Dlaczego powinniśmy docenić dojrzały seks? 

Seks nie ma terminu ważności, a co więcej - z wiekiem zyskuje nowy wymiar. (Fot. iStock)

Seks nie ma terminu ważności, a co więcej – z wiekiem zyskuje nowy wymiar. Wyzwolony od konieczności prokreacji albo lęku przed ciążą dostarcza nam tego, czego pragniemy przez całe życie: bliskości i przyjemności.

Pięćdziesięcioletni francuski pisarz i reżyser Yann Moix, wsławił się ostatnio oświadczeniem (zresztą w wywiadzie dla magazynu kobiecego), że nie mógłby pokochać rówieśniczki, bo kobiety w tym wieku „za stare, by je kochać” i są dla niego „niewidzialne”. Razi zdumiewający jak na pisarza brak wrażliwości (zwłaszcza że już wcześniej pozwalał sobie na stwierdzenia, że kobieta „zużywa się”, więc po pewnym czasie potrzebuje „nowej”), ale też zdumiewa pomysł, że pięćdziesiątka to granica, po której kobiety mają przestać uprawiać seks.

Złoty wiek

Człowiek jest istotą seksualną przez całe życie i z wiekiem nie tylko nie tracimy ochoty na seks ani nie przestajemy go uprawiać, ale nawet możemy z niego czerpać więcej zadowolenia niż w młodości. Lepiej znamy swoje ciała i ich reakcje, a kobiety są dodatkowo uwolnione od konieczności antykoncepcji i lęku przed niechcianą ciążą. W przeszłość odchodzi presja udowadniania komukolwiek, jak świetnymi są kochankami, a zamiast tego mogą się skupić na czystej przyjemności. Menopauza uwrażliwia je na dotyk, a ponieważ mężczyźni mają wytrysk później niż w młodości, ich partnerki mogę odczuwać większą satysfakcję ze współżycia.

„Stare powiedzenie: im starszy, tym lepszy – znakomicie opisuje seksualny potencjał człowieka. W seksie naprawdę wiek liczy się bardziej niż młodość czy uroda” – pisze seksuolożka Dagmar O’Connor w książce „Jak kochać się z tą samą osobą do końca życia i wciąż to lubić”. – Seks w dojrzałym wieku poprawia wydolność ciała. Dogłębnie rozluźnia, zapobiegając pojawiającej się często w tym czasie bezsenności. Poprawia elastyczność i krążenie – mówi Małgorzata Pogorzelska, seksuolożka, i dodaje, że ważny jest też aspekt psychologiczny, bo w ten sposób zyskujemy potwierdzenie swojej kobiecości lub męskości. Czujemy się kochanymi i pożądanymi, co – jak podkreśla ekspertka – dodaje skrzydeł.

Namiętność po latach

Dlaczego więc tak często ubolewamy nad pogorszeniem życia seksualnego w dojrzałym wieku? Powodów może być kilka, a jednym z ważniejszych jest rutyna, która wkrada się po latach do związku. – Do mojego gabinetu bardzo często przychodzą pary około pięćdziesiątki, które chciałyby, żeby było między nimi tak jak dawniej. Od razu uprzedzam – to niemożliwe. Chemia, która sprawiała, że na początku związku nie mogliśmy się od siebie oderwać, działa tylko kilka lat. By relacja była satysfakcjonująca, także pod kątem seksualnym, musimy nad nią pracować – wyjaśnia seksuolożka. W wirze codziennych obowiązków, pracy, opieki nad dziećmi czy wnukami, wiele par zapomina o sobie nawzajem, zaś seks zostaje zepchnięty na dalszy plan. Nie dość, że nie mamy na niego przestrzeni, to jeszcze nie potrafimy przyjąć do wiadomości, że wymaga przygotowania. Tymczasem, żeby w wieloletnim związku doszło do intymnego zbliżenia, trzeba się do niego odpowiednio nastroić. Choć brzmi to skrajnie nieromantycznie, warto na przykład planować czas na seks. Gdy wiemy, że wieczorem czekają nas erotyczne doznania, możemy o nich myśleć już od początku dnia. A to podkręca atmosferę, pozwala nam wejść w zmysłowy nastrój i wzmaga namiętność. – Warto też celebrować czas tylko we dwoje – od czasu do czasu wyjeżdżać na weekendy bez dzieci czy wspólnie pielęgnować pasje. Cel jest jeden: wzmocnić łączącą nas więź. Bez niej nie ma mowy o prawdziwie głębokim, satysfakcjonującym zbliżeniu – radzi Małgorzata Pogorzelska. – Parom, które oddaliły się od siebie i przestały mieć ochotę na seks, proponuję na początek pozornie proste ćwiczenie. Należy usiąść naprzeciwko siebie, chwycić się za ręce i patrzeć sobie w oczy przez trzy minuty. Większość z nas nie jest przyzwyczajona do kontaktu wzrokowego, takie doświadczenie może więc być prawdziwie transformujące i zbliżające. Na kolejnym etapie proszę pary, by podczas zbliżenia nie zamykały oczu. Orgazm przeżywany nie do wewnątrz, przy zamkniętych powiekach, ale ze wzrokiem połączonym ze spojrzeniem partnera, ma zupełnie inny wymiar – opowiada ekspertka.

Człowiek jest istotą seksualną. Z wiekiem nie tylko nie tracimy ochoty na seks, ale nawet możemy z niego czerpać więcej zadowolenia niż w młodości. (Fot. iStock)

W kontakcie z ciałem

À propos fizyczności – nie da się, niestety, ukryć, że pięćdziesiątka na karku może też oznaczać gorszą sprawność, co przekłada się na jakość intymnych zbliżeń. Tym bardziej warto dbać o kondycję i regularnie ćwiczyć. Spacer czy jazda na rowerze nie tylko poprawiają figurę, ale też wspaniale dotleniają organizm. Krew krąży szybciej, jest w nas więcej energii życiowej i naturalnie pojawia się ochota na seks. Z kolei joga czy pilates pomagają zachować elastyczność ciała. Dzięki temu w łóżku możemy bardziej eksperymentować, zamiast skazywać się wyłącznie na mało wdzięczną pozycję misjonarską. Jest też jeszcze jeden aspekt – im więcej się ruszamy, tym lepiej czujemy się w swoim ciele. Przestajemy koncentrować się na jego niedoskonałościach, a zamiast tego możemy skupić się na przyjemności.

Oczywiście, bywa i tak, że fizyczność staje się czynnikiem utrudniającym czerpanie przyjemności z seksu. Choć trudno oczekiwać, by w wieku dojrzałym cieszyć się ciałem dwudziestolatki, to dla wielu kobiet mało jędrny biust, rozstępy czy blizna po cesarskim cięciu mogą być trudną do przejścia przeszkodzą w odczuwaniu radości z życia seksualnego. Nie są w stanie np. zdecydować się na pozycję jeźdźca, która wyjątkowo sprzyja kobiecemu orgazmowi, bo nie chcą wystawiać się na widok (i wyimaginowaną najczęściej ocenę) partnera. „Jak można uprawiać nieskrępowany seks bez zahamowań, będąc przekonanym o swoim okropnym wyglądzie? Przy zgaszonych światłach i z kołdrą podciągniętą aż po brodę? To dość duże ograniczenie, które nie tylko pozbawia nas wzrokowej przyjemności, ale pogłębia jeszcze bardziej brak seksualnej satysfakcji. Uprawianie seksu przy braku zadowolenia z własnego wyglądu jest jak pójście na przyjęcie w sukience, którą uważamy za brzydką. (…)A co gorsza, czując się mało atrakcyjnie, stajemy się mało atrakcyjni dla naszych partnerów” – pisze Dagmar O’Connor.

Nie od dziś wiadomo, że świat postrzega nas według tego, czym emanujemy. Jak zatem wzmocnić poczucie atrakcyjności? – Kobietom, które mają problem z zaakceptowaniem zmian zachodzących w ciele wraz z wiekiem, polecam ćwiczenie o nazwie „ślepy dotyk”. Najpierw należy świadomie wybrać krem lub olejek do ciała, którego zapach i konsystencja wydają nam się jak najbardziej zmysłowe, a następnie wygospodarować czas dla samej siebie, żeby wziąć kąpiel lub prysznic – w zależności od tego, co sprawia nam więcej przyjemności. Potem zamknijmy oczy i centymetr po centymetrze wmasujmy krem w ciało, koncentrując się na tym, co czuje dany jego fragment. Bo właśnie o to chodzi w seksie – o odczuwanie, nie wyglądanie – tłumaczy Małgorzata Pogorzelska.

Dagmar O’Connor podpowiada też, by w sypialni powiesić duże lustro. Już pięć minut dziennie uważnego patrzenia na siebie potrafi zdziałać cuda. Z czasem zaczynamy czuć się swobodniej nago, a ciało zaczynamy traktować tak jak twarz – wszystkie odstępstwa od ideału stają się nie niedoskonałością, a wyrazem naszej indywidualności.

Zmiana zwyczajów

Zmiany zachodzące w ciele wraz z wiekiem mogą jednak także dotyczyć strefy intymnej. Kobiety po menopauzie często narzekają na suchość pochwy, mężczyźni na niepełną erekcję. By zbliżenie nie było bolesne, warto sięgnąć po lubrykant (w tej roli świetnie sprawdzi się chociażby olej kokosowy). W przypadku problemów ze wzwodem dobrze jest uświadomić sobie, że przecież seks to nie tylko penetracja, ale cały repertuar dotyku, przytulania czy miłości francuskiej. Tym bardziej że – jak pokazują doświadczenia wielu par – wytrąceni ze schematu, stajemy się bardziej kreatywni w wymyślaniu nowych sposobów stymulacji. Efekt jest jeden – jeszcze więcej radości i przyjemności z seksu. Niezależnie od wieku.