1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Dałam się namówić na eksperyment w seksie, dlaczego teraz żałuję?

Dałam się namówić na eksperyment w seksie, dlaczego teraz żałuję?

Seks uprawiany w niezgodzie z naszym pragnieniem wcale nie świadczy o otwartości, rozwiniętej seksualności czy kobiecości. (Fot. iStock)
Dałam namówić się na... Dziki, wyuzdany seks, perwersyjny eksperyment? Dlaczego rano żałuję? Skąd łzy, wyrzuty sumienia i wstyd?

Beata ma romans. Z żonatym mężczyzną. Bardzo go kocha, on ją też. Spotykają się często – czasem nawet kilka razy w tygodniu. Seks jest fantastyczny. Tylko po upojnych chwilach Beata zamyka się w łazience i płacze.

Edyta jest bardzo nowoczesna. Kariera, świetne ciuchy, szybki samochód. Jej życie erotyczne też jest szybkie. W drogich, modnych klubach poznaje przystojniaków. Na jedną noc. To samo robią niemal wszystkie jej koleżanki. Potem opowiadają sobie przy drinku najbardziej namiętne przygody. Niby fajnie, ale tak naprawdę radość i podniecenie, które Edyta wkłada w te opowieści, są udawane.

Gośka dała się namówić na dość śmiały eksperyment: wizytę w klubie swingersów. Ona i Paweł, z którym jest od trzech lat, wylądowali w grupie około 20 osób, które wymieniały się partnerami. Było dziko i wyuzdanie, prawdziwa przygoda... Niestety, zmieniło się coś jeszcze. Od tamtej pory nie potrafi już spojrzeć na Pawła z miłością.

Seks naszych czasów

Życie byłoby łatwiejsze, gdybyśmy decydowali się na seks, bo mamy na niego ochotę. Gdybyśmy mówili „tak” eksperymentom, bo myśl o nich naprawdę nas kręci. Tymczasem częściej decydujemy się na łóżkowe innowacje z tysiąca niewłaściwych powodów. Efekt? Niesmak, żal, niechęć, poczucie, że to był błąd. „Zrobiłam to, spróbowałam i... żałuję” – oto gorzka refleksja, częsty finał śmiałej przygody. Dotyka najczęściej przedstawicielki płci pięknej. Dlaczego?

Żyjemy w świecie, w którym nowoczesna kobieta definiuje się przez to, że jednocześnie dba o karierę i swój wygląd, zapamiętale uprawia zarówno sport, jak i seks. I to niezależnie od tego, jakie są jej prawdziwe potrzeby i podejście do życia. Tak to wykreowały media: seks jest jak jogging czy maseczka, którą nakładamy na skórę – fantastyczny, rewelacyjny i na wszystko dobrze robi. Zamiast dodającego energii prysznica czy relaksującej kąpieli – seks. Na zmęczenie i chandrę – seks. Zamiast rozmowy czy roztrząsania problemów również seks. Może to płytkie, ale tak trzeba, żeby być „na czasie”. Co więcej, ilość i częstotliwość uprawiania seksu stała się miernikiem nie tyle wyzwolenia, co pełni kobiecości. Jeśli koleżanka z pracy, która jakiś czas temu rozstała się z partnerem, ma gorszy humor i coś odburknie na forum, usłyszy za plecami: „To dlatego, że dawno nikt jej nie przeleciał”. Aż strach powiedzieć, że na seks nie ma się ochoty. Bo można okazać się nudnym, staroświeckim, pruderyjnym, niemodnym, nienowoczesnym i pozbawionym seksapilu.

Tymczasem: – Seks uprawiany w niezgodzie z naszym pragnieniem wcale nie świadczy o otwartości, rozwiniętej seksualności czy kobiecości – protestuje Małgorzata Zaryczna, seksuolożka, psycholożka i terapeutka. – Co najwyżej o tym, jak dalece daliśmy się zmanipulować, że zatraciliśmy kontakt z własnymi potrzebami i w taki sposób szukamy potwierdzenia własnej atrakcyjności.

Droga na skróty?

Jak się dziś dochodzi do związku? Najkrótszą drogą: przez łóżko. Kultowy serial pokazuje, jak robią to wyzwolone i dojrzałe kobiety w wielkim mieście. I nikt ich nie deprecjonuje, nie nazywa puszczalskimi, nie ocenia negatywnie. One robią, co chcą, z kim chcą i tak często, jak chcą – i żadna nie ma wyrzutów sumienia ani zbytnio nie przeżywa odrzucenia, jeśli ją spotka. A jednocześnie wszystkie (no, prawie wszystkie) szukają prawdziwej miłości.

– Mamy poczucie, że w pewnym wieku już trudniej nam zbudować relację – komentuje Zaryczna. – Że łatwiej sięgnąć po seks niż po związek. Po co pracować nad porozumieniem i budowaniem bliskości, skoro można pójść do łóżka i nazwać to relacją. Jednak ta droga o wiele częściej zaprowadzi nas do rozczarowania, nie do bliskości. Dlaczego? Bo kiedy wchodzimy w sferę intymną szybciej niż jesteśmy na to gotowe, przestaje ona mieć wyjątkowe znaczenie, a pójście z kimś do łóżka przestaje być wtedy aktem umacniającym i pogłębiającym więź. Nic więc dziwnego, że kobieta, która tego szukała w zbliżeniu, może się czuć po nim rozczarowana i ronić łzy. Dla większości kobiet seks łączy się bowiem z uczuciem. I kiedy kochanek zamiast butelki wina czy kwiatów, przynosi tylko paczkę prezerwatyw, to nawet te najbardziej wyzwolone zaczynają zastanawiać się, czy o to im chodziło. Taktując seks nie z potrzeby, tylko dlatego, że „teraz taka moda” – można zrobić sobie dużą krzywdę.

Kiedy spostrzeżemy, że to był błąd, nie warto się jednak obwiniać, zarzucać sobie głupotę czy niedojrzałość. Kiedy podejmowaliśmy taką decyzję, wydawała się słuszna. A że nie była? Dziś już to wiemy.

Gdy partner nalega

Presja, żeby uprawiać seks, jest jeszcze bardziej dotkliwa, gdy pojawia się w związku. I najczęściej nie chodzi o to, że do seksu zmusza nas partner – kobiety robią to same, bo archaicznie myślą, że jeśli mężczyzna nie dostanie seksu w domu, pójdzie szukać go gdzie indziej. A to nieprawda.

– W Irlandii zrobiono badania, które jasno pokazały, że tylko 12 proc. zdradzających mężczyzn wskazało jako powód zdrady niezadowolenie z seksu, np. za rzadkie stosunki czy niemożliwość spełnienia swoich fantazji. Pozostali przyznawali, że powodem niewierności był zanik emocjonalnej więzi z partnerką.

Ale uwaga: jeśli w związku seks ustawiamy w roli narzędzia służącego zdobyciu czegoś, zamiast drogi do pogłębienia bliskości, będziemy mieć kłopoty. Bo to nie zadziała. Mało tego, może się przekształcić w przykrą konieczność, po której zaczniemy płakać w poduszkę, a na bliską osobę reagować złością, zniecierpliwieniem i poirytowaniem.

A co wtedy, gdy partner nalega na spróbowanie tego i owego? Wiele kobiet boi się odmówić, żeby go nie stracić, nie zranić. A potem… czują się zbrukane i nieszczęśliwe. Nie mogą pozbyć się wrażenia, że zrobiły coś obrzydliwego. Pozostaje niesmak. Żałują.

– Chcemy przeżywać przygody, dobrze się bawić, przekraczać granice. W porządku. Ale róbmy to tak, żeby nikomu nie szkodzić. Zwłaszcza sobie – podkreśla Zaryczna. – Póki nie jesteśmy przekonani, że naprawdę mamy ochotę czegoś spróbować, nie róbmy tego. Jeśli nigdy nie kręciła nas przemoc, nie próbujmy eksperymentowania z seksem sado-maso.

Odpowiedzialność to świadomość konsekwencji: mogę być zachwycony, ale może też mi się nie spodobać. Lepiej nie robić eksperymentów na skraju desperacji. To jak ze skokiem na bungee – nie dla wszystkich będzie to wyzwalające przeżycie.

– Trudność z eksperymentowaniem pogłębia fakt, że nie znamy własnych granic. No bo i skąd mamy je znać? – twierdzi seksuolożka. – To powoduje, że czasem możemy się posunąć dalej, niż byśmy tego chcieli. Dlatego własnych granic poszukujmy powoli, badajmy, „wymacujmy” je delikatnie. I pamiętajmy, że aby je wspólnie przekraczać, w naszej relacji musi istnieć porozumienie i wzajemna akceptacja.

Wiele kobiet eksperymentuje, a potem nie może spojrzeć w lustro, bo nie kierowała nimi czysto seksualna motywacja. A ta zakłada świadomość tego, czego chcemy. Po fakcie płaczą te kobiety, które szukały czegoś innego, nie seksu. Zgodziły się na bardzo dużo albo bardzo szybko – tak naprawdę wbrew sobie.

Nierówne relacje

Żałować możemy też seksu z kimś, z kim mamy niewspółmierną emocjonalnie relację: my go kochamy, ale jemu lub jej na nas nie zależy lub zależy dużo mniej. Kobieta odczuwa w łóżku prawdziwą bliskość z mężczyzną jedynie wtedy, gdy jest pewna jego uczuć, gdy czuje się bezpieczna. Ale jeśli nie wie, że on na przykład wraca do innej kobiety, to po wspólnej nocy niemal zawsze będzie czuła się źle, choćby nie wiadomo jak romantyczny i starannie celebrowany byłby sam akt miłosny. Ona szuka czułości, a nie podniecenia. Nic dziwnego, że czuje się odrzucona i wykorzystana. W obliczu tego, co chciała seksem wygrać – i co się nie udało – nawet orgazm nie ma znaczenia.

– W takiej sytuacji ma prawo czuć się podle – uważa seksuolożka. – Ale ma też prawo szukać i mieć nadzieję, że jej oczekiwania się spełnią. Nie dostała tego, czego chciała, trudno – może pozwoli jej to zobaczyć realność sytuacji, jej sprzeczne dążenia. Pomoże dostosować oczekiwania do relacji albo zakończyć krzywdzący związek.

Bo jeśli nie wyciągnie z tego doświadczenia żadnych wniosków i będzie powtarzać w nieskończoność to samo głupstwo, w końcu przestanie siebie i swoją seksualność traktować z odpowiednim szacunkiem. I będzie to miała na własne życzenie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze