fbpx

Do Londynu nie na zmywak

Do Londynu nie na zmywak
123rf.com

Z danych Narodowego Urzędu Statystycznego Wielkiej Brytanii opublikowanych w zeszłym roku wynika, że na Wyspach mieszka niemal 580 tys. Polaków. Według innych badań ta liczba przekracza 700 tys. Tylko w zeszłym roku emigrowało do Wielkiej Brytanii znad Wisły ponad 50 tys. osób. Do pracy w restauracjach, na budowach, w bankowości, urzędach lub po to, by założyć własny biznes. Sporo dziewczyn pojedzie jednak zatrudnić się w miejscowych agencjach towarzyskich.
Żyjemy w czasach, kiedy każdy musi walczyć o przetrwanie. Jak wiadomo, aby przetrwać, potrzebna jest do tego kasa. Jeśli potrzebujesz troszkę funtów w portfelu, a jesteś zdecydowana zarabiać 15-20 tys. miesięcznie napisz email i dołącz fotki. Gwarantujemy miłą atmosferę i pełną dyskrecję. I obowiązkowy emoticonowy uśmieszek ze znaków diakrytycznych. Takich ogłoszeń po polsku na stronach Polonii Angielskiej są już setki. Jeżeli nie tysiące. Według brytyjskich organizacji pozarządowych na Wyspach pracuje w szeroko rozumianym seksbiznesie ponad 100 tys. kobiet. Szeroko rozumianym, bo chodzi nie tylko o sprzedawanie swojego ciała. Tak przynajmniej mówią dziewczyny pracujące w tym interesie i ich pracodawcy.

Nie wszystko jest tak oczywiste

O sobie mówią call-girls, escorts lub po prostu – dziewczyny do towarzystwa. I wbrew temu, co myśli o nich spora część opinii publicznej, nie pochodzą z marginesu społecznego. Według ankiety przeprowadzonej przez naukowców z Uniwersytetu w Leeds na 240 osobach zatrudnionych w angielskich agencjach towarzyskich, 40% może pochwalić się dyplomem uczelni wyższej – college’u lub uniwersytetu – a 17% ukończyło studia podyplomowe. Dwie trzecie badanych mówi o swojej pracy jako o zabawie (ang. fun), a aż 91% docenia elastyczny charakter swojego zajęcia…

Prawdą jest, że ankieta została przeprowadzona wśród osób związanych z tzw. „high-class escorts” – luksusowymi dziewczynami na telefon, ale prawdą jest też, że ponad 50% z nich pracuje całkowicie dobrowolnie, a decyzja o podjęciu zawodu call-girl nie wynikała wyłącznie z pobudek finansowych. Reszta dziewczyn wskazuje głównie na motywację ekonomiczną. Bo nikt nie ukrywa, że właśnie o pieniądze tu chodzi.

Incall, outcall

Jeżeli angielski sen kończy się przy sortowaniu mrożonek lub pracą w hotelu przez 14 godzin dziennie za 800 funtów miesięcznie, to agencja towarzyska dla wielu dziewczyn staje się kuszącą alternatywą. Zwłaszcza że nikt, ani rodzice, ani chłopak, nie będzie wiedział.

Tyle zarabiam przez jeden weekend – mówi Aga. A do Polski przecież nie wróci. W Londynie jest od roku. W agencji od czterech miesięcy. Razem z nią jest jeszcze jedna Polka. Są też dziewczyny z Łotwy i Ukrainy.

Ile dziewczyny zarabiają? Na stronie serwisu www.maxesangels.com cennik szczegółowo określa te sprawy. Na początku dziewczyny muszą nauczyć się znaczenia dwóch słów: incall, czyli kiedy klient przyjeżdża do dziewczyny, i outcall, kiedy dziewczyna jedzie do klienta. Stawki zaczynają się od 200 funtów za godzinę towarzystwa i dochodzą do 1500 za całą noc. Usługi ekstra są płatne ekstra. Jak na przykład towarzyszenie klientowi podczas… wakacji, z wliczonym przelotem pierwszą klasą i pięciogwiazdkowym hotelem na miejscu. Właściciel agencji za opiekę, pośrednictwo i lokal bierze przeciętnie 30% należności.

Słowo „seks” nie pojawia się ani razu. W Wielkiej Brytanii prostytucja nie jest nielegalna, ale karalna jest pomoc przy świadczeniu prostytucji oraz osiąganie zysków z prostytuowania się innych osób. Domy publiczne są zakazane. Pewnie dlatego Londyn pełen jest agencji escortowych, salonów masażu, a nawet… zakładów fryzjerskich. Właściciele zarzekają się, że prowadzony przez nich biznes nie ma nic wspólnego ze świadczeniem usług seksualnych. Oni tylko pośredniczą w kontakcie między mężczyznami spragnionymi damskiego towarzystwa a dziewczynami skłonnymi poświęcić im swój czas. A co dwoje dorosłych ludzi robi na osobności, to już nie ich sprawa…

Dziewczyna nie tylko do towarzystwa

Wszystko jest zresztą dokładnie ustalone wcześniej. Począwszy od dyskretnego przekazania należności, poprzez scenariusz całego wieczora, aż po indywidualne preferencje klientów. Bo nie zawsze chodzi o seks. A w zasadzie bardziej precyzyjnie – nie zawsze chodzi tylko o seks. W ramach „randki” może być wliczona wizyta w operze, dobra knajpka na West Endzie czy spotkanie z biznesowymi partnerami klienta. Ładna, wykształcona, elokwentna i inteligentna dziewczyna to cenny dodatek, podkreślający status społeczny szanowanego biznesmena, albo odskocznia od codziennego kieratu dla „młodego wilka” londyńskiego City, kończącego pracę po dwudziestej i niemającego czasu na klasyczną randkę czy regularny związek. Zresztą związki między klientami a dziewczynami to nic nadzwyczajnego.

Dla Marka Wojciechowskiego, psychologa biznesu, sprawa jest prosta.

– Nie chodzi o aspekt seksualny, ale zaspokojenie próżności – mówi. – Jemu będzie bardzo przyjemnie pojawiać się w towarzystwie pięknych dziewczyn na spotkaniach, one będą szczęśliwe, mając możliwość obycia się w wielkim świecie, nauczenia czegoś. Klienci agencji towarzyskich to oddzielny temat. Wbrew obiegowym opiniom nie są to biedni degeneraci czy ludzie z marginesu społecznego. Z reguły to przedstawiciele klasy średniej i wyższej, mężczyźni w średnim wieku, których stać na towarzystwo dziewczyny za kilkaset funtów za godzinę. Niektórzy z rodzinami i dziećmi, chcący zwyczajnie wypić kieliszek wina z dziewczyną lub po prostu porozmawiać o pracy lub dzieciach na studiach.