i zasygnalizowała, że gdyby on chciał, to ona owszem... No i kiedy chodziła już z szefem, przychodziła do niego do pracy i demonstracyjnie się do niego przytulała, pokazywała, że teraz jest dziewczyną lepszego samca. Przypomina mi się tu rozkoszna piosenka Violetty Villas: „Choć jeden raz, żebym była tak piękna, dziś, właśnie dziś, bo wieczorem na bal z tamtą drugą masz przyjść, spostrzegasz mnie, nagle serce ci pęka!”.

Zemściła się na byłym, wiążąc się z jego szefem?
Chciała pokazać, że jej jest na wierzchu. No i przez chwilę w jej głowie tak było. Tamten widział, że sobie z jego szefem umościła gniazdko. Ale nie dał mu w twarz, nie padł u jej stóp i nie błagał, żeby wróciła. Szef też do zemsty się nie przyczynił, bo nie zaczął zachowywać się nie fair wobec poprzednika.

Marna zemsta… Może pokochała szefa i są razem?
Kiedy mężczyzna ma być „zemstą”, to niczego dobrego kobieta nie będzie z tego miała, oprócz chwilki satysfakcji, że intryga się powiodła. Jak się wchodzi w następną relację, natychmiast po rozstaniu z kimś, kto był dla nas ważny, to się nie ma wolnego serca. A ona szefa nie kochała i obojgu im coraz mniej się chciało chcieć siebie nawzajem. Ich bycie razem nie miało się czym żywić. Było sztucznie karmione celem innym niż miłość. Dlatego, kiedy cel został osiągnięty, związek zgasł. Mógłby trwać, gdyby mieli w byciu razem inny, np. materialny, interes, choćby dom z basenem. Strach przed zaangażowaniem w kolejny związek pcha nas ku komuś, kogo nie kochamy.

Może seks z szefem był lepszy?
Gdyby szef był superkochankiem, ta pani miałaby fun, ale to też wiele by zmieniło. Mądra kobieta wie, że seks to seks, a miłość to miłość. Może sobie „pójść w seks” z kimś, żeby się cieleśnie zresetować po poprzednim związku, jeśli ma taką potrzebę. Może się ratować w każdy sposób, byle było to prawdziwe. Bez udawania przed sobą, że czuje się coś, czego się nie czuje. A my często nie wiemy, co czujemy, bo się tego nie nauczyliśmy. Nie dostaliśmy od rodziców prawa do tego, żeby zajmować się swoimi uczuciami. Ani wzoru, jak to robić. Nie wiemy więc, że to się opłaca. Odwrotnie: myślimy, że będzie strasznie, gdy sobie na to uczucie pozwolimy. I chcąc pozbyć się rozpaczy, zmuszamy się do seksu z kimś, z kim nie mamy ochoty, i do seksu, na jaki nie mamy ochoty. Robienie tego w celu innym niż przyjemność czy bliskość to zawsze użycie siebie. Nadużycie! Ta opowieść jest o tym, że dziewczyna zrobiła ogromny wysiłek, by coś udowodnić facetowi, który ją rzucił – i by uciec przed prawdą o tym, co czuje. I zmarnowała to, co znacznie ważniejsze, czas po porzuceniu na to, by miłość odpłakać, stanąć na nogi i wybrać kogoś, kto naprawdę będzie jej pasował. A więc zrobiła sobie krzywdę.

Zagrała na nosie byłemu, zdobyła szefa, jaka tu krzywda?
Prawdziwe uczucia zepchnęła do kąta po to tylko, by się zemścić. Nie pogodziła się ze stratą. Była nieprawdziwa, używała siebie i dlatego nie zbudowała wewnętrznego spokoju ani związku. Weszła w tę relację po to, żeby nie czuć. Mało tego! Żeby tamten poczuł. Żeby go zabolało. Czyli odrzuciła siebie. No, ale kiedy nie udało jej się stworzyć domu z szefem, była na tyle świadoma, że na szczęście przyszła po pomoc. Powiedziała, że się zagalopowała. Że zrobiła coś, co się nie sprawdziło. A teraz po rozstaniu z tym, kogo nie kochała, jest jej gorzej niż po rozstaniu z ukochanym.

Chciała się dowiedzieć, czemu tamten jej nie chciał?
Nie chciała i nie zawsze jest to do czegokolwiek potrzebne, bo rozstanie często nie ma nic wspólnego z nami. Gdyby zapytała go, dlaczego już nie są razem, mógłby powiedzieć, że nie wie. Po prostu tak poczuł… stracił do niej uczucie. Coś się wypaliło. Kobiety często mówią: „Bo ja byłam niefajna, dlatego on powiedział, że jednak nie”. A niekoniecznie. Możemy mieć do czynienia z człowiekiem, który nie umie na dłużej się z kimś związać. Możemy mieć do czynienia z człowiekiem, którego coś niesłychanie ważnego zaabsorbowało: awans, choroba, poczucie bezsensu lub przeciwnie – odkrycie, że chce być wolontariuszem przy umierających, a nie żyć wygodnie z tobą. Nie wiemy, dlaczego mężczyzna mówi „nie”. Ważniejsze było to, że ona samą siebie, taką zamrożoną emocjonalnie, komuś zaniosła. Była znieczulona, więc łatwiej było jej udawać. Gdyby jej związek był oparty na prawdziwych uczuciach, to nie udawałaby, że chce być z kimś, skoro tego nie chciała. I czuła się pusta, bez uczuć, jak wyprana przez dwie pralki. Trochę trwało, nim odrobiłyśmy to, co konieczne. Najpierw musiała się przyznać do swoich prawdziwych motywacji, które nie były dla niej jasne. W bólu zadziałała instynktownie.

Czy to kobieca specyfika – mężczyzna jako plaster i słodycz zemsty?
Gdzie tam! Moja druga historia dotyczy mężczyzny. Ludzie w sytuacjach granicznych, a porzucenie taką jest, reagują na parę sposobów. Ten mężczyzna po związku, w którym był szczęśliwy i zakochany, a został porzucony dla kogoś innego, poczuł się tak boleśnie ugodzony w serce, że od razu ożenił się z dziewczyną, która mu się ofiarowywała od lat.

Kolejny z niebezpiecznych związków: „Kocham go i wierzę, że on mnie też pokocha”?
Wiedział, że z tej dziewczyny robi plaster na serce: „Tamta mnie rzuciła, już mnie nie kocha, ale jest ktoś, kto mnie kocha. Kto od lat na mnie czeka i teraz będzie mnie miał jako nagrodę. Jestem więc godzien miłości”. No i zgadnij, co było dalej.

Mężczyzna tęskniący za inną i kobieta oczekująca na jego miłość? Hm… też im nie wyszło?
Wyszło, ale na jakiś czas. Ona była dumna, że on tak szybko po rozstaniu z tamtą do niej przyszedł. Uznała to za plus. A powinna pomyśleć: „Dlaczego tak szybko? Dlaczego akurat do mnie? Bo wie, że go kocham i się mu ofiarowałam?”. Jeśli ktoś lubi być wzięty w ofierze, to mu może na dłużej wystarczy. Ale ta druga osoba może wcale długo nie zachwycać się takim obdarowaniem. Bo jak długo możesz być z kimś, kogo nie kochasz? Tak długo jak tęsknisz za tą utraconą miłością i potrzebujesz plastra. Nawet jeśli plaster ma zalety i podoba ci się, to i tak mało! W naszej historii mężczyzna, kiedy przestał kochać tamtą, pomyślał, że już nie chce być z kobietą, której pozwala się kochać, koić, dopieszczać. Brał od niej to wszystko, bo był pewien, że mu się to należy, bo daje jej to szczęście, jakim jest on sam. Ona była dawcą, a on biorcą, co już samo w sobie zapowiada kłopoty.

Dlaczego on, który brał, miał dość, a nie ona, dawca?
Bo nie musiał jej zdobywać. Dostał ją za darmo. Jak mężczyzna stara się o kobietę, to będzie ją cenił. I to pomaga później pokonać kryzysy w związku. Istotne jest, czy na początku związku on czuł radość, że ją zdobył. Zdobywanie to baza, która zostaje na zawsze, bogactwo, mocna podstawa stabilizacji, bo cenimy to, co wymagało wysiłku. I dlatego kryzys można pokonać, gdy się sobie o tym przypomni, bo to daje motywację. A tu on miał to, co mógł, a nie to, o co walczył. A że już się jej miłością napchał, ukoił, to mu się przejadła. Gdyby ona nie była tylko dawcą, gdyby zdała sobie sprawę, że on jej użył jako plastra, to ich bycie razem mogłoby przetrwać. Ale, niestety…

…on ją wziął z półki „zastępstwo”.
Powiem tak: im bardziej on był obolały, tym bardziej ona nie powinna mu się oddawać. Ale! Można też powiedzieć, że miała tego faceta, o którym marzyła, w taki sposób, w jaki było to możliwe. Gdyby mu się nie ofiarowała, to może on nigdy by jej nie wybrał. Skoro jednak ona nie dała się poznawać i zdobywać, ale dała mu się cała od razu do zjedzenia, to mogła się spodziewać, że usłyszy od niego: „Już dziękuję, nasyciłem się”. I on tak zrobił, ale też to mu się nie podobało, dlatego przyszedł na terapię i powiedział: „Przestałem kochać tamtą. Przestałem cierpieć. I zobaczyłem, że szczęśliwy z tą drugą nie będę. Ona nie jest tą, którą wybrałem i z którą coś zbudowaliśmy, więc od niej odszedłem”. Ustaliliśmy – co dla mężczyzn jest bardzo trudne – że przez jakiś czas z nikim nie będzie. Mężczyźni nie umieją żyć bez kobiety, choćby takiej do romansu. Ustaliliśmy też, że następnym razem będzie uczciwy, powie kobiecie, że nie ma bladego pojęcia, co ma jej do zaoferowania. Zapyta, czy ona jest gotowa na to, że na przykład będą tylko uprawiać seks. I że on jej nic nie obiecuje nie dlatego, że z nią jest „coś nie tak”. Ważne jest, żeby kobiecie powiedzieć: „Jesteś superlaska i dlatego chcę z tobą iść do łóżka, podobasz mi się i cię pragnę, ale na razie nie potrafię kochać, bo moja miłość się skończyła i jestem poobijany. Brałem od kobiety, która mnie kochała, coś, czego nie powinienem brać, zamiast opłakać stratę”.

To ludzkie szukać pocieszenia w ramionach, które są otwarte…
Pamiętam, jak mi kiedyś wymarzona miłość nie wyszła i poszłam do tego, o kim wiedziałam, że mnie kocha, żeby sobie zrobić smarowidełko na mój smutek, ambicje i samotność. Na wszystko to, co wiąże się z zawodem miłosnym. Wiem, że ludzie wtedy pędzą, do kogo mogą, jak tylko kogoś takiego mają. Natomiast nie jest to rozwiązanie, ale iluzja, że się sobie poradziło. A tak naprawdę robiąc to, porzucamy siebie, dlatego że rodzice nas zostawiali w dzieciństwie z naszymi uczuciami, zostawili nas z naszymi przerażeniami, z naszymi rozpaczami. Z tego powodu nie umiemy sobie z trudnymi uczuciami poradzić i biegniemy, do kogo tylko możemy, żeby nas wziął na ręce i poniósł, bo sami siebie nie poniesiemy...

Nie zostawiać siebie. Ale co to znaczy?
Przeżyć to, co mamy do przeżycia. Cierpisz? Weź urlop, zamknij się w domu i potnij na kawałki jego garnitury, wyrzuć zdjęcia albo wbij w te zdjęcia szpilki. Pisz listy do niego i je pal. Zakop się w łóżku i nie wychodź tydzień z domu. Wyj jak zwierzę z rozpaczy. Zwierzęta wiedzą, co robić, są prawdziwe – cielesne. A my jak i one ból mamy w ciele. Przecież każda komórka boli, każdy włos... Dlatego ten ból ma być wyrażony ciałem. Dobrze, jeśli ktoś nas co jakiś czas przytuli, ale musi to być ktoś, kto umie znieść to, że wyjemy, i nie powie: „Przestań, wszystko będzie dobrze”. Tylko: „Krzycz, drap, płacz”. A pojawiają się różne uczucia: i takie, że go nienawidzę, i zabiłabym, i błagam: „Wróć do mnie!”. Odreaguj je. Poznaj, nazwij. Zdaj sobie sprawę z tego, których masz najwięcej. Może odkryjesz na przykład, że to wcale nie była miłość, tylko zawłaszczenie.

Tabletki? Alkohol? Śpiew? Film „Janis” o Janis Joplin pokazuje, jak śpiewając, można przeżywać to, co bolesne…
Ani tabletki, ani alkohol. Śpiew tak. Ale prawdziwy. Joplin do tego, by wyrazić siebie, potrzebowała dragów i dlatego nie przeżyła prawdziwego oczyszczenia. Leczące jest dla nas wyrażenie siebie oparte na odwadze do otworzenia się, zaufaniu do świata i życia, a nie na chemii. Uzależniamy się od niej, jeśli dzięki niej możemy sobie poradzić z tym, co czujemy, możemy pozwolić sobie na to, co najtrudniejsze – na poczucie bezradności. Problem polega na tym, że jeśli nie doświadczymy ulgi, jaką daje wyrażanie prawdziwych uczuć i obecność kogoś, kto pozwala nam je okazać, to uciekamy przed sobą i tym, co czujemy, w ćpanie, chlanie, branie prochów lub znieczulamy się w niebezpiecznych związkach.

  1. Psychologia

Zanim odejdę. Co warto rozważyć przed podjęciem decyzji o rozstaniu?

Były chwile dobre, nadeszły złe – koniec. Może warto włożyć wysiłek w walkę o miłość. Jak? Podstawowa rada: w momentach złych nie zapominać o dobrych. (Fot. Getty Images)
Były chwile dobre, nadeszły złe – koniec. Może warto włożyć wysiłek w walkę o miłość. Jak? Podstawowa rada: w momentach złych nie zapominać o dobrych. (Fot. Getty Images)
Wydaje nam się, że wiemy wszystko na temat rozwodów. Że lepiej się pożegnać niż męczyć. Dla dobra dzieci czasem lepiej zostać. A może przeciwnie? Czyli jak? Tak naprawdę nie wiemy nic, dopóki nie trafi na nas. Co rozważyć, zanim uznamy, że przeminęło z wiatrem?

Rozejść się jest bardzo łatwo. Wystarczy złożyć w sądzie dobrze uzasadniony wniosek. Nie spotyka nas za to, jak jeszcze 20 czy 30 lat temu, ostracyzm społeczny. Z reguły też jesteśmy samodzielne finansowo albo przynajmniej dysponujemy oszczędnościami lub możliwościami. Zależność ekonomiczna jest coraz rzadszym powodem pozostania, jeśli rozważamy odejście. Ale finanse to niejedyne koszty, jakie poniesiemy. Dochodzą inne straty – na przykład emocjonalne, bo mitem jest, że żałoba po rozwodzie trwa rok albo dwa.

Judith S. Wallerstein, psycholog, profesor uniwersytetu w Berkeley, przez 15 lat obserwowała rodziny po rozwodzie – dorosłych i dzieci. Połowa rozwiedzionych kobiet i 1/3 mężczyzn uznała, że żyje im się lepiej. Druga połowa kobiet i 2/3 mężczyzn jeszcze po 10 latach trwało w porozwodowej traumie. Dla co trzeciej kobiety i co czwartego mężczyzny życie po rozwodzie było pozbawione satysfakcji, niektórzy i 15 lat po nie potrafili się podnieść z osobistego dramatu. Z sondaży Instytutu Gallupa wynika, że 74 proc. kobiet i 60 proc. mężczyzn żałuje po latach, że nie walczyli o utrzymanie swojego pierwszego małżeństwa. Zwłaszcza że za decyzją o rozstaniu nie stały zwykle poważne zranienia, a niedojrzałość, ambicja czy emocjonalność. Bo kiedy powód rozstania jest naprawdę dużego kalibru – przemoc, alkohol, nieudzielanie wsparcia w chorobie, hazard czy zdrady – nie ma dylematu.

Cokolwiek byłoby powodem, rozstajemy się coraz chętniej i coraz łatwiej. Jak wykazują statystyki, wzrasta odsetek par rozwodzących się po roku małżeństwa. Młodzi pomylili się? A może nie przetrwali kryzysu? Rozwodzą się kulturalnie ludzie, którzy się... nie dogadują. Były chwile dobre, nadeszły złe – koniec. Może warto włożyć wysiłek w walkę o miłość. Jak? Podstawowa rada: w momentach złych nie zapominać o dobrych.

Uwaga – nadchodzi kryzys

Źródłem wielu konfliktów i rozstań jest idealistyczne i roszczeniowe spojrzenie na związki. „Żyli długo i szczęśliwie” – w bajce, w życiu kryzysy są normą w każdej relacji, nie tylko małżeńskiej.

Nawet parom, które na pierwszy rzut oka mają wszystko, co potrzebne do szczęścia – pracę, zdrowie, bliskich – nie żyje się lekko i przyjemnie. Ile jest niezadowolenia i cierpienia w „pospolitych” związkach, a co dopiero, gdy jedno z partnerów albo cała relacja przechodzi kryzys?! W dawnych czasach, a i dziś jeszcze w niektórych małych wioskach czy plemionach, w razie trudności wszyscy sobie pomagali, bo stanowili jeden organizm. Teraz częściej zostajemy sami z problemami, a miejsce współczujących bliskich czy sąsiadów zajęli psychoterapeuci.

Wchodząc w związek, kierujemy się głównie uczuciami, a te z natury są zmienne. Pomaga świadomość i akceptacja faktu, że nie ominą nas w życiu chwile trudne, że będziemy się zmieniać, my i związek. Kryzys informuje m.in. o tym, że:

  • Przestaliśmy się starać – ale znów możemy.
  • Dawna formuła się wyczerpała, ale gdy jest chęć z obu stron, można wymyślić nową.
  • Przekroczyliśmy czyjeś granice lub nasze zostały przekroczone – można umówić się na ich zacieśnienie lub rozszerzenie – wyjść poza strefę komfortu i sprawdzać, jak nam z tym jest.
  • Skupiamy się na złych emocjach, a zapominamy o dobrych – te złe, choć może być ich mniej, zawsze są silniej przez nas zapamiętane. Dlatego pamiętanie o dobrych wymaga włączenia świadomej decyzji.
Terapeuci doradzają niektórym parom powrót do miejsc, sytuacji czy rozmów z początku związku, fazy zakochania. Jedźcie śladami podróży poślubnej, wróćcie do kawiarenki, w której postanowiliście, że resztę życia spędzicie razem. Co szkodzi jeszcze raz zadać sobie to pytanie? Jeśli pamięć dobrych chwil i uczuć wciąż jest dla nas cenna – warto walczyć. Trudności, jeśli pokonujemy je wspólnie, wzmacniają związek. Jeżeli jednak pomimo starań, wprowadzanych zmian i terapii wciąż czujemy, że związek jest pusty, a bilans zysków i strat przechyla się na szalę strat, lub kiedy naprawdę jest źle, trzeba chronić siebie, nie związek.

Do rozważenia

Kiedy w domu pojawia się alkohol, agresja, przemoc – wówczas zastanawianie się, czy ratować małżeństwo, czy lepiej odejść i co będzie lepsze dla dzieci – jest jak najbardziej uzasadnione. Bo jeśli się nie poprawi (a samo, bez zaangażowania obojga zainteresowanych się nie poprawi), a my zdecydujemy się tkwić w relacji „dla dobra dzieci” albo po prostu ze strachu, że nie poradzimy sobie sami, to rozwód ma miejsce i tak – tyle że emocjonalny. A największe jego konsekwencje poniosą właśnie dzieci. Mogą brać na siebie odpowiedzialność za związek rodziców i robić wszystko, by poprawić atmosferę w domu. Albo będą starać się być wzorowymi uczniami, by w ten sposób zadowolić rodziców. Dom to dla nich oaza bezpieczeństwa, innej nie mają. Ale ich dzieciństwo nie przebiega szczęśliwie. Po latach mogą mieć żal, głównie do matki, że skazała ich na cierpienie, że trwała w krzywdzącym wszystkich związku. Tak jak 35-letnia Łucja z Krakowa. – Moi rodzice byli w beznadziejnym związku ponad 15 lat. Trwałby krócej, gdyby mama była odważniejsza, niestety, dwa razy wycofała wniosek o rozwód. W końcu rozwiedli się, ale bardzo burzliwie – było pranie brudów, gadanie do mnie i do siostry na siebie nawzajem. W końcu wykrzyczałam im, że to przeszłość, do której nie chcę wracać. Zafundowali siostrze i mnie horror, bo chcieli się zabawić w dom! Nie przewidzieli tego, że zapłacą za to ich córki.

Kiedy stajemy przed życiowymi trudnościami, pierwszym odruchem jest uniknąć konfrontacji. Zanim podejmiesz taką decyzję, spróbuj bez emocji rozważyć wszystkie za i przeciw, może z pomocą psychoterapeuty, by mieć pewność, że cokolwiek postanowisz, wybrałaś najlepsze rozwiązanie. Nie tylko w krótkiej perspektywie, ale na wiele lat. Dla dzieci i dla siebie, dla partnera, z którym coś cię przecież łączyło. Dlaczego to ważne?

  • Dynamika związków toczy się od kryzysu do kryzysu, dlatego czasem warto podjąć walkę.
  • Namiętność może wrócić do związku nawet po latach, dobrym przykładem są pary przeżywające drugą młodość, np. gdy dzieci opuszczą dom.
  • Trzeba pożegnać się z myślą, że są rozwiązania dobre dla wszystkich – zawsze można stracić lub zyskać na dwa sposoby: decydując się na coś i tego doświadczając lub nie decydując się i nie doświadczając.
  • Uczucia to jeden z wielu, ale nie jedyny element, który powinien towarzyszyć decyzji o małżeństwie, ale także o rozstaniu – emocje z natury są zmienne i gdy znikną – warto pomyśleć – co zostanie.

  1. Psychologia

Jak uniknąć uwikłania w relację z byłym partnerem i otworzyć się na nową miłość?

Najpierw trzeba zaakceptować samo rozstanie, to, że w którymś momencie nie mogłam z byłym żyć albo że on nie mógł ze mną. A potem pogodzić się z tym. (Fot. Getty Images)
Najpierw trzeba zaakceptować samo rozstanie, to, że w którymś momencie nie mogłam z byłym żyć albo że on nie mógł ze mną. A potem pogodzić się z tym. (Fot. Getty Images)
Łatwo powiedzieć: „To już koniec”, ale rozstanie to nie tylko deklaracje. Nasze emocje za nimi nie nadążają. Dodatkowa trudność to niewyrażone żale i zapatrzenie w przeszłość. Jak uniknąć uwikłania w relację z byłym czy byłą i otworzyć się na nową miłość – wyjaśnia psycholożka doktor Ewa Woydyłło-Osiatyńska.

"Jeśli chcesz z córką spędzić wakacje, musisz jechać z nami, sama z tobą nie pojedzie” – usłyszał pewien świeżo rozwiedziony mężczyzna. Pewnie zasłużył sobie na złość byłej żony, bo albo zdradził, albo odszedł do innej, a może roztrwonił ich pieniądze na dom? Ale po co takiego trzymać na smyczy? Przecież nie po to, by znów z nim być?
Czasem powodem jest pielęgnowanie złudzenia, że jeszcze będziemy razem. Częściej jednak kieruje nami chęć zachowania poczucia własnej wartości, czyli udowadnianie sobie, że nadal steruję tym mężczyzną. Robię więc różne rzeczy, by się o tym przekonać, np. dzwonię ze skargą, że auto nie zapaliło. No to on przyjeżdża, patrzy: niezatankowane. I biegnie z kanistrem na stację benzynową. Albo informuję go, że czeka mnie operacja lub jestem bardzo chora. Powodem takiego wikłania bywa też chęć zemsty. Staram się o to, by były partner znów za mną zatęsknił, a ja wtedy powiem mu: „Figa z makiem!”. Kolejny motyw trzymania na smyczy byłego męża to ambicja: „Jeśli nie ja, to żadna inna nie będzie go miała”. Ale jakakolwiek jest motywacja, prawdziwą przyczyną są zawsze dawne żale. I to z obu stron. Bo takie gry są możliwe tylko z mężczyznami, którzy chcą w nie grać. A więc z tymi, którym to pochlebia, którzy myślą: „Wciąż mam nad nią władzę. Niech zobaczy, jaki jestem wspaniały, i za mną zatęskni”. Ale to jak przechowywanie w domu śmieci z zeszłego roku, niedobry pomysł.

Jak zamknąć za sobą drzwi, wybaczyć, uwierzyć na nowo w siebie, zwłaszcza gdy mamy z byłym/byłą dzieci?
Dotyka pani szalenie ważnej sprawy, która czasem uniemożliwia otworzenie się na nową relację, a mianowicie – akceptacji rzeczywistości. Jeśli jej nie akceptuję, to nie akceptuję tego, że się rozstaliśmy. A wtedy – chociaż tamtego człowieka nie ma fizycznie, tak na co dzień, koło mnie – on jest cały czas w mojej głowie, taki nieobecny obecny. Sama go stwarzam, jeśli wciąż zastanawiam się, przypominam sobie, roztrząsam to, co było i co mogłoby być, gdybym postąpiła inaczej. Stwarzam nieobecnego obecnego, gdy wierzę, że tamta relacja mogłaby się nie skończyć. Łudzę się, że tamta miłość powróci, jeśli tylko... Takie myślenie to kotwica, która trzyma w miejscu, w przeszłości.

Czasem ludzie mówią: „Ale my mieliśmy taki seks i takie poczucie jedności jak z nikim innym”. Albo: „To był mężczyzna/kobieta mojego życia, tylko byłam za głupia/za głupi…”.
Właśnie – „byłam/byłem”. Póki wciąż jestem w tym, co minęło, nie mogę iść do przodu: nie mogę tak szczerze i w pełni wejść w nowy związek, a więc przeżyć w nim seks „po nowemu” i poczuć nową bliskość. Jestem z kimś nowym na pół gwizdka i dlatego na pół gwizdka doświadczam.

Złość na byłego czy byłą też może być przeszkodą? Pewien mężczyzna opowiadał nowej partnerce, jak skrzywdziła go była żona, więc ta myślała, że już tamtej nie kocha. Jednak skupienie jego uwagi – nawet tej złej – na eks było tak duże, że zaczęło niszczyć nowy związek.
Złość nie zawsze mija razem z miłością. Może trwać mimo jej braku. Ale może być też sygnałem, że nie rozstaliśmy się do końca. Dlatego w takiej sytuacji warto powiedzieć partnerowi: „Kochany, załatw tę sprawę, bo nie możemy przez nią być szczęśliwi. Idź do psychologa (lub do kumpla, do barmana) i zrób coś z tym! Ale mnie już tymi wspomnieniami nie dręcz”. Nowy związek to nie miejsce na roztrząsanie starych uczuć. Mówimy, oczywiście, co się z nami dzieje, ale nie „szczególimy”. Nie wywalamy tego, co mamy nazbierane na wątrobie, w nowej sypialni. Nowy związek jest po to, byśmy zaplanowali nowe życie: dom czy mieszkanie? A dzieci? Czy będziemy je mieć? A jak je wychowamy? To nierealne, kiedy wciąż wspominamy, czujemy złość albo smutek, a nawet planujemy zemstę... Nie możemy wtedy mieć dobrego nowego związku ani nauczyć się żyć samotnie, a być może tak wolelibyśmy i też tak byłoby uczciwiej wobec ewentualnych partnerów czy partnerek. Roztrząsając przeszłość, mamy tylko iluzję miłości i rojenia o szczęściu.

Bywa, że do życia w iluzjach jesteśmy zmuszani. Tak jak mężczyzna, który szantażowany przez byłą żonę, że rozstanie zabije ich córkę, udawał, że z nimi nadal mieszka. Wynajął mieszkanie obok i przychodził o świcie przed pracą, żeby oszukać dziecko. Inny przekonał synka, że mieszka z dziadkami, bo oni potrzebują opieki.
Kobieta wikłająca byłego w przeszłość sama jest w nią uwikłana. Jeśli trafi do mnie, to ja jej bardzo współczuję. Najwidoczniej czuje się nadal boleśnie zraniona, z czego nie zdaje sobie sprawy. I pogrywa dziećmi, nawet nie myśląc o tym, że używa ich do zemsty i kontroli nad byłym. Często jest nawet przekonana, że kieruje nią dobro dziecka. Nie pogodziła się więc z rozstaniem i, co gorsza, nie daje szansy pogodzić się z nim swojemu dziecku, a nawet byłemu partnerowi. Trauma ich rozstania trwa przez to nadal. Kiedy tak zagubiona i zraniona kobieta trafi do mnie, pytam ją: „Czy chcesz nauczyć się żyć i postępować inaczej? Zmienić swój los? Żyjąc w taki sposób, nie dajesz sobie szansy na nową miłość, bo cały czas tkwisz jedną nogą w przeszłości. Czy chcesz uwolnić się od tego cierpienia? Dorosnąć?”.

Dorosnąć?
Tak, bo brak akceptacji dla rzeczywistości, czyli w tym wypadku dla rozstania, świadczy o braku dojrzałości. Ten problem dotyka tego, co mnie najbardziej zajmuje jako psycholożkę. Podtrzymywanie iluzji to dowód niedojrzałości. Bo jej miarą jest właśnie zdolność i umiejętność akceptacji faktów. Jak w tej modlitwie: „Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić, i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego”.

No tak, ale jak odróżnić to, na co mam wpływ, od tego, na co wpływu nie mam?
Jeśli jestem dojrzałym człowiekiem i nie akceptuję tego, że się rozstaliśmy, tego, że jestem sama – wciąż liczę na to, że ta miłość powróci – sprawdzam, czy to możliwe. Jeśli nie mam pomysłu, jak się o tym przekonać, proszę o radę fachowca i dostaję wskazówki. Zapewne poradzi mi, bym z tą osobą porozmawiała, napisała do niej list, pojechała i wyciągnęła rękę. Mówimy: „Słuchaj, przebaczam ci wszystko”, jeśli to on mnie zdradził, oszukał itp. Albo jeśli to ja zawiniłam, przyczyniłam się do naszego rozstania: „Przebacz mi, proszę, wszystko i zacznijmy od nowa”. A potem czekam na odpowiedź. Jeśli jednak usłyszę: „Dziękuję, nie”, to wracam do pierwszego punktu – jeśli nie mogę zmienić, to muszę zaakceptować. Dać za wygraną. To proste i na tym można zakończyć ten wątek.

Może. A da się tego nie zaakceptować?
A masz wybór? Nie masz. W każdym z nas jest dziecko, które chce, żeby było tak, jak ono myśli. Ale ponieważ to jest dziecko, to raz chce, a raz nie. No więc masz go co prawda dość, ale myślisz: „A może on się zmieni?!”. Albo: „Koleżanka ma gorzej”. Albo: „Mama mi mówi, że ona to dopiero miała życie! W porównaniu z moim było koszmarem”. Czyli mogę raz chcieć, a raz nie chcieć. A to przeszkadza zobaczyć rzeczywistość. Trzeba nazwać problem, by go rozwiązać, bez tego będę walić głową w mur, aż ją sobie rozbiję. A mur? Jak stał, tak stoi. No i wtedy dopiero – cała pokiereszowana, zrezygnowana – pogodzę się z faktami: już nie jesteśmy razem.

Akceptacja dotyczy w tym wypadku nie tylko rozstania, lecz także tego, co to znaczy „się rozstać”.
Najpierw trzeba zaakceptować samo rozstanie, to, że w którymś momencie nie mogłam z byłym żyć albo że on nie mógł ze mną. A potem pogodzić się z tym, co to znaczy, a więc że nie jest już na każde moje zawołanie. Tylko to, co dotyczy naszego dziecka, dotyczy i jego. Nic poza tym. Choroby, długi, praca matki tego dziecka – już nie. Dbamy razem tylko o dobrostan dziecka, ale już nie o drugiego rodzica.

Jak uwolnić się od tych iluzji, od poczucia krzywdy albo winy, żalu? Jak nie dać się szantażować?
Użyć rozumu, pomyśleć: „Czy mi to służy, czy szkodzi?”. Jeśli on zniszczył moją samoocenę, to znaczy, że jestem współuzależniona. Bo wtedy moje poczucie własnej wartości zależy od tego, co robi ktoś inny. Nie ma jednej, dobrej dla wszystkich metody wybaczenia. Jedni mają większą duchową siłę, inni mniejszą, a zdolność do wybaczenia zależy właśnie od niej. Od zdolności do zaakceptowania rzeczy, których nie pochwalam lub które mnie bolą. Mogę to zrobić, jeśli zdaję sobie sprawę z tego, że ja też nie jestem doskonała. A więc wybaczenie wymaga też cnoty pokory. Kiedy wiem, że sama nie zawsze postępuję właściwie, mam większą wyrozumiałość dla innych. Ludzie zdradzają, piją, kłamią, kradną. Nie idealizuję innych ani siebie. W wybaczeniu może pomóc przestawienie się z myślenia negatywnego (roztrząsanie jego wszystkich wad i win) na pozytywne (przypomnienie sobie o zaletach i dobrych uczynkach). Tak dla równowagi.

Jak to zrobić?
Pomyśleć: „Może był złym mężem, ale jest cudownym ojcem”. I łatwiej będzie pozwolić mu odejść, założyć nową rodzinę, być szczęśliwym. Pożegnać się z nim albo pozwolić mu wrócić i zacząć od nowa.

A jeśli nie wracamy do byłych, to co zrobić w sytuacji, kiedy jesteśmy wikłani, i to poprzez dzieci?
Iść do sądu, nie bać się; znam wielu wspaniałych sędziów rodzinnych. Są tam też mediatorzy. Wroga postawa i zaprzeczanie rzeczywistości są szkodliwe dla dzieci. Bo dzieci żyjące w kłamstwie i iluzji nie mogą prawidłowo się rozwijać, nie wierzą temu, co czują i co widzą.

Nowa partnerka co może zrobić?
Zadzwonić do byłej. Ja bym tak zrobiła i powiedziała: „Jestem jego kobietą i chciałabym uczestniczyć w każdej ważnej części jego życia. Nie wiem, jak pani patrzy na całą sprawę, ale ja też nie wiem, jak na nią patrzeć. Porozmawiajmy, zastanówmy się razem”. Nierozmawianie o tej sprawie ze wszystkimi uczestnikami jest niedobre. Tamta kobieta mogłaby powiedzieć: „Czekam, aż dziecko będzie miało 12 lat”, a wtedy ja: „Ale dla mnie to oznacza bycie w bardzo niekorzystnej roli przez kolejne lata”. W moim interesie leży, żeby mieć jasność.

Dzwonienie do byłej to nie jest przekraczanie granic?
Przecież chodzi o moje sprawy. Nie idę do niej i nie mówię jej, co ma robić: „Najlepiej sobie kogoś znajdź…”. Mówię tylko o sobie i dbam o swoje sprawy, a to nie jest przekraczanie granic. Ukrywanie rozwodu ma służyć dziecku? Nie służy nikomu. Przecież zdarza się, że w jego klasie co drugi uczeń nie mieszka z obojgiem rodziców, a co czwarty ma rodzeństwo z drugiego małżeństwa rodzica. Rozwód to nie jest wstydliwa choroba. To często sposób rozwiązania groźnych konfliktów i poprawy jakości życia emocjonalnego wszystkich zainteresowanych. Tak jak akceptacja rzeczywistości, a ta bez względu na to, czy dotyczy starzenia się, śmierci bliskiej osoby, czy utraty majątku, zawsze jest warunkiem pogody ducha.

Ewa Woydyłło-Osiatyńska doktor psychologii, terapeutka uzależnień. Autorka wielu książek, m.in. „Zaproszenia do życia”, „ Podnieś głowę” i „Sekretów kobiet”.

  1. Psychologia

Jak się mądrze rozstać?

Wszyscy mamy prawo wchodzić w związki i z nich odchodzić, także wtedy, gdy czujemy się nieszczęśliwi, zranieni, ale również gdy uznamy, że to po prostu czas na rozstanie. (Fot. iStock)
Wszyscy mamy prawo wchodzić w związki i z nich odchodzić, także wtedy, gdy czujemy się nieszczęśliwi, zranieni, ale również gdy uznamy, że to po prostu czas na rozstanie. (Fot. iStock)
Odpowiedź wydaje się prosta: pożegnać się i odejść. Jeśli jednak dołożyć do tego wspólny dom, wieloletni związek, kredyt na 35 lat, psa i przede wszystkim miłość – sprawa się komplikuje. A tak było w moim przypadku – wyznaje pisarz i trener Robert Rient. 

Czasami nie potrafimy precyzyjnie określić powodu, dla którego chcemy odejść, ale intuicyjnie czujemy, że odejście to najlepsze, co możemy zrobić dla siebie, a czasem także dla drugiej osoby. Być może związek okazał się toksyczny, może za dużo w nim smutku, a może czujemy, że zmierza donikąd. Albo pragniemy wolności, podróży, nowego początku i nowego siebie. Zdarza się również tak, że jedna ze stron popełniła błąd, zdradziła, uniosła niepotrzebnie głos lub rękę. Bez względu na impuls prowadzący do rozstania trudno dzielić książki ustawione na regałach, patrzeć na talerze i sztućce, których używało się do kolacji, na wspólnie wybrany kolor ścian i zmechaconą, ukochaną narzutę na kanapę. Ale jeszcze trudniej zdobyć się na wewnętrzną odwagę i gotowość, by odejść od osoby, z którą od lat dzieli się nie tylko wspólne metry, lecz również przyjaciół, przestrzeń i wszystko to, co możemy nazwać życiem. Zwłaszcza jeśli w chwili rozstania nasze uczucia wobec partnera nie są oczywiste, stanowią mieszankę miłości, bólu, przywiązania, niechęci, pożądania i innych emocji.

Kiedy mierzyłem się z tą decyzją, wiedziałem, że rozstanie będzie łatwiejsze, jeśli poproszę o wsparcie i skorzystam z profesjonalnej pomocy.

Intensywne zanurzenie

Zdecydowałem się na „intensywne grupowe doświadczenie terapeutyczne” organizowane przez warszawskie Laboratorium Psychoedukacji. Był to pięciodniowy, jednorazowy program terapeutyczny, w którym mogą wziąć udział wszystkie osoby mające już za sobą doświadczenia terapeutyczne i chcą w stosunkowo krótkim, ale niezwykle dynamicznym i głębokim procesie zmierzyć się ze swoim problemem. Terapia odbywa się z dala od miasta, w otoczeniu natury. To nie jest grupa wyłącznie dla tych, którzy chcą się rozstać. Trafiają tam ludzie z indywidualnymi, różnorodnymi celami. Praca opiera się na założeniu, że nasze podstawowe problemy, ich struktura i funkcja oraz nasze, w dużej mierze nieświadome, wewnętrzne konflikty będą przejawiały się w związkach z pozostałymi uczestnikami, z prowadzącymi i z grupą. Przypomina to swoiste laboratorium, żywy eksperyment, w którym można ćwiczyć nowe sposoby bycia, rozmawiania i wyrażania swoich emocji wobec innych ludzi, ale wciąż w zgodzie ze sobą. Prowadzący i pozostałe osoby w grupie stanowią żywe lustra, które odbijają wszystko, co chciałoby się zamieść pod dywan.

Otwierając grupę złożoną z około dziesięciorga uczestników, którzy widzieli siebie po raz pierwszy, prowadzący umówił się z nami na bezwzględną zasadę dyskrecji i zapytał o cel przyjazdu. Wyjaśniłem, że chcę się rozstać, ale brakuje mi siły, by to zrobić, pewności, czy postępuję dobrze, oraz narzędzi, by rozstać się mądrze. Chcąc dotrzymać kontraktu i zasady dyskrecji, napiszę tylko o tym, czego się dowiedziałem, z pominięciem całego procesu terapeutycznego. Mam nadzieję, że moje wskazówki będą konstruktywne i pomocne dla wszystkich tych, którzy zmagają się z podobnymi trudnościami.

 Krok 1: Dowiedz się, dlaczego chcesz się rozstać

Robisz to z powodu bólu lub zranienia? Jeśli tak, poświęć czas, by zrozumieć, jakie konkretnie zachowanie partnera cię boli oraz dlaczego do tej pory tolerowałeś to zranienie. Rozjaśni to nie tylko obecną sytuację, ale pozwoli przygotować się na przyszłe związki i zmniejszy szansę odtwarzania błędu, prowokowania zranienia czy odgrywania roli ofiary.

Chcesz odejść do nowej miłości, nowego związku? Jeśli tak – warto rozpoznać ten motyw, bez względu na to, czy zachowasz go dla siebie, czy wyrazisz osobie, którą opuszczasz. Wiele osób pragnie rozstania, ale nie ma odwagi lub śmiałości, by podjąć taką decyzję, i robi wszystko, by sprowokować partnera do pierwszego kroku, wybuchu złości. Taka manipulacja prawie zawsze przypomina obosieczny miecz.

A może przyczyną jest doświadczenie pustki, nudy, rutyny? Jeśli tak, zrozumienie motywów może być okazją do rozwoju związku, głębokiej rozmowy z partnerem, a nawet rozpoczęcia wspólnej terapii. Może się przecież okazać, że wcale nie chodzi o rozstanie, ale o zmiany w obrębie związku. Czasami wydaje się, że rozstanie to najlepsze wyjście, ponieważ przywykliśmy uciekać z trudnych sytuacji zamiast uczciwie się z nimi zmierzyć.

Krok 2: Przygotuj wsparcie

Gdy zapadła już decyzja, znasz powód i potrafisz nazwać pragnienie stojące za rozstaniem – warto zadbać o przestrzeń do rozmowy i czas, w którym się ona odbędzie. Istotne jest, by postarać się nie tylko o własny komfort. Rozmowa z partnerem wywoła falę trudnych emocji. Jeśli ty potrzebowałeś wielu dni na przygotowanie się do tego momentu, powinieneś znaleźć wyrozumiałość dla partnera czy partnerki – zwłaszcza jeśli są zaskoczeni decyzją o rozstaniu. Najlepiej zarezerwować spokojny czas, na przykład weekend, tak byście mieli dla siebie wolny dzień po rozmowie na jej kontynuację lub integrowanie w samotności tego, co usłyszeliście. Inną formą wsparcia jest bliska osoba, która zna twoje zamiary i wie o procesie rozstania. Dobrze poprosić ją o spotkanie przed, a być może nawet towarzystwo w trakcie.

Krok 3: Zdecyduj o rodzaju konfrontacji

Bez względu na powód, przed osobą decydującą się na rozstanie pozostaje wybór – bezwzględne podążanie za swoją decyzją lub otwartość na reakcję drugiej strony. W pierwszej sytuacji wystarczy o rozstaniu poinformować i albo unikać konfrontacji, w tym przyjmowania na siebie emocji partnera (od smutku, przez rozpacz, wściekłość, aż po strach), albo przyjąć odpowiedzialność za rozstanie i jeśli dojdzie do wspomnianej konfrontacji – zmierzyć się z ładunkiem emocjonalnym, który sami uruchomiliśmy. Jeśli decydujesz się na drugą opcję, pamiętaj o kroku drugim, czyli psychicznym wsparciu.

Pomoc bliskiej osoby, a nawet prawnika (czasami już w trakcie samej rozmowy o rozstaniu), jest natomiast niezbędna w sytuacji, gdy odchodzisz z toksycznego związku, w którym pozostawałeś w roli ofiary. Wtedy także lepiej będzie dla ciebie unikać przedłużających się konfrontacji.

Krok 4: Uruchom otwartość

Z opcji tej warto skorzystać, jeśli w chwili rozstania czujesz cały czas miłość, ale mimo przeszkód lub wydarzeń w związku uznałeś, że rozstanie to najlepsze rozwiązanie. W tej sytuacji kolejność jest następująca: prośba o rozmowę, uczciwe wyznanie motywów stojących za twoją decyzją, wyrażenie troski o stan partnera czy partnerki oraz otwartości na jego czy jej reakcję. Warto pamiętać, że partner może potrzebować wielu dni, by zrozumieć, co ta decyzja dla niego oznacza. Czasami to wydarzenie uruchamia w nim nieznane nam zasoby, które mogą doprowadzić do zachowania relacji, zmiany jej formy, a nawet pogłębienia jakości związku.

Krok 5: Unikaj manipulacji

Punkt ten łączy się bezpośrednio z uruchamianą otwartością. Wyrażenie decyzji o rozstaniu nie może być formą manipulacji czy agresywnego motywowania partnera do tego, by zmienił coś w sposobie traktowania ciebie i związku. Wiele osób straszy rozstaniem, szantażuje nim lub informuje o rozstaniu wyłącznie po to, by zmusić drugą osobę do miłosnych wyznań bądź dalszej pracy nad relacją. Nawet jeśli ta strategia działa – jest krótkotrwała, obarczona przemocą, postawą pasywno-agresywną, która nie wróży poprawy jakości związku. Przeciwnie, jest zapowiedzią poważniejszego kryzysu, który niechybnie nadejdzie.

Krok 6: Zadbaj o podział majątku

Niezależnie od tego, czy wasz wspólny majątek stanowi kilka książek, czy też dom na przedmieściach – musicie ustalić, co z nim dalej się stanie. W ferworze emocji wiele osób podejmuje nieracjonalne decyzje o rezygnacji z należnych im przedmiotów, mieszkania czy podziału pieniędzy. Zraniony decyzją o rozstaniu partner może też próbować wzbudzać poczucie winy, które z kolei skłoni osobę odchodzącą do uznania, że należy jej się mniej. Przed przystąpieniem do procesu rozstania warto odpowiedzieć sobie na pytania: Co ze wspólnego życia jest dla mnie ważne na poziomie materialnym? Co chcę zachować, co mogę oddać? Co podlega, a co nie podlega negocjacjom?

 Krok 7: Wyjedź w nieznane lub bezpieczne miejsce

Pamiętaj, że wszyscy mamy prawo wchodzić w związki i z nich odchodzić, także wtedy, gdy czujemy się nieszczęśliwi, zranieni, ale również wtedy, gdy uznamy, że to czas na rozstanie – bez względu na to, co na ten temat ma do powiedzenia druga strona. Gdy ostateczna decyzja zapadła, warto wyjechać w relaksujące, uzdrawiające i kojące miejsce. Może to być zupełnie nowa i nieznana przestrzeń, a czasem lepsze okaże się dobrze znane i bezpieczne terytorium. Istotne jest jednak, by podczas wyjazdu nie kontaktować się z partnerem czy partnerką, by czas ten podarować i sobie (i jemu/jej) na pierwsze kroki w nowym, jeszcze nieznanym, ale wolnym świecie.

  1. Seks

Słownik nieporozumień seksualnych

Źródłem problemów w strefie seksu są różnice w sposobie myślenia kobiety i mężczyzny, które wynikają z innego sposobu funkcjonowania ich mózgów. (Fot. iStock)
Źródłem problemów w strefie seksu są różnice w sposobie myślenia kobiety i mężczyzny, które wynikają z innego sposobu funkcjonowania ich mózgów. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W relacjach intymnych często używamy słów wrażliwych, które niechcący stają się powodem rozczarowań, dlatego że zazwyczaj inaczej rozumie je kobieta, a inaczej mężczyzna. A w trakcie zbliżenia nie możemy liczyć na tłumacza. Jednak tak jak wszyscy jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, tak też mogą różnić się nasze doświadczenia.

Siła i słabość

„Siła” to właśnie jedno ze słów, które prowadzi do największych nieporozumień. Męskie jest zrezygnowanie z niej – uważają dziś niektórzy mężczyźni. Jednak dla kobiety ochocza i dobrowolna rezygnacja z męskiej siły może być przejawem słabości i uległości. Siły, oczywiście, nie można sprowadzić do seksualnych pchnięć i muskulatury. To także cecha osobowości. Rezygnacja z niej bywa – w odczuciu partnerki – wynikiem braku decyzyjności, sugeruje możliwość ucieczki od zobowiązań, rezygnacji, gdy trzeba walczyć. Dla kobiety siła to m.in. odwaga zmierzenia się z uczuciami i emocjami, których ona sama się obawia. W mężczyźnie docenia to, co on uznaje za słabość – płacz (jeśli jest on oznaką napięć wewnętrznych). – Źródłem problemów są różnice w sposobie myślenia kobiety i mężczyzny, które wynikają z innego sposobu funkcjonowania ich mózgów. Mężczyzna i kobieta mają w seksie odmienne cele do osiągnięcia. I inne napędy – mówi Justyna Szurik-Wadowska, psycholog. – Błędy popełniamy z powodu braku wiedzy o tych różnicach albo też dlatego, że nie staramy się ich zrozumieć.

Dobry seks

Dla mężczyzny udany seks to ten zakończony ekstatycznym orgazmem zarówno własnym, jak i partnerki. Taki, który sprawi, że uzna się on za dobrego kochanka (i też za takiego zostanie uznany przez partnerkę). Jest więc powiązany z „koniecznością” orgazmu, a przy tym rozładowania napięcia. Czasem też sposobem na oddalenie problemów. Dla kobiety dobry seks – czuły lub gwałtowny, choć jedno nie wyklucza drugiego – to najczęściej ten, w którym czuje ona bliskość partnera.

– Męski seks jest aktem bardziej fizycznym, a kobiecy mocniej jest zakorzeniony w emocjach – mówi Justyna Szurik-Wadowska. – Kobieta podczas zbliżenia woli łączyć seks z nadzieją na miłość i zaangażowaniem ze strony partnera. Seks jest więc tylko dopełnieniem… o ile nie samej miłości, to właśnie tej nadziei na nią. Ona do osiągnięcia pełnej przyjemności potrzebuje tego, żeby w jej mózgu wyłączyło się przeżywanie złych emocji, np. niepewności co do statusu związku, podczas gdy jemu właśnie dopiero seks i orgazm pomagają te złe emocje wyłączyć. A po wyłączeniu, cóż, odpływa. Zasypia, co zwykle oburza partnerkę, bo w niej krążą hormony szczęścia, jest podekscytowana i chce przytulać się oraz rozmawiać. Niestety, kobiety nie wiedzą lub zapominają, że senność mężczyzny po stosunku jest czymś naturalnym. To efekt działania oksytocyny, którą seks w nim uwolnił.

Intymność

Dla mężczyzny intymność możliwa jest do osiągnięcia już w trakcie pierwszego zbliżenia z nowo poznaną kobietą. Do tej intymności wystarczy bowiem sytuacja, gdy ciało lgnie do ciała, moment przełamania wszystkich barier, maksymalne zbliżenie fizyczne. To jednak nie znaczy, że będzie chciał się przed partnerką odsłonić i otwarcie o tym porozmawiać. Tymczasem dla kobiety intymność łączy się właśnie z możliwością nieskrępowanej rozmowy, z bliskością, porozumieniem nie tylko na poziomie biologicznym. Jest też zapowiedzią uczucia głębszego – miłości.

Miłość

Po seksie, nawet z kobietą, której dobrze nie zna, mężczyzna jest skłonny powiedzieć: „Kocham cię”. Z kolei w ocenie mężczyzny to właśnie kobiety czasem nadużywają tego słowa. Dla niej „kocham cię” to: przyszłość, „zróbmy coś razem”, „bądź po mojej stronie”. Kochanie daje poczucie bezpieczeństwa. Dlatego kobieta chce od partnera potwierdzania tego uczucia. On się z „kochaniem” wyrywa zazwyczaj przedwcześnie, myli miłość z chwilowym psychicznym dobrostanem, nie rozumiejąc, co naprawdę czuje. Bywa też tak, że „kocham cię” pada w sytuacji, gdy on doskonale wie, co chce usłyszeć partnerka. Czasem też „kocham cię” to jego sposób na przedłużenie fikcji, która mu odpowiada. Dlatego jednego dnia potrafi poczynić wyznanie, a następnego oświadczyć partnerce, że tej miłości się boi i że na nią nie zasługuje. Po czym zniknąć z jej życia bez dalszych wyjaśnień. – Mężczyzna może wyznać miłość, bo wie, że to warunkuje dobry seks – potwierdza Justyna Szurik-Wadowska. – W ogóle deklaracje czynione w trakcie seksu i krótko po nim nie są najmocniejszą stroną mężczyzny. Bo seks wycina mu myślenie. Dla kobiet słowa te są ważne i nadal podniecające, a rozmowa po seksie wzmacnia więź.

W parach zaangażowanych i z dłuższym stażem wygląda to inaczej. Wyznania w trakcie i po seksie zyskują na wiarygodności, bo miłość sprawdzona jest „w boju”. Tyle że – zdaniem Justyny Szurik-Wadowskiej – mężczyźni na skutek wychowania i hormonów zawsze będą mieli lekki mętlik w głowie, gdy mowa o miłości, i ta męska miłość zawsze będzie warunkowana seksem. – Mężczyźni mają 2,5 razy większy obszar w mózgu odpowiedzialny za popęd seksualny, zlokalizowany w podwzgórzu. Przez cały dzień i noc myśli erotyczne przemykają im w tle kory wzrokowej – mówi psycholog. Ten fakt powoduje, iż mężczyzna jest „zawsze” gotowy do seksu, nie potrzebuje gry wstępnej. Natomiast dla kobiet gra wstępna inicjowana przez mężczyznę jest swoistym dowodem, że on ją kocha, że mu na niej zależy, że w ten sposób chce ją zdobyć i dba o jej potrzeby, bo wie, że partnerka potrzebuje przygotowania, by później przeżyć satysfakcjonujący stosunek.

Zdrada i zazdrość

Dla mężczyzny czasem to nic wielkiego, powiedzmy 10 proc. wolności, które „wypłaca” sobie z kontraktu partnerskiego lub małżeńskiego. Zdrada własna, bo gdyby zdradziła partnerka raczej wybaczyć nie umie. Choć ona wielokrotnie będzie go za to przepraszała, zrehabilituje się, przeprowadzą wiele rozmów.

– Dla mężczyzny zdrada cielesna to katastrofa, bo oznacza zagrożenie, że ktoś inny, konkurent, zapłodni jego wybrankę – mówi Justyna Szurik-Wadowska. – Z kolei dla kobiety najtrudniejsza jest zdrada, w której mężczyzna zaangażuje się emocjonalnie w relację z inną kobietą. Wtedy boli najbardziej.

Kobieta za zdradę (a przynajmniej za wstęp do niej) może uznać coś, co z męskiego punktu widzenia jest zupełnie nieistotne. – Jako zagrożenie zdradą odbierze np. to, że mężczyzna spojrzy na atrakcyjną kobietę, którą razem mijają na ulicy – dodaje psycholog. – Znów biologia, bo mężczyzna działa automatycznie, jego mózg reaguje na bodziec (zauważa, rejestruje, i to jest silniejsze od niego). Spojrzy i zapomina, wraca do ukochanej. Ale jeśli kobieta tego nie wie i ma niskie poczucie wartości, może pomyśleć, że nie jest już dla niego atrakcyjna. „Zdrada” w słowniku damsko-męskich nieporozumień leży zatem bardzo blisko „zazdrości”. Mężczyzna może być zazdrosny o ciało. Kobieta – o uczucie.

– Co ciekawe, lęk przed utratą partnera lub przed tym, że zostaniemy odrzuceni, może wzmocnić uczucie miłości – mówi psycholog. – Zazdrość da się więc przekuć na coś pozytywnego.

Strefy erogenne

Dla mężczyzny – tajemna mapa punktów, które prowadzą do seksualnego finału – penetracji. Dla kobiety to zazwyczaj element miłosnej gry. Sprawia to jej wrażliwość na dotyk. Mężczyzna traktuje dotyk zadaniowo (dotykiem sprawdza poziom ekscytacji lub doprowadza partnerkę do seksualnego wrzenia). Podobnie jest z pocałunkiem. Dla mężczyzny prowadzi on do seksu, ma z założenia ciąg dalszy, dla kobiety pocałunek może istnieć sam w sobie, nie musi być zrealizowany podobnie jak podniecenie.

– Pocałunek z języczkiem, szczególnie ten pierwszy, jest jakby naszym smakowym podpisem. Ślina zawiera w sobie tajemne sygnały o zdrowiu i genach partnera, które docierają do naszych mózgów. Dlatego u mężczyzny pocałunek prowadzi do seksu, natomiast u kobiet może, ale nie musi, bo ona ma większą kontrolę nad sytuacją – mówi psycholog.

Potrzeba widzenia

Zamykając oczy lub gasząc światło podczas seksu, kobieta zazwyczaj przestawia się na inne pasmo doznań i podniecenia. Wyłącza jeden zmysł, żeby wzmocnić inny, więcej czuje albo słyszy. Mężczyznę najbardziej podnieca widok partnerki, nie chce więc „wyłączać się”. Dlatego gdy zdarza się, że mężczyzna podczas seksu odwraca głowę lub ma zamknięte oczy, bywa postrzegany jako zimny, a jego zachowanie odebrane jako negacja tego, co widzi („on nie chce na mnie patrzeć”).

– Mężczyzna podczas stosunku potrzebuje widzieć. Właśnie – widzieć, a niekoniecznie patrzeć – mówi Justyna Szurik-Wadowska. – Dlatego też często zamyka oczy, by sobie wyobrażać różne erotyczne obrazy, starając się utrzymać podniecenie i dotrwać do orgazmu. Inaczej może mu być trudno. Partnerka mogłaby dostarczyć swojemu mężczyźnie „własnych” erotycznych wizji, na przykład kusząc go widokiem ciała w seksownej bieliźnie, niestety, wiele pań rezygnuje z tego z powodu swoich kompleksów.

Seks po rozstaniu

Dla mężczyzny możliwy jest seks po rozstaniu, dla kobiety – jeśli ona inicjuje rozstanie – to koniec związku, gruba kreska. Chyba że to ona została porzucona, wtedy może zmierzać do seksu i liczyć na słabość mężczyzny. Będzie starała się mu coś udowodnić (że się mylił, zostawiając ją) lub odzyskać w ten sposób. Jednak trzeba zaznaczyć, że dziś coraz więcej kobiet decyduje się na seks bez wchodzenia w poważny związek. Ale raczej wtedy, gdy w grę nie wchodzą już głębokie uczucia.

Doświadczenie seksualne

Mężczyzna raczej niechętnie dowiaduje się o wielu doświadczeniach seksualnych partnerki, w jego głowie zaczyna się wtedy gra porównań. Kobieta na ogół chętnie – chce o jego byłych wiedzieć wszystko.

– Może nie zawsze wszystko, ale z pewnością wiele – mówi Justyna Szurik-Wadowska. – Z jednej strony te informacje mogą pozwolić jej rozszyfrować dawną partnerkę (jaka była, co w niej podobało się jej partnerowi, a czego nie lubił) po to, by wiedziała, czego unikać w swoim zachowaniu. Wszystko zależy od intencji, gdyż niektóre kobiety wypytują, żeby zebrać informacje o swoim mężczyźnie: np. kto – jego eks czy on – przyczynił się do rozstania. Trudny temat. Z takich z pozoru niewinnych rozmów rodzą się sceny zazdrości, zaczyna się manipulacja, bo ta wiedza daje możliwość przejęcia kontroli. „Byłych” lepiej więc usunąć z tego słownika. A już na pewno lepiej nie wkomponowywać w zdania nadmiernie złożone.

Miłość francuska

Mężczyzna traktuje ją jako coś naturalnego, nie ma więc z nią problemu – zarówno jako biorca, jak i dawca. – To zdobywca, lubi poszukiwać i odkrywać, a ciało kobiety (szczególnie na początku znajomości) jest dla niego jak nowa ziemia, którą pragnie poznawać – mówi psycholog. – Chce sprawiać kobiecie przyjemność, niestety, kobiety często z powodu braku pewności siebie, wstydu, blokują się i zamykają tę drogę swoim partnerom. Często też „to” wydaje się kobiecie uwłaczające, bo „to” robią tylko prostytutki – jak sądzi – albo „to” robi mężczyzna, gdy chce kobietę poniżyć.

Podobnie rzecz ma się z seksem spontanicznym. Mężczyzna zwykle jest na tak - – kochajmy się tu, teraz, zaraz, w lesie, na plaży, na kanapie podczas wspólnego oglądania filmu. Kobieta częściej stawia weto, bo przed seksem wolałaby wziąć prysznic. Tego samego oczekuje od partnera. – Tu wyłania się kolejna różnica, mężczyzna preferuje pełną paletę zapachów w seksie. Jego zmysł powonienia jest bardziej wrażliwy, szczególnie w sytuacjach intymnych – mówi Justyna Szurik-Wadowska. – I warto, by mężczyźni mówili o tym swoim kobietom, bo te często nie wiedzą, że ich naturalny zapach tak podnieca partnerów.

Co naprawdę znaczy "nie"

Skoro zaczęliśmy od „siły”, wypada zakończyć na „nie”. Słowo to w seksie waży zdecydowanie więcej niż „tak”. Na mężczyzn kobiece „nie” zwykle działa jak płachta na byka. Wiąże się to z przekonaniem, że kobietę należy przełamać, ponieważ ona przez swoje „nie” najprawdopodobniej chce tylko pokazać, że nie jest łatwa i tym „nie” podbija stawkę.

– Na kobietę natomiast męskie „nie” może działać jak zniewaga, pogarda – mówi Justyna Szurik-Wadowska. – Krąży bowiem stereotyp, że mężczyzna zawsze jest gotowy do seksu. Ten sam stereotyp przypisuje kobiecemu „tak” i „nie” zależność od humorów. Dlatego „nie” powinno występować z rozwinięciem – wyjaśnieniem, dlaczego nie. Krótko mówiąc: „Nie, bo…” Błędem jest oczekiwać, że mężczyzna domyśli się prawdziwego powodu. Nie, on prędzej zgłupieje, dlaczego raz „tak”, a innym razem „nie”. Z drugiej strony – nawet gdy już kobieta opowie mu o swoim problemie, mężczyzna włącza analityczne myślenie, by znaleźć rozwiązanie. Tymczasem ona potrzebuje być w tym momencie wysłuchana i zrozumiana, dlatego kiedy widzi, że jej mężczyzna przybiera pokerową twarz po wysłuchaniu jej, odbiera go często jako „upośledzonego emocjonalnie”, nie rozumiejąc, że tak pracuje jego mózg, który przełącza się na tryb rozwiązania problemu i automatycznie swoje emocje zatrzymuje dla siebie. Co nieuchronnie prowadzić może do kłótni, bo kobieta nie wie, że jej złość na partnera tylko podsyca w nim jeszcze większą własną złość. To automatycznie nakręca spiralę adrenaliny i testosteronu, bo mózg mężczyzny produkuje więcej hormonów. A stąd już krótka droga do tego, by uruchomiło się w nim podniecenie seksualne… I prawdopodobnie znów zaproponuje swojej partnerce seks, bo to pomoże mu rozładować stres. U kobiety działa to odwrotnie, trudno jej wyłączyć się ze swojego gniewu i zmartwienia, więc – ucinając temat – najprawdopodobniej odpowie mu „nie… bo nie”.