1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Polki w nocy - gorące czy oziębłe? Jakie jesteśmy? Odpowiada Katarzyna Miller

Polki w nocy - gorące czy oziębłe? Jakie jesteśmy? Odpowiada Katarzyna Miller

Według Katarzyny Miller kobiety lubiłyby seks, gdyby mężczyźni zadbali o to, aby czuły się adorowane. (Fot. iStock)
Według Katarzyny Miller kobiety lubiłyby seks, gdyby mężczyźni zadbali o to, aby czuły się adorowane. (Fot. iStock)
Wyzwolone czy konserwatywne? Gorące czy oziębłe? Jakie jesteśmy? W co wierzymy? Czego pragniemy? Zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Jakie jesteśmy? Czasem myślę, że hipokrytki z nas, bo jak zapytać o kochanków, to nie mamy. O zdrady – nie zdradzamy. O zadowolenie z seksu – jest! Ale kiedy padnie pytanie konkretne, dotyczące choćby liczby partnerów, to się wykręcamy: „Jak to policzyć? Jak było tylko raz, to nie ma chyba sensu?”.
Konserwatystki! Trochę hipokrytki też. Takie Polki są. I robiąc porządki, wmiatają pod dywan to, co nie pasuje do wizerunku grzecznej dziewczynki. A mamusia kazała być grzeczną! O niewygodnych kochankach więc czasem nie pamiętają i kiedy na przykład mówią, że nie sypiają z żonatymi, to czasem jednak dodają:  „Ten, no ale jego małżeństwo było tak złe, jakby wcale nie istniało”. Rzadko rozmawiają o seksie nawet z przyjaciółkami, bo się wstydzą… Młode kobiety są bardziej wyzwolone, ale myślę, że dopóty, dopóki singlują. Kiedy będzie ślub, dzieci i dom, to sporo ich pewnie wróci do polskiego wystroju sypialni i modelu miłości. Ale może nie będą miały żalu, że nie zaznały miłości zmysłowej. Będą już też więcej wiedziały o sobie, o swojej seksualności…

A czy Polki nadal wierzą w te piękne mity o miłości i seksie?
W tym właśnie tkwi problem, że wiele kobiet nadal w nie wierzy. Zwłaszcza w mit, że mężczyzna będzie kochał i wielbił każdego dnia i wciąż na nowo! Zawsze będzie blisko, odgadując życzenia swojej królowej, i otoczy ją czułością niby puchem anielskim. No, a kiedy tak nie jest, bo to niemożliwe, to kobiety obrażają się na mężczyznę – i na seks się obrażają! I tego seksu całkiem zaprzestają. Na złość i za karę. Przychodzą do mnie piękne i mądre kobiety przed czterdziestką i mówią, że zrezygnowały z bycia kochankami swoich mężów. Wczoraj była u mnie taka para i to on w końcu powiedział: „Bo żona wymówiła się z sypialni”. „Nie będzie już seksu”, poinformowała go. Próbował, namawiał, prosił, na nic. No to ugiął się, bo co miał zrobić.

Dlaczego wymówiła się z seksu? Z powodu tych mitów?
Wymówiła się, bo czuje się zawiedziona, bo on nie jest taki, jaki miał być. Ale takie mity i marzenia często zasłaniają realny problem. Kobieta mówi: „Ja go już nie chcę, bo on mi nie daje kwiatów i westchnień”. Ale kwiaty i westchnienia to tylko symbol. Mąż jest obojętny wobec jej erotycznej natury, bo albo jest pracoholikiem, albo jest uzależniony od pornografii. Ona o tym nie wie, ale czuje, że już go nie pociąga.

Coś jest nie tak, ale ona nie wie co?
Właśnie, dlatego nie można tego, czego pragną kobiety, lekceważyć, mówić, że to tylko pensjonarskie fantazje.

Skoro wiele kobiet mówi: „Już nie”, to może nie lubią seksu?
Kobiety lubiłyby seks, gdyby mężczyźni zadbali o to, żeby czuły się adorowane i upragnione. Już od momentu, kiedy przygotowują kolację czy kiedy oboje siedzą na kanapie i oglądają telewizję. Musnąć się, objąć, dotknąć, popatrzeć głębiej w oczy… To mógłby być świetny wstęp do namiętnej nocy. Sam seks też ma być nastrojowy. Gdyby mężczyzna długo się kobietą zajmował, nie spieszył do finału, ale patrzył na jej ciało, zachwycił się urodą. Mówił, że na niego działa, pobudzał najpierw jej fantazję – prawiąc miłe i leciutko pikantne słówka, żeby też z wolna i łagodnie rozbudzał jej ciało: był skupiony na tym, co ona odczuwa, co się z nią dzieje i czego pragnie. Pieścił, całował, smerał, dotykał, lizał… Oj, taki seks to byśmy wszystkie lubiły.

Polak w łóżku wypada na tróję minus?
Po co wszystkich oceniać tak samo? Ale teraz jest tak, że my i oni obchodzimy się dookoła z dużą nieufnością. Mężczyźni nas trochę przestali lubić i są na nas obrażeni za to, że my mamy coraz więcej własnego życia. A przecież to oni mieli dla nas i nas zdobywać. Zdobywać te boginie kobiecości, jakie w nas chcieli widzieć. No, to co mają robić? A my na nich narzekamy, bo oni czasem nie dają rady, i nawet bywa, że zapłaczą. Nam się to nie podoba! Chcemy końca patriarchatu, ale niecałego! A my same? W codziennej pogoni, żeby wyrobić się w pracy i w domu, nie znajdujemy przestrzeni na zadbanie o zmysłowość, na to, by pamiętać, że jesteśmy istotami seksualnymi…

Niezależne kobiety o seksie zapominają?
Kobiety nie dbają o to, by być istotami seksualnymi, nie pozwalają sobie poznawać swoich ciał. Niektóre ryzykują. Mam pacjentkę, która odchodzi od męża, chociaż wie, że będzie sama. Ale chce być uczciwa. Poznała mężczyznę, który okazał się naprawdę udanym kochankiem. Pomógł jej rozbudzić ciało, pokazał, jakie cudowności może czerpać z kobiecości. I jak ona już wie, ile może dostawać od mężczyzny, to męża nie chce. Poznała, kim jest jako zmysłowa i cielesna istota, i rozstaje się z mężczyzną, który co prawda pieniądze zarabiał, ale jej nie czuł…

Oj, wysoka cena za seks…
A może odwrotnie? Może wyższą cenę płacą te, które żyją bez fajnego seksu? U nas wciąż panuje tradycyjny model kobiecości – kobieta, czyli ta, która spełnia się, urządzając wszystkim życie. Od firanek w kuchni przez pilnowanie logistyki, żeby dzieci nie spóźniły się do szkoły, a potem na korki i do dentysty. Trudno mi kobiety nauczyć, że potrzebna im śluza między pracą a domem. Przerwa na oddech. Bo jeśli pracują zawodowo, to biegną z pracy, gdzie mają zadania do wykonania, do domu, gdzie znów są zadania. Dom to dla nich kolejna robota. I seks z mężem bywa kolejnym zadaniem. A że jest na samym końcu listy, bo już w nocy, to one po prostu nie mają siły. I te, które pytałam, czy im się opłaca życie bez seksu, mówią: „Opłaca bardziej niż życie z seksem jako kolejnym zadaniem”.

Wystarczy się więc wyspać? Więcej afrodyzjaków nie trzeba?
Dom ma być dla kobiety, nie tylko dla mężczyzny czy dla dzieci. Ma być miejscem, gdzie może odpocząć. Gdzie może sobie poleżeć i popatrzeć w sufit, poczytać książkę, przekartkować kolorowy magazyn… A gdy dzieci wrócą ze szkoły i angielskiego, to ma się z nimi pobawić na dywanie... Dopiero gdy ona poleży, to sobie przypomni, że ma ciało i że to ciało może jej dostarczyć przyjemności. I wtedy jej się zachce seksu. Jej ciało będzie miało dość siły, by stać się wehikułem rozkoszy. Ale póki jest jak wół roboczy, to nawet nie wie, jaki ma temperament.

Odkrywamy minusy emancypacji?
No nie! Ale kobiecie też często po prostu brak motywacji, bo jej partner się nie stara w łóżku. Kiedyś mówił takie czułe słówka, jakie chciała usłyszeć. A teraz? Milczy i siedzi na Facebooku. No i ona już nie czuje się jego królową. A chce się czuć! Więc się na niego obraża. I na seks! A! To on strzela focha. No i mamy pat domowy. Czasem – powiem coś niepopularnego – sytuację ratuje pojawienie się kochanka. Kochanek ją widzi, zachwyca się każdym paluszkiem… No i kobieta znowu czuje się królową.

Namawiasz do zdrady? Do rozstania z erotycznym leniem?
Do niczego nie namawiam, ale też wiem, że kobiety kochanków miewają. Podobnie jak mężczyźni kochanki. I czasami kochanek sprawia, że mąż się nagle ogarnia: „Moja kobieta jest atrakcyjna dla innego” – i dla niego staje się sexy. Żona o niego już wtedy nie zabiega, a to budzi w nim myśliwego i podsyca erotyczne napięcie w chłodnym związku. Rodzi się rywalizacja: „Jak to?! To ona jemu daje siebie, a mnie nie?”. Jeśli oboje skorzystają z tej lekcji, może dzięki pomocy terapeuty coś przerobią, to uda im się być bardziej szczęśliwymi także w sypialni.

To dość ryzykowna teza. Ilu mężczyzn tak zareaguje na zdradę partnerki? Zdrada to chyba coś więcej niż tylko seks?
To zależy, jak się ludzie umówią i jak czują. Dla jednych związek i miłość to przede wszystkim namiętność, dla innych porozumienie dusz. Więc zdrada nie musi rujnować związku, chyba że ludzie tak się umówili, że będą sobie wierni. O! To trzeba się tego trzymać! Bywa też, że mężczyźnie łatwiej zaakceptować zdradę żony niż jej zaakceptować jego skok w bok. Bo dla niego to tylko seks. Częściej kobiety uznają kochankę za powód do rozwodu. Zdarza się, że zdrady kończą relacje, ale nie zawsze, bo też warto pamiętać, że zdrada to zazwyczaj efekt działań obu stron, a raczej zaniedbania z obu stron.

A seks tylko z miłości to chyba już niejedyna opcja?
Wszystkie kobiety, nawet te, które są kochankami, robią wielkie oczy, kiedy mówię na wykładach, że „nie tylko z miłości”. „Jak to?”, dziwią się, bo  mamusia mówiła, że tylko! I tu jest niebezpieczeństwo – tak bardzo w to wierzymy, że kiedy hormony nas wpędzą do łóżka jakiegoś mężczyzny, to od razu wmawiamy sobie, że to musi być wielka miłość. Przecież nie jesteśmy puszczalskie, więc na pewno kochamy tego samca. No to ja życzę szczęścia! Mężczyźni oddzielają seks od miłości. A my mamy dużą łatwość zakochiwania się w mężczyznach, którzy nas pieszczą i szepczą do uszka czułe słówka. No, a potem bywamy rozczarowane. Seks to seks. Randka to randka. A życie, takie na co dzień – z zakupami i katarem – to co innego. On jest czyściutki i pachnący, i zapatrzony w ciebie? Ale to żona go oprała i to ona znosi jego humory i nerwy nadwyrężone w pracy…

To jakiego seksu chce Polka, dodam – wyspana?
Ładnego, smacznego chce seksu, żeby on gorąco patrzył i nie pytał: „Czy ci dobrze?”, tylko robił tak, żeby było dobrze. Może fantazjują dziewczyny o gwałtownym seksie, ale to dlatego, że taka jest męska wyobraźnia i ona dominuje w obrazowej warstwie naszej kultury. A kobiety, które nie znają siebie, dostosowują się do męskich potrzeb. W większości wypadków rozglądają się za mężczyzną, a nie za seksem, a to duża różnica. Bo jaki on lubi seks, taki ona będzie miała. No, najwyżej powie: „Już w ogóle nie”. Kobiety nadal wolą udawać orgazm niż powiedzieć, żeby on inaczej to robił. Może jest trochę lepiej, bo dziewczyny zaczynają sobie zdawać sprawę ze swojej seksualności. Najlepiej jednak mają te, które nie myślą o przyszłości, nie zamierzają mieć stałych związków, bo albo właśnie się rozstały i mają dość, albo mogą szukać w seksie tylko przyjemności. Są rozluźnione, skupione na sobie, nie na zadowalaniu partnera, ale na tym, co im samym dają zmysły. Inteligencja seksualna to wiedza i znajomość swojego seksualnego „ja”. A mało która kobieta je zna. I to nasza lekcja do odrobienia. Lekcja dla nas to także dać prawo naszym córkom, by poznały siebie.

Pornografia, portale randkowe coś zmieniają?
Zmieniły tyle, że kobiety także tam zaczęły szukać  partnerów. Ale czy to po naszemu, po kobiecemu się odbywa? Nie wiem… Będzie tak, kiedy powstaną kobiece portale randkowe, kobiece filmy erotyczne, kobieca pornografia. Nowe medium, samo w sobie, niewiele zmieniło. Wzmacnia męski, instrumentalny punkt widzenia na seksualność także kobiecą. Wmawia nam, że nasza też taka jest. Nie jest. Kobiece portale czy porno byłyby uważne na uczucia, na relacje, i to nie tylko te seksualne. Bohaterką porno byłaby kobieta z całym jej wewnętrznym bogactwem odczuć i potrzeb, a nie tylko z pożądaniem czy pragnieniem oddania się. Film miałby akcję, a meżczyźni musieliby o kobiety zabiegać, starać się o ich satysfakcję, a nie po prostu brać. Seks stałby się więc bogaty w pieszczoty i pełen czułości, a nie tylko haratanki. Dziś  takiej wizji kobiecej seksualności łatwo nie znajdziemy, jeśli w ogóle. Mamy jednak coś, od czego możemy zacząć bronić się przed męską wizją kobiecości, tym czymś są szczere rozmowy z przyjaciółkami. Także w mediach. Razem możemy pomóc sobie odkryć naszą seksualność.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

W łóżku bez fajerwerków. O tym, jak zapracować na udany seks, mówi Alicja Długołęcka, edukatorka seksualna

Jak dbać o swoją seksualność, żeby pozbyć się erotycznych rozczarowań? (Fot. iStock)
Jak dbać o swoją seksualność, żeby pozbyć się erotycznych rozczarowań? (Fot. iStock)
Udany seks jest ziemski, nie z kosmosu. I szczery, ale w sposób życzliwy, ciepły, oparty na komunikacie „ja“. Fajerwerki nie są regułą, ale jak fajnie, że się czasem zdarzają. Nasze życie nie musi kręcić się wokół seksu, ale warto, by był jego częścią – tłumaczy edukatorka seksualna Alicja Długołęcka.

Według wschodniej tradycji seks to świętość, wręcz duchowe przeżycie. Ale też radość, czerpanie i dawanie przyjemności. Im bardziej na zachód, tym różniej jest postrzegany – jako obowiązek małżeński, droga do posiadania potomstwa, element dbania o siebie, a także dodawania sobie wartości. Czy seks jest tak wielowymiarowy, czy może o wiele prostszy niż myślimy? A może jest wszystkim tym po trochu? Czy nasz stosunek do niego mówi więcej o naszych potrzebach czy brakach ? – Przez lata byliśmy uczeni, że seks to coś, co przypływa do nas wraz z miłością, pierwszym zakochaniem, coś cudownego, co dzieje się samo, taka wspólnota dusz i ciał – tłumaczy dr Alicja Długołecka.

– Taką ideę wdrukowała nam kultura, wychowanie, religia, ale też sposób opisywania swojej seksualności przez poprzednie pokolenia. Tyle że zwykle towarzyszył im brak wiedzy na temat seksu oraz słabe kompetencje komunikacyjne. Jeśli dodamy do tego sporą domieszkę wstydu, poczucia winy i stereotyp, który głosi, że kobieta ma być wierna bez względu na to, co się dzieje w relacji, i jest skazana na to, co zainicjuje partner – to trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia, by coś dobrego w sferze seksualnej się wydarzyło. W konsekwencji osoby w średnim wieku, do których i ja się zaliczam, zderzają się dzisiaj z efektem swoistego rozdwojenia. Nauczono nas oczekiwać seksu kosmicznego, a dostajemy seks ziemski. Ale cóż, taki właśnie jest. Na szczęście wiele zależy od tego, co z nim zrobimy.

Alicja Długołęcka przyznaje, że ma dużo pacjentek, które są zawiedzione tym, jak potoczyło się ich życie seksualne. – Często przychodzą do mnie wtedy, gdy mają kochanka, i są rozdarte. Chciałyby mieć więcej przyjemności i kompetencji, rozleglejszą wiedzę – uważają, że dużo im w życiu umknęło. Coraz częściej pojawiają się kobiety, które są w trakcie rozwodu i właśnie zdały sobie sprawę z tego, że przez lata uprawiały seks, z którego nie były zadowolone - mówi Długołęcka.

- Z drugiej strony sporą grupę stanowią kobiety, które nie chcą odejść od swoich mężów czy partnerów. Często byli swoimi pierwszymi i jedynymi kochankami. Czasem partner już je zdradza, a one jego nie. Nieraz nie wiedzą, czy ten związek da się jeszcze rewitalizować, czy może trzeba się pogodzić, że seksu już nie będzie i lepiej postawić na przyjaźń. To, co mnie bardzo boli, to grupa młodych kobiet, koło 30., po jednym lub dwóch porodach, które na poziomie psychosomatycznym mają ogromną niechęć do seksu. Czyli było fajnie, ale od czasu ciąży coś się popsuło. Coraz bardziej zamykają się fizycznie na seks, mają dolegliwości typu wulwodynia (bolesność narządów płciowych), pochwica (niemożność odbycia stosunku) czy obniżenie libido. Zderzenie nierealnych oczekiwań z rzeczywistością i przekonanie, że jeśli jest uczucie, "to wszystko się ułoży" - daje właśnie taki efekt - tłumaczy ekspertka.

Sprowadzeni na ziemię

Jaki zatem powinien być seks, żeby nas satysfakcjonował? – To trochę jak ze zjawiskiem zakochania. Czujemy się wspaniale, kiedy się zakochamy, i to naturalne, że idealizujemy wtedy drugą osobę, ale taki stan nie może trwać wiecznie. Prawdziwa miłość jest inna. Podobnie z seksem - porównuje dr Długołęcka. - Fajnie zaznać komunii ciał i dusz, jednak prawdziwy seks to nie wieczna erupcja wulkanu. Żyjemy z realnymi ludźmi, którzy są cudowni, lecz mają też wiele cech czy zachowań, które niekoniecznie są wadami, ale też nie wprowadzają nas w stan totalnego zachwytu. Zachwyt jest efektem trafienia w stan totalnego zachwytu. Zachwyt jest efektem trafienia w nasze potrzeby, czyli: najbardziej podoba nam się to, co jest z nami zgodne. Zakochanie takie właśnie jest, dość egoistyczne, trzeba przyznać. Tymczasem kiedy kochamy, bierzemy człowieka takim, jaki jest, a nie takim, jaki chcielibyśmy by był.

Jeśli wyobrażasz sobie, że seks to trzęsienie ziemi, i tak zawsze ma być - to się rozczarujesz. Super, jeśli ziemia kilka razy się zatrzęsie, w dodatku doświadczysz tego z człowiekiem, który ma być na całe życie, ale to jest coś, co bywa, a nie jest na stałe. Takie doświadczenia graniczne powodują, że otwieramy się psychicznie i fizycznie na drugiego człowieka, ale nie ma sensu oczekiwać, że tak będzie non stop.

Błędne wyobrażenia na temat seksu dotyczą tylko tego, że zawsze ma być kosmicznie, ale też tego, że kobieta ma czekać na rozkosz, a mężczyzna ma wiedzieć, jak ją wywołać. Do tego dochodzi brak dobrego kontaktu z własnym ciałem, czego też nie jesteśmy uczeni. A jak zauważa ekspertka, nie ma pracy z seksualnością bez pracy z ciałem. Ona sprowadza nas na ziemię. - Seks jest wielką wartością, ale ta wartość wynika z nas, jest naszą częścią, dlatego dobrze, żeby była pozbawiona poczucia wstydu czy winy - tłumaczy dr Długołęcka. - Na pewnym etapie otwarcia się na siebie możemy powiedzieć: "Tak, jestem istotą seksualną i odczuwam podniecenie. To mi się w seksie podoba, a to nie. Mogę czegoś chcieć lub nie, i to jest całkowicie OK. Zmieniam się i moje potrzeby się zmieniają. Umiem o tym opowiedzieć sobie samej, ale też ludziom, z którymi wchodzę w intymne relacje".

Ciało nie kłamie

W seksie często wszystko zaczyna się psuć od pierwszego zaniechania, przemilczenia, ukrycia prawdy o swoich odczuciach. Od tego pierwszego razu, kiedy udasz, że jest ci dobrze. - W ten sposób oszukujesz siebie i partnera, bo on nie wie, że nie sprawia ci przyjemności. A skoro już raz powiedziałaś, że coś jest OK, to nie możesz nagle stwierdzić, że jednak nie jest OK, więc brniesz dalej, wzmacniając i utrwalając błędne zachowanie u partnera. I nie wiadomo właściwie, kiedy się z tego wycofać - wyjaśnia dr Długołęcka.

-Mówimy tu o kobiecej perspektywie, ale tak samo wygląda to z męskiej. Jedno myśli, co drugie myśli, ale tak naprawdę nie wie. To niedomówienie się powiększa, ludzie się od siebie oddalają. Poza tym zmuszając się do niechcianych zachowań, powodujemy napięcia w ciele, które prowadzą do unikania bliskości w ogóle. Tak się tworzą zaburzenia seksualne i dysfunkcje. Seks, w którym zamieszkało zaniechani, jest tym rodzajem seksu, który może prowadzić do rozpadu całkiem fajnych relacji. Nie chodzi mi nawet o kłamstwo intencjonalne, przecież najczęściej nie mówimy prawdy, bo się wstydzimy, lub nie chcemy zrobić przykrości drugiej osobie.

Czyli udany seks jest ziemski, nie z kosmosu, i szczery. Ale szczery w sposób życzliwy, ciepły, oparty na komunikacie "ja". Nie: "ty czegoś nie robisz albo coś robisz", tylko "uwielbiam to, pragnę tego, potrzebuję" czy: "ja mam problem, ja się wstydzę, ja czuję się skrępowana". - Szczerość to powiedzenie komuś, że mamy jakąś tęsknotę, pragnienie albo że jest we mnie jakaś bariera, ale nie umiem jej jeszcze nazwać - mówi Alicja Długołęcka. - Że jest jakaś część mnie, z którą muszę dojść do porozumienia, ale sama, i nie chcę o tym nikomu na razie opowiadać. Jak już się z tym uporam, to wyjaśnię, ale byłabym wdzięczna gdybyś ty, jako partner mi w tym pomógł i gdybyśmy etapami nad tym pracowali.

Taka praca nie tylko zbliża partnerów, lecz bardzo często uzdrawia także inne obszary naszego życia. - Seks to relacja intymna, czyli wyjątkowa i bardzo terapeutyczna. Ciało wysyła wiele ważnych sygnałów, dlatego lubię z nim pracować - mówi ekspertka. - Seks jest oparty na bliskości i zaufaniu, dlatego jeśli ich brak między ludźmi, w tej sferze od razu będzie to zauważalne. Ale w seksie ujawniają się też nasze lęki i napięcia, i tu również mogą być ukojone.

Bezcenna wiedza o sobie

Nawet jeśli kobieta odkrywa przyjemność w relacji przypadkowej, której nie chce kontynuować, i nawet jeśli jej żałuje, to dzięki temu doświadczeniu może odkryć wiele rzeczy o sobie. - Wyobraźmy sobie, że kobieta jest w stałym związku i nagle ląduje w łóżku z kimś, o kim wie, że nigdy nie będzie chciała z nim być, ale w sensie erotycznym wydarza się między nimi coś niesamowitego, coś, czego oboje nie rozumieją - podaje przykład ekspertka. - To wcale nie oznacza, że ona ma od razu pakować walizkę i iść w świat, bo ani z jednym, ani z drugim nie jest w stanie być szczęśliwa - to jedynie informacja o niej samej. Otóż ten człowiek dotknął w niej jakiejś ważnej potrzeby i może - jeśli chciałaby pozostać w związku z partnerem, z którym jest i którego kocha - należałoby żyć w prawdzie i powiedzieć mu o tym, co odkryła. Nie o zdradzie, ale o tym, czego o sobie się dowiedziała. Chciałabym być dobrze zrozumiana: do takich odkryć nie dochodzi jedynie w trakcie romansu, często jest to rezultat wejrzenia w siebie, zmiany w życiu, emocjonalnego impulsu, skontaktowania się ze swoimi potrzebami, własnym erotyzmem.

Bo w związku, czyli także w seksie, trzeba co jakiś czas aktualizować informacje o sobie - wszyscy się przecież zmieniamy. I im bardziej od serca powiemy, na czym polega ta zmiana, to tym bardziej będzie to wartościowe dla związku i dla relacji seksualnej. I na odwrót, zmiany w innych sferach też przekładają się na jakość seksu. To, że on się od ciebie oddala, wcale nie musi oznaczać, że go już nie pociągasz, tylko że na przykład obawia się utraty pracy, ma spadek nastroju albo czuje się gorzej fizycznie.

Jak pracować nad seksualnością?

-Pierwszym krokiem, zwłaszcza dla kobiety, jest to, by pomyśleć tylko o sobie, dać sobie odrobinę przestrzeni w ciągu dnia, kiedy własna seksualność będzie ważna - mówi dr Alicja Długołęcka. - Nie jest tak, że mamy czuć się pożądane wyłącznie wtedy, kiedy partner nas skomplementuje albo ktoś na ulicy się za nami odwróci i popatrzy z uznaniem, nie - seksualność jest wewnątrz nas. Warto to źródło znaleźć i nauczyć się je karmić.

Co to znaczy? Że robimy kolejny krok - w stronę własnej wyobraźni. Każdego co innego rozbudza, ale to nasza jednostkowa i niepowtarzalna wyobraźnia porusza ciało - w ten sposób możemy się z nim skontaktować i dopiero wtedy poprzez ciało pracować nad seksualnością. Trzeci krok to podarowanie sobie realnego czasu na to, co zmysłowe i pobudzające. Praca nad swoją seksualnością to tak naprawdę praca nad odbieraniem życia wszystkimi zmysłami. Nie tylko dawaniem i obdarzaniem, ale też przyjmowaniem, chłonięciem.

