1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jacy są kobieta i mężczyzna inteligentni w miłości?

Jacy są kobieta i mężczyzna inteligentni w miłości?

123rf.com
123rf.com
Czego potrzeba, by stworzyć pełen dobrej energii związek? Przede wszystkim dobrego samopoczucia emocjonalnego, zaangażowania i zdrowego szacunku do samego siebie. Jeśli jesteś w dobrej formie emocjonalnej, masz odwagę zaryzykować relację pełną optymizmu i spełnienia, w której ukazujesz się partnerowi w całym autentyzmie.

KOBIETA INTELIGENTA W MIŁOŚCI

Jest bezpośrednia

  • Uświadamia sobie głęboko skrywane emocje oraz przypływy i odpływy uczuć.
  • Nie ucieka od złych nastrojów, ponieważ rozumie, że są one częścią jej życia emocjonalnego, jednak nie wpływają one na jej zachowanie wobec innych osób.
  • Nie uprawia gier i nie próbuje manipulować związkiem, na przykład wywołując u partnera poczucie winy czy zawstydzenie.
  • Nie odwołuje się do gniewu, by postawić na swoim.
  • Wyraża swoje uczucia tak, by były jasne i zrozumiałe. Dzięki temu jej partner wie, co ona czuje.
  • Jest asertywna i nie ukrywa swoich pragnień.
  • Akceptuje swoje emocje. Potrafi o nich mówić, gdy ich doznaje, lecz nie musi ich chaotycznie rozładowywać. Podczas kłótni nie używa słów napastliwych lub poniżających.
  • Alkohol, narkotyki, inne używki czy hazard nie są jej pomocne w radzeniu sobie z gniewem, żalem czy poczuciem odrzucenia.
  • Komunikuje się z partnerem na poziomie uczuć.
Jest opanowana
  • Umiejętności społeczne oraz bogata emocjonalność służy jej kontaktom z partnerem i innymi ludźmi. Jest dla otoczenia ciepła i przyjazna.
  • Wie jak radzić sobie ze sobie ze stresem. Nawet gdy inni reagują gwałtownie, ona zachowuje postawę spokojnego realizmu.
  • Chmurny nastrój potrafi transformować w pozytywną energię.
  • Wie jak trzymać na wodzy kompulsywne zachowania: wrzaski, szlochanie, sarkazm, rzucanie obelgami.
  • Podczas kłótni potrafi odsunąć swoje ego na plan dalszy i spokojnie wysłuchać tego, co partner ma do powiedzenia. Toruje drogę do porozumienia i zgody, jednocześnie pozostając sobą.
Jest zaangażowana
  • Angażuje się w związek z własnego wyboru, w żaden sposób nieprzymuszona. Nie robi tego pod wpływem rozpaczy lub nadziei, że partner zaspokoi wszystkie jej potrzeby emocjonalne.
  • Dostrzega wady partnera na równi z zaletami.
  • Jej uczucie nie wybucha przedwcześnie pod wpływem przypadkowego epizodu.
Kocha siebie
  • Zna siebie i akceptuje taką, jaka jest.
  • Umie o siebie zadbać.
  • Ma swoje pasje, krąg przyjaciół, jest samodzielna.
  • Jej miłość jest dojrzała, hojna i wolna od męczeństwa.
  • Dlatego kocha partnera takim, jaki jest, a nie takim, jakim chciałaby go widzieć.
Jest zmysłowa
  • W seksie jest swobodna i wyzbyta zahamowań, chętnie eksperymentuje ze swoim partnerem.
  • Zna swoje erotyczne potrzeby i otwarcie je wyraża.
  • Seks jest dla niej intymnym tańcem, satysfakcjonującym obie strony.
  • Jej namiętna seksualność jest wyrazem silnego poczucia własnej tożsamości oraz uczuciowej natury, a nie sprawdzianem atrakcyjności.
  • Wzrost i opadanie namiętności przyjmuje jako nieodzowny składnik związku.
MĘŻCZYZNA INTELIGENTY W MIŁOŚCI

Zna siebie

  • Ma silne poczucie odpowiedzialności za swoje zachowanie. Rozumie w jaki sposób przyczynia się do atmosfery emocjonalnej związku.
  • Potrafi dostrzec własne błędy i przyjąć je do wiadomości. Gdy związek jest w impasie, umie rozwiązywać problemy również w oparciu o tą wiedzę.
  • Integralność i szczerość - tym kieruje się w relacjach z partnerką i innymi.
Jest odważny na tyle, by zmierzyć się ze swoimi uczuciami
  • Samoakceptacja - to jego kluczowa cecha. Nie oznacza, że wszystko w sobie mu się podoba, ale przyjęcie własnych ludzkich słabości pozwala mu pracować nad sobą i dążyć do zmiany.
  • Dostrzega również swoje zalety, silne strony i talenty.
  • Nie obawia się nowości i wyzwań, wykraczających poza obszar, w którym czuje się pewnie. Nowe doświadczenia są dla niego ważnym czynnikiem rozwoju.
  • Znajduje radość w dzieleniu się codziennością ze swoją partnerką. Dba też o wspólne doświadczenia, które wnoszą do życia więcej radości i treści.
Jest zdolny do uczuciowego zaangażowania
  • Jest szczery, autentyczny i otwarty w kontaktach z partnerką.
  • Potrafi zaangażować się uczuciowo, ponieważ jest jednocześnie współzależny i niezależny. Ma własne marzenia, dążenia i cele, ale też takie, które dzieli z partnerką. Ta dynamiczna równowaga samodzielności i zależności jest kluczem do trwałości związku.
  • Zaangażowanie uczuciowe nadaje jego życiu sens i znaczenie.
Jest troskliwy i współczujący
  • Świadomość własnych uczuć pozwala mu podejmować decyzje w zgodzie ze sobą.
  • Jest wyczulony na niuanse stanów emocjonalnych partnerki. Potrafi zrozumieć co ona czuje w danym momencie. Z empatią kieruje swoim postępowaniem względem niej.
  • Potrafi być opiekuńczy, dawać wsparcie.
Czytaj też: Czym jest inteligencja miłosna?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Między młotem a kowadłem. Konflikty wewnętrzne - jak je rozwiązywać?

Konflikty wewnętrzne dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. (Fot. iStock)
Konflikty wewnętrzne dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Raz jesteś silną, pewną siebie kobietą, innym razem delikatną kobietką, a jeszcze innym przestraszonym dzieckiem. To normalne – na naszą osobowość składają się wewnętrzne postaci, które często mają sprzeczne pomysły na życie. Dobrze, żeby potrafiły ze sobą negocjować.

Konflikty wewnętrzne często biorą się stąd, że stoimy po stronie, którą wspiera nasza kultura, nasi rodzice, nasze doświadczenia życiowe. Mogę na przykład nie chcieć mieć drugiego dziecka, ale jak widzę, że moja matka i babka nie miały jedynaków, skłaniam się jednak do takiej decyzji, bo po prostu w mojej rodzinie zawsze tak było. Jak rozpoznać, którą z tych stron posłuchać?

Agnieszka Wróblewska, psychoterapeutka, Akademia Psychologii Zorientowanej na Proces:
Takich przekonań mamy bardzo wiele, nie zawsze są one świadome, po prostu: u nas w rodzinie dzieci są zawsze najważniejsze, albo kobieta powinna zawsze liczyć na siebie, albo to mężczyzna powinien utrzymywać całą rodzinę. Dobrze jest zbadać swój system przekonań wokół konfliktowej sprawy, poznać jego pochodzenie i zobaczyć jak się to ma do mnie, mojego aktualnego życia, mojej sytuacji. Może się zdarzyć, że hołdujemy pewnym przekonaniom, które niewiele mają wspólnego ze mną, np. moja matka być może nie mogła na nikogo liczyć, ale ja mam wokół siebie bliskich ludzi, którzy już wielokrotnie dali dowód tego, że w trudnej sytuacji nie jestem sama. Inny przykład: boję się zmiany zawodowej, kurczowo trzymam się swojej posady, chociaż jej nie lubię, nie dostrzegając, że zawsze dobrze radziłam sobie w każdej nowej pracy, ale jestem wierna rodzinnej mądrości, że jak się coś ma, to trzeba się tym cieszyć i nie sięgać po więcej.

Jak to zobaczymy, to się dowiemy czego tak naprawdę chcemy?
Tak i troszkę się rozluźnimy. Zmieni się perspektywa. Bo skoro uświadomię sobie, że mój strach przed zmianą pracy to nic innego, jak efekt atmosfery w moim rodzinnym domu, to może łatwiej dam miejsce tej mnie, która ma odwagę do nowego i wcale nie ma zamiaru rezygnować ze swoich aspiracji i sięgania po więcej.

W jaki sposób konflikty wewnętrzne przekładają się na zewnętrzne?
Zazwyczaj automatycznie. Jeśli ciągle kłócimy się o jakąś sprawę ze swoim partnerem, jest to sygnał, że podobny konflikt jest w nas. Bo jeśli mam absolutne przekonanie, że coś jest dla mnie ważne i ja tak chcę, to wtedy to, że on ma inne zdanie, nie stanowi dla mnie problemu. Wtedy albo uznaję, że to jest sprawa nie do dyskusji, albo rozmawiamy o tym, ale nie ma wokół tego emocjonalnego zamieszania. Może być na przykład smutek, że mamy inne zdania na dany temat, ale nie ma ciągłego napięcia.

Zatem źródeł naszych konfliktów z ludźmi należy szukać w sobie?
Na pewnym poziomie tak, ale to jest tylko połowa prawdy. Często po prostu trzeba skonfrontować się z drugą osobą, mocno stanąć za sobą. Buddyjska maksyma „Zacznij od siebie” nie zawsze zdaje egzamin. Czasem trzeba powiedzieć mężowi czy koleżance, że to czy tamto mi się nie podoba. Dobrze jest mieć, oczywiście, świadomość jak to się ma do moich aspektów wewnętrznych, ale to nie zmienia faktu, że trzeba również coś zrobić w rzeczywistości zewnętrznej.

Nasze konflikty wewnętrzne wpływają silnie na związki. Lepiej starać się je rozwiązywać zanim przerodzą się w zewnętrzne?
Trzeba jednak liczyć się z tym, że jak już rozwiążę swój konflikt wewnętrzny, mogę mieć kolejny konflikt zewnętrzny, który będzie reakcją na nową mnie. Bo jeśli na przykład partner podważa moje poczucie wartości i ja stanę mocno za tym moim kawałkiem, który mówi mi, że dam sobie z czymś radę i to zrobię, to zmienia się cała konstelacja między nami. Partner nagle staje przed czymś nowym i nie wiadomo, jak to wpłynie na cały układ.

Może lepiej znać konflikty wewnętrzne partnera czy partnerki. To chyba ułatwia porozumienie w związku?
Czasem tak, a czasem to nie wystarcza. Mam za sobą doświadczenia terapeutyczne z parami, którym wystarczyło kilka spotkań, podczas których ujawnienie takich wewnętrznych konfliktów bardzo dużo zmieniło, ale są takie sytuacje, że znamy swoje konflikty doskonale, ale pojawia się potrzeba zrobienia czegoś więcej.

Czyli?
Samouświadomienie sobie to za mało. Są konflikty, które realnie mogą rozbić związek. Jeżeli stanę po jednej stronie, to ten związek może dalej istnieć, jeśli stanę po drugiej stronie - nie da się już go poskładać. To, co można zrobić, to obojętnie w którą stronę, ale odważyć się na dwa kroki dalej. Jeśli mam poczucie, że nie chcę z tym mężczyzną być, to przenieść się przynajmniej do drugiego pokoju. Jeżeli czuję, że chcę jednak ratować związek, to powiedzieć mu o swoich uczuciach, wyjechać razem na weekend. Czasami jednak takie wahanie trwa długo. To czas potrzebny do wewnętrznej zmiany, dojrzewanie decyzji. Szykujemy się bądź do zerwania, bądź do świadomej zgody na związek taki, jaki jest, a w każdym z tych przypadków przy okazji powstaje również moje nowe „ja”.

Dlaczego nasze konflikty wewnętrzne bywają takie trudne?
Dlatego, że często dotykają bolesnych rzeczy z przeszłości, pojawiają się emocje, wzajemnie się ranimy. Do konfliktu wystawiamy naszą mocną część, nie dostrzegamy że jest w nas przestraszone, poranione dziecko. Podobnie nasz partner, partnerka w konflikcie. Często boimy się kolejnych zranień, trudno okazać emocje, które są pod spodem, takie jak strach, odrzucenie. Ale poprzez konflikty intensywnie się rozwijamy. Jeśli ktoś z zewnątrz atakuje jakiś nasz aspekt, zmusza nas do zrobienia jakiegoś kroku, do sięgnięcia po dodatkowe zasoby. To wzbogaca naszą osobowość.

Są ludzie, którzy w ogóle nie mają konfliktów wewnętrznych? Trudno mi sobie kogoś takiego wyobrazić. Oświecony Budda?

Ćwiczenia, które pomagają rozwiązać konflikty wewnętrzne

Ćwiczenie pierwsze
  • Pomyśl o różnych konfliktach, w których chciałbyś/chciałabyś aktywnie uczestniczyć lub już uczestniczysz i nie możesz sobie poradzić.
  • Wybierz jedną, najbardziej energetyczną sytuację i opowiedz o niej partnerowi/ partnerce.
  • Jakie próby rozwiązania konfliktu podejmowałaś/eś do tej pory?
  • Jakiej tożsamości bronisz, podejmując te próby? Jaki obraz siebie próbujesz w ten sposób zachować?
  • Zbadaj dokładnie system przekonań, który stoi za takim obrazem siebie. Kto powiedział, że taka/taki masz być?
  • Spróbuj dopuścić myśl, że aby „rozwiązać” ten konflikt, należałoby być kimś zupełnie innym.
  • Teraz skup się na największej trudności w tym konflikcie. Wzmocnij ją, odkryj jej esencję, stań się nią.
  • Potraktuj ją jako zwiastun, który ma stworzyć twoją nową tożsamość. Pokaż partnerowi/partnerce tę nową osobę tak dokładnie, jak to jest tylko możliwe.
  • Kim byłabyś/byłbyś, gdybyś zamiast walczyć z tą trudnością, pozwolił/a, aby zmieniła ona Ciebie i twoje życie?
  • Pomyśl jak możesz wprowadzić tą nową osobę do twojego życia i relacji.
Ćwiczenie drugie
  • Pomyśl o ważnym konflikcie wewnętrznym (konflikt decyzyjny, konflikt postaw, konflikt wartości itp.)
  • Określ strony konfliktu, znajdź osoby (postaci), które najlepiej reprezentują każdą ze stron w konflikcie.
  • Określ, której strony konfliktu jesteś bliżej w tym momencie. Wyznacz w przestrzeni fizycznej miejsce, które początkowo tej postawie odpowiada, stań w tym miejscu i obstaw mocno ten punkt widzenia, wypowiedz/ wyraź wszystko, co przynależy do tego stanowiska (przekonania, emocje, obawy, nadzieje).
  • Wyznacz w przestrzeni miejsce, które odpowiada drugiej stronie Twojego konfliktu. Stań w tym miejscu i obstaw mocno ten punkt widzenia, teraz wyraź wszystko, co przynależy do tego stanowiska.
  • Zmieniaj i rozwijaj role tak, jak będą one naturalnie przechodziły jedna w drugą.
  • Zwróć uwagę na moment, w którym przyjmujesz postawę neutralną (postawa, która nie jest zainteresowana przekonaniem do jednej bądź drugiej racji, ale rozwiązaniem istniejącego konfliktu).
  • Użyj tej postawy jako mediatora w konflikcie oraz w znalezieniu rozwiązania, które satysfakcjonuje obie strony konfliktu.

  1. Psychologia

Co zrobić, żeby polityka i religia nie zniszczyły naszego związku?

Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. (Fot. iStock)
Socjologowie alarmują, że społeczeństwo nigdy nie było tak spolaryzowane jak obecnie. A spory dotyczące polityki i religii przenikają też do naszych związków. Zdaniem dr Bartosza Zalewskiego z Uniwersytetu SWPS nie chodzi jednak o różnice poglądów, a wartości. Na czym powinniśmy się więc skupiać, poza ogólnie rozumianą miłością, by związek przetrwał?

Zapytam wprost: co trzyma ludzi przy sobie, gdy nagle okazuje się, że partnerzy zaczynają się bardzo różnić poglądami?
Pyta pani o poglądy, a tak naprawdę pyta pani, co spaja związek, gdy partnerzy mają odrębne wartości.

Zgadza się.
Mówiąc bardzo wprost, ludzi łączy chemia seksualna i wartości. Nie podobny temperament, nie cechy charakteru, hobby albo ulubiony sposób spędzania wolnego czasu, ale wartości wyrażane na przykład tym, jak wychowują dzieci. Gdy na randce okazuje się, że dwie strony mają zupełnie inne wartości, to zwykle nie stworzą razem związku. Zwykle, bo są osoby, dla których polityka i religia bywają mało istotne, które twierdzą, że owszem, ludzie się kłócą o politykę, ale nie o to chodzi w życiu. Dlatego nie wykluczam, że możliwy jest związek pary, dla której wspólne wartości nie wyrażają się przez politykę czy religię, ale przez coś innego. Oni mówią, że polityka jest dla nich nieważna. Pewnie gdyby weszła im do domu, to zmieniliby zdanie, ale niektórym nigdy nie wchodzi. Choć dziś na terapiach rzeczywiście jest więcej tzw. małżeństw politycznych, czyli ludzi, którzy się intensywnie kłócą o sprawy polityczne czy religijne. Ale z punktu widzenia terapeuty to jest temat, a nie powód; wcześniej tematem, poprzez który wyrażały się ich trudności, byli na przykład rodzice jednej czy drugiej strony, a teraz jest to polityka albo religia.

A co, gdy nagle okazuje się, że u naszego partnera czy partnerki te wartości ewoluowały i teraz mamy inne zdanie w sprawie aborcji albo nauczania religii w szkołach?
Nic nie można z tym zrobić. Bo to nie są poglądy wynikające z racjonalnej dedukcji, tylko z emocji. Jeśli komuś zmieniają się poglądy, to zastanawiałbym się, dlaczego do tego doszło, bo po prostu ludziom wartości nagle się nie zmieniają. Zakładałbym, że coś musiało się wydarzyć albo coś przelało czarę. Myślę, że byłby to raczej efekt nasilenia czegoś... Może lęku albo gniewu?

Poproszę o przykład.
Przysłowiowy pan Kowalski najpierw nie miał wyraźnego stosunku do aborcji, ale nie był jej jakoś przychylny. I teraz deklaruje, że jest zdecydowanie przeciwko aborcji. Być może niewyostrzona część jego światopoglądu zaczęła się właśnie wyostrzać albo poczuł, że już nie musi się bać mówić o swoim stanowisku otwarcie. Może się zdarzyć, że ktoś nagle z popierającego równość płci zmienił się w dyskryminującego szowinistę. To rzadka sytuacja, dlatego najpierw musi dojść do jakiejś zmiany na poziomie emocjonalnym, a potem dopiero na poziomie wartości.

I co wówczas spaja takie pary? Partnerka musi być w szoku, gdy nagle widzi, że mieszka w domu z szowinistą.
Po pierwsze, mogą zauważać proces wyostrzania się poglądów i o tym dyskutować, ale nie sądzę, żeby taka racjonalna dyskusja mogła coś zmienić w jednej albo drugiej osobie. Za to pary mogą dojść do wniosku, że choć ich poglądy wyostrzają się w stronę przeciwnych biegunów, to inne wartości pozostają wspólne. Jeśli zmieniły się wszystkie wartości, to taki związek nie ma szans, ale zwykle obserwujemy zmianę jednej grupy wartości. I wtedy pary mogą podejść do tego tak: „Jestem bardziej konserwatywny, ale wiem, że żona by mnie z domu wyrzuciła, więc jej tych poglądów nie prezentuję”. Natomiast sytuacja polityczna może zachęcać do mówienia otwarcie i wtedy dochodzi do awantur, po których jedna strona się wycofuje. Wreszcie zastanawiają się, czy ich zmiana wartości to powód do rozwodu. Zapewniam panią, że jest nim dla niewielu par. I jeszcze jedna kwestia.

Jaka?
Jeśli ludzie mają bogate życie emocjonalne i seksualne, lubią wspólne przyjemności, jak seks, dobre jedzenie, spędzanie ze sobą czasu, swoje poczucie humoru i łączy ich wiele sensualnych doświadczeń – to wtedy mogą kłócić się o politykę, ale nie zagraża to ich związkowi, choć poziom satysfakcji z bycia razem może spaść. Jeśli ich poglądy są wyostrzone, bo sprowokowane aktualną sytuacją społeczną i polityczną, to mogą się kłócić, ale wiedzą, że mają inne swoje światy i tak naprawdę marzą, żeby to się uspokoiło. Bo trzeba pamiętać, że choć osoby o bardzo zdecydowanych poglądach tworzą związek z osobami o bardzo zdecydowanych poglądach, to nie znaczy, że ktoś z prawicy stworzy związek z osobą z lewicy. Raczej mówimy o związkach osób o poglądach umiarkowanych, ale wyostrzonych sytuacją polityczną, która prowokuje spór.

Znam pary o skrajnie różnych poglądach, które po prostu o tym nie rozmawiają.
Nierozmawianie o poglądach to kwestia techniki i decyzji. Tu warto zapytać, czy te różnice dotyczą tylko poglądów politycznych bądź religijnych, czy też spraw, które są centrum życia, na przykład wychowania dzieci. Bo jeśli w tych tematach są zgodni, to znaczy, że mają spójne wartości. A to kluczowe.

Jakie to mogą być kwestie oprócz wychowania dzieci?
Na przykład czy lubimy oszczędzać pieniądze na wspólne cele, czy wydawać je na „niszczący nasze życie” konsumpcjonizm? Czy wolimy siedzieć przed telewizorem i jeść czipsy, czy aktywnie spędzać czas i uprawiać sport, bo zdrowie jest dla nas ważne? Czy kobieta ma prawo poświęcić się karierze zawodowej? Podejrzewam, że te pary w tych sprawach są zgodne. A jeśli chodzi o poglądy niedotykające bezpośrednio ich życia, to klasyczna para się w nich różni. Pary, które mają odmienny światopogląd, często mówią, że są takie cechy charakteru żony czy męża, które lubią – że mąż czy żona w domu są fajni, zabawni, czuli. Natomiast w pracy zamieniają się w wojującą feministkę albo zarozumiałego konserwatystę, tyle że na szczęście obie strony tego nie widzą.

Ale to jest do pogodzenia? Czasy sprzyjają wyostrzaniu różnic i często przesłaniają te pozytywne cechy.
Pewnie są pary, którym te różnice coraz bardziej utrudniają funkcjonowanie. Ale jeśli na przykład mają trzynastolatka, który siedzi w domu i cierpi z powodu braku kontaktu z rówieśnikami, to oczywiście mogą się kłócić, czy to efekt polityki rządu, ale tym, na czym się skupią, będzie ratowanie tego dzieciaka.

A co z wartościami, jeśli mąż chce, żeby cała rodzina wzięła szczepionkę przeciw COVID-19, a żona jest przeciwna? To istotny konflikt wartości, dotyczy kwestii życia i śmierci.
Taki związek rzeczywiście nie tyle ma małe szanse przetrwania, co duży potencjał ranienia się. Bo to przecież nie jest kwestia: szczepić się czy nie? Raczej moment, kiedy z parą zaczynamy pracować na sesjach, jeśliby to była para, która chodzi na terapię. Bo gdy podczas takiej rozmowy słyszę, które z małżonków bardziej chce „zabić dzieci”, to przecież na kilometr widać, że to w ogóle nie chodzi o szczepionki.

Jak to?
Kwestia polityczna jest tu podbudowana trudami związanymi z tym, jak bardzo każda z tych osób jest obciążona. I wtedy bym się zastanawiał nad tym, jak te osoby umieją radzić sobie ze stresem, jak regulują emocje, czy cierpią na np. zaburzenia emocji lub osobowości. Do tego dochodzi aktualna sytuacja w rodzinie: ktoś stracił pracę, ktoś jest chory, a rzeczywistość pandemiczna przecież wyzwala także różne fobie. W związku z tym ludzie muszą znosić dużo więcej stresu i mają różne trudności w radzeniu sobie z obciążeniami emocjonalnymi. W rzeczywistości problem nie sprowadza się do szczepionek, ale do tego, jak bardzo ktoś jest przerażony światem, bo nasza reakcja wiąże się z ogólnym myśleniem o świecie, czyli czy to jest miejsce bezpieczne, czy przerażające.

Znajoma seksuolożka powiedziała mi ostatnio, że COVID-19 obnażył związki. Odsłonił pustkę niektórych, a te, które miały się dobrze przed pandemią i potrafiły sobie radzić, nadal sobie radzą.
Zgadzam się, że zamknięci w domach i pozbawieni możliwości choćby chwilowej ucieczki dużo więcej zobaczyliśmy w partnerach i partnerkach. Istnieje zjawisko tzw. współobecności bliskich przy obecności wirtualnej innych osób, takich jak współpracownicy, szefowie i podwładni czy klienci w pracy.  Dowiadujemy się o sobie więcej, na przykład jak druga osoba pracuje, czy markuje różne rzeczy. Nie ma od tego ucieczki. Poza tym partnerzy w związku mogą mieć różną regulację emocji: jedna osoba w stresie przywiera do drugiej, a ta druga właśnie potrzebuje osobności. Kiedyś się uzupełniali, a teraz te sprzeczne potrzeby się nasilają.

Ale czy to nie wpływa na tę sferę seksualną, która była czymś ważnym, stabilnym?
Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego pt. „Seksualność w XXI wieku” pokazują wyraźnie, że większość par jest zadowolona zarówno ze swojego związku, jak i z seksu. Z kolei inne badania pokazały, że z napięciem radzi sobie źle około 30 proc. osób w społeczeństwie, a bardzo źle około 10 proc. U tych, co sobie dobrze radzą, napięcie nie wpływa na związek, bo mają wspólne wartości, czyli znowu bardzo wprost: on będzie z nią chodził na marsze kobiet i jednocześnie w domu będą mieli dobry seks. Z kolei w sytuacjach, gdy partnerka jest poruszona tymi marszami, a partner mówi, że nie wie, o co jej chodzi, to mnie jako psychologa interesuje dynamika związku. Ciekawi mnie, co się stało. Czy mężczyzna obawia się, że jego partnerka zwariowała i się zradykalizowała, i dlatego on też się radykalizuje, tylko w drugą stronę; czy o to, że ona jest wściekła z powodu sytuacji politycznej i przesuwa wściekłość na wszystkich mężczyzn, w tym też na partnera? Szukałbym czynników pośrednich. Para, która miała bogate życie seksualne, musi się mocno postarać, żeby to życie zanikło.

Dlaczego?
Bo będzie im tego brakowało. To był sposób na wzajemne uspokajanie się i na bliskość, więc, widząc, że ich zachowanie i kłótnie wpływają na seks, taka para  szybko by się znowu tą sferą zajęła. Jasne, gdy rośnie napięcie i wokół pełno niepokoju, bo jedno straciło pracę, nie wiadomo, co dalej z pandemią, rodzice w szpitalu i trzeba zająć się dziećmi – to intensywność życia seksualnego spada. Poza tym lęki wyłączają pragnienia seksualne. Często też czynią z dorosłych ludzi tak jakby dzieci i pojawiają się roszczenia wobec partnera. Wtedy poglądy się radykalizują, ale to powodowane jest rozpaczliwą próbą odzyskania kontroli w sytuacji niepewności, co przyniesie kolejny dzień.

Wydaje się, że najlepiej byłoby to wyjaśnić podczas rozmowy. Ale niełatwo nam komunikować swoje lęki i potrzeby.
My jako psycholodzy chcielibyśmy oczywiście, żeby ludzie częściej ze sobą rozmawiali, choć ważna jest nie tylko rozmowa, ale też wyobrażenie sobie, co czuje, co myśli inna osoba. Od 15 lat w terapii duży sukces święci mentalizacja. To taki konstrukt, który oznacza umiejętność rozumienia siebie i innych, dokładnie jak empatia, ale dochodzi do tego element myślowy. Czyli zastanawiam się, co się dzieje w drugiej osobie, jaka jest jej motywacja do działania. Ludziom jest  trudno, gdy nie wiedzą, co się dzieje. Kolejna rzecz to podejmowanie czynności naprawczych. Przecież na co dzień uszkadzamy swoje związki na różne sposoby, robimy krzywdę swoim bliskim, czasem nieświadomie, a czasem – jak mówi znajoma psychoterapeutka – wiemy, gdzie nacisnąć, żeby kogoś szlag trafił. Natomiast ważne jest, żebyśmy potrafili te szkody naprawić, bo mamy całe systemy  i sposoby naprawiania. Poza rozmową gesty niewerbalne, jak kwiaty, kolacja przy świecach, prezent. To wszystko nie zadziała jednak w przypadku par, które psychologia opisuje jako koluzyjne. Dotyczy to tylko jednego procenta, ale występuje. Koluzja polega na tym, że każdy z partnerów umieszcza w drugiej osobie tę część siebie, o której nie wie, że ją ma, a której bardzo nie lubi. Na przykład ktoś uważa siebie za chodzące dobro, nie ma w sobie za grosz złości, ale kiedy patrzy na partnerkę, to widzi sadyzm i agresję w jej oczach. Oczywiście swoim zachowaniem sam te reakcje wywołuje. To są pary o sprzecznych poglądach i wartościach, które nieustannie się kłócą i zwalczają, a jednocześnie nie potrafią się rozstać.

Dr Bartosz Zalewski, psycholog, psychoterapeuta. Adiunkt w Katedrze Psychologii Różnic Indywidualnych, Diagnozy i Psychometrii USWPS. Pracuje w Ośrodku Terapeutyczno-Szkoleniowym Kontrakt w Warszawie.

  1. Psychologia

Moja miłość go zmieni

Układ, w którym jedna osoba próbuje ocalić drugą, bez aktywnego współdziałania z jej strony, kończy się niepowodzeniem i uczuciem rozczarowania. (Fot. iStock)
Układ, w którym jedna osoba próbuje ocalić drugą, bez aktywnego współdziałania z jej strony, kończy się niepowodzeniem i uczuciem rozczarowania. (Fot. iStock)
Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się myśleć: "Cóż, z pewnością jego charakter nie należy do łatwych, ale ma w sobie zadatki na świetnego faceta. Gdybym się trochę postarała, dała mu więcej niż inne kobiety, on z pewnością udowodni, że stać go na więcej. Moja miłość go zmieni." Jeżeli tak, ten tekst jest właśnie dla ciebie.

Używam żeńskiej formy, ponieważ taka postawa jest raczej domeną kobiet. Jeśli jednak jesteś mężczyzną i myślisz podobnie, także zapraszam do lektury!

Beczka z prochem

- Doskonale wiem, jak to jest być artystą. Na początku też wpadałam w różne dołki – przyznaje Marlena, 38-letnia projektantka. - Dlatego, kiedy spotkałam Marka, od razu zrozumiałam jego problemy. To naprawdę inteligentny, błyskotliwy facet. Ale napisanie dobrego scenariusza, to nie lada wyzwanie. Nie dziwiłam się, że odrzucał mało ambitne chałtury, nawet, gdy z jego finansami było krucho. Jeśli człowiek chce coś osiągnąć, musi się na tym skoncentrować. Szybko złapaliśmy prawdziwe porozumienie, a potem cóż... zakochałam się.

Po kilku tygodniach Marek wprowadził się do Marleny. - Postanowiłam, że pomogę mu stanąć na nogi - wspomina. - Mój biznes naprawdę dobrze się rozkręcił, więc stać mnie było na to, aby zafundować Markowi warunki do twórczej pracy. Na początku było wspaniale. Czułam, że znalazłam prawdziwy diament, który wymaga tylko podszlifowania. Marek zachowywał się wspaniale, był taki czuły i mówił o swojej pracy z ogromną pasją. Niestety, po kilku miesiącach coś zaczęło się psuć. Miewał długie chandry i napady złego humoru, pisanie mu nie szło. Chodziłam na palcach, bo wierzyłam, że impas minie, a on złapie wenę.

Marlena zaczęła żyć marzeniami. Nieustannie wyobrażała sobie, że Marek odbiera jakąś ważną nagrodę za swoje twórcze osiągnięcia, a ona jest tuż obok i czuje na sobie jego wzrok, pełen miłości. Niestety, myliła się. Teraz zdała sobie sprawę z tego, że jej wizje nigdy nie znajdą odzwierciedlenia w rzeczywistości.

- Marek, mimo mojej miłości, wsparcia i zachęt, przez dwa lata nie dokończył swojego scenariusza. Ciągle coś w nim zmienia, poprawia albo wścieka się i wykreśla całe partie - przyznaje 38-latka. - Żyje wygodnie na mój koszt, a w dodatku staje się coraz bardziej opryskliwy. Ostatnio temat scenariusza stał się beczką z prochem. Wystarczy, że spytam, jak mu się pracowało, a on zaraz wybucha. Nie wiem co robić. Czuję, że nawet nie docenia tego, co dla niego robię. Czy powinnam odejść?

Historia, którą opowiedziała Marlena, miewa także inne odsłony. Ileż razy słyszymy: on jest wspaniały, ale...

• nie umie okazywać uczuć, bo został kiedyś zraniony, • nie skończył szkoły, studiów, bo nauczyciele rzucali mu kłody pod nogi, • za dużo pije, bo jest bardzo wrażliwy, a świat taki okrutny, • nie może znaleźć pracy, bo jest zbyt skromny żeby rozpychać się łokciami itp.

Jak działa schemat?

Nie jest ważne co dokładnie jest z nim nie tak. W tym schemacie liczy się sposób myślenia: "Ja pomogę mu stanąć na nogi, przy mnie nauczy się tego, czym jest miłość".

Niestety, układ, w którym jedna osoba próbuje ocalić drugą, bez aktywnego współdziałania z jej strony, kończy się niepowodzeniem i uczuciem rozczarowania.

Przyczyna

Być może to ty sama czujesz się niewiele warta, dlatego uważasz, że dopiero gdy wykażesz się determinacją, cierpliwością, wielkim uczuciem, wspaniałomyślnością, tolerancją, hojnością i innymi zaletami, udowodnisz, że zasługujesz na to, by cię pokochano.

Aby móc się wykazać, potrzebujesz kogoś, kto stworzy ci odpowiednią szansę. Mężczyzna, który sobie radzi w życiu, nie da ci jej. Dlatego szukasz takiego, który cię potrzebuje, a nie pragnie. Przy nim zaprezentujesz cały arsenał pozytywnych cech. Szukasz więc kogoś, kogo ocalisz, kto będzie miał wystarczający powód by z tobą być.

Dlaczego tak masz?

Prawdopodobnie wychowywano cię w taki sposób, że utożsamiłaś swoje poczucie własnej wartości z byciem "dobrą". Nauczyłaś się, że twoje samopoczucie zależy od tego, czy jesteś akceptowana, a więc dostatecznie miła, pomocna i kochająca.

Sygnały ostrzegawcze

• Na początku najbardziej wzruszające i urocze wydaje ci się to, co jest, obiektywnie patrząc, jego najmniej zachęcającą cechą (np. emocjonalne zamknięcie, nieporadność życiowa, milczkowatość). • Szybko tłumaczysz jego zachowanie tym, że nie otrzymał w życiu wystarczającego wsparcia i miłości. • Masz wrażenie, że jesteś jedyną osobą, która może go zrozumieć i mu pomóc. • Czujesz, że nie możesz go zostawić. • Usprawiedliwiasz jego zachowanie przed sobą i innymi, nawet jeśli w głębi serca jesteś nieszczęśliwa.

Te sygnały są wystarczającym powodem, abyś zastanowiła się nad tym, co robisz ze swoim życiem.

Skutki tego postępowania

Angażujesz całą swoją energię w pomaganie, ulepszanie, ratowanie kogoś innego, podczas gdy to ty potrzebujesz wsparcia i poprawy samooceny.

Gdybyś zainwestowała te wszystkie działania w siebie, byłabyś, no właśnie… śmiem twierdzić, że kim tylko chcesz! Zwykle jednak marnujesz mnóstwo możliwości dotyczących własnej osoby.

Jak to zmienić?

1. Na początek "obejrzyj" swoje dotychczasowe związki, wykorzystując technikę dysocjacji.

Usiądź wygodnie, weź kilka oddechów i wyobraź sobie, że oglądasz na dużym telebimie film ze swoim udziałem. Oczywiście mam na myśli film o historii twojego związku. Postaraj się patrzeć oczyma widza, a nie zakochanej kobiety – to ważne. Skomentuj obiektywnie to, co widzisz.

2. Sporządź listę raniących zachowań, upokarzających sytuacji i strat, które poniosłaś działając według schematu "moja miłość go zmieni".

3. Zrób listę działań i wszystkich twoich inicjatyw, które podjęłaś dla swojego mężczyzny bez rezultatu. Następnie napisz, co mogłabyś w tym czasie, korzystając ze wszystkich środków, zrobić dla siebie.

4. Ucz się doceniać ludzi, którzy sobie radzą i biorą odpowiedzialność za swoje życie. Oczywiście, nie ma niczego złego w byciu wsparciem i w pomaganiu. Miłość przecież wytwarza taką potrzebę. Jednak ważne jest to, że jest to działanie wzajemne i oboje powinniście wykazywać inicjatywę i troszczyć się o siebie nawzajem.

  1. Styl Życia

10 sposobów, aby wyrazić miłość

Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe ci osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

1. Okaż wdzięczność.
Powiedz wprost, jak bardzo doceniasz obecność tej osoby w swoim życiu.

2. Zaoferuj pomoc.
Zapytaj: „Co mogę dla ciebie zrobić, żeby uczynić twoje życie lepszym, radośniejszym, mniej stresującym?”

3. Zamień się w słuch.
Znajdź czas i kilka chwil spokoju, aby wysłuchać drugiej osoby całą sobą. Nie komentuj, nie doradzaj. Słuchaj.

4. Bądź wielkoduszna.
Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nikt z nas nie jest idealny. Doceniaj pozytywne cechy, nie skupiaj się na tym, co niedoskonałe - w ten sposób pokażesz, że naprawdę kochasz.

5. Znajdź czas na chwile beztroski.
Kolacja z ukochanym, zabawa z dzieckiem, wypad na zakupy z przyjaciółką... a może po prostu ulubiony serial pod kocem na kanapie? Życie składa się z drobnych przyjemności. Jeśli będziemy stwarzać sobie ku nim okazję, będziemy mieli więcej powodów do wspólnej radości.

6. Podaruj coś bez okazji.
To może być drobiazg, ale zrobiony albo kupiony z myślą o tej osobie. Coś, co sprawi że poczuje, że o nim myślisz i jest dla ciebie ważna.

7. Upiecz ciasto lub ugotuj coś pysznego.
Przez żołądek do serca - nakarm ukochaną osobę czymś, co lubi najbardziej.

8. Ofiaruj kwiaty bez powodu.
Kwiaty to jeden z piękniejszych sposobów na podziękowanie za czyjąś obecność - dzięki nim „Dziękuję za to, że jesteś” brzmi piękniej.

