1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Temat miesiąca: Związki z przyszłością

Temat miesiąca: Związki z przyszłością

Ilustr. Aleksandra Morawiak
Ilustr. Aleksandra Morawiak
Mamy już to, o co się biłyśmy: równouprawnienie, niezależność, partnerstwo. Osiągamy sukcesy zawodowe, realizujemy siebie, wybieramy, jak chcemy żyć. Czy to przekłada się na szczęście i trwałość związków? Okazuje się, że niekoniecznie.

W poszukiwaniu równowagi

 

Można by westchnąć z ulgą: nareszcie współczesne młode kobiety potrafią realizować swoje ambicje zawodowe, wspólnie z partnerem podejmować decyzje, czy i kiedy chcą mieć dzieci, kto i jak długo zostaje z nimi w domu.

Można by, gdyby nie kryzys małżeństwa, i to na całym świecie. Nawet w Norwegii, kraju szczycącym się dbałością o równouprawnienie we wszystkich sferach życia, gdzie niestosowne jest choćby sugerowanie, że kobieta i mężczyzna są różni. Mimo to właśnie tam odnotowuje się duży odsetek rozwodów, coraz mniej też ludzi decyduje się na małżeństwa.

Dlaczego zatem jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

Więcej w lutowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 02/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Poplotkujmy o seksie

Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
W babskim gronie plotkuje się cudownie. O znajomych, dzieciach, pracy, modzie… O seksie? A jakże! Aby czerpać z tych zwierzeń jak najwięcej radości, dobrze jednak nie mówić za dużo.

Psychologowie nie mogą się nachwalić kobiecego upodobania do zwierzeń. Podkreślają, że dzięki intymnym rozmowom z przyjaciółkami kobiety rzadziej lądują na kozetce u terapeuty. Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość.

– Przegadując różne problemy, przekonujemy się, że na wszystko można spojrzeć z odmiennej perspektywy – potwierdza Anna Gawkowska, psycholog i terapeutka. – A to wzbogaca nas, nasz świat i poszerza spektrum jego przeżywania.

A jeśli tematem pogaduszek staje się rzecz tak intymna jak seks? Koleżanka płynnie przechodzi od problemów w pracy do narzekania na oziębłość partnera albo opowiada z detalami o wczorajszej szalonej nocy… Jak zareagować? Odwzajemnić jej otwartość? A może skierować rozmowę na inne tory?

Pięć razy „tak”

– Na pytanie, czy rozmawiać o seksie w gronie przyjaciółek, odpowiadam: oczywiście, że tak! – mówi psycholog. – Ale radzę, by opowiadać tylko o sobie. Co lubisz, czego nie lubisz; jakie masz fantazje, jakie doświadczenia; czego się boisz, co cię pociąga, a co niepokoi. Wtedy pozostaniesz lojalna wobec swojego partnera, a jednocześnie będziesz mogła skorzystać z wszystkich profitów, jakie płyną z takich pogaduszek.

A jest ich sporo…

1. Przełamują tabu

Większość z nas pochodzi z rodzin, w których się o seksie nie rozmawiało. W niektórych nawet rodzice się nie przytulali na oczach dzieci. Jeśli zostałaś wychowana w atmosferze seksualnego tabu, prawdopodobnie masz ogromne problemy z odkrywaniem, nazywaniem i ujawnianiem swoich cielesnych potrzeb. Rozmawiając z przyjaciółkami o seksie, oswajasz ten temat, uczysz się otwartości, przełamujesz opór przed rozmowami na łóżkowe tematy.

– Plotkując o seksie, nabierasz swobody w tym temacie oraz ćwiczysz słownictwo. Pozwoli ci to później lepiej komunikować się z partnerem – uważa Anna Gawkowska. – Wiele kobiet zwykle nie wie, jak ubrać w słowa swoje sugestie czy uwagi, tym bardziej że właśnie z partnerem rozmawiać jest najtrudniej – boisz się odrzucenia albo tego, że on poczuje się zraniony. Im większy ładunek emocjonalny, tym gorzej dla takich rozmów. Z przyjaciółką jest prościej: ona wysłucha, zrozumie, przytuli. I – co chyba najważniejsze – pomoże nazwać problem.

2. Dostarczają wiedzy

Opowieści przyjaciółek są nieocenionym źródłem wiedzy o seksie. Bo skąd masz ją czerpać? Filmy? Literatura? Przedstawiają zbyt wyidealizowany obraz erotyki. Pornografia? Jednowymiarowa, bo nakierowana głównie na mężczyzn. W dodatku pokazuje fizjologiczną i psychologiczną nieprawdę. Poradniki? Czemu nie, tyle że to nadal martwy przekaz, nie możesz o nic dopytać. – Poza tym poradniki opowiadają o anonimowych osobach, a przyjaciółki o sobie, czyli o kimś realnym, kogo znasz i do kogo możesz odnieść swoje zachowania czy uczucia – dodaje Gawkowska. Relacja innej kobiety bywa na wagę złota.

3. Oswajają lęki

Twój partner ma wybujałe libido. Zaczynasz się więc obawiać, czy nie jesteś oziębła. Ale kiedy usłyszysz od przyjaciółek, że w ich związkach jest podobnie – poczujesz ulgę, pomyślisz: „nie jestem sama”.

– Nie ma nic gorszego, niż żywić jakąś obawę czy lęk i dźwigać je w samotności – mówi psycholog. – Tym bardziej że seks to dziedzina, która w dużym stopniu wpływa na naszą samoocenę. Gdy przeżywasz wątpliwości tylko wewnątrz siebie, one ogromnieją. Skonfrontowane z życiem innych, nabierają właściwych proporcji.

4. Podsuwają rozwiązania

Przyjaciółki mogą podpowiedzieć, jak one sobie z czymś radzą, na przykład jak tłumaczą partnerowi, co je najbardziej kręci, a co nie, nie raniąc przy tym jego dumy i nie zrywając bliskości. Albo co dodają do sypialnianego repertuaru, żeby znów się zrobiło ciekawie. I często podrzucają rozwiązania, na które sama byś nie wpadła.

5. Otwierają na nowe

Rozmowy to także krok w kierunku większej swobody w łóżku: pomagają przesuwać granice. Na przykład mąż namawia na seks oralny, a żona uważa, że to nie mieści się w pojęciu „normalny seks”. Jeśli podzieli się swoim oporem z koleżanką, może od niej usłyszeć: „Ja to uwielbiam, ale musiałam się przekonać”. I jeśli nawet nasza bohaterka nie zgodzi się od razu ochoczo na propozycję męża, to na pewno zacznie myśleć: „A więc to nie jest zboczenie, ludzie się tym cieszą”.

– Pod wpływem zwierzeń innych kobiet zaczynasz patrzeć na nowe pełna ciekawości, a nie obaw. Zastanawiać się nad nowymi sposobami dostarczania sobie nawzajem rozkoszy – tłumaczy Anna Gawkowska. – W sytuacjach, w których kiedyś automatycznie mówiłaś „nie!”, myślisz: „a może?”. Zaczynasz inny etap: najpierw próbujesz. Nie odmawiasz już dla zasady, ale wtedy, gdy coś ci się rzeczywiście nie spodoba.

Ostrożnie z radami

W intymnych zwierzeniach kryją się jednak i pułapki. Pierwszą z nich jest groźba, że seks z partnerem – w zestawieniu z opowieściami koleżanek – niesłusznie zacznie ci się wydawać nudny.

– Powszechnie wiadomo, że jednym z powodów niezadowolenia z życia jest skłonność do porównywania się z innymi – ostrzega psycholog. – Mam coś, co wydaje mi się fajne. Ale cóż to? Koleżanka ma fajniejsze! I już moje wydaje mi się mniej atrakcyjne, przestaje cieszyć. To dotyczy także seksu. Nie dość, że media kreują nierealne wzorce idealnego kochanka i kochanki, to presja dorównania lub nawet przebicia doświadczeń przyjaciółek może popsuć całą przyjemność uprawiania seksu.

Uważaj też, kogo obsadzasz w roli punktu odniesienia. Bo jeśli swoje obawy powierzasz dość pruderyjnej koleżance, prędzej dodatkowo cię w nich utwierdzi, niż je rozwieje, a nawet wepchnie w irracjonalne poczucie winy czy wstydu. Z drugiej strony zbyt wyzwolona powierniczka może zacząć cię przekonywać do eksperymentu, na który w ogóle nie będziesz miała ochoty, no ale jak tu dyskutować z „ekspertem”?! Zresztą, z radami bywa tak, że najtrafniejsze są w stosunku do osoby, która ich udziela. – To, co sprawdziło się w innych związkach, nie musi zadziałać w twoim – ostrzega Gawkowska. – Każdą radę warto przefiltrować przez to, jaka jesteś, jaki jest twój związek, twój partner oraz czego chcesz w łóżku.

Wszyscy mamy swoje upodobania i wszystkie są jednakowo dobre, musisz tylko zastanowić się, które są odpowiednie dla ciebie.

Bohater drugoplanowy

Nie przesadzaj z uskarżaniem się na partnera w gronie koleżanek. Zwłaszcza takich, które go znają! Może się bowiem okazać, że twoje opowieści wpłyną na sposób, w jaki będą go postrzegać.

– Jeśli zbyt często opowiadasz, że jest kiepski w łóżku, za mało czuły, nieudolny lub, co gorsza, relacjonujesz ze szczegółami jego niepowodzenia – znajome zaczną widzieć twojego męża czy chłopaka jako skończonego fajtłapę i darzyć mniejszym szacunkiem także w innych dziedzinach życia – mówi Anna Gawkowska.

„Może zamiast negatywów skupić się na pozytywach” – myślisz. – „Cóż złego w tym, że pochwalę się wirtuozerią mojego kochanka w gronie wspólnych przyjaciółek?”. Bądź ostrożna, bo zbyt częste opowiadanie o waszych łóżkowych wyczynach niepotrzebnie zbuduje wokół twojego ukochanego erotyczną atmosferę. W konsekwencji niejedna przyjaciółka może spojrzeć na niego innym, łaskawszym okiem.

I nie ufaj bezgranicznie kobiecej dyskrecji. Zwłaszcza jeśli twoje przyjaciółki to jednocześnie żony kumpli twojego partnera! Nawet proszone o dyskrecję, mogą nie oprzeć się pokusie powtórzenia twoich rewelacji swoim mężom albo nawet palnąć jakieś głupstwo w obecności twojego ukochanego. Jak pewna kobieta, która po kilku drinkach żartem powiedziała do męża znajomej „o, samochód też masz malutki…”. Towarzystwo wybuchło śmiechem, a mąż obraził się śmiertelnie. Na żonę na długo, na jej przyjaciółkę na zawsze.

– Ujawnianie intymnych szczegółów na temat twojego związku i partnera bywa ryzykowne – mówi Anna Gawkowska. – W końcu jest to coś, co powinno być waszą prywatną sprawą i nie wykraczać poza próg sypialni. Zwłaszcza zdradzanie łóżkowych wpadek kochanka świadczy o nielojalności wobec niego. Dlatego zawsze z dużym wyczuciem opowiadaj o problemach, które nie dotyczą tylko ciebie samej.

W męskiej szatni

Kobiety, rozmawiając o seksie, zwykle mówią prawdę, bo w takich rozmowach poszukują bliskości. Są też przeważnie na tyle wstydliwe, że poruszają temat, kiedy naprawdę potrzebują pogadać. Mężczyźni odwrotnie: o seksie rozmawiają z łatwością. I jest to ich ulubione pole do głoszenia własnej chwały. Szczycą się ilością, różnorodnością i częstotliwością kontaktów seksualnych. Lubią być podziwiani i by im zazdroszczono. Często, by nie stracić w oczach kolegów, chcą się wykazywać osiągnięciami, nawet jeśli nie są prawdziwe. Trudniej też przychodzi im rozmawianie o problemach w łóżku. Mężczyzna prędzej pójdzie po leki do specjalisty, niż przyzna się kumplowi do swojej niemocy.

  1. Seks

Pierwszy seks po traumie. Rozmowa z psychoterapeutką Agnieszką Czapczyńską

Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Rana po doświadczeniu przemocy seksualnej boli długo. Gdy uda się ją względnie opatrzyć, pojawia się potrzeba zbudowania bezpiecznego związku. O tym, jak (i czy w ogóle) rozmawiać o dawnej traumie z nowym partnerem, mówi psychoterapeutka Agnieszka Czapczyńska.

Gwałt potrafi na bardzo długo zamknąć nas na jakąkolwiek bliskość z drugim człowiekiem. Po czym poznać, że jest się już gotową?
U osób, które przeżyły traumę gwałtu, pojawia się pewien rodzaj ambiwalencji: z jednej strony jest potrzeba bliskości, chęć posiadania związku, z drugiej strony występuje lęk. Jeśli reakcja awersyjna jest bardzo silna, to poziom lęku związany ze zbudowaniem nowej relacji jest bardzo wysoki.

Od wielu lat pracuję w grupie wsparcia kobiet doświadczających różnych form przemocy, nie tylko seksualnej, ale to właśnie w tej grupie jest najwięcej singielek. Kiedy lęk wygrywa, wybieramy bycie samą.

Samotność wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem, bo daje poczucie bezpieczeństwa. Jakie sygnały oprócz lęku i awersji mogą świadczyć o tym, że to wciąż otwarta rana?
Jeżeli po doświadczeniu przemocy seksualnej rozwinął się zespół stresu pourazowego, to rana zawsze jest otwarta i sama się nie zagoi. O PTSD możemy mówić jako o stałym rozregulowaniu układu nerwowego. Symptomami są: wspomniana reakcja awersyjna, stała reakcja czujności, autoagresywne myśli, których nie można zatrzymać, flashbacki, czyli wracające obrazy traumy, którym towarzyszą odczucia w ciele, jakby działo się to tu i teraz. Poza tym pojawia się dysregulacja cyklu snu, dysregulacja emocji – albo odcięcie od nich, albo zalewanie się nimi, oraz silnie obniżone poczucie własnej wartości. Kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, często nawet nie wiedzą, że mają PTSD. Ich stan jest diagnozowany jako depresja czy zaburzenia osobowości. Tymczasem źródłem wszystkiego jest trauma i właśnie zespół stresu pourazowego.

Statystyki mówią, że przy przemocy fizycznej, zwłaszcza tak drastycznej jak gwałt, PTSD rozwija się u 70–90 proc. kobiet. Dla porównania, w wyniku wypadków samochodowych – u 30 proc.

Rozumiem, że przy odpowiednim wsparciu rana może się zagoić?
Wierzę, że można się wyleczyć. Po doświadczeniu traumatycznym przez kilka tygodni występuje reakcja adaptacyjna. Układ nerwowy usiłuje dojść do równowagi po drastycznym przeciążeniu. To jest normalne i należy dać mu szansę. U części osób te symptomy z każdym tygodniem zaczynają słabnąć i w miarę upływu czasu powraca równowaga psychiczna. Natomiast jeśli symptomy utrzymują się dłużej, to oznacza, że układ autoregulacji nie dał rady i potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Nowoczesne metody terapii, takie jak EMDR, Somatic Experiencing, Brainspotting czy TRE rozładowują napięcie na poziomie układu nerwowego, czyli tam, gdzie nastąpiło główne zaburzenie. Stosuje się też pracę w nurcie behawioralno-poznawczym dopasowanym do pracy z traumą. Wszystkie te podejścia są skuteczne. To znaczy doprowadzają osobę do momentu, w którym zostaje pamięć doświadczenia, ale nie towarzyszy jej pobudzenie ani dyskomfort. Pozostaje wspomnienie, które nie wyrzuca z „tu i teraz”, nie powoduje silnych emocji i nie wpływa negatywnie na poczucie własnej wartości.

Warto pamiętać, że przy traumie na poziomie poznawczym budują się przekonania, które są bardzo negatywne i destrukcyjne, typu: „To moja wina”, „Mogłam się obronić”, „Jestem słaba”, „Świat nie jest bezpieczny”. Te przekonania były sposobem rozumienia sytuacji w momencie gwałtu, ale są w większości irracjonalne. Przez skuteczną terapię traumy rozumiem taką, która sprawia, że doświadczenie przestaje niszczyć i buduje potraumatyczną siłę. Kobieta wychodzi z poczuciem mocy i przekonaniem: „Przetrwałam, dałam radę”, „Zrobiłam wszystko, co mogłam, „Jestem OK taka, jaka jestem”.

Droga od „Mogłam się obronić” do „Zrobiłam wszystko, co mogłam” jest długa. Sam czas nigdy nie uleczy rany?
W przypadku traumy powiedzenie, że czas goi rany, jest mitem. Możemy się od niej odciąć, omijać szerokim łukiem, włączać różnego rodzaju mechanizmy obronne, które nas dysocjują, dzięki którym nie będziemy czuły jakiejś części siebie, ale prędzej czy później to się ujawni. Życie w zamrożeniu, odcięciu od swojego ciała jest dewastujące, ponieważ żyjemy kawałkiem siebie. Reszta jest odcięta. Nie mamy dostępu do emocji, czucia na głębokim poziomie, żyjemy jakby za szybą.

Czy w budowaniu nowej relacji ma znaczenie, kim dla ofiary był sprawca i kiedy doszło do przemocy seksualnej?
W mojej wieloletniej pracy tylko raz spotkałam się z przypadkiem gwałtu na ulicy. 99,9 procent przypadków przemocy seksualnej odbywa się w relacjach pozornie bezpiecznych. Sprawcami są znane ofiarom osoby, zaprzyjaźnione z nimi, które nawet jeśli znały je tylko kilka godzin, to zdążyły wzbudzić sympatię i zaufanie. Traumy seksualne, do których doszło w dzieciństwie, kiedy kształtowała się nasza tożsamość, mocniej wkraczają w całą strukturę osobowości, stają się bardziej wrośniętą, integralną częścią poczucia, kim jesteśmy. Jeżeli doświadczyłyśmy traumy w szóstym roku życia i od tego czasu lęk towarzyszy nam codziennie, to mając 35 lat, myślimy o sobie: „Jestem lękowa, taka się urodziłam”. Mamy taki obraz siebie, choć on nie jest prawdą.

Jak fałszywy obraz siebie wpływa na późniejsze budowanie relacji?
Jeśli dziewczynka wyrasta na kobietę, która ma poczucie bycia niewartościową, bo trauma zaniża poczucie własnej wartości – ma wysoki poziom lęku, silną reakcję unikania, nie jest w stanie być niezależna i samodzielna w różnych obszarach życia. Kobieta niewierząca w swoje siły łatwo znajdzie sobie opiekę partnera dominującego. Czasem to dobry wybór, czasem zwiększa ryzyko, że odtworzy sytuację przemocy w kolejnym związku. Może budować różne relacje zależnościowe i trudniej jej będzie się bronić.

Traumy różnią się nie tylko czasem powstania, ale też częstotliwością – czy były jednorazowe, czy wielorazowe. Z jednorazowym doświadczeniem traumatycznym, czyli na przykład gwałtem na randce, można uporać się szybciej. Terapie metodami, o których wspomniałam, polegają na rozładowaniu energetycznym w ciele trudnego doświadczenia i przynoszą bardzo szybko pożądane efekty na poziomie fizycznym i w sferze poznawczej, czyli w budowaniu pozytywnych przekonań na swój temat. Transformacja przez ciało jest dużo szybsza niż przez umysł i terapię narracyjną, może zamknąć się w 10–15 sesjach. Natomiast gwałt w małżeństwie nigdy nie jest jednorazowym doświadczeniem. To jest trauma złożona, proces leczenia jest długi, ponieważ doświadczenie miało czas wrosnąć w strukturę osobowości, myślenie o sobie, sposób funkcjonowania. Wzorzec utrwalał się przez lata.

Załóżmy, że kobieta po traumatycznych doświadczeniach jest gotowa na nowy związek. Czy powinna poinformować o nich nowego partnera?
Na pewno do niczego nie należy się zmuszać. Warto wyznać partnerowi prawdę z jednego powodu: jeśli nie będzie rozumiał pewnych naszych reakcji, może pomyśleć, że są one skierowane przeciwko niemu, co nie będzie służyło budowaniu więzi. Przypuśćmy, że w trakcie intymnego zbliżenia nagle wróci mi pamięć trudnego doświadczenia i zacznę płakać, stanę się agresywna albo cała zesztywnieję – dobrze by było, by partner, z którym jestem, rozumiał, co się ze mną dzieje. W przeciwnym razie może się przestraszyć i zachowywać obronnie. Z drugiej strony dzielenie się tak intymną i bardzo delikatną częścią siebie wymaga zaufania. Powinnyśmy mieć poczucie, że osoba, której to mówimy, nie wyśmieje nas, nie odwróci się na pięcie, nie przestraszy się, nie zminimalizuje problemu. W relacji potrzebujemy czuć się bezpiecznie, musimy wiedzieć, czy ta osoba jest godna zaufania i czy to jest właściwy moment. Uważam, że warto mówić o trudnej przeszłości, tylko trzeba to robić w bezpieczny dla siebie sposób.

Bezpieczny, czyli jaki? Jakich użyć słów? Jak rozpocząć rozmowę?
Każdy trudny temat w relacji warto jest poruszać w spokojnej atmosferze. Gdy jesteśmy w silnych emocjach, nie panujemy nad słowami, więc łatwo o zranienie. Poważne rozmowy wymagają maksymalnie bezpiecznej przestrzeni, warunków i czasu. Nie oczekiwałabym, że w trakcie jednej rozmowy powie się wszystko. Można dać znać, że miało się trudne doświadczenie i ono wpływa teraz na relację z partnerem. Można zacząć od ogólników. Jeśli poczujemy się bezpiecznie, zobaczymy, że to jest przyjęte we właściwy sposób, to możemy otworzyć się bardziej.

Co znaczy właściwy? Jakiej reakcji można się spodziewać?
Właściwa reakcja partnera to reakcja empatyczna. Może on doświadczyć mnóstwa emocji: smutku, żalu, poczucia winy, chociażby dlatego, że przynależy do gatunku sprawców. Może pojawić się poczucie wściekłości na sprawcę. Te reakcje są bardzo OK.

Niepokojącym sygnałem są oskarżenia typu: „To była twoja wina, po co tam szłaś”, deprecjonowanie: „Daj spokój, co tam będziesz wspominać, skoro to było lata temu”, wyśmiewanie: „Jesteś histeryczna, chodź, przytulimy się, to wszystko minie, ja cię uleczę”. Te reakcje nie są empatyczne. Ale nie oznaczają, że mężczyzna jest złym człowiekiem, możliwe, że nie ma pojęcia, jak wspierać partnerkę. Uważam, że partnerzy, którzy tworzą lub chcą stworzyć związek z kobietą, która przeżyła przemoc seksualną, mogliby o tym trochę poczytać. Polecam zwłaszcza książki „Obudźcie tygrysa” Petera Levine'a oraz „Strach ucieleśniony” Bessela van der Kolka. Albo jednorazową konsultację, żeby dowiedzieć się, jak mają wspierać swoją partnerkę.

Może pani w kilku zdaniach wypunktować, jak wspierać kogoś po takim wyznaniu?
Po pierwsze, empatycznie słuchać, nie komentować, nie podważać. Po drugie, spytać, w jaki sposób można jej towarzyszyć, czego od nas potrzebuje, zapewnić ją, że jesteśmy po jej stronie, mówiąc na przykład: „To nie była twoja wina”. Po trzecie, motywować ją do terapii.

Ile czasu partner może potrzebować na oswojenie się z informacją o takim kalibrze?
Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle jest w stanie pogodzić się do końca z tym doświadczeniem. Nie spodziewam się, że partnerowi będzie łatwo z tym żyć. Nieuleczona trauma ma taką właściwość, że przypomina nierozbrojoną bombę. Jest w nas, ciągle tyka i co jakiś czas wybucha w postaci intruzywnych myśli, przerażających wspomnień, zalewających uczuć lęku, smutku, złości. Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Więc nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, przyjmie do wiadomości i zrozumie, nie sądzę, by był w stanie stać się neutralny, ponieważ te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać.

A jeśli ucieknie po samym wyznaniu – warto walczyć o taki związek?
Zarówno zamrożenie i brak emocji, jak i silna reakcja emocjonalna na taką wiadomość są całkowicie normalne. Może zdarzyć się, że partner nie potrafi tego udźwignąć, pomieścić w sobie tej ilości bólu. Jeśli obie strony widzą, co się z nimi dzieje, i mają wolę rozmowy, walki o związek, to zawsze jest szansa na przetrwanie tego kryzysu. Gwałt to doświadczenie, w którym mężczyzna niszczy życie kobiety, ale też życie innych mężczyzn – brata, ojca, partnera, syna. Przechodzimy przez to razem, niezależnie od płci.

Jednak lęk przed tym, że on odejdzie, zwłaszcza na początku relacji, może być większy niż chęć wyznania…
Ale on może odejść także dlatego, że mu nie powiesz. Trudno jest wytrzymać z osobą, która przeszła traumę i utrzymuje to w tajemnicy. To doświadczenie niszczy relację. Gdy rozumiemy to, co się z nami dzieje, i zostaje to nazwane, przynajmniej jesteśmy świadomi przyczyny takiego zachowania i wiemy, co z tym możemy zrobić.

Pierwszy seks po takim wyznaniu może być pełen obaw z obu stron.
Terapia służy odklejeniu doświadczenia seksu od poczucia zagrożenia i ponownemu połączeniu go w naszym umyśle z przyjemnością, bliskością i radością. Na pewno kolejne zbliżenie będzie wymagać uważności, delikatności i uczenia się siebie na nowo. W miejscu, w jakim byłyśmy zranione, zawsze będziemy bardziej delikatne, ostrożne.

Po traumie mamy skłonność do dysocjacji, więc wszystkie praktyki, które ściągają uwagę do bycia w teraźniejszości i czucia w ciele, są dobre. Zachęcam do terapii i różnego rodzaju praktyk budujących obecność w ciele, połączenia body-mind, czyli medytacji mindfulness, dowolnych technik medytacyjnych, jogi czy tai-chi.

Może zdarzyć się tak, że opowiedzenie o traumie nie chce przejść przez gardło. Czy ktoś może nas w tym wyręczyć?
Jeśli trudno jest powiedzieć to wprost, szukajmy sposobów, żeby to stało się możliwe. Miałam takie przypadki, że partnerzy albo członkowie rodziny przychodzili na sesję wspólnie z moją pacjentką, żeby w obecności osoby neutralnej porozmawiać o doświadczeniu gwałtu. W moim odczuciu przynosiło to dobre efekty. Sama terapia traumy jest terapią indywidualną, nie zabieramy na nią towarzysza.

A czy mówić o gwałcie innym? Matka – córce, córka – matce?
Nie mówiłabym nastoletniej córce, ale dorosłej – być może tak. Po to, by zrozumiała, co się ze mną dzieje, albo żeby sama lepiej rozumiała swoje odczucia, bo czasem trauma jest raną transgeneracyjną, poczucie zagrożenia może się przenosić z pokolenia na pokolenie. Jeśli trauma dotyczy dziecka, zawsze trzeba powiedzieć bezpiecznemu dla siebie dorosłemu, na przykład mamie. Bo ktoś musi udzielić pomocy. U moich pacjentek, które były ofiarami gwałtu, a po stronie których stawała matka czy ojciec, często następowała spektakularna poprawa.

Czy taka rozmowa może być formą terapii dla kobiety? Czy przeciwnie, niechcący otworzy drzwi do nieprzepracowanych emocji?
Ujawnienie tajemnicy, o ile zostanie właściwie przyjęte przez otoczenie, zwykle daje dużo ulgi. Oczywiście może otworzyć pamięć starych doświadczeń i być równocześnie bolesne. Z drugiej strony potrzebujemy uwolnić swój ból, może nawet szczególnie ten, który nosimy latami. Stara rana otwiera się, płyną łzy - jest to nieprzyjemne, ale tak działają mechanizmy samoregulacji. Ciało jest mądre i próbuje pozbyć się wewnętrznego napięcia. Warto pamiętać, że emocje wracają nie dlatego, że jesteśmy „uszkodzone”, ale dlatego, że ciało chce uzdrowić się z traumy. Ona jest stałą częścią ludzkiego życia, była obecna zawsze i nasze ciało jest w pełni wyposażone w mechanizmy powrotu do zdrowia.

Agnieszka Czapczyńska, psychoterapeutka, superwizorka w obszarze przeciwdziałania przemocy IPZ PTP, prowadzi Ośrodek Rozwoju Osobistego i Psychoterapii „Radość Bycia”, www.radoscbycia.com.

  1. Seks

Brak seksu – jakie korzyści można czerpać z abstynencji seksualnej? Do czego kiedyś służyła?

Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
W świecie przepełnionym seksem zwyczaje, które każą z niego rezygnować, wydają się dziwactwem, bawią, budzą lęk. Okazuje się jednak, że abstynencja seksualna ma swój sens!

Bawi nas dziś stary zwyczaj tobiaszowych nocy związany z wiarą w demony. Inny, wcale nieprzebrzmiały, syndrom dziwki i madonny budzi protest lub zdziwienie. Trudno zrozumieć współczesnemu człowiekowi celibat, bo uważamy, że rezygnacja z seksu niczemu nie służy. Tymczasem okazuje się, że to, co postrzegamy jako naiwne, mogło przynosić korzyści, to, od czego się odżegnujemy, dotyczy często i nas, a to, co uważamy za zbędne, może mieć głęboki sens.

Tobiaszowe noce - brak seksu, który przynosi korzyści

Biblijny Tobiasz umknął gniewowi demona Asmodeusza, powstrzymując się od seksu ze swą żoną Sarą przez kilka nocy po ślubie (Asmodeusz uśmiercił wcześniej jej siedmiu mężów, którzy powstrzymać się nie zdołali). Tobiaszowe noce oznaczają seksualną wstrzemięźliwość praktykowaną przez młodych małżonków podczas nocy poślubnej lub przez kolejne noce – różnie w różnych kulturach. Chrześcijaństwo wysoko ceni erotyczną ascezę.

Synod w Kartaginie w 398 r. jako okres wstrzemięźliwości ustalił noc poślubną, lecz z czasem obyczaj objął trzy noce – przy czym każda z nich była poświęcona kolejnej postaci z religijnego panteonu: Chrystusowi, Matce Boskiej i św. Józefowi. Na przykład w mitologii germańskiej spotyka się przekonanie, że prawo do dziewictwa kobiety ma bóstwo i to ono powinno podczas poślubnej nocy posiąść ją i zapłodnić, a zatem mąż musi poczekać przynajmniej przez tę jedną noc.

W Estonii i Persji wierzono z kolei, że podczas kilku pierwszych nocy po ślubie mężczyzna jest zagrożony – zazdrosne demony mogą go zabić, ponieważ kobiecość wiązana była ze złymi siłami, które nie chciały dobrowolnie oddać swej własności. Zdarzało się więc, że małżeństwo zaczynało uprawiać seks sporo czasu po ślubie. Zwyczaj „opóźnionego seksu” znany był także w Indiach i innych krajach Dalekiego Wschodu, lecz tu nie łączono go z lękiem, ale raczej z możliwością oswojenia się małżonków ze sobą.

– To był doskonały pomysł – uważa Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. – Tym bardziej że małżeństwa były aranżowane i ślub zawierali ludzie, którzy nie mieli szans na wcześniejsze poznanie się. A kiedy dodatkowo kochankowie nie dysponują żadnym doświadczeniem, stosunek z reguły ma przebieg nieudany i jest dla obu stron rozczarowujący. Stopniowe oswajanie się partnerów ze sobą sprawia, że pojawia się między nimi więź, która złagodzi i osłodzi to rozczarowanie. Obcowanie bez seksu służyło stopniowemu budowaniu intymności, bliskości i zaufania, które sprawiało, że kobieta mniej bała się swego pierwszego razu.

W innych kulturach obyczaj nakazywał małżonkom leżeć obok siebie bez dotykania się i pieszczot. Czasem musieli kłaść między sobą coś, co ich rozdzielało, np. obnażony miecz. Ale nawet tak wstrzemięźliwa forma tobiaszowych nocy miała zdaniem psychologów swój sens. Służyła kumulacji napięcia seksualnego. Jeśli partnerzy muszą czekać, a potrzeba seksualna nie jest rozładowywana przez kolejne noce – rośnie. W efekcie, gdy już dojdzie do zbliżenia, będzie ono gwałtownym i niezapomnianym przeżyciem, nawet jeśli technicznie nie było majstersztykiem.

– Satysfakcja z seksu płynie nie tylko z faktu złapania króliczka, ale też pogoni za nim – mówi Platowska. – Tobiaszowe noce były rodzajem gonienia króliczka, dlatego gratyfikacja była potem większa.

Szacunek dla bóstwa, które ma prawo do dziewictwa kobiety czy poświęcanie kolejnych nocy świętym, nadawał małżeńskiemu seksowi specjalnego znaczenia.

– To połączenie ziemi z niebem, pierwiastka cielesnego z duchowym – tłumaczy psycholog. – Ofiara dla bóstw nadawała innego wymiaru współżyciu małżeńskiemu – zmieniała je ze zwykłej kopulacji w wydarzenie o duchowym wymiarze.

Abstynencja seksualna - triumf woli nad biologią

Celibat? Przed oczyma jawi się wizerunek kapłana w sutannie. Asceza – wyobraźnia przywołuje postać półnagiego jogina poskręcanego w dziwnej pozycji. I słusznie. Celibat, czyli bezżeństwo, rezygnacja z życia seksualnego, rzeczywiście jest częstym wymogiem stawianym wobec duchownych różnych formacji religijnych. Dotyczy księży katolickich, ale zobowiązani do niego byli też kapłani wielu innych wiar, np. wyżsi rangą mnisi i mniszki buddyjskie, westalki w starożytnym Rzymie, kapłani bogini Demeter, wróżbitki z Delf itp. Decyzję o życiu w czystości świadomie podejmowali też ludzie świeccy – w XIX w. prawie jedna trzecia ludności buddyjskiej żyła w celibacie – bardziej skupiona na życiu duchowym niż ziemskim poszukiwaniu przyjemności.

W wielu kulturach szamani i czarownicy decydowali się na czasową abstynencję seksualną, by wzmocnić dar przewidywania przyszłości albo wejść w lepszy kontakt ze światem duchowym; także w konfucjonizmie z okazji ważnych świąt zachowuje się do dziś wstrzemięźliwość płciową.

– Z życia płciowego rezygnowali przedstawiciele kultur, które większą wagę przykładały do spraw ducha niż spraw ciała – uważa Platowska. – Nie chcieli zaprzątać sobie głowy sprawami przyziemnymi, energię kierowali ku wyższym rejonom. Człowiek uprawiający seks jest rozbudzony i myśli o seksie, postrzega rzeczywistość pod kątem seksu: widzi miejsca, które mogłyby służyć uprawianiu seksu, jego wzrok przyciągają ozdabiające ciało detale. To, co nam chodzi po głowie, manifestuje się częściej w świecie zewnętrznym. Celibat i seksualna asceza to triumf woli nad biologią.

Nie zawsze abstynencja seksualna musi mieć związek z religią. Są takie chwile, kiedy rezygnacja z seksu wydaje się czymś naturalnym. Doświadczają tego ludzie, którzy są w coś zaangażowani całą duszą: tworzą, piszą, malują albo okrążają świat na jachcie. Kiedy ogarnia ich pasja, liczy się tylko ona, seks wypada poza krąg zainteresowań, znika reszta świata. Także wielu sportowców zachowuje wstrzemięźliwość płciową przed ważnymi rozgrywkami, by utrzymać koncentrację na tym, co w danym momencie najważniejsze.

– Ważna jest dobrowolność rezygnacji z seksu i świadomość tej decyzji – tłumaczy Platowska. – Jeśli seks jest tłumiony, może „wypłynąć” w najmniej odpowiednich monetach. Ale ktoś dobrowolnie wybierający celibat i świadomy, jakie są tego konsekwencje, może wykorzystać ascezę do swojego rozwoju. W kontekście religijnym można ją porównać z postem: wyrzeczenia czemuś służą, otwierają nasze wewnętrzne oko na sposób funkcjonowania świata i nas samych, pozwalając sięgać do głębi różnych zjawisk.

Ekonomia sprawiła, że w Polsce okresowo celibat praktykuje dziś wielu! Statystyki podają, że kilkaset tysięcy Polaków wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. Większość z nich zostawiła w kraju rodziny. Zarówno osoba, która wyjechała, jak i ta, która pozostała, decyduje się na życie w celibacie (oczywiście przy tym, że zakładamy wierność małżeńską).

Syndrom dziwki i madonny, a brak seksu w małżeństwie

Idealizowanie ukochanej osoby jest romantyczne i piękne, ale... do pewnych granic. Człowiek dotknięty syndromem dziwki i madonny przekracza te granice, idealizuje ukochaną do tego stopnia, że ją całkowicie odrealnia. Stawia na piedestale, wynosi na ołtarz, kocha, podziwia, wielbi i... nigdy jej nie dotknie. Mężczyzna nie chce i nie może podejść do niej na tyle blisko, by zobaczyć, że jest zwykłą śmiertelniczką.

– Syndrom dziwki i madonny sprawia, że człowiek dzieli kobiety na dwie kontrastowe kategorie: święte i ladacznice, madonny i dziwki – tłumaczy Platowska. – Z tymi pierwszymi seksu uprawiał nie będzie, bo są na to za czyste, idealne, święte. Co więcej, może się okazać, że bardzo kocha swoją wybrankę, ale w intymnej sytuacji nie będzie mieć erekcji. Z tymi drugimi będzie mógł się kochać, ale nie będzie ich szanował, nie będzie chciał takiej kobiety za stałą partnerkę.

Psychologowie uważają, że syndrom ten ma funkcję obronną: wymuszają go nieuświadomione lęki spowodowane przeżyciami z wczesnego dzieciństwa; przeżyciami, które otarły się o molestowanie seksualne lub inne emocjonalne nadużycia. Dotknięte nim osoby nie chcą łączyć bliskości emocjonalnej i seksualnej, unikają kontaktu z bolesnymi wspomnieniami.

– Taki człowiek deklaruje, że bardzo kocha żonę, ale rzadko lub bardzo rzadko z nią współżyje (czasem wcale), natomiast korzysta z usług prostytutek. Dla dotkniętego syndromem dziwki i madonny jest to jak najbardziej logiczne: nie potrafi postrzegać seksualnie osoby, z którą łączy go więź emocjonalna, ale bez większego trudu wchodzi w niezobowiązujące, oparte tylko na seksie przygody – tłumaczy psycholog.

Uważa, że seks jest czymś brudnym, raniącym i złym, nic więc dziwnego, że wierzy, że nie można uprawiać go z kimś kochanym, bo to go kala, obraża. Do seksu nadaje się tylko ktoś, kogo się nie ceni, nie szanuje i kim można gardzić. To klasyczny przypadek dotyczący pewnej grupy ludzi dotkniętych bolesnymi doświadczeniami. Ale cząstka syndromu dziwki i madonny, wyrażana w łagodniejszej formie, ujawnia się w wielu związkach. Nie dotyczy seksu w ogóle, lecz na przykład pewnych jego obszarów. Znakomitym przykładem jest postać grana przez Roberta De Niro w „Depresji gangstera”. W pewnym momencie wyznaje swojemu terapeucie, że wybiera się do burdelu, bo ma ochotę na seks oralny. Terapeuta pyta, dlaczego nie zrobi tego ze swoją żoną, na co De Niro z oburzeniem odpowiada: „Zwariowałeś? Przecież ona potem całuje moje dzieci!”.

– Wielu mężczyzn uważa, że pewnych rzeczy nie robi się z własną żoną – dodaje Platowska. – Nie dlatego, że ona odmawia np. seksu analnego czy oralnego. On jej tego nawet nie proponuje, bo takie zachowania seksualne z kobietą „szanowaną” nie mieszczą się w jego systemie wartości.

Izolowaniu się od kobiety, z którą się uprawia seks, sprzyja jeszcze jedno zjawisko: lęk kastracyjny. Taki pierwotny lęk od tysięcy lat budzi w mężczyźnie partnerka seksualnie wyzwolona i żyjąca w zgodzie ze swoimi potrzebami. Mężczyźni boją się, że przy takiej kobiecie stracą swoją męskość. Erotycznie wyzwolona kobieta budzi w nich niepewność, uosabia pierwotny mit o pochwie pochłaniającej członek. Nieskrępowana kobieca seksualność zagraża męskiej, zwłaszcza gdy facet ma niskie poczucie własnej wartości albo nie jest tak wyzwolony. A w naszych czasach – obyczajowych i społecznych przemian – o niepewnych swej roli i pozycji mężczyzn nietrudno…

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.

  1. Seks

Fantazje seksualne – czego o sobie nie wiemy?

Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Fantazjujemy o seksie. Wszyscy. To już nie jest tabu. Dziś zastanawiamy się raczej, czy wszystkie fantazje należy wcielać w życie. – A może niektóre lepiej pozostawić tylko w sferze marzeń, ale spróbować odczytać ich rzeczywisty przekaz – zastanawia się seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

Czy trzeba realizować seksualne fantazje, by poczuć się spełnioną jako kobieta?
Powiem zdecydowanie – na pewno nie wszystkie fantazje warto realizować, a już z pewnością nie należy robić tego dosłownie. I dotyczy to nawet tych marzeń, które wydają się całkiem niewinne. Jeden z moich klientów od dziesięciu lat fantazjował o… fryzjerkach. Wyobrażał sobie, że przychodzi do salonu, a tam miła pani ciepło się do niego uśmiecha, zaczyna go dotykać, masować – najpierw głowę, potem całe ciało. To była jego superfantazja, przy której onanizował się przez lata, kiedy był sam. Ale od trzech lat jest w stałym związku i kryzys w nim pojawił się właśnie z powodu owej fryzjerki. Partnerka wypytywała go bowiem tak długo, aż opowiedział, co mu chodzi po głowie. No i trafili do mnie, bo ona postanowiła urzeczywistnić jego fantazję! Pewnego dnia pojawiła się w drzwiach w kusym fryzjerskim fartuszku z nożyczkami w ręku. Jednak to kompletnie nie zadziałało, jej partner nie był ani trochę bardziej podniecony. Próbowała więc kolejny raz i kolejny…

Domyślam się, że nadal nic z tego?
Dokładnie tak. Zraniona uznała więc, że nie jest dla swojego partnera tak atrakcyjna i pociągająca jak fryzjerka z jego fantazji, choć nie miała do wyciągnięcia takiego wniosku żadnych podstaw, bo ich seks był udany. Bez fajerwerków, ale udany. Jednak to jej nie wystarczało. Próba realizowania jego fantazji doprowadziła do kłótni.

I zapewne ten mężczyzna wcale nie rozumiał dlaczego.
Nic nie rozumiał. Przecież wcześniej wszystko było między nimi w porządku. Czuł się więc zagubiony i oszukany, był zły, bo za szczerość spotkała go kara. Na kolejną sesję zaprosiłem więc tylko jego. I co się okazało? Przypomniał sobie, że przed dziesięcioma laty, kiedy był tuż po rozwodzie i czuł się bardzo samotny, trafił do salonu fryzjerskiego, w którym natknął się na wyjątkowo ciepłą, delikatną i bardzo czułą fryzjerkę. Przez 40 minut z pietyzmem przycinała jego włosy. Zrobiła mu też wspaniały masaż głowy. A on bardzo potrzebował czułego dotyku.

Czyli o ciepło, a nie o seks mu w tych fantazjach chodziło?
No właśnie! Fryzjerka była dla niego symbolem czułości, zainteresowania. Ale jego partnerka nie odkryła tego, co skrywała w sobie ta fantazja. Poszła za własną wizją tego, kim może być kobieta z salonu fryzjerskiego: kusicielką, wyuzdaną kochanką…

Zupełnie się ich fantazje rozminęły…
Fantazje partnera warto traktować jak tajemnicze wagony – nigdy nie wiadomo, co jest w nich ukryte. W wagonie do przewozu węgla można odnaleźć porcelanę. W cysternie, w której my przewozilibyśmy mleko, ktoś może przewozić zielony groszek. Tu bardzo łatwo o pomyłkę, błędną interpretację. Jak choćby w przypadku mojego innego klienta, który był przekonany, że skoro jego partnerka przyznała się do fantazji o Afrykaninie, to zapewne chodzi jej o wyjątkowo bogate męskie wyposażenie i supersprawność. Pomyślał nawet, że wie, skąd u jego partnerki taka fantazja. Pamiętał bowiem, że podczas wycieczki do Kenii zdarzyło jej się zapatrzyć na jednego z miejscowych mężczyzn. Dlatego przez kilka miesięcy wsmarowywał jakieś maści kupione w Internecie, które rzekomo miały wydłużyć jego członek. Kolejny pomysł, na jaki wpadł, to kupienie prezerwatyw w kolorze czarnym i specjalnych nakładek powiększających obwód członka. Jego żona zareagowała frustracją, bo za jej fantazjami kryło się tylko pragnienie, by ich seks był mniej przewidywalny. Afrykanin był dla niej symbolem zaskoczenia, różnorodności, dla niego – ogromnego męskiego przyrodzenia.

Kompleksy kazały mu w ten sposób zinterpretować fantazję partnerki?
Zapewne tak. Zdarza się też, że fantazje prowadzą do manipulowania partnerem. Miałem klienta, który chciał zdradzić żonę, ale nie potrafił się przełamać – tak po prostu zdecydować się na skok w bok – bo w gruncie rzeczy był monogamistą. Wymyślił więc, że podzieli się z partnerką swoją fantazją o swingowaniu. Potem namówił ją, by razem z nim poszła do klubu dla swingersów, a w końcu żeby to ona pierwsza zdradziła jego. To da mu prawo, by także dopuścić się zdrady! Długo przekonywał żonę, aż w końcu stało się! Kilka tygodni później trafił do mnie… z objawami stresu pourazowego. Za każdym razem, kiedy zamykał oczy, widział swoją partnerkę z tamtym mężczyzną. Realizowanie takiej fantazji jest jak wrzucenie granatu do pomieszczenia – nie wiadomo, kto przeżyje. Trzeba bardzo uważać.

Chyba podobnie trzeba uważać, kiedy mowa o fantazjach związanych z gwałtem. Czy kobiety opowiadają o nich swoim partnerom?
Czasem tak, co też zazwyczaj kończy się nieporozumieniem. Scenariusz po takim wyznaniu zazwyczaj wygląda mniej więcej tak: ona akurat gotuje obiad i nie jest w humorze, bo miała ciężki dzień w pracy. On zakrada się i zadziera jej sukienkę, by nagle uprawiać z nią seks. Penetrować. Ona jest wściekła, ma pretensje, bo czuła się zgwałcona. A on nic nie rozumie, przecież o to jej właśnie chodziło, tymczasem słyszy od partnerki, że wcale nie o to.

To czego ona chciała?!
Gwałt to tylko symbol. Ona chce, żeby on przejął inicjatywę, ale kiedy trafią do łóżka, do sypialni! Chce, żeby był męski, czyli stanowczy, dynamiczny, żeby wziął odpowiedzialność za seks, za klimat, za technikę, żeby ona mogła się poczuć swobodnie. A więc żeby działał z większą pewnością siebie, ale brał jednocześnie pod uwagę jej uczucia.

Są kobiety, które decydują się na operację powiększania piersi, gdy partner przyzna, że fantazjuje o kobietach z dużym biustem. Czy ich wysiłek ma jakiś sens?
Mężczyźni fantazjują o kobietach z wielkimi piersiami, bo te kojarzą im się z obfitością. Ale nie obfitością ciała, a obfitością czułości, zrozumienia. Czyli o kobietach, które są kochankami, ale też – jak mawia profesor Zbigniew Lew-Starowicz – mamami bis. Znowu więc nieporozumienie. Mam klientkę, która poszła tą błędną drogą interpretacji. Powiększyła sobie piersi, i to dwukrotnie, bo po pierwszej operacji on przyznał, że dalej fantazjuje o kobietach z jeszcze większym biustem. Jednak i to nie ożywiło ich związku. Tragizm tej sytuacji polega na tym, że zgłosiła się do mnie, kiedy wykonała już serię innych zabiegów. Pomyślała, że skoro jej partner ogląda pornografię, a tam kobiety mają wycięte wargi sromowe, żeby ich narządy wyglądały jak te u 16-latek, to ona także musi mieć takie. Ale i to nie zwiększyło częstotliwości uprawiania przez nich seksu. Więc znowu – jak aktorki w filmach porno – wybieliła sobie odbyt. Potem jeszcze zdecydowała się na ostrzyknięcie łechtaczki i punktu G kwasem hialuronowym.

Szaleństwo!
A problem leży zupełnie w innym miejscu. Ona jest jak lodowiec, ma charakter zadaniowy. A on potrzebuje kobiety ciepłej, czułej, opiekuńczej. On chciałby, żeby żona kokietowała – kusiła wzrokiem, gestem, słowem. A ona? Wbiega do mieszkania w stukających szpilkach i wydaje polecenia: „Seks o 21, wcześniej kolacja przy świecach, a teraz opowiedz, co się dziś działo!”. Tymczasem bliskość to ciepła i uważna rozmowa, a nie suche raportowanie, warto o tym pamiętać. Ono jest bardzo skuteczne w biznesie, ale w związku dla niektórych to katastrofa.

Czyli pod każdą fantazją, nawet tą o biuście, skrywa się jakiś „podspód”?
Tak. I ten „podspód” zwykle bardzo różni się u niej i u niego. I stąd ten ciągły zgrzyt, gdy decydują się dosłownie realizować swoje fantazje... Opowiem jeszcze o klientce, która powiedziała partnerowi, że fantazjuje o mężczyźnie, który potrafi uczynić seks bardziej lekkim i frywolnym. A on, jak to facet, naoglądał się komedii i komików klasy B i zaczął ją traktować jak młodszą siostrę. Wygłupiał się: wysypał ryż pod prześcieradło po jej stronie łóżka, innym razem pod jej jasiek podłożył prukającą poduszkę… Co ona na to? No, nie nabrała ochoty na seks! Chciała w łóżku lekkości i uśmiechu, a nie partnera z gimnazjum! Dlatego kiedy już decydujemy się opowiadać o swoich fantazjach, nie zostawiajmy partnerowi miejsca na domysły. Opatrzmy je solidnym komentarzem, bo tylko właściwie odczytane fantazje doprowadzą do spełnienia i radosnego przeżywania seksu, a nie do gabinetu seksuologa.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się