1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Moje rozkosze - o masturbacji rozmawiamy z terapeutą uzależnień

Moje rozkosze - o masturbacji rozmawiamy z terapeutą uzależnień

Kiedy wibrator staje się kobiecym fetyszem, czyli czymś niezbędnym do seksu, wtedy masturbacja przestaje być wyrazem wolności, a staje się ograniczeniem. (Fot. iStock)
Masturbacja to droga do poznania swojego ciała, przełamania tabu, ćwiczenia się w sztuce osiągania orgazmu. Ale czy tylko? A może dziś bardziej nas ogranicza, niż rozwija? – zastanawia się terapeuta uzależnień Paweł Przybysz.

Rozstałam się z chłopakiem i kupiłam wibrator”, napisała na modnej aplikacji studentka z Warszawy. Tam wciąż pojawiają się reklamy wibratorów, a trendsetterki dzielą się opiniami o ich zaletach. Świętujemy koniec tabu kobiecej masturbacji?
Dobrze, że kobiety zapraszają do świata swojej seksualności coś nowego. Modeli wibratorów jest dziś więcej niż modeli szpilek w salonie obuwniczym. Sprzedaż seksgadżetów też w pandemii wzrosła. Przesyłki pocztowe z sex-shopów są nieoznaczone, nie wstyd więc zamówić i nie wstyd odebrać. No i jak kobieta mieszka sama, pracuje w domu i wieczorem napije się wina, to czemu nie ma użyć wibratora? Czemu nie ma włączyć komunikatora, aby móc zrobić to w towarzystwie? Kobiety dziś masturbują się, organizując sobie czasami nawet wielogodzinne spektakle.

Wielogodzinne mono(seks)dramy?
Zadaj sobie pytanie: czy przyjemność ma trwać długo, czy krótko? Długo! A masturbacja potrafi być bardzo rozbudowana. Kobiety pieszczą podczas masturbacji nie tylko cipkę (mężczyźni zazwyczaj skupiają się na penisie i jądrach), lecz także piersi, brzuch, skórę za uszami, szyję. Kobieta może sama siebie spenetrować dzięki wibratorowi na taką głębokość i w taki sposób, w jaki chce. Może wybrać wibrator o odpowiedniej dla niej średnicy i długości. Może użyć go samego lub z dodatkiem, na przykład z analną wypustką. Może regulować, czy chce się pieścić na okrągło, czy po bokach. Dotykać warg na zewnątrz czy wewnątrz. Czy docisnąć, czy delikatnie stymulować. I tu mała uwaga: żaden mężczyzna tego, co „umie” wibrator, nie odtworzy. Nie uda się też kobiecie. Dlatego w łóżku w porównaniu z gadżetem wypadną blado. Potwierdzają to niestety badania: kobiety mają od 40 do 60 proc. więcej orgazmów, gdy same się pieszczą.
Z drugiej strony trzeba też spojrzeć na koszty takiej przyjemności. Jeżeli akt masturbacyjny trwa bardzo długo i zdarza się bardzo często, to kobieta (mężczyzna też) może coś przez to zaniedbać, spóźnić się do pracy, czegoś zapomnieć, zawalić termin. No i wtedy ma powód do niepokoju, bo to znaczy, że masturbacja jest „zachowaniem ryzykownym”. A więc takim, które obciążyłbym dopiskiem: „Uwaga, grozi uzależnieniem!”.

Jeśli jednak takich strat nie ma, to akt masturbacji jest czystą przyjemnością?
Masturbację można podzielić na dwa rodzaje: dokonaną (zakończoną orgazmem) i niedokonaną. W tym drugim przypadku kobieta podtrzymuje w sobie stan podniecenia. Robi wszystko: dotyka się, fantazjuje, ogląda porno, zakłada sexy bieliznę, ale się nie doprowadza do orgazmu. Dlaczego? Bo wie, że dzięki temu „nakręceniu”, kiedy wieczorem wreszcie to zrobi, to będzie coś ekstra! No więc cały dzień chodzi podniecona: wargi sromowe są powiększone, pojawia się śluz (mężczyźni też robią się wilgotni, kiedy się podniecają), ale ona skupia się na pracy, sporcie, jakimś hobby. Bo wie, że wieczorem da czadu. Ubierze się sexy, pomaluje, potańczy, a potem się podotyka i weźmie wibrator. No i wtedy może naprawdę wiele doświadczyć.

Mówisz o tym z entuzjazmem, jednak słyszę w twoim głosie jakieś „ale”.
Owszem, kieliszek wina jest superdodatkiem do kolacji, a masturbacja może być drogą do przyjemności. Gdy jednak wina lub masturbacji jest zbyt wiele, rodzą się problemy. Można cały dzień żyć tym, co będzie wieczorem. Ale warto sobie postawić pytanie: czy to najważniejsze, co dziś ma się zdarzyć? Czasem, tak! Ale czy zawsze?
Wróćmy do tego wpisu na apce, który zacytowałaś. Czy to żart? Pocieszenie po rozstaniu? Może krzyk rozpaczy czy nadziei na coś nowego? A może ten mężczyzna, który odszedł, był przez tę kobietę uprzedmiotowiony? Czy potrzebowała go tylko do seksu? Jeśli naprawdę ktoś uważa, że kawałek plastiku z bateryjką może zastąpić drugiego człowieka, to warto, by zastanowił się nad swoim stosunkiem do innych. Z drugiej strony nawet młoda kobieta ma prawo być już rozczarowana mężczyznami i związkami.

To prawda!
Wibrator nigdy kobiety nie oszuka. Będzie jej wierny. Będzie tylko jej! Wibratorowi kobieta nie musi przeglądać esemesów, zaglądać w kontakty. No i bywa, że zaczyna ten gadżet fetyszyzować. Myśli: „Dziś jest wtorek, to wezmę niebieski. A dziś sobota, to zaszaleję – napiję się prosecco i wezmę ten z wypustką”. Znam kobiety, które mają szafę szpilek w garderobie i szafkę wibratorów przy łóżku.

Chyba tego nie potępiasz?
A gdzie tam! Dobre jest to, co daje kobietom poczucie niezależności. Zwłaszcza dziś, w dobie emancypacji. Kobietom to się po prostu należy. I kobiety myślą: „Jestem wolna, jestem niezależna. Mogę mieć wszystkich facetów. Mogę nawet im płacić! Ważne, że to ja będę decydowała! Czy wibrator, czy penis kolegi z pracy. Sama ustalam zasady”.

Piękne! Ale słyszę szowinistyczne: „nie do końca”.
Wibrator, jak już wspomniałem, może stać się kobiecym fetyszem, czyli czymś całkowicie niezbędnym do seksu. A wtedy masturbacja przestaje być wyrazem wolności, a staje się ograniczeniem w doświadczaniu seksualności świata. Jak to możliwe? Kobiety dziś już mogą wypuścić się na wolność. Iść znacznie dalej w swojej seksualności niż do szafki z wibratorem. Mogą spuścić się ze smyczy, tak jak to robią mężczyźni. I dobrze, bo świat seksu jest przebogaty. Dlatego warto do niego zapraszać wszystko, co nie jest szkodliwą i karaną dewiacją i może się stać za zgodą kobiety i drugiego dorosłego człowieka. Akceptujmy wszystko, co mieści się w tych ramach, po to, by orgazm był nieziemski. Seks ma dawać nam szczęście. Mogą to być zabawki, wiązanie sznurkami shibari, przebieranki, kilku uczestników, szczypta przemocy. Orgazm może być waginalny, łechtaczkowy, analny, osiągnięty tylko pieszczotami. No bo czemu nie? No i teraz rozumiesz, czemu masturbacja, jeśli jest jedyną lub dominująca aktywnością seksualną, zamyka przed nami możliwość doświadczania tego wielkiego bogactwa.

Mówisz pięknie, ale czy nie próbujesz nas po prostu przekabacić, żebyśmy to chciały robić tylko z wami?
Może jest w tym szczypta egoizmu, ha, ha! Ale jako terapeuta i praktyk życia seksualnego wiem, że ludzie z wibratorami nie rozwijają się erotycznie ani emocjonalnie. Jeśli masturbacja stała się jedyną formą aktywności seksualnej, jeśli kobieta wie, że tylko na siebie może liczyć, jeśli czuje, że samej ze sobą jest jej najlepiej, bo ma dwie ręce i wibrator, to nie będzie szukać partnera. Może dojść do wniosku, że drugi człowiek jest jej niepotrzebny, i zrezygnuje z seksu partnerskiego.

Wybacz, ale nie jest to szczególna tragedia.
A co z miłością? Co z tym niezwykłym stanem zjednoczenia z drugą ludzką istotą w chwili orgazmu? Z niezwykłym odczuciem przekroczenia własnego ego, granic własnego ciała i duszy. Z tą jednością? Masturbacja może prowadzić do nadmiernej samo­wystarczalności, tak mówią o tym kobiety na terapii: „Zamknęłam się w bańce, czułam się bezpieczna. Wolna! Ale w pewnym momencie poczułam pustkę”.
Podczas masturbacji kocham siebie, dbam o swój dobrostan, a podczas stosunku z drugim człowiekiem otwieram się na zadbanie o kogoś jeszcze. Podczas masturbacji mam więc relację ze sobą, a podczas seksu – z drugą istotą. Wszystkie wiodące religie i ścieżki duchowego rozwoju nie pochwalają masturbacji, bo chcą poprowadzić nas do przekroczenia własnego ego. A masturbacja to proces odwrotny – jest swego rodzaju egoizmem.

Masturbacja to wolność, która może ograniczać wolność doświadczania seksu?
O tym właśnie mówię. Drugi człowiek to także większa zmysłowość, jego lub jej zapach, smak, dotyk, nacisk, pieszczoty. Zauważanie różnic i doświadczanie tej bogatej różnorodności wzbogacają nas. Masturbacja, kiedy na niej poprzestajemy, ogranicza nas we wszystkich aspektach.

Ale przecież możemy nie mieć partnera, a mieć ochotę na seks. Czy wtedy też mamy się bać?
Wyobraź sobie, że patrzysz na komputer, wiesz, że tam jest pornografia, i się od razu podniecasz. Jest tak, bo jesteś już uzależniona. Może być tak nawet wtedy, gdy jesteś w związku. Mówisz, że masz większy apetyt niż twój partner. Okej. Ale ja powiem: kobieta nieuzależniona od masturbacji, której mąż nie zaspokaja, szuka kochanka, a nie bawi się sama przed monitorem. Oczywiście nowe media są fantastyczną drogą do spełnienia wszystkich fantazji i pragnień, ale kiedy masturbujemy się codziennie 16 razy, to już kompulsja. To już nie jest przyjemność, to jest już i ból, i nieraz krew.

Niektórzy masturbują się często i szybko, kilka minut i już. Robią to w domu, w pracy, w windzie.
Szybkie akty mają wiele wspólnego z kompulsywnym seksem, a więc z takim, który służy rozładowaniu napięcia, regulacji emocji i nie mają nic wspólnego z seksualnym zaspokojeniem. Są jak drink czy działka koki. Jeden z moich pacjentów traktował masturbację jako sposób na gniew i upokorzenie, których doznawał w pracy. Masturbował się każdego dnia rano przed pójściem do pracy, bo w jego firmie było 30 kobiet i szefowa, która go gnębiła. Tą masturbacją przed spotkaniem z nimi regulował napięcie.

Masturbacja łatwo uzależnia?
Każda przyjemność pobudza ośrodek przyjemności w mózgu, a że nasz mózg jest leniuchem, to jak znajdzie prosty sposób na strzał dopaminy i serotoniny, to po co ma się starać o satysfakcję drugiej osoby, jak można samemu zdjąć spodnie czy podciągnąć spódnicę i iść na skróty?
Na masturbację powinny uważać szczególnie te kobiety (mężczyźni także), które już w dzieciństwie odkryły, że dotykanie i pieszczenie samej siebie pomaga poradzić sobie ze smutkiem, porzuceniem, brakiem miłości i akceptacji. One nie mają problemu ze „zrobieniem sobie” orgazmu. To, z czym mogą mieć kłopot, to bliskie intymne relacje z drugim człowiekiem. Bo nie miały okazji nauczyć się ich budować.

Masturbacja to może być dla kobiety sposób – wyniesiony jeszcze z dzieciństwa – na ból i samotność? A nie wyraz libido i wolności?
Właśnie. Kiedy partner jest krytyczny, nieprzyjemny, skłonny do romansów, kobieta masturbuje się, żeby zmniejszyć stres. Jedna z moich pacjentek zdała sobie sprawę z tego, że uciekała w przyjemność przed spojrzeniem prawdzie w oczy: że jej partner nie daje jej tego, czego ona potrzebuje. Nie zaspokaja jej codziennych potrzeb: emocjonalnych, fizycznych i nawet ekonomicznych. Co więcej, towarzyszące masturbacji fantazje sadomasochistyczne miały jej pomóc oswoić i zamienić w przyjemność ten ból psychiczny, jaki on jej zadawał. Nazywamy takie działania kompensacją i nadkompensacją. „Jestem z nim, choć mnie obraża i nie zaspokaja seksualnie, bo go kocham”, lub: „bo boję się samotności”. To jest kompensacja. Nadkompensacją były fantazje sadomasochistyczne, które stanowiły substytut silniejszych wrażeń, których tej kobiecie w seksie z mężem brakowało.

Jeśli martwię się, że masturbacji jest za dużo albo że więzi mnie w złym związku, co robić? Spakować wibratory i odesłać do sex-shopu?
Przy uzależnieniu od seksu nie trzeba detoksu, czyli całkowitego odstawienia. Umawiamy się sami ze sobą, że ograniczymy te akty do, powiedzmy, dwóch w tygodniu. Podczas masturbacji możemy fantazjować, ale już nie używać komunikatorów i pornografii. Jeśli ktoś jest w związku, to masturbując się, może myśleć o partnerze. A gdy kobieta wyobraża sobie podczas masturbacji określony rodzaj mężczyzny, to takiego partnera warto poszukać. Albo zastanowić się, jakie reprezentuje cechy: zdecydowanie, siłę, a może czułość?
W przypadku uzależnienia od masturbacji stosujemy program ograniczania zachowań seksualnych, bo naszym celem jest zapanować nad zachowaniem. To możliwe, jeśli zaczniemy zmniejszać stymulację. Wszystko jest dla ludzi, tylko nie zapominajmy o proporcjach. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze