1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Co podnieca kobiety? – rozmowa z Eriką Lust, reżyserką filmów erotycznych

Co podnieca kobiety? – rozmowa z Eriką Lust, reżyserką filmów erotycznych

Pornografia skierowana do kobiet? Co ją wyróżnia? (Fot. iStock)
Pornografia skierowana do kobiet? Co ją wyróżnia? (Fot. iStock)
Ludzie uważają, że pornografia to nienawiść wobec kobiet, a feminizm to nienawiść wobec mężczyzn, więc jak może istnieć feministyczne porno? Ale ja tak właśnie definiuję swoje filmy – mówi reżyserka filmów erotycznych dla kobiet Erika Lust.

Reżyserka filmów dla dorosłych ogląda dużo porno?
Na pewno nie oglądam ich dla przyjemności. Czasem obejrzę jakiś zawodowo, bo chcę znaleźć coś, co może okazać się pobudzające, ekscytujące. Ale filmy porno z tzw. głównego nurtu są dla mnie antytezą erotyzmu. Nie są ani erotyczne, ani estetyczne, to po prostu nie jest dobre kino.

Co ci się w nich nie podoba?
Wszystko! Kobiety, które mają na zawołanie podniecać facetów, zawsze wyglądają jak zdesperowane kury domowe, banalne sekskróliczki do zaspokajania mężczyzn! Zawsze te same utarte schematy, no i rodzaj erotyki, który uważam raczej za obrzydliwy niż podniecający. W dodatku mężczyźni w filmach porno wyglądają, jakby spędzali za wiele czasu na siłowni, a zdecydowanie za mało czytali, słuchali muzyki lub robili cokolwiek interesującego.

Na pewno słyszałaś dowcip, że aktorami porno zostają zazwyczaj najbrzydsi faceci na świecie. Liczy się tylko długość ich penisa.
Mnie zupełnie nie interesuje rozmiar penisów. Jeśli mam już oglądać porno, to szukam na ekranie ludzi, których uważam za ekscytujących, których widok mnie kręci, którzy mają coś takiego w oczach, w postawie, że bardzo chcę ich poznać. To, czego szukam w mężczyznach, tak samo zresztą jak w kobietach, to silna, ciekawa osobowość.

Twoja ekipa filmowa to przede wszystkim kobiety.
Mój montażysta jest mężczyzną, gejem, i jest także obecny podczas kręcenia scen. Producentem jest mój mąż, ale on nigdy nie przychodzi na plan, bo wtedy zaczynamy się kłócić. Plan jest mój! Podczas kręcenia filmu słucham tylko swojej intuicji i to ja podejmuję wszystkie ostateczne decyzje. Ale wcześniej zawsze pytam mój zespół o opinię. Za każdym razem, gdy film jest gotowy, wynajmujemy kino i tam go oglądamy, komentujemy, co mogłoby być lepsze albo inaczej pokazane. Mam bardzo kreatywny zespół.

W jednym z wywiadów mówiłaś, jak ważna była dla ciebie edukacja seksualna. W Polsce wciąż trwają boje o wprowadzenie jej do szkół.
Edukacja seksualna okazała się kluczowa dla tego, kim jestem dzisiaj. Musimy pamiętać, że Szwecja była pierwszym krajem, który wprowadził wychowanie seksualne do szkół jako obowiązkowe. Do naszej szkoły w ramach zajęć przychodzili seksterapeuci, którzy rozmawiali z nami otwarcie o seksie, o związkach, o naszych ciałach. Najważniejsze było to, że nie opowiadali nam wyłącznie o ryzyku związanym z uprawianiem seksu, że możesz zachorować, zajść w ciążę albo złapać AIDS, nie podkreślali, żeby nie ubierać się prowokacyjnie czy nie robić tych wszystkich rzeczy, które czynią cię winną i zawsze potem seks kojarzy ci się z czymś brudnym i niechcianym. Oni uczyli nas, że masz prawo czuć się dobrze sama ze sobą podczas nawiązania najbardziej intymnej i pełnej pasji relacji z drugą osobą. Spotkania z seksedukatorami odbywały się oddzielnie dla dziewczyn i chłopców. Rozmawialiśmy wtedy o naszych ciałach, jak one się zmieniają, o motylach w brzuchu, gdy ktoś ci się bardzo podoba, o tym, jak to jest być kobietą. Myślę, że to nam bardzo pomogło zrozumieć, że seksualność jest czymś bogatym, a nie groźnym. Mieliśmy też specjalne miejsca, gdzie czekał ginekolog dla młodych dziewczyn, gdzie można było pójść i poprosić o pigułki czy prezerwatywy, i otrzymać wszystkie informacje, których potrzebowałaś.

Co było dla ciebie najtrudniejsze, kiedy dorastałaś? Jak radziłaś sobie z własną seksualnością?
Pamiętam ten dysonans poznawczy, że z jednej strony jestem feministką, a z drugiej – lubię seks. Było dla mnie trudne do zrozumienia i pogodzenia, jak te dwie rzeczy mogą iść w parze. Dziś otrzymuję dużo listów od młodych dziewczyn, które mają takie same zagwozdki jak ja wtedy, zwłaszcza jeśli oglądają pornografię. Bo dziś to pornografia często jest jedynym wychowaniem seksualnym tam, gdzie młodzież tego wychowania nie ma. Dzieciaki to oglądają i myślą: „Aha, to wygląda w ten sposób”. A my wiemy, że to wygląda jednak trochę inaczej niż na filmach porno. Aby rozwiązać tę sytuację, potrzebujemy mądrych dorosłych, którzy nie boją się rozmawiać o seksie z nastolatkami. Nie boją się mówić, że seks może być dobry i radosny. Bo jeśli takich rozmów nie będzie, to wychowamy kolejne pokolenie, które o seksie i rolach męskich oraz kobiecych będzie się uczyło z pornografii. I dowiedzą się, że rolą kobiet jest dostarczanie przyjemności mężczyznom, bo tak bywa w filmach. A dziewczyny zaczną seks bardzo wcześnie, zanim poznają swoje ciała i potrzeby.

Twoim pierwszym filmem erotycznym był film dyplomowy o znaczącym tytule „Good Girl”. Jak bardzo musiałaś przekroczyć siebie, swoje granice wstydu czy nieśmiałości podczas jego kręcenia?
Produkcję filmu pornograficznego można porównać do pierwszego seksu w ogóle. Tytuł „Good Girl” [Porządna dziewczyna] miał wiele wspólnego ze mną wtedy – musiałam publicznie przejść metamorfozę, by wreszcie móc robić to, co od kilku lat chciałam robić. Dla mnie ten film był bardzo ważny, zwłaszcza że musiałam skonfrontować wiele moich pomysłów z realiami świata porno. W końcu nigdy wcześniej nie pracowałam w tym przemyśle, nie miałam pojęcia, czego się spodziewać po aktorach, jacy będą. Miałam jakieś własne wyobrażenie o ludziach pracujących w tej branży, myślałam, że będą bardziej wyuzdani, ale chwilę później poznałam dwójkę aktorów Lucasa Foza i Claudię Claire, i to byli najmilsi ludzie, jakich kiedykolwiek spotkałam. Pamiętam telefoniczną rozmowę z Claudią, zaprosiłam ją na spotkanie do mojego domu, a ona na to, że jest ze swoją babcią, która nie mówi po hiszpańsku, i czy tam, gdzie ją zapraszam, nie ma jakichś erotycznych symboli czy przedmiotów, bo ona nie chce, żeby babcia to oglądała. To Claudia przedstawiła mnie Lucasowi, który był niezwykle schludną osobą, nie pił, nie palił, dbał o ciało i o siebie. I na takich ludzi trafiam przez wszystkie lata pracy w tym biznesie.

Coffee Time

Opublikowany przez Jorge Vaccę Środa, 3 lutego 2021

Jak dobierasz sobie aktorów?
Zawsze szukam ludzi o ciekawej osobowości, muszę ich dobrze poznać, zanim zaczniemy zdjęcia. Pytam, dlaczego pracują w tym biznesie, czy lubią seks, czy mają do niego pozytywny stosunek. Trafiałam na osoby, które mówiły mi, że seks ich nie kręci, ale muszą opłacić rachunki, i w końcu nigdy nie wystąpiły w moich filmach. Zdecydowanie potrzebuję ludzi, którym seks sprawia autentyczną przyjemność. A to naprawdę widać na ekranie, i to jeden z aspektów, który odróżnia moje filmy od mainstreamowego porno.

Bardzo zmieniłaś się jako reżyser od czasów swojego debiutu?
Jestem bardziej pewna siebie. Na początku bardzo się denerwowałam tym, czy i kiedy mogę przerwać aktorom podczas scen seksu, kiedy mogę coś powiedzieć. Ale widziałam już tak wiele osób uprawiających seks, że dziś umiem rozpoznać, w jakim są momencie, jak to działa, zwłaszcza jeśli chodzi o facetów. Wiem, kiedy dać im czas, kiedy do sceny wrócić. Z drugiej strony – to bardzo zabawne tak zaczepiać w trakcie aktu i pytać: „Potrzebujesz wody? A może ręcznik?”.

Pamiętasz reakcje bliskich osób na twój pierwszy film?
Moi nauczyciele byli bardzo pozytywnie nastawieni, od początku wiedzieli, co chcę zrobić, rozumieli pomysł, cały projekt. Zupełnie inaczej zareagowała moja mama, dla której zawód, jaki wykonuję, nie jest tym, w czym chciałaby mnie widzieć. Ona to rozumie, akceptuje, ale nadal jest tym zażenowana, jak zresztą wiele osób, gdy mówi się o seksie. Całkowicie ją rozumiem, bo trudno swobodnie rozmawiać o pornografii. Sama mówię o sobie, że jestem twórcą filmów erotycznych. I to chyba dobrze tłumaczy, co robię. Gdybym przedstawiała się: „Cześć, jestem Erika Lust, twórca porno”, ludzie patrzyliby na mnie zupełnie inaczej. Świat pornografii kojarzy się z brudem, kulturą niskich lotów, wulgarnym słownictwem, więc gdy mówię „filmy erotyczne”, to brzmi zdecydowanie lepiej, milej, czyściej.

No właśnie, definicja, o nią wszystko się rozbija.
Nie nazywam własnych filmów pornosami, no, chyba że żartuję. Zwykle mówię, że robię niezależne kino dla dorosłych. Jest niezależne, bo sama je finansuję, no i jest tam seks, ale to są filmy, co ma znaczenie, opowiadanie historii, ważny jest tu każdy detal – od makijażu po zdjęcia, reżyserowanie, dźwięk, muzykę, montaż. Kiedy mówisz porno, ludzie mają skojarzenie z kiepskim wideo złej jakości. Zawsze powtarzam, że musimy wyczyścić słowo „pornografia”, wrzucić je do pralki i uprać. To słowo trudne do użycia, ale tak samo jest ze słowem „feminizm”.

A gdybyś miała wytłumaczyć mężczyźnie, jaka jest różnica między pornosami a twoimi filmami?
Jednym słowem? Zasadnicza! Zacznijmy od struktury: w pornosach bohaterem jest zawsze mężczyzna, tu zawsze chodzi o jego przyjemność, a kobieta jest pięknym przedmiotem, który ma pomóc mu dojść, i to koniec formuły. Po drugie, porno jest wymyślone przez mężczyzn, robione przez mężczyzn i dla mężczyzn. Moja perspektywa jest inna, bo robię filmy koncentrujące się na związku między kobietą a mężczyzną, na ich relacji seksualnej, ale jednak relacji, więc dla mnie ważna jest przyjemność obojga.

Moi mężczyźni nie są seksmaszynami, a moje kobiety to nie seksheroiny, to po prostu bliscy sobie ludzie. Kamera próbuje oddać to porozumienie, jakie oni mają na ekranie, seks przypomina bardziej choreografię, a mój cel to podniecić cię erotycznie i sprowokować. W moich filmach chcę prowokować erotyzm, ale też emocje, uczucia.

Ja, oglądając twoje produkcje, czułam się... bezpiecznie.
Chyba dotknęłaś czegoś ważnego. To poczucie bezpieczeństwa faktycznie jest dla mnie szalenie ważne. Nie ufam wielu producentom branży pornograficznej, nie wierzę, że oni opiekują się swoimi aktorami, że tworzą dobrą atmosferę na planie. Zwyczajnie nie wydają mi się dobrymi ludźmi.

Powtarzasz, że kobiety potrafią wpływać na to, jak są postrzegane na polu edukacji, kultury, sztuki, na rynku pracy, ale nie potrafią zmienić tego, jak się je traktuje w przemyśle porno.
Nie mogą tego zmienić, bo same nie zajmują się produkcją. Mówi się o mainstreamowym porno, a tak naprawdę nie ma ono nic wspólnego z mainstreamem. To nisza pełna męskich szowinistów i ich smutnej wizji seksu.

A jednak jest coś przyciągającego w pornografii.
Oczywiście, bo nas prowokuje, ale daje też uczucie ulgi. Rozmawiałam z wieloma osobami, które zajmują się terapią i edukacją seksualną. Kobiety bardzo często tracą zainteresowanie seksem, gdy zbliżają się do czterdziestki, rodzą dzieci albo są od lat w tym samym związku. Ja to dobrze rozumiem, bo sama jestem w podobnej sytuacji: mam dwie małe córeczki, jestem od 15 lat z tym samym mężczyzną. Wiem, że to jest walka, ale można ją wygrać, jeśli seks jest dla ciebie ważny. Wierzę, że udane pożycie czyni cię szczęśliwą i spełnioną. Moja pierwsza myśl, gdy zaczęłam robić filmy, była taka, że nie mogę zostawić czegoś tak ważnego w rękach szowinistycznych facetów. Z początku wydawało mi się, że moja wizja seksu to wizja kobiet, szybko okazało się jednak, że mężczyźni także oglądają moje filmy. Dostaję mnóstwo listów od facetów, którzy piszą, że zawsze chcieli oglądać porno ze swoimi kobietami, ale nie mogli, bo one tego nie lubiły, za to moje filmy oglądają razem. Moja praca łączy ludzi. Czy to nie wspaniałe?

Wyglądasz na osobę, która twardo stąpa po ziemi.
Ludzie myślą, że moja praca to wieczna impreza i świetna zabawa, ale wcale tak nie jest. Mam firmę, założyłam sklep online z gadżetami erotycznymi, filmami dla dorosłych i książkami o seksie, który realizuje 30 tysięcy zamówień rocznie. Rok temu zaczęłam mój nowy projekt XConfessions. Dzięki niemu realizuję fantazje innych i widzę, jak są one odmienne od mainstreamowego porno. O swoich fantazjach erotycznych opowiadają mi ludzie, którzy są tacy jak ja, oglądają te same seriale, korzystają z serwisu randkowego, a ich fantazje są wspaniałe. Spośród nadesłanych listów wybieram te, które podobają mi się najbardziej, i kręcę na ich podstawie kilkunastominutowe filmy erotyczne. I to jest dopiero zabawa!

Oglądasz na co dzień tyle seksu, to ci pomaga czy przeszkadza w utrzymaniu stałego związku?
Jeśli chcesz mieć zdrowe, silne ciało, to musisz je ćwiczyć, podobnie jest ze związkiem, musisz włożyć trochę wysiłku w to, żeby go ożywić. Mnóstwo małżeństw się rozpada, bo ludzie o tym zapominają, a potem wybierają zdradę albo rozstanie zamiast pracę nad związkiem. Na co dzień potrzeba po prostu stymulacji i dużo praktyki. A na jedno i na drugie jest wiele sposobów. Możesz czytać historie erotyczne, żeby rozwijać swoje fantazje, szukać inspiracji, żeby nie zasnąć w łóżku. Jeśli się starasz, to jest już coś! Jesteś na dobrej drodze.

Wywiad archiwalny (Zwierciadło 2017)

Erika Lust (prawdziwe nazwisko Hallqvist) urodziła się w 1977 roku w Szwecji. Jest feministyczną reżyserką filmów dla dorosłych. Ma męża, dwoje dzieci, mieszka w Barcelonie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Gdy mężczyzna nie ma ochoty na seks... Czy nudzi go stały związek?

Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Czasem, wbrew ogólnym stereotypom, kobieta pragnie seksu bardziej niż jej partner. Dlaczego mężczyzna nie zawsze chce się kochać? Co robić, kiedy mężczyźni kapryszą? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Mężczyźni myślą tylko o seksie? Może i myślą. Ale kobiety seksu chcą… No właśnie, jak powiedzieć mężczyźnie: „Chcę cię teraz”? Co robić, kiedy widzimy, że on nie chce seksu? Czy przekonanie, że oni nudzą się w monogamii, a one rozkwitają, wszystko wyjaśnia – zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Coraz częściej mężczyzna ziewa w łóżku, pokazując, jaki jest zmęczony, a kobieta kusi go w koszulce do pępka…
Mam poczucie, że kobiety jeszcze się nie przyznają, nawet same przed sobą, do tego, że chcą się kochać. Oczywiście, oficjalnie jesteśmy wyzwolone i chętnie o tym mówimy, ale już nie mogę słuchać, jak to na siłę kobieta wchodzi w związek, by mieć do seksu prawo. A ja powiem tak: Jeśli chcesz mieć dużo seksu, to go miej. Jeśli ci wstyd albo nie umiesz się oddawać mężczyźnie tylko dlatego, że on ci się podoba, tylko zaraz musisz „kochać”, to sobie zawiąż wstążeczkę na majtkach. I nic w tym złego, jeśli to twój wybór. Mocno w głowach siedzi nam nakaz bycia „porządną”, oparty na braku wiary w siebie. I właśnie z braku tej wiary kobiety obawiają się przyznać, że mają ochotę. No, bo co będzie, jak usłyszą: „nie”? Oj, zaboli...

On nie wie, że ona chce się kochać, i dlatego zasypia, choć ona gnie się w tych koronkach. Są razem pół roku, więc to chyba jeszcze nie nuda?
Po pierwszej fazie fascynacji, kiedy ludzie drżą na samą myśl o dotyku partnera, przychodzi czas swoistej gry. Seks jest wtedy języczkiem u wagi: kto kim rządzi, kto jest ważniejszy, kto od kogo bardziej chce, kto udziela łask. Sporo kobiet, które nie dotarły jeszcze do swojej seksualności (bo kobiety odkrywają ją i rozwijają całe życie), opanowało pewien rodzaj zewnętrznej, wabiącej kobiecości. Uwodzący koci ruch, intrygujące głębią dekolty, rzęs trzepoty, muśnięcia palcami mówiące: „Och! Jak ja cię będę pieścić”. A figa z makiem! To nie wyraz apetytu na seks, tylko sposób na kontrolowanie seksualności mężczyzny. Jak się facet na taką grę napali, to wtedy ona trzyma wszystkie karty i udziela lub nie udziela łask. Ale! Mężczyźni już wiedzą, że te dekolty i wydęte usta to narzędzia manipulowania nimi za pomocą seksu. A jak już to wiedzą, to się nie dają i patrzą podejrzliwie na panie, które swoje atuty mają na stole.

Czyli trzepoty rzęs już nie wystarczą?
Na niektórych to nie działa, innych rozpala. Dla kobiety to ciągle niebezpieczna sytuacja, gdy ona chce, a on odmawia. Mężczyzna jest myśliwym i nie chce kobiety, która sama się wiesza nad kominkiem obok jego innych zdobyczy. Ale myślę, że choć powoli i z trudem, to jednak świat się zmienia. Powoli, bo to mężczyzna jest seksualny, bo to on jest w seksie aktywny – wchodzi i wychodzi. A kobieta zostaje. I zobacz! Na tym schemacie zbudowane było całe życie społeczne: mężczyźni szli do pracy, na wojnę, na polowanie, a kobiety zostawały w siedlisku. Jaki to silny schemat. Ale dziś kobiety też już wychodzą. Mężczyźni dopuszczają aktywność zawodową, polityczna, ekonomiczną kobiet. A więc także aktywność seksualną zaczynają akceptować. Mało! Wiedzą już, że kobiety mają potrzeby seksualne, a więc myślą: „Aha! To niech one też zdobywają!”. Zdobywanie jest trudne. Naraża na odmowę. Ci wrażliwi i niepewni siebie cierpią z tego powodu katusze, że muszą polować, być zdobywcami.

No tak, nawet hasłem reklamowym pewnego kosmetyku dla mężczyzn jest obietnica: jak go użyjesz, kobieta zrobi pierwszy krok
. No właśnie. A dzięki temu jeden z drugim mogą uniknąć tego, że jak zrobią go nie w tę stronę i kobieta odmówi, to wyjdą na pajaców. Znam kilku mężczyzn, którzy mówią otwarcie: „Ja siedzę i czekam, jak ona mnie weźmie, to się dam wziąć. Ale nie będę się narażał”. I to nie są faceci, którzy źle wyglądają czy są nieciekawi. Tylko nie chcą się strasznie napracować! Bo po co? A więc i wygodni, i troszkę przestraszeni, co się nawzajem uzupełnia. Aktywność kobiet staje się więc czymś nawet oczekiwanym. Wracając do związków, seks fizjologicznie jest potrzebny dość rzadko. Choć bywa, że ktoś miewa większe libido, i bywa, że jest to kobieta. Ale też wtedy ma wybór: sublimacja albo masturbacja. Sublimacja to przekierowanie energii seksualnej na inną. Idziesz i pierzesz sześć angorowych sweterków. Ręcznie. Po „nie dziś, kochanie” wyciskasz tę wełenkę w płatkach mydlanych i myślisz: „O! Będę miała sześć ślicznych sweterków i będę je sobie nosić”. Dobrze wtedy zrobić coś fizycznego: zmysły działają – dotyk, zapach – ciało jest aktywne. Możesz też sięgnąć po masturbację, która jest seksem, a w dodatku z najukochańszą osobą na świecie, czyli z samą sobą. Jeśli ktoś tego nie czuje i nie lubi, to jest biedny.

Dlaczego?
Bo jeśli nie lubisz masturbacji, to znaczy, że siebie samej nie lubisz.

A jest jakieś trzecie wyjście? Co zrobić, żeby on zapolował na nią?
Jest. Robić to samo co mężczyźni: jeśli wiesz, co go podnieca fizycznie, choć niekoniecznie psychicznie, to mu to zrób. Pogilgaj go w odpowiednie miejsca, dotknij tak, jak lubi, poprzewracaj, pomiętoś. Ale penisa nie tykaj! To granica dla inicjowania seksu przez kobietę. Mężczyźnie może się włączyć lęk kastracyjny. Pieść go wokół, ale nie po męskości – aż sam będzie tego chciał. Wtedy jak mu się już zachce, to wejdzie w ciebie. Albo ty możesz wejść na niego i się nim wykochać.

Zdecydowanie lepsze to niż wibrator.
Chłopakom, którzy mnie pytają, co robić, jak ona nie chce się kochać, mówię: „Zaproponuj jej zabawę. Niech ona sobie śpi, skoro taka zmęczona. Ty nie musisz, ty ją pieść, ty ją sobie kochaj. Niech ona zagra bezwolną brankę. Wyobraź sobie, żeś ją zdobył na wrogu”...  No to teraz powiem kobietom, których mężczyźni nie mają ochoty na seks, bo są tacy zmęczeni: „Wyobraź sobie, że jesteś Amazonką, która ukradła małemu państewku króla. Zatargała go do własnego namiotu, rozebrała z tej jego zbroi, wymyła całego. Oczywiście, nie jak dziecko. Inaczej się mężczyznę dotyka. Myjesz więc go i myjesz, a ekstaza narasta, aż on sam dopomni się dopełnienia. Poczekaj, aż zacznie się trząść z niecierpliwości, i wtedy dopiero możesz się do niego zabrać. Wtedy masz swojego króla. Ale ty jesteś królową. Ty go oswajasz i przekonujesz, że warto ci się poddać”.

Kobiety czasem zwierzają się, że mimo podniecenia mężczyźni seksu nie chcą.
Może tak być, penis staje, ale nie ma ochoty. On mówi: „Zostaw, nie podoba mi się to, co robisz”, jest zły. Wtedy odpuść. Dysonans między tym, co ciało czuje, a tym, czego głowa chce, trzeba uszanować. Inaczej to gwałt. Przyczyny „nie” mogą być rozmaite. On może nie chcieć się kobiecie poddać. Nie chce, żeby ona dyktowała, kiedy będzie seks. Woli, żeby seks był wtedy, kiedy on chce.

Chce mieć kontrolę nad jej seksualnością?
Też, bo to sfera tajemna dla mężczyzn. Kiedy się kochamy, lęk przed kobietą, która może wchłonąć, wessać, znika, bo jest ekstaza. Rano ten strach wraca. A więc atak frontalny na mężczyznę, nim on sobie tego zażyczy, to raczej klęska. Ale! Też nie może być tak, że on o wszystkim decyduje. Ma brać pod uwagę i ciebie. To jest sprawa do omówienia, choć ja bym nie przesadzała z tym gadaniem o seksie.

No, to co zrobić, żeby myśliwy nie czuł, że stracił kontrolę?
Trzeba się seksem bawić. Raz go proś, raz mu rozkazuj. Powiedz mu kiedyś: „Ty jesteś panem jasnym, a ja chłopką ciemną. Pan taki piękny, taki możny, śnił mi się pan, ale gdzie ja bym śmiała, prosta dziewczyna…” itd.

Jeśli nie chce się bawić?
Zawsze może nie chcieć. U Jandy grają „Seks dla opornych” z Dorotą Kolak i Mirosławem Baką. Ona jest taka słodka, taka pokuśna, a on nic. Ona cały czas: „Gdybyś mnie tak uwiódł, gdybyś mi dał róże, a gdybyś mnie tak zgwałcił…”. A on: „Kobieto! Spać! Do roboty rano wstaję”. No, ale zmusiła go, pojechali do hotelu. Ona ma słodkie ciałko i go tym ciałkiem owija… A on: „Nie, nie!”. Ja po 15 minutach mam już jej dość i myślę: „Kobieto, czy ty nie widzisz, że on nie może!? Nie ma z czego wykrzesać seksu, bo jest śmiertelnie zmęczony i czymś przerażony, i ty mu jesteś potrzebna, żeby go ukoić, a nie szturchać. Stań na wysokości zadania. Potraktuj go jak zmęczonego wojownika”. Ale ona nic nie widzi, tylko to, że jej się chce. Można powiedzieć: on nic nie widzi poza tym, że mu się nie chce. Ale też powinno się równać do słabszego. Jak w górach. Tam nie jest ważny ten, kto pierwszy, ale kto na końcu się wlecze. Więc gdy on przywlecze się taki zmęczony po pracy, a jeszcze go tam w środku coś męczy, bo jutro trzeba zanieść do szefa dokumenty, przeczytać te papiery na biurku… To można go pomasować i nic więcej. Rano mu stanie i może zrobi to z przyjemnością. W sztuce w teatrze on jej w końcu mówi, co się stało, a ona go przytula. I dopiero wtedy może do czegoś dojść, bo on przestał ukrywać, co się stało, i świat się nie zawalił. Ona nadal go kocha i szanuje, choć mu się nie udało, a to dla faceta bardzo ważne.

Jak poznać, czy on nie chce, bo na przykład ma kochankę, czy nie może, bo się czymś zamartwia?
Nie wypytywać. Stwierdzić: „Jeśli chcesz, możesz mi powiedzieć, co się dzieje”. Jeżeli grożą mu straty finansowe, odpowiedzialność karna, to trudno, żeby mu się chciało. Są co prawda tacy, którzy się relaksują poprzez seks. Ale kochanie się z nimi to nieprawdziwe kochanie. A wracając do związków, wiadomo, że w nich seks nie jest gejzerem. Ale cały czas się tli. Oni się sobie podobają, lubią na siebie popatrzeć i się dotknąć. To jest coś, co jest ważne. A że są razem, to też mają dużo czułości. Wiadomo z badań, że gdy jest dużo czułości, to seksu jest mniej. Nawet w komunach ludzie nie bzykali się jak króliki, bo było im tak dobrze i blisko, że nie musieli.

Może więc być i odwrotnie, że kobiety chcą czułości, a nie seksu, ale mówią o seksie, bo mężczyźni tylko w łóżku stają się czuli i można z nimi porozmawiać o emocjach?
Właśnie wielu panów uważa, że tylko seks daje im prawo, żeby być blisko z kobietą. Odczuwać i to okazywać. A więc, kochana, pomyśl, czego chcesz. Na co masz apetyt? Bo może na czułość i nadajesz sygnały, które on odbiera prawidłowo. A może… Sama dopowiedz. Kobiety zawsze chcą, by mężczyzna się nimi zajmował. Jest niewiele kobiet, które lubią zajmować się facetem, lubią szybkie numerki. Ale, niestety, mało jest też mężczyzn, którzy cenią grę wstępną. I może tu jest kotek ukryty? Może ten seks wymaga oddania do poprawki?

Bywa więc, że facet nie ma ochoty na seks z naprawdę prozaicznych powodów – bo jest zmęczony, bo dzisiaj zwyczajnie wolałby spokojnie poleżeć z partnerką i obejrzeć film, bo się czymś zamartwia. „On nie chce seksu” – zazwyczaj brzmi jak wyrok, ale wcale tak nie jest. Porozmawiaj ze swoim mężczyzną. Spróbuj na spokojnie, delikatnie dopytać, o co chodzi. Może odpowiedź na pytanie, dlaczego facet nie chce się kochać, jest dużo prostsza, niż początkowo sądziłaś – i wcale nie tak straszna, jak zakładałaś.

