1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Erotyczne fantazje - czego pragną kobiety?

Erotyczne fantazje - czego pragną kobiety?

.123rf.com
.123rf.com
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wydaje nam się, że wiemy, o czym fantazjuje typowy mężczyzna. O wyuzdanej kochance mówiącej wprost, czego pragnie. A kobiety? Czy chcą grać taką rolę? Wiele męskich fantazji, w tym o seksie bez zobowiązań, spełniło się, i to przewrotnie, dzięki emancypacji. Kobiety zgadzają się dziś na nagie sesje zdjęciowe, uczą się tańca na rurze, zamieszczają śmiałe anonse w Internecie. Jednak czy naprawdę chcą seksu, do którego potrzeba gorsetu?

Witaj, Nieznajomy! Jesteśmy dwiema miłymi, inteligentnymi kobietami. Mamy ustabilizowane prywatne życie, szukamy przygody, romansu z atrakcyjnym mężczyzną, który zapewni nam dyskrecję i dobrą zabawę, ale też zaspokoi finansowe potrzeby. Może Ty masz podobne fantazje? Nie jesteśmy profesjonalistkami, chcemy tylko spróbować czegoś nowego. Trójkąt to wyzwanie, ale też ciche marzenie każdego mężczyzny i nasze... (anons z netu).

Mężczyźni nie mają zazwyczaj problemu z mówieniem wprost, czego chcą: załóż seksowną bieliznę, zrób striptiz, zrób mi... Ale gdy on cię spyta, jakie są twoje fantazje, nie odpowiadaj.

– Kobieca seksualność ma być tajemnicą, którą mężczyzna odkrywa, odgaduje – mówi psychoanalityk Krzysztof Pawlak z Grupy Psychoanalizy Lacanowskiej „Sinthome”.

Jeśli mu opowiesz o swoich fantazjach, nie zostaje nic, tylko naskórkowy pociąg, fizjologia, pornografia. Ta jest szczególnie groźna, bo udaje, że wszystko pokazuje, a nie pokazuje nic. Nie mów mu więc, bo co wtedy będzie go ekscytować? Skup się na poznaniu siebie i posprzątaniu swojego tajemniczego ogrodu.

Książę i butelka piwa

Kobieta podnosi do ust żabę, całuje ją, a żaba zamienia się w księcia. Książę obejmuje dziewczynę, całuje ją, a ta zamienia się... w butelkę piwa. Ta reklama napoju o niskiej zawartości alkoholu ma wysoką zawartość prawdy o naszej seksualności, twierdzi filozof Slavoj Žižek w książce „Lacan – przewodnik Krytyki Politycznej”. A konkretnie – o fantazmatach, czyli o wspólnych wyobrażeniach, scenariuszach tego, jak seks powinien się odbywać. Co powinno podniecać kogo, jak i kiedy pożądać i posiąść.

Co więc mówią fantazmaty? Z opowieści o żabie i butelce wynika, że kobiety są gotowe na spotkanie mężczyzny i to doskonałego – księcia. Same zresztą pomagają mu nim zostać, bo to przecież one całują żabę, więc też odpowiadają za jej cudowną metamorfozę. Mężczyźni z kolei chcą się spotkać tylko z tym, czego od kobiety chcą, i dzięki niej zaspokoić swoje pragnienie. To dosyć instrumentalne podejście.

I teraz dochodzimy do paradoksu seksualnego wyzwolenia kobiet. Ponieważ mężczyźni zdają się chcieć wyuzdanej kochanki, a kobiety przez tysiące lat nastawione były na spełnianie ich fantazji, teraz – kiedy wolno im robić to, co chcą, chcą tego, co… mężczyźni! Na przykład uczą się tańczyć na rurze. Ostatnio ten typowy dla klubów go-go rodzaj tańca zaczyna być lansowany jako nowy rodzaj fitnessu. Na fali tej samej mody seksualnej nauczycielki i menedżerki (znam takie) uczą się robić striptiz uznawany za element gry erotycznej i polecają sobie książkę „Striptizerki doradzają. Jak pięknie wyglądać nago”. Znajdziemy tam dokładny przepis na to, co i jak zdejmować. Inne kobiety – przekonane, że wyzwalają się z pruderii – kupują erotyczne gadżety. Odważnie też inicjują seks, proponując go partnerom, a bywa, że i nieznajomym, przekonane, że nie może ich hamować „to, co wypada”. Mogłoby się więc wydawać, że kobiety – wreszcie wolne seksualnie – z tej wolności korzystają. A jaka jest prawda?

– Dojrzałe, znające swoją wartość kobiety też mogą lubić szybkie numerki – śmieje się Tanna Jakubowicz-Mount, psychoterapeutka prowadząca kobiecą grupę rozwojową Krąg Kobiet. – Ale są one nastawione przede wszystkim na budowanie związków opartych na miłości, zaufaniu i bliskości. A to duża różnica.

– Kobiety lubią czasem zabawy erotyczne, tańce, przebieranki, mocny seks – mówi seksuolożka Agnieszka Izdebska z Pracowni Psychologiczno-Seksuologicznej w Poznaniu. – Ale ważne, by oddając się tym zabawom, czuły przyjemność, a nie przymus, by wypływały one z ich potrzeb. Wtedy też taką dobrą energię wnoszą do łóżka i do swojego związku.

Koszmar spełnionej fantazji

Scena w wiejskiej dyskotece. Młoda, piękna kobieta rozbiera się, tańcząc. Nie zatrzymuje się na bieliźnie, jak tancerki w klubach go-go, nie zostawia nawet majtek. Zrzuca wszystko. Ma małe dziewczęce piersi i smukłe uda. Pod sceną tłum młodych mężczyzn, ale są też i koleżanki tańczącej. Patrzą na nią z zazdrością. A na galerii pozostali dyskotekowicze, także starsi i pary. Tancerka klęka, a potem pochyla się do tyłu. Jest zupełnie naga. Pozwala dotykać się, nie tylko patrzeć, w najbardziej intymne miejsca. Na scenie pojawiają się mężczyźni. Dziewczyna udaje, że współżyje z nimi, siada na ich udach. Ludzie wokół klaszczą, śmieją się, piją…

To fragment filmu dokumentalnego „Czekając na sobotę” w reżyserii Ireny i Jerzego Morawskich. Opowiada o wioskach, w których jedyną rozrywką jest sobotnia dyskoteka. Tancerka mówi przed kamerą o swoim życiu na wsi, o biedzie, o miłości do tańca, dziecka i męża, który jest alkoholikiem i brutalem. Mówi o wspaniałym życiu, które – jak wierzy – już niedługo będzie jej udziałem.

Zdaniem badaczy młodzi ludzie, a szczególnie młode kobiety, są podatni na mody, także seksualne. Dlatego obserwując ich życie, wiele możemy dowiedzieć się o naszej seksualności, stosunku do ciała, o fantazjach, które budują nasze obsesje i perwersje. Seks młodych warto potraktować jako wskaźnik tego, co wrze pod skórą cywilizacji. Oto jeszcze dwa obrazki:

Jeśli pięć dziewczyn założy stroje kąpielowe i stanie przed weneckim lustrem, a z jego drugiej strony zasiądzie trzech młodych mężczyzn, to mamy scenariusz jednego z popularnych programów komercyjnej telewizji. Zadaniem dziewcząt jest wytypować tę, która najbardziej spodoba się chłopakom. Oglądają więc swoje piersi i pupy, oceniają męskim okiem. Jeśli trafią i wybiorą tak jak chłopcy, mają punkt. Potem – zmiana. Teraz dziewczyny siadają za lustrem, a przed nim stają młodzi mężczyźni. Tylko w slipkach. Jest przecież równość, więc wszyscy swoje ciała traktują tak samo przedmiotowo.

Ola nie jest bohaterką filmu ani programu, ale znajomą znajomej. Ma 19 lat i żyje ze sponsoringu. Ma pieniądze na studia i na wynajęcie mieszkania. No i na kawę, bo bez kawy, i to tej właśnie, żyć nie umie. Ola ma swój plan. Sprzedaje drogie prezenty, które dostaje od mężczyzn, i odkłada na konto. Jej siostra mieszkała z pewnym prezesem. Był dla niej niedobry, zamykał w pokoju, gdy coś powiedziała nie tak, rozliczał z każdej złotówki, więc Ola nigdy z nikim nie zamieszka. Chociaż siostra dzięki prezesowi poznała kogoś ważnego i teraz pracuje w telewizji!

Co łączy te historie? Żadna z tych dziewczyn nie została do tego, co robi, zmuszona. Nie została porwana, przetrzymywana, narkotyzowana, jak to się dzieje z ofiarami handlu ludźmi. Tancerka jest biedna, ale pozostałe bohaterki – nie. One szukają zabawy. Ola? Chciała się usamodzielnić, wynieść z domu, więc korzystała ze sponsoringu. Co w tym złego? – pyta. Przecież teraz nawet jej ulubiony festiwal ma sponsora.

– Te historie łączy mocno instrumentalne traktowanie własnego ciała – mówi Agnieszka Izdebska. – Skąd się ono bierze? Z kultury konsumpcyjnej, która ciało, seks traktuje jak towar, modny gadżet, touchpad czy smartfon. A więc wszyscy chcą go mieć i to jak najszybciej.

– Stosunek młodych kobiet do siebie to efekt kultury, która prowadzi do uprzedmiotowienia człowieka, pustoszy jego ciało i duszę. Zachęca, by traktować seks jak towar – dodaje Tanna Jakubowicz-Mount.

– Jeśli kobieta chce tańczyć na rurze, popiera porno czy seks bez zobowiązań, to nieważne, czy uważa to za wyraz emancypacji, nowy sport czy realizację swoich pragnień seksualnych. I tak, nawet o tym nie wiedząc, w pełni realizuje męskie wyobrażenia – mówi Krzysztof Pawlak.

Warto teraz wrócić na chwilę do Slavoja Žižka, który w filmie „Z-boczona historia kina” mówi, że fantazje, które realizujemy w życiu, stają się naszymi koszmarami.

Wola, ale czy wolna?

– Znam kobiety, które żyją ze sponsoringu i są pewne, że w każdej chwili będą mogły przestać tak żyć. Wierzą w to, że mają swój plan, że go realizują. A potem, gdy już osiągną to, co zamierzały, zdobędą dyplom, mieszkanie, sportowe auto, wyremontują dom rodziców itp., to się zakochają, stworzą dojrzały, dobry związek oparty na szacunku i miłości, będą miały dzieci i wszystko się ułoży – mówi Agnieszka Izdebska. – Moim zdaniem one mają po prostu bardzo silne mechanizmy radzenia sobie z konsekwencjami drogi, którą wybrały. Bo prawda psychologiczna jest taka, że zakochanie się to nie kwestia woli. Nie można postanowić: „teraz się zakocham”. Nie można też zmienić stosunku do swojego ciała, do innych ludzi, ot, tak sobie, jak kolor lakieru do paznokci. Jeśli kobieta zdobyła pieniądze dzięki sponsorom, czyli wykorzystując swoje ciało i mężczyzn, to tak buduje związki. Jeśli zechce traktować siebie i innych z szacunkiem i miłością, to się okaże, że tego nie umie. Nie można zmienić stosunku do świata tylko dlatego, że zgromadziło się już wystarczająco dużo pieniędzy, by móc sobie na to pozwolić.
O sponsoringu opowiada film Małgorzaty Szumowskiej pod tym samym tytułem. O "Sponsoringu" czytaj tu.
– Część tych dziewcząt szuka pomocy, przychodzą, kiedy są w desperacji, czują się zranione i zawiedzione w swoich nadziejach, bo one to zrobiły, żeby zyskać finansową niezależność, ale liczyły też  na to, że dostaną okruchy akceptacji i czułości – mówi Tanna Jakubowicz-Mount. – Sprzedają się za iluzję lepszego życia. Jedna z dziewczyn, która sprzedała cnotę, powiedziała mi: „Miało być pięknie, romantycznie, a on się nawet nie zainteresował, jak mi jest, a kiedy skończył, nie spytał, co się ze mną dzieje. Tylko mnie kupił, i tyle”. Nawet jeśli dziewczyny wystawiają się na licytację jak towar, to w głębi serca mają często dodatkowe oczekiwania. Myślą, że ktoś się nimi zaopiekuje, że zadba o nastrój tego pierwszego razu, o nie same i że może to będzie coś ważnego dla nich obojga.

Dlaczego on mówi „nie”

Kiedy mój facet zobaczył mnie w body i pończochach, zaczął się śmiać i spytał, czy wybieram się ze znajomym transwestytą do klubu drag queen – Ann 31 (wpis w necie).

– Siniaki na udach to było pierwsze zmysłowe odczucie, jakie pamiętam, i ostatnie. Mój mąż patrzył na mnie podejrzliwie, skąd te ślady? Nie chciałam mu powiedzieć. Ale kiedy zatańczyłam dla niego przy takiej pseudorurze w naszej sypialni, wyglądał, jakby się przeraził. Czułam się jak idiotka w tych czerwonych majtkach po tym jego: mam pilny telefon (rozmowa podsłuchana w pubie).

– Słyszałem już od kobiet różne podrywy. Poznański: „mam superwygodny materac, chcesz go ze mną wypróbować?”. I zakopiański: „chcę się z tobą p....... jak miśki nad Morskim Okiem”. To się zdarza i 16-, i 30-latkom. Co ja na to? „Nie, dziękuję” albo „nie lubię ku...” – Kacper (przystojny znajomy).

– Teraz, kiedy kobiety przejmują od mężczyzn otwarte mówienie o seksie, inicjowanie go, pogoń za seksem tylko dla seksu, poznają też męskie trudności – mówi Krzysztof Pawlak. – Kiedyś tylko mężczyzna mógł inicjować seks i tylko on musiał liczyć się z tym, że usłyszy „nie”. Mężczyźni pocieszali się: „czasami trzeba kobiecie kupić kamienicę i też nie wiadomo, czy to wystarczy”.

A więc dziś kobietom, które skarżą się: „ja się staram, a on mówi nie”, możemy powiedzieć tylko tyle: „Widocznie nie starasz się wystarczająco. Myślisz, że jak założysz pończochy, to wystarczy?”.

Fantazje podpowiadają nam złe rozwiązania. Nie są do stosowania w realnym świecie. Gdyby mężczyźni wiedzieli, czemu mówią „nie”, powiedzieliby: „Dziewczyny, wy się wcale na nas nie znacie. Lepiej ugotujcie coś dobrego”. Bo prawdziwie męskie marzenie brzmi: „niech ona będzie trochę jak mama”. Gorset, pończochy, seksowny peniuar to za mało. Oto kolejna prawda o mężczyznach, której nie znajdziemy w masowej wyobraźni, w żadnym filmie porno czy klubie go-go. Ani patrząc na tancerki, ani występując jako jedna z nich.

Triki ożywiające perwersje i fantazje podniecają, gdy się o nich myśli. Nijak mają się jednak do tego, co ożywia serce i członki w realnym świecie. Parafrazując „Małego Księcia”, który tylko patrząc sercem, mógł rozpoznać swoją różę w ogrodzie pełnym tysiąca róż – jak my teraz mamy się rozpoznać, gdy wszyscy jesteśmy nadzy albo przebrani w seksowną bieliznę?

Fantazmaty stanowią opresję i dla kobiet, i dla mężczyzn. Kobiety zaczęły wcielać w życie to, czego mężczyźni mają po dziurki w nosie podczas relacji z własną wyobraźnią. I to, czego same nie potrzebują jako dania głównego, a tylko jako dodatku. Czego więc wszyscy pragniemy? Miłości. W relacji z mężczyzną z krwi i kości być kobietą z krwi i kości.

– Świat był znośnym miejscem, gdy kobiety wierzyły w miłość, chciały zmienić żabę w księcia, a nie siebie w butelkę piwa. Teraz, kiedy obie płcie chcą się jedynie wykorzystać seksualnie, świat staje się koszmarem. Pomóc może nam tylko jedno – trzeba ludzi uczyć miłości od nowa – podsumowuje psychoanaliytyk Krzysztof Pawlak.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Co nas kręci, co nas podnieca, czyli jakich mężczyzn pragną kobiety?

Stały związek wcale nie musi iść w sprzeczności z pożądaniem. W końcu natura dała nam seks (przynajmniej kobietom) w celach reprodukcji, ale też podtrzymywania więzi. (Fot. iStock)
Stały związek wcale nie musi iść w sprzeczności z pożądaniem. W końcu natura dała nam seks (przynajmniej kobietom) w celach reprodukcji, ale też podtrzymywania więzi. (Fot. iStock)
Kobiety narzekają, że nie ma dziś fajnych mężczyzn, mężczyźni skarżą się, że nie rozumieją kobiet. Co trzecia pacjentka trafiająca do mojego gabinetu jest singielką, co drugi mężczyzna pyta: „Co jest ze mną nie tak, że ona ciągle narzeka?”. Czy oczekiwania w kwestii związku rozmijają się z potrzebami?

Statystyki wyraźnie pokazują, że wiele małżeństw nie dotrwa do pierwszej rocznicy ślubu i to kobiety, bez względu na wiek czy staż małżeński, coraz częściej są inicjatorkami rozstań. Badania socjologiczne dowodzą, że Marsjanie i Wenusjanki pozamieniali się rolami. Współczesny mężczyzna jest romantyczny; pragnie małżeństwa i dziecka, a ona, jeszcze do niedawna kobieta z Wenus, dziś jest bardziej pragmatyczna od niego i dobrze wie, czego nie chce. Nie kręci jej prezes banku czy właściciel świetnie prosperującego biznesu ani intelektualista o mózgu Einsteina, a małżeństwo nie jest dla niej awansem w hierarchii społecznej, bo ona sama doskonale potrafi wspiąć się po szczeblach kariery i sukcesu, czasami wyżej niż jej partner. Nie potrzebuje metroseksualnego Adonisa, który godzinami przesiaduje w salonie piękności, ani czułego Misia, który wzrusza się na byle jakim romansidle.

Tylko to nie rozwiązuje naszego, babskiego problemu, bo tak naprawdę wcale nie chcemy być bez pary, iść przez życie w pojedynkę, czuć się gorsze i z zazdrością patrzyć na te, którym się udało. Chcemy mężczyzny, tylko czujemy się trochę zagubione w tym trudnym momencie dziejowym, w którym ciągle jeszcze grają nam film z przeszłości, przebrzmiałą historię o Kopciuszku i Królewiczu z bajki. Choć scenariusz nadal aktualny, to już Królewicza przydałoby się wymienić. Pamiętasz piosenkę Danuty Rinn: „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy… orły, sokoły, herosi…?”. Może właśnie takich mężczyzn chcemy?

Światem rządzą kobiety

Tak, to prawda. I nie chodzi wyłącznie o to, że jesteśmy coraz bardziej wyzwolone, że potrafimy sobie same poradzić, zadbać o bezpieczeństwo materialne czy choćby  naprawić cieknący kran. Ewolucyjnie jesteśmy silniejszą płcią i nawet w sprawach reprodukcji poradzimy sobie wkrótce pewnie bez faceta. W relacjach damsko-męskich to my rozdajemy karty. Przedstawicielka płci pięknej o w miarę atrakcyjnym wyglądzie, a przede wszystkim szerokich biodrach, błyszczących oczach i lśniących włosach jest w stanie zainteresować sobą niezliczoną ilość mężczyzn. Za to on – samiec musi się postarać. Trzeba, aby miał coś, co jest dla nas atrakcyjne, czyli określone zasoby. I właśnie owe pożądane przez nas zasoby tak bardzo zmieniły się na przestrzeni lat. Kiedyś mężczyzna musiał jedynie zapewnić kobiecie byt materialny oraz opiekę na czas ciąży, porodu i wychowania potomstwa. Dziś pragniemy czegoś więcej. Tylko z realizacją i integracją nie zawsze nam wychodzi.

Małgosia jest od lat w związku małżeńskim z prezesem wielkiej korporacji. Na co dzień przykładna żona i matka, raz w miesiącu wyjeżdża do puszczy. Oficjalnie na warsztaty ziołolecznictwa, realnie na namiętne spotkania ze swoim kochankiem „dzikusem” – zaangażowanym społecznie ekologiem. Marta – singielka z wyboru, od lat kocha się w Andrzeju – buddyście podróżniku. Ona nie wyklucza stałego związku, choć nie jest to warunek konieczny, on jest wolnym ptakiem, który niezależność ceni o wiele bardziej niż jakiekolwiek stałe zobowiązania. I właśnie to ją w nim najbardziej podnieca. Czyżbyśmy bardziej pragnęły namiętnego seksu niż harmonijnego związku?

Daniel Bergner, autor książki „Czego pragną kobiety”, twierdzi, że w miłości najpierw dogadują się nasze geny, potem na scenę wchodzą feromony i wreszcie na samym końcu do głosu dochodzi oksytocyna, czyli hormon więzi. Dlatego, kiedy nasze potrzeby bytowo-materialne zostają zaspokojone – a to, jak już wiemy, jest w granicach naszych możliwości – do głosu dochodzi pierwotny instynkt, czyli biologia, a jeszcze prościej: pożądanie, które niekoniecznie idzie w parze z małżeństwem.

Brzuch kontra głowa

Przed laty przy wyborze partnera kierowałyśmy się zdrowym rozsądkiem. Chlubą było zostać „doktorową”, potem „dyrektorową”, szefową męża albo uległą kobietą domową. Jednak rozsądek i moda rzadko idą w parze z pożądaniem. Bergner przekonuje, że kobiece pożądanie przez lata było niedoceniane, i to głównie przez nas same. Pomimo wyzwolenia seksualnego przyznawanie się przez kobietę do ochoty na dziki seks ciągle jeszcze nie jest dobrze widziane. Ale natury nie da się oszukać.

Monika rok temu urodziła dziecko. W roli mamy nie czuła się zbyt komfortowo, choć – jak sama twierdzi – pragnęła dziecka. Niedawno wróciła do pracy. Kiedy kilka dni temu przyszła na sesję, miałam wrażenie, że siedzi przede mną zupełnie inna kobieta: zagęszczone rzęsy, seksowna fryzura, mocno umalowane usta. Monika pracuje w firmie, w której są prawie sami mężczyźni, a więc testosteron unosi się w powietrzu. Kiedy zapytałam ją, czy ma świadomość swojego seksapilu, zarumieniła się i powiedziała, że przecież jest żoną i matką. Jednak twierdzi, że powrót do pracy to była świetna decyzja. Myśli też o tym, żeby zapisać się na warsztaty tantry. Powiedziałam, że to doskonały pomysł, i zapytałam, czy wybiera się razem z partnerem. – Chyba nie, boję się, że przy nim nie byłabym naturalna – powiedziała.

Mamy coraz lepszy kontakt ze swoim ciałem, jednak trudno jest nam dzielić się tą wiedzą z partnerami. Role męża i kochanka jakoś nie bardzo nam się łączą. Mąż kojarzy się z poczuciem bezpieczeństwa i spokoju. Kochanek to szaleństwo i niezależność. Jeśli mamy odwagę przyznać się do tęsknot płynących „z brzucha”, pragniemy mężczyzny, który jest nieco narcystyczny i charyzmatyczny, wymagający, ale nie uzależniający. Powie, co lubi, co go podnieca w kobiecie, ale tobie pozostawi decyzję, czy zechcesz spełnić jego pragnienia. Będzie cię podziwiał, ale nie adorował. Spędzi z tobą namiętną noc, a potem wyjedzie na miesiąc na samotną wyprawę na koniec świata. Romantyczne pragnienia, by stopić się z partnerem albo być dla siebie nawzajem dopełnieniem, to mylny standard w namiętnej relacji.

Za czym tęsknimy?

Chcemy być aktywną stroną w relacji, pragniemy podrywać i uwodzić, a nie tylko dawać znaki i czekać, aż on zapoluje. Bywa, że mamy ochotę na seks bez zobowiązań albo „szybki numerek” bez gry wstępnej. Tęsknimy za mężczyzną, który jest troskliwy (kiedy trzeba), ale bywa też nieco szorstki i władczy, dobrze zna siebie i wie, czego chce. Nie chroni się jedynie za swoją rolą czy pozorną siłą, ale ma dostęp także do swoich wewnętrznych zasobów. Liczy się w społeczeństwie i to niekoniecznie ze względu na status materialny czy zajmowane stanowisko zawodowe. Hydraulik – złota rączka, aktywny działacz lokalnej społeczności czy przewodnik duchowy to dziś najbardziej pożądani partnerzy. Mężczyzna, który zaprzecza swojej dzikości, naturalnej skłonności do rywalizacji i duchowości, albo wręcz nie ma do nich dostępu – jest na przegranej pozycji.

Stały związek wcale nie musi iść w sprzeczności z pożądaniem. W końcu natura dała nam seks (przynajmniej kobietom) w celach reprodukcji, ale też podtrzymywania więzi. Najważniejszy jest trafny wybór partnera, z brzucha, a nie z głowy. Potem pozostaje jedynie trzymanie się ról wyznaczonych przez biologię, podsycanie wzajemnej atrakcyjności i ciekawości wobec siebie nawzajem, zachowanie równowagi pomiędzy pielęgnowaniem części wspólnej związku a własną niezależnością, potrzebą wolności, rozwijaniem własnych pasji i apetytów. Bycie razem na dobre i na złe, ale także osobno, kiedy zachodzi taka potrzeba. Nietraktowanie związku jako twierdzy, chronionej przed światem grubym murem, ale także odnajdowaniem swojego miejsca w społeczeństwie.

Ewa Klepacka-Gryz psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet. 

  1. Seks

Rodzice - istoty seksualne

Zdaniem psychoanalityków scenę pierwotną i kompleks Edypa przepracowujemy wielokrotnie przez całe życie. To, w jaki sposób, ma ogromny wpływ na życie seksualne. (Fot. iStock)
Zdaniem psychoanalityków scenę pierwotną i kompleks Edypa przepracowujemy wielokrotnie przez całe życie. To, w jaki sposób, ma ogromny wpływ na życie seksualne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Scena pierwotna – to obraz seksu rodziców. Podpatrzonego lub wyobrażonego. Skrypt schowany w nieświadomości. Nie jesteśmy w stanie objąć go rozumem. Nie analizujemy go. A on działa!

Andrzej, 40-letni prawnik, zgłosił się do mnie z problemem niewierności. Odkąd pamięta, w jego życiu zawsze były dwie kobiety – stała partnerka i kochanka. Partnerka była symbolem jego pragnienia kobiety opiekuńczej, troskliwej, ,,która zapyta, czy dziś już coś jadłem albo czy jestem zmęczony”. Kochanka – szaloną, bezpruderyjną kokotą, realizującą jego fantazje seksualne. W miarę trwania terapii okazało się, że Andrzej jest bardzo ostrożny w seksie. Kategorycznie nie chce mieć dzieci i – nawet jeśli partnerka stosuje antykoncepcję – nigdy nie kocha się z nią ,,do końca”. Andrzej był wychowywany przez samotną matkę. Ojciec miał jeszcze trzy inne żony i w sumie piątkę dzieci, które, jak kiedyś powiedział synowi, były jego jedną wielką pomyłką. Andrzej, jak przez mgłę, pamięta moment odejścia ojca z domu.

– Miałem jakieś dwa lata, kiedy pewnej nocy obudziłem się i usłyszałem dziwne odgłosy dochodzące z sypialni rodziców. Dziś wydaje mi się, że uprawiali ostry seks. Rano dowiedziałem się od matki, że ojciec odszedł – opowiada.

Mężczyzna prawdopodobnie był świadkiem tzw. sceny pierwotnej, czyli rzeczywistej lub wyobrażonej obserwacji kontaktu seksualnego rodziców. Podniesione głosy dobiegające z sypialni, a następnie zniknięcie ojca z ich życia i silne związanie z matką, wywarły ogromny wpływ na całe jego życie.

Przeżycie sceny pierwotnej zwykle ma miejsce, kiedy dziecko ciągle jeszcze czuje się symbiotycznie związane z matką (ono i matka to jedno). Akt seksualny rodziców jawi mu się jako katastrofa, zagrożenie życia, brutalne przerwanie związku z matką, agresywny atak ojca na osobę, którą kocha najbardziej na świecie.

– Ten akt zapisany jest wyłącznie w naszej nieświadomości – tłumaczy Teresa Raczkowska, psychoterapeutka. – Nie jesteśmy w stanie go objąć rozumem. Dlatego to jest takie trudne, budzi ataki paniki i lęk przed śmiercią.

Seks jest źródłem ludzkiego istnienia – gdyby nasi rodzice nie kochali się ze sobą, nie byłoby nas na świecie. Jednak życie seksualne matki i ojca wyklucza dziecko z tego układu. Nagle kobieta, która jest dla malucha dostarczycielką pożywienia, czułą opiekunką reagującą na wszystkie jego potrzeby, okazuje się także istotą seksualną, mającą swoje pragnienia, należącą do ojca. Bywa, że scena pierwotna w nieświadomości dziecka łączy się z jakimś innym traumatycznym wydarzeniem. W przypadku Andrzeja odejście ojca utrwaliło się w nim przekonaniem, że mężczyzna ,,po wszystkim” odchodzi, nigdy nie jest do końca z żadną kobietą (stosunek przerywany). A kobiety obsadza w swoim życiu w dwóch rolach: partnerki – matki (na wzór bliskiej relacji z matką, dla której po odejściu ojca stał się zastępczym partnerem) i kochanki, z którą wyłącznie uprawia się seks.

Edyp, czyli sceny pierwotnej ciąg dalszy

Zdaniem następców Zygmunta Freuda, ojca psychoanalizy i odkrywcy sceny pierwotnej, kontynuacją owego pierwszego doświadczenia seksu rodziców jest kompleks Edypa, czyli podświadome pożądanie rodzica przeciwnej płci, wyrażane fantazjami o poślubieniu taty lub mamy. A kiedy rodzice takiego 3-, 4-latka znikają w sypialni i zamykają dziecku drzwi przed nosem, malec doświadcza bolesnego faktu, że nigdy nie będzie w tak intymnej relacji z żadnym z rodziców, jak oni są ze sobą nawzajem. To budzi zazdrość, złość, chęć pokonania rywala, a jednocześnie przerażający lęk, że swoimi pragnieniami zagraża trwałości związku rodziców, od czego zależy byt jego rodziny.

Trzydziestoletnia Marta zgłosiła się do mnie na terapię z powodu nieudanych związków z mężczyznami. Jak stwierdziła, zawsze wybiera „niedostępnych” facetów. Zwykle są to żonaci mężczyźni, a raz kochała się z mężem swojej siostry. Choć w głębi duszy marzy o udanym związku, rodzinie, dzieciach, nie jest w stanie zaangażować się w żadną dobrze rokującą relację.

Być może jej, z góry skazane na porażkę, pragnienie zajętego mężczyzny jest realizacją dziecięcych fantazji o zdobyciu ojca. Lęk przed „normalnym” związkiem to konsekwencja nierozwiązanego kompleksu Edypa (skoro nie mogę mieć ojca, nie chcę żadnego mężczyzny). Inne fantazje z tej półki to pragnienie zakazanego seksu, np. w miejscach publicznych, płynące z perwersyjnego lęku, ale też chęci bycia przyłapanym w łóżku z rodzicem płci przeciwnej czy marzenia o pokonaniu rywalki – matki.

Zadaniem rodziców na tym, trudnym dla całej trójki, etapie kompleksu Edypa (od 3. do 6. roku życia dziecka) jest akceptacja, w granicach normy, uwodzącego stosunku dziecka do rodzica płci przeciwnej i – z drugiej strony –  stanowcze pokazanie, że sypialnia rodziców to strefa seksu dorosłych i że tu nie ma już miejsca dla dziecka. Jeśli małżonkowie mają udany seks, a jednocześnie nie odtrącają, nie wyśmiewają i nie karcą dziecka z powodu jego erotycznych zabiegów o rodzica płci przeciwnej, kierują tym samym malucha ku dorosłości, niezależności i dobrze przygotowują do odejścia (w przyszłości) z domu, w poszukiwaniu partnera na życie. Symboliczne zamknięcie przed dzieckiem drzwi do małżeńskiej sypialni to ważny krok na drodze do separacji z rodzicami. Jak piszą autorzy książki ,,Żyć w rodzinie i przetrwać” R. Skynner i J. Cleese – ,,Dla dziecka wyłączenie z tego układu i zazdrość o szczególną bliskość i rozkosz przeżywaną przez rodziców jest potężnym bodźcem do przeniesienia zainteresowania z rodziców na świat zewnętrzny, bo tylko tam, poza sypialnią mamy i taty, samo może doznać podobnego spełnienia”. Kiedy dziecko czuje, że małżeństwo rodziców jest udane, nierozerwalne i bezpieczne, nabiera zaufania do własnej seksualności, tego, że jedyne, co ma zrobić, by w przyszłości mieć fajny seks, to stać się podobnym i godnym pożądania – tak jak jego tata (w przypadku syna) czy mama (w przypadku dziewczynki).

Córeczka tatusia

Bywa i tak, że jedno z rodziców zbytnio erotyzuje relacje z synem czy córką. Przyczyną mogą być trudności w związku z partnerem albo strach, by dziecko nie czuło się odtrącone.

Edyta, lat 35, była w związku z dużo starszym od siebie mężczyzną. Zgłosiła się do terapeuty z powodu braku satysfakcji w seksie. Okazało się, że zakochany w niej po uszy ojciec bardzo rozbudził ją seksualnie. Kiedy była małą dziewczynką, brał ją bezustannie na kolana, całował, dotykał i starał się, by przy nim córka miała mnóstwo atrakcji. Choć tabu kazirodztwa nie zostało przekroczone, Edyta miała ojca na wyłączność, a matka została wykluczona.

– Tego samego Edyta oczekiwała od partnera – mówi Teresa Raczkowska. – Pragnęła, by każde ich spotkanie było pełne szalonego seksu. Uwodziła partnera jak dziewczynka i chciała, by on, podobnie jak ojciec, bezustannie się nią zachwycał. Nie mogła znieść sytuacji, kiedy nie dochodziło do zbliżenia, gdy mężczyzna był zmęczony albo chciał oglądać mecz. Jej potrzeby seksualne były wyraźnie oddzielone od miłości.

Kolejną konsekwencją seksualizacji przez rodziców relacji z dzieckiem bywa impotencja czy oziębłość. Córeczka tatusia czy synek mamusi żyją w przekonaniu, że wygrali z rodzicem tej samej płci, co budzi przerażenie z powodu unicestwienia rodzica, wstyd, lęk przed karą, a w konsekwencji lęk przed własną seksualnością. Bywa, że impotencja rozszerza się, prowadzi do unikania jakiegokolwiek sukcesu życiowego, bo każde zwycięstwo oznacza wygraną (z matką czy ojcem). Najważniejsza rzecz, której dziecko musi nauczyć się na zakończenie fazy kompleksu Edypa, to radość z przeżywania romantycznych uczuć, także erotycznych, wobec rodziców. I wiara, że nie zaszkodzą one ich małżeństwu, a także, że z mamą czy tatą nigdy nie doświadczy seksu.

Przymus zagrania w tej scenie

Zdaniem psychoanalityków scenę pierwotną i kompleks Edypa przepracowujemy wielokrotnie przez całe życie. To, w jaki sposób, ma ogromny wpływ na życie seksualne. Bywa, że jako dorosłe osoby próbujemy ,,wyrównać rachunki”, np. zupełnie nieświadomie odtwarzając, tym razem w innej konfiguracji, przeżycia z dzieciństwa.

Jedna z moich pacjentek zwierzyła mi się, że udany seks z mężem ma jedynie na… działce u teściów. Kiedy pierwszy raz przyjechali do letniego domku rodziców jej męża, teściowa pościeliła im swoje małżeńskie łoże, a sama położyła się na pojedynczym tapczanie. W nocy moja pacjentka poczuła tak silne pożądanie, że pomimo protestów męża, który bał się, że matka może usłyszeć, namówiła go na seks.

– Nigdzie indziej nie jest mi tak dobrze z mężem, jak w sypialni teściowej. Czy jestem nienormalna? – zapytała mnie z lękiem.

Moim zdaniem jej pragnienia są powodowane koniecznością odegrania sceny pierwotnej i w efekcie doprowadzą do przepracowania kompleksu Edypa.

Pacjentka terapeutki Teresy Raczkowskiej doznała takiego ukojenia we śnie. Śniła, że jest małą dziewczynką i jedzie na rowerze, a za nią idą trzymający się za ręce rodzice. Pamięta, że czuła się w tym śnie spokojna i szczęśliwa.

Pomieszczenie w sobie przeżycia sceny pierwotnej i rozwiązanie kompleksu Edypa nie daje gwarancji cudownego pożycia seksualnego, ale z pewnością zwiększa na nie szanse. A udany seks rodziców daje dziecku wzorzec dobrego związku, którego nikt, nawet ono, nie jest w stanie rozerwać.

  1. Seks

Nie wstydźmy się seksualnych pragnień - skąd się biorą zahamowania u kobiet?

Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

W wierzeniach związanych z seksualnością kobiece żądze wciąż pozostają na marginesie lub są podporządkowane przyjemności mężczyzny, a kobieta aktywna seksualnie przedstawiana jest jako nimfomanka. Psychoanalityczka Elina Reenkola trafnie wykorzystuje przykłady z „Kalewali” i „Metamorfoz” Owidiusza we własnej książce „Lumoavan pelottava nainen” (z fin. „Czarująco potworna”). Bohaterka „Kalewali” Louhi jest kobietą zmysłową, nierządnicą, często opisywaną jako brzydka, bezzębna, okrutna wiedźma. Reenkola rozważa, czy Louhi – podobnie jak Meduza w mitologii greckiej – mogła być z początku piękną panną, na którą ze względu na podejście do seksualności rzucono zaklęcie brzydoty. W poemacie Owidiusza Meduza współżyła z bogiem morza Posejdonem, czym rozwścieczyła Atenę, która następnie zamieniła jej złote włosy w węże. Kobiecą seksualność przez wieki postrzegaliśmy jako nieokiełznaną siłę i niebezpieczeństwo. Chcieliśmy ją ujarzmić i ograniczyć.

Na pewno niejedna kobieta, która miała wielu partnerów seksualnych, na jakimś etapie życia doświadczyła poczucia winy – całkowicie niepotrzebnie. Nie tylko historia, ale i współczesne społeczeństwo mogą umacniać dawne stereotypy – w wypowiedziach niektórych mężczyzn chętne kobiety regularnie przedstawiane są jako przerażające, narzucające się. Z pewnością wiele z nas przyzwyczaiło się już do wyrażeń typu „dziwka” czy „puszczalska”. Najlepiej puszczać to wszystko mimo uszu. Na szczęście większość mężczyzn ceni u kobiet aktywność seksualną. Pożądanie i przyjemność kobiety to czynniki, które tworzą ramy długich, szczęśliwych związków, a życiu w pojedynkę nadają radosny pęd. Kobieta ma pełne prawo do ochoty na seks i żądania przyjemności; jej cielesność jest całkowicie równa cielesności mężczyzny.

- Chciałabym, żeby kobiecy orgazm i pożądanie były bardziej eksponowane; żeby i o jednym, i o drugim rozmawiano otwarcie, bez obaw o napiętnowanie. Często mam wrażenie, że ze swoimi pragnieniami nie mieszczę się w ciasnych ramach, w które społeczeństwo wciska kobiecą seksualność. To frustrujące. Kobiecy orgazm niepotrzebnie jest tematem tabu, a jeśli nawet nie tabu, to przynajmniej czymś, co wzbudza ogólną konsternację. My też chcemy dojść, i to bardzo - zaznacza 25-letnia kobieta.

Kiedy badamy własną seksualność, niechybnie natykamy się na uczucia wstydu, winy, strachu i wewnętrznej blokady, które w którymś momencie z nią powiązaliśmy. Negatywne emocje mogą się w nas rozwinąć w bardzo wczesnym wieku albo znacznie później. Kiedyś na plaży zwróciłam uwagę na matkę i jej okołoroczne maleństwo. Dziewczynka siedziała zadowolona na ręczniku bez pieluchy i z ciekawością badała rączkami swoją waginę. Zauważywszy to, matka zbeształa ją mocnymi słowami, kazała zabrać stamtąd ręce, a potem szybko ubrała w pieluchę i kostium kąpielowy.

To dobry przykład tego, jak wcześnie mogą się zrodzić związane z seksualnością lęki i zahamowania. Strofując córkę, matka powiązała dotykanie siebie z czymś złym i wstydliwym, czego małe dziecko nie jest jeszcze w stanie zrozumieć – dla niego wszystkie części ciała są tak samo cenne i interesujące. Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, to seksualny rozwój dziecka może ulec zaburzeniu.

Pewna klientka opowiedziała mi kiedyś, jak w wieku szkolnym odkryła tajemnicę przyjemności płynącej z masturbacji, ocierając się o prześcieradło. Podniecenie i orgazm całkowicie ją zafascynowały. Pewnego dnia do jej pokoju w najmniej odpowiednim momencie weszła matka. To, co zobaczyła, bardzo ją rozgniewało, zaczęła krzyczeć, wyzywać dziewczynkę od brudnych i zabroniła jej kiedykolwiek robić to jeszcze raz w jej domu. Sytuacja wywołała w dziewczynce ogromny dyskomfort, wstyd i poczucie winy. Od tej pory masturbowała się już tylko, gdy miała pewność, że jest sama w domu – jednak nawet wtedy czuła się brudna, a w jej głowie pobrzmiewały echa słów matki.

Nawet jednorazowy epizod w życiu młodej osoby może nabrać dużego znaczenia. Ten przypadek analizowałyśmy na terapii z klientką, kiedy była już dorosła. W okresie dojrzewania tak czy inaczej jesteśmy bardzo uwrażliwieni – hormony przejmują kontrolę nad naszym umysłem, a ciało zmienia się bardzo szybko. To sprawia, że z dużo większą łatwością niż na innych etapach życia możemy się poczuć niewystarczający.

Czasami najboleśniejsza krytyka spotyka nas ze strony naszych partnerów. Na przykład, obniżone libido może zostawić głęboką ranę na seksualnej samoocenie kobiety, o ile nie będzie miała z kim o tym porozmawiać. Ciało kobiety może też zostać skrytykowane w okrutny sposób, kiedy między dwojgiem ludzi pojawia się przemoc fizyczna.

To bardzo ważne, żeby każda z nas rozpoznała, gdzie leżą jej własne granice i odważyła się ich bronić. Kiedy druga osoba je narusza, może nas to zranić dużo głębiej niż mogłybyśmy przypuszczać. Na pewno nie warto na to pozwalać tylko po to, żeby sprawić komuś przyjemność. Nawet w związkach nie zawsze trzeba zgadzać się na seks wyłącznie dlatego, że chce go druga osoba. Chęć zadowolenia partnera może jednak tkwić bardzo głęboko w nas. Praca nad oduczeniem się pewnych nawyków może zająć dużo czasu – a nawet wymagać terapii.

Najważniejsze, żebyśmy nauczyły się dwóch słów: tak i nie. Czas rozprawić się z mitami mówiącymi o tym, jaka ma być „prawdziwa” kobieta. My też możemy być aktywne i chętne, mamy prawo powiedzieć „tak” bez strachu, że zostaniemy posądzone o rozwiązłość. Jeśli mężczyzna nie może zaakceptować silnej seksualnie kobiety, to jego problem. Kobiety mają prawo do równej pozycji w sprawach intymnych i nie muszą nikomu się podporządkowywać. Jeśli kobieta chce cieszyć się dynamicznym życiem seksualnym z wieloma partnerami, to jest jej wybór. Sytuacje, które opisałam powyżej, prędzej czy później doprowadzą do tworzenia się wewnętrznych blokad, które wpłyną na nasze pożycie negatywnie.

- Pamiętam, że raz, kiedy kochaliśmy się  „na łyżeczki”, pomyślałam, jak to dobrze, że partner nie może w tej pozycji dostrzec, jak z bólu zagryzam zęby. Do dziś nie wiem, dlaczego tego nie zatrzymałam – wspomina 20-letnia kobieta.

„Tak” warto wypowiedzieć na głos, kiedy pragniemy seksu z drugim człowiekiem. Natomiast słowo „nie” może przydać się wielu kobietom już po tym, kiedy się na seks zdecydują. Z dbałości o własne granice i przyjemność, powinnyśmy umieć zakomunikować partnerowi, że czegoś nie chcemy, że coś sprawia nam ból lub po prostu – że chcemy zakończyć grę.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Jeśli masz poczucie, że w twojej sferze seksu jest wiele blokad i ograniczeń i nie potrafisz czerpać satysfakcji ze swojej seksualności – ta książka może być dla ciebie.

  1. Zdrowie

Intymny fitness dla zdrowia i satysfakcji seksualnej - ćwiczenia na mięśnie dna miednicy

Wystarczy kilka minut treningu mięśni Kegla dziennie, aby odzyskać ładną postawę, zapanować nad pęcherzem oraz odczuwać większą przyjemność w seksie. (Fot. iStock)
Wystarczy kilka minut treningu mięśni Kegla dziennie, aby odzyskać ładną postawę, zapanować nad pęcherzem oraz odczuwać większą przyjemność w seksie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy są zdrowe i silne, rzadko o nich myślimy. Wiotkie lub uszkodzone mięśnie dna miednicy obniżają komfort życia. Ich skutkiem jest m.in. nietrzymanie moczu i zmniejszenie satysfakcji z seksu. Jak ćwiczyć mięśnie Kegla?

Ćwiczenia Kegla – tak bowiem zwany jest trening mięśni dna miednicy – to wynalazek lat 50. ubiegłego wieku. Ich twórcą jest amerykański urolog, Arnold Kegel, który opiekując się kobietami po porodzie, zauważył, że związane z ciążą i porodem zmiany powodują u wielu z nich problem z nietrzymaniem moczu. Chcąc pomóc młodym matkom, opracował specjalny trening. Jego celem było wzmocnienie mięśni, ustytuowanych między kością łonową a ogonową. Tworzą one rodzaj hamaka, którego zadaniem jest utrzymanie na właściwej wysokości macicy, pęcherza moczowego, odbytu i cewki moczowej. Kiedy mięśnie te są elastyczne i gibkie, układy rozrodczy i moczowy działają sprawnie. Kiedy jednak dochodzi do ich zwiotczenia, zaczynają się kłopoty. Obniżają się w jamie ciała macica i pęcherz, a cewka moczowa jest słabiej umocowana. Jej ruchomość może prowadzić to tzw. wysiłkowego nietrzymania moczu – czyli popuszczania odrobiny wilgoci podczas kichnięcia, kaszlu, śmiechu czy podnoszenia czegoś ciężkiego. Mogą się także pojawić bóle pleców i problemy z postawą, ponieważ mięśnie dna miednicy regulują ułożenie dolnego odcinka kręgosłupa.

Problem ten dotyczy także kobiet, które nie mają dzieci, ale zmagają się z nadwagą, ciężko pracują fizycznie, palą papierosy czy piją dużo kawy. Także tych z nas, które mają niski poziom estrogenów ze względu np. na zaburzenia hormonalne czy menopauzę. Wszystkie te czynniki sprawiają, że mięśnie dna miednicy stają się mniej elastyczne. Ich kondycji nie sprzyja także wiek i siedzący tryb życia.

Ćwiczenie na orgazm

Wystarczy kilku-, a następnie kilkunastominutowy trening dziennie, by odzyskać ładną postawę i zapanować nad pęcherzem. Jest jeszcze dodatkowy bonus, którego początkowo dr Kegel nie brał pod uwagę: trening powoduje, że zaczynasz odczuwać większą przyjemność w seksie! Zdaniem austriackiego seksuologa Karla Stiftera, u kobiet, które perfekcyjnie wyćwiczą mięśnie dna miednicy, prawdopodobieństwo przeżycia intensywnego orgazmu podczas penetracji rośnie aż trzykrotnie! Co więcej, dzięki zdolności partnerki do zaciskania mięśni podczas stosunku mężczyzna przeżywa większą i bardziej różnorodną rozkosz.

A zatem: ćwiczmy mięśnie dna miednicy! Najpierw jednak trzeba je zlokalizować. Można zrobić to na dwa sposoby. Pierwszy: podczas oddawania moczu zaciśnij wewnętrzne mięśnie tak, by zatrzymać jego strumień. To są właśnie mięśnie Kegla. Sposób drugi, proponowany przez trenerkę fitness i pilates Katarzynę Popławską: usiądź na krawędzi krzesła, nogi ustaw w lekkim rozkroku i spróbuj napiąć mięśnie w okolicy cewki moczowej i odbytu. Wyobraź sobie, że chcesz wciągnąć nimi małą piłeczkę. Mięśnie, które napinasz, to właśnie mięśnie dna miednicy. Jak je ćwiczyć? Napinając i na zmianę rozluźniając.

Na początku kilka powtórzeń, z czasem zwiększ ich ilość do 20–30 i więcej – ale każdego dnia! Niech to się stanie twoim codziennym nawykiem; tym bardziej że ćwiczyć możesz, oglądając telewizję, stojąc w ogonku na poczcie czy jadąc autobusem. Istnieje też specjalna technika ćwiczeń, opracowana przez profesor Kari Bo z Norwegii. Nazywa się Pelvicore i łączy ćwiczenia mięśni dna miednicy, kręgosłupa i brzucha.

  1. Styl Życia

W kobiecym kręgu - o seksie w krajach arabskich

Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. (Fot. iStock)
Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Na pierwszy rzut oka łączy je tylko to, że są seksuolożkami. Ale szybko okazuje się, że obie mają doświadczenie zderzenia z kulturą arabską. Jak wpłynęło to na psycholożkę, która regularnie bywa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a jak na ginekolożkę, która pracowała w Arabii Saudyjskiej?

Ameera Anna Ibrahim: Dlaczego Arabka postanowiła zostać seksuologiem? – zapytano mnie na egzaminie. Nie zdążyłam nawet pomyśleć, że to faux pas, natychmiast odpowiedziałam, że to właśnie w krajach arabskich zobaczyłam, jak ważna jest seksualność. I że to Arabowie traktują ją jak integralną część życia, a nie oddzielną wyspę, która powinna być tabu. Owszem, jest tam dużo pruderii, ale na nią też można spojrzeć z innej perspektywy – może całe to zakrywanie ciała jest afrodyzjakiem?

Lekcja otwartości

Arabki pod hidżabem często mają piękną bieliznę, wspaniałe makijaże. A zakrycie ciała podtrzymuje pożądanie. W końcu jak długo może podniecać coś, co zawsze jest na wierzchu? Niestety, stereotyp na temat Arabów jest taki, że to bardzo zamknięta społeczność. Więc Arabka mówiąca o seksie, nawet dla seksuologa egzaminującego przyszłych studentów, to lekko dziwaczna sprawa.

Wychowałam się w Warszawie, w domu dwukulturowym: mama Polka, tata Palestyńczyk. Rodzice z dwóch różnych światów, kultur, religii, ale nigdy nie wydawało mi się to schizofreniczne. Wręcz przeciwnie, dorastałam w przekonaniu, że to, co skrajne, można łączyć. I że ludzie, którzy są zupełnie inni, mogą ze sobą żyć. Mama psycholożka – na pierwszy rzut oka delikatna i efemeryczna, ale wiele razy widziałam ją w sytuacji, w której stawiała na swoim. Ojciec – lekarz. Romantyczny i jednocześnie stanowczy. Pewność siebie i zdecydowanie mam bardziej po nim. Miał siedem lat, kiedy z rodziną uciekał z Palestyny – najpierw do Arabii Saudyjskiej i Kuwejtu, w końcu osiedli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kiedy byłam mała, zamiast bajek opowiadał mi swoje wspomnienia – podkoloryzowane, ale urocze. To przez nie bardzo chciałam poznać Palestynę. Kiedy miał 18 lat, przyjechał na studia do Polski, a kiedy ja wydoroślałam, poleciałam do Palestyny. Sama. Nie była to dla mnie łatwa podróż, ale utwierdziła mnie w przekonaniu, że tam jestem u siebie. Od pierwszych zapachów: rozgrzanego powietrza, ciężkich przypraw, kardamonu i cynamonu, do widoku muru dzielącego ją od Izraela. Szok i jednocześnie poczucie bliskości z ojcem. I zakorzenienia.

Do Emiratów zaczęłam latać znacznie wcześniej – bywałam u dziadków i ciotek, odkąd skończyłam dwa lata. Pamiętam Dubaj bardziej pustynny niż nowoczesny. Do tej pory Emiraty to dla mnie kraj tradycji: targów, pustyni i poławiaczy pereł, a nie wieżowców i najdroższych domów handlowych. Teraz mieszkają tam nie tylko wszystkie moje ciotki, ale też dwie starsze siostry. Ja nie myślałam o tym, żeby zamieszkać tam na stałe, zawsze po wakacjach lubiłam wracać do Polski. Poza tym w kulturze arabskiej psycholog jest postrzegany trochę jak szarlatan. A seksuolog w ogóle nie istnieje. Ludzi tam bardzo ciekawi, czym się zajmuję, ale jednocześnie nie do końca mają jasność, co ten zawód znaczy. Pamiętam, jak podczas rodzinnego obiadu opowiadałam kuzynce, że zaczynam nową specjalizację, studia seksuologiczne. Po angielsku, bo nie mówię płynnie po arabsku. Widziałam, jak z każdą minutą zmienia jej się twarz – wzbierała w niej złość, ponieważ wiedziała, że to, co opowiadam z takim entuzjazmem, za chwilę będzie musiała tłumaczyć! I faktycznie, zainteresowała się nami babcia. Kuzynka spojrzała na mnie, potem na nią i wypaliła jednym tchem: „Ameera zajmuje się tym, co zawsze, tylko teraz to pogłębia!”. To było podczas studiów, potem babcia dokładnie wiedziała, jak wygląda moja praca. I nie miała z tym problemu.

Ciotki zresztą też nie. To dzięki nim jestem tak otwarta w kontekście ciała, nagości, kobiecości, seksu. U nich przeżyłam pierwszą miesiączkę – nigdy nie zapomnę, jak się z tego cieszyły, nie tworząc jednocześnie atmosfery sztucznego święta. Pamiętam, że wszystkie wieczorem wpadły do babci – pośmiałyśmy się, pogadałyśmy, one opowiedziały mi swoje historie. Jasno dały mi do zrozumienia: teraz jesteś jedną z nas. Dzięki nim naturalnie i swobodnie weszłam w krąg kobiet. Może ich otwartość wynika z tego, że w Emiratach, które są dość nowoczesne, ale jednocześnie jednak tradycyjne, seksualność też jest dwutorowa: na zewnątrz zamknięcie, zakrycie każdego kawałka ciała, ale w domu kobiety są niesamowicie postępowe. One rządzą.

Oczywiście nie wszystkie aspekty podejścia do seksualności w kulturze arabskiej pochwalam – zakaz pornografii, który paradoksalnie skutkuje uzależnieniem od niej, czy zakaz bliskości fizycznej przed ślubem – to może się kończyć różnymi trudnościami. Ale! Wiem na pewno, że Arabki o seksie potrafią mówić. Co wcale nie jest takie oczywiste wśród kobiet w Polsce. Z drugiej strony kobiety w Emiratach dużo o seksie mówią, ale nie zawsze w kontekście, który mi się podoba, bo zwykle to jest jednak troska o przyjemność partnera, zadowolenie kobiety nie jest tak istotne. Seks bywa tam kartą, narzędziem manipulacji, elementem gry, a nie sytuacją, z której radość mają czerpać obie strony. Dlatego najchętniej połączyłabym umiejętność mówienia o seksie Arabów z otwartością seksualną Europejczyków. Może dlatego zostałam seksuolożką?

Ameera Anna Ibrahim, psycholożka, seksuolożka, terapeutka. Zdobywała doświadczenie w Ośrodku Rehabilitacji Socjopsychiatrycznej w Zagórzu, Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia w Pruszkowie, na oddziale terapii uzależnień w areszcie śledczym, w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Współpracowała przy tworzeniu opinii sądowo-seksuologicznych. Pracuje w gabinecie prywatnym, mieszka w Warszawie. Prowadzi profil strefa (bez)wstydu. (Fot. Michał Borecki) Ameera Anna Ibrahim, psycholożka, seksuolożka, terapeutka. Zdobywała doświadczenie w Ośrodku Rehabilitacji Socjopsychiatrycznej w Zagórzu, Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia w Pruszkowie, na oddziale terapii uzależnień w areszcie śledczym, w Poradni Seksuologicznej i Patologii Współżycia Centrum Psychoterapii SWZPZPOZ w Warszawie. Współpracowała przy tworzeniu opinii sądowo-seksuologicznych. Pracuje w gabinecie prywatnym, mieszka w Warszawie. Prowadzi profil strefa (bez)wstydu. (Fot. Michał Borecki)

Walka z bólem

Ewa Baszak-Radomańska: Pierwsze, co usłyszałam od mojej szefowej, kiedy tylko przyleciałam do Arabii Saudyjskiej: „Każdej kobiecie mów po zabiegu, kiedy może wrócić do współżycia. Jeśli nie będzie tego wiedziała, po operacji wróci do domu i będzie uprawiać seks. A to może powodować powikłania”. Drugie: „Nie wolno ci reperować błony dziewiczej. Bo nie wyjdziesz z więzienia!”. Pomyślałam wtedy, że właściwie nie trzeba mnie przed tym ostrzegać, bo i tak niespecjalnie chciałabym to robić. A potem zdarzało się, że przychodziła matka z córką, która była na wydaniu i właśnie na stół wpadła! Trzeba było jej zszywać błonę. Matki myślały, że lekarze z Europy czy Stanów mają inne standardy. Odmawiałam, bo taki zabieg to grzech, haram, czyli przestępstwo w ich kulturze.

Dwadzieścia lat temu, właściwie przypadkiem, trafiłam na propozycję pracy w Arabii Saudyjskiej. Byłam w dziwnym okresie swojego życia, na zakręcie – musiałam coś zmienić, a mój kolega akurat dostał ofertę. Miał na imię Marian. Ale coś się komuś pomyliło i dostał ofertę dla kobiety – Mariam, czyli Marii. Przeczytałam ją i stwierdziłam, że jest dla mnie idealna.

Ruszyłam dość beztrosko – niby się przygotowałam, ale nie doczytałam, że trzeba mieć ze sobą abaję, czarną pelerynę sięgającą do kostek, i włożyć ją już na lotnisku. Więc pierwsze zderzenie – strój. Potem okazało się, że na zewnątrz trzeba mieć też szal na głowie. Jeśli się zsunął, natychmiast pojawiał się muttawa – policjant religijny – i przywoływał do porządku, krzycząc: „Kobieto, zakryj głowę!”. Pamiętam żonę japońskiego ambasadora, która zapomniała zabrać ze sobą szal, więc abają zakryła głowę, jednocześnie odsłaniając kostki, więc policjant zaczął ją po tych kostkach okładać kijem!

Ale to był dopiero początek listy moich zdziwień. Szybko okazało się, że w poradniach nie ma foteli ginekologicznych, bo samo wejście na fotel i rozchylenie nóg przekracza normy obyczajowe – musiałam badać pacjentkę na leżance. Poza tym kobiety często przychodziły z mężem. Zdarzało się, że tylko on mówił po angielsku, więc nigdy nie miałam pewności, czy on tłumaczy dokładnie to, co ona mówi. I co jej przekazuje ode mnie. No i miałam mnóstwo pacjentek z bólem. To wynika z ich kultury, bo narzeczeni się nie widzą, nie rozbudzają przed ślubem. Są sobie przydzieleni. Mężczyzna, który do tej pory oglądał wyłącznie pornografię – choć to oczywiście zabronione – nie widział nagiej kobiety na żywo, tylko te dziury na oczy, i nagle widzi gołą żonę! Ona się spina, a on przyspiesza, bo nareszcie może zaspokoić potrzebę seksualną w sposób, który do tej pory był niedostępny. Kolega opowiadał mi o pacjentce Saudyjce, którą bolało tak strasznie, że jak tylko ten mężczyzna się do niej zbliżał, to ona drapała i kopała. Sprowadzał więc anestezjologa, który ją znieczulał od pasa w dół, żeby w ogóle mogło dojść do stosunku. Byli u wszystkich możliwych lekarzy. I nic. Nie było mowy, żeby ten stosunek odbył się normalnie.

Przychodziły też do mnie kobiety, 45, 50 plus, które miały już po kilkoro dzieci, przestawały miesiączkować, więc były przekonane, że znów są w ciąży. Kiedy mówiłam, że to menopauza, to był dla nich niewyobrażalny dramat. Koniec świata. Bo przekaz tam jest taki, że kobieta za wszelką cenę musi zatrzymać mężczyznę, więc musi też rozumieć, że dla niego najważniejszy jest seks. I powinna się tak ułożyć, żeby móc rozdawać karty. Pamiętam kobiety, które były w stanie wyegzekwować od swoich mężów wszystko, ponieważ miały to, czego on potrzebował.

Tak więc z jednej strony instrumentalne traktowanie seksu, patriarchat, zero praw. A z drugiej – to właśnie tam przekonałam się, jak wielka jest siła kobiet. One się niesamowicie wspierają, najlepiej to widać w szpitalu. Kiedy jedna leży po zabiegu albo rodzi dziecko, cała reszta – siostry, matki, babki, przyjaciółki, po prostu przy niej koczują. Zabawiają, karmią, pielęgnują. Spełniają każdą jej zachciankę. Kapitalne baby! Kiedy któraś z nich nie ma wsparcia od innych kobiet, dzieją się straszne rzeczy. Raz byłam świadkiem dramatycznej sytuacji: kobieta spała znieczulona po zabiegu, a jej mąż przyprowadził dzieci i sobie poszedł. Dzieci po niej skakały, a jedno zakrztusiło się piłeczką pingpongową. Do tego stopnia mężczyźni tam nie są w stanie zająć się rodziną.

Kiedy wróciłam do Polski, do Lublina, wiedziałam już, że odejdę z uniwersytetu – zamiast robić habilitację, w wieku 42 lat urodziłam trzecie dziecko w nowym związku, i zaczęłam pracować z pacjentkami z bólem. Wiedziałam, że u nas też są takie kobiety i tutaj też nikt nie wie, jak im pomóc. Młode pacjentki nie mówią lekarzom, że czują ból przy stosunkach, bo, po pierwsze, nie chcą krępować lekarza – co samo w sobie jest kuriozalne – a po drugie, myślą, że lekarz nie ma wystarczającej wiedzy na ten temat. I niestety, często mają rację.

To właśnie mi dało zderzenie z kulturą arabską: pomysł na Terpę. Wymyśliłam tam wszystko, począwszy od nazwy. Terpa, czyli terapia par – chciałam, żeby o parach, które do mnie przychodzą, można było powiedzieć, że są partnerami, a nie oderwanymi od siebie jednostkami. I ten zachwyt, zachłyśnięcie się energią kobiet. Ja w ogóle lubię kobiety, lubię je wspierać, obserwować, jak się rozwijają. I zdrowieją. Patrzę na nie podczas ostatniej wizyty po terapii bólu sromu i widzę, że mają światło w oczach, nadzieję. To mi daje siłę, inaczej dawno straciłabym skrzydła.

Ewa Baszak-Radomańska ginekolożka, seksuolożka, założycielka gabinetów Terpa w Lublinie. Zajmuje się chorobami sromu, diagnostyką i leczeniem dyspareunii i wulwodynii. Laureatka nagrody National Vulvodynia Association za koncepcję stworzenia ośrodka leczenia bólu sromu w Polsce. Autorka wielu publikacji na ten temat, wykładowczyni, organizatorka warsztatów medycznych. Ma trzech synów, troje wnuków. Mieszka w Lublinie. (Fot. Michał Borecki) Ewa Baszak-Radomańska ginekolożka, seksuolożka, założycielka gabinetów Terpa w Lublinie. Zajmuje się chorobami sromu, diagnostyką i leczeniem dyspareunii i wulwodynii. Laureatka nagrody National Vulvodynia Association za koncepcję stworzenia ośrodka leczenia bólu sromu w Polsce. Autorka wielu publikacji na ten temat, wykładowczyni, organizatorka warsztatów medycznych. Ma trzech synów, troje wnuków. Mieszka w Lublinie. (Fot. Michał Borecki)