1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Zacznij od siebie – radzi włoska seksuolożka, autorka książki „Dochodzę. Odkryj, co sprawia ci przyjemność”

Zacznij od siebie – radzi włoska seksuolożka, autorka książki „Dochodzę. Odkryj, co sprawia ci przyjemność”

Samopoznanie to nieodzowny etap rozwoju, który wpływa na udane życie seksualne. (Fot. iStock)
We Włoszech prawnicy zachęcają, by w momencie rozstania z partnerem seksualnym wysłać mu na piśmie prośbę o usunięcie wszystkich naszych nagich zdjęć. O różnice, podobieństwa, ale i stereotypy dotyczące włoskiego i polskiego podejścia do ciała i seksualności pytamy seksuolożkę Robertę Rossi.

Pani książkę wydano w Polsce pod tytułem „Dochodzę”. Oryginalny tytuł brzmiał zaś „Vengo prima io”, co można przetłumaczyć jako „Najpierw dochodzę ja”, ale także jako „Zaczynam od siebie”, nie tylko w kontekście seksualnym.
Rzeczywiście, we włoskim tytule książki, w moim zamyśle, nie chodziło o podkreślenie, że moja przyjemność jest ważniejsza czy priorytetowa w stosunku do przyjemności partnera, ale o to, że muszę poznać sama siebie. Muszę wiedzieć, co jest dla mnie odpowiednie i czym w ogóle jest dla mnie seks, jeśli mam go dzielić z drugim człowiekiem. Kobiety, które skarżą się na brak orgazmu, to często właśnie te, które z jakiegoś powodu ominęły ten ważny etap samopoznania. Jeśli nie spotkają później bardziej doświadczonego partnera, ryzykują, że sytuacja się już nie zmieni.

Mężczyźni wydają się znać samych siebie znacznie lepiej. Ma to zapewne swoje uwarunkowania kulturowe, bo przez wieki znajdowali się w centrum uwagi.
Kultura zrobiła swoje, ale znaczenie ma też anatomia. Kobiece genitalia zbudowane są tak, że po prostu trudniej je odkryć. Mężczyźni mają łatwiejszy dostęp do intymnych części swojego ciała. Dochodzi do tego kwestia edukacji: często jest tak, że gdy mały chłopiec interesuje się swoim ciałem, wzbudza to aplauz dorosłych; gdy zaczyna dotykać się dziewczynka, słyszy: „Zabierz te rączki, to nieładnie”. Na szczęście dziś sytuacja zaczyna się zmieniać, choć ta różnica w podejściu do płci jest nadal zauważalna.

We Włoszech nie mamy przy tym edukacji seksualnej w szkole; coś tam zostaje wspomniane na lekcjach anatomii, ale w zasadzie na tym koniec. Nie chodzi o to, by mówić młodym, jak mają się kochać, ale by wyjaśnić, co dzieje się w trakcie stosunku, czego mogą się spodziewać, czym kobieta, pod wieloma względami, różni się od mężczyzny.

Pani książka dobitnie pokazała, że edukacji potrzebują nie tylko dzieci. Ja sama mam 40 lat, a czytając „Dochodzę” i szykując się do naszej rozmowy, momentami czułam się zagubiona.
Pani jest milenialsem, a więc częścią generacji, dla której bardzo ważna jest technologia, a narzędziem, które warto wykorzystać do edukacji – tak jak wy wykorzystujecie je do seksu – jest Internet. Zawsze mieliście łatwy dostęp do platform pornograficznych; co ciekawe, jak wykazał dwa lata temu Censis [włoski Instytut Badań Społecznych – przyp. red.], coraz częściej zaglądają tam kobiety. Dalej mamy sexting, bardzo popularny wśród pani grupy wiekowej. Pojawiają się więc nowe tematy, nad którymi trzeba się pochylić, a których wcześniej nie było. Co dzieje się z nagimi zdjęciami, które wysłałyśmy naszemu partnerowi? Czy ufamy mu także pod tym względem? A co jeśli ktoś ukradnie mu telefon? Co jeśli ktoś zacznie nas szantażować? We Włoszech sporo się o tym mówi, a prawnicy zachęcają, by w momencie rozstania z partnerem seksualnym wysłać mu na piśmie prośbę o usunięcie wszystkich zdjęć, które mogłyby zostać wykorzystane przeciwko nam. Wówczas, gdyby miała miejsce sytuacja typu revenge porn [pornozemsty], mamy przynajmniej dowód na to, że nie wyraziłyśmy nigdy zgody na wykorzystanie naszego wizerunku.

W książce porusza pani także tematy, o których napisano już bardzo wiele, jak chociażby budowa naszego ciała.
Zacznijmy od tego, że niestety, wcale swojego ciała nie znamy. Dziś pewne kwestie wydają nam się oczywiste, a – jak się okazuje – takowymi nie są. Sądzimy na przykład, że matki rozmawiają z córkami. I rzeczywiście, w porównaniu z moim pokoleniem rozmawiają trochę więcej, ale wcale nie poświęcają wystarczająco dużo uwagi kwestiom seksu! Analizując pytania, które mi zadawano, zdałam sobie sprawę, że całą edukację trzeba zacząć od początku, od podstaw. Razem z koleżankami z wydawnictwa opracowałyśmy kwestionariusz, który został umieszczony w sieci. Spodziewałyśmy się jakiegoś tysiąca odpowiedzi; przez miesiąc przyszło ich... 16 tysięcy. Gdy mnie o tym poinformowano, pomyślałam przez chwilę, że to żart.

Jak pani to sobie tłumaczy? Mamy tak wielką potrzebę rozmawiania o seksie? Brakuje nam możliwości wymiany doświadczeń? Czy tak wiele musimy się jeszcze nauczyć?
Kwestia dzielenia się i wymiany doświadczeń wydaje mi się jeszcze ważniejsza od nauki. Nasze matki i babki spotykały się w różnych kołach, klubach – dziś już tego praktycznie nie ma. Większość kobiecych tradycji, rozmaitych rytuałów, które dawniej przekazywano z pokolenia na pokolenie, zanikła. Słuchając moich pacjentek, często zauważam, że mają one wrażenie bycia jedyną na świecie z jakimś problemem. Kiedy mówię: „To powszechna bolączka”, widzę, że się rozpromieniają – to poczucie, że nie jesteśmy w danej kwestii osamotnione, bardzo pomaga. Aby się pojawiło, konieczna jest jednak rozmowa. To zresztą kolejny projekt, nad którym pracuję – stworzenie przestrzeni do takiej dyskusji. U nas, we Włoszech, wielka dyskusja o aborcji odbyła się w latach 70., ale i teraz prawo kobiety do decydowania o własnym ciele zostaje podane w wątpliwość. Także dlatego o pewnych kwestiach musimy mówić bez ustanku, nawet jeśli miałybyśmy się powtarzać.

Wiele z kobiet odpowiadających na wasze pytania pochodziło z północnych Włoch. Czy pisałyby co innego, gdyby pochodziły z południa albo z innych krajów? Na ile seks różni się w zależności od nacji?
Jednym z czynników silnie wpływających na naszą seksualność jest, jak już wspomniałyśmy, edukacja. Ta dla odmiany zależy od kontekstu społeczno-kulturowego, w którym żyjemy. Na południu Włoch nadal zdarza się, że kobiecie mającej okres mówi się, by nie szykowała majonezu albo nie dotykała kwiatów, bo zwiędną. Oznacza to, że pewne przesądy są nadal silnie zakorzenione. Przed pandemią nasze ministerstwo zdrowia przeprowadziło badanie wśród młodzieży, które wykazało, że około 32 proc. nastolatków na północy Włoch miało w szkole jakieś zajęcia na temat seksu; we Włoszech południowych było ich tylko 10 proc. Świadczy to o tym, że w samym tylko moim kraju różnice mogą być znaczne – co dopiero na całym świecie.

Nam Włosi, bez względu na to, czy pochodzą z północy, czy z południa, kojarzą się nieodmiennie – i stereotypowo! – z namiętnymi kochankami w stylu Massimo z „365 dni”. Włoszki wyobrażamy sobie wszystkie jako zmysłowe Moniki Bellucci...
Jak sama pani zauważa, to stereotypy, a więc uproszczenia, które funkcjonują w naszej kulturze, ale niekoniecznie odzwierciedlają rzeczywistość. Ta zresztą jest dynamiczna, szybko się zmienia. Stereotypy mają też to do siebie, że zamykają ludzi w pewnego rodzaju umownych klatkach i sprawiają, że przyjmujemy rolę, która nie jest nasza. Wystarczy wspomnieć, że zarówno wzorzec męskości, jak i kobiecości w kulturze zachodniej bardzo się zmienił w ostatnim czasie: mężczyzna przestaje się wstydzić własnych słabości, a kobieta coraz częściej odmawia bycia uwodzicielką. Nowe pokolenie widzi męskość i kobiecość w sposób odmienny od tradycyjnego ich postrzegania, w dużej mierze jako role wymienne.

Polska i Włochy to kraje katolickie. Z jednej strony Italia jawi się więc jako bastion tradycji, z drugiej zaś – kontynuując wątek stereotypu – jako kraj, którego mieszkańcy każdą czynność potrafią zamienić w sensualną przyjemność.
Bez wątpienia rola religii jest bardzo istotna w edukacji i w kształtowaniu wartości, które wyznajemy. Wiara jednak coraz częściej staje się czymś bardzo osobistym, niezależnym od nauczania Kościoła, którego nie przyjmuje się już bezkrytycznie. Weźmy chociażby antykoncepcję, sztuczne zapłodnienie, małżeństwo i partnerstwo – w tych obszarach wiele osób decyduje już samodzielnie, zgodnie ze swoim sumieniem i doświadczeniem. Powiedziałabym, że mamy we Włoszech do czynienia z pewnego rodzaju polaryzacją. Z jednej strony są Włochy purytańskie, które oburzają sceny seksu na kinowych ekranach, z drugiej – Włochy otwarte i wyzwolone, które bawią się seksualnością, używają aplikacji randkowych, oglądają treści pornograficzne, kupują sekszabawki, uprawiają wirtualny seks i oddają się sextingowi, szczególnie teraz, w pandemii.

Jak w takim razie zrozumieć, czy nasze wybory dotyczące zachowań seksualnych powodowane są edukacją, religią, czy też są rzeczywiście „nasze”?
Kobietom, które zadają mi to pytanie, odpowiadam zawsze w ten sposób: „Jeśli twoja reakcja na coś jest negatywna, uszanuj ją”. Później możesz przyjrzeć się sobie i zobaczyć, czy coś zmieniło się wraz z upływem czasu. To kolejne kwestie, których musimy się w seksie nauczyć: bycia asertywną, słuchania samej siebie, nawet negocjowania. Jeśli zignorujemy to „nie”, które się w nas pojawia, to dokonamy pewnego gwałtu na sobie samej. Jeszcze gorzej, jeśli pojawi się przy tym emocjonalny szantaż – zdecydujemy się na pewne zachowania ze strachu, że partner odejdzie. Namawiam więc: słuchajmy siebie samej, obserwujmy siebie samą. Zdanie można zawsze zmienić.

Czego, pani zdaniem, powinnyśmy nauczyć córki na temat seksualności?
Nauczmy je kochać własne ciało. Miłość własna, przekazana przez mamę, a więc osobę, która ma podobne ciało, to chyba najważniejsza rzecz. Nauczmy je to ciało doceniać, dbać o nie, szanować je. Nauczmy je podobać się sobie samej, bez względu na rozmiar biustu czy szerokość bioder.

A jak tę czułość i dbałość o siebie, do której pani zachęca, możemy okazać sobie w seksie?
Przede wszystkim, znów to powtórzę, poznając siebie samą. Poznając swoje ciało i pamiętając, że same jesteśmy odpowiedzialne za swoją seksualną przyjemność. Dając sobie czas. Obserwując, jak nasze ciało odpowiada na pieszczoty. Dbając o nie, także w sensie medycznym, nie zapominając o badaniach kontrolnych. Ucząc się, co nam odpowiada, a co nie, czego pragniemy, a co jest nam niepotrzebne. Żądając szacunku dla naszego ciała od innych. Nikomu nie wolno go oceniać. Tego też musimy nauczyć nasze córki.

W części książki poświęconej starości znalazłam taki fragment: „Piękno ludzkiej seksualności polega na tym, że nie składa się ona ze skutecznego działania: składa się z wolności, intymności i percepcji”. To bardzo piękne słowa. Jak wcielić je w życie?
Nie wystarczy, by nasze ciało dobrze funkcjonowało, bo seks to nie tylko działanie. Jeśli nie będzie towarzyszył mu rozwój osobistej wolności, poczucie, że mogę odkrywać nowe tereny i praktykować zachowania najbardziej dla mnie odpowiednie – nie będziemy mieli satysfakcjonującego życia seksualnego. Potrzebna jest intymność, która tworzy się i rozwija także poza sypialnią. Tylko wszystkie te elementy razem mogą się przełożyć na dobry seks, który trwać będzie także w późniejszym wieku, kiedy ciało być może nie będzie już tak sprawne jak kiedyś. Pamiętajmy, że każda jego część może być strefą erogenną, a my jesteśmy stworzeniami seksualnymi zawsze, bez względu na wiek i kontekst. Jesteśmy też odpowiedzialne za własną przyjemność – jak również za własną edukację w tej dziedzinie.

Roberta Rossi, seksuolożka, przewodnicząca Włoskiej Federacji Seksuologicznej. Jej książka „Dochodzę. Odkryj, co sprawia ci przyjemność” ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze