Jak otworzyć się na nowe doznania?

fot. iStock

Tekst LENA MAJEWSKA

Nie chodzi o to, żeby spółkować z kim popadnie, raczej o otwartość na eksperymentowanie i nieocenianie innych z perspektywy ich upodobań seksualnych. I nawet jeżeli ktoś nie chce się kochać, bo nie ma na to ochoty, to także jest sex positive. Najważniejsze, by dostroić się do swojej seksualności. Witaj w świecie, w którym nie ma złego, nienormalnego, grzesznego seksu.

Kimberly Stewart jest wysoką blondynką po czterdziestce. Pracuje w Kalifornii jako pilot lokalnych linii lotniczych. Lata do Nowego Jorku i Detroit. W wolnych chwilach pomaga swojemu bratu Tomowi w rozwijaniu firmy Sportsheets, której sprytnym hasłem jest „Keeping couples connected”. I nie jest to ośrodek terapii czy mediacji partnerskich. Tom i Kimberly sprzedają ekskluzywne erotyczne wiązania do BDSM. Wystawiają się na EroFame, największych w Europie targach erotycznych w Hanowerze – sex positive oznacza, że nieważne, co robisz w łóżku. Bylebyś był szczęśliwy. To nie wpływa na to, jakim jesteś człowiekiem – tłumaczy mi Kimberly. – Nasza nowość. Znasz to? – pyta i prezentuje miękką kapę na łóżku, która w czterech miejscach ma wszyte mocne rzepy. Do rzepów doczepia się różnego rodzaju wiązania: kajdanki, skórzane obręcze. Rzep trzyma mocno, nie urwiesz się. – A to znasz? Jest popularne w Polsce? – Kimberly trzyma w rękach sztuczny penis wraz z zamocowaniem. – Zakłada to kobieta i penetruje mężczyznę. To świetnie działa na męską prostatę.

Zaczęło się od Freuda

Może się wydawać dziwne, ale określenie sex positive będzie miało niedługo sto lat. Zawdzięczamy je Wilhelmowi Reichowi, błyskotliwemu psychoanalitykowi i uczniowi Zygmunta Freuda, który po przybyciu w latach 30. ubiegłego wieku do Nowego Jorku zajął się badaniem orgazmu i jego wpływu na człowieczy dobrostan. Okazało się, że seks może być terapeutyczny! Reich był entuzjastą nagości i cieszenia się seksem, wynalazł nawet urządzenie nazwane Orgone Energy Accumulator, w którym można było ładować swoją energię seksualną. Jako pierwszy zaryzykował twierdzenie, że seksualność jest bardzo ważną częścią człowieczeństwa, seks obniża stres i niepokój. Reich nie znalazł wielu naśladowców w swoich czasach, potem przyszła druga wojna światowa, potem był Kinsey, a potem – co także można odczytać jako zasługę Reicha, z którego czerpali filozofowie bitnicy – gorąca rewolucja czasu wolnej miłości z lat 60.
Dzisiaj sex positive nie oznacza gotowości do spółkowania z kim popadnie (rzecz jasna, nie musimy się wstydzić liczby partnerów seksualnych) – jest to raczej otwartość na eksperymentowanie w dziedzinie seksu i nieocenianie innych z perspektywy ich upodobań seksualnych. Mieści się w tym akceptacja np. własnej biseksualności i poszukiwanie nowych doznań np. przy użyciu seksualnych gadżetów. Wyglądająca jak wróżka Holenderka Rianne S., kreatorka własnej marki sekszabawek w kolorze głębokich fioletów, które przypominają wszystko, tylko nie wibratory. Mówi, że jako młodej dziewczynie było jej trudno poznać swoją seksualność. – Nie wiedziałam, jak osiągnąć orgazm, gdzie leżą moje granice – przyznaje Rianne S. – Kiedy kobiety chcą cieszyć się seksem, są postrzegane jako dziwki, podobnie jak wtedy, gdy mają wielu partnerów. Mężczyźni w takiej samej sytuacji są po prostu cool. Sex positive wspiera kobiety w dążeniu do przyjemności w doświadczaniu różnego rodzaju seksu, w tym, co dobre dla ich ciał i dusz, bez tego, jak ocenia je społeczeństwo. Dla mnie wyznacznikiem seksualnego pogodzenia ze sobą jest słuchanie swojej intuicji. I nawet jeżeli ktoś nie chce uprawiać seksu, bo szczerze nie ma na to ochoty, to także jest sex positive. Najważniejsze jest to dostrojenie się ze sobą w swojej seksualności.

BDSM z krainy czarów

Filozofia sex positive mówi „tak” szukaniu nowych doznań w seksie. Pod warunkiem że będą dobrowolne i bezpieczne. Próbowania tego, co było dotąd zakazane i miało etykietkę zboczenia, np. BDSM. Kropkę nad „i” postawił niechlubny (bądź chlubny, zależy od punktu widzenia) cykl książek o Greyu. Nagle okazało się, że o wiele więcej ludzi ma fantazje z kręgu BDSM, że lubią wiązać (lub być wiązanymi) i dominować (bądź być uległymi).
Jim Primrose, dyrektor sprzedaży w Lovehoney, brytyjskim gigancie erotycznym, przyznaje, że pomysł wypuszczenia serii gadżetów BDSM (ale w wersji zdecydowanie „soft”) sygnowanych tytułem serii o Greyu, był strzałem w dziesiątkę. I chociaż prawdziwi wielbiciele BDSM kręcą nosami, że książka nawet nie otarła się o prawdę na temat prawdziwego bondage, pejcze i kajdanki cieszą się ogromnym powodzeniem.

I dlatego na „warsztaty z klapsów” do Nat (blogerki) przychodzą najzwyklejsze pary, przede wszystkim studenci (ale także starsi), którzy chcą wprowadzić fantazje BDSM do sypialni. Na takich warsztatach mogą się nauczyć, jak świadomie przełożyć kogoś przez kolano, jak sprawić, żeby klapsy nie bolały tak, jak nie powinny boleć, jak wybierać gadżety do klepania (a jest ich sporo), w jakie części ciała klepać oraz co zrobić po sesji klapsów. Do lamusa odchodzi stereotyp zboczeńca BDSM: uległego mężczyzny po sześćdziesiątce z obrożą na szyi i w lateksach, prowadzonego na smyczy przez młodą dominę, która za pieniądze zgodziła się go upokarzać. Dzisiaj każdy może być trochę BDSM i wcale nie musi uważać, że to przez traumatyczne zdarzenia z dzieciństwa. – Zawsze fascynowało mnie krępowanie ludzi – mówi 60-letni Krzysztof – GanRaptor, ikona polskiej sceny BDSM, który ze swoją partnerką prowadzi warsztaty shibari, japońskiej sztuki wiązania erotycznych węzłów.

Na przedbożonarodzeniowym Slow Fashion w warszawskim Soho Factory, w specjalnej strefie dla dorosłych, zaprezentował efektowne wiązanie i podwieszanie swojej partnerki, które oglądało się jak sztukę teatralną. I – uwaga! – w sukurs BDSM przychodzą także naukowcy. Najnowsze badanie opublikowane na łamach „Journal of Sexual Medicine” pokazują, że praktycy BDSM cieszą się lepszym zdrowiem psychicznym! Holenderscy psychologowie z Tilburg University przeprowadzili badanie internetowe, w którym 902 osoby zadeklarowały się jako praktycy BDSM, zaś 434 uczestników badania stanowiło grupę kontrolną i nie miało zainteresowań tego rodzaju.

Wyniki analiz pokazały, że ludzie żyjący w relacjach BDSM są mniej neurotyczni, bardziej ekstrawertyczni, bardziej otwarci na nowe doświadczenia, bardziej sumienni, mniej wrażliwi na odrzucenie i bardziej asertywni. Ponadto mają wyższy wskaźnik subiektywnego samopoczucia, czyli mówiąc prościej, są bardziej zadowoleni z życia. Może dlatego, że są – dosłownie i w przenośni – silniej ze sobą związani.

Potem był Pink Rabbit

Sex positive absolutnie przekłada się na biznes. Po odważnym wystąpieniu pierwszego nowoczesnego kolorowego wibratora w kształcie królika w „Seksie w wielkim mieście” – zmian w przemyśle erotycznym nie dało się już zatrzymać.

Na naszych oczach w ciągu ostatnich dziesięciu lat niewielkie szarobrązowe budki z kabinami porno i naturalistycznymi fallusami zmieniły się w ekskluzywne shopy – skrzyżowanie apteki z drogerią – oferujące gadżety projektowane przez najsłynniejszych designerów (np. Karima Rashida pracującego dla niemieckiego Fun Factory). Pierwszym wibratorem, który zdobywa Red Dot Award (międzynarodową nagrodę w dziedzinie designu), jest DeLight, zabawka o zaskakującym łabędzim kształcie, opracowana przez Fun Factory. Jest rok 2011, a za chwilę rozpoczyna się wyścig branży erotycznej po podobne trofea. Nagrody zdobywają produkty takich producentów erotycznych gadżetów, jak Lelo, Nomi Tang, OhMiBod. W tym samym roku, w którym DeLight dostaje nagrodę, media ogłaszają, że Rihanna z grzecznej dziewczynki zamieniła się w niegrzeczną – nabywa wibrator w australijskim The Tool Shed, a trzy lata później podczas wizyty w erotycznym sklepie Toy Me w Paryżu wydaje na seksbieliznę i zabawki 1500 dolarów. Teraz już wiadomo, że nie wypada nie mieć w domu seks-zabawki wysokiej jakości. Łatwiej jest bez zahamowań i wstydu przyznawać się na głos, że lubi się gadżety erotyczne, jeżeli sklep wygląda jak oaza piękna lub muzeum sztuki nowoczesnej. Producenci marek wyrzucają ze sklepów wszystko, co jest związane z pornografią, a zostawiają tylko erotykę. Wibratory coraz rzadziej są falliczne, a częściej przypominają ptaki, rośliny, jabłka. Często nie nazywa się ich wibratorami, tylko masażerami, bo można nimi masować także obolały kark. Dlatego korki analne czy masażery prostaty są produkowane z naprawdę drogich metali i są gadżetami ekskluzywnymi. Firmowe butiki, których zaczyna być coraz więcej, to coś, czego do tej pory nie było. Tak się dzieje także w Polsce. – Gadżety erotyczne istnieją z pewnej przyczyny i po coś. To może wydać się śmieszne, ale nadal w Polsce spotyka się ludzi, którzy nigdy w ręku nie mieli prezerwatywy, nie wspominając o zabawce erotycznej, np. masażerze prostaty lub zwyczajnym dildo. Sex positive – pozytywna seksualność – nie czyni z takich towarów niezdrowej sensacji i nie nazywa ich grzesznymi. Przeciwnie, mówi, że są dla ludzi. Może niekoniecznie dla wszystkich i nie dla każdego. W każdym razie są i temu nie można zaprzeczyć. Pozytywna seksualność nie tylko pokazuje, jak ich zdrowo używać, i uczy, jak je wykorzystać w naszym życiu – mówi Robert Strzelecki, menedżer Playroomu, jednej z najbardziej znanych hurtowni erotycznych. – Filozofia sex positive jest warta wspierania i szerokiego rozpowszechniania. Wypływa bowiem z niej dobro dla konkretnego człowieka, dla par, dla grup ludzi, dla społeczeństwa. Dobrem tym jest spełnienie seksualne w sposób, na zasadach i w okolicznościach dla człowieka najlepszych. Przy akceptacji, otwartości i za jego zgodą. Spełnienie pomaga w zdrowym rozwoju emocjonalnym, w pozbyciu się frustracji, napięć. Ogromną rolę odgrywa tu akceptacja seksualności swojej i innych ludzi.
Anna Moderska, edukatorka seksualna: – Seks po prostu jest. Seksualność po prostu jest… O seksie i seksualności powinniśmy myśleć jak o czymś, co po prostu jest, ale różnie się przejawia. Uprawianie seksu jest zdrowe. Tak samo jak jego nieuprawianie. Niektórzy mają bardzo wysoki poziom libido, inni nie odczuwają pociągu seksualnego w ogóle. Bycie sekspozytywnym oznacza akceptację faktu, że jesteśmy istotami seksualnymi, a seksualność ta wyraża się w najróżniejszym natężeniu i sposobie. Akceptacja orientacji, jaką odczuwamy lub odczuwa druga osoba, też powinna po prostu być oczywista dla osoby sekspozytywnej. Z takim podejściem nie kwestionujemy tego, że kogoś podniecają podkolanówki czy seks z nieznajomym. Zabawki erotyczne, jeśli są częścią czyjegoś życia seksualnego, powinny cieszyć, a nie wprawiać w zakłopotanie. Jeśli ktoś gadżetów używa, nie powinien być napiętnowany i poniżany z tego powodu, jeśli nie używa – również!

