1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Spontaniczny seks – dlaczego nie? Jak dojrzeć do bycia spełnioną kochanką?

Spontaniczny seks – dlaczego nie? Jak dojrzeć do bycia spełnioną kochanką?

Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. (Fot. iStock)
W lesie? Nie, bo gdzie tu wziąć prysznic? W samochodzie? Nie, bo jeszcze ktoś nas zobaczy. Teraz? Nie, to przecież środek dnia. Wieczorem? Ależ muszę się wyspać! Są kobiety, które prawie zawsze odmawiają partnerom. Dlaczego? I czy mogłyby być trochę szczęśliwsze, gdyby pomyślały, czemu tak robią – zastanawia się terapeutka Katarzyna Miller.

Zdarza się, że kobieta skarży się: „Mieszam zupę w garnku, a on chce się ze mną kochać. Ja nie chcę, bo dla mnie nie ma nic bardziej nieseksualnego niż gotowanie. Ale dla niego odwrotnie, to go ekscytuje”. Co wtedy?
Wygląda na to, że dla tego mężczyzny życie jest seksualne. Dla tej kobiety – nie. Wszystko jest seksualne, jeśli ma się zmysłowy stosunek do życia. Wówczas każda fajnie robiona rzecz może nas podkręcić, zauroczyć i do kogoś zbliżyć. Na przykład ktoś cudnie tańczy lub przemawia. Albo patrzymy na mężczyznę, który przyrządza sałatkę, kroi warzywa, miesza, oblizuje palce… i myślimy: co za sexy facet. I może się nam zachce go pogłaskać albo wziąć za rękę i zaprowadzić do łóżka? Dlatego dziewczyna, która mówi „nie”, bo właśnie miesza zupę z obowiązku gotowania, a nie z radości, że robi coś smacznego, odziera sobie życie z przyjemności, z erotyzmu.

Chyba że dla niej seks nie jest atrakcją.
Właśnie. Więc ona nie pozbawia się radości życia, tylko broni przed napaścią. I mamy nasz temat! Taka Alicja, czy raczej malutka Ala, wydała się za mąż, bo trzeba. Może nawet dzieci już porodziła, bo też trzeba, ale wciąż czuje się dziewczynką i nie cieszy jej, że się rozwinęła seksualnie, bo emocjonalnie się nie rozwinęła. A ktoś od niej chce, żeby była kobietą, chce usług seksualnych. I tu się pojawia to nieszczęsne: wszyscy mężczyźni tylko tego chcą. Co, niestety, nie jest prawdą!

Kobiety równie często skarżą się, że nie są napastowane przez partnera, jak na to, że są!
Musimy powiedzieć w imieniu wielu kobiet, że one chciałyby być przez swoich mężczyzn zaczepiane erotycznie przy mieszaniu zupy i w wielu innych okolicznościach przyrody. Ale znam też takie, i do nich wróćmy, które mówią o swoich facetach: „jak można ciągle mieć ochotę?”. A oni wcale nie chcą ciągle, tylko one ciągle odmawiają. W końcu jednak się godzą, więc tym mężczyznom opłaca się próbować za każdym razem – i przy zmywaniu, i w samochodzie za miastem...

A za miastem są szyszki, mrówki. I nie ma łazienki…
Łazienki!? Po co? To takie boskie – seks w lesie. Las jest jednym z piękniejszym miejsc do miłości. Napisałam w wierszu „las ma nasze ciało”... Ładne, nie? Ale kobiety często mówią mężczyźnie, który chce iść z nimi na polankę: „Nie, bo sukienka się ubrudzi i pogniecie. Spóźnimy się do znajomych na kolację i oni zobaczą, że leżeliśmy na ziemi, i się domyślą, że uprawialiśmy ten straszny seks!”. Taka kobieta ma także w głowie to, że jeśli mu w lesie ulegnie, to on pomyśli, że jest łatwa. A może nawet napalona! A ona nie życzy sobie, żeby ktoś tak o niej myślał. Bo wtedy by jeszcze czegoś więcej i częściej od niej chciał!

Może nasza Alicja jest po prostu aseksualna?
Nie mówimy tu o syndromie medycznym Alicji w krainie czarów, który polega na nieadekwatnym postrzeganiu swojego ciała – na przykład wydaje się nam, że mamy ogromne stopy. Nazwa wzięła się z tego, że w „Alicji w krainie czarów” bohaterka raz rośnie, a raz maleje. Zawsze jest nieadekwatna do sytuacji. Podobnie Ala jest nieodpowiednia do swojej roli życiowej – fizycznie jest kobietą, ale wewnętrznie czuje się dziewczynką. I nie zamierza przestać nią być, bo jej mamusia też była taka sama i Ala widziała w domu, że seks jest „be”. Może też nie chcieć urosnąć, bo ojciec miał wobec niej jakieś molestujące myśli, o które matka była zazdrosna, i dlatego odrzuciła córkę? Ala zobaczyła, że niedobrze chcieć być blisko tatusia czy chcieć czegoś od jakiegokolwiek mężczyzny. Bo ładną, porządną i czystą jest tylko wtedy, kiedy jest malutką córeczką mamusi.

Jako trzylatka byłam bardzo dumna z tego, że mam taki czysty fartuszek!
Na pytanie, jakie dzieci są nieszczęśliwe, mądra odpowiedź brzmi: czyste. Byłaś dumna z tego, że podobasz się mamie. Słowo „czysta” może dziewczynkę nieźle załatwić, zwłaszcza gdy matka jej opowiadała, że ojciec jest taki ohydny, seksualny, chce od niej tych brudnych rzeczy, które dorośli robią w nocy. Córeczka nie chciała tego słuchać, ale przecież nie mogła powiedzieć mamie: „To nie są dla mnie opowieści. Ja ich nie chcę”. Niejedna z moich pacjentek, słuchając zwierzeń matki, miała poczucie, że ją oblepiają, że matka strasznie nastawia ją przeciwko ojcu, bo bardzo jej zależy, żeby ona go nie kochała, lecz była tylko jej – mamusi. To trwa często aż do dorosłości córki, kiedy ta zda sobie sprawę, że matka ją zatruła, i choć ojciec był trudnym człowiekiem, to oprócz wad miał sporo zalet...

A może mądre kobiety wybierają strategię: „nie teraz, nie tu…”, bo wiedzą, że dzięki temu nie wygaśnie jego pożądanie?
Jeśli mężczyzna jest tak niedojrzały, że kręci go to, że kobieta nie chce z nim spać, to będzie miał za swoje. A jeśli będzie miał dość jej strategii, pójdzie gdzieś, gdzie usłyszy ochocze „tak!”. Wtedy ona nazwie go łajdakiem i będzie grała rolę skrzywdzonej.

Czy jednak będąc łatwo dostępnymi, nie przestajemy być atrakcyjne?
Dla mężczyzny szalenie podniecająca jest radość kobiety z seksu. Ile razy ona będzie ją przeżywać, jemu się to nie znudzi. Rajcuje go, że on jej to daje. Natomiast zrażająca mężczyzn łatwość kobiety może oznaczać, że ona godzi się na coś, czego nie lubi, na coś, co jej nie cieszy, a tylko pozwala robić ze sobą to, co on chce. Wtedy dorosły facet może się nią znudzić. Nie znudzi się, jeśli jest niedojrzały i lubi rządzić: „teraz połóż się tak, a teraz tak!”, i nie dba o to, czy jej jest dobrze. Albo też lubi mieć pewność, że ona nigdzie indziej nie pójdzie po seks, bo po prostu nie jest rozbudzona. Są przecież mężczyźni obawiający się seksualnych kobiet.

Zresztą kobieta, o której mówiłaś, stosująca strategię odmawiania seksu, to nie nasza Ala, bo Ala nie wykorzystuje sztuczek seksualnych do manipulacji partnerem. Ala jest niewinna.

Co to znaczy niewinna?
Jest dziewczynką. Najbardziej chciałaby, żeby on ją przytulał, chwalił, bawił się z nią i rozmawiał. Był takim nowym tatą. A ponieważ takie udawanie dziewczynki bywa bardzo pociągające dla wielu mężczyzn, Ala nie jest samotna. I to nie musi oznaczać pedofilii. Żyjemy po prostu w kulturze mężczyzn niedojrzałych, chłopców, którzy lubią „dziewczynki”, bo one nie zagrażają ich poczuciu bezpieczeństwa dlatego właśnie, że są niewinne. Nie trzeba przy nich być samcem, wystarczy z nimi bawić się w dom, rozmawiać i je lubić. Ala nie ma nic wspólnego z Lolitą opisaną przez Nabokova, nie ma w sobie ani grama perwersji – jest ciekawa świata, przygód, ale nie seksualnych. Do nich jeszcze nie dojrzała i może nigdy nie dojrzeje.

Czy jeśli zechce, może dorosnąć do bycia szczęśliwą kochanką?
To zależy od niej. Od tego, na ile wierzy, że tylko czyste jest niewinne i dobre... Czy nadal bardzo nie chce się pobrudzić? Czy jest w stanie zapragnąć seksu jako czegoś, czego dotąd nie poznała, i nie bać się, że mamusia będzie na nią zła? A to niełatwe, bo ona jest silnie związana z mamusią. Często dostrzegam zlanie córki z matką. Powstaje, gdy niedojrzałe kobiety godzą się na seks tylko po to, żeby mieć dziecko. I jeśli im się to uda, dzieciątko jest wyłącznie ich: „to jest moja mała dziewczynka!”. Chcą mieć właśnie córeczkę, a nie synka. Myślą: „To ma być moja własna, czysta dziewczynka. Już zawsze będziemy szczęśliwe we dwie i nikt nas nie zbruka” wtedy. Jeśli matka tak działa, córka czuje się jej częścią, często nawet gdy dorośnie. Czuje się bezpieczna tylko z mamusią, która wie o niej wszystko, córka jest dla niej całym światem. Czyli jest też nieadekwatna do rzeczywistości. Jak w tej bajce…

Co ma zrobić Ala, która chce być Alicją?
Dorosnąć. Zrezygnować z mitu cudownej przyjaźni i bliskości z matką. Przeżyć stratę tej iluzji, nie przestraszyć się bólu wyodrębnienia, odkleić się od niej. Zdać sobie sprawę z tego, co mamusia jej zrobiła, ale także zrozumieć ze smutkiem, żalem i ze złością, że z powodu tego, co matka kładła jej do głowy w dzieciństwie, teraz wszyscy mężczyźni wydają się jej obrzydliwi. Jeśli Ali uda się dostrzec tę zależność, zacznie zmieniać się z kobiety, która uznaje seks za coś brukającego, w kobietę, która seks lubi i potrafi z niego czerpać radość.

Trudno spojrzeć tak krytycznie na matkę. Tym bardziej że ojcowie to rzadko anioły.
A niby skąd mają się brać anioły?! Rzadko jednak to zło wcielone. Ważniejsze od oceny ojców jest to, że Ale zatrzymały się na jakimś etapie rozwoju i nawet nie muszą o tym wiedzieć ani też chcieć tego zmieniać. Jeśli jednak poczują, że czegoś im brak, że coś się nie spełniło w ich życiu, mogą albo cierpieć w cichości, albo zacząć szukać rozwiązania.

Kobieta jest zdolna do konfrontacji z matką, dopiero kiedy ma w życiu coś pewnego i solidnego, na czym podczas tej konfrontacji będzie mogła się oprzeć. Może to być wiedza, umiejętności, kariera, pieniądze, powodzenie, spełnione marzenia. Lub lojalny, kochający, pomagający w rozwoju partner. Jeśli jeszcze sięgnie po pomoc psychologa, jest na dobrej drodze.

A jeśli jest kurą domową?
Przecież może odnieść sukces jako pani domu. Terapia pomoże jej docenić, że stworzyła dom, wychowała dzieci. Często kobiety, które sobie nie ufają, nawet jeśli wiele zrobiły, nie cenią tego. Trzeba im to pokazać. Kiedy przyjmą do wiadomości, że to ich własny sukces, może wzrosnąć ich wiara i zaufanie do siebie. A wówczas ta część, która jest spełniona zawodowo i społecznie, może pomóc wewnętrznej dziewczynce wydostać się z króliczej nory, w której się schowała, i dorosnąć.

I kiedy partner zacznie ją napastować przy zupie…
To odwróci się do niego, pocałuje i powie: „kochanie, jak to miło, że mnie przytulasz”. A gdy usłyszy: „chodźmy do łóżka”, wyłączy gaz pod garnkiem i pójdzie – o ile ma na seks ochotę! Albo powie: „najpierw zjem zupę, bo jestem głodna”. Ważne, żeby nie musiała zachowywać się zawsze tak samo. Człowiek dojrzały reaguje różnie, w zależności od tego, co czuje i czego chce. Więc pewna siebie Alicja raz może fuknąć na męża: „teraz mi nie przeszkadzaj, tworzę wybitną zupę”, a raz powiedzieć zalotnie: „Oj, ty, ty! Ty to jesteś!”. Albo patrząc mu głęboko w oczy, stwierdzić: „poczekaj do wieczora, będzie ci jeszcze bardziej smakowało”.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Całkiem zwyczajna miłość. Czy doceniamy udany seks?

- Zwyczajna radość bycia razem to ideał dla wielu nieosiągalny. Daje to, czego nie ma w żadnej perwersji, prawdziwe spełnienie - mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
- Zwyczajna radość bycia razem to ideał dla wielu nieosiągalny. Daje to, czego nie ma w żadnej perwersji, prawdziwe spełnienie - mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Normalny, ludzki, niedoskonały i dzięki temu rozkoszny seks. Daje nam zwyczajne szczęście we dwoje. Nie ulegajmy więc modzie na poszukiwanie perwersji. Nie słuchajmy opinii tych, którzy twierdzą, że miło znaczy źle. Jeśli jest nam dobrze w łóżku, cieszmy się z tego – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Poradniki, powieści, filmy namawiają nas, żeby szukać w seksie czegoś ekstra. Szczypta sadomaso, designerskie gadżety, swingowanie albo choć ktoś trzeci. Modnie też jest, by seks sfilmować. No i jeśli do tej pory myśleliśmy, że dobrze nam razem, zaczynamy podejrzewać, że tylko tak się nam wydaje...
Wychodzi wiele powieści erotycznych dla kobiet, ale to, o czym tam piszą, to tylko marzenie, fantazja. Nie ma takiego seksu. Można, oczywiście, oszaleć na parę miesięcy, spotkać kogoś, kto nas tak nakręci, że z trudem dobiegamy do pierwszego wolnego łóżka. A tam w pięć sekund mamy taki orgazm, że tracimy przytomność. Każdemu choć raz życzę takiego doświadczenia, ale takie szaleństwo nie może trwać długo i wcale nie daje nam wszystkiego, co ważne i potrzebne w seksie.

Ale jednak jest wtedy jak w książce czy w filmie…
Często badam pary metodami porównawczymi pod kątem podobieństwa ich dyspozycji intelektualnych, fizycznych, psychicznych i wrażliwości. Zazwyczaj choć jedną z tych dyspozycji mają oboje tak samo wysoką. Czyli jeśli ona jest pełna energii i mówi: „Mam dziś chęć na górską wycieczkę”, to on na własnych plecach jej te góry przynosi i pod stopy rzuca, żeby sobie po nich razem pochodzili. Z kolei kiedy on ma dół intelektualny, to i ona będzie wolała pooglądać w łóżku serial komediowy, a nie iść na wykład o teorii strun. Do tej pory spotkałam tylko jedną parę, która we wszystkich wymienionych wyżej zakresach miała tak samo wysoki wynik. I jeśli ktoś mnie pyta, czy znam szczęśliwe małżeństwo, myślę o nich. Nie dlatego, że rzucają się na siebie jak króliki, tylko dlatego, że są zharmonizowani, czuli, kiedy oboje tego potrzebują, ale gdy jedno z nich budzi się w nocy i zaczepia drugie, to zaczynają się kochać, bo oboje mają na to ochotę.

To zwyczajne szczęście, o którym opowiadasz, jest zaskakujące.
Kiedy ludzie ze sobą żyją, chodzą do pracy, wychowują dzieci, wykonują różne zadania, to ta harmonia jest szczęściem. Zaczyna się różnie. Jedni, kiedy tylko się zobaczyli, to jakby piorun w nich strzelił. Drudzy najpierw się polubili, poczuli, że z tą osobą warto spędzić życie. A teraz sobie po prostu żyją i mają lepsze i gorsze dni. I to ich nie dziwi. Kiedy pojawi się ciąża, kobieta jest bardziej podkręcona i mają więcej seksu. Ale potem jak już jest duży brzuch, to nie szaleją w seksie. Robi się przerwa, po której czasem para zaczyna się traktować jak tatuś i mamusia. Mówią do swoich dzieci: „Idź z tym do matki”, „idź z tym do ojca”. Nie są już Krysią i Jurkiem. I ich seks wystyga, bo wstydzą się przed dziećmi, bo jak tatuś i mamusia mogą „to robić”? Warto o tym pamiętać. Ale bywa inaczej. Są dziewczyny, które po urodzeniu dzieci szybko chcą wrócić do figury i do partnera. I ci Krysia i Jurek znów mają dobre godziny w sypialni.

A ci, którzy weszli w rolę tatusia i mamusi, co mają robić?
Wysłać dzieci do babci na weekend i zrobić sobie czas na celebrowanie seksu. Mają mieć na to całą noc i dzień, a nie godzinę czy pół. I też nie muszą całą noc tego robić, ale spokojnie wejść w nastrój. Nie muszą się też natychmiast do siebie dobierać. Mogą sobie razem obejrzeć film. Niekoniecznie pornograficzny, ale taki ciepły, słodki.

Ma być tak zwyczajnie, swojsko, bez fajerwerków?
Jeśli jesteśmy sobie bliscy i się lubimy, to nasze ciała rozmawiają ze sobą same, wiedzą, jak się spleść. Jest tylko jeden drobiazg: czy on by nie chciał czasem czegoś innego niż stosunek waginalny? A ona? Może czasem wolałaby już nie w tej kolejności, nie zawsze o tej samej porze? Warto się dowiedzieć, bo w normalnych, ciepłych związkach niebezpieczeństwem jest rutyna. On zawsze, gdy chce się z nią kochać, głaszcze ją po plecach i całuje za uchem… A potem idą do łóżka i on trochę się pozajmuje jej piersiami... Ten rodzaj rutyny ma plusy, działa jak opanowanie nauki chodzenia. Seks staje się prosty i przyjemny, a to, że oni do tej rutyny razem doszli, też zbliża ich do siebie. Wiedzą, że jak się zacznie głaskanie po plecach, jak już weszli na tę ścieżkę, to na pewno dojdą do udanego końca, bo też już same ciała ich prowadzą. To plus. Ale po jakimś czasie, gdy seks staje się zbyt przewidywalny i powtarzalny, zamienia się to w minus.

Rozumiem, że ten moment, kiedy dobra rutyna staje się złą, możemy po prosu poczuć?
Właśnie. A wtedy warto wykonać kilka nieprzewidywalnych ruchów. Kochać się w kuchni, a nie w sypialni. Na kocach rozłożonych na podłodze, a nie w łóżku. Zacząć gasić światło albo zapalać, byle inaczej niż dotąd. Postawić przy łóżku różową lampkę albo zdjąć ją z szafki nocnej. Założyć satynową pościel, przynieść do łóżka pomarańcze i truskawki i wkładać je sobie w usta, przedtem się nimi pieszcząc…

Czyli jednak trochę perwersji…
Aj tam! To żadne perwersje. Chodzi o to, żeby zrobić rzeczy, które są nowe, ale nie ekstremalne. Piórko zamiast kajdanek. Truskawki zamiast pejcza czy opaska na oczy zamiast trzeciej osoby w łóżku. Zmysłowość, a nie poszukiwanie ekstremum. Najważniejsze jest to, by rozwijać w sobie ciekawość, co jemu, jej sprawia przyjemność. Może to, że ty leżysz jak królewna albo jak branka, taka cicha i nieruchoma, a on cię pobudza? Albo on chce leżeć i ty go masz pobudzać. Dobrze jest też znaleźć nieuznawane dotąd za erotyczne obszary ciała i uczynić je erotycznymi. Pieścić, całować, głaskać plecy, ramiona, przedramiona... Aż zaczną reagować dreszczem. Wtedy seks bez dopalaczy staje się ekscytujący, więcej daje. Pobudzać całe ciało to bardzo ważne. Dlatego warto pozwolić się wykąpać, umyć gąbką, a potem w łóżku dać się posmarować balsamem i nawet – zasnąć. Bez seksu. Bo tak jest miło. Ci, którzy żyją ze sobą w zwyczajny sposób, po prostu wiedzą, że raz seks jest, a raz tylko pieszczoty. I że to jest właśnie dobre. Wiedzą też, że raz orgazm jest mały, a raz ogromny. I że to też jest cudne. Jeszcze jedno – kiedy są wakacje, dzieci wyjechały, warto skorzystać ze stymulacji, jaką daje przyroda. Wiatr, woda, nagrzany piasek budzą zmysły. Unikniemy zdrady, dając sobie coś ekstra, ale w ramach naszego dobrego bycia razem. Nie napinajmy się jednak, że teraz będziemy wzbogacać nasz seks. Lepiej stworzyć warunki dla miłych chwil we dwoje i wtedy iść za impulsem z ciała.

Jednak świat lansuje perwersje! Zaczynamy więc mieć kompleksy, choć nam w łóżku dobrze.
Jeśli ktoś tak myśli, najwidoczniej sam sobie nie wierzy i potrzebuje potwierdzenia, że szalenie modne jest kochanie się zwyczajne, które daje radość. A ja jako psychoterapeutka mogę powiedzieć, że mieć fajnego człowieka, na którego masz ochotę i który ma ochotę na ciebie, z którym uprawiasz seks pomimo wspólnego długiego życia, to jedno z większych osiągnięć. Ten, kto ma dobry zwyczajny seks, doświadcza czegoś prawie idealnego. Zwyczajna radość bycia razem to ideał dla wielu nieosiągalny. Daje to, czego nie ma w żadnej perwersji, prawdziwe spełnienie. Perwersja jest eskalacją doznań, bo właśnie nie niesie spełnienia.

W modnych serialach możemy jednak usłyszeć: „Ten mój facet to chyba gej. Jeszcze nie nagrał naszego stosunku i nie chciał mnie związać”.
To tylko moda, a moda jest po to, żeby odciągnąć nas od nas samych w stronę: „Jaka, jaki powinienem być, żeby zyskać”, ale co zyskać? Sławę? Uznanie? Lepsze samopoczucie? Dobre samopoczucie daje nam właśnie zwykły, dobry związek. Każdej władzy zależy na tym, żeby ludzie nie rządzili się sami. Żeby im czegoś brakowało, żeby od nich nie zależało, czy to coś dostaną. Wtedy się nimi rządzi, obiecując im to coś, sprzedając namiastki tego czegoś. Jeśli ktoś jest szczęśliwy sam z siebie i daje sobie to zabrać, bo inni mu wmawiają, że będzie bardziej szczęśliwy, jeśli z tego, co ma, zrezygnuje, to on rezygnuje ze swojej wolności i niezależności. Warto popatrzeć, czy ci, którzy nas pouczają, jak żyć, sami są szczęśliwi. Z mojego doświadczenia wynika, że ulegać modzie, ulegać opiniom innych, to dawać się wpędzać w kompleksy i nałogi.

Trzeba być silnym, żeby zostać ze sobą.
Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy brakuje mu do szczęścia perwersji, niech obejrzy film „Wstyd”. Bohater jest seksoholikiem, który wciąż szuka ekstremalnych przeżyć. Musi chodzić do klubów, gdzie się przewalają nagie ciała, które nie są już ludźmi, tylko kadłubkami wystawiającymi się na jakiś rodzaj przeżyć. Tych każdy może im dostarczyć, bo chodzi tylko o mechaniczne pobudzenie i zaspokojenie. Te ciała, jak i nasz bohater, przekroczyły wstyd, przestrzeń intymną, ale w zamian doświadczają tylko zmiany świadomości, nieprzytomności – jak w każdym uzależnieniu. A seks domowy nie jest uzależniający. Jest seksem. To nasza wolność, bliskość i sympatia dla siebie i dla tej drugiej osoby. Nasza intymność jest naszą suwerennością. Człowiek, który nie jest wolny, nie ma intymności. Gra kogoś innego, pod jakiś lansowany wzór. A lansowane wzory są zawsze takie, że ich nie osiągniesz. Zobacz bohaterów ostatnio modnych powieści erotycznych dla kobiet – to faceci nieludzko piękni. Ale dla ciebie atrakcyjny facet to ten, który ma krzywy uśmiech i urwane ucho. I właśnie dlatego weźmie cię tak, że zapomnisz o całym świecie. Bo twoja historia życia zahaczała o podobnych facetów. Jest takie opowiadanie Głowackiego: chłopak mieszka koło lotniska, jego niania jest gruba i stara, ale to jedyna kobieta, którą może podglądać. Więc on ją podgląda, gdy ona się myje, przebiera, i ciągle słyszy te samoloty... Potem, kiedy był już dorosły, na ulicy zobaczył grubą, starą prostytutkę, a akurat nad miastem nisko leciał samolot. I to go tak wzięło, że musiał ją posiąść, nie mógł się opanować.

Źródła naszego erotycznego gustu mogą więc być zupełnie niezwykłe.
Dobór tego zwykłego partnera też jest spowodowany naszym życiem, a więc żadna moda czy doradca nie powie nam, kto nas doprowadzi do szaleństwa. Nikt poza nami nie będzie też wiedział, czy chcemy być do szaleństwa doprowadzeni. Bo może nie chcemy tego, kto spowoduje, że wciąż myślimy o tym, żeby się z nim splątać. Może chcemy na partnera kogoś, kto tak na nas nie działa, bo wolimy mieć bezpieczny związek i bezpieczny seks. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy ciałko dotyka do drugiego ciałka, jest ciepło i miło, a tylko czasem bywa podniecająco…

  1. Seks

Pierwszy seks po traumie. Rozmowa z psychoterapeutką Agnieszką Czapczyńską

Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, nie pozostanie neutralny. Bo te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać. (Fot. iStock)
Rana po doświadczeniu przemocy seksualnej boli długo. Gdy uda się ją względnie opatrzyć, pojawia się potrzeba zbudowania bezpiecznego związku. O tym, jak (i czy w ogóle) rozmawiać o dawnej traumie z nowym partnerem, mówi psychoterapeutka Agnieszka Czapczyńska.

Gwałt potrafi na bardzo długo zamknąć nas na jakąkolwiek bliskość z drugim człowiekiem. Po czym poznać, że jest się już gotową?
U osób, które przeżyły traumę gwałtu, pojawia się pewien rodzaj ambiwalencji: z jednej strony jest potrzeba bliskości, chęć posiadania związku, z drugiej strony występuje lęk. Jeśli reakcja awersyjna jest bardzo silna, to poziom lęku związany ze zbudowaniem nowej relacji jest bardzo wysoki.

Od wielu lat pracuję w grupie wsparcia kobiet doświadczających różnych form przemocy, nie tylko seksualnej, ale to właśnie w tej grupie jest najwięcej singielek. Kiedy lęk wygrywa, wybieramy bycie samą.

Samotność wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem, bo daje poczucie bezpieczeństwa. Jakie sygnały oprócz lęku i awersji mogą świadczyć o tym, że to wciąż otwarta rana?
Jeżeli po doświadczeniu przemocy seksualnej rozwinął się zespół stresu pourazowego, to rana zawsze jest otwarta i sama się nie zagoi. O PTSD możemy mówić jako o stałym rozregulowaniu układu nerwowego. Symptomami są: wspomniana reakcja awersyjna, stała reakcja czujności, autoagresywne myśli, których nie można zatrzymać, flashbacki, czyli wracające obrazy traumy, którym towarzyszą odczucia w ciele, jakby działo się to tu i teraz. Poza tym pojawia się dysregulacja cyklu snu, dysregulacja emocji – albo odcięcie od nich, albo zalewanie się nimi, oraz silnie obniżone poczucie własnej wartości. Kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej, często nawet nie wiedzą, że mają PTSD. Ich stan jest diagnozowany jako depresja czy zaburzenia osobowości. Tymczasem źródłem wszystkiego jest trauma i właśnie zespół stresu pourazowego.

Statystyki mówią, że przy przemocy fizycznej, zwłaszcza tak drastycznej jak gwałt, PTSD rozwija się u 70–90 proc. kobiet. Dla porównania, w wyniku wypadków samochodowych – u 30 proc.

Rozumiem, że przy odpowiednim wsparciu rana może się zagoić?
Wierzę, że można się wyleczyć. Po doświadczeniu traumatycznym przez kilka tygodni występuje reakcja adaptacyjna. Układ nerwowy usiłuje dojść do równowagi po drastycznym przeciążeniu. To jest normalne i należy dać mu szansę. U części osób te symptomy z każdym tygodniem zaczynają słabnąć i w miarę upływu czasu powraca równowaga psychiczna. Natomiast jeśli symptomy utrzymują się dłużej, to oznacza, że układ autoregulacji nie dał rady i potrzebujemy pomocy z zewnątrz. Nowoczesne metody terapii, takie jak EMDR, Somatic Experiencing, Brainspotting czy TRE rozładowują napięcie na poziomie układu nerwowego, czyli tam, gdzie nastąpiło główne zaburzenie. Stosuje się też pracę w nurcie behawioralno-poznawczym dopasowanym do pracy z traumą. Wszystkie te podejścia są skuteczne. To znaczy doprowadzają osobę do momentu, w którym zostaje pamięć doświadczenia, ale nie towarzyszy jej pobudzenie ani dyskomfort. Pozostaje wspomnienie, które nie wyrzuca z „tu i teraz”, nie powoduje silnych emocji i nie wpływa negatywnie na poczucie własnej wartości.

Warto pamiętać, że przy traumie na poziomie poznawczym budują się przekonania, które są bardzo negatywne i destrukcyjne, typu: „To moja wina”, „Mogłam się obronić”, „Jestem słaba”, „Świat nie jest bezpieczny”. Te przekonania były sposobem rozumienia sytuacji w momencie gwałtu, ale są w większości irracjonalne. Przez skuteczną terapię traumy rozumiem taką, która sprawia, że doświadczenie przestaje niszczyć i buduje potraumatyczną siłę. Kobieta wychodzi z poczuciem mocy i przekonaniem: „Przetrwałam, dałam radę”, „Zrobiłam wszystko, co mogłam, „Jestem OK taka, jaka jestem”.

Droga od „Mogłam się obronić” do „Zrobiłam wszystko, co mogłam” jest długa. Sam czas nigdy nie uleczy rany?
W przypadku traumy powiedzenie, że czas goi rany, jest mitem. Możemy się od niej odciąć, omijać szerokim łukiem, włączać różnego rodzaju mechanizmy obronne, które nas dysocjują, dzięki którym nie będziemy czuły jakiejś części siebie, ale prędzej czy później to się ujawni. Życie w zamrożeniu, odcięciu od swojego ciała jest dewastujące, ponieważ żyjemy kawałkiem siebie. Reszta jest odcięta. Nie mamy dostępu do emocji, czucia na głębokim poziomie, żyjemy jakby za szybą.

Czy w budowaniu nowej relacji ma znaczenie, kim dla ofiary był sprawca i kiedy doszło do przemocy seksualnej?
W mojej wieloletniej pracy tylko raz spotkałam się z przypadkiem gwałtu na ulicy. 99,9 procent przypadków przemocy seksualnej odbywa się w relacjach pozornie bezpiecznych. Sprawcami są znane ofiarom osoby, zaprzyjaźnione z nimi, które nawet jeśli znały je tylko kilka godzin, to zdążyły wzbudzić sympatię i zaufanie. Traumy seksualne, do których doszło w dzieciństwie, kiedy kształtowała się nasza tożsamość, mocniej wkraczają w całą strukturę osobowości, stają się bardziej wrośniętą, integralną częścią poczucia, kim jesteśmy. Jeżeli doświadczyłyśmy traumy w szóstym roku życia i od tego czasu lęk towarzyszy nam codziennie, to mając 35 lat, myślimy o sobie: „Jestem lękowa, taka się urodziłam”. Mamy taki obraz siebie, choć on nie jest prawdą.

Jak fałszywy obraz siebie wpływa na późniejsze budowanie relacji?
Jeśli dziewczynka wyrasta na kobietę, która ma poczucie bycia niewartościową, bo trauma zaniża poczucie własnej wartości – ma wysoki poziom lęku, silną reakcję unikania, nie jest w stanie być niezależna i samodzielna w różnych obszarach życia. Kobieta niewierząca w swoje siły łatwo znajdzie sobie opiekę partnera dominującego. Czasem to dobry wybór, czasem zwiększa ryzyko, że odtworzy sytuację przemocy w kolejnym związku. Może budować różne relacje zależnościowe i trudniej jej będzie się bronić.

Traumy różnią się nie tylko czasem powstania, ale też częstotliwością – czy były jednorazowe, czy wielorazowe. Z jednorazowym doświadczeniem traumatycznym, czyli na przykład gwałtem na randce, można uporać się szybciej. Terapie metodami, o których wspomniałam, polegają na rozładowaniu energetycznym w ciele trudnego doświadczenia i przynoszą bardzo szybko pożądane efekty na poziomie fizycznym i w sferze poznawczej, czyli w budowaniu pozytywnych przekonań na swój temat. Transformacja przez ciało jest dużo szybsza niż przez umysł i terapię narracyjną, może zamknąć się w 10–15 sesjach. Natomiast gwałt w małżeństwie nigdy nie jest jednorazowym doświadczeniem. To jest trauma złożona, proces leczenia jest długi, ponieważ doświadczenie miało czas wrosnąć w strukturę osobowości, myślenie o sobie, sposób funkcjonowania. Wzorzec utrwalał się przez lata.

Załóżmy, że kobieta po traumatycznych doświadczeniach jest gotowa na nowy związek. Czy powinna poinformować o nich nowego partnera?
Na pewno do niczego nie należy się zmuszać. Warto wyznać partnerowi prawdę z jednego powodu: jeśli nie będzie rozumiał pewnych naszych reakcji, może pomyśleć, że są one skierowane przeciwko niemu, co nie będzie służyło budowaniu więzi. Przypuśćmy, że w trakcie intymnego zbliżenia nagle wróci mi pamięć trudnego doświadczenia i zacznę płakać, stanę się agresywna albo cała zesztywnieję – dobrze by było, by partner, z którym jestem, rozumiał, co się ze mną dzieje. W przeciwnym razie może się przestraszyć i zachowywać obronnie. Z drugiej strony dzielenie się tak intymną i bardzo delikatną częścią siebie wymaga zaufania. Powinnyśmy mieć poczucie, że osoba, której to mówimy, nie wyśmieje nas, nie odwróci się na pięcie, nie przestraszy się, nie zminimalizuje problemu. W relacji potrzebujemy czuć się bezpiecznie, musimy wiedzieć, czy ta osoba jest godna zaufania i czy to jest właściwy moment. Uważam, że warto mówić o trudnej przeszłości, tylko trzeba to robić w bezpieczny dla siebie sposób.

Bezpieczny, czyli jaki? Jakich użyć słów? Jak rozpocząć rozmowę?
Każdy trudny temat w relacji warto jest poruszać w spokojnej atmosferze. Gdy jesteśmy w silnych emocjach, nie panujemy nad słowami, więc łatwo o zranienie. Poważne rozmowy wymagają maksymalnie bezpiecznej przestrzeni, warunków i czasu. Nie oczekiwałabym, że w trakcie jednej rozmowy powie się wszystko. Można dać znać, że miało się trudne doświadczenie i ono wpływa teraz na relację z partnerem. Można zacząć od ogólników. Jeśli poczujemy się bezpiecznie, zobaczymy, że to jest przyjęte we właściwy sposób, to możemy otworzyć się bardziej.

Co znaczy właściwy? Jakiej reakcji można się spodziewać?
Właściwa reakcja partnera to reakcja empatyczna. Może on doświadczyć mnóstwa emocji: smutku, żalu, poczucia winy, chociażby dlatego, że przynależy do gatunku sprawców. Może pojawić się poczucie wściekłości na sprawcę. Te reakcje są bardzo OK.

Niepokojącym sygnałem są oskarżenia typu: „To była twoja wina, po co tam szłaś”, deprecjonowanie: „Daj spokój, co tam będziesz wspominać, skoro to było lata temu”, wyśmiewanie: „Jesteś histeryczna, chodź, przytulimy się, to wszystko minie, ja cię uleczę”. Te reakcje nie są empatyczne. Ale nie oznaczają, że mężczyzna jest złym człowiekiem, możliwe, że nie ma pojęcia, jak wspierać partnerkę. Uważam, że partnerzy, którzy tworzą lub chcą stworzyć związek z kobietą, która przeżyła przemoc seksualną, mogliby o tym trochę poczytać. Polecam zwłaszcza książki „Obudźcie tygrysa” Petera Levine'a oraz „Strach ucieleśniony” Bessela van der Kolka. Albo jednorazową konsultację, żeby dowiedzieć się, jak mają wspierać swoją partnerkę.

Może pani w kilku zdaniach wypunktować, jak wspierać kogoś po takim wyznaniu?
Po pierwsze, empatycznie słuchać, nie komentować, nie podważać. Po drugie, spytać, w jaki sposób można jej towarzyszyć, czego od nas potrzebuje, zapewnić ją, że jesteśmy po jej stronie, mówiąc na przykład: „To nie była twoja wina”. Po trzecie, motywować ją do terapii.

Ile czasu partner może potrzebować na oswojenie się z informacją o takim kalibrze?
Nie wiem. Nie wiem, czy w ogóle jest w stanie pogodzić się do końca z tym doświadczeniem. Nie spodziewam się, że partnerowi będzie łatwo z tym żyć. Nieuleczona trauma ma taką właściwość, że przypomina nierozbrojoną bombę. Jest w nas, ciągle tyka i co jakiś czas wybucha w postaci intruzywnych myśli, przerażających wspomnień, zalewających uczuć lęku, smutku, złości. Kobieta po doświadczeniu gwałtu staje się emocjonalną bombą. Więc nawet jeśli partner poukłada to sobie w głowie, przyjmie do wiadomości i zrozumie, nie sądzę, by był w stanie stać się neutralny, ponieważ te wybuchy będą się powtarzać i go dotykać.

A jeśli ucieknie po samym wyznaniu – warto walczyć o taki związek?
Zarówno zamrożenie i brak emocji, jak i silna reakcja emocjonalna na taką wiadomość są całkowicie normalne. Może zdarzyć się, że partner nie potrafi tego udźwignąć, pomieścić w sobie tej ilości bólu. Jeśli obie strony widzą, co się z nimi dzieje, i mają wolę rozmowy, walki o związek, to zawsze jest szansa na przetrwanie tego kryzysu. Gwałt to doświadczenie, w którym mężczyzna niszczy życie kobiety, ale też życie innych mężczyzn – brata, ojca, partnera, syna. Przechodzimy przez to razem, niezależnie od płci.

Jednak lęk przed tym, że on odejdzie, zwłaszcza na początku relacji, może być większy niż chęć wyznania…
Ale on może odejść także dlatego, że mu nie powiesz. Trudno jest wytrzymać z osobą, która przeszła traumę i utrzymuje to w tajemnicy. To doświadczenie niszczy relację. Gdy rozumiemy to, co się z nami dzieje, i zostaje to nazwane, przynajmniej jesteśmy świadomi przyczyny takiego zachowania i wiemy, co z tym możemy zrobić.

Pierwszy seks po takim wyznaniu może być pełen obaw z obu stron.
Terapia służy odklejeniu doświadczenia seksu od poczucia zagrożenia i ponownemu połączeniu go w naszym umyśle z przyjemnością, bliskością i radością. Na pewno kolejne zbliżenie będzie wymagać uważności, delikatności i uczenia się siebie na nowo. W miejscu, w jakim byłyśmy zranione, zawsze będziemy bardziej delikatne, ostrożne.

Po traumie mamy skłonność do dysocjacji, więc wszystkie praktyki, które ściągają uwagę do bycia w teraźniejszości i czucia w ciele, są dobre. Zachęcam do terapii i różnego rodzaju praktyk budujących obecność w ciele, połączenia body-mind, czyli medytacji mindfulness, dowolnych technik medytacyjnych, jogi czy tai-chi.

Może zdarzyć się tak, że opowiedzenie o traumie nie chce przejść przez gardło. Czy ktoś może nas w tym wyręczyć?
Jeśli trudno jest powiedzieć to wprost, szukajmy sposobów, żeby to stało się możliwe. Miałam takie przypadki, że partnerzy albo członkowie rodziny przychodzili na sesję wspólnie z moją pacjentką, żeby w obecności osoby neutralnej porozmawiać o doświadczeniu gwałtu. W moim odczuciu przynosiło to dobre efekty. Sama terapia traumy jest terapią indywidualną, nie zabieramy na nią towarzysza.

A czy mówić o gwałcie innym? Matka – córce, córka – matce?
Nie mówiłabym nastoletniej córce, ale dorosłej – być może tak. Po to, by zrozumiała, co się ze mną dzieje, albo żeby sama lepiej rozumiała swoje odczucia, bo czasem trauma jest raną transgeneracyjną, poczucie zagrożenia może się przenosić z pokolenia na pokolenie. Jeśli trauma dotyczy dziecka, zawsze trzeba powiedzieć bezpiecznemu dla siebie dorosłemu, na przykład mamie. Bo ktoś musi udzielić pomocy. U moich pacjentek, które były ofiarami gwałtu, a po stronie których stawała matka czy ojciec, często następowała spektakularna poprawa.

Czy taka rozmowa może być formą terapii dla kobiety? Czy przeciwnie, niechcący otworzy drzwi do nieprzepracowanych emocji?
Ujawnienie tajemnicy, o ile zostanie właściwie przyjęte przez otoczenie, zwykle daje dużo ulgi. Oczywiście może otworzyć pamięć starych doświadczeń i być równocześnie bolesne. Z drugiej strony potrzebujemy uwolnić swój ból, może nawet szczególnie ten, który nosimy latami. Stara rana otwiera się, płyną łzy - jest to nieprzyjemne, ale tak działają mechanizmy samoregulacji. Ciało jest mądre i próbuje pozbyć się wewnętrznego napięcia. Warto pamiętać, że emocje wracają nie dlatego, że jesteśmy „uszkodzone”, ale dlatego, że ciało chce uzdrowić się z traumy. Ona jest stałą częścią ludzkiego życia, była obecna zawsze i nasze ciało jest w pełni wyposażone w mechanizmy powrotu do zdrowia.

Agnieszka Czapczyńska, psychoterapeutka, superwizorka w obszarze przeciwdziałania przemocy IPZ PTP, prowadzi Ośrodek Rozwoju Osobistego i Psychoterapii „Radość Bycia”, www.radoscbycia.com.

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.

  1. Seks

Fantazje seksualne – czego o sobie nie wiemy?

Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Wszyscy fantazjujemy o seksie. Często nie wiemy jednak jak odczytać te fantazje. Co znaczą? O jakich potrzebach informują? (Fot. iStock)
Fantazjujemy o seksie. Wszyscy. To już nie jest tabu. Dziś zastanawiamy się raczej, czy wszystkie fantazje należy wcielać w życie. – A może niektóre lepiej pozostawić tylko w sferze marzeń, ale spróbować odczytać ich rzeczywisty przekaz – zastanawia się seksuolog i psychoterapeuta Andrzej Gryżewski.

Czy trzeba realizować seksualne fantazje, by poczuć się spełnioną jako kobieta?
Powiem zdecydowanie – na pewno nie wszystkie fantazje warto realizować, a już z pewnością nie należy robić tego dosłownie. I dotyczy to nawet tych marzeń, które wydają się całkiem niewinne. Jeden z moich klientów od dziesięciu lat fantazjował o… fryzjerkach. Wyobrażał sobie, że przychodzi do salonu, a tam miła pani ciepło się do niego uśmiecha, zaczyna go dotykać, masować – najpierw głowę, potem całe ciało. To była jego superfantazja, przy której onanizował się przez lata, kiedy był sam. Ale od trzech lat jest w stałym związku i kryzys w nim pojawił się właśnie z powodu owej fryzjerki. Partnerka wypytywała go bowiem tak długo, aż opowiedział, co mu chodzi po głowie. No i trafili do mnie, bo ona postanowiła urzeczywistnić jego fantazję! Pewnego dnia pojawiła się w drzwiach w kusym fryzjerskim fartuszku z nożyczkami w ręku. Jednak to kompletnie nie zadziałało, jej partner nie był ani trochę bardziej podniecony. Próbowała więc kolejny raz i kolejny…

Domyślam się, że nadal nic z tego?
Dokładnie tak. Zraniona uznała więc, że nie jest dla swojego partnera tak atrakcyjna i pociągająca jak fryzjerka z jego fantazji, choć nie miała do wyciągnięcia takiego wniosku żadnych podstaw, bo ich seks był udany. Bez fajerwerków, ale udany. Jednak to jej nie wystarczało. Próba realizowania jego fantazji doprowadziła do kłótni.

I zapewne ten mężczyzna wcale nie rozumiał dlaczego.
Nic nie rozumiał. Przecież wcześniej wszystko było między nimi w porządku. Czuł się więc zagubiony i oszukany, był zły, bo za szczerość spotkała go kara. Na kolejną sesję zaprosiłem więc tylko jego. I co się okazało? Przypomniał sobie, że przed dziesięcioma laty, kiedy był tuż po rozwodzie i czuł się bardzo samotny, trafił do salonu fryzjerskiego, w którym natknął się na wyjątkowo ciepłą, delikatną i bardzo czułą fryzjerkę. Przez 40 minut z pietyzmem przycinała jego włosy. Zrobiła mu też wspaniały masaż głowy. A on bardzo potrzebował czułego dotyku.

Czyli o ciepło, a nie o seks mu w tych fantazjach chodziło?
No właśnie! Fryzjerka była dla niego symbolem czułości, zainteresowania. Ale jego partnerka nie odkryła tego, co skrywała w sobie ta fantazja. Poszła za własną wizją tego, kim może być kobieta z salonu fryzjerskiego: kusicielką, wyuzdaną kochanką…

Zupełnie się ich fantazje rozminęły…
Fantazje partnera warto traktować jak tajemnicze wagony – nigdy nie wiadomo, co jest w nich ukryte. W wagonie do przewozu węgla można odnaleźć porcelanę. W cysternie, w której my przewozilibyśmy mleko, ktoś może przewozić zielony groszek. Tu bardzo łatwo o pomyłkę, błędną interpretację. Jak choćby w przypadku mojego innego klienta, który był przekonany, że skoro jego partnerka przyznała się do fantazji o Afrykaninie, to zapewne chodzi jej o wyjątkowo bogate męskie wyposażenie i supersprawność. Pomyślał nawet, że wie, skąd u jego partnerki taka fantazja. Pamiętał bowiem, że podczas wycieczki do Kenii zdarzyło jej się zapatrzyć na jednego z miejscowych mężczyzn. Dlatego przez kilka miesięcy wsmarowywał jakieś maści kupione w Internecie, które rzekomo miały wydłużyć jego członek. Kolejny pomysł, na jaki wpadł, to kupienie prezerwatyw w kolorze czarnym i specjalnych nakładek powiększających obwód członka. Jego żona zareagowała frustracją, bo za jej fantazjami kryło się tylko pragnienie, by ich seks był mniej przewidywalny. Afrykanin był dla niej symbolem zaskoczenia, różnorodności, dla niego – ogromnego męskiego przyrodzenia.

Kompleksy kazały mu w ten sposób zinterpretować fantazję partnerki?
Zapewne tak. Zdarza się też, że fantazje prowadzą do manipulowania partnerem. Miałem klienta, który chciał zdradzić żonę, ale nie potrafił się przełamać – tak po prostu zdecydować się na skok w bok – bo w gruncie rzeczy był monogamistą. Wymyślił więc, że podzieli się z partnerką swoją fantazją o swingowaniu. Potem namówił ją, by razem z nim poszła do klubu dla swingersów, a w końcu żeby to ona pierwsza zdradziła jego. To da mu prawo, by także dopuścić się zdrady! Długo przekonywał żonę, aż w końcu stało się! Kilka tygodni później trafił do mnie… z objawami stresu pourazowego. Za każdym razem, kiedy zamykał oczy, widział swoją partnerkę z tamtym mężczyzną. Realizowanie takiej fantazji jest jak wrzucenie granatu do pomieszczenia – nie wiadomo, kto przeżyje. Trzeba bardzo uważać.

Chyba podobnie trzeba uważać, kiedy mowa o fantazjach związanych z gwałtem. Czy kobiety opowiadają o nich swoim partnerom?
Czasem tak, co też zazwyczaj kończy się nieporozumieniem. Scenariusz po takim wyznaniu zazwyczaj wygląda mniej więcej tak: ona akurat gotuje obiad i nie jest w humorze, bo miała ciężki dzień w pracy. On zakrada się i zadziera jej sukienkę, by nagle uprawiać z nią seks. Penetrować. Ona jest wściekła, ma pretensje, bo czuła się zgwałcona. A on nic nie rozumie, przecież o to jej właśnie chodziło, tymczasem słyszy od partnerki, że wcale nie o to.

To czego ona chciała?!
Gwałt to tylko symbol. Ona chce, żeby on przejął inicjatywę, ale kiedy trafią do łóżka, do sypialni! Chce, żeby był męski, czyli stanowczy, dynamiczny, żeby wziął odpowiedzialność za seks, za klimat, za technikę, żeby ona mogła się poczuć swobodnie. A więc żeby działał z większą pewnością siebie, ale brał jednocześnie pod uwagę jej uczucia.

Są kobiety, które decydują się na operację powiększania piersi, gdy partner przyzna, że fantazjuje o kobietach z dużym biustem. Czy ich wysiłek ma jakiś sens?
Mężczyźni fantazjują o kobietach z wielkimi piersiami, bo te kojarzą im się z obfitością. Ale nie obfitością ciała, a obfitością czułości, zrozumienia. Czyli o kobietach, które są kochankami, ale też – jak mawia profesor Zbigniew Lew-Starowicz – mamami bis. Znowu więc nieporozumienie. Mam klientkę, która poszła tą błędną drogą interpretacji. Powiększyła sobie piersi, i to dwukrotnie, bo po pierwszej operacji on przyznał, że dalej fantazjuje o kobietach z jeszcze większym biustem. Jednak i to nie ożywiło ich związku. Tragizm tej sytuacji polega na tym, że zgłosiła się do mnie, kiedy wykonała już serię innych zabiegów. Pomyślała, że skoro jej partner ogląda pornografię, a tam kobiety mają wycięte wargi sromowe, żeby ich narządy wyglądały jak te u 16-latek, to ona także musi mieć takie. Ale i to nie zwiększyło częstotliwości uprawiania przez nich seksu. Więc znowu – jak aktorki w filmach porno – wybieliła sobie odbyt. Potem jeszcze zdecydowała się na ostrzyknięcie łechtaczki i punktu G kwasem hialuronowym.

Szaleństwo!
A problem leży zupełnie w innym miejscu. Ona jest jak lodowiec, ma charakter zadaniowy. A on potrzebuje kobiety ciepłej, czułej, opiekuńczej. On chciałby, żeby żona kokietowała – kusiła wzrokiem, gestem, słowem. A ona? Wbiega do mieszkania w stukających szpilkach i wydaje polecenia: „Seks o 21, wcześniej kolacja przy świecach, a teraz opowiedz, co się dziś działo!”. Tymczasem bliskość to ciepła i uważna rozmowa, a nie suche raportowanie, warto o tym pamiętać. Ono jest bardzo skuteczne w biznesie, ale w związku dla niektórych to katastrofa.

Czyli pod każdą fantazją, nawet tą o biuście, skrywa się jakiś „podspód”?
Tak. I ten „podspód” zwykle bardzo różni się u niej i u niego. I stąd ten ciągły zgrzyt, gdy decydują się dosłownie realizować swoje fantazje... Opowiem jeszcze o klientce, która powiedziała partnerowi, że fantazjuje o mężczyźnie, który potrafi uczynić seks bardziej lekkim i frywolnym. A on, jak to facet, naoglądał się komedii i komików klasy B i zaczął ją traktować jak młodszą siostrę. Wygłupiał się: wysypał ryż pod prześcieradło po jej stronie łóżka, innym razem pod jej jasiek podłożył prukającą poduszkę… Co ona na to? No, nie nabrała ochoty na seks! Chciała w łóżku lekkości i uśmiechu, a nie partnera z gimnazjum! Dlatego kiedy już decydujemy się opowiadać o swoich fantazjach, nie zostawiajmy partnerowi miejsca na domysły. Opatrzmy je solidnym komentarzem, bo tylko właściwie odczytane fantazje doprowadzą do spełnienia i radosnego przeżywania seksu, a nie do gabinetu seksuologa.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Seks

Orgazm na emeryturze

Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci. (Fot. iStock)
Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci. (Fot. iStock)
Młodzi obsadzają cię w roli babci, a ty wciąż masz wielki apetyt na życie i seks? Nie musisz przechodzić na erotyczną emeryturę! Możesz mieć orgazm za orgazmem, bo dopiero teraz wiesz, jak go osiągnąć i poczuć jego prawdziwy smak.

Pamiętacie tę scenkę z serialu „Seks w wielkim mieście”, kiedy zrozpaczona Samantha oświadcza koleżankom, że straciła orgazm? Carrie próbuje ją pocieszyć, że czasami po prostu się nie udaje. „Mnie się zawsze udaje” – ucina Samantha i nawet nie chce słuchać zapewnień przyjaciółki, że pewnego dnia orgazm znów się pojawi. Tymczasem Charlotte dolewa oliwy do ognia: „Czytałam artykuł o kobiecie, która miała orgazm za każdym razem. I nagle… Przestała mieć. Na dobre. Po prostu zużyła cały swój zapas”.
Myślicie, że jest jakiś limit orgazmów, które przysługują nam na całe życie? Że w „pewnym” wieku zostają nam już tylko wspomnienia?

Rozkosz bez limitu

Kiedyś byłam w kinie na filmie „Lepiej późno niż później”. Podczas sceny, w której Jack Nicholson i Diane Keaton uprawiają seks, usłyszałam rozmowę pary siedzących obok 20-latków: „To w tym wieku jeszcze uprawia się seks?!”. No cóż…

– Młodzi często uważają, że w pewnym wieku seks trzeba odłożyć na półkę, a zająć się plewieniem ogródka lub opieką nad wnukami – uśmiecha się Violetta Nowacka, specjalistka od edukacji seksualnej, psycholożka prowadząca poradnię SELF Przyjazne Terapie w Poznaniu. I uspokaja: – Nie ma żadnego limitu orgazmów. Udanym życiem seksualnym można i warto się cieszyć aż do śmierci.

Na dowód przytacza dane: 41 proc. emerytów deklaruje, że regularnie uprawia seks, a 15 proc. robiłoby to, gdyby tylko miało partnera. Co czwarty mężczyzna po siedemdziesiątce jest sprawny seksualnie, a większość kobiet po pięćdziesiątce ma ochotę na seks. I choć Jacek Cygan pisał: „Za młodzi na sen, za starzy na grzech”, kobiety mają inne zdanie na ten temat. Przykłady?Jane Fonda: „Mam 74 lata i nigdy wcześniej moje życie seksualne nie było równie satysfakcjonujące. W młodości krępowało mnie tyle obaw – nie wiedziałam, czego pragnę”.
Nasze krajowe gwiazdy, kobiety energiczne i zachłanne na życie, tylko potwierdzają, że seks po pięćdziesiątce, sześćdziesiątce czy siedemdziesiątce jest najlepszy w całym życiu. „Może być lepszy niż po dwudziestce, bo już nie trzeba się niczego bać, wstydzić. Daje tylko radość. Wreszcie kobieta nie musi się denerwować, że zajdzie w ciążę. Może też puścić wodze fantazji, bo nie uprawia seksu z obcym mężczyzną, tylko z tym, komu ufa i komu może wszystko powiedzieć. Nie należy opowiadać bzdur, że w pewnym wieku seks nie ma już znaczenia” – mówi Bożena Dykiel. Podobnego zdania jest Urszula Dudziak: „Myślę, że dla kobiety najlepszy czas zaczyna się po menopauzie. Nawet seks smakuje wtedy lepiej. Seks uzdrawia i utrzymuje nas w dobrej formie. Dzięki niemu jesteśmy młodzi, piękni i radośni. Jest on integralną częścią naszego szczęścia. My mamy fantastyczny seks i czuję, że to się chyba nigdy nie skończy”.

Ale po co nam ten orgazm?

„Bez męskich orgazmów nie byłoby dzieci” – zauważają Annika Sommerville i Lisa Williams, autorki książki „Dużo orgazmów proszę”. „Mężczyźni potrzebują ich do prokreacji; gdyby seks był dla nich nudny, doprowadziłoby to do spadku liczby narodzin, a w efekcie do wymarcia ludzkiego gatunku”. Może dlatego przez wieki utarło się, że mężczyźnie orgazm się po prostu należy. Sami panowie traktują zresztą swój orgazm jako coś oczywistego. W dodatku mogą zostać ojcami nawet w późnym wieku, kiedy bardziej przypominają dziadka niż ojca dziecka.

A po co kobiety doznają seksualnej rozkoszy? I to w dodatku w dekadzie życia, w której nie mamy ani szans, ani nawet ochoty na potomstwo, bo menopauza pozbawiła nas tej możliwości. Może po to, żebyśmy czuły się bardziej atrakcyjne? Bo przecież kobieta podczas szczytowania jest niezwykle podniecająca. „U kobiet orgazmy są seksowne – zarówno dla nich, jak i dla ich partnerów” – twierdzą autorki książki. Przekonują, że kobiety, które mają orgazmy, a zatem udane życie seksualne, lepiej śpią, mają wyższe poczucie własnej wartości, są bardziej zadowolone z siebie i swojego życia oraz mają więcej energii, która napędza je do działania. Naukowcy podkreślają, że kobieca satysfakcja seksualna to prawdziwa tabletka na szczęście. „Orgazm poprawia jakość snu, pomaga zachować młody wygląd, a jeśli osiągasz go podczas seksu z partnerem, to wzmacnia waszą więź” – piszą Sommerville i Williams. Radzą więc: „Kiedy się czujesz zestresowana, wyczerpana i potrzebujesz czasu dla siebie, może warto dać sobie orgazm, zamiast robić zakupy online, obsesyjnie przeglądać Internet albo przesiadywać na Pudelku”.

Violetta Nowacka przytacza badania przeprowadzone na Rutgers University w USA, z których wynika, że aktywność seksualna trzyma nas w dobrej formie do późnej starości. „Seks i orgazm sprawdzają się w leczeniu bólu – zastępują dwie tabletki aspiryny, łagodzą schorzenia reumatyczne, przewlekłe bóle artretyczne, wzmacniają mięśnie całego ciała, dzięki czemu stajemy się bardziej elastyczne i odporne na zmęczenie. Poza tym podczas seksu spalamy prawie tyle kalorii, ile podczas joggingu, co w pewnym wieku, kiedy spada metabolizm i łatwo o dodatkowe kilogramy, jest nie bez znaczenia” – czytamy w „Dużo orgazmów proszę”. Co więcej, charakterystyczna dla wieku pomenopauzalnego u kobiety atrofia ścianek macicy postępuje wolniej, gdy regularnie uprawia ona seks.

A co, gdy orgazmu nie ma?

Orgazmu na długie lata pozbawił kobiety Zygmunt Freud, który uważał, że orgazm łechtaczkowy jest mniej wartościowy. Kobiety, które tylko w ten sposób potrafiły osiągnąć przyjemność (a jest to znacząca grupa), uważały więc, że prawdziwego orgazmu osiągnąć nie potrafią. Teoria Freuda, jak wiele innych, została w końcu obalona, a orgazm łechtaczkowy zyskał pełnoprawną wartość. O przewadze łechtaczki nad penisem napisali też Sylwia Jędrzejewska i Andrzej Depko w najnowszej książce „Kobiety, które pragną bardziej”. Przekonują: „Kobiece ciało jest wyposażone w narząd służący wyłącznie do dostarczania przyjemności seksualnej. To łechtaczka. Mężczyźni takiego narządu nie posiadają. Penis niestety nie jest narządem, którego można zazdrościć. W pewnym momencie aktywności seksualnej staje się niewydolny, niejednokrotnie rozczarowuje partnerów, podczas gdy łechtaczka zawsze jest gotowa dostarczać właścicielce przyjemności i tak łatwo się nie męczy. To narząd posiadający osiem tysięcy połączeń włókien nerwowych – penis ma ich o połowę mniej”.

Dziś ocenia się, że tak naprawdę jedynie mniej niż 5 proc.kobiet nie jest w stanie osiągnąć orgazmu. Autorki książki „Dużo orgazmów proszę” zapytały kobiety o to, dlaczego nie miały w ostatnim roku orgazmu podczas seksu ze swoim partnerem. Aż 41 proc. wyznało, że podczas seksu myśli głównie o tym, że źle wygląda (jest za gruba, za duża, ma za małe piersi albo za duży brzuch). To sprawia, że – skupione na swoich deficytach i wadach – nie potrafimy czerpać satysfakcji z seksu. „Jako kobiety jesteśmy wychowane w przekonaniu, że nasza wartość seksualna, i nie tylko, jest oparta na wyglądzie” – argumentują autorki. Tymczasem dojrzałość przynosi większy luz. I choć nasze ciała nie wyglądają jak 30 lat temu, to już wiemy, że to nie ma znaczenia. „Stajemy się odważniejsze, bo co niby mamy do stracenia? Mam obwisłą skórę, no i co? On też” – twierdzi Jane Fonda.

Według tych samych badań 40 proc. kobiet nie osiągnęło orgazmu z powodu pośpiechu i ograniczenia czasowego, a 31 proc. dlatego, że nie potrafiło powiedzieć partnerowi, co tak naprawdę sprawia im w łóżku największą przyjemność. I tu też dojrzałość ma przewagę. „Starsi ludzie mogą być seksowni i świetnie się bawić w łóżku” – piszą Sommerville i Williams. „Teoretycznie, gdy osiągamy ten wiek, kiedy człowiek zaczyna wzdychać: »O, jak miło sobie posiedzieć«, i nie musi dłużej udawać, że lubi festiwale muzyczne, powinniśmy już znać swoje ciało na wylot. Wiemy, czego oczekujemy od partnera”. W młodości godziłyśmy się na kiepski seks, a nawet udawałyśmy orgazm, żeby nie zrobić mu przykrości, teraz możemy robić to, na co mamy ochotę. W dodatku znikają problemy młodości – dzieci za ścianą, rata kredytu do zapłacenia, szef, który w pracy wylał na nas swoje frustracje. Jest jeszcze jeden powód, dla którego seks po menopauzie daje nam już tylko radość – znika lęk, że zajdziemy w niepożądaną ciążę.

Czy można mieć za dużo orgazmów?

Podobno im więcej, tym lepiej. W dodatku kobiety mogą mieć orgazm wielokrotny, czyli podczas jednego stosunku potrafią szczytować kilka razy. To nasza przewaga nad mężczyznami – podczas gdy oni mają zwykle jeden, i na tym koniec (wyjątkowo dwa), my możemy mieć kaskadę orgazmów. I to aż do późnej starości. Kolejna różnica między nami – co zauważają Sommerville i Williams – mężczyźni z wiekiem coraz rzadziej miewają orgazmy, ale kobiety z roku na rok się rozkręcają. Na dowód przedstawiają badanie, w którym poddano wieloletniej obserwacji 800 pań. I co się okazało? Że połowa kobiet po osiemdziesiątce doświadcza satysfakcji seksualnej za każdym lub prawie każdym razem. Co więcej, okazuje się, że seks z biegiem lat może być lepszy, zgodnie ze starym porzekadłem „apetyt rośnie w miarę jedzenia”. U kobiet coś takiego jak erotyczna emerytura po prostu nie istnieje. Według statystyk seksuologa Zbigniewa Lwa-Starowicza większość kobiet po pięćdziesiątce ma ochotę na seks. Nie ma jednak dobrej odpowiedzi na pytanie: ile orgazmów miesięcznie powinnaś osiągać? „Seks to nie owoce i warzywa, żeby fundować sobie pięć zalecanych porcji dziennie. W życiu intymnym nie liczy się ilość, lecz jakość. Nie ma znaczenia, jak często uprawiasz seks i ile masz orgazmów” – czytamy w „Dużo orgazmów proszę”. Jeśli masz ochotę na orgazm, dobrze wiedzieć, jak go osiągnąć. Bez presji. Za to z przyjemnością.

A co, gdy zawodzi zdrowie?

Pamiętacie scenę z filmu „Lepiej późno niż później”, w której bohater grany przez Jacka Nicholsona podczas preludium do seksu z młodziutką kochanką dostaje ataku serca? No cóż… Starszy pan przesadził z viagrą i entuzjazmem, a niezdrowy tryb życia dał o sobie znać. Bo nawet w chorobach serca seks jest dobry i bezpieczny. Violetta Nowacka twierdzi, że sam stosunek nie jest wielkim wysiłkiem dla serca. Pod warunkiem że nie przerabiamy w łóżku wszystkich pozycji Kamasutry albo nie zabawiamy się w odgrywanie scen z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. „Można go porównać z dość szybkim spacerem” – twierdzi specjalistka i dodaje, że nawet miesiąc po przebytym zawale nie trzeba rezygnować z seksu, a bezpieczna jest wtedy pozycja „na łyżeczkę”. Ma też radę dla panów na kłopoty z potencją: „Powinni kochać się regularnie i najlepiej nad ranem. Wtedy poziom męskich hormonów jest najwyższy i o wzwód najłatwiej”.
Violetta Nowacka podkreśla, że regularne współżycie pozwala łagodniej przejść przez trudny czas po menopauzie i pogodnie wkroczyć w starszy wiek: „Jeśli mamy związane z seksem pragnienia, nie dajmy się presji społecznej i uprawiajmy seks. Nie przestajemy być mężczyznami i kobietami tylko dlatego, że przekroczyliśmy sześćdziesiątkę. Kochaj się optymalnie raz, dwa razy w tygodniu, a jeśli nie masz z kim, możesz się zaspokajać sama. Kto powiedział, że masturbacja to przywilej wyłącznie młodych?”.