9. Napisz krótki liścik.
Mała karteczka zostawiona w kuchni przy ulubionym kubku z ciepłą kawą, liścik miłosny pod poduszką, kartka z pozdrowieniami z wakacji... małe, codzienne wyznanie miłości.

10. Nie bój się słowa "kocham"
- słowa mają moc, a to chyba szczególną. Jednak nie wtedy, gdy wypowiadamy je od niechcenia. Wyznanie miłości potrzebuje dotyku, spojrzenia w oczy, intymnej chwili.

 

  1. Seks

Świętowanie miłości nie tylko od święta

Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. (Fot. iStock)
Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. (Fot. iStock)
Kamery przy łóżku nie ma, możemy więc czarować, jaki to jest wspaniały ten nasz seks. A że wszyscy tak robią, to potem, czytając wyniki ankiet, czujemy się nieswojo. Co z nami nie tak, skoro innym tak dobrze!? – To, że z badań wynika, że Polacy są zadowoleni z seksu, to dowód naszych ambicji – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. A jak jest naprawdę?

Mężczyźni codziennie przynoszą kwiaty i w łóżku od razu są podnieceni. Kobiety? Mają orgazm, i to wielokrotny. Ziemia drży, a gwiazdy spadają z nieba… „Tak jest u innych”, myślimy i smutno nam, że u nas nie bardzo…
U nas nie bardzo, bo taki seks zdarza się czasem tylko raz na całe życie. Albo wcale. I wyłącznie wtedy, kiedy sobie na takie kochanie pozwolimy, czyli kiedy kobieta – jak ja to często mówię – się puści! Czyli przestanie się trzymać tego, co mamusia mówiła, że wypada robić. I przestanie się trzymać kurczowo kompleksów – że jest nie taka jak trzeba! Mężczyzna też ma się puścić, puścić się tego lęku, co mu tatuś kładł do serca, że kobieta jest jak modliszka. I dlatego on się jej seksualności boi. A ona się go wstydzi, bo piersi ma nie takie albo pupę! No, ale jeśli oboje się swoich hamulców przestaną trzymać, to ta ziemia i te gwiazdy będą z nimi rezonować. I bywa, że dziewczyna mówi: „On mnie tylko dotknie i cała drżę. Ale tak na co dzień to seks jest u nas taki jak u innych…”.

Czyli jaki? Słyszę często od kobiet, że seksu mają tyle co i gry wstępnej. A patrzę w tabelki i widzę, że mają go tyle, ile potrzebują. Kto tu kogo buja?
Kobiety mówią, że chcą seksu, jak tylko mężczyźni przestają ich pragnąć. A przestają nie dlatego, że one się im opatrzyły czy spowszedniały! One ich zniechęciły swoim marudzeniem. Bo kobiety wciąż marudzą. Że teraz to nie. Albo: „Tak to nie”. Albo: „Coś boli”. Albo są zmęczone. A jak pojawi się dziecko, to są złe, że po nocach same muszą do niego wstawać. Wciąż więc utyskują, aż się mężczyznom odechciewa je chcieć.

A jak mężczyzna przestanie kobiety chcieć, to ona zaczyna się źle czuć – bo na początku to on zawsze chciał! I ona była z tego jego chcenia bardzo zadowolona, że jest taka pożądana i taka upragniona, i taka godna tego zachwytu. To ona teraz chce! Czasem seksu, ale zasadniczo chce tego jego chcenia. To chcenie dawało jej poczucie wartości. Ba, władzy nad nim. Ona wtedy decydowała, kiedy da, a kiedy nie.

Zniechęcamy mężczyzn, a potem przy winie skarżymy się przyjaciółkom: „Ten mój to tylko w sobotę, i to w co drugą”?
Bardzo często słyszę od mężczyzn, że ich kobiety są męczące. Że w ich oczach oni już nie są tacy fajni, jak byli, że przestali się podobać. Do seksu zniechęcić mogą całkiem pozaseksualne sprawy, zwłaszcza to, czy się czujemy lubiani i akceptowani. Bo jak spotykamy się tylko na randkach, to oboje jesteśmy dla siebie mili i się cieszymy, że się widzimy. A jak się pokłócimy, to strasznie przeżywamy, więc się szybko godzimy. Mamy wtedy to, co najważniejsze, czyli poczucie odświętności bycia razem. No i, niestety, gubimy tę odświętność, kiedy zaczynamy mieszkać razem.

To jak jej nie zgubić?
Jak to jak? Świętować każdy dzień: dzisiaj jest poniedziałek, więc świętujemy poniedziałek! A jak? A w poniedziałki mówimy sobie o tym, jak się sobie podobamy fizycznie. We wtorki? Jak się sobie podobamy mentalnie. W środy: jaki mamy cudny dom. W czwartek – jak tęskniliśmy za sobą, bo każde dziś oddało się swojej pasji. W piątek opowiadamy o tym, jak wspaniale być razem. A w sobotę – jak cudownie się kochać… W niedzielę…

Dla mężczyzny to też dobry program – takie świętowanie każdego dnia?
Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że mężczyźni są dość prości w obsłudze. A to dlatego, że kiedy byli chłopcami, wolno im było być sobą. Oczywiście, jak chuliganili, to słyszeli: „Nie rób tego czy tamtego”. Ale jak nie przestawali, rodzice i tak machali ręką i kwitowali: „To przecież chłopcy”. Dlatego mężczyźni są mniej więcej sobą. Częściej dostawali akceptację od matek, mieli prawo do egoizmu, stąd są bardziej zdroworozsądkowi. Mówią więc do żon: „No co się stanie, jak nie będzie wysprzątane albo jak dziś nie będzie obiadu? Zamówimy pizzę!”. Na co żony się irytują, że obiad musi być! I że to straszne, że oni się tak nie przejmują! I same łapią za gary i mopa! No a wtedy mężczyźni wychodzą, żeby nie patrzeć, jak te ich żony się mordują. I po świętowaniu miłości.

Mamy przestać stawiać na swoim?
Jak my zawsze stawiamy na swoim, to im nawet viagra nie postawi. Od tego naszego uporu i chęci rządzenia zaczynają się często kłopoty ze wzwodem. No, ale tak nas wychowano i trzeba nam wiele pracy nad sobą, żeby sobie odpuścić. Jednak warto, bo jak mężczyzna ma tej swojej kobiety chcieć, to musi ją widzieć zadowoloną, a nie umordowaną. Pucowanie i pichcenie nie ma takiego znaczenia jak jej uśmiech i czułość. Bo jeśli ona jest zadowolona, to jemu się podoba. Taką ją miał na początku i o takiej marzy – żeby była ciepła, akceptowała go i była zadowolona.

Pozornie to takie proste…
Proste, ale o tym nie wiemy. Narzekać na swojego męża to lubimy, ale nie rozmawiamy z przyjaciółkami szczerze, jak jest, bo nie mamy takiego obyczaju. I się tylko frustrujemy, myśląc, że innym lepiej. Bujamy, kiedy mamy wypełnić ankietę, żeby poczuć się lepiej. Tak jesteśmy tym sfrustrowane, że mamy jeszcze więcej pretensji do swojego mężczyzny o to, czego nam nie daje! A ma dać! No, ale w życiu jest tak, że jak o coś się wykłócamy, to mamy jak w banku, że tego nie dostaniemy.

Nikt nie lubi być przymuszany, bo już w dzieciństwie nasi rodzice wciąż coś na nas wymuszali marudzeniem i pretensjami: „A tego nie zrobiłaś, a o tym zapomniałaś! A to nie tak zrobione jak trzeba!” itd. Zamiast więc narzekać, że seks nie taki, lepiej położyć się koło niego i powiedzieć: „Ja teraz sobie zrobię dobrze, a ty, jak chcesz, to też sobie zrób”. Mało który facet wytrzyma i nie zachce mu się seksu. Ale kobiety są przekonane, że to brzydko. Guzik prawda! To ich podnieca, bo wtedy robimy się takie mięciutkie, rozedrgane, czyli takie, jak oni marzą. Roznamiętnione, słodkie, spragnione.

Wiele kłamstw opowiadamy o tym naszym seksie?
Największe kłamstwo to to, że inni mają go więcej niż ja. Kolejne: Dlaczego mężczyźni zdradzają? Nie dlatego, że uroda przemija, choć też jest ważna. Ale ważniejsze jest to, że ta druga akceptuje, że patrzy jak na bóstwo, a nie jak na stary dziurawy kapeć! On się czuje przez nią słuchany, ceniony i szanowany, bo ona się śmieje z jego dowcipów, pamięta, co on mówi. A kiedy on kupi żółte róże, bo ona lubi, to usłyszy, jakie to miłe, że pamiętał. Więc pomyśli o sobie: „Jaki ja jestem wspaniały”, i postara się jeszcze coś z tego, co ona lubi, zrobić…

Chcemy mieć w łóżku i życiu lepiej? Zacznijmy od nauki świętowania naszego związku. Już słyszę, jak kobiety mówią: „Ja taka umęczona domem, pracą, dziećmi mam świętować?!”. Właśnie dlatego, żeś umęczona, to masz. Lecisz z tej pracy do domu, ale raz w tygodniu – na randkę ze swoim mężem do kawiarni. Odrobinkę się spóźnij, ale nie za dużo. Przyjdź cała w skowronkach. I udawaj, że to pierwsza randka! A potem idźcie potańczyć!

Mamy się bawić w takich trudnych czasach?
Bawić się mamy zawsze. Tylko od nas zależy, jakie to życie będzie. Czy znój, czy szczęście. A my wciąż tylko: „On mnie nie kocha, on mnie nie pieści jak trzeba, on za mało zarabia…”. Dajmy tym naszym mężczyznom trochę wsparcia z okazji świąt i karnawału i zobaczmy, co się stanie. Warto spróbować, bo oni są bardziej zakompleksieni niż my. Polscy mężczyźni uważają, że gdyby mieli większego, to wszystko by się zmieniło. Ale nie mają. Nigdy nie mają dość dużego! Choćby mieli. Myślą też, że kobiety wolą giganta, i nie słuchają, że nie. Udają więc, że mają większego, niż mają, co widać w ankietach. Linijką nie weryfikuje się odpowiedzi i można napisać 18 cm, choć średnia u nas to 14 cm.

Dlaczego zawyżają parametry?
Polacy nie uważają siebie za kochanków. Francuzi i Włosi tak, Polacy nie. A to dlatego, że u nas jest zimno! Im dłużej z ludźmi pracuję, tym bardziej dociera do mnie realność życia… Polacy wciąż się zajmują martyrologią albo czynnie, albo biernie. Albo walczą o wolność, albo wspominają tych, którzy walczyli. I gdzie tu miejsce na radość z seksu?

To co zrobić? Wynieść się na Majorkę i tam swoją martyrologię i kompleksy roztopić w słońcu?
Ocieplić związek! Klimatu nie zmienimy. Historii też. Ale możemy zmienić nasz stosunek do życia, dając sobie dużo radości, zabawy, wyrozumiałości. Mówimy: „Ludzie w Polsce nie uprawiają seksu”. A ja powiem, że my nie uprawiamy życia. Praca – smutek rzewny. Dom – obowiązek. Dzieci – katorga. Mąż – nieudacznik. Żona – zrzęda… Tak nie musi być.

Wystarczy smarować się balsamem do ciała tak, żeby on widział – jak moja koleżanka, której mąż to lubi, więc ona nie zamyka drzwi do łazienki, żeby popatrzył…
Właśnie. Od razu ma być wzwód. A jak nie, to: „Ja na niego nie działam”, i rozpacz. To najgorsze, co można sobie zrobić. Lepiej wziąć balsam albo piórko i go pogilgać. Umówić się, że się tylko gilgamy, żeby nabrać apetytu. Pobawić się w łóżku. Troszeczkę go popieścić, ale nie po penisie. Przytulić. To najważniejsze. Dużo czułości. Wtulić ciało w ciało. Nacieszyć się sobą. Położyć się razem pod kocykiem, pora roku akurat na ciepełko we dwoje… Znam parę: on na wózku i są razem szczęśliwi, kochają swój seks – muszą wymyślić sposoby, żeby mieć satysfakcję, i dlatego nigdy się nie nudzą. Znam inną parę: on ma teoretycznie przedwczesny wytrysk. Ale go ma. A potem ją dopieści i ona jest cała zadowolona. Więc się nie przejmują, bo niby dla kogo on jest przedwczesny? Dla gazety? Dla statystyk? Dla seksuologów? Seks to subiektywna sprawa i świętować go trzeba we dwoje tak, jak chcemy. Wtedy świętujemy naszą miłość i nasze życie tak, jak trzeba.

Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, pisarka, filozofka, poetka. Autorka wielu książek i poradników psychologicznych, m.in. „Instrukcja obsługi faceta”, „Daj się pokochać dziewczyno”, „Nie boj się życia”, „Instrukcja obsługi toksycznych ludzi”, „Kup kochance męża kwiaty”, i „Chcę być kochana tak jak chcę” (Wydawnictwo Zwierciadło).