-Bądźmy wdzięczni naszemu ciału za to, że jest sensualne, czyli seksualne, bo dzięki niemu, ale i poprzez nie przeżywamy najcudowniejsze momenty, które wiążą się z przeżywanie świata, a więc także relacji z innymi ludźmi - mówi dr Alicja Długołęcka.

Dr n. hum. ALicja Długołęcka: pedagożka i edukatorka seksualna. Wykładowca na Wydziale Rehabilitacji w Warszawie, gdzie prowadzi zajęcia z psychosomatyki i rehabilitacji seksualnej. Wykładowca na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego na Uniwersytecie Warszawskim.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Wielkie kochanice. Kim były? Jaką miały wiedzę o mężczyznach?

Francois Boucher, Madame de Pompadour (Jeanne-Antoinette Poisson; 1721-1764) – markiza, metresa króla Francji Ludwika XV. Organizatorka rautów i balów na dworze królewskim w Wersalu, protektorka artystów, pisarzy i filozofów (fot. BEW)
Francois Boucher, Madame de Pompadour (Jeanne-Antoinette Poisson; 1721-1764) – markiza, metresa króla Francji Ludwika XV. Organizatorka rautów i balów na dworze królewskim w Wersalu, protektorka artystów, pisarzy i filozofów (fot. BEW)
Kleopatra, Katarzyna Wielka, madame de Pompadour, madame Récamier... Potrafiły zauroczyć mężczyzn, ale były nie tylko kochankami. Kobiety, którym udało się przebić do podręczników historii, były wybitnymi znawczyniami ludzkiej duszy. Czego możemy się od nich nauczyć? - wyjaśnia psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Zacznijmy od Kleopatry. Była jedną z najlepiej wykształconych kobiet swoich czasów. Miła w obejściu, wręcz ujmująca. Ale, jak pisze Plutarch, urodziwa nie była.
Kobieta, dla której mężczyźni tracą głowę, nie musi się wszystkim podobać. Ale powinna emanować czymś szczególnym. Uroda dla mądrych ludzi nie jest kwestią rysów twarzy czy młodości. Ale tego, co promieniuje z wnętrza człowieka. Jak kobieta ma błysk w oku, żywe ruchy, jest ciekawa świata, ma coś do zrobienia w życiu, to jest ujmująca. I o wielu znanych kobietach mówiono, że ujmowały wiedzą, wdziękiem.

Madame Récamier na portrecie pędzla Davida ma małe oczy i długi nos...
I dlatego nie ma się co przejmować, jeśli nie wyglądamy jak modelka. Zez, trochę krzywy nos czy nogi – to nawet może być nasz feblik, czyli coś, co bierze. Wielkie kochanice były przede wszystkim żywymi osobami. Traktowały siebie jak bohaterki swojego życia. Przeżywały prawdziwe emocje, znały swoje potrzeby i miały plany. Zdobywały mężczyzn nie tylko seksualnością, lecz także umiejętnością rozmowy o tym, co ich interesowało. Tajemnica tkwiła w tym, że wnosiły w relacje z mężczyznami dokładnie to, czego oni potrzebowali, marzenie o idealnej kobiecie, czyli kochance-przyjacielu.

Kleopatra z Juliuszem Cezarem grała w kości, jeździła na polowania. Z Markiem Aureliuszem chodziła w nocy po mieście przebrana za służącą, piła i bawiła się.
Przy kobiecie, która w pełni jest człowiekiem, bo ma rozwinięty nie tylko kobiecy, ale i męski aspekt osobowości, mężczyzna nie musi być nadmiernie męski. Może stawać się ludzki. Rozwijać wrażliwość, czułość, opiekuńczość. A Kleopatra, podobnie jak inne kochanice, musiała dysponować na równi intuicją i rozumem. Przeżywać prawdziwe uczucia, ale też nad nimi panować. Trzeba tu wspomnieć o królowej Elżbiecie, która właśnie panując nad emocjami, stworzyła kwitnące państwo. Umiała siebie powściągać, choć jej ojciec Henryk VIII był seksoholikiem i mordercą. I to ona wydźwignęła swój kraj.

Czyli panowania nad emocjami warto się uczyć.
Wielkie kobiety wiedzą, czego chcą i jak to osiągnąć. Potrafią opanować to, co się nazywa kobiecą emocjonalnością i co zwykle przeszkadza nam zrealizować plany. Pracując z kobietami, często podkreślam: Macie cudowny dostęp do uczuć. Ale więcej myślcie! Zastanawiajcie się, jak osiągnąć cel. Korzystajcie z doświadczeń. Myślcie o tym, co czujecie i dlaczego właśnie to, zamiast ślepo ulegać emocjom. Zastanówcie się też: kim jest ten mężczyzna? A nie tylko: czego ja od niego chcę? Zakochanie sprawia, że nie widzimy człowieka, tylko nasze wyobrażenie o nim. Ale mądre kobiety, nawet kiedy są zakochane, widzą, jaki naprawdę jest ten, którego kochają. Tymczasem my pozwalamy, by sterowały nami uczucia: kiedy mężczyzna przynosi kwiaty, jesteśmy szczęśliwe. Spóźnia się – martwimy się. Uśmiecha się – żyjemy! Odwraca – znikamy. Takie kobiety nazywa się kobiecymi, ale one rezygnują z wpływu na swoje życie. A mężczyźni i tak tracą głowę dla tych, które im imponują. Dla kochanic.

Plutarch pisał, że Kleopatra potrafiła pochlebstwami uwieść każdego. Czy była wielką manipulantką?
Często mówię kobietom: „wasi mężczyźni potrzebują zachwytu, tak jak i wy. Chcą, żeby mówić im miłe, ale prawdziwe rzeczy”. W sztuce „Apollo z Bellac” narrator poucza bohaterkę, że każdy mężczyzna uwierzy w to, że jest piękny. Ja myślę, że uwierzy w to, że się podoba. A mądra kobieta potrafi dostrzec jego mocne strony. Zrozumieć też, czego on się boi, czego pragnie. Dlatego on czuje się w jej towarzystwie luksusowo.

Ale czy to uczciwe?
A czemu ma być nieuczciwe wspieranie tego, co w mężczyźnie dobre? Każdy coś takiego ma. Kiedy słyszę: „Mój mąż akurat nie”, mówię: „To niemożliwe, gdyby miał tylko wady, nie byłabyś z nim”. No, ale kiedy kobieta odkryje, że jednak jej mąż ma jakieś zalety, to znów dziwi się: „To ja jeszcze mam pracować i nad tym, żeby on czuł się dobrze!?”. No tak! Bo po pierwsze: ktoś musi zacząć. A po drugie: jak on będzie się czuł dobrze, to ty też, bo najprawdopodobniej będzie dla ciebie milszy.

Wielkie kochanice potrafiły osiągać swoje cele, panując nad emocjami. Czy tylko dzięki temu były niezwykłe?
Miały poczucie wpływu na swoje życie. Potrafiły poczekać na to, czego chciały. Postarać się. Dostrzec związek między swoimi działaniami a tym, czy uda im się zdobyć to, czego pragną. Wiedziały, że niekoniecznie musi im się udać, ale że warto zrobić to, co możliwe, żeby się udało. Tymczasem wiele kobiet myśli, że one nic nie mogą, że wszystko zależy od mężczyzny. Jeśli on nie kocha, to koniec. Kochanice wiedziały, że warto zrobić coś, żeby jednak pokochał. Potrafiły planować: „najpierw poznam go, zaciekawię i już będę trochę bliżej celu”. Były cierpliwe i skupione na realizacji swoich zamierzeń, gdy tymczasem wiele kobiet tego nie potrafi – od dziecka jesteśmy uczone godzić się na to, co los nam przyniesie.

Kobiety, które walczą o miłość, są przedstawiane jako czarne charaktery. Bo o miłość się nie walczy. Ona przychodzi, mówiąc metaforycznie: jak tchnienie anioła.
Nie anioła, tylko mężczyzny. Bo jak on pokocha, to jest miłość. Jak nie, to nie ma. Tak czuje większość kobiet. A to, że kobiecie nie wolno starać się o kogoś, to patriarchalny mit. Sposób na ogłupienie, zrobienie z kobiet biernych istot, które same nie podejmują żadnych działań, pozwalają mężczyznom się wybrać. Wielkie kochanice nie dały się ogłupić. Wiedziały, że mają wpływ na to, kiedy i jaką miłość przeżyją, że mogą wybrać mężczyznę. Madame de Pompadour zdobyła Ludwika XV, a Kleopatra nie tylko uwiodła Cezara, ale i Marka Aureliusza.

No właśnie! Uwiodły. My o ich sile ducha, a tymczasem o Kleopatrze mówili, że w swoich strojach i klejnotach wyglądała jak bogini.
To nie była dziewczyna z ulicy, którą mężczyzna dostrzega, bo ona jest śliczna. Kiedy spotkała Cezara, była królową Egiptu. Olśniewała. Umiała wykorzystywać swoje atuty. Ale w tym nie ma nic złego. Przeciwnie, takie zachowanie podpowiada nam rozum.

Rozum rozumem, ale piszą, że Kleopatra była też królową oralnej miłości.
Dla mężczyzn to ma ogromne znaczenie. I nie chodzi tylko o szczególną technikę seksualną. Dla nich ich penis, kogut, tygrys to oni sami. Dlatego ważne jest, jak kobieta go traktuje. Czy go kocha? Czy może się brzydzi? Czy chce brać do ust? Jeśli tak, to mężczyzna czuje, że ona go naprawdę chce. Seks z taką kobietą to dla niego niezwykłe przeżycie. Ale nie tylko. Związek z kobietą, która go przyjmuje, docenia i która dzięki niemu jest szczęśliwa, staje się dla mężczyzny sensem życia.

Katarzynę Wielką po śmierci Aleksandra Łanskoja pocieszało dwóch kochanków.
Katarzyna była seksoholiczką. Wybierała kochanków spośród gwardzistów, kierując się wypukłością ich rozporka. Czasem jednego, czasem kilku na jedną noc. Była chyba jedyną znaną kobietą w historii, która korzystała z władzy dla uciech seksualnych. Jawnie czyniła rozpustę. Oczywiście, nieustająca pogoń za seksem to ucieczka. Ale jest coś imponującego w tym, że w czasach, kiedy kobiety nie miały żadnych praw, ona je sobie dała. Zaakceptowała swoją rozbuchaną seksualność. Od niej też możemy się jednak czegoś nauczyć, tego, że mamy prawo do bycia jawnie istotą seksualną. A nas nadal przeraża to, że inni mogliby o naszej seksualności wiedzieć i mówić. Nie bójmy się, seksualność jest zaletą kobiety.

Katarzyna poznała Łanskoja, mając 50 lat. A madame de Pompadour była już żoną i matką, kiedy na balu maskowym poznała Ludwika XV.
Kobieca seksualność rozwija się w nieskończoność, a więc im kobieta starsza, tym bardziej jest otwarta na seks i silniej go przeżywa. Wie już też, że z mężczyzną ma się dobrze czuć. Nie fantazjuje o tym, że on ma być wysoki i niebieskooki. Zdradzone kobiety często dziwią się, jak ich mąż mógł odejść do kobiety starszej i brzydszej niż one. Nie ma czemu się dziwić. On po prostu spotkał interesującą, fascynującą towarzyszkę, partnerkę.

Czyli podejście do życia też było ich tajemnicą. Słynne: „żyjemy hucznie i wesoło, a po nas choćby potop…”, przypisuje się madame de Pompadour.
Nie chodzi o hedonizm, tylko o to, by to, co teraz się dzieje, było najważniejsze. Mistrzostwo życia polega właśnie na tym: jak idę na bal, to po to, by się bawić. Jak się kocham, to tylko to się liczy. A jak rozmawiam, to po mistrzowsku. Francuzi nazywają to „esprit”, ten błysk, celność riposty. Damy, które tak jak madame de Pompadour czy Récamier prowadziły w Paryżu salony, były erudytkami. Bywali u nich Wolter, Diderot, Monteskiusz, Chateaubriand. Miały ambicje, by kształcić się i rozwijać. I sięgać po władzę! Stawały się przecież kochankami władców, żeby rządzić. Mieć wpływ na los swój i swojej rodziny, zdobyć majątek, pozycję. Od wielkich kochanic powinnyśmy się nauczyć, że mamy rządzić swoim życiem, kierować się ambicją, sięgać po to, czego pragniemy, także po władzę.

No właśnie ambicja! My się jej boimy. Słyszymy, że nasza ambicja jest zła, krzywdzi dzieci, rozbija rodzinę.
Mówimy tak, gdy komuś zazdrościmy tego, do czego dzięki ambicji doszedł. Nasze życie spełnia się właśnie wtedy, gdy zdobywamy to, na czym nam zależy. Dziś naszym największym problemem jest to, że nie sięgamy po władzę polityczną. Bo nam wmówiono, że tylko te, których nikt nie kocha, pchają się do góry. I tak „ambitna” ma się łączyć z „nieatrakcyjna, samotna”.

Ale skoro ambicja nam nie szkodzi, to czemu wiele ambitnych kobiet jest samotnych?
Jak się kobieta zajmie pracą, to na bok idzie seks. Rodzice coraz chętniej wspierają ambicje intelektualne córek, ale nadal nie wspierają ich rozwoju seksualnego. I dlatego kobiety nadal mają kłopot z równowagą. Nieświadomie zakładają, że albo kariera, albo seksualność. Skąd mogą wiedzieć, że nie muszą wybierać. Tylko po cichutku mówi się, że Curie-Skłodowska miała kochanka, a gdy Piotr zginął pod kołami dorożki, znalazła nowego partnera. Była seksualną kobietą. W szkołach nie uczy się nas, że Konopnicka pisała świńskie wierszyki. Mamy pseudowyzwolenie, bo nadal obowiązuje podział na żony i ladacznice, tyle że w wersji: albo naukowczyni, albo kochanka. A trzeba być kobietą całą gębą. Istotą intelektualną, kreatywną i seksualną. Wielkie kochanice takie były. Żyły intensywnie na każdym poziomie.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Potrzeby seksualne kobiet i mężczyzn – dlaczego tak trudno je pogodzić?

Czego w seksie pragną kobiety, czego chcą mężczyźni? Czy mamy więcej podobieństw czy różnic? (fot. iStock)
Czego w seksie pragną kobiety, czego chcą mężczyźni? Czy mamy więcej podobieństw czy różnic? (fot. iStock)
W wielu sferach, a w seksualnej na pewno, różnice między kobietami i mężczyznami zawsze były wyolbrzymiane i wykorzystywane do umacniania istniejącego porządku. A to właśnie powoli się zmienia. Na podstawowym poziomie kobieca seksualność ma taką samą siłę jak męska, jest po prostu ludzka – mówi Olga Haller, psycholożka, terapeutka.

Porozmawiajmy o tym, co nas, kobiety i mężczyzn, w seksie różni, co najczęściej powoduje nieporozumienia i niepokój. Wylicz, proszę, szybko i spontanicznie podstawowe różnice.
On szybko się rozgrzewa, a ona powoli. Dla niego przytulanie się i czułość to dodatek, dla niej danie główne. On zawsze ma ochotę, ona potrzebuje specjalnych warunków i wstępu. On może bez miłości, ona nie. On musi się postarać, zabiegać, a ona łaskawie się godzi lub nie. On zawsze chce seksu, chce więcej i częściej. Ona za to chce więcej rozmawiać i się przytulać. Faceci uwielbiają seks oralny, a kobiety nie bardzo. Ona wstydzi się nagości bardziej niż on, więc woli w ciemności, a on – w świetle lampy. Ona chce rozmawiać, wiedzieć, co on myśli i czuje, on niekoniecznie. Jego niełatwo dotknąć, a ona jest wrażliwa i podatna na zranienie. Ona pragnie pocałunków i pieszczot od góry, a on pragnie bezpośrednich pieszczot od dołu. Ona wstydzi się swojego podniecenia, on bez wstydu je pokazuje. I w końcu mężczyźni często świntuszą i są gruboskórni, a kobiety – subtelne i romantyczne. On ma poczucie, że musi być aktywny, ona czuje, że nie powinna wykazywać inicjatywy, boi się wykorzystania, on twierdzi, że wręcz pragnie być wykorzystany.

Uff, sporo tego, a to przecież na pewno nie wszystko. Chyba się zgadzam, tylko jedna uwaga: jesteśmy w trakcie szybkich zmian obyczajowych, np. młode panienki potrafią już używać słów strasznych. I coś jeszcze dodam... Ona boi się ciąży, on ma to zwykle w nosie. Podczas kilkumiesięcznego rozstania ona bez trudu będzie mu wierna, on z wielkim trudem itd. To wyliczenie różnic może być spisem tematów na obszerną książkę, wybierzmy więc na użytek naszej rozmowy te odmienności, które powodują najwięcej nieporozumień.
Dla wielu kobiet bolesna jest odmienność w zapotrzebowaniu na bliskość. Przecież poszukujemy w seksie zaspokojenia także innych niż seksualne potrzeb, np. akceptacji, ciepła, opieki, miłości. Oczekujemy zainteresowania naszymi przeżyciami, rozmowy, przytulania i czułości, szczególnie po. Jeśli tego nie ma, boimy się, że mu nie zależy, że nie kocha, że chodziło mu tylko o seks. Dociekamy więc, pytamy, mamy pretensje i poczucie krzywdy. A tymczasem seks to seks, może spełniać różne funkcje – od prostego zaspokojenia fizycznej potrzeby do wyrażenia głębokiej miłości, a to, czym będzie, zależy od nas.

Mężczyzna na wzrastającej fali pożądania łatwo mówi czułe słówka, potem fala szybko opada. I często znika czułość. Te kobiece szczebioty po bywały dla mnie czasami nie do zniesienia (zdarza się to przede wszystkim wtedy, gdy jest mniej uczuć, a więcej fizycznej fascynacji).
No właśnie, kobieta po seksie pragnie jak najdłużej zachować poczucie jedności, zespolenia, które jest dla niej symbolem miłości – pragnie dzielić się przeżyciami, poznać partnera, przytulać. On, zaspokojony i szczęśliwy, pragnie szybko się z tej „unii” wycofać, wrócić do siebie.

Najbardziej oczywistą odmiennością dla mnie jest to, co też jest obecne w powszechnej opinii – facetom o wiele łatwiej uprawiać seks bez uczuć. Koronnym dowodem na to może być choćby prostytucja. Przecież ta dla kobiet nie rozwinęła się nawet w superliberalnej Holandii, a dla facetów wszędzie nadal kwitnie.
Słyszałam, że jednak się rozwija. A jeśli powoli, to czy nie dlatego, że przez tysiące lat ograniczano seksualność kobiet? Spadek po patriarchacie – przeciwstawne wyobrażenia na temat kobiety: madonny lub ladacznicy – ma się dobrze i funkcjonuje w naszych głowach i obyczajach, a to, co mówisz o prostytucji, jest jego ekstremalnym wyrazem. Powszechnie przyjmuje się, że żona, matka dzieciom musi się szanować (czytaj: ograniczać swoją seksualność) i wtedy zasługuje na szacunek, a kochanki – pociągającej, zmysłowej, lubiącej seks – się nie szanuje. I tu uwaga: nie szanują jej ani mężczyźni, ani kobiety! Aby się od tego uwolnić, musimy szukać naszej prawdziwej kobiecej tożsamości, także seksualnej, uczyć się niezależności i stawiania granic. Jeśli przestaniemy mylić seks z miłością, i my, i nasi mężczyźni będziemy szczęśliwsi.

Było dla mnie szokiem, gdy z ankiet, które kiedyś robiłem, wynikło czarno na białym, że kobiety bardzo interesują się męską pupą, że powinna być kształtna...
Jasne, że kobiety interesują się męskimi kształtami od zawsze! Obyczaje w tej dziedzinie się szybko zmieniają, więc wiele kobiet dopiero teraz odważniej o tym mówi. Myślę też, że wcale nie tak rzadko „rozbierają” mężczyzn w wyobraźni, tak jak mówi się, że mężczyźni to robią z kobietami. Nasze erotyczne fantazje, jeśli tylko sobie na nie pozwalamy, potrafią być bardzo śmiałe.

Przynajmniej o lustracji pupy... Mężczyźni nie mają o tym zielonego pojęcia.
Nie jestem pewna, czy nie mają. Jestem natomiast przekonana, że nawet jeśli kobiety są odważne w luźnych pogaduszkach i fantazjach, to w łóżku mniej mówią o tym, czego chcą. A jeśli już zaczynają mówić na fali poszukiwania orgazmu, to instruują i wymagają, co nie sprzyja bliskości, zabija spontaniczność. A na spontaniczność nadal trudno nam sobie pozwolić. Wam za to o wiele łatwiej robić to, czego chcecie, co nie zawsze nam odpowiada. Skąd macie to wiedzieć, jeśli jesteśmy bierne?

Za to mężczyźni nie potrafią się przyznać do swoich niepokojów i słabości. Dlatego kobiety zwykle nie wiedzą, jak męska seksualność bywa niepewna siebie. Ironiczny uśmiech kobiety może zrujnować cokół, na którym stoi pomnik męskości.
Kobiecie w dominującym facecie trudno dostrzec wrażliwość czy delikatność. Ta trudność wynikać może z tego, że kobiety startują często w życie z pozycji ofiary, więc nie chcą zobaczyć w mężczyźnie człowieka. A on bywa niepewny, jego męskość jest krucha, dlatego nadrabia miną, czasami brutalnością. Był przecież zawsze postrzegany jako ten, kto ma władzę... Przywołam tu wagę czułości, o czym często piszesz. Uważa się, że kobiety są czułe, a mężczyźni nie. Ale na głębokim poziomie moim zdaniem takiej różnicy nie ma. Popatrzmy na małe dzieci. Pierwotnie jesteśmy tacy sami, potem chłopcom grubieje skóra.

Poszukajmy jeszcze tych najbardziej ukrytych różnic.
Mam! Kiedy chłopak spotyka się z dziewczyną sam na sam, intymnie, po raz pierwszy. On zawsze widział swojego penisa, trzymał go w dłoniach, dotykał w stanie wzwodu i prawie zawsze masturbował się, odczuwał przyjemność, zna się od tej strony. A dziewczyna? Ona często nie widziała dokładnie swojej waginy, dotyka się tam, owszem, ale po to, żeby się umyć, może to miejsce oglądać i dotykać lekarz, a jeśli ona robi to sama, to na ogół ukradkiem, w poczuciu, że to coś złego, niestosownego. Kiedy się więc spotykają i czują podniecenie, on wie, skąd ono płynie, a ona nie. Myśli, że to musi być miłość. I zaczyna się ambaras.

Ale jeśli tak bardzo się różnimy, to aż dziw, że tak często udaje nam się jednak spotkać i nawet wejść sobie pod skórę.
Jestem pewna, że nie jesteśmy tacy sami. Myślę jednak, że w wielu sferach, a w seksualnej na pewno, te różnice były i są wyolbrzymiane i wykorzystywane do umacniania istniejącego porządku. A to właśnie powoli się zmienia. Sądzę, że na tym podstawowym poziomie kobieca seksualność ma taką samą siłę jak męska – jest po prostu ludzka. I ma ten sam cel. Na to nakładają się naturalne różnice w przejawach tejże seksualności – te związane z płcią i te wynikające z różnic indywidualnych, niezależnie od płci. Tak jak np. nasza ludzka zdolność chodzenia – wszyscy uczymy się chodzić, mamy tę możliwość, a jednak chód kobiet i mężczyzn różni się naturalnie, ze względu na budowę, fizyczność. Poza tym różni nas indywidualny styl. A na to z kolei nakłada się następna warstwa – społecznokulturowych wpływów. W chodzeniu też można by się jej dopatrzyć. Przez tę ostatnią warstwę trudno dojrzeć to, co podstawowe. Długo i mozolnie przedzierałam się w swoim życiu przez te warstwy. I dopiero kilka lat temu się przebiłam i te doświadczenia, naprawdę odkrywcze, ukierunkowały moje zainteresowania i działania zawodowe. Dlatego z takim entuzjazmem zajęłam się kobiecą seksualnością. Te odkrycia były bardzo poruszające i otwierające. „To, co najbardziej osobiste, jest zarazem najbardziej uniwersalne”, jak mówił Carl Rogers, ojciec psychologii humanistycznej. Potwierdza się to też w moich spotkaniach z kobietami. Tak więc sądzę, że jeśli nawet kobietom np. abstynencja i wierność przychodzą łatwiej, nie jest to kwestia ich naturalnych preferencji. „Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”, można by zamienić na: „Czego ciało nie czuje, tego serce nie żałuje”. A często nie mamy dobrego kontaktu z naszym ciałem, zwłaszcza z tą częścią „tam na dole”, czyli miednicą i kroczem.

Wróciłbym do problemu wierności.
Jeśli chodzi o tę kwestię, uważam, że trzeba odmitologizować różnice między płciami, wszyscy potrafimy wybierać, kierować swoim zachowaniem, powstrzymywać się i rozluźniać, to ludzka zdolność, którą zaczynamy rozwijać w drugim roku życia. Wierność to jednakowe wyzwanie dla obu płci. Ważne, abyśmy decydowali się na nią świadomie, mając kontakt z naszą seksualnością. Myślę, że mężczyznom łatwiej jest czuć swoje ciało jako własne, w konsekwencji łatwiej im korzystać z przyjemności kontaktu seksualnego. Kobiety raczej się oddają i pozwalają robić coś ze sobą, nie przejawiają inicjatywy, czasem nie wiedzą do końca, czego chcą. Albo odwrotnie: nie dają dostępu i odmawiają – myślą, że nie chcą, liczą się z zakazem, z opinią, co powiedzą mama lub tata. Kobiety w swoim rozwoju muszą odzyskać swoje ciało zawłaszczane przez rodziców, mężczyzn, społeczeństwo. A mężczyźni – otworzyć serce zatrzaśnięte często przed sobą i przed światem, aby lepiej wywiązać się z roli, która przypisana jest im w patriarchalnym porządku. Na szczęście wygląda na to, że kobietom i mężczyznom jest w nim coraz mniej wygodnie.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się