Teraz jest Womanizer

Michael Lenke jest po sześćdziesiątce. Ma białe równe zęby, ujmujący uśmiech. Uwielbia seks oralny, jego żona także – przyznaje bez zbędnego wstydu. Kilka miesięcy temu wynalazł wibrator o nazwie Womanizer („Kobieciarz”), który na pniu sprzedał się w liczbie miliona egzemplarzy. To niekwestionowany hit zeszłorocznego EroFame.

Tajemnicą Womanizera jest fakt, że nie masuje, tylko zasysa, czyli de facto dostarcza przyjemności seksu oralnego. – To właśnie moja żona namówiła mnie, żebym skonstruował taki wibrator – opowiada Michael Lenke, który do tej pory opracował wiele patentów, ale jedynie w przemyśle medycznym, i jest zaskoczony sukcesem Womanizera. – I to ona testowała cierpliwie wszystkie prototypy. Michael Lenke dostaje codziennie kilkadziesiąt mejli. Na wszystkie stara się odpowiedzieć. Najbardziej go cieszą te od starszych, nawet 70-letnich pań, które piszą do niego wdzięczne za swój pierwszy orgazm w życiu. I kiedy Michael mi o tym opowiada, widzę, że ma w oczach łzy wzruszenia.

Królowe seksu i biznesu

Sex positive oznacza także coraz więcej kobiet w seksbiznesie. Bo chociaż na EroFame można obejrzeć klasyczny film pornograficzny na 55-calowym monitorze, kupić naturalistyczne penisy i sztuczne pochwy wraz z pośladkami, które jeszcze w dodatku rytmicznie się poruszają, i doświadczyć seksu w okularach 3D, największe zainteresowanie budzą softgadżety. Takie, jakie od kilku lat wprowadzają z powodzeniem na rynek założycielki firmy Bijoux Indiscrets, 30-latki Marta Aguiar i Elsa Viegas (Hiszpanka i Portugalka). Wibratory w kształcie diamentów, delikatne złote naszyjniki z niewielkim pejczykiem na końcu, lubrykanty i olejki do ciała na bazie przepisu z Kamasutry, jadalne farby do ciała. Dziesięć lat temu po skończeniu studiów nie wiedziały, co zrobić ze swoim życiem.

– Widziałyśmy na rynku lukę w przemyśle erotycznym, ale nie potrafiłyśmy jej sprecyzować. Zaprosiłyśmy więc na weekend znajomych, kupiłyśmy jedzenie i picie i przez dwa dni wszyscy opowiadali o swoich fantazjach seksualnych. A my słuchałyśmy i zapisywałyśmy to, co mówili – opowiada Marta Aguiar.
Fantazje pogrupowały i wyszło im, że ludzie chcieliby się rozbierać, malować swoje ciała i je lizać, masturbować się ładnymi rzeczami i nosić złotą biżuterię na nagie ciała. Wszystkie ich życzenia zostają spełnione.

Dla Sofie Rockland, Holenderki, założycielki marki 210th, która sprzedaje specjalne sety z gadżetami erotycznymi, pakowane w eleganckie czarne pudełka (dla homoseksualistów, nowożeńców czy zwolenników specjalnych doznań), największą wartością w filozofii sex positive jest intymność: – Intymność to największy dar, który wymaga ogromnej uwagi i szacunku bez względu na to, czy jest to miłość homoseksualna, heteroseksualna czy z udziałem jakichkolwiek gadżetów.

Zmiany sex positive widać także np. na rynku gadżetów Europy Wschodniej. Okazuje się, że np. w Rosji ogromną popularnością cieszą się akcesoria typu share, czyli używane w parze, przy czym niektóre z nich mogą być używane przez kobiety do penetracji mężczyzn (pamiętajmy o zbawiennych skutkach masażu prostaty!). Wynikałoby z tego, że rosyjscy mężczyźni nie są tak bardzo maczo jak się wydaje.

For peace, love and freedom

Na jednym ze stoisk EroFame wiszą piękne skórzane ubrania – szorty, spodnie, bluzki sukienki – mają napis: „For peace, love and freedom”.
– Czy to coś złego, że od czasu do czasu ktoś chce być supermenem, czy amazonką? W tych ubraniach po prostu dobrze się wygląda. Są sexy i człowiek czuje się w nich pociągający, bardziej zmysłowy – mówi Benno von Stein, projektant tych ubrań, i pokazuje swoje spodnie – wyglądają świetnie, to, że nie są zwyczajnymi spodniami, zdradzają suwaki wszyte z przodu i mocniej wyeksponowane. Jego żona Claudia ma na sobie skórzaną długą spódnicę z szeleczkami nawiązującymi do poetyki sadomaso. Na szyi – nie, nie obrożę, tylko grzeczny skórzany kołnierzyk pod kolor spódnicy, a na nadgarstkach skórzane półmitenki. Cała garderoba przetkana jest delikatnymi nutkami perwersji, po którą chętnie by człowiek sięgnął. I takie jest właśnie zamierzenie von Steina.
– To nie jest tylko for fucking, mnie chodzi o to, by ludzie celebrowali swoją seksualność, odkrywali nowe doznania. A czasami po prostu jest fajnie, jak ktoś ci powie: „Masz świetny tyłek”, prawda? – śmieje się. – À propos, szukam producentów odzieży skórzanej w Polsce. Może znasz?

A jak jest w Polsce?

Z ostatnich badań Durexu zrealizowanych przez Ogólnopolski Panel Badawczy „Ariadna” wynika, że 83 proc. osób przyznaje, iż chciałoby odegrać swoją fantazję seksualną lub grę miłosną, ale tylko 52 proc. kiedykolwiek to zrobiło. 42 proc. lubi wypróbowywać nowe rzeczy, a 57 proc. chciałoby wprowadzić do swojego życia seksualnego więcej inspiracji i nowych pomysłów.

Dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka, założycielka Instytutu Pozytywnej Seksualności: – Bycie seks-pozytywnym to nastawienie, które traktuje wszystkie odpowiedzialne i świadome aktywności seksualne jako fundamentalnie zdrowe i przyjemne. Wszyscy mają prawo robić wszystko, pod warunkiem że zaangażowane w seks strony wyrażają na to zgodę. Nie ma jednego słusznego seksu, który pasowałby wszystkim tak samo. Odwagi wymaga zadanie sobie pytania, co lubię ja, i co mogę zrobić, żeby to zrealizować i się tym cieszyć. Na całym świecie trwają próby docierania z pozytywną edukacją seksualną. Polska nie jest pod tym względem lepsza ani gorsza. Chociaż ze względów kulturowych stereotypowo Polacy są bardziej konserwatywni i eroto-fobiczni. Wynika to z lęku, wstydu, braku wiedzy i braku przyzwolenia społecznego, żeby się seksem interesować na poważnie. Ostatecznie nie wiadomo, co jest „dobrym/złym/grzecznym/perwersyjnym/normalnym itd.” seksem – mówi Agata Loewe. – Doświadczenie z Instytutu Pozytywnej Seksualności jest takie, że ludzie – niezależnie od wieku czy stanu cywilnego, płci, religii czy poglądów politycznych – są ciekawi, są spragnieni wiedzy. Chcą się uczyć, dowiadywać i dzielić doświadczeniem oraz poznawać ludzi, z którymi można na poważnie porozmawiać, bez podtekstów, wulgaryzmów, medykalizacji czy rubasznego poczucia humoru. O seksie jak o gotowaniu, sporcie czy sztuce.

W Internecie zaroiło się od blogów sex positive, jak choćby bezpruderyjny Bez Fartuszka, w którym Alicja i Drwal dzielą się swoimi doświadczeniami w peggingu (kobieta penetruje mężczyznę), mokrych listach, gryzieniu, szarpaniu, a całość przeplatana jest przepisami na pyszny makaron i… lody. I nawet jeżeli to biznes, to przynajmniej zwiększa liczbę orgazmów we wszechświecie.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »