1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Mężczyzna pułapka - 10 cech

Mężczyzna pułapka - 10 cech

123rf
123rf
Zwą go różnie - emocjonalnym wampirem, toksycznym, narcyzem, uczuciowo niedostępnym. Jedno jest pewne - lepiej być świadomą, z kim mamy do czynienia. Po czym rozpoznać niebezpiecznego mężczyznę, by nie wpaść w pułapkę bolesnej relacji?

1. Nagłe zmiany nastroju

Od pogody ducha do wściekłości bez wyraźnego powodu. Od pełnego uwielbienia do oschłej obojętności niezależnie od tego, jak ty postępujesz. Oznaką emocjonalnej dojrzałości jest stałość, głęboka uczuciowość, spokój. Tego szukaj.

2. Pragnienie, byś postawiła go na piedestale

To może być oznaka narcyzmu. Jeśli mężczyzna domaga się pochwał i życia jedynie w świetle jupiterów, wasze życie ma się kręcić wokół niego, potrzebna mu jesteś, żeby poprawić jego nadwątlone poczucie wartości. Nie masz takiej mocy, więc nie ma po co tkwić w tej relacji.

3. Jakakolwiek forma przemocy

Krzyki, groźby, nawet najdrobniejsza przemoc fizyczna z obojętnie jakiego powodu to sygnał, żeby zacząć się bać męskiej agresji.

4. Mroczność, dziwactwa

Na początku to może być ekscytujące, bo taką aurę pomylić możemy z kuszącą tajemniczością i oryginalnością. Jednak to, co doprowadza cię do szaleństwa z miłości, wkrótce doprowadzi cię do szaleństwa z rozpaczy.

5. Niezdrowa seksualność

Jeśli mężczyzna na przykład wymaga od ciebie co rano seksu oralnego, nie dbając o twoją rozkosz, jeśli seks z nim jest brutalny, zupełnie pozbawiony czułości lub często taki bywa - uważaj. Nadmierna aktywność czakry seksualnej zwykle oznacza zamkniętą czakrę serca.

6. Zaborczość

Szczypta zazdrości może przyjemnie łechtać nasze ego przez chwilę, ale emocja ta prowadząca do zaborczości i kontroli oznacza tak naprawdę słabość i lęk. Wystrzegaj się.

7. Samotnictwo

Nie chodzi tu o atrakcyjną niezależność, podniecający indywidualizm, fajnie wyciszenie, tylko izolację od ludzi. To może świadczyć o braku umiejętności byciu w relacjach.

8. Brak trzymania granic

Jeśli mężczyzna niemal non-stop patrzy ci w oczy, a jego ciało jest zbyt blisko twojego w sytuacjach, kiedy nie jesteście sami, może to świadczyć o seksoholizmie. Zaburzenie to oznacza brak zdrowych granic ciała.

9. Pojedyncze rycerskie gesty

Może właśnie tym zrobić na tobie wrażenie, bo uratuje cię przed tym, żebyś nie wpadła pod koła samochodu lub będzie cię pocieszał, gdy ktoś zrobi ci przykrość. Służy to jednak tylko jemu, żeby on lepiej się poczuł. Przekonasz się o tym, jeśli poprosisz go o pomoc lub będziesz chciała od niego po prostu wspólnej codzienności.

10. Toksyczna matka

Matka, która była tak dominująca, że złamała psychikę syna, bo nie słuchała jego uczuć lub była taj nadopiekuńcza również nie widząc kim jest jej dziecko - źle wróży. Mężczyzna przez nią wychowany będzie cię z nią mylić. Jest duże prawdopodobieństwo, że będzie z tobą walczyć, a nie cię kochać.

Niedostępny mężczyzna - TUTAJ

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Fascynujący, ale toksyczni. Jak rozpoznać toksyczne osobowości?

Jak przeciwstawić się toksycznym ludziom? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać. (Fot. iStock)
Jak przeciwstawić się toksycznym ludziom? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać. (Fot. iStock)
Narcyz, psychopata i makiawelista. Wydaje się, że ich miejsce to thrillery, a jednak można ich spotkać wszędzie. Fascynujący, ale toksyczni. Tworzą team bezwzględnych graczy, zwany przez psychologów mroczną triadą. Jak ich rozpoznać? Jak się przed nimi bronić?

Wszyscy trzej wiedzą, czego chcą. Emanują siłą, odwagą i pewnością siebie. Otwierają drzwi „z buta”, ale jak potrafią ten but nosić! Ani się obejrzysz, a już jesteś złapana w ich sidła. Może nawet sądzisz, że – wsparta na ramieniu któregoś z nich – zawojujesz świat. Z nim przecież wszystko jest takie proste. Trudno tylko dostrzec, że bierzesz udział w perfidnej grze. O co im chodzi? O siebie. Chcą osiągnąć jak najwięcej, nie licząc się z kosztami. Zwłaszcza jeśli te koszty miałby ponieść kto inny. Kręcą, mącą, wykorzystują. Z niekłamanym wdziękiem. Jak się im przeciwstawić? Przede wszystkim naucz się ich rozpoznawać.

Uwaga, pięknoduch!

Najpierw Pan Narcyz. W mitologii greckiej imię to nosił piękny młodzieniec, który, przeglądając się w strumieniu, zakochał się we własnym odbiciu. Narcyz to zachwycony sobą arogant. Próżny, przekonany o swojej wyjątkowości, wciąż szukający podziwu i zachwytu. Lubi dominować – często umniejsza wartość innych, żeby na ich tle błyszczeć. Terapeutka Darlene Lancer wyróżnia dziewięć cech narcystycznych, które bierze się pod uwagę podczas wstępnej diagnozy. Oto one:
  1. Przecenianie własnej ważności, osiągnięć i talentów.
  2. Fantazje na temat własnego piękna, marzenia o władzy, sukcesie czy idealnej miłości.
  3. Brak empatii wobec uczuć i potrzeb innych.
  4. Wymaganie pochlebstw, skłonność do przechwałek.
  5. Uznanie dla prestiżu, interesowność w doborze znajomych.
  6. Roszczeniowe podejście do życia, przekonanie o swoich wyjątkowych prawach (czyli też łamanie zasad).
  7. Wykorzystywanie innych, przedmiotowe traktowanie ludzi.
  8. Zazdrość wobec innych ludzi (lub przekonanie, że samemu się ją wzbudza).
  9. Arogancja.
Wendy T. Behary, autorka książki „Rozbroić narcyza”, dodaje do tej listy poniżanie i tyranizowanie, dystans emocjonalny, snobizm, perfekcjonizm, wreszcie podatność na uzależnienia.

Co jeszcze powinno zwrócić twoją uwagę? Narcyz wciąż porównuje się z innymi, źle znosi krytykę i przesadnie reaguje na niepowodzenia. Chce zdobywać, przewodzić, mieć rację, nie przyzna się do błędu. Bardzo dba o wygląd i wizerunek. Wciąż mówi o sobie, koloryzując (albo po prostu kłamiąc). Chętnie przypisuje sobie cudze zasługi, nie odwzajemnia uprzejmości. Potrafi traktować ludzi jak powietrze. Albo oczarowywać. Uff – chyba wystarczy. Nie tylko, żeby go rozpoznać, ale też, żeby zrozumieć, co kryje się pod powierzchnią.

Osobowość narcystyczną niekoniecznie wyróżnia wysoka samoocena. To, co widzisz, może być maską skrywającą niepewność, wewnętrzną presję, by być idealnym. Rozpaczliwe poszukiwanie akceptacji. Jeśli wejdziesz z takim człowiekiem w bliższą relację, będzie cię traktował jak przedłużenie własnej osoby, będziesz służyć zaspokajaniu jego potrzeb, potwierdzaniu wartości. Nic dziwnego, że w jego obecności możesz się czuć spięta, słaba, niepewna, gorsza.

