1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks

Nie zgadzam się! Ruch #MeToo dodaje kobietom odwagi

Molestowanie seksualne może być uznane za przestępstwo i ukarana. Ale też jest taki jej rodzaj, który trudno odnaleźć w kodeksach. To przemoc codzienna, która dotyka wszystkich kobiet. (Fot. iStock)
Molestowanie seksulane – coraz częściej o nim słyszymy. Według psychoterapeutki Agnieszki Czapczyńskiej to dobrze, bo to efekt wzrostu świadomości kobiet.

Czym z perspektywy psychoterapeutki, która pracuje przede wszystkim z kobietami, jest molestowanie seksualne?
Molestowanie seksualne to przemoc seksualna, a więc sytuacja, w której jedna osoba nadużywa swojej przewagi, aby przekroczyć granice drugiej osoby. Czerpie też z tego korzyści pozaseksualne, związane z władzą i kontrolą. Przemoc seksualna może być uznana za przestępstwo i ukarana. Ale też jest taki jej rodzaj, który trudno odnaleźć w kodeksach. To przemoc codzienna, która dotyka wszystkich kobiet, bo na przykład jako dziewczynki, wracając ze szkoły przez park, widziały onanizującego się mężczyznę.

Ja zajmuję się osobami, które przeżyły molestowanie seksualne i potrzebują pomocy psychologa, niezależnie od tego, czy to, co je spotkało, uznano by za przestępstwo, czy nie. Kobiety, które się do mnie zgłaszają, doświadczyły różnych jej form. Często jest to gwałt, choć one nie potrafią tak go nazwać. Kobieta poznaje na imprezie mężczyznę, z którym czuje flow, idą więc razem do niej. Tam ona po kieliszku wina traci świadomość. Co dalej? Nie pamięta. Kiedy koło południa następnego dnia dochodzi do siebie, rozpoznaje po ciele, że została zgwałcona. Tak to należy nazwać, gdyż nie wyraziła na seks zgody.

Pigułka gwałtu? A może za dużo alkoholu i narkotyków?
Ta kobieta ma wszelkie symptomy traumy, czyli jest w silnym napięciu, odcięta od tego, co czuje, ma ataki paniki, a w głowie kołowrót myśli i flashbacki, których nie rozumie. Dziwnie też reaguje, na przykład wymiotuje, kiedy w łazience poczuje zapach proszku. To charakterystyczne objawy potraumatyczne, typowy opis samopoczucia kobiety, której ktoś podał pigułkę gwałtu.

Ale przychodzą do mnie także kobiety, które pamiętają, co się stało, i nie nazwałyby tego gwałtem. A jednak objawy, jakie je do mnie przyprowadziły, świadczą o tym, że to była przemoc seksualna, choć one nawet same ten stosunek zainicjowały. Zazwyczaj to kobiety niepracujące, zależne od mężczyzn. I dlatego, jeśli ich mężowie czegoś nie chcą, na przykład zapłacić za kolonie dzieci, kobiety, żeby ich do tego skłonić, idą z nimi do łóżka i odbywają stosunek – na ich zasadach.

Niektórzy powiedzą, że to raczej prostytucja małżeńska…
Popatrzmy na kontekst: na zależność tych kobiet, na to, że doświadczają zazwyczaj też innych form przemocy. Żyjemy w społeczności, która uczy kobiety używania seksu i zaspokajania potrzeb mężczyzn. Wiele kobiet nie widzi innego rozwiązania. Do tego stopnia, że mogą doświadczać tej formy przemocy seksualnej przez lata i nigdy nie nazwać tego po imieniu. Czym jednak taka sytuacja dla nich naprawdę, powie im ich ciało. Umysł może zracjonalizować wszystko. Ciało nie daje się oszukać, reaguje w naturalny sposób. A więc po dobrym seksie jest zadowolone: rozluźnione i pełne szczęścia, po traumie: napięte, pełne bolesnych uczuć, czujne. Emocje, jakie towarzyszą takiemu nadużyciu, to między innymi wstyd. Jeśli taka sytuacja trwa latami, czyni wielkie szkody w poczuciu godności kobiety. Zwłaszcza że te zniszczenia kobieta ukrywa za sztucznym poczuciem mocy, jaką daje jej iluzja, że manipuluje partnerem. Iluzja, bo to mężczyzna decyduje, co i kiedy da kobiecie. Tak jak decyduje o tym, co i jak od kobiety weźmie.

Rozumiem, że prawda wychodzi na jaw razem z objawami posttraumatycznymi?
Tak, dlatego trzeba takie sytuacje nazywać gwałtem małżeńskim. Warto też opowiedzieć o innych formach przemocy seksualnej. Jest nią przymuszanie do jakichkolwiek innych czynności, na które kobieta nie ma ochoty. Może tym być wspólne oglądanie pornografii. Albo dotykanie w sposób lub w miejsca, które są dla kobiety nieakceptowalne. Dlaczego kobiety się na to godzą, wbrew sobie? Bo są do tego socjalizowane już od dzieciństwa. Powiedzmy, że ojciec dotykał piersi córki, gdy ta zaczynała dojrzewać. Dziewczyna nie miała poczucia bezpieczeństwa w relacjach z nim. Odczuwała za to ogromny wstyd, wynikający z wzięcia winy za zachowanie ojca na siebie. Ponieważ jej matka nie reagowała na molestowanie córki, dziewczyna straciła zaufanie do ludzi, jak mówią psychologowie – straciła bezpieczną więź. To molestowanie seksualne miało ogromne konsekwencje dla jej życia, nauczyła ją uległości, tego, że ma zrezygnować z własnych granic. To klasyczna socjalizacja do bycia ofiarą. Lekcja tego, że ciało jest narzędziem, które traktuje się przedmiotowo: „Wytrzymam upokorzenie, by osiągnąć to czy tamto”. Ale za takim podejściem idzie nienawiść do własnego ciała.
A jeśli dziewczyna była molestowana przez kogoś z rodziny i o tym nikomu nie powiedziała, ale też nikt na to nie zareagował, to bywa, że latami spotyka sprawcę przemocy. A to oznacza, że musi się odcinać od dużego kawałka siebie, by znieść tę sytuację. Jest więc emocjonalnie okaleczona przez całe życie.

Co się dzieje z kobietą, która spotyka sprawcę przemocy seksualnej przy niedzielnym obiedzie?
Każde takie spotkanie to powtarzanie doświadczenia traumy. To, co się stało, odtwarza się tu i teraz. Dlatego uważam, że trzeba to natychmiast zatrzymać. Nie ma co pomagać psychologicznie kobiecie, która jest bita, trzeba postarać się, aby przestała doznawać przemocy. Przemoc to przestępstwo, a akceptacja przestępstwa nie służy nikomu, ani sprawcy, ani ofierze.

Znam kobiety, które molestowanie seksualne zachowują w tajemnicy, nie miały odwagi powiedzieć o tym bliskim. Bały się, że na przykład zniszczą małżeństwo rodziców.
Małżeństwo, które jest zbudowane na krzywdzie dziecka, szczęścia nie da. A ofiara takich przeżyć musi otrzymać wsparcie od profesjonalisty, żeby być przygotowaną do ujawnienia prawdy. Przede wszystkim musi zadbać o swój dobrostan psychiczny. Dopiero kiedy odzyska równowagę, może podjąć decyzję, co z tym zrobić. Trauma dotyka poziomu cielesnego, dlatego ciało musi być zaopiekowane, pamięć ciała odczytana i uhonorowana. Ale trauma dotyczy też przestrzeni relacyjnej. Powoduje utratę zaufania do świata. Dlatego czasem konieczne jest ujawnienie sprawy. Ruch #MeToo dodaje kobietom odwagi. Pomaga stworzyć porządek, w którym ofiara może poczuć wsparcie i odzyskać szacunek, a sprawca – doświadczyć konsekwencji negatywnej oceny społecznej tego, co zrobił. Tymczasem to ofiary się wstydzą, a sprawcy doświadczają satysfakcji.

Czy to jednak możliwe, że w wieku 40 lat kobieta przypomina sobie, że ktoś zrobił jej przed laty krzywdę?
W szoku możemy wszystko zapomnieć. Kiedy przeżycie jest zbyt bolesne, włączają się mechanizmy obronne i odłączają nas od tego, co się dzieje. Czujemy się wtedy tak, jakby nas tam nie było. O tym, że jednak przeżyłyśmy traumę, świadczą wtedy objawy: powracające obrazy, myśli albo emocje, których nie rozumiemy, koszmary senne. Wszystkie zachowania związane z obszarem seksualności, które są zaskakujące, jak brak libido u młodego człowieka czy niechęć do dotyku, unikanie intymnych relacji lub wręcz przeciwnie – nadmierne, obsesyjne skupienie na seksualności. Śladem przemocy seksualnej może być to, że myśli, obrazy i emocje płyną nie wiadomo skąd, a pojawiają się podczas zbliżenia intymnego i nie mają nic wspólnego z tym, co właśnie się dzieje. A także ataki paniki czy furii. Takim objawem może być także pochwica, czyli niemożność odbycia stosunku czy badania u ginekologa. Powodem jest to, że dochodzi do takiego zacisku narządów płciowych, że stosunek czy nawet badanie są niemożliwe. Wszystko to, o czym mówię, nazywamy retraumatyzacją, czyli powrotem do doświadczenia nadużycia, które pamięta ciało.

Co może stać się powodem retraumatyzacji, czyli jak rozumiem, reakcji na molestowanie seksualne, którego nie pamiętam?
Do retraumatyzacji wystarczy podobieństwo sytuacji, w której obecnie się znajdujemy, do tamtej, kiedy nas skrzywdzono. Może nim być podniecenie seksualne. Teoria neuronalna Hebba mówi, że jeśli dwa neurony są aktywowane w tym samym czasie, łączą się ze sobą, tworząc sieć. Jeśli więc młoda kobieta doświadczyła niechcianego dotyku w strefy erogenne, co mogło wywołać podniecenie, bo tak jesteśmy skonstruowani, że nasze ciało samo reaguje, nawet gdy tego nie chcemy, to wówczas „podniecenie” skleja się z „zagrożeniem”. Może się więc później zdarzyć, że kiedy ta kobieta dorośnie i doświadczy podniecenia ze swoim ukochanym, to nagle wpadnie w panikę. Powodem będzie to, że te dwa doświadczenia: seks i panika, połączyły się w jej odczuwaniu. Jeśli więc reagujemy paniką na zwyczajną sytuację, to znaczy, że nasze ciało zapamiętało, że taki dotyk czy zapach towarzyszyły sytuacji zagrożenia życia. Dlatego włączył się system alarmowy, żeby nas poinformować o zagrożeniu.

Czy molestowanie seksualne to może być spojrzenie, komplement?
Ostatnio, podczas spotkania profesjonalistów, na którym były trzy kobiety i dwóch mężczyzn, usłyszałam: „Witam wszystkie piękne kobiety”. „To ja witam wszystkich pięknych panów” – odpowiedziałam, bo to była kulturowa przemoc: wyjęcie z pola kobiecości tylko jednego elementu i skupianie na nim uwagi. Przy takich pseudokomplementach znikają nasze doświadczenie zawodowe, talenty, wiedza, umiejętności. Podobnie dzieje się, kiedy matka publicznie mówi, że jej córka ma piękną figurę i piersi. To potworne, bo ściąga uwagę ludzi na obszary intymne tej dziewczyny, co ją zawstydza i upokarza. Wszyscy patrzą na jej figurę i do tego pewnie ją komentują. Jeśli mamy wątpliwości, czy to przekraczanie granicy, wyobraźmy sobie, że do mężczyzny powiemy publicznie: „Jakiego ma pan prześlicznego członka, który się uwidacznia przez spodnie”. Naruszenie granicy, prawda? No właśnie. Kobiety się po prostu przyzwyczaiły do takich uwag, co jednak nie znaczy, że te ich nie dewastują.

Jak więc rozpoznać, że ktoś przekracza moje granice, skoro mogę tego nie być świadoma?
Łatwo poznać to w ciele. Jeśli w jakiejś sytuacji czujesz zażenowanie, dyskomfort, strach, to znaczy, że granice zostały już przekroczone. Czasem sama chcesz przekroczyć swoje granice i wtedy masz do tego prawo. Ale jeśli ktoś to robi za Ciebie, bez Twojej zgody, to jest przemoc. Kobieta w pełni niezależna może więc godzić się na seks, który przekracza jej granice; jeśli to jest jej decyzja, to nie ma w tym przemocy. Ale jeśli jest zależna ekonomicznie, emocjonalnie i godzi się na zbliżenie, bo nie może odmówić, to jest przemoc. Kiedy mamy wątpliwości, co nami kieruje, trzymajmy się ciała. A więc jeśli w sytuacji intymnej zaczynamy czuć dyskomfort, czyli wstyd, niepokój, odrazę, serce zaczyna szybciej bić, to granice ciała zostały przekroczone. Ciało mówi: „Nie chcę tego!”.

Wiele kobiet ma tak w małżeństwie…
Z przemocą jest jak z narkotykami. Powoli się do niej przyzwyczajamy, do coraz większych dawek! Małe dziewczynki są uczone niestawiania granic i oceniania swojego ciała. Nie uczy się ich, że jeśli ich ciało jest z czegoś niezadowolone, to mogą powiedzieć „nie”. Odwrotnie! Mają być grzeczne, czyli wytrzymywać wszystko. Jak się znieczulimy, to nie czujemy tego, co się tak naprawdę dzieje, jesteśmy jak odrętwiałe. I kiedy potem spotykają nas poważniejsze rzeczy, odruchowo już się dysocjujemy, czyli odcinamy od czucia. Zdobywamy się wreszcie na odwagę i mówimy „nie!”.

Kiedy zaczynałam pracę, a było to 30 lat temu, czegoś takiego jak przemoc seksualna w poradnictwie psychologicznym nie było. A dziś wiele kobiet przychodzi z tym problemem. Nastąpiła zmiana świadomości. Mam dużo klientek, które są przed trzydziestką. Ruch #MeToo nie wziął się z księżyca. Zbiorowe ujawnianie przemocy seksualnej daje kobietom siłę do budowania więzi między sobą, a to jeszcze wzmacnia nas do tego, by zacząć mówić: nie zgadzam się!

Agnieszka Czapczyńska, psycholożka, psychoterapeutka; zajmuje się między innymi przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze