1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. To, co naprawdę lubię. Jak przezwyciężyć rutynę w seksie?

To, co naprawdę lubię. Jak przezwyciężyć rutynę w seksie?

Najtrudniej  namówić nas do zmiany pory oraz seksu w ciągu tygodnia. (Fot. iStock)
Najtrudniej namówić nas do zmiany pory oraz seksu w ciągu tygodnia. (Fot. iStock)
Poszukując nowych doznań w sferze intymnej warto eksperymentować w zgodzie ze sobą, bo za aktywnościami seksualnymi, w które się angażujemy, mogą stać różne potrzeby. Jak dotrzeć do źródeł swoich motywacji – pytamy coachkę intymności, Agnieszkę Szeżyńską.

Coraz częściej zachęca się nas do tego, żeby eksperymentować, mieć więcej otwartości w seksie. A jeśli nie mam na to ochoty? Współczesny świat wywiera na nas presję z każdej strony, także w kontekście życia seksualnego. Łatwo zwątpić, czy aby na pewno wystarczająco próbuję, wystarczająco się wysilam... Seks staje się kolejnym zadaniem do wykonania, za które trzeba dostać piątkę, bo jeśli będzie cztery z plusem, to już niewystarczająco dobrze. Proponuję odejść od takiego zadaniowego podejścia, nie wystawiać sobie ocen z tego, jak bardzo jesteśmy otwarci seksualnie. Eksplorowanie nowych lądów jest użyteczne tylko wtedy, gdy mamy na nie przestrzeń i chęć. Eksperymenty połączone z rozciąganiem swojej strefy komfortu w sposób, który nie jest w zgodzie i harmonii z samym sobą, wcale nie są przydatne. Jeśli nie interesuje mnie seks w miejscach publicznych, to go po prostu nie uprawiam.

Może się jednak zdarzyć, że to partner będzie nas namawiał do seksu w miejscach publicznych. Co wtedy? W mojej książce „Warsztaty intymności” wielokrotnie przywołuję podział na aktywności seksualne i potrzeby seksualne. Seks w mało uczęszczanym zaułku jest aktywnością seksualną. Jeżeli jedna osoba ma na nią ochotę, a druga nie, proponuję zrobić pauzę i zastanowić się wspólnie, jaka potrzeba za tym stoi. Dopiero gdy to zrozumiemy, możemy się zastanowić, czy nie da się jej zaspokoić inaczej.

Na przykład gdy okaże się, że jest to potrzeba lekkiego złamania tabu albo ekshibicjonizmu, być może wystarczy, że będziemy uprawiać seks na parapecie z zasłoniętymi firankami zamiast w przestrzeni publicznej.

Czyżby był to sposób na wyjście z niedopasowania seksualnego? Tak. Polecam pójść jeszcze dalej. Każda ze stron może wypisać wszelkie swoje potrzeby i służące ich realizacji aktywności na zasadzie burzy mózgów, a potem wspólnie je przeczytać i wykreślić te, na które nie mamy ochoty.

Zastanawia mnie tylko, jakie są granice chodzenia na kompromis w związku. Czy robienie czegoś, tylko dlatego że chce tego druga osoba, jest dla nas dobre? Jeśli robimy to w zgodzie ze sobą – to jak najbardziej. Nie wszystko, na co decydujemy się w seksie, jest dla nas, część może być prezentem dla drugiej strony. Ważne, by był to prezent z serca, a nie zrobiony na siłę.

A jak poprosić o coś dla siebie? Wrócę do podziału na potrzeby i aktywności. Jeśli jestem w stanie odkryć, jaka potrzeba seksualna stoi za daną aktywnością, którą zaproponowałam, warto podzielić się tym z partnerem. Powiedzenie komuś: „kupmy pejcz, bo mam ochotę na coś ekscytującego, trochę zbereźnego, a może przy okazji  zabawnego”, daje tej drugiej osobie więcej kontekstu i jednocześnie ucina domysły. Powiedzenie samego „kupmy pejcz” może uruchomić w nim tysiąc fantazji, a w tym czarne scenariusze typu „już ci się nie podobam” albo „znudziło ci się ze mną”. Zazwyczaj da się je zastopować, podając informację, skąd w nas taka potrzeba.

Niestety wiele osób nie zostało nauczonych myślenia w takich kategoriach, mimo że to ważna część składowa inteligencji emocjonalnej. Dlatego odpowiedź na pytanie o potrzeby seksualne często nie jest oczywista. Jednak większość osób, z którymi pracuję, jest w końcu w stanie dotrzeć do tego, co im w sercu gra. To pierwszy krok do zmiany. Gdy zrozumiemy, czego potrzebujemy, łatwiej nam będzie znaleźć porozumienie w seksie, zamiast wzajemnie oskarżać się, że nasze propozycje nie są realizowane.

Jakie potrzeby zaspokajamy seksem? Możemy na przykład uprawiać seks, by okazywać sobie miłość albo żeby ją dostawać, żeby mieć poczucie przynależności lub wolności, ekscytacji, nowości, samorealizacji czy rozwoju. W wielu przypadkach seks jest jedną z rzeczy, które robimy, by te potrzeby zaspokoić.

Te potrzeby koniecznie musimy zaspokajać seksem, czy może lepiej znaleźć również na nie inne sposoby? Z mojej obserwacji wynika, że najlepiej, jeśli seks nie jest jedyną ścieżką do zaspokajania danej potrzeby. Widać to na przykład w kwestii dotyku – nasze ciało potrzebuje stymulacji dotykowej na neurologicznym poziomie. Jeśli para polega wyłącznie na sobie nawzajem w tej kwestii, to ich seks jest obarczony dużą presją. Ale jeśli te dwie osoby mogą się przytulić do kogoś innego, choćby psa, albo od czasu do czasu wybiorą się na masaż, to presja maleje, co wpływa na jakość intymnych zbliżeń.

Czy każdy z nas ma swoją własną osobowość seksualną? Wierzę, że nie ma dwóch identycznych seksualnie osób, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wiele czynników kształtuje seksualność i to, jak zmienia się ona w czasie. Owszem, są pewne tendencje czy zagadnienia, zwłaszcza te kształtowane kulturowo, takie jak wiek, płeć czy miejsce narodzin i wychowania, ale wydaje mi się, że stworzenie kompletnego rysu seksuologicznego to jednak robota na całe życie.

Nasza seksualność nie jest wyryta w kamieniu, możemy ją modelować. Nie wynika wyłącznie z naszej fizjologii, tylko jest połączeniem naszych relacji, psychiki, tego, jak funkcjonujemy w społeczeństwie. Zmienia się nie tylko pod wpływem naszych wewnętrznych decyzji, ale też zewnętrznych czynników.

Domyślam się, że jeśli coś nam przeszkadza w swojej seksualności, możemy to zmienić właśnie dzięki temu, że jest ona plastyczna? Jak rozpoznać mocne i słabe strony swojej seksualności? Oczywiście, że nad seksualnością możemy pracować, jednak zwykle łatwiej przychodzi nam to w przypadku tych aspektów, które są do naprawy. Po prostu wiemy, co nam nie gra. Dostęp do mocnych stron może być utrudniony, bo mówienie o sobie dobrze jest obarczone, społecznie i kulturowo, pewnym wstydem. Nie chcemy się przechwalać. Dlatego polecam ćwiczenie, które wykorzystuje działanie strumienia świadomości.

Bierzemy kartkę i jak najszybciej piszemy zdania zaczynające się od słów „Lubię swoją seksualność za…”. Starajmy się wyłączyć wewnętrzną cenzurę i napiszmy chociaż trzy zdania. Myśli czy wypowiedziane słowa są ulotne – jeden głosik w głowie coś powie, drugi spróbuje go przekrzyczeć. Odruchowe pisanie może być prawdziwie transformacyjnym doświadczeniem.

I to może zmienić życie? Wykonanie jednego małego zadania nie sprawi, że w magiczny sposób wszystko nam się poukłada. Od czegoś jednak trzeba zacząć. Każdy z nas ma jakieś wyobrażenie na swój temat, nierzadko negatywne. Często dopiero napisanie tych trzech zdań pozwala po raz pierwszy w życiu  poznać pozytywną narrację na temat własnej seksualności. Ten mały fragment może wpłynąć na zmianę postrzegania siebie.

A czy w zmianie postrzegania samych siebie mogą pomóc informacje zwrotne od partnera, czy lepiej nie opierać się na opinii innych osób? Jestem wielką fanką proszenia o dobre słowa. Jeśli wiem na przykład, że mój partner lubi, gdy go pieszczę po szyi, bo już kiedyś mi to powiedział, wystarczy podejść do niego i poprosić, by to powtórzył. Chodzi o to, żeby te słowa padły i żeby zrobiło nam się od nich miło. Owszem, wiele z nas w takiej sytuacji może natrafić na przeszkodę, jaką jest zaniżony obraz siebie. Na szczęście ten obraz w dużym stopniu tworzy się przez powtórzenia. Trzeba więc powtarzać, powtarzać i powtarzać dobre rzeczy o sobie oraz prosić bliskich, by mówili nam o nas dobre rzeczy!

Jak z kolei rozpoznać, że coś jest słabą stroną naszej seksualności? Po pierwsze nie słabą stroną, tylko przestrzenią do zmiany. Ona często daje o sobie znać przez jakiegoś rodzaju cierpienie: smutek, płacz, złość, zaczątki konfliktu, wycofywanie się z relacji. Po prostu czujemy, że nie jest tak, jak chcielibyśmy, dzięki czemu pojawia się szansa, że coś z tym zrobimy. Jako coachka nie wskazuję moim pacjentom, co mają w sobie zmieniać – to jest zawsze ich wewnętrzna decyzja. Moja rola polega na tym, by pomóc im ją podjąć i zrealizować.

Dlaczego w takim razie warto zejść z utartych ścieżek w seksie? Wieloletni kochankowie często mówią o rutynie łóżkowej. Zazwyczaj staram się, by ją docenili, bo oznacza wypracowany system, który przez dłuższy czas działał bez zarzutu. Może nie warto więc zupełnie tej rutyny wyrzucać do kosza? Jeśli nam to jednak dokucza, wtedy dobrze zejść z utartych ścieżek.

Większość par działa według swojego skryptu seksualnego. W gabinecie często słyszę, że na przykład uprawiają seks tylko w weekendy, zazwyczaj w sypialni i korzystają z określonej kolejności aktywności seksualnych. To naturalne, że po jakimś czasie robienia wciąż tego samego, może się to nam znudzić. To tak, jakbyśmy przez 10 lat jedli wyłącznie jedną potrawę. Zmiana  niekoniecznie musi oznaczać ekscentryczne wyskoki seksualne, w większości przypadków wystarczy po prostu poprzestawiać niektóre elementy. Paradoksalnie najtrudniej namówić pary do zmiany pory i seksu w ciągu tygodnia. Wiele osób wyobraża sobie, że to zajmuje strasznie dużo czasu. To nieprawda. Wystarczy, że przez 10 minut porobimy ze sobą coś cielesnego. Nie dam się przekonać, że w któryś wieczór nie można wygospodarować dla siebie nawzajem 10 minut. Warto to zrobić, bo będzie to właśnie zejście z utartej ścieżki, które pomoże nam przezwyciężyć rutynę.

Agnieszka Szeżyńska certyfikowana coachka intymności, edukatorka seksualna dla dorosłych, prowadzi warsztaty rozwoju seksualności, www.coachingintymnosci.

Parę ćwiczeń dla par
  • Poznaj swoje potrzeby. Nastaw w telefonie alarm na 5 minut, weź kartkę i poddając się strumieniowi świadomości, dokończ zdanie: „Uprawiam seks po to, żeby…”. Na tyle sposobów, na ile się da, bez oceniania!
  • Poznaj, co cię ukształtowało. Tym razem, poddając się strumieniowi świadomości, rozwiń zdanie „Moja seksualność jest, jaka jest, bo…”. Uważaj, bo odpowiedzi mogą cię zaskoczyć!
  • Sprawdź, na co masz ochotę. Podziel kartkę na cztery części, w kolejnych kolumnach zapisz rzeczy, które lubisz robić w seksie; rzeczy, których absolutnie nie chcesz próbować; rzeczy, na które byś się zgodziła, gdyby ktoś ci je zaproponował; i wreszcie rzeczy, których jesteś ciekawa, ale może wystarczy ci opowiadanie erotyczne na ich temat, zamiast próbowania.
  • Popracuj z partnerem. Osobno wypiszcie sobie warunki minimalne, konieczne do tego, żeby móc uprawiać seks, oraz warunki idealne. Potem porównajcie wasze odpowiedzi. To świetny pretekst do późniejszej rozmowy i rozwiązywania konfliktów, zanim się zaostrzą.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Seks rodziców – jak się zachować, gdy dziecko wejdzie do sypialni?

Zdarza się, że dzieci wpadają do sypialni rodziców w najmniej odpowiednim momencie i widzą jak rodzice uprawiają seks. Co zrobić, co powiedzieć, gdy zostaniemy „nakryci” przez dziecko? Jak ono postrzega seks rodziców? (fot. iStock)
Zdarza się, że dzieci wpadają do sypialni rodziców w najmniej odpowiednim momencie i widzą jak rodzice uprawiają seks. Co zrobić, co powiedzieć, gdy zostaniemy „nakryci” przez dziecko? Jak ono postrzega seks rodziców? (fot. iStock)
Jesteście sami w sypialni, kochacie się. Byliście pewni, że drzwi są zamknięte. Nagle na progu staje wasze dziecko, przeciera zaspane oczka i patrzy na was, nic nie rozumiejąc albo właśnie wszystko rozumiejąc. I co teraz? Czy to jest problem? Kto bardziej odchoruje takie sytuacje?

Najlepiej, żeby tak się nie zdarzyło, bo to bardzo obciąża… rodziców. Mamy ogromne poczucie winy, gdy narazimy nasze dziecko na widok nas uprawiających seks. I słusznie. Oglądanie innych (zwłaszcza ludzi, których znamy) w tak intymnej sytuacji wywołuje silne emocje. Czy to jednak rzeczywiście taki wielki problem dla dziecka? Dla malucha — żaden, a dla starszego — też niewielki, o ile wie o istnieniu seksu, dostał od nas informację, że to naturalne i nie jest to jego pierwsze zetknięcie z tematyką prokreacji.

Oczywiście dla naszego komfortu warto zadbać o to, żeby nikt nas nie nakrył w tak intymnej sytuacji. Sypialnia musi mieć zamek, dziecko lepiej, żeby nie było obecne w domu…

Skupmy się zatem na psychologicznym aspekcie postrzegania uprawiających seks rodziców.

Co komunikować?

Jeśli ty sama nakryłaś kiedyś rodziców — słyszałaś ich, znalazłaś opakowanie po prezerwatywach — to masz związane z tym wspomnienia i one rzutują na to, jak wydaje ci się, że wszystkie dzieci widzą tę sytuację. Tymczasem seks rodziców postrzega się bardzo źle, z odrazą i obrzydzeniem, wtedy, gdy się ich nie lubi, gdy rodzice nie są dobrą parą.

Każde dziecko chce postrzegać swoich rodziców jako ikony i z tym wyidealizowanym obrazem kłóci mu się uprawianie seksu. Można to jednak zmienić.

Przytulajcie się, całujcie, obejmujecie przy dziecku. Niech widzi więź między wami, niech nauczy się postrzegać was jako jedność, niech będzie dla niego naturalne, że jesteście bardzo blisko.

Starszemu dziecku można wyraźnie mówić: „Czasem chcemy być sami”. To w końcu wasze święte prawo. „A co będziecie robić?” — takiego pytania należy się spodziewać. Dziecko chce wiedzieć, czy nie ominie go nic fajnego. „Będziemy się całować i przytulać” — dokładnie tak trzeba dzieciom odpowiadać. Jeśli sami nie zrobicie problemu z tego że uprawcie seks — nie będzie go.

Jak reagować?

Warto przemyśleć zawczasu swoją reakcję. Małe dziecko w pierwszym momencie może się w ogóle nie zorientować, czym się zajmujecie. Niech wasza rekcja nie da mu jasnej wskazówki, że robiliście coś złego i wstydliwego. Nie zachowujcie się jak nakryci na grzechu. Jeśli jednak czujecie, że seks to coś niewłaściwego, wstydliwego i odmawiacie sobie prawa do przyjemności z niego płynących, wasza reakcje będzie odpowiadać waszym poglądom.

Co widzi dziecko?

Kiedy maluch wchodzi do waszej sypialni, nie nazywa sytuacji w sposób konkretny: „Moi rodzice uprawiają seks”. Ono widzi rodziców w dziwnej pozie, nagich. Jest tylko zdziwione, a nie przerażone czy przestraszone.

Co ono myśli? Seks z boku często wygląda jak przemoc i w pierwszej chwili dziecko zobaczy coś, co je lekko zaniepokoi. Jeśli uśmiechniecie się, zareagujecie spokojnie, niepokój natychmiast zniknie.

Co dziecko zrobi z pamięcią o tym wydarzeniu? To będzie zależało od trzech czynników: jego wieku, stylu waszej reakcji i tego, jaka jest jakość waszego związku. Najgorsza sytuacja to taka, gdy nakrywa was starsze dziecko (powyżej dziesiątego roku życia), z którym nigdy o seksie nie rozmawialiście, a wy wpadacie w panikę, bo dziecko obserwuje was na co dzień w sytuacji nielubienia się i seks jest dla niego jakimś zgrzytem w waszych relacjach.

Jakie pytanie może dziecko zadać w tym momencie? „Co robicie?”. Wasza odpowiedź: „Przytulamy się”. „Dlaczego tak jęczysz?” Wasza odpowiedź: „A, tak sobie”. To wystarczająca, naturalna odpowiedź. Trzeba własne dzieci traktować poważnie. Nie należy ich okłamywać, ale oczywiście nie ma potrzeby mówić maluchowi: „Uprawiamy seks”, bo jutro powie o tym wszystkim paniom w przedszkolu.

Jeśli rano dziecko nie wróci do tego tematu, sami też tego nie róbmy. Błędem jest wmawianie mu, że coś mu się wydawało, że mu się tylko przyśniło. Stracimy wiarygodność, ośmieszymy się tylko w jego oczach.

Reakcje zabronione

Wrzask: „Wyjdź! Jak tu wszedłeś! Idź do siebie!”

Nie wyrzucajcie dziecka, bo ono właśnie teraz potrzebuje waszej bliskości. Niestety, z seksu nici — trzeba dziecko przytulić i dać mu zasnąć w waszych ramionach.

Dla starszego dziecka ważne są wasze poglądy na seks. Jeśli powie coś w rodzaju: „To obrzydliwe, co robiliście”, należy zaprzeczyć. „Nieprawda. Nie masz racji”. I tyle.

Ewa Nowak: pedagog - terapeuta. Autorka felietonów, opowiadań oraz powieści dla dzieci i młodzieży. Jej twórczość podpowiada jak sobie radzić w domu i w szkole, w dobrych i złych chwilach, z przyjaciółmi i z rodzicami. 

  1. Seks

Czy bez zakazów jest sexy? - pytamy Katarzynę Miller

Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Jak często kochalibyśmy się, gdyby nie towarzyszyły nam żadne kulturowe ograniczenia? Czy seks bez cenzury może być jeszcze ekscytujący? (fot. iStock)
Czy seks byłby sexy, gdyby nie był choć trochę zakazany i grzeszny? Czy musimy przekraczać granice, żeby mieć w łóżku przyjemność? Czy miłość fizyczna bez cenzury obyczajowej, bez wymyślonych, niegrzecznych scenariuszy byłaby taka pociągająca – wyjaśnia Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Slavoj Žižek, filozof kultury, w filmie dokumentalnym Sophie Fiennes „Z-boczona historia kina” mówi, że nie przeżywalibyśmy seksu, gdybyśmy w głowie nie mieli myśli, że czegoś nam nie wolno. A więc seks bez dodatkowej wkładki nie byłby sexy. Byłby sexy, jak cholera. Nawet bardziej… Chociaż może to, co mówię, to wyraz mojego marzenia o byciu dzieckiem natury, które kocha się w słońcu na plaży, w lesie na polanie, bez wstydu i ograniczeń? Ale też nie może nie być przyjemne dla ludzi to, że się pieszczą, dotykają, całują, że mają orgazm... A tego by w seksie bez zakazów i bez tabu nie zabrakło. Gdyby seks nie był zakazany, dawałby nam samą przyjemność, bez tej drażniącej nuty perwersji. Bo oprócz tego, że miło jest czuć na skórze wiaterek, miło jest pływać w chłodnej wodzie, tak samo miło jest ocierać się o drugie ciało, ciało kogoś, kto ładnie pachnie, kto nas podnieca, kto może być pociągający albo atrakcyjny...

Albo pociągający, albo atrakcyjny? No tak, bo może ci się ktoś nie podobać fizycznie, ale nagle – kiedy zaczniecie na przykład tańczyć czy przez przypadek się dotkniecie – wybucha między wami ogromna namiętność. Przeżyłam to kiedyś. Zatańczyłam z pewnym panem, który wydawał mi się nieciekawy, ale kiedy się dotknęliśmy, poczułam to samo co on. Tańczyliśmy sześć razy z rzędu, aż jego żona dała mu parasolką w łeb i zabrała do domu. Swoją drogą dużo się nauczyłam z tego jej zachowania. Wtedy wybałuszyłam oczy: „Jak ona się nie wstydzi?”. Mamusia uczyła mnie, że dama się tak nie zachowuje. Ale ta kobieta była prawdziwa, zrobiła to, co musiała, i uratowała swój związek. Bo co z tego, że my oboje pamiętamy o tym tańcu do dziś? To nikomu nie szkodzi! A gdyby nie walnęła go parasolką, to pewnie bym z nim poszła do łóżka. I nie wiadomo, czy zgranie z parkietu przeniosłoby się do sypialni. Sam taniec jest też doświadczeniem spełniającym, a ja byłam tego wieczoru doskonale spełniona.

A wracając do tematu… Gdyby seksualność była czymś naturalnym, to żyłoby się nam zdrowiej i przyjemniej. Może byłoby nas mniej, bo nie ciupcialibyśmy się tak często jak teraz, robilibyśmy to tylko dla przyjemności, a nie z 37 innych powodów, które biorą się właśnie stąd, że seks jest trochę tabu, trochę brudny, trochę zły. A wielu ludzi najbardziej w seksie kręci właśnie to przekraczanie zakazów… Pewien mój klient dowiedział się, że jest zdradzony, od kochanka żony, który chciał go tym poniżyć: „Miałem twoją babę”. Potem przez wiele lat podrywał kobiety będące w związkach, a potem porzucał, bo to nie one go interesowały. Obchodziło go to, żeby zdradzony facet dowiedział się, że jest rogaczem… Takich akcji naliczył 39. Gdy powiedziałam mu, że wcale nie chodzi o jego temperament, ale odwet, że oddaje swój ból innym mężczyznom, zdziwił się, a potem rozpłakał. No więc gdyby zakazów, tabu, grzechu nie było, kochalibyśmy się znacznie rzadziej, może z kimś innym i tylko wtedy, kiedy chcielibyśmy mieć dzieci albo gdy bardzo byśmy się sobą zauroczyli i zapragnęli bliskości cielesnej...

Gdyby nie było zakazów i tabu, mniej byśmy się kochali? Pruderyjni moraliści są innego zdania i dlatego starają się utrzymać wszystkie zakazy. Zakazy prowokują, by je łamać. No, oczywiście, gdyby nagle wszystkie zniknęły, to przez jakiś czas zapewne ludzie dużo częściej decydowaliby się na przygodny seks, na zasadzie posmakowania już dozwolonego owocu. Ale potem nastąpiłoby uwolnienie od seksualnych obsesji. Seks miałby mniej mroku i na pewno byłoby mniej przestępstw seksualnych. Nie można by seksem ludzi zniewalać, uwodzić, manipulować nimi. Ale też kobiety musiałyby się wtedy nauczyć przyjmować odmowę. Mężczyźni przez setki lat byli narażeni na nasze „nie”. Jeśli chcemy równouprawnienia, też musimy się tego nauczyć. Bo czy seks jest tabu, czy nie, ktoś mi się może podobać, a ja jemu nie. I na to nic nie poradzimy. Zawsze można dostać kosza. A co do przeciwników wolności seksualnej – mnożąc zakazy i nakazy, osiągają odwrotny efekt z powodu naszej przekory. Chcemy tego, czego mieć nie możemy. Tacy jesteśmy od dziecka. Kiedy rodzice zabraniali nam jeść lody, podejrzewaliśmy, że chcą je mieć tylko dla siebie. Dziecko nie wie, że powody bywają racjonalne. Ale też irracjonalne jak wtedy, kiedy rodzice ośmieszają dzieci, gdy przyłapią je na zabawie w doktora. Robią to dlatego, że sami sobie z seksem nie radzą, są pozbawieni frajdy seksualnej, przesiąknięci zakazami wyniesionymi z własnego domu. I dlatego automatycznie, bezrefleksyjnie tego samego zabraniają swoim dzieciom. Tak sobie z pokolenia na pokolenie przekazujemy masę złych rozwiązań. I szkodliwych, bo na przykład brak edukacji seksualnej czy szczerych rozmów o seksie powoduje, że nastolatki mają żenującą wiedzę o życiu intymnym ludzi i dzwonią do telefonów zaufania, takich jak Ponton, pytając, czy wystarczy napić się coca-coli, żeby nie zajść w ciążę. Jeśli rodzice nie potrafią rozmawiać o seksie, to niechnchociaż kupią książki i zostawią w domu w widocznym miejscu, dziecko je znajdzie i czegoś się dowie. Odczaruje ten straszny grzeszny seks.

Czy dobrze by było, gdyby nie było żadnych granic? Ale one są: nie zabijaj, nie kradnij, nie poniżaj, nie szydź. To wystarczy. W seksie jako takim nie ma nic złego, seks jest zły, gdy go używamy do zdobycia władzy nad drugim człowiekiem, poniżenia go czy nękania. Ale seks taki może być tylko wtedy, kiedy wynika z zakazów i perwersji, jaka się z nich rodzi.

Jednak seks z mężem kumpeli to nie perwersja, tylko świństwo. Człowiek bardzo potrzebuje wolności, a ponieważ zabiera się nam ją od dziecka, to staramy się ją wyszarpać. Jedni podjadają cichaczem słodycze, drudzy kradną albo ryzykują życie. Każdy ograniczony w swoich prawach człowiek, który czuje, że coś się w nim szarpie i chce wydostać na zewnątrz, znajduje sobie swój kawałek wolności. A seks nadaje się do demonstracji wolności niesłychanie dobrze. To nawet może być wyraz bezczelności: „Ja tu się nie boję!”. Zakazy niesłychanie nas rajcują! Jeśli rodzice mówili: „Tego nie możesz, to nie wypada, my lepiej wiemy, co dobre dla ciebie, jak zrobisz to – przestajesz być naszym dzieckiem” – jeśli tak cię wychowywano, to gdy mąż kumpeli ci się podoba, myślisz: „Zrobię, co będę chciała! Dam sobie prawo!”. I robisz to, bo choć zapłacisz za ten seks poczuciem winy, to ono właśnie da ci ten smak, że nie słuchasz innych (i swojego wewnętrznego rodzica). Ale nie masz potrzeby przekory, gdy rodzice uczyli cię wybierać. Mówili: „Możesz nie nakładać czapki, sprawdź sama, czy nie będzie ci za zimno”. Jeśli mogłaś decydować i poznawać konsekwencje, to masz w sobie ukształtowanego wewnętrznego dorosłego i nie musisz wciąż walczyć z rodzicami. Nie musisz odrzucać zakazów i nakazów, żeby czuć się dorosła. Podejmujesz decyzje, a nie buntujesz się i robisz na przekór, choć masz już 40 lat.

Czyli wychowanie w rygorze może nas demoralizować? Ja nie palę, bo ojciec mi powiedział: „Spróbuj, zapal, ja palę od 13. roku życia i żałuję, bo nie mogę rzucić”. To było na feriach zimowych. A ponieważ mi nie zabronił, mogłam spokojnie, zgodnie ze swoimi odczuciami uznać, że mi papierosy nie smakują. Że ten dym i smak jest ohydny. Podobnie było z alkoholem. Upiłam się kiedyś na wakacjach z ojcem i czułam tak źle, że potem upiłam się jeszcze tylko raz i koniec, nigdy więcej. Piję tylko trochę. Szkoda, że z jedzonkiem tak mądrze nie rozegraliśmy sprawy…

A seks? Opowiedziałam ojcu o swojej inicjacji i on mnie podtrzymał na duchu, bo to nie było udane przeżycie, ale czasy były takie, że nie rozmawiało się otwarcie o seksie. A szkoda, bo mogłabym uniknąć wiele bólu i rozczarowań.

Ale czy my chcemy seksu bez dodatku perwersji, przełamywania tego, co uznane za dobre? Nowe powieści kobiet o seksie nie są o wolności seksualnej, ale o sadomasochizmie... A więc ich autorki odwołują się do zakazów wyrastających ze starej kultury. Już im wolno pisać, więc piszą, ale jedną nogą stoją w XIX wieku, gdzie wyobrażenia gwałtu uwalniały od poczucia winy, że „ja sama chciałam”. Ale są też inne książki, jak ta autorstwa Catherine Millet – „Życie seksualne Catherine M.”, w której pani kustosz bierze mężczyzn, korzysta z seksu, jak robią to mężczyźni. Jednak jakiekolwiek by te książki były, dobrze, że kobiety mają prawo je jawnie pisać i jawnie czytać. Oznacza to, że przyznają się do tego, że są istotami seksualnymi, a to przełamanie podstawowego tabu naszej kultury. Gdyby było więcej miękkiej kobiecej pornografii, to mężczyźni by więcej o nas wiedzieli. Nie tylko nakręcaliby się, wyobrażając sobie dwie lesbijki w łóżku, ale pamiętali, jak ważny jest dotyk, gra wstępna, zbliżanie się do siebie…

A więc czy w ogóle jesteśmy w stanie dziś, tak wychowani, kochać się bez zakazów? Jest takie opowiadanie: dziewczyna udaje, że daje się poderwać nieznajomemu, którego odgrywa jej narzeczony. Ale wtedy ten wyzywa ją od dziwek i odchodzi. Dlaczego? Bo ma bardzo malutkie poczucie wartości i na pewno nie wie, czym jest radość z seksu, bliskość, spontaniczność. Ma za to w głowie pełno zakazów. A kochać się bez zakazów znaczy iść za tym, co czuję i czego pragnę, nie za tym, co sobie w głowie wymyślę, a potem próbuję na siłę realizować. Każda dobra rzecz w życiu jest tu i teraz. Pewnie, trzeba też czasem planować. Ale radość daje nam to, co dzieje się tu i teraz. Zmysły kierują nas ku przyjemności, która jest niewinna. Naturalna. Kiedy leżycie sobie na ciepłym piaseczku i słoneczko świeci, wiatr od morza jest taki słodki, to czy nie byłoby jeszcze wspanialej zdjąć majteczki i się pokochać? Byłoby. Żeby tak się stało, potrzebne jest nam naturalne podejście do seksu jako do rozkosznego elementu życia.

Ale jeśli tego nie umiemy, to co mamy zrobić? Problem tkwi we wpajanym nam poczuciu winy. To ono, wyniesione z domu i lekcji religii, próbuje nas zatrzymać przed wszystkim, co nam sprawia przyjemność. Co daje rozkosz. I kiedy dajesz sobie przyjemność na siłę, czyli przełamujesz zakazy, swoje lęki przed karą bożą, przed złością mamusi, to czujesz napięcie. Ono może podkręcać, ale zakłóca prawdziwą przyjemność. No i w takiej sytuacji musisz dać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek, i pozwalasz sobie na przeżycie ekscytacji, choć za chwilę musisz sobie dać w łeb za tę swawolę. Marudzisz, obrażasz siebie i czekasz na karę, a więc się podstawiasz. To jak biczowanie się za zmysłowe myśli… Jednak poczucie winy działa tylko tam, gdzie ludzie się boją, bo jak się boją, to nic ich nie cieszy. A wtedy niemożliwa jest prawdziwa zmysłowość. Trzeba więc te lęki pokonać, a poczucie winy nas nie zatruje. Wtedy będziemy mogli iść za zmysłami. Za zwykłą dziecięcą potrzebą zabawy i przyjemności, bo zabawą jest wszystko, co daje przyjemność. Tylko że to musi być przyjemność po naszemu, nie przez podglądanie i naśladowanie jakichś innych dorosłych, na przykład naszych rodziców. Musimy iść za zmysłami, ale tak, jak my sami czujemy. A kiedy nam się uda, kiedy nasze ciało tu i teraz doświadcza spontanicznej przyjemności, to i naszej duszy jest lżej.

A więc seks bez zakazów to seks nastawiony na zmysły, czystą przyjemność? Wielu mężczyzn nie uznaje dotyku w seksie. Chcą tylko mechanicznego seksu i doznania ulgi. Postępują tak, bo usłyszeli w życiu tyle zakazów i nakazów, tyle wycierpieli, że się w ogóle sobą nie cieszą. Nauczyli się tylko, że w tym napięciu, w którym żyją, wytrysk daje im na chwilę ulgę. To, co robią w łóżku, to nie jest seks dla przyjemności. Ci mężczyźni nie wiedzą, że mogą mieć z dotykania ich ciał przyjemność. Ale jeśli mają kochanki, które mają ochotę na erotyczny seks, to one im pokażą, że pieszczenie całego ciała jest rozkoszne i przyjemne także dla mężczyzny.

Ale mężczyźni często nie chcą, żeby ich pieścić. E tam, trzeba powiedzieć: „Kochanie, jesteś zmęczony? To się połóż, ja cię będę głaskać, masować, posmaruję olejkiem, pocałuję”. Jeśli się nie da, to znaczy, że ten mężczyzna ma poważny problem z bliskością. Ale normalny facet, któremu kobieta zaproponuje masaż pod prysznicem, nie powie nie. I tak powolutku przyzwyczai się do pieszczenia jego samego. A potem do pieszczenia jej… Bohaterka filmu „Take this Waltz” poznaje mężczyznę, który jest inny niż jej mąż. Mówi otwarcie i z radosną pewnością siebie, co by z nią zrobił, długo, dokładnie o tym opowiada i oboje ich to słodko nakręca. Co prawda ona ucieka, ale potem do niego wraca. Bo jej mąż nie czuł się nigdy jej godny i w seksie nie był naturalny. Wielka namiętność trwa dwa lata, potem wygasa. Ale ona dzięki temu doświadczeniu zmienia się, wzbogaca. W ostatnim kadrze filmu jest szczęśliwa, uśmiechnięta, bo dała sobie prawo do inicjacji, do wyzwolenia...

  1. Seks

Ochota na seks - co wpływa na nasze libido?

Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. (fot. iStock)
Apetyt na seks – choć ze wszech miar wskazany – nie jest wartością stałą. Ma na niego wpływ wiele czynników, jak zdrowie, odpowiednia ilość snu czy poczucie atrakcyjności. Ale gdy słabnie z miesiąca na miesiąc – trzeba podjąć szybką akcję reanimacyjną.

Marzenie wielu par: zachować temperaturę w sypialni równą tej z pierwszych miesięcy po poznaniu. Czy jest do spełnienia? W pewnym sensie tak. – Nie jesteśmy wprawdzie w stanie utrzymać niezmiennego poziomu pożądania, zresztą, gdyby to się udało, przebywanie na niekończącym się erotycznym haju byłoby nie do wytrzymania, ale jest możliwe i wskazane, by dbać o związek pod kątem podtrzymywania namiętności – mówi seksuolog prof. Zbigniew Izdebski, autor badań „Seksualność Polaków 2011”. – Trzeba troszczyć się, by poziom pożądania nie spadał za nisko.

Seks służy nie tylko miłosnej relacji, ale też zdrowiu. Zdaniem prof. Izdebskiego sprawnie funkcjonujące libido jest niezwykle ważne dla pozytywnego rozwoju osobowości, komunikacji i miłości. I są sposoby na to, by utrzymać jego poziom w normie.

Kwestia atrakcyjności i… snu

– Libido to biologiczna siła, która pcha ludzi do szukania dróg zaspokajania napięcia seksualnego, osiągnięcia satysfakcji seksualnej, doznania przyjemności i bliskości z drugą osobą – mówi Małgorzata Zaryczna, psycholog, seksuolog i terapeutka. – Popęd seksualny jest jednym z motorów ludzkiej aktywności i życiowej energii.

Jest to bardzo pierwotna i jednocześnie jedna z bardziej skomplikowanych funkcji życiowych, bo składają się na nią dwa komponenty: czysto biologiczny, pozostający poza naszą kontrolą, i psychiczny, zależny od stanu uczuć. Kobiece libido ma tendencję do falowania w rytm cyklu miesięcznego, męskie – jest często wyższe i ma związek z męskim hormonem płciowym, testosteronem, który jest jednym ze „sterowników” libido.

Jak twierdzi ginekolog, prof. Krzysztof Tomasz Niemiec, popęd płciowy jest też efektem uwarunkowań społecznych oraz stylu życia. – Zadbać o niego to zadbać o zdrowie, ale też o swoją seksualność i jakość życia w związku i na co dzień – mówi.

Ciekawe, że biologiczna energia, jaką jest libido, zależy m.in. od tak społecznej funkcji, jaką jest wykształcenie! Badania prof. Izdebskiego potwierdzają ten fenomen: problem niskiego libido częściej dotyczy kobiet z wykształceniem podstawowym i zawodowym niż tych z wyższym. Dlaczego? Bo kobiety bardziej świadome są zazwyczaj także bardziej otwarte na siebie i swoją seksualność. Libido jest zresztą wypadkową wielu zjawisk: dotychczasowych doświadczeń seksualnych, poczucia kompetencji w sferze seksu (i nie tylko), klimatu wokół seksu w domu rodzinnym, a także sposobu myślenia o erotyce. W przypadku kobiet libido w ogromnym stopniu zależy od tego, jak w ogóle postrzegają same siebie.

Cindy Meston, seksuolożka z bostońskiego uniwersytetu, przepytała kilkaset kobiet i stwierdziła, że te, które były mniej zadowolone ze swego wyglądu, gorzej oceniały swoje życie seksualne. I to niezależnie od spraw uważanych za kluczowe: atrakcyjności czy umiejętności kochanka oraz długości gry wstępnej!

Prof. Niemiec dodaje, że libido jest fizjologicznie mniejsze podczas ciąży, po porodzie oraz po menopauzie. Spada także, kiedy kobieta jest zwyczajnie zmęczona. Zgadza się z tym Małgorzata Zaryczna: – To zwykła biologia – kiedy lecimy z nóg, jedynym naszym pragnieniem jest sen, a nie seks, choćby nie wiadomo jak wspaniały. I radzi: – Wiele chronicznie przemęczonych osób może odkryć, że osiem godzin snu kilka nocy z rzędu zdziała cuda w kwestii pożądania.

Sposoby na spadek zainteresowania seksem

Co zrobić, gdy nagle bardziej atrakcyjny niż tête à tête w sypialni wydaje się wypoczynek na kanapie przed TV czy sycący posiłek w kuchni?

– Ponieważ zaburzenia libido są z reguły uwarunkowane wieloczynnikowo, niemożliwe jest wynalezienie jednego preparatu, który rozprawi się z problemem – uważa prof. Niemiec. – Najlepsze efekty przynosi stosowanie terapii interdyscyplinarnych, łączących farmakologię z medycyną naturalną, zażywaniem suplementów diety, terapią par czy terapią zaburzeń emocjonalnych. Zapytany o afrodyzjaki, odpowiada: – Wiele z tych środków ma za zadanie nie tyle wywrzeć określony efekt chemiczny, co skupić uwagę ludzi na sferze seksualnej, skierować na nią wiązkę świadomości. Często ich działanie polega na efekcie placebo: niby nic się nie dzieje, ale nasze myśli jednak krążą wokół seksu.

I dodaje: – Farmakologia lepiej sobie radzi z mężczyznami. Nie ma niestety odpowiednika viagry dla kobiet. Są jednak substancje, które – przyjmowane regularnie przez dłuższy czas – mogą wspomóc libido. Jedną z nich jest wyciąg z buzdyganka ziemnego. Ta znana już w medycynie ludowej roślina, zażywana regularnie, ma zdolność łagodnego podnoszenia poziomu testosteronu we krwi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet. A testosteron pobudza pożądanie seksualne.

– Nasze libido ma sprawnie funkcjonować? Musimy być przede wszystkim zdrowi – podkreśla Małgorzata Zaryczna. – Jeśli cokolwiek szwankuje w organizmie, to libido ucierpi. Jego spadek towarzyszy wielu chorobom: zaburzeniom hormonalnym, nadciśnieniu, cukrzycy, miażdżycy. Zabójczy wpływ na libido mają wszelkie problemy z tarczycą, zwłaszcza niedoczynność. Dlatego, jeśli obserwujemy spadek zainteresowania seksem, powinniśmy odwiedzić lekarza (ginekologa, endokrynologa itp.), bo może zamiast szukać problemów w relacji i obwiniać się – trzeba po prostu zadbać o nadwątlone zdrowie.

Są jeszcze bodźce wewnętrzne. Te, które możemy sami wyprodukować. A dokładnie chodzi tu o fantazje erotyczne. Kobieca wyobraźnia jest pod tym względem niesłychanie bogata i produktywna, najczęściej o wiele bardziej rozbudowana od męskiej. I dobrze, bo nasze libido karmi się tymi wewnętrznymi obrazami, marzeniami i pragnieniami. Nimi oraz ich realizacją.

– Wyobrażamy sobie wiele rzeczy, ale jest ogromna rozbieżność pomiędzy myśleniem o jakiejś formie seksu, a jej wypróbowaniem – mówi Małgorzata Zaryczna. – Boimy się porozmawiać z partnerem, zasugerować, co sprawiłoby nam największą przyjemność, odkrywać siebie nawzajem. A przecież, jeśli nie będziemy robić w łóżku tego, co nas kręci, samo libido nie wystarczy...

Popęd seksualny według Polaków

Choć to brzmi jak doniesienia z czasów feudalnych, według badań prof. Izdebskiego, zamieszczonych w raporcie „Seksualność Polaków 2011”, aż 30 proc. Polek wciąż uważa, że zaspokojenie partnera to obowiązek kobiety – bez względu na to, czy same mają apetyt na seks, czy nie. Kolejne 34 proc. nie wie, czy nazwać seks obowiązkiem, czy nie.

6 proc. kobiet uważa, że ich libido jest za niskie, a 7 proc. – że jest za niskie w porównaniu z potrzebami partnera. Skargi słychać w każdej grupie wiekowej: małe, bardzo małe lub praktycznie nieistniejące potrzeby seksualne zgłasza 43 proc. kobiet po pięćdziesiątce, 18 proc. respondentek między 40. a 49. rokiem życia i aż 13 proc. tych, które nie dobiły jeszcze trzydziestki.

Z czasem, niestety, jest jeszcze gorzej: po pięćdziesiątce aż 43 proc. badanych uważa, że seks jest kompletnie nieistotną częścią ich życia, a 46 proc. kobiet po 41. roku życia stwierdza, że znacznie zmalało ich zainteresowanie erotyką.

Aż 87 proc. kobiet dotkniętych problemem obniżonego libido nie szuka i nie szukało nigdy pomocy. – Spory odsetek Polaków obu płci deklaruje, że są ze swojego życia seksualnego zadowoleni – mówi prof. Zbigniew Izdebski. – Jednak wypływa to z faktu, że nie mają względem niego żadnych oczekiwań. Podchodzą do niskiego libido z rezygnacją: „OK, jest to dolegliwość, ale skoro nie da się jej zniwelować, trzeba z nią żyć”. Pytani o zadowolenie, wypierają problem, odpowiadają: „tak, tak, jesteśmy zadowoleni”, żeby nie musieć się temu przyglądać.

Kobiety o małych lub bardzo małych potrzebach seksualnych czerpią mniejsze zadowolenie z życia seksualnego (deklaruje je tylko 32 proc., podczas gdy dla reszty odsetek ten wynosi 64 proc.). I nie tylko dlatego, że rzadziej mają orgazmy. Częściej wskazują na poczucie osamotnienia w związku (24 proc.) czy brak potwierdzenia swojej atrakcyjności w oczach partnera i własnych.

Kobiety o niskim libido rzadziej się przytulają i są przytulane, zaznają w związkach mniej czułości. Kiedy partner próbuje je objąć czy pocałować, one odtrącają go w obawie, że przyzwalając na czułość, zachęcają jednocześnie do gry wstępnej, która prowadzi do zbliżenia. W ten sposób bliskość fizyczna zanika także poza sypialnią, a kontakt staje się mniej ciepły i serdeczny. I choć związek nie musi się rozpaść, to daje mniej szczęścia.

Artykuł archiwalny. Prof. Krzysztof Tomasz Niemiec zmarł pod koniec 2012 r. (przyp. red.)

  1. Seks

Nie wstydźmy się seksualnych pragnień - skąd się biorą zahamowania u kobiet?

Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Często zapominamy, że kobieca i męska seksualność powinny być na równych prawach. (fot. iStock)
Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

Najsilniejszy impuls w kierunku orgazmu da nam zmiana, do której musi dojść w głowie. Zadowalanie innych kosztem własnej przyjemności to pułapka, w którą wiele z nas wpada – pisze Marja Kihlström w swojej książce „Daj sobie prawo do przyjemności. Rzecz o orgazmie, kobiecości i nie tylko.”

W wierzeniach związanych z seksualnością kobiece żądze wciąż pozostają na marginesie lub są podporządkowane przyjemności mężczyzny, a kobieta aktywna seksualnie przedstawiana jest jako nimfomanka. Psychoanalityczka Elina Reenkola trafnie wykorzystuje przykłady z „Kalewali” i „Metamorfoz” Owidiusza we własnej książce „Lumoavan pelottava nainen” (z fin. „Czarująco potworna”). Bohaterka „Kalewali” Louhi jest kobietą zmysłową, nierządnicą, często opisywaną jako brzydka, bezzębna, okrutna wiedźma. Reenkola rozważa, czy Louhi – podobnie jak Meduza w mitologii greckiej – mogła być z początku piękną panną, na którą ze względu na podejście do seksualności rzucono zaklęcie brzydoty. W poemacie Owidiusza Meduza współżyła z bogiem morza Posejdonem, czym rozwścieczyła Atenę, która następnie zamieniła jej złote włosy w węże. Kobiecą seksualność przez wieki postrzegaliśmy jako nieokiełznaną siłę i niebezpieczeństwo. Chcieliśmy ją ujarzmić i ograniczyć.

Na pewno niejedna kobieta, która miała wielu partnerów seksualnych, na jakimś etapie życia doświadczyła poczucia winy – całkowicie niepotrzebnie. Nie tylko historia, ale i współczesne społeczeństwo mogą umacniać dawne stereotypy – w wypowiedziach niektórych mężczyzn chętne kobiety regularnie przedstawiane są jako przerażające, narzucające się. Z pewnością wiele z nas przyzwyczaiło się już do wyrażeń typu „dziwka” czy „puszczalska”. Najlepiej puszczać to wszystko mimo uszu. Na szczęście większość mężczyzn ceni u kobiet aktywność seksualną. Pożądanie i przyjemność kobiety to czynniki, które tworzą ramy długich, szczęśliwych związków, a życiu w pojedynkę nadają radosny pęd. Kobieta ma pełne prawo do ochoty na seks i żądania przyjemności; jej cielesność jest całkowicie równa cielesności mężczyzny.

- Chciałabym, żeby kobiecy orgazm i pożądanie były bardziej eksponowane; żeby i o jednym, i o drugim rozmawiano otwarcie, bez obaw o napiętnowanie. Często mam wrażenie, że ze swoimi pragnieniami nie mieszczę się w ciasnych ramach, w które społeczeństwo wciska kobiecą seksualność. To frustrujące. Kobiecy orgazm niepotrzebnie jest tematem tabu, a jeśli nawet nie tabu, to przynajmniej czymś, co wzbudza ogólną konsternację. My też chcemy dojść, i to bardzo - zaznacza 25-letnia kobieta.

Kiedy badamy własną seksualność, niechybnie natykamy się na uczucia wstydu, winy, strachu i wewnętrznej blokady, które w którymś momencie z nią powiązaliśmy. Negatywne emocje mogą się w nas rozwinąć w bardzo wczesnym wieku albo znacznie później. Kiedyś na plaży zwróciłam uwagę na matkę i jej okołoroczne maleństwo. Dziewczynka siedziała zadowolona na ręczniku bez pieluchy i z ciekawością badała rączkami swoją waginę. Zauważywszy to, matka zbeształa ją mocnymi słowami, kazała zabrać stamtąd ręce, a potem szybko ubrała w pieluchę i kostium kąpielowy.

To dobry przykład tego, jak wcześnie mogą się zrodzić związane z seksualnością lęki i zahamowania. Strofując córkę, matka powiązała dotykanie siebie z czymś złym i wstydliwym, czego małe dziecko nie jest jeszcze w stanie zrozumieć – dla niego wszystkie części ciała są tak samo cenne i interesujące. Jeśli takie sytuacje będą się powtarzać, to seksualny rozwój dziecka może ulec zaburzeniu.

Pewna klientka opowiedziała mi kiedyś, jak w wieku szkolnym odkryła tajemnicę przyjemności płynącej z masturbacji, ocierając się o prześcieradło. Podniecenie i orgazm całkowicie ją zafascynowały. Pewnego dnia do jej pokoju w najmniej odpowiednim momencie weszła matka. To, co zobaczyła, bardzo ją rozgniewało, zaczęła krzyczeć, wyzywać dziewczynkę od brudnych i zabroniła jej kiedykolwiek robić to jeszcze raz w jej domu. Sytuacja wywołała w dziewczynce ogromny dyskomfort, wstyd i poczucie winy. Od tej pory masturbowała się już tylko, gdy miała pewność, że jest sama w domu – jednak nawet wtedy czuła się brudna, a w jej głowie pobrzmiewały echa słów matki.

Nawet jednorazowy epizod w życiu młodej osoby może nabrać dużego znaczenia. Ten przypadek analizowałyśmy na terapii z klientką, kiedy była już dorosła. W okresie dojrzewania tak czy inaczej jesteśmy bardzo uwrażliwieni – hormony przejmują kontrolę nad naszym umysłem, a ciało zmienia się bardzo szybko. To sprawia, że z dużo większą łatwością niż na innych etapach życia możemy się poczuć niewystarczający.

Czasami najboleśniejsza krytyka spotyka nas ze strony naszych partnerów. Na przykład, obniżone libido może zostawić głęboką ranę na seksualnej samoocenie kobiety, o ile nie będzie miała z kim o tym porozmawiać. Ciało kobiety może też zostać skrytykowane w okrutny sposób, kiedy między dwojgiem ludzi pojawia się przemoc fizyczna.

To bardzo ważne, żeby każda z nas rozpoznała, gdzie leżą jej własne granice i odważyła się ich bronić. Kiedy druga osoba je narusza, może nas to zranić dużo głębiej niż mogłybyśmy przypuszczać. Na pewno nie warto na to pozwalać tylko po to, żeby sprawić komuś przyjemność. Nawet w związkach nie zawsze trzeba zgadzać się na seks wyłącznie dlatego, że chce go druga osoba. Chęć zadowolenia partnera może jednak tkwić bardzo głęboko w nas. Praca nad oduczeniem się pewnych nawyków może zająć dużo czasu – a nawet wymagać terapii.

Najważniejsze, żebyśmy nauczyły się dwóch słów: tak i nie. Czas rozprawić się z mitami mówiącymi o tym, jaka ma być „prawdziwa” kobieta. My też możemy być aktywne i chętne, mamy prawo powiedzieć „tak” bez strachu, że zostaniemy posądzone o rozwiązłość. Jeśli mężczyzna nie może zaakceptować silnej seksualnie kobiety, to jego problem. Kobiety mają prawo do równej pozycji w sprawach intymnych i nie muszą nikomu się podporządkowywać. Jeśli kobieta chce cieszyć się dynamicznym życiem seksualnym z wieloma partnerami, to jest jej wybór. Sytuacje, które opisałam powyżej, prędzej czy później doprowadzą do tworzenia się wewnętrznych blokad, które wpłyną na nasze pożycie negatywnie.

- Pamiętam, że raz, kiedy kochaliśmy się  „na łyżeczki”, pomyślałam, jak to dobrze, że partner nie może w tej pozycji dostrzec, jak z bólu zagryzam zęby. Do dziś nie wiem, dlaczego tego nie zatrzymałam – wspomina 20-letnia kobieta.

„Tak” warto wypowiedzieć na głos, kiedy pragniemy seksu z drugim człowiekiem. Natomiast słowo „nie” może przydać się wielu kobietom już po tym, kiedy się na seks zdecydują. Z dbałości o własne granice i przyjemność, powinnyśmy umieć zakomunikować partnerowi, że czegoś nie chcemy, że coś sprawia nam ból lub po prostu – że chcemy zakończyć grę.

Fragment pochodzi z książki „Daj sobie prawo do przyjemności”. Jeśli masz poczucie, że w twojej sferze seksu jest wiele blokad i ograniczeń i nie potrafisz czerpać satysfakcji ze swojej seksualności – ta książka może być dla ciebie.

  1. Psychologia

Białe małżeństwo - rozmowa z Kasią Miller o związkach bez seksu

Jeśli człowiek był nieobudzony do życia, nie pokazano mu, że ma do tego życia prawo, to nie będzie z niego czerpał. Zero pasji, seks nie istnieje. Libido nie przypadkiem określa się jako siłę życiową (fot. iStock)
Jeśli człowiek był nieobudzony do życia, nie pokazano mu, że ma do tego życia prawo, to nie będzie z niego czerpał. Zero pasji, seks nie istnieje. Libido nie przypadkiem określa się jako siłę życiową (fot. iStock)
Życie bez seksu jest możliwe. Tylko co to za życie – powiedziałaby znacząca większość dorosłych Polaków. W świetle tego trudno uwierzyć, że coraz więcej stałych par i małżeństw żyje „na biało”. Co się dzieje? Dlaczego tak łatwo znika w związku pożądanie?– odpowiada Katarzyna Miller.

Życie bez seksu jest możliwe. Tylko co to za życie – powiedziałaby znacząca większość dorosłych Polaków. W świetle tego trudno uwierzyć, że coraz więcej stałych par i małżeństw żyje „na biało”. Co się dzieje? Dlaczego tak łatwo znika w związku pożądanie? – odpowiada Katarzyna Miller.

Powiedziałaś niedawno, że w swojej praktyce spotkałaś sporo par, które w ogóle ze sobą nie współżyją. Zdziwiło mnie to. Najwyraźniej wokół tego tematu istnieje zmowa milczenia. Dzisiejszy świat jest wręcz przesycony seksem. Wyraźnie z tym przesadzamy, bo seks nachalny i wszechobecny staje się rodzajem odreagowania, a przez to takim samym objawem nierównowagi, jak zakazy, lęki i zahamowania. Przeciętna ludzka potrzeba to zlać się z otoczeniem, więc gdy z tym seksem ci nie idzie, to się za Chiny nie przyznasz, bo wszyscy wokół grają ogierów. Tymczasem seks jest po prostu seksem. Normalną, częściowo fizjologiczną stroną życia. Jak jedzenie, spanie...

Ale bez jedzenia i spania długo się nie da żyć. A bez seksu? Da się. Nawet całe życie. Nazywamy to białym małżeństwem, ale może to być narzeczeństwo, para. Mało tego, to dotyczy ludzi młodych, niejednokrotnie pięknych.

Można tę sferę tak całkiem zamknąć, będąc z kimś? Możliwe jest wszystko, więc też ludzie, którzy nie potrzebują seksu. Białe małżeństwa pokazują, że nie trzeba chcieć, nie trzeba na siłę nic robić. Warto jednak szczerze zapytać siebie, czy naprawdę dobrze się z tym czujemy, czy brak seksu wynika z tego, że nie mamy takich potrzeb, czy mamy z nim jakiś problem. Seks zanika z wielu powodów. Ciążą na nas wstyd i lęk związane z tą sferą. Tak się nas zawstydza w dzieciństwie i w czasie dojrzewania, że co wrażliwsi chowają się za murem. To chowanie się może mieć różne stadia. Od nieobudzenia seksualnego – są osoby, które niby uprawiają seks, ale nie mają z tego specjalnej przyjemności – po zaniechanie seksu w ogóle.

Ponoć największym wrogiem seksu jest codzienność... Raz czy drugi nie ma entuzjazmu, raz czy drugi byliśmy na siebie nieuważni, a może dziś też nie wyjdzie, to nie warto zaczynać, lepiej się wyspać... No i trzeba się zająć życiem: jakimś sukcesem, domem, pojawia się dziecko – bardzo dużo zamieszania seksualnego wywołuje jego przyjście na świat. Jej się nie chce, jest zmęczona, mężczyzna czuje się odtrącony, narasta wzajemny chłód. Naprawdę nie wystarczy wyjść za człowieka, do którego się poczuło miętę. To dopiero początki. Trzeba inwestować w związek, rozwijać swoją jednostkową, a potem naszą wspólną seksualność. Jeśli nie ma w nas otwartości na to, by się uczyć siebie i partnera, a mamy za to dużo oczekiwań i wyobrażeń, nic dziwnego, że gdy pierwsze uniesienia miną, ten nieszczęsny seks kuleje, zanika. Dużo można by też powiedzieć o lęku mężczyzny przed kompromitacją w tej materii. Raz mu nie stanął, za wcześnie skończył, ma za małego, nie umie utrzymać podniecenia i mięknie... To traumy.

Dzień za dniem mija, nie ma tego seksu i co? Co się w nas wtedy dzieje? Zaczyna się myślenie: nie lubię cię za to, że mnie nie chcesz. Przeważnie w ogóle nie myślimy o sobie dobrze, więc projektujemy to uczucie na partnera, w taki właśnie sposób tłumacząc sobie jego brak zainteresowania seksem: już mu się nie podobam, nie kocha mnie. Ale nie pytamy, nie rozmawiamy. Jesteśmy tak poranieni, że wolimy się opancerzyć, wycofać, bo wydaje nam się, że naprawdę usłyszy-my: już mi się nie podobasz. Lepiej tę gorycz włożyć w inne słowa: za mało zarabiasz, ciągle cię nie ma, co z ciebie za żona, utyłaś... Albo uciec w samobiczowanie się, depresję. Wolimy to wszystko od prawdy.

To ucieczka? I ochrona. Znamy te gry małżeńskie... Skrycie pragnę zostać przytulona albo rozebrana, pogłaskana piórkiem albo lodem jak w „9 i pół tygodnia”... Ale przecież się nie odezwę, bo jak mu o tym powiem, to może on tego nie zrobi albo, jeszcze gorzej, wyśmieje. Albo się w ogóle nie odezwie i ja wyjdę znowu na idiotkę. Co gorsza, on się może rzeczywiście nie odezwać, bo tak się przestraszy jej oczekiwań i tego, że będzie „sprawdzany”, że woli udać, że nie słyszał. Im dłużej trwa przerwa, tym trudniej rozpocząć grę erotyczną, przerwa przechodzi w stan trwały.

Rośnie w nas niezadowolenie, bo żyjemy w poczuciu, że wszyscy wokół żyją seksem, a nas to omija... A wcale nie wszyscy żyją… Mamy pełno oczekiwań, wizji, a często zero wiedzy. A ciało potrzebuje się uczyć, rozkręcać. Szczególnie kobiece ciało. Ale swoje możliwości musimy odkrywać bez przymusu, w tempie, jakie nam odpowiada. Przecież to zupełnie normalne, że ludzie rodzą się z różnym poziomem „elektryczności”, że ich seksualność jak wszystko inne podlega życiowym cyklom, jest bardzo wrażliwa na zmiany nastroju, stanu zdrowia, na stresy, leki... Wolno nam nie uprawiać seksu i wolno nam się za to nie obwiniać. A po przerwie można wrócić do zabawy.

Często utożsamiamy miłość i bliskość z seksem. Można mimo braku seksu być blisko z drugą osobą? Oczywiście. Czułość i seks to dwie różne sfery. Można się czule kochać bez stosunków. Ale kluczową sprawą jest tu zgoda obojga partnerów. Jeśli się tak dobrali, że im taka forma bliskości wystarczy – nie ma w tym nic nieprawidłowego.

W tym największy jest ambaras, aby dwoje nie chciało naraz? Trudności pojawiają się, gdy jedno z partnerów żyje w poczuciu niespełnienia. A bywa, że oboje. Część z tych osób się masturbuje. I twierdzi, że bez tego byłoby im znacznie trudniej. W przypadku takich par powodem braku seksu nie jest niski poziom libido, tylko problemy w związku.

Co wtedy? Trzeba szczerze się przyjrzeć samemu sobie i odpowiedzieć na pytania, czego chcę, co mi przeszkadza. A potem otwarcie porozmawiać z partnerem o własnych uczuciach, potrzebach. Ludzie się boją takich rozmów, obawiają się, że jak się już powie, że są problemy, to zniszczy związek. Ale gdy partnerzy tak ważnej kwestii nie podnoszą, żyją obok siebie w poczuciu krzywdy, to o jakim związku i jakiej bliskości mowa? Można mówić raczej o pewnym układzie, strategii walki z samotnością. Taki związek oparty jest na przekonaniu, że lepiej żyć z kimś niż w pojedynkę. To jeden z wzorów białych małżeństw. Jeśli jednak nie chcemy żyć w poczuciu niespełnienia, warto rozmawiać, sięgnąć po pomoc terapeuty. Temat seksu jest trudny, emocjonalny, mocno związany z poczuciem wartości, łatwo drugą osobę zranić, projektując na nią własne problemy.

Trzeba zobaczyć, co sprawia, że się nie kochamy... Zauważyłam, że niektóre pary przychodzące z tym problemem zachowują się tak, jakby seks ich de facto nie interesował. Owszem, ja bym chciał albo chciała, żebyśmy ze sobą spali, ale niech to on czy ona zrobi coś w tej sprawie. Taka postawa nie wróży nic dobrego. By coś zmienić, to w sobie należy szukać problemu, jeśli on istnieje. Każdy z partnerów musi wziąć odpowiedzialność za to, co robi i czuje.

Udaje się wrócić do seksu? Znam pary, którym się udało z sukcesem wyjść z impasu, i takie, którym się to nie udało. Ci drudzy to często ludzie, którzy sobie bardzo wielu rzeczy w życiu odmawiają, przede wszystkim przyjemności. Są bierni, boją się życia, chcą mieć wszystko pod kontrolą. Podkreślam, że nie jest to diagnoza wszystkich tego typu par, tylko pewna tendencja.

Z czego to wynika? Z pewnego typu wychowania: dzieci są zostawiane samym sobie, najlepiej, gdyby siedziały w pokoju i były cicho. Jeśli nie trafi się nikt, kto je zainteresuje światem, kto się nimi zajmie, często wyrastają na dorosłych biernych, bez inicjatywy, czekających nie wiadomo na co. Gdy trafia się taka para – łapię się za głowę. Bo jak tu w człowieku wzbudzić pasję życia? Można powiedzieć, że w tym typie aseksualności jest pewien rodzaj martwoty. Jeśli człowiek był nieobudzony do życia, nie pokazano mu, że ma do tego życia prawo, to nie będzie z niego czerpał. Zero pasji, seks nie istnieje. Libido nie przypadkiem określa się jako siłę życiową.

Jak się nauczyć na nowo seksu z partnerem? Najbezpieczniej zbliżać się nie przez seks, tylko przez robienie czegoś miłego dla siebie, zerwanie z rutyną... Trzeba wrócić do początku, przypomnieć sobie, co mnie w tym człowieku fascynowało. Nie należy koncentrować się na własnych lękach. One są ważne i trzeba się nimi zająć, ale nie w przestrzeni relacji, tylko w terapii. Ten drugi człowiek też ma takie lęki. Uatrakcyjniajmy sobie wzajemnie czas, uczmy się czułości. Niektórzy seksuolodzy w ogóle zabraniają penetracji w tej fazie terapii. To zwalnia z lęku, że nam coś nie wyjdzie. Zalecają, żebyśmy otwarcie mówili o swoich potrzebach i uczuciach: chcę cię przytulić, lubię cię, jak to czy to robisz, powiedz mi, że ładnie w tym wyglądam, że lubisz tak ze mną siedzieć... Szukajmy przyjemności. Bo jeśli nie leżymy w łóżku z przyjemnością, nie jemy z przyjemnością, nie znajdujemy frajdy w tym, że czytamy, patrzymy na drzewa, nie czujemy swojego ciała, to jak mamy cieszyć się seksem? Seks jest przyjemnością, nie traktujmy go jak zadania – wszyscy mamy serdecznie dosyć ciężkich zadań.