Co robić? Unikać – mówi prof. W. Keith Campbell z Uniwersytetu Georgii. Nie dać się złapać na wdzięk i słodkie słówka Pana Narcyza. Oczywiście, jeśli jest ci bliski, możesz próbować go zrozumieć. Rozmawiać, tłumaczyć, namawiać na terapię. Ważne, żebyś zachowała uważność, była świadoma własnych potrzeb i uczuć oraz nie uzależniała swojego poczucia wartości od tego, co mówi i robi Wielki On (lub Ona). Behary radzi, żeby w trudnych chwilach nakładać w wyobraźni na twarz narcystycznej osoby maskę niekochanego, samotnego dziecka.

Narcyz nie jest dobrym kolegą, ale jako pracownik bywa bardzo przydatny – twierdzi amerykański psycholog, Roy F. Baumeister. Podejmie się trudnych wyzwań, byle tylko móc się wykazać, pokazać. Może masz pomysł, jak to wykorzystać? Znając mechanizmy, jakie aktywuje, zdołasz go bowiem pokonać jego własną bronią. Nie oznacza to, że namawiamy cię do gry z cyklu „moja racja jest mojsza”. Lepiej nie wchodzić w inicjowane przez niego dyskusje, nie reagować na zaczepki. Jeśli nie uda ci się w porę wycofać, po prostu pozwól mu na monolog na jego ulubiony (własny) temat. Nie musisz się angażować w wymianę, a już na pewno nie bierz sobie do serca ewentualnej krytyki.

Wściekły robot

O ile – znając zasady – Pana Narcyza można zaangażować do różnych zajęć, w wypadku psychopaty sprawa przedstawia się zupełnie inaczej. On jest naprawdę niebezpieczny. Oprócz cech narcystycznych (choćby egocentryzm, skłonność do kłamstwa, charyzmatyczny wręcz urok), psychopata wyróżnia się specyficznym sposobem myślenia i odczuwania, znacznie wykraczającym poza społecznie przyjęte normy. Jest okrutny, bezwzględny, nie uznaje żadnych świętości.

Według prof. Michaela Koenigsa z Uniwersytetu Wisconsin-Madison, psychopata charakteryzuje się odmienną budową mózgu: ma mniejszą powierzchnię kory przedczołowej i zdeformowane ciało migdałowate. Jego zdolność do empatii jest bliska zeru, to samo dotyczy poczucia winy i odczuwania wstydu. Do tego niemal nie zna uczucia lęku – czuje się nietykalny, nawet nieśmiertelny! Nietrudno zrozumieć, że taka osoba nie ma żadnych oporów: bez mrugnięcia okiem będzie sięgać po to, co – jak sądzi – jej się należy. Właśnie: eksperci twierdzą, że psychopaci mają zwykle szeroko otwarte oczy – zimne i pozbawione emocji. Nawet kiedy świat się wali. Nawet kiedy ich właściciel się uśmiecha.

Psychopatów nazywa się daltonistami uczuć i rzeczywiście przypominają oni roboty (chyba że wpadną w szał). Powierzchowne związki, przedmiotowy seks... Jednocześnie mają dużą umiejętność naśladowania emocji innych. Dlatego tak trudno ich zdemaskować, a badacze dwoją się i troją, by podrzucić kolejne tropy. Na przykład usztywnienie postawy – podczas chodzenia ręce psychopaty przylegają ponoć nieruchomo do tułowia. Albo język, którym się posługują. Zwraca uwagę wyjątkowo częste użycie spójników „bo”, „dlatego że”, „ponieważ”, „więc”. Wygląda na to, że psychopaci – by uzasadnić swoje postępowanie – szukają pewnych ciągów przyczynowo-skutkowych, próbują stworzyć własne standardy logiczne. W ogóle dużo mówią (głównie o swoich potrzebach, bo na nich są skupieni). Mają dar oratorski, wypowiadają się w sposób sprawny i opanowany. Nierzadko stosują przemoc – fizyczną, psychiczną, szukają silnych wrażeń, żyją na krawędzi, ryzykują, prowokują. I knują.

Z badań nad psychopatią wynika, że zaburzenie to występuje znacznie częściej u mężczyzn niż u kobiet. Ale – uwaga! – podobno kobiety są wyjątkowo skuteczne w ukrywaniu swoich skłonności. Psychopatów znajdziemy wśród biznesmenów, menedżerów wysokiego szczebla, różnej maści liderów. Przyjmuje się, że stanowią ok. 1 proc. populacji, że są poczytalni, ale niereformowalni. Nie nadają się na partnera, ani w domu, ani w pracy. To, co możesz zrobić w relacji z nimi, to zadbać o siebie. Zachować czujność, nie dać się zwieść pozorom, starać się poznać własne słabe punkty, bo to w nie będzie uderzał psychopata. I nie daj się nabrać na sztuczkę polegającą na wzbudzaniu litości – to jedna z najpotężniejszych broni psychopatów. Czasem najlepsza strategia to ucieczka!

Po trupach

Makiawelista to mistrz manipulacji. Jest spragniony władzy, gotów zrobić wszystko, by po nią sięgnąć. Zimny, cyniczny, wyzyskujący. Często po prostu oszust. Podobnie jak psychopata przekracza granice moralne, ale działa w sposób  bardziej przemyślany, wymagający konsekwencji i cierpliwości. Jest też bardziej skupiony na własnym wizerunku. Pociągając za sznurki, znakomicie kontroluje siebie i otoczenie. Chytry, fałszywy, przebiegły, zapobiegliwy. Będzie długo czekać na okazję, by zadać cios w plecy. Sama nazwa zaburzenia wywodzi się od nazwiska Niccola Machiavellego, autora „Księcia”, XVI-wiecznego traktatu o władzy. To jemu zawdzięczamy jedno z najbardziej popularnych haseł wszech czasów: „cel uświęca środki”.

Właśnie z „Księcia” i innych pism Machiavellego pochodzą stwierdzenia, na bazie których stworzono skalę makiawelizmu (Mach). W latach 60. Richard Christie i Florence L. Geis opracowali test „Mach-IV”, pozwalający zbadać intensywność tego zaburzenia. Znajdziesz go pod tym adresem (po angielsku). Pytań jest 20, choć może ci być trudno namówić prawdziwego makiawelistę do odpowiedzenia na nie.

Makiawelista to najczęściej przywódca-dyktator, możesz więc liczyć na to, że nie spotkasz go w swoim otoczeniu. Ale zwykłych manipulatorów nie brakuje. Zatem jeśli podejrzewasz kogoś w zespole o takie skłonności, podziel się wątpliwościami z innymi członkami grupy. Skonfrontujcie swoje wersje zdarzeń. Nie pozwólcie na tworzenie spiskowych teorii.

Warto mieć się na baczności, ale też wiedzieć, że cechy mrocznej triady występują (w mniejszym czy większym stopniu) u każdego z nas. Jeśli więc zauważysz niepokojące objawy u kolegi, trzy razy się zastanów, zanim przykleisz mu mroczną etykietkę.

Trzy to za mało

Niektórzy dodają do opisanej triady jeszcze jedną mroczną osobowość. To sadysta. Co robi – wiadomo. Znęca się, zadaje ból. Może tu chodzić o ból fizyczny, przemoc, ale też inne formy agresji i okrucieństwa. Sadysta karmi się uległością innych (również w seksie). Kontroluje, poniża, upokarza, zastrasza. Czerpie przyjemność z cierpienia innych (ludzi i zwierząt). Często próbuje uzależnić od siebie drugą osobę (poprzez swoisty terror), ponieważ odczuwa lęk przed opuszczeniem. To z pewnością odróżnia go od „towarzyszy”. Oczywiście, sadyzm może też przyjmować nieco subtelniejsze formy: ktoś cieszy się, że udało mu się dopiec sąsiadce, wyprowadzić z równowagi kolegę, czerpie satysfakcję z czyjegoś niepowodzenia...

Dobrze też nauczyć się rozpoznawać socjopatę. Przede wszystkim warto dowiedzieć się, jak go odróżniać od psychopaty. Nie jest to trudne: psychopata lubi się wyróżniać, brylować, socjopata trzyma się z boku, unika innych. Ma dostęp do emocji i do sumienia, ale nie potrafi przystosować się do życia w społeczeństwie. Tak zwane normy? To nie dla niego. Przyjmuje się, że jego antyspołeczne zachowania są wynikiem niewłaściwej socjalizacji – że osobowość tę kształtuje środowisko. W praktyce oznacza to, że psychopatą jest się od urodzenia, socjopatą można zostać pod wpływem trudnych doświadczeń.

Na pewno słyszałaś też o wampirach energetycznych. Tutaj definicje nie są zbyt ostre – rzecz jest znacznie bardziej subiektywna. Za wampira można uznać każdą osobę, z którą kontakt sprawia, że czujesz się wyczerpana, pozbawiona życia, „przeciągnięta przez wyżymaczkę”. Możesz reagować przygnębieniem, zniechęceniem, frustracją, spadkiem poczucia wartości, zamknięciem. Albo potrzebą bronienia się, składania wyjaśnień. W efekcie tracisz czas i energię. Może to być typ narzekająco-depresyjny, ofiara, intrygant, malkontent, sabotażysta, paranoik. Ale też ktoś, kto na wszystko reaguje entuzjazmem graniczącym z ekstazą – czy to na dłuższą metę nie jest przytłaczające?

Każdy ma swojego „ulubionego” prześladowcę i na pewno dobrze jest poznać jego strategie, żeby opracować własne. Ale tak naprawdę najlepszy sposób – to odmówić gry. Przekierować uwagę na siebie. Pracować nad obecnością, uważnością, asertywnością, ugruntowaniem, umiejętnością relaksowania się, wreszcie – nad poczuciem wartości. Zamiast starać się „rozpracować” czy osłabić innych – wzmacniać siebie.

  1. Seks

Mężczyzna uzależniony od seksu

Wielu mężczyzn ma bardzo rozbudowane potrzeby seksualne. (Fot. Getty Images)
Wielu mężczyzn ma bardzo rozbudowane potrzeby seksualne. (Fot. Getty Images)
Seks fizjologiczny niepołączony z zachwytem, ekstazą, przepływem miłości może – i powinien – budzić niepokój – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Jest taki dowcip o kobiecie, która skarży się w liście seksuologowi, że mąż nieustannie chce od niej seksu: i wtedy, gdy ona gotuje, i wtedy, gdy sprząta, odkurza, podlewa kwiaty, zmywa naczynia, prasuje… I przeprasza pana doktora, że tak niewyraźnie pisze! Czy mężczyzna uzależniony od seksu rokuje na przyszłość?
Może bliżej emerytury… [śmiech]

Kiedy możemy mówić o tego typu uzależnieniu? Seksoholik zapewnia, że to nic groźnego; że on po prostu lubi seks.
Można to łatwo sprawdzić; niech zrobi sobie tydzień przerwy i zobaczy, czy jest w stanie normalnie funkcjonować. Wielu mężczyzn ma bardzo rozbudowane potrzeby seksualne, silny temperament. Na przykład potrzebują seksu co najmniej dwa razy dziennie, rano i wieczorem, a w weekendy jeszcze więcej. Gdy tego nie dostają, są napięci, nosi ich. Znam trenera, który „musi” kilka razy dziennie. Silny, witalny. Stosuje specjalne diety, ćwiczenia fizyczne, uprawia sztuki walki, czym ten temperament jeszcze wzmacnia. Jeździ po Polsce i prowadzi szkolenia. Jego partnerka zdecydowała się jeździć z nim. I twierdzi, że jest nawet zadowolona, bo ma okazję poznać nowe miejsca, przyjemnie spędza czas. Jak widać z ich przykładu, życie jest przebogate, niesie wiele możliwości i rozwiązań.

Na ogół jednak wygląda to tak, że kobieta naprawdę ma dość, bo ileż można.
Gdy przychodzą na świat dzieci, jest jeszcze trudniej. Miałem w psychoterapii parę, w której mężczyzna i kobieta mieli inne potrzeby, inne temperamenty. Kobieta była zmęczona pracą, dziećmi, obowiązkami, więc seksu odmawiała. Kryzys w całej mocy ujawnił się wtedy, gdy którejś nocy ona weszła do jego pokoju, zatroskana, że ciągle pracuje, i przyłapała go na oglądaniu filmów pornograficznych. Miał ich mnóstwo. W ten sposób sobie radził. Tłumaczył partnerce, że dzięki temu jej nie zdradza, że oglądanie pornosów chroni ich związek. Ona przyznała, że rzeczywiście nie jest w stanie wykrzesać w sobie ochoty na seks. Przystali więc na to, co jest, a jednocześnie zdecydowali, że poszukają pomocy u specjalisty. Znów – jak widać – życie oferuje wiele rozwiązań. Wydaje się, że otwartość wobec siebie tych ludzi uchroniła ich przed poważnymi komplikacjami. Gdy nie rozmawiamy ze sobą o swoich potrzebach, o tym, co czujemy, różnie może być. Wielu mężczyzn z mocnym seksualnym temperamentem szuka kochanek, korzysta z usług prostytutek, narażając zdrowie, także psychiczne i emocjonalne.

Niejedna z nas skończyła w ramionach seksoholika. Trudno się oprzeć jego spojrzeniu, w którym czytamy uwielbienie i podziw. „Gdy tylko spojrzał, był już cały mój” – powiedziała mi jedna z kobiet. Niestety, ci piękni, czarujący i uwodzący chłopcy w każdym wieku czynią niemało zamieszania w duszach kobiet, trzeba się potem leczyć.
A jednak są kobiety, które tak wybierają. Nawet wtedy, gdy mają świadomość ryzyka, że po niedługim czasie dla niego przeminą. Ta świadomość jest ważna. Raczej nie liczyłbym na to, że on się zmieni; jeśli dobrze czuje się z takim sobą, nikt go nie zmieni. To jest dosyć czytelne: jeśli kobieta spotyka mężczyznę atrakcyjnego, który ma tak zwane podejście do kobiet, jest aktywny seksualnie, z nikim na stałe niezwiązany, raczej mało prawdopodobne, żeby przez te wszystkie lata czekał na nią. Można się spodziewać, że był w wielu relacjach. Dlaczego w dalszym ciągu szuka? Z czego to wynika? Czy decyduję się na miłosną przygodę z nim? Czego mogę się spodziewać? Jakie ryzyko podejmuję? Jakie koszty być może trzeba będzie ponieść? Każda odpowiedź jest dobra, byle świadoma.

Gdy kończy się miesiąc miodowy, mężczyzna znika. Zaczyna romans z inną, kierowany – jak się wydaje – przymusem powtarzania. To chyba dosyć męczące, nużące. A może nie? To jest uzależnienie od przyjemności?
Od chemii miłości, zakochania. Ci mężczyźni ciągle chcą być w takim stanie. Przeżywać przygodę. Jeden z nich powiedział mi: „Ta zakochana dziewczyna, piękna, atrakcyjna, zaczyna nagle mówić o przyszłości, o rodzinie, jak sobie ułożymy życie, jak będziemy się utrzymywać. Po co mi to? Wszystko mi opada, zjeżdża w dół”. Lekarstwem okazuje się kolejny romans w pierwszej fazie pobudzenia, otwarcia i zachwytu. Niewchodzenie w niepotrzebne tematy. Życie ma być tylko przyjemne, bez wiązania się, obowiązków. Gdy pojawia się choćby cień takiego niebezpieczeństwa, trzeba uciekać. Ci mężczyźni opierają się na przekonaniu, że funkcjonowanie w stanie szczytowym jest możliwe jedynie wtedy, gdy nie ma odpowiedzialności i obowiązków. Przeczuwają, że długofalowy związek wiąże się z kryzysami, przykrościami, konfrontowaniem się z trudnymi emocjami – i unikają tego jak ognia. Wycofują się z obawy, że sobie nie poradzą. Myślą, że trzeba żyć przyjemnie. Właściwie dlaczego nie? Jednak w sytuacji, gdy kobieta zostaje z dzieckiem, być może chorym, wymagającym opieki, a on już ma inną, widać tu brak symetrii. Mężczyzna żyje przyjemnie, ale co z kobietą? Dlatego promowanie w naszej kulturze modelu, że ma być tylko fajnie, cool, jest wzmacnianiem niedojrzałości, nastoletniej fazy rozwoju. Życie ma być przyjemne – to jest słuszne podejście, gdy przyjmiemy dodatkowe warunki: warto zadbać, żeby było przyjemnie wszędzie tam, gdzie się da, a jednocześnie wiedzieć, że nie zawsze się da.

Ci mężczyźni konsumują, korzystają z wielu ofert, które są na rynku, bo dlaczego ograniczać się do jednej? Motorem napędowym jest poszukiwanie możliwości korzystania z życia, dopóki mogę, dopóki mam energię i zdrowie. Dobrze byłoby, gdyby mężczyźni uzależnieni od seksu, którzy nie chcą się wiązać na stałe, wybierali podobne kobiety. To minimalizuje ryzyko cierpienia.

W takich związkach też mogą się pojawić dzieci. I wiele komplikacji emocjonalnych i formalnych.
Tak, cena filozofii przyjemności jest wysoka. Starają się oczywiście, żeby nie było wpadki, ale wiadomo: mężczyzna strzela, a Pan Bóg plemniki nosi, więc nie ma gwarancji. Potem alimenty, sprawy w sądzie. Nieprzyjemności, przed którymi uciekali, i tak ich dopadają. Jest taki znany eksperyment ze szczurami, którym wszczepiono elektrody w rejony przyjemności w mózgu. Szczury miały możliwość stymulowania tych miejsc poprzez naciskanie dźwigienki; wtedy słaby prąd drażnił te rejony w mózgu i szczury czuły się wspaniale. Okazało się, że było to tak przyjemne, że cały czas trzymały dźwigienkę. Niestety, to je wyczerpywało do tego stopnia, że zapominały o jedzeniu i zdychały z głodu.

Niezwykła metafora: możemy tak pragnąć przyjemności, że umrzemy z głodu.
Z głodu różnych niezaspokojonych potrzeb. To jest uzależnienie od stanu pobudzenia seksualnego, które generuje zmiany fizjologiczne w organizmie. Ten stan organizmu staje się nawykiem. Gdy go nie ma, pojawiają się, jak w przypadku wszelkich uzależnień, bardzo przykre objawy abstynencyjne, lęk, bóle w mięśniach, w stawach. Mężczyzna uzależniony od seksu brnie w to, żeby zapomnieć, że jest uzależniony. Trzeba by poradzić sobie z napięciem, z lękiem, z różnymi pytaniami, tematami, które odbierane są jako nieprzyjemne, zagrażające. Trzeba byłoby zastanowić się nad sobą, nad swoim życiem. Być może zająć się niedokończonymi sprawami z przeszłości. Jeśli niepokojących tematów nie dotykamy, pozostają w cieniu. Ale pozostają. Cień ich nie eliminuje. Więc cały czas trzeba dbać o odpowiedni poziom seksualnego narkotyku, żeby cień nie wyłonił się z tła. Błędne koło, wyczerpujące, jak każde uzależnienie. Uzależnienie jest naroślą na naszym życiu, pielęgnowaną, podsycaną. Ta narośl dominuje nad resztą. Myśl o tym, że moglibyśmy ją utracić, jest czymś, co budzi niepokój, a nawet panikę. Z czasem coraz trudniej stawić jej czoła, skonfrontować się z innymi obszarami życia. Trudno pominąć tu aspekt kulturowy i cywilizacyjny. Seks jest wszechobecny, mocno wyeksponowany – w mediach, w reklamie. Tłumaczymy sobie, że to ważna sfera, o której należy mówić. Jednak w jakim kontekście? Rzadko mówi się o tym, że to intymna sfera, jeden z aspektów miłości partnerskiej, związków. Dowiadujemy się głównie, jak więcej, jak dłużej i jak mocniej. Czyli dokładnie tak, jak ze wszystkimi innymi towarami, które chce się sprzedać. Młodzi ludzie wyrastają w takim klimacie, co zawęża ich świadomość; z pola widzenia znikają inne aspekty życia. Łatwo się uzależnić. Wiele razy słyszałem mężczyzn, którzy mówili o kobietach jak o obiektach konsumpcji. Jakiś czas temu oglądałem na Planete film „Tyrania konsumpcji”. Poruszał wiele aspektów życia w naszej cywilizacji. Między innymi mówił o tworzeniu sztucznych potrzeb. Twórcy filmu pokazali fabrykę lalek erotycznych. Gdybym zobaczył taką lalkę w półmroku, z pewnością pomyślałbym, że to żywa kobieta.

Wyobraźmy sobie, że mężczyzna uzależniony od seksu przychodzi jednak po pomoc…
Wielu takich mężczyzn decyduje się, aby sobie pomóc. Pierwszy krok to przyznanie, że sobie nie radzę. „Po nocach oglądam pornole”. „Kupuję świerszczole. Gdy przechodzę koło kiosku, jakaś siła pcha mnie, aby kupić kolejne pisemko, mimo że mam ich setki. Oglądam je i onanizuję się. A przecież mam dziewczynę”. „Dziesięć romansów w ciągu trzech lat. Chyba coś ze mną nie tak?” „Zaliczam nieznajome panienki na jedną noc, w przypadkowych okolicznościach. Zacząłem się bać o własne zdrowie”.

A więc najpierw lęk: nie panuję nad tym.
Tak, przyznanie się. Potem zaczynamy szukać, rozpoznawać potrzeby: co mu to daje, o co chodzi. Odkrywamy ukrytą pozytywną intencję.

No tak, przecież jeśli coś robimy, zawsze jest ku temu dobry powód.
Często tym powodem jest uwolnienie się od nadmiaru stresu, zafundowanie sobie krótkich wakacji. Odkrywamy, że są na to lepsze sposoby niż narażanie zdrowia w seksualnych przygodach czy zarywanie nocy na oglądaniu pornoli. Szukamy ekologicznych dla mężczyzn sposobów osiągania odprężenia, spokoju, ulgi. Na przykład w Internecie można znaleźć wiele nagrań z instrukcjami do relaksacji. Można pomyśleć o jakiejś twórczej formie spędzania wolnego czasu, o ciekawym hobby. Takie sporty jak nurkowanie, paralotnia, narty dają przytomny dostęp do bycia; można poczuć, że się żyje. Jeśli wiemy, że chodzi tu o ten specjalny stan umysłu, możemy poszukać innych sposobów osiągania go. Odkryć, że takich chwil może być znacznie więcej. Wyćwiczyć system nerwowy w doznawaniu przyjemności, w delektowaniu się prostymi rzeczami. W starożytnych księgach tantry czytamy, że najlepiej kochać się z całym życiem, z ziemią, z niebem, z przyrodą, ze wszystkim, co nas otacza i co się wydarza.

Paradoksalnie ci uzależnieni mężczyźni twierdzą, że są wolni.
Są ograniczeni tym, że ciągle muszą zmieniać. Warto uświadomić sobie, że mamy tej wolności w życiu mnóstwo – możemy wybierać światopogląd, filozofię, wartości, ścieżkę zawodową, styl życia, dietę. Gdy wybieramy, jednocześnie rezygnujemy z setek innych możliwości – zawodów, diet, filozofii. Ale przecież nie tracimy wolności. Podobnie ze związkiem – mogę się zaangażować, a jednocześnie czuć się wolny w swoim wyborze. To jest błędne założenie, że związek to ograniczenie wolności, niewola.

Najwyraźniej Stwórca zadbał o to, byśmy się nie nudzili.
Gdybym miał się pokusić o wskazanie praprzyczyny, to powiedziałbym o braku dostępu do swoich wewnętrznych zasobów, o gorączkowym, roszczeniowym szukaniu źródła szczęścia na zewnątrz. To on powinien spełnić określone warunki. To ona powinna. Mamy oczy przesłonięte powinnościami, niedoskonałościami, brakami. Nie dostrzegamy tej istoty, z którą dzielimy życie. Gdy uprzemy się na szukanie ideału, może się okazać, że zostaną nam tylko lalki.

Benedykt Peczko, psycholog, trener, coach, psychoterapeuta, dyrektor Polskiego Instytutu NLP.

  1. Psychologia

W związku z narcyzem

On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
On nieustająco domaga się dowodów miłości, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym - tak wygląda związek z narcyzem. (Fot. iStock)
W skrócie: kochasz go, a on… też kocha. Swoje odbicie w twoich oczach. Czy to w ogóle ma sens? On pozostanie taki, jaki jest, ale ty możesz się zmienić. I chyba powinnaś.

Owszem, narcyz początkowo wydaje się bardzo pociągający: zawsze w centrum uwagi, pewny siebie, dominujący, emanujący siłą, otoczony wianuszkiem kobiet, a na dodatek w oczach ma głód miłości. Ten głód budzi w niektórych kobietach pierwotny skrypt: ratowniczki, wybawicielki, opiekunki, dawczyni miłości. Obiecują sobie, że kiedy je wybierze, dadzą mu wszystko, czego pragnie. Będą dla niego matką, kochanką, boginią seksu, przyjaciółką. A on właściwie odczytuje ich intencję. To woda na młyn jego pragnień: bycia kochanym, podziwianym, docenianym, wychwalanym, rozpieszczanym, stawianym na piedestale. I tak uruchamia się prastary mit o Narcyzie, pięknym młodzieńcu, w którym kochały się wszystkie nimfy. Narcyz boleśnie zranił uczucia jednej z nich, za co bogowie surowo go ukarali. Sprawili, że zakochał się we własnym odbiciu w wodzie. Jednak za każdym razem, gdy wyciągał rękę, by go dotknąć, ono znikało i rozpływało się. Narcyz był zrozpaczony. Nie mógł oderwać wzroku od własnego odbicia i nie mógł przestać go kochać.

Jeśli więc odkryłaś, że jesteś w związku z narcyzem, to pewnie zdałaś też sobie sprawę z tego, że on nie kocha ciebie, a jedynie swoje odbicie w tobie. Tak naprawdę obydwoje tęsknicie za miłością, ale nie wierzycie, że na nią zasługujecie. On nieustająco domaga się jej dowodów, ty wierzysz, że kiedy naprawdę go pokochasz, on odpłaci ci tym samym… i tak bez końca. W tej grze nie ma zwycięzcy i pokonanego. Możecie wygrać obydwoje albo żyć dalej w poczuciu niezrozumienia, samotności i tęsknoty za wielkim uczuciem. Od czego zacząć? Oto kilka rzeczy, na których powinnaś się skupić.

Po pierwsze: on się nie zmieni

Każda pacjentka, która trafia do mnie z powodu problemów w związku, głęboko wierzy, że mam moc, która odmieni jej partnera. Z ogromnym smutkiem wysłuchuję opowieści o mężczyznach, którzy nieustannie domagają się zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb, oczekują, że partnerka odgadnie ich oczekiwania, pragnienia i tęsknoty, będzie utrzymywać, wspierać, doradzać, rzucać świat do stóp. Kiedy pytam: „A co z tobą? Co ty dostajesz w waszym związku?”, słyszę opowieść o tym, jaki to on biedny, bo ma nadopiekuńczą matkę, albo że jest taki zdolny i wrażliwy, tylko świat ciągle go nie docenia, na dodatek ma nielojalnych przyjaciół i szefa tyrana. Potem dowiaduję się, że kolejny raz zapomniał o jej urodzinach, ale to przez to, że odnowiły się jego wrzody żołądka, a w ogóle to pewnie jej wina, bo pozwoliła mu objadać się fast foodami, a przy jego wrażliwym żołądku to przecież zabójstwo. Obiecał, że wyjadą na romantyczny weekend we dwoje, ale nie udało się, bo znowu źle zainwestował pieniądze i aktualnie jest bez grosza. Nie dotarł na jej firmowy bankiet, bo jego siostra miała stłuczkę i wezwała go, kiedy właśnie wychodził z domu. Drążę temat dalej: „Kiedy ostatnio on zainteresował się twoimi sprawami?” i słyszę: „Gdy kolejny raz zostałam w pracy po godzinach, zdenerwował się i powiedział, że jestem ciężką idiotką, bo pozwalam się tak wykorzystywać”, „Zawiózł mnie do lekarza, kiedy miałam kolkę nerkową, zostawił pod gabinetem i powiedział, żebym dała mu znać, jak wyjdę”, „Zadzwonił do mojej matki i wykrzyczał jej, żeby przestała się wtrącać do naszego życia”.

– A nie myślisz, że on to robi bardziej dla siebie niż dla ciebie? – dopytuję. Reakcja pacjentki na to pytanie jest ważną prognozą dla terapii.

Bo kobieta, która wiąże się z partnerem Narcyzem, robi to nie bez powodu. Choć z lubością opowiada całemu światu, jak on ją źle traktuje oraz ile energii, czasu, uwagi, pieniędzy i poświęcenia sama wkłada w to, by utrzymać ich związek, czerpie z tej relacji również zyski, bo gdyby tak nie było, dawno by się rozstali. Ona wprawdzie się stara, zabiega, ułatwia, podziwia, docenia, rozpieszcza, łata dziury w domowym budżecie, ale też karmi się cudzym współczuciem i podziwem, że daje radę.

Jedna z pacjentek z uśmiechem na ustach powiedziała, że w związku zajmuje miejsce… ostatnie po lodówce. Najpierw jest partner, jego syn z poprzedniego związku, jego matka, matka syna, praca, przyjaciele, pies, lodówka, potem długo, długo nic i dopiero ona. Opowiadając mi o tym, z uwagą patrzyła na moją reakcję. Kiedy powiedziałam: „To straszne, że pozwalasz się tak traktować, ale to twój wybór i tylko ty możesz to zmienić”, więcej się nie pojawiła. To może zabrzmieć okrutnie, ale jeśli związałaś się z Narcyzem i ciągle wierzysz, że ty albo ktoś może go zmienić, to znak, że macie przed sobą jeszcze parę lat życia w cierpieniu i poczuciu niezrozumienia. Jedyne bowiem, co możesz zmienić, to swoje podejście.

Po drugie: nie jesteś w stanie go nakarmić

Jeśli czytasz ten tekst, prawdopodobnie chcesz poznać przyczyny narcyzmu, oczekujesz opowieści o traumatycznym dzieciństwie, bolesnych doświadczeniach z byłymi partnerkami, a przede wszystkim – cennych rad, jak go zmienić. Wyobraź sobie, że mam czarodziejską różdżkę, za sprawą której przemieniam twojego Narcyza w mężczyznę troskliwego, opiekuńczego, empatycznego, kochającego. Co ty na to? Jak wyglądałby twój świat u boku takiego faceta?

Jedna z moich pacjentek, zapytana o poprzednie związki, powiedziała, że mężczyzna, z którym była w relacji przez cztery lata, gdy w restauracji kelner kładł na stole menu, pytał ją: „Kochanie, na co miałbym dziś ochotę?”. Odeszła od niego i związała się z człowiekiem silnym, decyzyjnym, pewnym siebie, brylującym w towarzystwie. Nowy partner w restauracji zamawia za nich obydwoje, nie pytając jej o zdanie, za to rachunek do zapłacenia podsuwa jej, bo u niego z pieniędzmi krucho, wiadomo – tak twórczych ludzi jak on w tym kraju się nie docenia.

Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie związek na zasadach partnerskich? Związek, w którym coś dajesz i coś dostajesz w zamian. Wspierasz, ale potrafisz także przyjąć wsparcie, więc je dostajesz. Kochasz, szanujesz i akceptujesz, ale takie samo prawo do miłości, szacunku i akceptacji przyznajesz samej sobie.

Nina W. Brown, autorka książki: „Kocham Narcyza. Jak żyć z zakochanym w sobie partnerem”, pisze, że doświadczeni terapeuci podczas spotkań z narcystycznymi pacjentami przeżywają podobne uczucia jak ich partnerzy. Na początku terapii pacjent (Narcyz) zwykle idealizuje terapeutę, następnie dostrzega jego niedoskonałości, a potem stopniowo dochodzi do wniosku, że zyski, jakie czerpie z terapii, są nikłe lub żadne. Sama nieraz, pracując z narcystycznym pacjentem, czułam bezsilność, poczucie odrzucenia, niemoc, gniew, dewaluację, znudzenie, zobojętnienie, czyli to wszystko, z czym partnerzy Narcyzów żyją na co dzień. Dlatego najważniejsze, co musisz zrozumieć, to że – choćbyś nie wiem jak bardzo się starała – nie jesteś w stanie nakarmić głodnego miłości Narcyza. Jego głód jest nie do zaspokojenia, a twoje zasoby miłości, niezasilane z zewnątrz, powoli się wyczerpują.

Po trzecie: sprawdź, w którym jesteś miejscu

Kiedy, zamiast zastanawiać się: „Dlaczego on mi to robi?”, „Jak go zmienić?”, zapytasz: „Dlaczego z nim jestem?”, to znak, że jesteś na dobrej drodze. Pod warunkiem że nie wpadniesz w kolejną pułapkę – obwiniania za niepowodzenia swojej przeszłości: toksycznych rodziców, despotycznych partnerów, szefów manipulantów itp. Jeśli masz odwagę skonfrontować się z faktem, że za wszystko, co ci się w życiu przydarza, jesteś odpowiedzialna ty sama, że nie są winni „oni”, że w ogóle nie ma sensu mówić o niczyjej winie – masz szansę wygrać tę grę o miłość.

Partnerka Narcyza jest jego odwrotnością: on chce dostać miłość, żeby pokochać samego siebie, ona – daje miłość, by on udowodnił jej, że ona również na nią zasługuje. Ale nie możecie dać sobie czegoś, czego sami nie macie. Wasza relacja to karmienie się deficytami, wzajemne rozdrapywanie bolesnych urazów z przeszłości, szukanie pomocy na zewnątrz, ale takiej, która wskaże winnego i ukarze go. Narcyz żąda: „Powiedz jej, że kocha mnie niewystarczająco”, ty błagasz: „Powiedz mu, żeby oddał mi choć mały ułamek miłości, którą mu oferuję”.

Spróbuj skoncentrować się na swoich obecnych relacjach. Pomyśl: czy inni ludzie są dla ciebie ważniejsi niż ty sama? Często czujesz się odpowiedzialna za emocje bliskich, cieszysz się ich sukcesami i przeżywasz ich porażki bardziej niż swoje? Każdą krytykę odbierasz osobiście, stawiasz zbyt wysoko poprzeczkę sobie i innym? Masz za sobą kilka nieudanych związków, z których wyszłaś z poczuciem winy i do dziś nie rozumiesz, dlaczego wam się nie udało? Boisz się odrzucenia i straty kolejnego związku, dlatego jesteś w stanie walczyć o niego, nawet kosztem siebie? Jeśli czujesz, że ten opis dotyczy ciebie, prawdopodobnie w życiu grasz rolę szarej myszki, a wokół ciebie jest mnóstwo ludzi, którzy wołają: „Ja! O mnie! Dla mnie! Dzięki mnie!”. Mam rację? Pewnie jesteś przekonana, że to wszystko przez twoje niskie poczucie własnej wartości. Załóżmy, że to prawda – i co teraz? Kto jest winny twojego niedoceniania siebie? Ktoś ci tego zabronił, nie nauczył?

Masz dwa wyjścia: możesz chodzić po świecie z tabliczką na piersi: „Mam niskie poczucie wartości” albo obudzić swoją moc. Właśnie moc, a nie siłę. Wybór należy do ciebie.

  1. Seks

Jak seriale wpływają na nasz seks? Pytamy Katarzynę Miller

"Przyjaciele" to kultowy serial, który nie tylko zmienił oblicze telewizji, ale również ukształtował nasze podejście do seksu. (Fot. BEW PHOTO)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Czy seriale takie jak "Seks w wielkim mieście", "Przyjaciele", "Jak poznałem waszą matkę" kształtują nasze kochanie? Jaki mają wpływ na to, jak TO robimy? Czy dyktują, kiedy i z kim mamy iść do łóżka? Co zyskaliśmy, a co straciliśmy na pop-seksualności? Czy część odpowiedzi na te pytania znajdziemy w filmie "Wstyd"?

Co zyskałyśmy dzięki bohaterkom "Seksu w wielkim mieście"?
Czyli czterema damom idącym jak szwadron kobiecej namiętności przez Nowy Jork i rozsiewającym wokół feromony? One przetarły kobietom nowe szklaki. Upowszechniły chodzenie do knajp grupkami i to, że można się przy tym świetnie bawić. Nawet bez podrywania mężczyzn. A im częściej dziewczyny dobrze się bawią we własnym gronie, tym lepiej ma się ich samoocena. Kiedy jednak o tym myślę, przychodzi mi do głowy polska wieś. Warszawa to przecież w większości ludzie ze wsi, ale oni nie przywożą ze sobą frywolnych przyśpiewek o wianku, który trzeba oddać albo zgubić, ani tej radości używania sobie na sianie. Przywożą jakiś rodzaj wstydu, choćby dlatego, że nie wiedzą, jak się w dużym mieście poruszać. Wielu "warszawiaków" pochodzi też z małych miasteczek, a tam to dopiero jest pruderia. No więc te nasze dziewczyny, kiedy tak idą przez Warszawę jak przez Nowy Jork, to często łączą ten swój marsz z piciem alkoholu. Coraz większych ilości. A mnie jest żal. Coraz częściej kobiety mówią mi o tym, że się rozstały z przyjaciółkami, bo te za dużo piją. Dotąd mogły im towarzyszyć, bo wypijały po piweczku i było wesoło: flirty, zabawy, tańce. A teraz jakoś tak się porobiło, że samo napicie stało się celem.

Mówiąc po ludzku: od tego "chodzenia" wpadamy w alkoholizm?
Tak, bo kobiety uzależniają się szybciej niż mężczyźni, a to z powodu mniejszej ilości tłuszczu  we krwi, szybciej się też upijamy. I nie są to mizoginiczne bzdury, ale prawda.

Czy to znaczy, że seks w wielkim mieście po polsku to seks po alkoholu?
Obawiam się, że tak. Oczywiście, kobiety interesuje, czy kogoś poderwą, czy ktoś je poderwie. Ale są coraz mniej przytomne, wiec już coraz mniej ważne, kto to będzie, bo alkohol zamazuje kryteria.

I rozumiem, czemu mężczyźni mówią, że są podrywani - w agresywnym stylu.
No, dotąd tylko im tak było wolno... To zależy, co komu śpiewa w głębi jego jestestwa. Gdy czujemy, że zerwaliśmy się z łańcucha, to nasze dziecko wewnętrzne chce szaleć. Jeśli było niekochane i odrzucane, to gdy straci kontrolę - łomocze innych albo łomocze i płacze na przemian, albo tylko płacze. Tylko ten, kto ma w środku kochane i akceptowane dziecko, potrafi się po prostu bawić, czyli piti-grilić... Agresywne podrywanie po pijaku może mieć też inną przyczynę. Może te młode kobiety, które - by zrobić swój seks w wielkim mieście - muszą się napić, wcale tego seksu nie chcą? Może nie chcą być tak używane przez wszystkich...

Bohaterki 'Seksu w wielkim mieście' przetarły kobietom nowe szklaki. Upowszechniły chodzenie do knajp grupkami i to, że można się przy tym świetnie bawić. Nawet bez podrywania mężczyzn. (Fot. BEW PHOTO) Bohaterki "Seksu w wielkim mieście" przetarły kobietom nowe szklaki. Upowszechniły chodzenie do knajp grupkami i to, że można się przy tym świetnie bawić. Nawet bez podrywania mężczyzn. (Fot. BEW PHOTO)

Jak to używane? To one używają! Wybierają facetów, korzystają z prawa do erotycznej zabawy...
Subiektywny stan rzeczy jest ważny, ale jak używasz facetów do seksu, to sama też jesteś przez nich używana. Tak się traktujesz, bo "co sobie o mnie pomyślą, że ze mną nie warto się kumplować". To jest nieprawdopodobna siła - opinia innych. Pamiętam alkoholika, który mówił: "Nienawidzę wódki! Ale w domu zatykałem nos rękami i ćwiczyłem picie, żeby przy kumplach nie robić min, bo się ze mnie śmieją". Dorosły człowiek powie: "Nie lubię, nie smakuje mi, nie piję!". A gdy słyszy: "Ze mną się nie napijesz?", stwierdzi: "Z tobą się nie napiję, bo z nikim nie piję!". Ale kiedy jest się zależnym od cudzych opinii, to się tego nie umie i robi durne rzeczy. Fajnie jest iść w grupie, śmiać się, bawić, ale trzeba uważać, by nie zbanalizować wszystkiego, a o to w grupie łatwo.

Wiele kobiet tak się wyzwala ze wszystkiego, co ważne?
Oczywiście. Najbardziej taka dziewczyna, która chciała być dorosła, a w domu była niedoceniana i "boleśnie trzymana krótko". Kiedy więc się uniezależniła, zaczęła liczyć kochanków, tak jak mężczyźni liczą, ile mieli kobiet. Udowadniała sobie w ten sposób, że ktoś ją chce, i każdy numerek podnosił jej poczucie wartości. No, ale niestety - tylko doraźnie. Dlatego wciąż musiała dodawać kolejnych kochanków...

No to może lepiej nie puszczać się na polowanie po mieście?
Puszczać się! Jak najbardziej! Tylko w przytomności, na trzeźwo, bo potem trudno bez alkoholu w ogóle żyć. Pamiętać, że ilość ma przeradzać się w jakość. To puszczanie się ma nam pomóc dowiedzieć się, czego szukamy. Mamy prawo do wolności, by poznać siebie i mężczyzn. Siebie - jako najważniejszą istotę, żeby wiedzieć, do czego jestem zdolna, bo mnie cieszy, co buduje, a na co na pewno nie mam ochoty. I żeby poznawać mężczyzn, nie być ofiarą tej ich inności męskiej. Ale to nie działa tak, że jeśli poznamy pięciu mężczyzn, to wybierzemy sobie jednego z nich. Mężczyźni to nie towar, który leży na półce i czeka, aż się zdecyduję po sprawdzeniu innych modeli.

Wybrałam tego uczciwego.
Najważniejsze, by wybrać tego, przy którym czuję się sobą, zachowuję prawdziwie i dobrze mi z tym, niczego nie nadrabiam. Jak jestem zła, to jestem zła. Jak jestem zachwycona, to jestem. I nie oczekuję, że on będzie wciąż mną zajęty, bo i ja mam swoje sprawy. Ale gdy pytam kobiet, jaki ma być facet, to nawet te romantyczne potrafią powiedzieć - bogaty. Zapominają dodać, że też głupi, skoro miałby im oddać to swoje bogactwo.

Jest dziś też moda na seks bez zobowiązań. No i kobiety udają przed mężczyznami, na których im zależy, że to tylko seks.
To głupie, one sobie robią krzywdę. Niestety, zawsze, kiedy udajemy – na przykład że mamy orgazm czy że kochamy albo nie kochamy – udowadniamy, że nie wiemy, co to znaczy się cieszyć. Chcemy i mamy prawo mieć orgazmy nawet wielokrotne z nieznajomym mężczyzną, dlaczego niby nie? I nie pozwalajmy prababci bigotce, która gdzieś tam w nas żyje, wyzywać się: „puszczalska!”. Ale też jeśli nam się to z jakichś powodów nie udaje, nie czujmy się gorsze! Największa zasługa tych seriali tkwi w tym, że kobiety mogą zobaczyć, jak to robią inne, że każda ma swój sposób zakochiwania się, traktowania mężczyzn i siebie, że ten sposób zależy od tego, jakim jest człowiekiem. Samantha Jones to damski ogier. Ale jej wolno tak żyć, bo ona to umie. Świetnie sobie radzi z „samym seksem”. Ale już jej koleżanki tak naprawdę latają po tym wielkim mieście za miłością. Z moich spotkań z kobietami wynika, że niezwykle rzadko oddzielamy seks od miłości. I nawet jak dziewczyny uprawiają go bez miłości, wmawiają sobie, że się zakochały.

Skąd się to przekonanie bierze?
Sama się nad tym zastanawiam. Myślę, że przede wszystkim z marzenia. I z potrzeby uśpienia bólu, niepewności, lęku. Jak on jej będzie szeptał do ucha te „kocobuły”, jak ona usłyszy: „Takiej jak ty nigdy nie spotkałem”, to zaraz zapyta: „A co we mnie jest takiego niezwykłego, czego inne nie mają?”. I wszystko jedno, co on powie, uwierzy i od razu pomyśli: „jaki on mądry, jaki czuły”. Byłoby to zabawne, gdyby nie dawało takich złych skutków. Śpiewam kobietom w czasie spotkań w grupach starą piosenkę: „O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna/Odrobina szczęścia w miłości, odrobina serca czyjegoś, jedna mała chwilka radości przy boku ukochanego/Stanąć z nim na ślubnym kobiercu, nawet łzami zalać się i usłyszeć kocham cię”.

Piękna piosenka, moja mama często ją śpiewała, a dlaczego ty śpiewasz ją na grupie?
Po pierwsze: „odrobina”, po drugie tylko słowo: „kocham” – byle w księżycową piękną noc i przy muzyce! I jak to możliwe, że tylko tyle miało nam wystarczyć!? Kobiety mogą już realizować się w wielu dziedzinach, w których do niedawna nie mogły, i to może zrównoważy ten koszmarny mit, że odrobina serca to wszystko, czego należy chcieć.

Dla bohaterów serialu 'Jak poznałem waszą matkę' przygodny seks był rozrywką na porządku dziennym. (Fot. BEW PHOTO) Dla bohaterów serialu "Jak poznałem waszą matkę" przygodny seks był rozrywką na porządku dziennym. (Fot. BEW PHOTO)

Przeciwwagą są poradniki o orgazmie i kursy tańca na rurze.
Wyobraźmy sobie dom, w którym każdy pokój jest w innym stylu: minimalizm, ludowy, prowansalski, orientalny. Wszystkie fajne, ale kiedy krążysz między tymi pokojami, nie wiesz, gdzie i kim jesteś. I to jest metafora dzisiejszych czasów. Teraz kobiety chcą być jednocześnie singielkami, które butnie zasuwają przez życie, wrażliwymi i twórczymi fotografkami, mądrymi matkami licznej grupki dzieci, modelkami, kochankami, poetkami. Tylko jak to zgrać? Co to znaczy być dziewczyną w wielkim mieście? Czuć się kropelką zagubioną w oceanie… Oczywiście, ona sobie poradzi, jest niezwykle zdolna i wytrwała. Odniesie sukces, przebije się. Będzie bardzo dużo pracować, codziennie do 21 lub dłużej. Po pracy ze zmęczenia będzie nieżywa. Co więc zrobi? Napije się albo poszuka przypadkowego seksu – tylko dla relaksu…

Seks dla relaksu to nowinka. Co jeszcze zmieniło się w naszym ars amandi?
Kiedyś dziewczyny nie chodziły do sex-shopów, teraz chodzą razem. Co więcej, dają sobie nawzajem erotyczne prezenty, na przykład wibratory. I dobrze. Dzięki temu część z nich doświadczy w seksie znacznie więcej zmysłowych przeżyć, niż mogły ich babki czy nawet matki.

Miranda Hobbes w szufladzie koło łóżka miała wibrator, a Charlotte York tak się to, co można z nim zrobić, spodobało, że koleżanki musiały ją wziąć na odwyk!
Wzrasta akceptacja masturbacji, co ma znaczenie dla kobiet, które są samotne lub niespełnione przy partnerze. Jak wiemy, kobiety doświadczające orgazmów dużo rzadziej zapadają na m.in. raka, a w wypadku choroby łatwiej z niej wychodzą. Ale masturbację warto uprawiać, jeśli się dobrze o sobie myśli, a, niestety, dużo kobiet mówi: „OK, rozumiem, wolno się masturbować, ale dlaczego ja to muszę robić sama?”. Może dlatego, że sama wiesz najlepiej, jak siebie dotykać.

Czy seriale to zapowiedź naszej erotycznej przyszłości?
W społecznościach, w których jest coraz więcej serdeczności, czułości, zrozumienia, wspierania się, otwartości mówienia o uczuciach, jest coraz mniej seksu. Bo jest mniej potrzebny. W naszej – niedotykowej, nieprzytulastej i niemówiącej wprost o emocjach – seks jest namiastką czułości i bliskości. I w wielkim mieście, po którym pędzimy z wywalonymi językami, wpadając na różne spotkania, zawsze spóźnieni, seks daje nam możliwość pobyć z kimś blisko. Ale numerek między jedną konferencją a drugą nie da tego, czego nam brak – bliskości i czułości. Taki seks jako sposób na relaks to jest nic innego jak prosta droga do seksoholizmu.

Czym jest seksoholizm, pokazuje smutny film „Wstyd”.
Mówi o tym, co będzie coraz większym problemem. Widzimy w nim współczesny świat wielkich miast pełen klubów, gdzie można zaspokoić potrzeby seksualne. Wędruje po nich bohater, szukając seksu: kluby gejowskie, hetero, wszystko mu jedno, bo „obcierka” to „obcierka”. Wszystkie są słabo oświetlone, wszędzie pełno ciał, które się o siebie obcierają. Do takich nocnych „barów mlecznych” idzie się z czysto fizjologiczną potrzebą – bierze byle co i wychodzi. No i z jednej strony wreszcie seksualność jest jedną z ludzkich potrzeb. Ale z drugiej – załatwianie jej fastfoodowo nie jest zdrowe. Seksoholizm podobnie jak każde inne uzależnienie powoduje, że odsuwamy inne potrzeby, żeby spełnić tę, która redukuje napięcia. A przeżywamy ich coraz więcej. Możemy nawet mówić o napięcioholizmie. Kobiety pokazują w kamerce na czatach tylko swoje waginy. Nie chcą być rozpoznane. Ale to sprawia, że jeszcze bardziej instrumentalizują swoje ciało. Coraz bardziej oddalają się od bliskości i czułości z drugim człowiekiem. A ja radziłabym postawić właśnie na poszukiwanie tej bliskości i czułość, bo to właśnie jest towar luksusowy…

Więcej w książce "Seksownik, czyli mądrze i pikantnie" Katarzyny Miller i Beaty Pawłowicz (Wydawnictwo Zwierciadło).

  1. Psychologia

Osobowość narcystyczna – 9 cech, po których rozpoznasz narcyza

Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Osobowość narcystyczną cechują między innymi krytycyzm i egoizm (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
W nim łatwo można się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Jak rozpoznać narcyza?

Narcyz to mężczyzna, w którym łatwo się zakochać. Najczęściej bowiem ma wdzięk oraz charyzmę, obdarzony jest talentami, odnosi sukcesy albo przynajmniej robi takie wrażenie. Facet narcyz zna sposoby, by zmanipulować i zdobyć zainteresowanie kobiety. Co to jest narcyzm oraz jak rozpoznać osobowość narcystyczną?

Narcyza cechuje krytycyzm i egoizm. Oraz brak szacunku do uczuć drugiego człowieka. Przy narcystycznym mężczyźnie źle się czujesz - spięta, zablokowana uczuciowo, zlekceważona, niepewna siebie. Jesteś atakowana nieprzewidywalnymi atakami złości, oburzenia i obojętności. Większość osób narcystycznych to zimni perfekcjoniści, odwołujący się do faktów, nie uczuć. Trudno do nich dotrzeć z tym, co się czuje. Potrafią obwiniać i wpędzać w poczucie niższości. Narcyz nie ma granic - ciebie traktuje jako przedłużenie siebie, służysz mu do tego, by zaspokajał swoje potrzeby. Ale nigdy go nie zadowolisz, jest bowiem jak czarna, zasysająca dziura. Osobowość narcystyczna potrzebuje podziwu, poklasku, dowodów oddania, a nawet poniżenia. Mężczyzna narcystyczny nie lubi słyszeć „nie”, lubi bezwzględnie dominować. Gdy czuje, że traci władzę znowu jest uroczy, obdarowujący miłymi gestami.

Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock) Wbrew pozorom narcyz wcale siebie nie kocha. (Fot. iStock)

Narcyz – cechy osobowości

Darlene Lancer, terapeutka małżeńska i rodzinna, wymienia za Amerykańskim Towarzystwem Psychiatrycznym 9 cech narcystycznych, które określają czym jest narcyzm.

1. Pretensjonalne poczucie własnej ważności, wyolbrzymianie osiągnięć i talentów. 2. Marzenia o: nieograniczonej władzy, sukcesie lub idealnej miłości. 3. Brak empatii dla uczuć i potrzeb innych osób. 4. Wymagania nadmiernego podziwu. 5. Uznanie dla prestiżu. 6. Roszczeniowość wobec swoich życzeń. 7. Wykorzystywanie innych dla osiągnięcia swoich celów. 8. Zazdrości innym lub uważa, że oni są o niego zazdrośni. 9. Arogancja. I choć wydaje się, że narcyz kocha tylko siebie, to nie jest prawda. Za perfekcjonizmem i arogancją osoby z osobowością narcystyczną kryje się wstręt do siebie.