fbpx

Czy seksu trzeba się uczyć?

Czy seksu trzeba się uczyć?
Czy seksu trzeba się uczyć? Trzeba! I to przez całe życie. (Fot. iStock)

Czy seksu trzeba się uczyć? Trzeba! I to przez całe życie. Bo ci starsi z nas popadają w rutynę, dopadają ich lęki, ulegają stereotypom. A młodzi? Wiedzę o seksie czerpią z pornografii, gubią się w tym, co jest fikcją, a co prawdą. Najgorsze jest to, że i stereotypy, i pornografia nie „dbają” o rozkosz kobiety. Tym bardziej więc lekcje seksu są nam potrzebne.

Partner pewnej introwertycznej studentki uważał, że skoro ma ona w środku tak dużo miejsc do stymulacji, to on, penetrując ją, z pewnością daje jej więcej przyjemności, niż gdyby pieścił jej łechtaczkę. Po długim czasie udawania, że seks daje jej satysfakcję, kobieta zrozumiała w końcu, że albo wreszcie przełamie się i powie prawdę, albo nie będzie odczuwała w łóżku przyjemności. Zdobyła się więc na rzadką u niej otwartość i powiedziała wprost, że łechtaczka, chociaż jest mała, daje jej zdecydowanie więcej rozkoszy i jej partner musi jej używać, by ona miała orgazm.

Lekcja pierwsza: stymulacja

– Mężczyzna nie ma problemu, aby powiedzieć kobiecie: „Kochana, rób to delikatniej i wolniej!”. Albo odwrotnie: „Szybciej i mocnej!” – stwierdza Maja Herman, psychoterapeutka zajmująca się seksualnością. – Mężczyzna mówi, jak chce być pieszczony, a kobieta się nie obraża. Kobieta słucha. To kulturowe uwarunkowanie powielane w pornografii na setki sposobów. Ale gdy to kobieta powie mężczyźnie: „Dotykaj mnie inaczej”, zazwyczaj osiągnie tylko tyle, że partner poczuje się bardzo urażony… I to jest pierwsza lekcja: mężczyzna musi uczyć się tego, jak kobieta chce być kochana. Wiedzieć, że często potrzebuje ona pieszczot i stymulacji łechtaczki, bo może nie mieć orgazmu podczas stosunku waginalnego. Mężczyzna ma wiedzieć, że kobieta nie jest bohaterką porno, która przeżywa orgazm, gdy on tylko ją dotknie. – Taka wizja kobiecej seksualności to fikcja – mówi Maja Herman. – I ważne, by tę lekcję odrobiły także kobiety, bo inaczej nadal będą myśleć, że ich brak satysfakcji to ich wina. Żadna wina! Kultura i stereotypy dają mężczyznom przyzwolenie, by mówili o tym, jak ma wyglądać seks. Kobietom ta sama kultura i stereotypy zamykają usta. Wstydzą się więc powiedzieć, co jest im niezbędne do przeżycia rozkoszy.

Lekcja druga: ciało

Szczerość to wynik samoświadomości. Kobieta, która ma powiedzieć, czego chce od kochanka, musi to najpierw sama wiedzieć. Interesować się swoim ciałem, akceptować je. Akceptować miejsce, które często nawet nie wie, jak nazywać: wagina, cipka? Dotykać się tam i być otwarta na to, co odczuje. Wiedzieć, co to są mięśnie Kegla i dlaczego warto je ćwiczyć. Najlepiej też, gdy umie sama siebie doprowadzić do orgazmu. Wtedy szczerze powie, a nawet pokaże, jak chce być kochana. No, a jeśli kobieta jest zawstydzona swoją cielesnością, pruderyjnie wychowana? Wtedy także warto zdobyć się na szczerość i powiedzieć kochankowi: „Nie wiem, jak chciałabym być pieszczona, ale możesz poszukać moich wrażliwych miejsc, pomóc mi odkryć moją drogę do rozkoszy”. A potem mu na to pozwolić. Mężczyzna, który zdał pierwszą lekcję seksu, na pewno przyjmie zaproszenie do zmysłowej gry. Może zacznie od pieszczenia piersi kobiety? – I niech się twoimi piersiami „bawi”, a ty nie zniechęcaj się, nie zawstydzaj, nawet jeśli od razu nie poczujesz zbyt wiele – mówi Maja Herman. – Bo czy wszystkie kobiety mają wrażliwe piersi? Nie wszystkie. A jeśli mają, to wrażliwe na co? Na dotyk? Na uszczypnięcie? Na polizanie? Są kobiety, które lubią mocniejsze pieszczoty. A inne mogą być tylko muskane. To zależy też od progu bólu. Dlatego trzeba poznawać swoje ciało, stopniowo rozwijając jego wrażliwość. Czasem dopiero po wielu pieszczotach piersi czy pośladki nabierają wrażliwości, a nawet stają się tak czułe jak miejsce intymne. Nauka seksu w parze zawsze jest możliwa. Wystarczy zdobyć się na odwagę i powiedzieć: „Najbardziej wrażliwą mam szyję i ramiona. Czy możesz mnie tam całować?”. Rozkosz kobiety jest jej prawem. Jeśli w to wątpimy, to przed nami najtrudniejsza lekcja.

Lekcja trzecia: przesądy

Na łóżko dorosłych ludzi cień rzuca stosunek do seksu, jaki panował w rodzinnym domu. – Co prawda popędu seksualnego nie trzeba się uczyć, każdy go ma, bo służy przetrwaniu gatunku, jednak warto mu się przyjrzeć, jeśli widzimy, że seks nie daje nam żadnej radości – stwierdza Maja Herman. – A często bywa tak, że nie daje nam radości, bo jako dzieci słyszeliśmy: „Nie wolno dotykać pisi!”; „Nie ruszaj siusiaka!”. Albo zobaczyliśmy histeryczny gest zasłaniania się ręcznikiem, kiedy poszliśmy za mamą czy tatą do łazienki. Czy usłyszeliśmy: „Nie interesuj się! To nie dla ciebie!”, gdy zapytaliśmy: „Co to?”, widząc na ekranie telewizora scenę łóżkową. Takie zachowanie rodziców nie ma najmniejszego sensu, bo dziecko do momentu dojrzewania nie odczuwa podniecenia, ale po prostu jest ciekawe świata. Tymczasem te usłyszane: „Nie wolno!” i „nie interesuj się”, odezwą się w nim, gdy dojrzeje i pierwszy raz w życiu poczuje podniecenie, a potem pożądanie. – Pod górkę z radością z seksu mają ci, którzy odczuli i zaobserwowali w dzieciństwie towarzyszące reakcjom mamy i taty zażenowanie, lęk czy wstyd. Jako dorośli odczują je ponownie i, co gorsza, uznają za własne – mówi Maja Herman. – Do trzeciego roku życia dzieci mogą nie pamiętać konkretnych słów, ale pamiętają uczucia. I gdy mama boi się seksualności, to dziecko ten strach przejmuje. No a potem będzie myśleć, że samo nie lubi, brzydzi się seksu czy go nie potrzebuje! No i mamy gotowy scenariusz na nieudany związek. Bo albo mężczyzna leży obok kobiety w ich sypialni sztywny jak kłoda i mówi, że nie chce seksu, albo kobieta twierdzi, że znów boli ją głowa. – Jak ma mu się chcieć albo ją nie boleć głowa, skoro słyszą głosy mówiące, że seks jest brudny, a ciała poniżej pasa nie wolno dotykać – tłumaczy Maja Herman. – To wszystko bardzo szkodliwe przesądy, które trzeba wyrzucić do kosza. I nauczyć się za to na pamięć, że udane związki są erotycznie gorące.

Lekcja czwarta: kobiece blokady

– Przesądy i stereotypy głównie kobietom odbierają prawo do czerpania radości z seksu – mówi psychoterapeutka Maja Herman. – Grożąc przy tym, że zostaną nazwane: łatwymi, puszczalskimi, rozwiązłymi. A więc niegodnymi szacunku mężczyzn. Prawda jest taka, że kobieta, która nie lubi seksu, doświadcza, ale też i daje mniej radości oraz bliskości, stratna jest więc i ona, i jej partner. Czasem trzeba naprawdę bardzo długo przekonywać kobietę, by uwierzyła, że kiedy czerpie radość z seksu, jest godna miłości i szacunku. Ponieważ jako ludzie jesteśmy plastyczni, plastyczne są i nasze instynkty, czasem po pruderyjnym wychowaniu potrzebna jest nam reedukacja seksualna. A tę warto zacząć od prawdy o tym, jak w ogóle rodzi się kobieca seksualność, jak powinna być przez młode kobiety odkrywana. I od stwierdzenia, że w tej nauce nie ma niczego złego. – Chłopcy mają erekcję i im łatwiej zrozumieć, co się dzieje, kiedy pierwszy raz się podniecą. Dziewczynki mogą nawet nie wiedzieć, co właściwie wtedy czują. Czy to przyjemne, czy nie? – tłumaczy Maja Herman. Anna, graficzka, miała 12 lat, kiedy bawiąc się pluszakami na wersalce, poczuła pulsowanie w tym, co, dziś już to wie, jest łechtaczką. Siedziała na pięcie i zapewne tak się pobudziła. Nie wiedziała, co to jest, ale przypomniała sobie o książce, którą mama jej niedawno dała. Była to książka o życiu seksualnym. I z tej książki dowiedziała się, że to właśnie podniecenie. Wtedy nie skończyło się to orgazmem. Ale innego dnia, kiedy znów poczuła pulsowanie, zaczęła się dotykać i… stało się. Dwa lata później z przyjaciółkami rozmawiały o tym, że „słyszały”, że „ich koleżanki” robią to „tak i tak…”. Oczywiście, mówiły o sobie. A każda robiła to inaczej. Asia miała w domu fotele z okrągłymi poręczami. Siadała na jednej z nich i się ocierała. Grażyna masturbowała się ręką, ale też miała potrzebę, żeby się stymulować wewnętrznie. A że najbardziej ukrwione jest wejście do pochwy, błona dziewicza jej w tym nie przeszkadzała. Wystarczyło delikatnie włożyć palec… Ela onanizowała się ręką, ale tylko przez majtki. Nie dotykała się, bo rodzice powiedzieli jej, że przez masturbację się ślepnie i że to grzech!

– Takie doświadczenie z własną kobiecością jest naturalne i pomocne w dorosłym życiu intymnym. A wszelkie groźby, które słyszą wtedy dziewczynki, mogą stać się początkiem nerwicy – mówi Herman. – Jeśli kobieta sama nie umie dać sobie przyjemności, to jak ma przekazać mężczyźnie, jak on ma to zrobić? Oczywiście, może mieć szczęście i trafić na czułego kochanka, ale jak nie, to co? Ma leżeć i czekać, jak w średniowiecznych romansach, aż on zacznie, skończy i pójdzie? I nigdy nie ma być jej w łóżku dobrze?

Lekcja piąta: orgazm

Już umiesz zrobić to sama? Dobrze. Ale co, jeśli on się z tobą kocha, a ty nie masz orgazmu albo masz go zbyt rzadko, aby seks cię cieszył? Jest na to sposób – zacznij masturbować się jego ręką. A jeśli masz dość odwagi, to sama masturbuj się na jego oczach, tak jak lubisz. A on niech patrzy i się uczy.

Jednak kobieta, która odrobi lekcję na temat seksu i zechce wreszcie cieszyć się swoim ciałem i tym, co ono jej oferuje, może trafić na opór mężczyzny. Kolejna lekcja dotyczy więc tego, jak dodać ognia partnerowi. – Chodzi o to, by obudzić jego instynkt, poruszyć wyobraźnię – mówi psychoterapeutka. – Powiedz na przykład: „Przed chwilą byłam w toalecie i dotykałam się, myśląc o tobie”. Takie zdanie wyszeptane w ucho przy stoliku w restauracji podziała nawet na kompletnie ospałego partnera. Podobnie jak: „Nie mam majtek”, powiedziane na imprezie. Mężczyzna, który jest konserwatystą, w pierwszej chwili może zareagować lękiem: „Jeszcze ktoś zobaczy!”, ale za moment instynkt i tak zrobi swoje! Kobieta świadoma swojej seksualności wie, jak uzyskać to, czego chce i kiedy tego chce. Wie, że mężczyźni są różni, a więc różne są i afrodyzjaki. Konserwatyście na przykład nie warto wysyłać zdjęć swojej waginy czy wrzucać majtek do teczki. Będzie zażenowany i zły. Kobieta jest przecież tylko jego, a teraz ktoś może ją przypadkiem zobaczyć w jego telefonie. Dlatego kobieta, która pragnie konserwatysty, nie powinna robić niczego zbyt wyuzdanego. Trzeba działać tradycyjnie: koronki, rozpuszczone włosy, odkryte stopy, perfumy, które on lubi. Wszystko, co spontaniczne, go zaniepokoi. Partnerka nie powinna więc rozpinać mu spodni, ale westchnąć, otrzeć się, położyć w zmysłowej pozie. Pozwolić, żeby to on zainicjował seks. Inaczej może poczuć, że ona próbuje go zdominować, a to on ma się czuć jak samiec alfa! A jak postępować z macho? Zmęczony tym, że zawsze przewodzi, chce, żeby łóżko było miejscem, gdzie to ktoś zdominuje jego. Niech kobieta przytrzyma go czerwoną szpilką i powie: „Teraz ty słuchaj mnie!”. – Są też mężczyźni dominujący i w łóżku, i poza nim. Takiemu partnerowi najlepiej dać się zdominować! – mówi Herman. – O ile kobiecie daje to rozkosz. Jeśli nie, powiedzieć: „Adieu!”. Macho jest niereformowalny.

Lekcja szósta: wola

– Kto jest przeciw nauce? Ten, kto boi się swojej seksualności. A kto się boi? Ten, kto jej nie rozumie – mówi Herman. – Seksualność to zwierzęcy instynkt. To prawda, ale jest coś, co odróżnia nas od zwierząt, a tym czymś jest wola. Decyzja, czy ulegnę pożądaniu, czy nie. Łatwiej ją podjąć, gdy akceptuję to, że mam libido. Wtedy świadomie decyduję, czy mu ulec, czy nie. Jeśli seksualności nie znam, zaprzeczam jej, może się zdarzyć, że stracę kontrolę i zrobię coś głupiego. Świadomość własnej seksualności daje więc nad nią kontrolę i pozwala cieszyć się seksem. Warto się uczyć!

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>