  1. Seks

Najlepsze książki erotyczne poleca sex coach Marta Niedźwiecka

Fot. Getty Images
Fot. Getty Images
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Jakie dzieła literatury erotycznej ostatnich 100 lat naprawdę warto przeczytać? Sex coach Marta Niedźwiecka przedstawia subiektywny, choć oparty na rozległej ankiecie, ranking najważniejszych nowożytnych książek erotycznych.

Nie będzie o "Pamiętnikach Fanny Hill" jako o dziele wiekowym i dość już zbutwiałym. Z przykrością odrzucę "Monologi waginy", bo choć znakomite, to jednak podporządkowane myśli feministycznej, więc nie są erotyką z narracją. Jeśli osobno policzymy Millera za "zwrotniki" i "Różoukrzyżowanie", to uzbieram 10 najważniejszych nowożytnych książek erotycznych i pornograficznych. Ale czuję, że to nieuczciwość wobec reszty. Bo już Charotte Roche mogę liczyć tylko za jedną wydaną książkę, choć czuję, że kolejna też będzie miała moc lodołamacza. Trudno - przedstawiam subiektywny, choć oparty na rozległej ankiecie, ranking mniej niż dziesięciu najważniejszych nowożytnych książek erotycznych.

1. Henry Miller, "Zwrotnik Raka" , "Zwrotnik Koziorożca" oraz trylogia Różoukrzyżowanie: "Sexus, Nexus, Plexus".
Millera liczymy jako jedną sztukę, po pierwsze dlatego, że swoim maniackim, pornograficznym stylem zapełniał niezliczone stronnice i reszta twórców zwyczajnie nie miałaby z nim szans w konkursie na ilość. Po drugie, choć zjawiskowo frenetyczny oraz  zjawiskowo oryginalny, jest jednak pisarzem dawno minionej epoki. Dzieła dla entuzjastów charakterów męskich od których autodestrukcji uczyli się Bukowski, Ginsberg i Burroughs. Prozy mistycznej i wywrotowej pisanej burbonem, krwią i spermą; świata początku zeszłego wieku, w którym pigułka, telewizja i porno nie odbiły jeszcze swojego piętna na wyobrażeniach seksu.

2.  Anaïs Nin, "Delta Wenus" i "Małe ptaszki".
  Zbiory opowiadań rewolucyjne z kilku powodów. W słowie wstępnym autorka zaznaczyła, że pisała je na zamówienie prywatnego kolekcjonera, który nakazał jej skupić się na seksie, a zrezygnować z poezji. Pisała w latach 40., ale książkę "Delta Wenus" wydano dopiero w latach 70. Co pokazuje, jak niecenzuralna, rewolucyjna i bez szans na sprzedawanie musiała być proza tworzona przez kobietę, z kobiecej perspektywy, a mówiąca  tylko o seksie. Podobno opowiadania wzięły się z fantazji snutych przez Anaïs, wspartych licznymi lekturami Kamasutry. Jak było, tak było - ważne, że opowiadania są relacją wszelkich możliwych przekroczeń, aktów perwersji relacjonowanych beznamiętnym i reporterskim tonem. Zawsze miałam wrażenie, że tej książki nie należy po prostu czytać, bo jest nieznośna. Trzeba ją sobie wyobrażać - wtedy ujrzymy Paryż jak z kabaretu, ludzi jak aktorów odgrywających sceny wyuzdania, realizujących za nas nasze fantazje. W 1995 r. prozę z wdziękiem zekranizował Zalman King.

3. Vladimir Nabokov, "Lolita"
. Wiem, że wszyscy wiedzą, iż to książka o namiętności starego faceta i nierozkwitłej nastolatki, która to namiętność z góry skazana jest na zagładę, a to z powodu różnicy wieku, a to z powodu tego, że Humbert jest zakochanym inteligentem, a Lolitka szczwaną, małą manipulatorką. Ładunek namiętności, liryki, żądzy jest w powieści tak wielki i tak zmysłowo opisany pięknym językiem, że wiele innych dzieł może iść ćwiczyć styl do kącika. Książka wszakże nie zawiera scen erotycznych opisanych dosłownie. Elementem perwersji jest natomiast wiek bohaterki. Ekranizacje były dwie: w 1961 r. - Stanley Kubrick, w 1997 r. - Adrian Lyne.

4. Pauline Reage, Historia "O"
. Na szczęście nie tylko moim zdaniem jedna z najlepszych książek erotycznych, może nawet pornograficznych ostatnich kilkudziesięciu lat. Co ciekawe, w mojej ankiecie lądowała na pierwszym miejscu u niemal wszystkich zapytanych kobiet. Historia młodej kobiety, wcale nie dziewiczej ani naiwnej, która zakochuje się w młodym mężczyźnie, a potem wszystko dzieje się inaczej niż w bajkach. Trafia do elitarnego "klubu", gdzie zostaje przygotowana do różnorakich relacji opartych na dominacji, podległości, nadużywaniu siły głównie psychicznej. Gdy wychodzi na światło dzienne, nie jest już tą samą osobą ani też jej to nie martwi. "O" jest pierwszą literą jej imienia, a także symbolem obroży noszonej na szyi i pierścienia, który pozwala identyfikować członków "klubu". Dość beznamiętny tok narracji w trzeciej osobie, w którym mało mamy informacji o emocjach bohaterki, a zamiast tego poznajemy wiele detali zarówno z przebiegu akcji, miejsc, jak i ubiorów i rytuałów, najwyraźniej służy jakości książki. Zdecydowanie ma to "coś". Powieść zekranizowana w 1975 r. przez Justa Jaeckina.

5. Klaus Kinsky, "Ja chcę miłości"
. Wykrzyczana, wypruta z trzewi autobiografia jednego z najbardziej kontrowersyjnych aktorów powojennego kina. Dzika, zmysłowa, odurzająca relacja z życia podporządkowanego zasadzie przyjemności, bez taryf ulgowych dla głównego bohatera, bez ułudy mieszczańskiego spokoju i normalności. Zupełnie niecenzuralna, pełna nieumiarkowania, brudu, namiętności  w seksie, w imprezowaniu i w życiu zmieszanym ze sztuką. Fryderyk Nietzsche powiedział kiedyś, że wielką literaturą jest tylko to, co krwią pisane. Kinsky nie oszczędzał na atramencie.

6. Xaviera Hollander, "The Happy Hooker: My Own Story"
. Nie ma polskiego tłumaczenia. Zawisła na liście wcale nie dlatego, że Xaviera jest wybitną literatką, bo nie jest. Ani dlatego, że jej autobiografia nosi cechy geniuszu, bo nie nosi. Jest natomiast pierwszą w historii autobiografią autentycznej prostytutki, która ze swojego życia zrobiła film pornograficzny, a siebie wykreowała na pierwszą pornocelebrytkę popkultury. Czytanie wymusza picie dużych ilości zimnej wody, bo czasami naprawdę ma się dość. W pewien perwersyjny sposób prawdziwa, bezpruderyjna opowieść o amerykańskim micie, hipokryzji, sile seksu używanego jako narzędzia, przedstawiona z kobiecej perspektywy. Xaviera mieszka obecnie w Amsterdamie, jest na emeryturze i angażuje się w edukacje seksualną.

7. Erica Jong, "Strach przed lataniem"
. Książka nazwana manifestem wyzwolenia kobiet, występująca wobec patriarchatu, norm społecznych, ustalonych zasad. Sama Erica dostała przydomek "papieżycy pornografii". Książka przedstawia seks kobiety żonatej z jednym, nudnym mężczyzną i oddanej romansowi z drugim, dużo bardziej interesującym. Literacko naprawdę gorzej niż średnia, przegadana, oddana w niewolę pretensjonalnej mowie zależnej, która wszystko relacjonuje, bez opisywania. Jest jednocześnie pełna poczucia humoru, żywiołowości wybuchającej chociażby w wulgaryzmach i naturalizmach opisów seksu, ciekawa odwołaniami do innych dzieł literatury i iście rewolucyjnym zapędem do zmian. Skoncentrowana na swoim ciele, jego fizjologii  wpisała się w silny nurt odzyskiwania cielesności kobiet, obecny w dyskursie feminizmu drugiej fali.

8. Charotte Roche, "Wilgotne miejsca"
. Powrót do autentyczności i "mięsa" w powieści. Krytyka europejska powitała książkę z zachwytem lub z oburzeniem. I ciężko się dziwić, bo ta proza nie pozostawia obojętnym. Żadnej stosowności i cenzury, żadnego rozdziału sacrum od profanum, jeden wielki kocioł emocji, przeżyć, wspomnień, refleksji. Opowieść o kilku dniach z życia Elizabeth z jej terapią, dramatami przeszłości, trywialnością codzienności, nieustannym potokiem słów, które w większości odnoszą się do seksu, seksualności, narządów, czynności, fantazji. Bez koturnów, punkowo czasem lirycznie w zupełnie nieprzewidzianych miejscach. Świeża, dzika literatura dla niegrzecznych dorosłych.

  1. Seks

Najlepsze filmy erotyczne

 Kadr z filmu
Kadr z filmu "Oczy szeroko zamknięte". (Fot. BEW Photo)
Zobacz galerię 11 Zdjęć
Film erotyczny musi zawierać przynajmniej 3 podstawowe elementy: magnetycznych bohaterów; fabułę, która pozwala pokazać coś więcej niż akt i umiejętnie budowane napięcie. Filmy erotyczne i o seksie nie muszą być przyjemne w oglądaniu, żeby były znaczące i wartościowe.

Magnetyczni bohaterowie to tacy, na których chce się patrzeć w sytuacjach intymnych; odpowiednia fabuła odróżnia film opowiadający o cielesnej namiętności od porno, gdzie liczy się pokazanie aktu, a narracja jest zaledwie pretekstem; a umiejętnie stworzone napięcie jest najtrudniejszą do zdefiniowania składową dobrego filmu erotycznego.

Poproszona o stworzenie TOP 10, kierowałam się pewnymi kryteriami, aby temat uporządkować. Odrzuciłam ekranizacje książek, bo mają łatwiej na już starcie - gotową fabułę. Dlatego też świetna "Nieznośna lekkość bytu" czy "Historia O" albo "Gorzkie gody" nie wejdą do rankingu. Filmy, które nie miały swoich premier w Polsce, także odpadają. W ten sposób pozbyłam się na przykład "Bound" braci Wachowskich. Zostają takie, które podobały się piszącej, gdy je oglądała; podobają się nadal albo miały wpływ na kształtowanie się wyobrażeń erotycznych. To znaczy, miały znaczenie. No i oczywiście takie, które mówią o seksie i namiętnościach, podnosząc ciśnienie i działając na wyobraźnię. Kolejny subiektywny ranking, który napotkał oczywistą trudność w oddzieleniu sztuki od pornografii. Oto 10 (a właściwie 12) najlepszych filmów erotycznych:

"Nocny Portier", Liliana Cavani, 1974

Ten film będzie poruszający jeszcze przez dziesięciolecia. I sceny z niego przesiąkły do tak wielu obrazów, że nie ma mowy o ominięciu „Nocnego Portiera". Jest kontrowersyjny nawet teraz, gdy kino pokazało już niemal wszystko. Dla Polaków zapewne szokujący inaczej niż dla reszty świata. Opowieść o relacji niemieckiego oficera z młodziutką więźniarką obozu koncentracyjnego, o ich spotkaniu po latach. Film pełen nawiązań, jak choćby w scenie tańca, gdy półnaga Charlotte Rampling tańczy w spodniach, czapce SS i skórzanych rękawiczkach przed oficerami w obozie śmierci. Film pełen sadomasochistycznego napięcia, które także stanowi o sile przekazu. Przywołanie Shoah w kontekście seksualnej obsesji, jej fetyszyzujące wizualne przedstawienie kiedyś wzbudziły skandal i nadal budzą niepokój i drżenie duszy.

Kadr z filmu 'Nocny portier'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Nocny portier". (Fot. BEW Photo)

"Imperium zmysłów", Nagisa Ôshima, 1976

„Imperium zmysłów" to fabularna wersja historii Sady Abe, która w 1936 roku popełniła okrutną zbrodnię, bulwersującą ówczesną Japonię. Przed sądem wyznała, że była to zbrodnia z miłości i pożądania. Seksualność w „Imperium zmysłów" jest ukazana z azjatycką intensywnością, od namiętnych i poetyckich scen, do obsesji, dręczenia, wreszcie brutalnego okaleczania. Film jest tak esencjonalny, że trzeba sobie robić przerwę na szklankę wody, żeby dotrwać do końca. Byłby jak igły w oku, gdyby nie maska egzotyki, która widza oddala i lekko znieczula. Rozwój namiętności i przerodzenie się jej w seksualną obsesję zakończoną perwersyjną zbrodnią, sceny między kochankami, którzy z zapamiętaniem oddają się coraz bardziej wyuzdanym praktykom oczywiście budzą wątpliwości, czy "Imperium zmysłów" jest pornograficzne, czy należy do świata sztuki.

Kadr z filmu 'Imperium zmysłów'. (Fot. Image Capital Pictures/Forum) Kadr z filmu "Imperium zmysłów". (Fot. Image Capital Pictures/Forum)

"Wstyd", Steve McQueen, 2012

Dla jednych nudy w kolorze blue, dla innych film dekady. Ja jestem w tej drugiej grupie. Rzuciło mnie na kolana przed mocą obrazu, długimi ujęciami, którymi można by portretować wrzosowiska, gdyby nie to, że reżyser postanowił tak pokazać kompletną klęskę egzystencji. McQueen mówił, że tęskni za czasami, w których seks miał rewolucyjną moc i mógł naprawdę coś zmieniać, nie zaś tylko sprzedawać. Opowiedział historię zamożnego nowojorczyka, uzależnionego od seksu i niezdolnego do sięgnięcia po bliskość z drugim człowiekiem. "Wstyd" jest o seksie, ale nie polecam go na romantyczny wieczór. Plus trzy gwiazdki za Fassbendera, z którego Steve McQueen potrafi wykrzesać takie iskry, że nie można spać po nocach.

Kadr z filmu 'Wstyd'. (Fot. materiały prasowe Gutek Film) Kadr z filmu "Wstyd". (Fot. materiały prasowe Gutek Film)

"Skaza", Louis Malle, 1996

„Skaza" jest filmem przejmującym i erotycznym do szpiku kości. Historia kobiety (przepiękna Juliette Binoche), której największą i fatalną namiętnością staje się ojciec jej narzeczonego. W roli ojca porażający Jeremy Irons. Historia opowiedziana zbliżeniami, pozornie na chłodno, w pozornie cichym i kameralnym filmie. Mocy w niej tyle, że mimo upływu dwóch dekad nadal ogląda się ją z przejęciem.

Kadr z filmu 'Skaza'. (Fot. Rights Managed/Forum) Kadr z filmu "Skaza". (Fot. Rights Managed/Forum)

"Crash", David Cronenberg, 1996

Po angielsku, bo nikt nie pamięta beznadziejnego tytułu "Niebezpieczne pożądanie". Książkowy pierwowzór J. H. Ballarda także nosi tytuł "Crash". Co prawda wspomniałam, że nie będzie ekranizacji książek, ale ta jest szczególna zarówno znaczeniem, jak i siłą rażenia. David Cronenberg nie miał sobie równych w portretowaniu seksualnych odlotów. Szkoda, że wziął sie za C. G. Junga dopiero, jak stracił formę i wyprodukował suchara – "Niebezpieczną Metodę", marnując historię Sabiny, Zygmunta i Carla Gustawa oraz niebywały seksapil i talent Fassbendera. Za co należą mu się baty i klęczenie na grochu. Ale był czas, w którym dawał z siebie więcej. I wtedy właśnie powstał "Crash". To nie jest uroczy film o kochających się ludziach. To jedna z odważniejszych realizacji tematu ludzkich perwersji na styku Erosa i Tanatosa, z fetyszyzacją maszyny i technologii w tle.

Kadr z filmu 'Crash'. (Fot. Columbia TriStar/Forum) Kadr z filmu "Crash". (Fot. Columbia TriStar/Forum)

"Nagi instynkt", Paul Verhoeven, 1992

Gdyby Paul Verhoeven miał bardziej wybujałą wyobraźnię, to by był prawie jak Cronenberg. Ale nie jest. Mimo to dał światu jedno z najsławniejszych erotycznych dzieł filmowych – „Nagi instynkt". Film przełomowy 20 lat temu, sprawca skandalu obyczajowego i licznych protestów. Gdy dziś oglądam Catherine Tramell w scenie przesłuchania, z trudnością powstrzymuję uśmiech. Wtedy okrzyknięto Sharon Stone femme fatale amerykańskiego kina i rozpisywano się o pierwszej żeńskiej postaci, która na ekranie emanuje taką siłą, seksapilem i wyzwoleniem obyczajowym. Na początku lat 90. „Nagi instynkt" był elektryzującym doznaniem i za to film nie wypadnie z rankingu.

Kadr z filmu 'Nagi instynkt'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Nagi instynkt". (Fot. BEW Photo)

"Gilda", Charles Vidora, 1946

Wiem, że to strasznie stary film. W rankingu wylądował jako symbol całego gatunku filmów noir, a Rita Hayworth jako wielka femme fatale - przedstawicielka całej grupy. Scena zdejmowania rękawiczki pochodząca z tego filmu jest jak wzorzec metra z Sèvres dla każdego damskiego pozbywania się ciuchów na ekranie. Postaci femme fatale stały się z czasem wzorcem, od którego filmowcy zaczęli odrysowywać kolejne zmysłowe, seksualne heroiny kina nowoczesnego. Może i niezbyt erotyczny, ale kanoniczny, także ze względu na mizoginię wymieszaną z pożądaniem.

Kadr z filmu 'Gilda'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Gilda". (Fot. BEW Photo)

"Ostatnie tango w Paryżu", Bernardo Bertolucci, 1972

Zagubiony i zrozpaczony Amerykanin wałęsa się po Paryżu i poznaje młoda Francuzkę, z którą nawiązuje płomienny romans, oparty na seksualnym przyciąganiu. Pięknie nakręcony romantyczno-lubieżny film, z posągowym Marlonem Brando i młodziutką Marią Schneider, który niestety strasznie się zestarzał. Podobno Bertolucci ukartował z Brando zainscenizowanie sceny stosunku analnego, tak aby Schneider nic nie wiedziała i aby całe pomieszanie i ból odbiło się na jej twarzy. Jednak sceny erotyczne, które niegdyś uważano za przejmujące, dziś ogląda się na chłodno. Film i tak trzeba znać. Na koniec miłość nie zwycięża, co jest jego atutem.

Kadr z filmu 'Ostatnie tango w Paryżu'. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum) Kadr z filmu "Ostatnie tango w Paryżu". (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

„The Pillow Book", Peter Greenaway, 1996

Wiele argumentów przemawia za tym filmem, chociaż nigdy nie był bardzo sławny czy kultowy. Ponieważ czuję, że wszystkie filmy Greenawaya - gęste, zmysłowe, malarskie, barokowe z nieustanym starciem między życiem, a śmiercią są bardzo erotycznymi obrazami. I należy mu się miejsce w zestawieniu. W "The Pillow Book" dzika wyobraźnia Greenawaya przybrała oszczędną zen-formę. Powstała piękna mieszanka obrazów Wschodu i Zachodu, namiętności i powściągliwości, którą ogląda się jak cudowny obraz. Plus sceny z seksem na piątkę. Plus młody MacGregor jako Jerome.

Kadr z filmu 'The Pillow Book'. (Fot. NG Collection/Forum) Kadr z filmu "The Pillow Book". (Fot. NG Collection/Forum)

„Oczy szeroko zamknięte", Stanley Kubrick, 1999

Z tym filmem mam problem. Z jednej strony występuje w nim aktor, który nie istnieje w moim światopoglądzie - Tom C. Filmy z nim nie istnieją, skoro główny bohater nie istnieje, bo nie ma aktora, który by go grał. Prawdopodobnie miałam spadek mocy, skoro dałam się namówić na obejrzenie „Oczu". I wyrażam zrównoważone uznanie. Bynajmniej nie wobec Williama Harforda, który nie istnieje i któremu nawet wieść o nalocie kosmitów nie zmieniłaby wyrazu twarzy. Ten film jest taki, jak trzeba. Nieco tajemniczy, nieco pomysłowy, nieco wykraczający poza tabu. Nie jest genialny, ani odkrywczy, ale historia znudzonego małżeństwa, które poszukuje bodźców i znajduje więcej, niżby chciało, nadal robi wrażenie.

Kadr z filmu 'Oczy szeroko zamknięte'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "Oczy szeroko zamknięte". (Fot. BEW Photo)

"9 i pół tygodnia", Adrian Lyne, 1986 oraz "9 piosenek" Michael Winterbottom, 2005

Celowo dostały jedną pozycję, bo mają „9" w tytule i są w porządku. Po prostu w porządku. Poprzednie filmy były przełomowe albo odkrywcze, albo na kilometr wiało od nich transgresją. Te zaś są o seksie, cielesności, realizowanych tak, jak nakazuje aktualna moda - pod lodówką lub z przerwą na koncert rockowy. „9" i „9" gorszyły - starszy był w pewien sposób przełomowy z odważnymi scenami seksu pomiędzy Kim Basinger a Mickeyem Rourke. Nowszy zawiera rejestrację całych scen seksu, dosłownych i nieudawanych, tak jak epoka internetu przedstawia seks. Co niektórym kazało wznosić okrzyki oburzenia i pytania o granicę między pornografią a sztuką. Dwie „9" mogą zainspirować albo pobudzić, ale dreszczy na duszy od nich nie dostaniecie. Po prostu w porządku, erotyczne filmy antropologiczne o tym, jak to robią dwunożni.

Kadr z filmu '9 i pół tygodnia'. (Fot. BEW Photo) Kadr z filmu "9 i pół tygodnia". (Fot. BEW Photo)

  1. Seks

Satysfakcja seksualna kobiety - co na nią wpływa?

Co kobiety lubią w łóżku? Jak podniecać kobietę? - żeby się tego dowiedzieć najpierw trzeba poznać kobiecą biologię. (fot. iStock)
Co kobiety lubią w łóżku? Jak podniecać kobietę? - żeby się tego dowiedzieć najpierw trzeba poznać kobiecą biologię. (fot. iStock)
Mężczyźni… Szczęściarze, wybrańcy natury! Otrzymali w darze orgazm gwarantowany. Rozkosz kobiet to bardziej skomplikowana sprawa, ale materia da się obłaskawić. Z przyjemnością!

„Kobiety są gorące!”. To Norbi. „Zmysłowe, wrażliwe na bodźce i multiorgazmiczne”. To uczeni. Zostałyśmy stworzone do odczuwania przyjemności. Dlaczego zatem nie zawsze znajdujemy pełną satysfakcję w sypialni? Orgazm nieczęsto, podniecenie niekoniecznie, ni stąd, ni zowąd czar pryska pomimo całkiem nieźle zapowiadającego się romantycznego wieczoru. Milion czynników wpływa na to, czy kobieta poczuje się spełniona w ramionach kochanka, i to czasem niezależnie od jego starań. Większość doradców grzmiałaby: „Nie wolno udawać!”. My się przy tym nie upieramy. Nie udawać? Oj tam! Lepiej zaprogramuj się na orgazm. Temat udawania opatrzysz wtedy stemplem: „Nie dotyczy!”.

Rytm oceanu - żeby podniecić kobietę, trzeba poznać jej naturę

Niech ciało odpowie na pytanie: „dlaczego nie?”. Bo choć seks jest idealnym konglomeratem fizys i psyche, to organizm kobiety jest instrumentem, na którym gra mężczyzna. Świadome zarządzanie swoją seksualnością zaczyna się od poznania ciała i zaklętej w nim pierwotnej mądrości.

Matka natura zaprojektowała kobietę, by była jak ocean. Jej istotą jest bowiem… falowanie. Falujesz pod dyktando naturalnego rytmu: miesięcznego cyklu. A szczytowa faza cyklu – czyli moment owulacji, to także obietnica przyjemności. Gdzieś u źródeł tego mechanizmu skrywa się chytry pomysł natury, by nade wszystko dbać o przedłużenie gatunku. Fakt, ale dlaczego by z tego pomysłu nie skorzystać?

– W czasie owulacji mózg kobiety jest skąpany w estrogenie, jednym z kobiecych hormonów płciowych – mówi Arkadiusz Bilejczyk, seksuolog i terapeuta. – To estrogen powoduje, że kobieta silniej reaguje na informacje, które wędrują w postaci impulsów elektrycznych z łechtaczki do mózgu. Droga do seksualnego pobudzenia natychmiast się skraca. Estrogen sprawia także, że kobieta w najintymniejszych miejscach staje się bardzo wrażliwa na dotyk. Dzieje się tak za sprawą intensywniejszego dopływu krwi do łechtaczki i okolic płciowych.

To informacja skierowana specjalnie do osób początkujących w ars amandi: plan zajęć warto uzależnić od cyklu, a lekcje miłości ustalać właśnie w sprzyjającym doznaniom czasie jajeczkowania. Ochoty do nauki raczej nie zabraknie: w okresie okołoowulacyjnym natura dorzuciła kobietom do estrogenu też pewną porcję testosteronu, męskiego hormonu odpowiadającego za pożądanie. Dlatego mamy wtedy większą ochotę na seks, łatwiej się pobudzamy i czerpiemy więcej przyjemności. Oczywiście to także najlepszy czas, by zajść w ciążę! Jeśli tego pragniesz – tym bardziej korzystny jest dla ciebie czas środka cyklu, jeśli nie – pamiętaj o antykoncepcji. Nawiasem mówiąc – ciąża orgazmom sprzyja! Wiele kobiet dopiero w pierwszych miesiącach stanu błogosławionego poznaje smak intensywnych doznań seksualnych. Przyczynia się do tego nie maleństwo samo w sobie, lecz intensywne ukrwienie macicy i odmienna gospodarka hormonalna.

Hormonalne falowanie ma też swój roczny odpowiednik: poziom hormonów spada jesienią i zimą, a rośnie wiosną i latem. Stąd nieodparty urok wakacyjnych romansów… Stąd zimowa tęsknota za śpiworem i spaniem… w pojedynkę. Temu dyktatowi natury  jednakże nie będziemy się poddawać. Jest sposób na zaspane hormony. Ruch. Po prostu.

Taniec, joga i obcasy na lepszy seks

Seksuolodzy zgodnie potwierdzają: siłownia może nie kojarzy się z afrodyzjakiem, ale podobnie działa. – Rozrost tkanki mięśniowej sprzyja produkcji testosteronu – mówi Arkadiusz Bilejczyk. – Wysiłek fizyczny powoduje podnoszenie poziomu tego hormonu, a więc tym samym zwiększa apetyt na seks. To ważne, bo wiele kobiet narzeka właśnie na zniechęcenie, zobojętnienie na bodźce seksualne.

Kobietom zniechęconym, zaspanym, a także tym, które zapomniały, czym jest orgazm, zalecamy… taniec. Najlepiej latynoski. Merengue, bachata, cha-cha, kizomba, rueda czy zouk. To nie zaklęcia szamańskie, lecz nazwy tańców. Poczciwa salsa też świetnie się sprawdza. Taniec to nie tylko rytmiczne poruszanie się przy dźwiękach z głośników. To dobra okazja, by poczuć swoje ciało i naturalny wdzięk oraz nabyć swobody w poruszaniu się. Naukowcy uważają, że kiedy tańczymy, w mózgu aktywizują się te same ścieżki, które w innych przypadkach uruchamiają ważne emocje. Można więc za pomocą ciała sterować też psychiką, „popchnąć” ją w dobrym kierunku.

Zdaniem Arkadiusza Bilejczyka latynoskie tańce mają szczególną moc: – Pozwalają „przemówić” piersiom, brzuchowi i biodrom. Już samo wykonywanie ruchów podobnych jak podczas zbliżenia uruchamia proces seksualny; stąd taniec może być bardzo erotyzujący, choćby partnerzy się nie dotykali. A po imprezie, nawet jeśli tańczyliśmy z różnymi osobami, możemy spodziewać się silnych doznań ze swoim partnerem. Zawdzięczamy to tanecznemu rozbudzeniu obszarów libido oraz rozluźnieniu mięśni w obrębie miednicy. Lepszy dopływ tlenu i krwi przekłada się bezpośrednio na jakość zmysłowych doznań – mówi seksuolog.

Osiąganiu orgazmów i seksualnej przyjemności sprzyjają wszelkie dyscypliny sportu powodujące wzrost ukrwienia miednicy. Na przykład steper lub jazda na rowerze dają taki efekt ukrwienia, jaki bywa skutkiem wysokiego poziomu estrogenów. I choć podczas samych ćwiczeń nie czujemy żadnych erotycznych sensacji, to potem podczas seksu ciało odbiera pieszczoty i stymulację szybciej i mocniej. – Świetnie też sprawdza się w tej materii joga – dodaje Arkadiusz Bilejczyk. – Wiele ćwiczeń wykonywanych podczas jogi powoduje rozciągnięcie i rozluźnienie mięśni miednicy, a to usprawnia przepływ krwi przez te obszary i dotlenia je. Dobrze ukrwione okolice intymne są wrażliwsze na dotyk, a układ nerwowy szybciej przekazuje impulsy z ciała.

Włoscy naukowcy z uniwersytetu w Weronie na polepszenie jakości seksu zalecają… wysokie obcasy. W piśmie „European Urology” opisali pewne zjawisko: kiedy kobieta zakłada wysokie szpilki, zmienia się statyka całej jej sylwetki. Kiepsko wychodzą na tym jej kolana czy kręgosłup, ale zdecydowanie korzysta miednica mniejsza. Jej mięśnie zostają zmuszone do wytężonej pracy, przez co intensywniej się kurczą. Włoscy naukowcy posunęli się nawet do stwierdzenia, że chodzenie na obcasach może być alternatywą dla ćwiczeń mięśni dna miednicy – zalecanych przez urologów w profilaktyce nietrzymania moczu, a przez seksuologów – w celu osiągania i intensyfikowania orgazmów. I choć inni naukowcy nie są może aż tak entuzjastyczni, jak ich włoscy koledzy, przyznają, że aktywizacja mięśni miednicy mniejszej rzeczywiście przekłada się na lepsze doznania w seksie. Jak wysokie szpilki sobie sprawić? Wystarczą obcasy o wysokości 5–7 cm, by zmusić miednicę do pracy.

Wibrująca rozkosz - czyli co kobiety lubią w łóżku?

Mężczyźni dostali gwarantowane orgazmy, ale kobietom natura podarowała jedyny organ służący wyłącznie do osiągania przyjemności: łechtaczkę. Jest niezwykle wrażliwa na stymulację, co zawdzięcza tzw. ciałkom Paciniego. Są to specjalne ciałka czuciowe, które zdaniem Kena Purvisa, autora książki „Tajniki orgazmu”, na łechtaczce występują niezwykle licznie. Nazywa je wręcz „czujnikami seksu”. Ciałka Paciniego jednak nie są przez cały czas tak samo aktywne. Kiedy atmosfera nie jest przesiąknięta erotyzmem, spokojnie czekają. Wtedy łechtaczka „obojętnieje”, czyli jest zdecydowanie mniej wrażliwa na dotyk. Jednak kiedy seks zaczyna wisieć w powietrzu, staje się  bardzo czuła. Dzieje się tak, ponieważ napływająca w okolice genitaliów krew przemieszcza ciałka Paciniego, popychając je bliżej naskórka, na zewnątrz – a wystarczy minimalna zmiana ich położenia (nawet o tysięczne części milimetra), by zaczęły działać jak szalone; gotowe na przyjmowanie i przewodzenie przyjemności.

– Ciałka Paciniego są niesłychanie wrażliwe na bodźce. Dlatego trzeba koniecznie wytłumaczyć partnerowi, że taki dotyk, jaki stosuje na początku, zanim kobieta się podnieci, stanie się za mocny, kiedy już do tego dojdzie – podkreśla seksuolog. – Wtedy może wręcz sprawiać ból. Łechtaczka stanie się bowiem przewrażliwiona.

W dążeniu do orgazmu sprawdza się taka kolejność: na początku pieszczoty dłonią, później delikatniejsze – na przykład oralne. Większość kobiet łatwo szczytuje podczas seksu oralnego właśnie ze względu na subtelność bodźców, o czym warto szepnąć słówko swojemu mężczyźnie. Arkadiusz Bilejczyk podpowiada, że ciałka Paciniego lubią jednostajne tempo doznań – a takie też łatwiej utrzymać kochankom pieszczącym partnerkę oralnie.

Zdarza się jednak, że podniecona kobieta czuje nadchodzącą rozkosz, a partner nagle zmienia intensywność ruchów, ich częstotliwość czy sposób, w jaki ją dotyka i… niestety, czar pryska.

– To dlatego, że drugą funkcją ciałek Paciniego jest wrażliwość na wibracje. Dla kobiety najlepsze są jednostajne ruchy w określonym tempie. Jakim? To już indywidualna sprawa. Dlatego dobrze by było, by partner wiedział, jaka częstotliwość dotyku podczas penetracji sprawia jego partnerce przyjemność – podkreśla seksuolog.

Wrażliwość na wibrację? Ta informacja może zapalić zielone światełko w departamencie „seksgadżety”. Bo – jak twierdzi Arkadiusz Bilejczyk – częstotliwość, na którą najbardziej wrażliwe są ciałka Paciniego, wykorzystywana jest właśnie w wibratorach. Dlatego nie grzech mieć w sypialnianej szufladzie wibrujący krążek czy na przykład nakładkę na palec, której można używać w parze lub solo. Oczywiście, jeśli ktoś lubi, toleruje i ma chęć, bo seks to jest ta cudowna sfera (kto wie, czy nie jedyna), w  której prawem naczelnym jest radość rozkoszy.

Nie zawsze gra wstępna

Wiele pisze się o tym, że kobiety potrzebują gry wstępnej. Otóż nie zawsze. Bywa, że więcej ciałek Paciniego gromadzi się w wargach sromowych i okolicach wejścia do pochwy niż w łechtaczce. Dlatego niektóre kobiety nie pragną wstępnych pieszczot, lecz od razu dążą do konkretów, bo dopiero penetracja sprawia im przyjemność.

  1. Seks

Dlaczego wstydzimy się tego, co nas podnieca?

Wstyd powstrzymuje nas od swobodnej ekspresji w sferze seksu. (Fot. Getty Images)
Wstyd powstrzymuje nas od swobodnej ekspresji w sferze seksu. (Fot. Getty Images)
Bardzo często kobiety wstydzą się, że coś je podnieca. Ten wstyd powstrzymuje je od swobodnej ekspresji w sferze seksu. Nastawiają się raczej na odpowiadanie na to, co robi partner, niż na aktywne współtworzenie intymnej relacji – mówi Olga Haller, psycholożka, terapeutka.

W Internecie i w prasie kobiecej można znaleźć mnóstwo informacji dotyczących tego, co nas podnieca lub może podniecać. Zainteresowało mnie zwłaszcza kilka artykułów skierowanych do kobiet. No i na przykład: jak pieścić piersi? Mamy kilka zdań, że kobiety lubią delikatnie. Następnie pojawiają się podpowiedzi typu: posmaruj piersi koniakiem, załóż futro na nagie ciało... A po co? Bo to obudzi w nim „lwa łóżkowego”. To kto tu ma się podniecać, dla kogo to futro?
Takie zalecenia mogą stać się inspiracją, jeśli jesteśmy świadome naszych potrzeb i granic. Ale ponieważ wiele z nas ma z tym problem, istnieje niebezpieczeństwo, że zrobimy coś dla partnera, wizerunku, wrażenia i nie będziemy mieć z tego ani przyjemności, ani bliskości. Większość tych rad nie służy otwarciu się na siebie. Podkreśla się, że od nas zależy przyjemność mężczyzny.

Rozmawiałam z kobietami po trzydziestce. Zapytałam je, czy dzielą się swoimi potrzebami z partnerami. Jedna, która otwarcie przyznaje się do tego, że uwielbia seks, odpowiedziała: „Ja nawet nie wiem, czego potrzebuję”.
Kobiety częściej nastawiają się na odpowiadanie na to, co robi partner, niż na aktywne współtworzenie intymnej relacji. Istnieje też inna strona medalu – to kobiety zaczynają wymagać od mężczyzn konkretów: połóż rękę tu, zrób to. A mężczyźni sprowadzeni do roli robota, który ma zapewnić orgazm, też czują się z tym źle. Myślę jednak, że kobietom szczególnie trudno odnaleźć kontakt ze sobą w seksie, gdyż większość z nas po prostu nie zna zbyt dobrze tej strony własnej natury.

A czym jest ten kontakt?
To świadomość swoich prawdziwych potrzeb, ale nie w sensie technicznym: chcę, żebyś mnie dotykał tu albo tam, chcę robić to czy tamto. Chodzi o otwarcie się na odkrywanie w intymnym tu i teraz przeżyć i potrzeb, o których mogłyśmy nawet nie wiedzieć, o poddanie się seksualnemu pobudzeniu, które nas poprowadzi. Ale tutaj mamy dylemat. Bo z jednej strony kobiety robią w łóżku różne rzeczy wbrew sobie (dla partnera, wizerunku i nie wiadomo czego jeszcze), a z drugiej – mogłyby robić to samo, gdyby rozpoznały, że naprawdę tego chcą! Ale na przeszkodzie stoi przekonanie, że jeśli sobie pozwolimy na popłynięcie, eksperymentowanie i „puszczenie” ciała bez kontroli, staniemy się dziwkami.

Nie wolno nam pokazywać, że coś nas naprawdę podnieca?
Że czegoś chcemy w seksie. To wątek, który przewija się w naszych rozmowach. Skąd mamy wiedzieć, czego chcemy, skoro większość z nas poznaje własne reakcje seksualne dopiero w kontakcie z chłopakiem, mężczyzną. Wielu dziewczynom, które rozpoczynają erotyczne kontakty, brakuje wiedzy i praktyki (tak, tak – praktyki!). I nie chodzi o kwestię, skąd się biorą dzieci, ale o to, na czym seks polega – że daje przyjemność, radość, bliskość, że jest tysiąc możliwych pieszczot... I że jest wielką siłą, którą trzeba poznać, oswoić. Dostajemy za to mnóstwo przekazów płynących z lęku i chęci ochrony: nie możesz być łatwa, bo będą źle o tobie mówić, on cię wykorzysta, a nawet – musisz zachować godność! Większość z nas ma zakodowane, że trzeba się pilnować, że seks to kruchy lód, po którym należy stąpać ostrożnie.

Lęk przed odczuwaniem podniecenia i marginalizowanie potrzeb seksualnych mogą spowodować, że będziemy wybierać niewłaściwych mężczyzn, którzy niekoniecznie nas podniecają albo którzy mają zaspokoić inne nasze potrzeby?
Nie mając obeznania z doznaniami i potrzebami fizycznymi w sferze erotycznej, możemy mylić stan zakochania ze stanem podniecenia. To podstawowy powód, dla którego kobietom się to miesza. Bo jeśli mamy kilkanaście lat, przytulamy się do chłopaka i czujemy podniecenie, a jednocześnie wiemy już dobrze, że nie powinnyśmy go czuć, no to wzdychamy i uznajemy, że jesteśmy zakochane! To usprawiedliwia nasze odczucia, a jednocześnie oddala od samych siebie. Błogość w dole brzucha, potrzeba pieszczot i rozładowania seksualnego napięcia (która z nas odważyła się tak to nazwać?!) – to są reakcje naszego ciała w intymnym kontakcie. Jeśli nie ukrywamy ich przed sobą, możemy się uczyć zdrowej kontroli. Kiedy wybuchają potrzeby seksualne, jako pierwsza może pojawić się fascynacja erotyczna. I to jest w porządku. Czasem wystarczyłoby pójść do łóżka raz, drugi, trzeci i się rozstać. Ale nie możemy, bo mamy zakodowane, że skoro pragnę seksu, muszę być zakochana i dalej to ciągnąć.

Tak zaczynają się problemy w związku? Zostajemy nienasycone, niezadowolone – i emocjonalnie, i seksualnie?
W tej kwestii Nancy Friday jest dla mnie zawsze ogromną inspiracją. W książce „Kobiety górą” pisze o klasycznych pretensjach kobiet do mężczyzn związanych ze stylem uprawiania seksu. Kobieta po seksie pragnie często kontaktu – pobyć blisko, przytulać się, rozmawiać. Kiedy rano on pełen energii wychodzi do pracy, ona wspomina, wącha jego koszulę, dzwoni, żeby usłyszeć jego głos... A on w czasie seksu doznał przez moment błogiego zespolenia, które przypomina mu bliskość z matką, wraz z niebezpieczeństwem zagarnięcia i zależności. Otworzył się na kontakt z partnerką, ale potem musi wrócić do siebie. Nie oznacza to, że jej nie kocha – po prostu wraca do siebie, żeby znów zbliżyć się do niej za jakiś czas. A kobieta zostaje z niedosytem uczuciowym – jakby nie mogła uwierzyć i przyjąć, że dobry seks jest wystarczającym powodem do radości i potwierdzeniem jakości relacji. Nie docenia tego, że jej przeżycia seksualne są ważne same w sobie – że może coś dostać, wziąć i zostać z tym zadowolona, pełna.

Jedna z kobiet na pytanie, co ją podnieca, odpowiedziała: „kontakt”. Ten kontakt zaczyna się dużo wcześniej niż tzw. gra wstępna. Kobiety powiedziały mi: „Niezwykle podniecająca jest rozmowa, to, co się dzieje w ciągu dnia, spojrzenia”.
Podniecające jest to, że jesteśmy pożądane, chciane, że mężczyzna widzi w nas istotę seksualną, w tym momencie jedyną. Czujemy się zauważone, wybrane, najważniejsze. Widzimy to w geście, wzroku, słyszymy słowa, głos, oddech, odczuwamy w dotyku. Rozgrzewa nas to nawet – a może właśnie szczególnie wtedy – kiedy nie jest to moment na seks lub do łóżka daleko. Oczywiście podniecać nas może też to, co same robimy, nasza inicjatywa. Ale tu znowu dotykamy problemu: czy możemy sobie na to pozwolić?

I tu mam przykład znajomych, które przyznały się, że zawsze unikały bardzo przystojnych mężczyzn. Włączały się obawy typu: mógłby mnie sobie owinąć wokół palca, do kogo ja tu startuję, to pewnie playboy. Albo spuszczały wzrok, gdy napotykały pełne zainteresowania spojrzenie. Czy to mężczyzna jako potencjalny kochanek budzi takie obawy?
Wielu kobietom trudno wytrzymać naładowanie energią seksualną. I dodam coś, co zabrzmi jak truizm: sądzę, że kobiety wstydzą się, że coś je podnieca. Kiedy coś nas naprawdę zaczyna porywać, robi się niebezpiecznie. Wstydzimy się pokazać, że pożądamy mężczyzny. Wstyd związany z tym wszystkim, czym nasiąkamy, powstrzymuje nas od swobodnej ekspresji w sferze seksu. Energia seksualna to potężna siła, a zdarza się, że idziemy za nią jak ćmy. I mamy powody, żeby się jej bać – kiedy jej nie znamy, rzeczywiście nie jesteśmy bezpieczne. Czasem kobiety wchodzą w związek małżeński i naprawdę nie są obudzone seksualnie. Mają kontakt ze swoją seksualnością w tym sensie, że pełnią wszystkie role: zakochują się, przeżywają pierwszy raz, wychodzą za mąż, rodzą dzieci. Zdarza się, że gdy stają się bardziej świadome siebie i niezależne, przeżywają romans i w nim dopiero doznają wrażeń, których nigdy wcześniej nie miały. Taki romans może być i fascynującym, i trudnym przeżyciem. Energia seksualna bardzo długo trzymana na uwięzi w pewnym momencie może wybuchnąć. Jeśli nie umiemy się z nią obchodzić, możemy boleśnie pobłądzić. Np. uznać, że nasze szczęście zależy od niego, i pójść za kochankiem na koniec świata niezależnie od tego, czy nam to służy, czy nie.

Może, by oswoić energię seksualną, warto przyjrzeć się, jak doświadczamy zmysłowego pobudzenia w ciele w nieseksualnych sytuacjach? Pewna kobieta opowiadała mi, że doświadczyła seksualnego pobudzenia po fitnessie, inna – gdy chodziła nago po leśnej polance. Ale takie doświadczenia łatwo zmarginalizować albo uznać za nienormalne.
My, kobiety, jesteśmy seksualne same w sobie, tak jak mężczyźni! Zmysłowości i podniecenia możemy doświadczać przy okazji różnych sytuacji. Pulsujące fale ciepła, mrowienia i rozluźnienia rozchodzące się z dołu brzucha po całym ciele. Intensywne odczuwanie ciała, skóry, genitaliów w kontakcie z trawą, wiatrem. Po fitnessie, podczas relaksu, kiedy spocone i gorące odpoczywamy. Kiedy zrzucamy ubranie podczas samotnego spaceru po łące albo pływamy nago. Czujemy, że nasze ciało żyje, że zmysłowo kontaktujemy się ze światem. Te doznania nas uwrażliwiają.

A co z fantazjami? Jak one przekładają się na rzeczywistość i na seks? Zebrałam kilka. Kobieta fantazjuje o seksie oralnym. Ona jest boginią, a mężczyzna klęczy u jej stóp i spija nektar spomiędzy jej nóg. Fantazja bardzo ją podnieca, ale w łóżku ma opory, wstydzi się. Inne fantazje: kocham się z obcym mężczyzną albo nawet kilkoma; na co dzień spokojna i uległa mężatka w fantazji uprawia dziki seks z innym na dyrektorskim fotelu męża.
Fantazja służy ominięciu tego, co nam przeszkadza w życiu mieć przyjemność z seksu. Czasami trzeba podrążyć, żeby znaleźć jej głębsze znaczenie. Ale fantazja z boginią wydaje mi się dość oczywista. Jako bogini przyznaję sobie prawo do przyjemności, zasługuję na nią, bo jestem wspaniała, mam władzę, pozwalam na tę pieszczotę i sobie, i mężczyźnie, moja wagina jest boginią. Czy łatwo nam przyznać takie prawa sobie, swojemu ciału, swojej waginie? Żeby móc mieć przyjemność z seksu oralnego, ta kobieta potrzebuje fantazji o bogini. Dzięki temu pokonuje przeszkody obecne w rzeczywistości. Fantazjowanie o innym mężczyźnie może służyć przełamaniu stereotypów. Czasem wydaje się, że coś jest do osiągnięcia tylko na zewnątrz, a nie w związku. Uległa mężatka dzięki swojej fantazji może pozwolić sobie na bycie dominującą, silną i wymagającą. No i zakwestionować swoją zależność, na co ma wewnętrzny zakaz w związku. Dzięki fantazjom możemy poznawać siebie. Są naturalnym przejawem naszej seksualności.

Jaki płynie wniosek z naszej rozmowy? Jak rozpoznać, co nas naprawdę podnieca?
Wszystko nas może podniecać, smarowanie piersi koniakiem, zakładanie futra na nagie ciało czy cokolwiek innego, jeśli odkryjemy, że to naprawdę nasze pragnienia. Nawet jeśli nie jesteśmy zakochane, a chcemy seksu! Czyli co? Potrzebujemy zaufać sobie, swojemu ciału, żeby pozwolić sobie bezpiecznie płynąć na fali seksualnych odczuć. Ale żeby tak się stało, większość z nas musi na nowo uwierzyć, że ma do tego prawo: bez czekania, aż mama, tata, partner czy społeczeństwo wyrażą aprobatę. Możemy zapytać siebie: czy mam fantazje seksualne i jakie one są? Co czuję, kiedy patrzę na siebie w lustrze? Czy znam swoje ciało, swoją waginę, czy kiedykolwiek na nią patrzyłam, dotykałam jej, a jeśli tak, to z jakim uczuciem? Co się ze mną dzieje, kiedy jestem w łóżku z mężczyzną? Może czegoś chcę lub nie chcę, a nie mówię o tym? Jakie mam przekonania na temat seksu? Żaden poradnik, żadna gazeta z instrukcjami nie uchronią nas od refleksji. Wszystko już mamy, tylko musimy objąć to uwagą. To nas może wyzwolić.