1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Seksualność kobiet wysoko wrażliwych okiem terapeutki Katarzyny Kucewicz

Seksualność kobiet wysoko wrażliwych okiem terapeutki Katarzyny Kucewicz

Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Kobiety wysoko wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. (Fot. iStock)
Wysoka wrażliwość to z jednej strony olbrzymi potencjał doświadczania zmysłowego, z drugiej – ryzyko, że mocniejszy bodziec wywoła dyskomfort, a nawet ból. Wyjątkowo delikatnej i bogatej seksualności kobiet, które „czują za bardzo”, przyjrzała się psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.

Kobiety wyjątkowo wrażliwe są wyjątkowo czułe na bodźce sensoryczne, co wpływa na jakość ich życia seksualnego. Najbardziej seksualnym zmysłem jest dla nich oczywiście dotyk, w formie przytulania, głaskania, pieszczot. Dotyk miękkich materiałów, delikatne muśnięcia na przykład karku czy policzka zapewniają im ekscytujące doznania. Bardziej wrażliwy układ nerwowy jest niestety także bardziej podatny na ból, więc mocniejszy dotyk raczej może być dla nich mało przyjemny, a nawet wywoływać dyskomfort. Wrażliwość jednocześnie ułatwia i utrudnia osiąganie satysfakcji seksualnej.

Bogata wyobraźnia

Fantazja kobiet wrażliwych jest przeważnie nieograniczona i bujna. Już jako dziewczynki często lubiły zamykać się we własnej samotni, a jako kobiety dorosłe potrafią wyobrażać sobie ze szczegółami rozbudowane scenariusze erotycznych doznań. Seksualne marzenia kobiet wysoko wrażliwych mogą dotyczyć różnych sytuacji, ale w rzeczywistości preferują one raczej dotyk czuły i namiętny niż szybki i gwałtowny. Związane jest to z sensoryczną wrażliwością ich ciała.

Dla kobiet wrażliwych bardzo istotna w osiągnięciu satysfakcji seksualnej jest sprzyjająca atmosfera. Dlatego seks bez zobowiązań i relacje oparte wyłącznie na seksie są u nich raczej rzadkością. Niektórzy mówią nawet, że wśród kobiet wysoko wrażliwych istnieje duży odsetek demiseksualnych, czyli takich, których orientacja psychoseksualna opiera się na odczuwaniu pociągu erotycznego tylko pod warunkiem, że nawiązana zostanie silna więź emocjonalna. Według badaczy kobiety wrażliwe raczej później przechodzą inicjację seksualną i mają mniej partnerów niż średnia populacji, co potwierdza, że jednorazowe historie miłosne nie znajdują się w kręgu ich zainteresowania.

Gra wstępna? Powinna być długa i subtelna. Czasami może trwać już od rana, przez cały dzień. Raczej delikatna niż gwałtowna i wyuzdana. Na pewno należy zadbać o atmosferę i komfort – tylko zrelaksowana kobieta będzie czerpała z seksu przeszywającą przyjemność. Zwłaszcza jeśli jest wysoko wrażliwa, a tym samym bardzo czuła na bodźce i doznania. Odpowiednio rozluźniony organizm lepiej reaguje na dotyk, a to szczególnie ważne u kobiet z niskim progiem bólu. Skarżą się one często na doświadczanie dyskomfortu przy próbie stosunku genitalnego. Wynika to z napięcia, niedostatecznego nawilżenia pochwy oraz tego, że mocny i raptowny dotyk jest dla nich nieprzyjemny.

W seksie dla WWO (osób wysoko wrażliwych) bardzo ważne są spokój, harmonia i pewność, że nie będzie zbyt wielu dodatkowych stymulacji. Już sam akt seksualny jest mocnym doświadczeniem, angażującym i przejmującym, a orgazm – przeżyciem wręcz mistycznym, nieziemskim. Doktor Elaine Aron, autorka pojęcia wysokiej wrażliwości, w trakcie swoich badań doszła do wniosku, że kobiety wrażliwe mają statystycznie więcej orgazmów niż kobiety niewrażliwe.

Tak zwany szybki numerek, podczas gdy za ścianą biesiadują goście, przebywają rodzice albo dzieci, jest dla wrażliwej kobiety napinający, bo bodźce dźwiękowe rozpraszają całą jej uwagę. To analogiczna sytuacja jak ta w pracy, gdy nie możemy się skupić na zadaniu, bo dookoła tyle się dzieje. Zatem wszelkie niepokojące dźwięki zza ściany, miauczący kot albo świadomość, że ktoś może wejść, raczej nie będą pobudzać osoby wrażliwej – to zbyt duże rozproszenie.

„Jeśli coś wytrąci mnie z rytmu, nie jestem w stanie szybko powrócić do miłosnych uniesień, momentalnie się blokuję. Łagodna muzyka, kadzidełka plus dotyk męża? O nie, to zbyt wiele. Wolę, gdy jest jeden intensywny bodziec” – mówi Nina, 37-letnia nauczycielka angielskiego będąca WWO.

Po seksie wrażliwa kobieta potrzebuje dużo czasu, by dojść do siebie. Seks jest dla niej wyczerpujący nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Czasami kobiety opowiadają, że po bardzo intensywnym orgazmie wręcz płaczą ze szczęścia, bo tak są poruszone.

Sex-care

Seks jest trudnym tematem do rozmowy dla większości ludzi. To przestrzeń, w której wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy wysoce wrażliwi. Nasz układ nerwowy analizuje w trakcie zbliżenia wiele danych, więc łatwo może zostać przeciążony, a tym samym wytrącić nas z miłosnego nastroju, zanim jeszcze zdążymy się „rozkręcić”. Kluczem do tego, by był seks udany i spełniony, wydaje się nawiązanie właściwej, opartej na empatii i wzajemnej trosce komunikacji z partnerem. Oraz, a może przede wszystkim, pełne zaakceptowanie swojego ciała i własnej seksualności. W swojej praktyce seksuologicznej zauważam, że kobiety, pragnąc osiągnąć harmonię w swoim życiu, często zapominają troszczyć się o własną seksualność. W Ameryce taka troska nosi nazwę sex-care. Sex-care to uważność na swoją seksualność, traktowanie jej z taką samą atencją, z jaką podchodzimy do dbania o swoje samopoczucie czy zdrowie fizyczne.

Kobieta wrażliwa dobrze czyta swoje ciało, jest wnikliwa i dostrzega wszelkie niuanse. Nierzadko jednak jest też krytyczna i surowa w przyglądaniu się swoim kształtom. Może krępować ją własna nagość i kobiecość w kontekście seksualnym, bo często nie ma zbyt wielu intensywnych doświadczeń w tej materii, nie jest też oswojona z nagością. Bywa, że krytycznie ocenia wszelkie odstępstwa od ideału, a jeśli w jej życiu zdarzyła się krytyka (w formie przemocy rówieśniczej czy po prostu niewybrednego komentarza rodzica), odnosi się do niej w sytuacjach intymnych, przypomina sobie, zastanawia się, czy dalej te słowa są aktualne. To procesy zachodzące szybko i automatycznie. Nie jest tak, że same je przywołujemy – usłyszana krytyka rzuca swój cień w momentach napięcia, niepewności, sytuacjach, w których obnażamy się i poddajemy ocenie.

Na szczęście czerpanie satysfakcji seksualnej jest kwestią treningu, ćwiczenia, czułego sprawdzania siebie i swoich reakcji. Można taki trening rozpocząć od automasażu, tańca, samotnego poznawania swojej skóry w kąpieli. Dopiero później można spróbować form głęboko duchowych, na przykład tantry.

Fragment książki „Kobiety, które czują za bardzo”, wyd. Rebis. Wszystkie skróty pochodzą od redakcji.

Katarzyna Kucewicz, psycholożka, psychoterapeutka, seksuolożka. Prowadzi Ośrodek Psychoterapii i Coachingu Inner Garden w Warszawie, współpracuje także z Poradnią Zdrowia Psychicznego „Harmonia”. Należy do Polskiej Federacji Psychoterapii. Swoją wiedzą dzieli się na Instagramie: @psycholog_na_insta.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jesteś osobą wysoko wrażliwą? Sprawdź czego potrzebujesz, by czuć się lepiej

Osoby wysoko wrażliwe przetwarzają informacje „głębiej” niż inni, a co za tym idzie doświadczają świata trochę inaczej. (Fot. iStock)
Osoby wysoko wrażliwe przetwarzają informacje „głębiej” niż inni, a co za tym idzie doświadczają świata trochę inaczej. (Fot. iStock)
Wrażliwość przechodzi dzisiaj rewolucję. Cecha ta, jeszcze niedawno uznawana za oznakę niedojrzałości i egzaltacji, rozumiana jest już znacznie szerzej – jako wyjątkowy dar czucia więcej i głębiej

Usłyszałaś nieraz od swojego otoczenia, że jesteś „przewrażliwiona” czy „dziwna”? Bo nie możesz znieść hałasu, który panuje w biurze, bo płaczesz, kiedy widzisz w filmie cierpiące zwierzę, bo potrzebujesz czasu, by podjąć decyzję, co kupić: brokuły czy brukselkę? Oto trzy dobre wiadomości! Po pierwsze, nie jesteś „dziwolągiem” jest wielce prawdopodobne, że jesteś WWO, czyli osobą wysoko wrażliwą, po drugie, nie jesteś sama – według badań wysoka wrażliwość to cecha aż 20 procent społeczeństwa i w końcu, po trzecie, jest szansa, że już wkrótce przestaniesz być traktowana jak „dziwak”, bo – jak pisze w swojej książce „Kobiety, które czują za bardzo” psycholożka i psychoterapeutka, Katarzyna Kucewicz – „Wrażliwość przechodzi dzisiaj rewolucję. Cecha ta, jeszcze niedawno uznawana za oznakę niedojrzałości i egzaltacji, rozumiana jest już znacznie szerzej – jako wyjątkowy dar czucia więcej i głębiej”.

Rzeczywiście, osoby wysoko wrażliwe przetwarzają informacje „głębiej” niż inni, a co za tym idzie doświadczają świata trochę inaczej niż pozostałe 80 procent społeczeństwa. Hałas, intensywne światła czy napięty grafik bardzo źle na nich wpływają. Ale jest jeszcze jedna dobra informacja: jeżeli wiesz, że jesteś WWO, możesz – dzięki kilku ruchom – spróbować zapewnić sobie warunki, które pozwolą Ci czuć się zdecydowanie bardziej komfortowo.

Daj sobie czas

Przez to, inaczej, głębiej przetwarzasz wszelkie informacje, siłą rzeczy, potrzebujesz więcej czas na dokonanie każdego, nawet najdrobniejszego, wyboru – dłużej szykujesz się rano przed wyjściem z domu, dłużej robisz zakupy, itd. By czuć się spokojniej, potrzebujesz czasu – daj go sobie, uwzględnij swoje tempo podejmowania decyzji planując dzień.

Znajdź swoją jaskinię

Znalezienie swojego „miejsca odosobnienia” to dla WWO bardzo ważny element odzyskiwania równowagi. Dlaczego? Bo „zwykła” wizyta w centrum handlowym, czy spotkanie ze znajomymi w kawiarni to dla WWO natężenie emocji i przebodźcowanie porównywalne do tego jakie wywołuje w „zwykłym” człowieku na przykład cały dzień spędzony w parku rozrywki, w którym gra głośna muzyka, migają światła i krzyczą dzieci. WWO potrzebuje regularnie czasu spędzanego w trybie „slow” – w ciszy, samotności, najlepiej tam, gdzie jest też ładnie i estetycznie. Bo estetyka to dla osób wysoko wrażliwych także istotny element komfortu. Tacy ludzie dobrze czują się w „pięknych” miejscach, które są dla nich źródłem inspiracji.

Regularne wyciszanie

Umiejętność wyciszania się, dobrana odpowiednio do indywidualnych potrzeb, to „zbawienie” dla WWO. Każdy sposób jest dobry, jeśli tylko przynosi efekt. Katarzyna Kucewicz tłumaczy: „Nie dla każdego idealne są joga i medytacja. Niektórym osobom zupełnie nie odpowiadają te sposoby wyciszenia, choć są naprawdę skuteczne. Jeśli nie ciągnie nas do popularnych praktyk, to możemy skorzystać z innych metod wyciszenia, na przykład słuchania spokojnych dźwięków, treningu uważności (mindfulness), kąpieli leśnych, treningu autogennego albo treningu neuromięśniowego. Pomocne są liczne aplikacje są liczne aplikacje dostępne w internecie – znajdziesz tam i biały szum, i czytanie baśni na dobranoc. Sporo osób docenia relaksującą moc „kolorowanek dla dorosłych”. A może wycisza cię spacer z psem? Czesanie kota grzebieniem? Warto znaleźć coś odpowiedniego dla siebie, nie dla sąsiadki czy koleżanki; coś, co będzie relaksem kojącym nasze nerwy. Prostym, niewyszukanym, ale skutecznym”.

Wentyl dla emocji

Ludzie wysoko wrażliwi są wrażliwi nie tylko na to, co w otoczeniu, ale także na emocje. Według Elaine Aron, psychoterapeutki zajmującej się WWO, takie osoby mają na przykład większą tendencję do płaczu niż reszta – po prostu potrzebują wyrazić, to co czują, zarówno swój gniew, jaki i wzruszenie czy radość. Nie duś emocji – daj im się wydobyć.

Spokojnie ze zmianami

Zmiany bywają trudne dla wielu, ale dla osób wysoko wrażliwych są zawsze ogromnym wyzwaniem, powodują stres i poczucie przytłoczenia. Nawet te pozytywne, jak na przykład nowa wymarzona praca, nowy dom czy nowa miłość – to po prostu duża porcja „innych” bodźców – wystarczy, by czuć obciążenie. WWO potrzebuje więcej czasu, by przystosować się do nowego, móc się tym cieszyć.

Bliskość

Osoby wysoko wrażliwe bardzo potrzebują i pragną bliskich, głębokich więzi. Według Elaine Aron potrafią szybko znudzić się lub zniecierpliwić relacją, w której brakuje głębszych interakcji. Ale to wcale nie znaczy, że chcą „skakać z kwiatka na kwiatek”. Przeciwnie – jesteś gotowa, by wkładać jeszcze więcej wysiłku po to, by rozpocząć głęboką rozmowę z partnerem, budować intymność. To dlatego bardzo ostrożnie wybierasz tych, których wpuszczasz do swojego życia, to zapewni ci względne bezpieczeństwo. Nie interesują cię powierzchowne relacje.

Kłótnia musi być łagodna

Kłótnia z bliskim człowiekiem jest przykra dla każdego, ale osoba głęboko wrażliwa przeżywa ją jeszcze intensywniej, toczy bowiem także wewnętrzną bitwę. Może mieć silne przekonanie o swojej racji, ale nie wyrazi jej tylko dlatego, by nie zdenerwować partnera. Bo dla WWO radzenie sobie z rozgniewaną osobą jest ogromnym obciążeniem, to nadmierna stymulacja. Ponadto osoby wysoko wrażliwe mają zwykle mocno rozwiniętą empatię – rozumieją jak bardzo raniące może być ich zachowanie dla drugiej osoby. Niestety, często z tego powodu ukrywają swoje prawdziwe potrzeby. Potrzebują „łagodnego” sposobu radzenia sobie w obliczu konfliktu, bez krzyku, i robienia „scen”.

Sen i posiłki

Brak snu nie służy nikomu. Jednak dla osoby wysoko wrażliwej jest podwójnie obciążający, bo to właśnie sen pozwala WWO ukoić nadmiernie wyczulone zmysły, umożliwia przetworzenie emocji. Osoby wysoko wrażliwe są także w sposób szczególny wyczulone na efekty głodu. Jego odczuwanie w dużym stopniu wpływa na ich nastrój i koncentrację.

Sens życia

Niektórzy z nas „płyną” przez życie bez kierunku i konkretnego celu. Dla osoby wysoko wrażliwej jest to nie do przyjęcia. WWO potrzebuje wiedzieć kim jest, dlaczego tu jest, co ma do zrobienia w świecie, łaknie poczucia sensu, znaczenia.

  1. Seks

Lato służy seksualności – dlaczego na wakacjach mamy większą ochotę na seks?

Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego. (Fot. iStock)
Wiele jest rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły - pisze sex coach Marta Niedźwiecka.

Siedzę schowana w cieniu palmy, na plaży po której stąpał nieśmiertelny Jack Sparrow. Wiatr goni chmury po niebie nieprzyzwoicie zaiste niebieskim, a ja z zadowoleniem wpatruję się w trzy kolory morza i sączę mojito. Drink jest nagrodą za starania dzisiejszego dnia, w końcu sporo dziś doznałam pod wodą. Myślę nad tym, jak naprawdę cudownie jest siedzieć na egzotycznej plaży i wchłaniać urodę tego świata. I jak wiele jest fenomenalnych rzeczy, które zasilają naszą seksualność i dają jej moc do wzrostu. Jest ich szczególnie dużo w lecie i wcale nie dlatego, że dziewczyny noszą krótkie kiecki, a faceci prężą wypracowane w pocie czoła muskuły.

Jeżeli jedziemy na urlop realizować plan, a nie poszukiwać przygody i przyjemności, to mogą nam umknąć podstawowe zalety wakacji. Wymienię więc pokrótce rzeczy, które latem robią dobrze na życie, ze szczególnym uwzględnieniem seksu. Wymienię z nadzieją, że komuś będzie się chciało pozbierać nieco tych wrażeń, doświadczeń, by wejść potem w polski, jesienny spleen w pełni mocy i radośnie pobudzonym. Lato to najlepsza pora, żeby poczuć przyjemność z życia, zacząć robić coś nowego, poznawać nowych ludzi i nowe miejsca, przeżyć coś naprawdę ekscytującego.

Słońce

Żyjemy w ciemnym, zimnym i mokrym kraju. A ciemno i zimno może przyczynia się do produkcji wyżu demograficznego, ale na pewno nie służy ars amandi. Słońce energetyzuje, wprawia w świetny humor, podnosi poziomu endorfin. Korzystanie z niego zazwyczaj wymaga wyjścia z budynku, co przekłada się zarówno na ilość niefejsbukowych znajomości, poprawę ukrwienia ciała, opaleniznę, jak i daje możliwość przeżycia czegoś w blasku słońca i w realu.

Lenistwo

Możecie wierzyć albo nie, ale nicnierobienie pomaga podnieść poziom libido. Ten prosty sposób stosowali już władcy Wschodu, zabraniając swym żonom i nałożnicom w haremach robić cokolwiek. Właśnie po to, by swoją energię kierowały na nocne aktywności. Ponieważ zazwyczaj jesteśmy przemęczeni, dociśnięci i skoncentrowani na zadaniach, psychiczny odpoczynek polegający na oddawaniu się lenistwu może nam pomóc zregenerować się i odzyskać zainteresowaniem światem, a może i seksualnością.

Aktywność

Wiem, że przed chwilą napisałam krótką pochwałę lenistwa. Jednak ludzie się od siebie różnią i są tacy, którzy zmuszeni do pozostawania w spoczynku w krótkim czasie robią się niebezpieczni dla otoczenia. Rozsądna porcja aktywności, szczególnie tych podnoszących poziom adrenaliny, działa cuda. Byle nie sport, bo zabiera tyle energii, że na zmysłowe i seksualne przyjemności może już nie wystarczyć. Szczególnie warte uwagi są aktywności wymagające kontaktu z ciałem i pobudzające większą ilość zmysłów (dotyk, zmysł równowagi, słuch, węch). Moim osobistym i zawodowym numerem jeden pozostaje od lat nurkowanie, które jest najskuteczniejszą i najszybszą drogą do poczucia się mocno połączonym ze swoim ciałem. A przyjemności przy tym jest co niemiara.

Jedzenie

Można o nim bez końca, bo to jedna z niewielu przyjemności porównywalnych z seksem. Pomijając afrodyzjaki czy rozbudzające działanie niektórych pokarmów, cieszenie się jedzeniem jest wspaniałe same w sobie. Cieszenie się nieznanymi dotąd smakami, w pięknym miejscu, najlepiej w dobrym towarzystwie jest niezmiennie na liście największych przyjemności świata. Każde pobudzanie zmysłowe - smaku, węchu, wzroku podkręca nasze libido i owocuje większym zainteresowaniem seksem. Wakacje bez orgii smaków są zmarnowaną okazją.

Nowości

Nasz mózg potrzebuje nowości, świeżych bodźców, wrażeń zmysłowych. Wakacyjne podróżowanie jest najlepszym momentem do zaznania tego wszystkiego. Miejsca, ludzie, przygody mogą stać się inspiracją na długo, wnieść coś wartościowego do naszego życia, otworzyć nas na zmiany. Przygody nie popsują się, ani nie wyjdą z mody, będą z nami na zawsze. I nie muszą to być dosłownie egzotyczne przygody erotyczne, żeby skorzystało na tym nasze życie intymne. Chociaż mogą, bo w sumie - czemu nie?

  1. Psychologia

Porozmawiajmy o pogardzie – karty emocji Katarzyny Miller

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. (Ilustracja: Ada Kujawa)
Nic nas tak nie poniża jak nieliczenie się z naszym zdaniem. Nic tak nie podnosi (we własnych oczach) jak traktowanie innych z góry. Nad tym, skąd bierze się w ludziach pogarda i jak jej przeciwdziałać – zastanawiają się Katarzyna Miller i Joanna Olekszyk, odkrywając kolejną kartę emocji.

Pogarda to…

…patrzenie na innych z wyższością, nieliczenie się z ich zdaniem i jawne okazywanie braku szacunku. To także silna niechęć wobec kogoś lub czegoś, wynikająca z przekonania o jego bezwartościowości. Gardzić oznacza pomiatać kimś, lekceważyć, poniżać go i odtrącać. Ale też odwracać się od potrzeb innych, nie starać się ich zrozumieć. To uczucie podszyte jest obojętnością, brakiem empatii i wiary w to, że ktoś inny jest wartościowy i zasługuje na cokolwiek.

Pogarda to patrzenie, ale niewidzenie, słyszenie, ale niesłuchanie, czucie, ale nieodczuwanie emocji innych. To traktowanie ludzi jak powietrze. Pozwala to podnieść iluzoryczne poczucie własnej wartości przez to, że innych traktuje się jak gorszych od siebie. Pogarda prowadzi zazwyczaj do nienawiści, dyskryminacji i wykluczenia osób czy grup społecznych. Ale zdarza się, że wobec cudzej nikczemności nie można już czuć nic oprócz pogardy. Jeśli jednak człowiek odczuwa pogardę wobec siebie samego, to powinien się za to bardzo przeprosić.

Po co nam to uczucie?

Pozwala zwiększyć poczucie własnej wartości – wtedy, gdy mamy je bardzo niskie – podnieść prestiż, dodać sobie znaczenia. Oddziela od prawdziwych emocji, przez co ułatwia manipulowanie innymi i używanie ich do swoich celów, a także manipulowanie sobą. Często zakrywa zaniżone poczucie własnej wartości, ale pozwala też czasem wiedzieć, kogo należy omijać szerokim łukiem.

Zadania:

  • Zastanów się, jak mocne jest twoje poczucie własnej wartości i czy potrzebujesz poniżać innych, aby je podnieść?
  • Jeśli w głębi czujesz się gorszy od innych, pomyśl, skąd to przekonanie. Zastanów się, co pozwoli ci je zmienić?
  • Jak to jest, kiedy empatycznie, całym sobą jesteś w relacji (słuchasz, widzisz, czujesz)? Spróbuj znaleźć się na chwilę w skórze drugiego człowieka i przekonaj się, jak po tym eksperymencie zmieni się wasza relacja.

Więcej w zestawie z książeczką „Poznaj siebie. Karty emocji”, Katarzyna Miller, Joanna Olekszyk, wyd. Zwierciadło.

  1. Psychologia

Miłosne IQ – do stworzenia dobrego związku nie wystarczą same uczucia

Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Bystry umysł i uczuciowość są potrzebne, by wieść szczęśliwe życie we dwójkę. Już dwa wieki temu powiedziała to Jane Austen, autorka powieści opisujących życie angielskiej klasy wyższej. Dzisiaj psychologowie mówią o inteligencji miłosnej. Co to oznacza? Być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym. Czy można się tego nauczyć? Tak.

Szkoda, że umiejętności radzenia sobie z emocjami nie uczymy się w szkole. Nie mamy profesorów od empatii, nie chodzimy na lekcje aktywnego słuchania, nie mówiąc już o wykładach z kochania siebie i akceptacji tego, że nieustannie się zmieniamy. Wiedzę o tym, jak żyć w związku, najczęściej wynosimy z domu rodzinnego i najczęściej z jego ograniczeniami. Tak naprawdę nasza edukacja na temat miłości jest mierna. Ktoś może powiedzieć - wystarczy kochać. Otóż to za mało. Zdaniem znanego amerykańskiego psychoterapeuty Johna Valentisa, specjalizującego się w zagadnieniach związków, w miłości postępujemy jak głupcy. W stanie zakochania decyzję, by z kimś być, podejmujemy z poziomu jedynie serca i bodźców erotycznych. Umysłem i ciałem rządzą wówczas hormony, odpowiedzialne za przedłużenie gatunku. Nawet, gdy uda ci się spotkać bratnią duszę, wiele obiecująca relacja, pełna wspólnych marzeń i szerokich perspektyw, może się skończyć, jeśli nie dysponujesz emocjonalnym know-how. Im więcej miłosnego IQ wniesiesz w swoje życie, tym bardziej silny i znaczący będzie twój związek, tym mniej doznasz bólu i rozczarowań.

Miłość według Valentisa to trójwymiarowa konstrukcja złożona z myśli, emocji i fizycznego pożądania. Składnik intelektualny obejmuje nasze ogólne wyobrażenia o związkach, obraz własnej osoby (w kontekście intymności), oczekiwania wobec partnera. Na tym poziomie posługujemy się rozumem. Tak, on w miłości jest niezbędny. Dzięki uważnemu przyglądaniu się sobie i partnerowi, umiemy zajrzeć pod powierzchnię spraw. Umiejętność zaglądania za fasadę - czy jest nią maska urody, urok pieniędzy czy też fascynująca praca - by dostrzec za nią prawdę o człowieku, to jedna z kwalifikacji osoby inteligentnej w miłości. Być może tego właśnie najtrudniej nauczyć się w związkach.

Składnik emocjonalny to między innymi styl nawiązywania i zrywania więzi uczuciowych. Także lęki związane miłością, bliskością i jej utratą. Emocje przydają głębi i znaczenia temu, czego chcemy. Popychają nas do działania, każą nam się śmiać, wyciskają z oczu łzy. O ile posłużymy się nimi inteligentnie, powiedzą nam co jest dla nas dobre, podszepną niezbędne zmiany. Emocje czynią nas ludźmi.

Składnik fizyczny to erotyczny aspekt związku. Poziom wzajemnego zaangażowania i umiejętność wyrażania pożądania w atmosferze troski i szacunku do drugiej osoby. Jeśli pożądanie ogarnia nas za sprawą uczuć, gotowi jesteśmy na każdy wysiłek, by osiągnąć spełnienie. By pozbyć się wreszcie napięcia między naszymi pragnieniami, a tym co mamy. John Valentis inteligencją miłosną nazywa zbiór postaw i zachowań z tych trzech poziomów. Udowadnia, że można się ich nauczyć. To one uczynią twój związek satysfakcjonującym i wzbogacającym. Dzięki pracy nad inteligencją miłosną, lepiej zrozumiesz kim jesteś i kim są inni. Twoje uczucia staną się intensywniejsze, miłość bardziej bezwarunkowa.

Aby mądrze postępować w związku, trzeba między innymi:

  • umieć rozpoznawać, rozumieć i akceptować własne stany emocjonalne oraz sterować nimi,
  • z empatią podchodzić do nastrojów i uczuć partnera oraz całej jego osobowości,
  • czuć się pod względem emocjonalnym równie komfortowo w kontakcie z partnerem, jak i sobą samym,
  • świadomie kształtować swoje umiejętności komunikacyjne,
  • myśleć i działać odważnie i prostolinijnie,
  • być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym,
  • być szczerym i autentycznym, postępować zgodnie z tym, co myślisz i czujesz,
  • wyeliminować powierzchowne emocje, impulsywne reakcje, ponieważ z uczuciami nie mają one wiele wspólnego.

John Valentis obiecuje, że dzięki inteligencji miłosnej stajesz się bardziej sobą, nie grasz komedii, wyzbywasz się fałszywych pretensji. Twoje życie nabiera celu i sensu, zyskujesz poczucie wartości i godności. Związek osób inteligentnych w miłości cechuje elastyczność, naturalność i spontaniczność. Kobieta i mężczyzna nie trzymają się ściśle sztywnych reguł, ustalających zachowanie każdej strony. Nie przypisują stereotypowych ról płciowych. Ich postawy zmieniają się, lecz jednocześnie zdają sobie oni sprawę z różnic między sobą.

Na podstawie książki „Inteligencja miłosna. Bądź umiejętny w miłości i seksie”, Mary i John Valentis, wyd. Jacek Santorski & Co

  1. Seks

Kompleksy? Wyrzuć je z łóżka!

Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? (Fot. iStock)
Natura stworzyła kobietę jako istotę piękną i zmysłową. Kultura dorzuciła trzy grosze: dała jej poezję, księcia na białym koniu i…kompleksy.

Mężczyźni przepadają za kobiecym ciałem. Nie ma obszarów czy stref, których nie uważaliby za ponętne, godne bliższego poznania. Już jako nastolatkowie marzą, by podziwiać, oglądać i dotykać pączkujących piersi koleżanek lub tego tajemniczego miejsca między ich nogami. Tymczasem one z obrzydzeniem i kpiną odwracają się od ich widocznej pod spodniami erekcji, wstydzą się i nie rozumieją ich zainteresowania. Skoro ciało kobiety budzi taki zachwyt, skąd w niej tyle kompleksów? Czemu nie potrafi się radośnie rozebrać i cieszyć sobą?

– Mężczyzn do seksu popycha testosteron – podkreśla Katarzyna Platowska, psycholożka i terapeutka. – Kobieta ma go dużo mniej, ale za to została wyposażona w bardzo czułe i doskonale funkcjonujące zmysły, dzięki którym mogłaby naprawdę polubić fizyczną bliskość. Niestety, nabyte wraz z wychowaniem zahamowania powodują, że jest w tej sferze mniej przystępna i otwarta.

Niemożliwe, to nie moje!

W naszym społeczeństwie kobieta rzadko przyznaje otwarcie, że jest istotą seksualną. Wstydzi się często również swojej seksualności, na przykład tego, że ma bardzo wilgotną pochwę, kiedy zbliża się do niej mężczyzna, który budzi jej zainteresowanie. Boi się, że gdy to zdradzi, on pomyśli o niej: „rozwiązła”.

– Powinna się cieszyć, że sprawnie działają u niej mechanizmy związane z pożądaniem, tak jak mężczyzna jest dumny z „wyjątkowo udanej” erekcji – uważa Platowska. – Tymczasem ona woli ukryć „udaną” lubrykację. Obfita wilgoć w tym miejscu świadczy o tym, że odczuwa pożądanie, a przecież to kobiecie nie przystoi. Co najwyżej może być tego pożądania obiektem, poddawać się mu.

Ale kobiety wstydzą się też, kiedy mają wilgoci zbyt mało, bo wtedy trudno im się kochać. Mądrze byłoby sięgnąć wtedy po lubrykant i ułatwić sobie sprawę. Zamiast tego wiele woli udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i męczyć się „na sucho”, narażając na otarcia i uszkodzenia. Dlaczego? No bo jeśli on zobaczy, że ona sięga po wspomagacz, pomyśli, że go nie kocha albo jest oziębła.

– Kiedy kobieta zobaczy po seksie wilgoć na prześcieradle, pierwszym jej odruchem jest zaprzeczenie: „Niemożliwe, to nie moje!” – uważa psycholożka.
– A o w takiej sytuacji zrobi mężczyzna? Z dumą spojrzy na dowód tego, że się „sprawdził”.

Pachnąca królewna

Wciąż jeszcze wiele kobiet wstydzi się także menstruacji. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby to mężczyźni menstruowali, uczyniliby z tego dowód siły i potęgi, swój męski sztandar. Kobiety chowają się do kącika. Jakże mogłoby być inaczej: jesteśmy córkami swoich matek, a one całe życie się tego wstydziły.

Kiedy dziewczynka zaczyna miesiączkować, nie spotyka się raczej z gratulacjami, częściej z obawami i niezadowoleniem, bo od tej chwili mała kobietka może zajść w ciążę, a to kłopot dla całej rodziny. O tym, że ma „okres”, zwykle nie mówi się przy ojcu czy starszym bracie. To kobiecy świat.

Mężczyźni nie mają problemu z zaakceptowaniem wydzielin swojego ciała. Co więcej, uważają nasienie za coś godnego pozazdroszczenia. Tryskające na piersi kochanki tuż po seksualnym zbliżeniu uważają za jeden z najbardziej podniecających scen filmu pornograficznego. Skąd taka rozbieżność?

Wynika przede wszystkim z podziału płci. Na jednym końcu skali jest cuchnący piżmem i cygarem samiec, w brudnych butach, z „żałobą” pod paznokciami, nieznający mydła czy dezodorantu, z drapiącym trzydniowym zarostem. A na drugim – czyściutka, pachnąca i różowa panienka, królewna z dziewczęcego dzieciństwa. Nie podnosi głosu i służy do kochania. Wstydzi się nie tylko faktu, że ma jakiekolwiek wydzieliny, ale także tego, że może mieć swój własny zapach. I to w dodatku „tam, na dole”.

– Taka kobieta nie potrafi pojąć, że ponętne mogłoby się okazać coś, co uważa za najgorszą katastrofę: nieumyte genitalia – mówi Platowska. – To, że mężczyzna mógłby chcieć poczuć ten zapach, że jest on dla niego niezwykle pociągający, nie mieści się w jej obrazie świata. Ona wkracza do łóżka jak na fotel ginekologiczny: tak czysta, że niemal sterylna. I tego samego spodziewa się po swoim kochanku.

Ale nie zawsze tak było – kiedyś, we wczesnym dzieciństwie, kochaliśmy całe nasze ciało, włącznie z jego wydzielinami. Dla każdego dwuletniego dziecka wszystko, co wychodzi z jego ciała, jest nim. I nagle maluch dowiaduje się, że jego kupka lub siusiu nie są wcale takie pożądane. Kiedy puszczony nago po domu kuca, by się załatwić, biegnie do niego mama z krzykiem, żeby tego nie robił. Co więcej, karcone jest także zainteresowanie kupą czy pupą.

– Dziewczynki są ostrzej trenowane do czystości, od nich więcej się pod tym względem wymaga – podkreśla psycholożka. – One powinny pachnieć, a chłopcom wystarczy, by nie śmierdzieli. Poza tym matki łatwiej „odpuszczają” swoim synom. Oczywiście, przez całe dzieciństwo podejmują próby utrzymania ich w czystości, jednak widząc, że ich wysiłki spełzają na niczym – i w dodatku obserwują, że inni chłopcy wcale nie wyglądają lepiej – wywierają na synów mniejszą presję. Wzdychają tylko: „No tak, chłopcy zawsze będą nieporządni, brudni i potargani”, po czym skupiają się na „pucowaniu” swoich córeczek.

Chłopcom jest łatwiej umknąć matczynemu treningowi czystości z jeszcze jednego powodu: zdobywając swą męską tożsamość, w naturalny sposób ustawiają się w opozycji do matki… i dziewczynek. Wchodząc w sam środek błotnistej kałuży, z wyższością podkreślają, że są małymi mężczyznami.

Dziewczynki zaś zmagają się z ciężarem matczynych oczekiwań, utożsamiają się z nią i niemal dosłownie biorą od niej pewne przekazy i treści. – Całe życie dumnie noszą sztandar głoszący, że kobieta ma być czysta, różowa i pachnąca. Nie wolno jej z żadnego naturalnego otworu wypuścić jakiejś wydzieliny. Królewny nie chodzą przecież do toalety, nie mówiąc już o puszczaniu bąków – mówi Platowska.

Radość z seksu

Chłopczykowi kultura i natura przychodzą w sukurs w jeszcze jednym momencie: kiedy odkrywa swój członek. Natura sprawia, że obcuje z nim od dzieciństwa, choćby podczas siusiania. Kiedy zaczyna mieć erekcję i odkrywa przyjemność masturbacji, dostaje na nią przyzwolenie: matka, która go na tym przyłapie, wycofuje się bez komentarza i zawstydzona nie wraca do tematu – bo nie wie, jak zareagować. A syn dostaje wyraźny komunikat: to sfera, w którą kobieta nie wkracza. Jeszcze nie wie, na ile grzeszy, ale już oswaja się ze swoją seksualnością.
– Kwestie moralne częściowo weryfikuje podwórko, co znowu jest szczęśliwe dla chłopców, bo bawią się swoimi penisami, porównują je, urządzają konkursy w oddawaniu moczu na odległość lub zbiorowe seanse masturbacyjne – i nawzajem się do tego zachęcają. W ten sposób wzajemnie się wspierają w rodzącej się męskości – tłumaczy psycholożka.

Dla dziewczynki miejsca intymne to „coś”, co należy przede wszystkim często myć. Nie jest sobie w stanie wyobrazić, że nieumyte może być tak podniecające, że mężczyźni gotowi są kupić przez internet noszone damskie majtki. Grzeczna, dobrze wychowana dziewczynka nie chce w to uwierzyć. Ona nawet podczas mycia niechętnie się „tam” dotyka, a jeśli już, to robi to szybko i w poczuciu, że konieczności. Wychowana według uznanych norm nie pojmuje, że ktoś „normalny” mógłby chcieć ją w te miejsca całować.

A mężczyźni uwielbiają seks oralny, zarówno czynny, jak i bierny. Wiadomo, że to główny temat męskich fantazji erotycznych. Gdyby tylko mogli, pieściliby oralnie kobiety tak często, jak to tylko możliwe – różne, nawet kilka naraz i wcale niekoniecznie takie prosto spod prysznica… Ale niejedna dziewczyna myśli sobie: „przecież nie mogę na to pozwolić”. Bardzo wstydzi się dopuścić mężczyznę aż tak blisko.

– Ona się „tam” nie dotyka, bo to nie jest jej, to jest dla niego – uważa Platowska. – Także dlatego, że jest grzeszne, brudne, nieładne. Nic dziwnego. Skoro słyszy od dziecka, że nie wypada, to trudno, żeby kochała i akceptowała swoje narządy płciowe. Większość kobiet nigdy ich nawet nie widziała! Stąd na różnych kursach samoakceptacji obowiązkowym punktem programu jest praca z lusterkiem: każda z uczestniczek ma za zadanie dokładnie obejrzeć swoje wargi sromowe, przyjrzeć się im, czasem także narysować, poznaje również ich budowę. I prawdę powiedziawszy powinna to zrobić każda z nas, bez względu na to, czy wybiera się na taki kurs, czy nie.

Kobiety będą czerpały więcej radości z seksu, jeśli nauczą się patrzeć na swe ciała oczyma mężczyzny: pełnymi zachwytu. Kiedy zobaczą swą fizyczność tak jak ją widzą partnerzy: jako coś wspaniałego, tajemniczego i godnego pożądania. Ale partnerzy mogą im bardzo w tym pomóc.

– Bo to do mężczyzny należy pokazanie kobiecie w sposób najbardziej naturalny, że wiele rzeczy, które się łączą z jej ciałem, jest dla niego wspaniałym przeżyciem – uważa Platowska. – Powinien ją przekonać, że nie o to chodzi, by się nie myć, ale siódmy prysznic w ciągu dnia nie jest potrzebny, a dzień bez kąpieli mógłby być miłą odmianą. Matka jej tego nie nauczy, bo sama jest zbyt „czysta”. Tym bardziej nie zrobi tego ojciec. Najlepszy będzie w tym kochanek.

Otwarcie na ciało i to, co z niego wynika, ma jeszcze jeden aspekt. Mężczyzna, mając kobietę, która nie tylko pozwoli się pieścić oralnie, ale zgodzi się na to chętnie, bez obrzydzenia – odwzajemni się tym samym i będzie przeszczęśliwy. I nie chodzi tylko o to, że realizuje swoje fantazje, choć to też ważne, ale poczuje się akceptowany, w pełni i po prostu. A to bardzo ważny element ludzkiej miłości.