Jaką szansę na szczęśliwy związek ma kobieta alfa?

fot. iStock

Znaleźć partnera, kiedy masz sukces i pozycję, wcale nie jest łatwo. Mężczyźni boją się kobiet o cechach przywódczych, kobiet alfa. A może to tylko mit z czasów, gdy niewiele pań robiło karierę? Może to nie wina męskiego lęku przed takimi kobietami, ale kobiecego wyobrażenia o mężczyznach? Czyli jaki jest idealny partner i kochanek dla kobiety alfa i jak zostać jego idealną partnerką, zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka i filozofka.

Kobiety singielki mówią, że mężczyźni boją się silnych, zdecydowanych, ambitnych kobiet i dlatego one właśnie są same. Amerykańska psychoterapeutka Sonya Rhodes w książce „Kobieta alfa szuka partnera” pisze, że od lat 70. to się jednak zmienia. O 10 proc. wzrósł współczynnik zawierania małżeństw przez kobiety aktywne zawodowo i o 15 proc. – z wyższym wykształceniem. Kobiety jednak boją się, że nie znajdą partnera, jeśli nie spuszczą z tonu. Czy to prawda?

Na początku, proszę, nie szukajmy ideałów. Choć spotkałam w jednym z programów TV naprawdę wybitnego mężczyznę, jak bym powiedziała nazwisko, to pół Polski by westchnęło. Mądry, przystojny, z arcymęskim zawodem, znany i jak przypuszczam, pewnie bogaty. Rozmawialiśmy o kłóceniu się i, oczywiście, on powiedział, że się kłóci i jego żona też się kłóci. A jedna z młodych kobiet, która z nami była, powiedziała, że ona nie, bo „to nieładnie i mamusia nie kazała”. On popatrzył na nią jakby z politowaniem. Nawet kiedy przyznała, że się w nim kocha, nie wzbudziło to jego entuzjazmu. Później rozmawialiśmy już prywatnie, wcale nie krótko, i opowiadaliśmy sobie, jak to u nas w domu jest. Powiedział, że gdyby jego żona była miła, ciepła i uległa, to po dwóch latach z nią nie wytrzymałby. Jego żona dokładnie wie, czego chce, co się jej w nim nie podoba, co jej pasuje, i mówi: „Cały ten swój blichtr i wielkość zostawiaj na wycieraczce”. W związku tym on ją ogromnie ceni i lubi, kocha swój dom i kocha w nim być. Ja, jak to usłyszałam, pomyślałam: „Boże, są więc tacy mężczyźni”; bo to, że są takie kobiety, to wiadomo.

A czy ta idealna kobieta jest asertywna i w łóżku? Sonya Rhodes pisze, że silne kobiety w łóżku udają mimozy, nie mówią, czego chcą. A to dlatego, że wciąż przypomina im się, by pozwalały mężczyznom w łóżku być mężczyznami, bo inaczej ich wykastrują. I w efekcie agresywne i ambitne w życiu publicznym alfy w seksie mają problemy nawet z inicjacją.

Nie wypadało mi pytać tego pana o ich seks małżeński, ale ogień, z jakim o niej mówił, pozwolił mniemać, że jego żona i w łóżku szalenie go kręci. Możemy przypuszczać, że jest różnorodna; jeśli ma ochotę być taka „mała i słaba”, by oddawać się zwycięzcy, to jest. A jak ma ochotę na coś innego, to go do tego czegoś prowokuje.

Mówisz: „prowokuje”, czyli używa sposobów. A mogłaby – o ile to wykonalne technicznie – rzucić go na łóżko i wykorzystać, nie obawiając się, że on ucieknie z piskiem albo odrzuci takie zaloty jako niekobiece?

Myślę, że mogłaby go rzucić na łóżko, pod warunkiem że zrobi to w takim oto kontekście: „Ty tak na mnie działasz, że ogarnia mnie zmysłowe szaleństwo, cała płonę i płynę! Muszę się kochać z tobą! Już tu natychmiast”. Nie można rzucić mężczyzny na łóżko w kontekście: „Ja ciebie używam!”. Oni tego nienawidzą. Ponieważ mówimy o alfach, to ważne, by pamiętać, że one nie mogą mieć samców, którzy nie cierpią „samic alfa”. Bo tacy albo ją zadźgają, albo będą w straszliwy sposób rywalizować i niszczyć. To się często zdarza. Ale za to każdy inny mężczyzna z taką kobietą, która potrafi i bawić się, i walczyć, i ustąpić, i wygrać, czyli jest różnorodna, nie będzie się nudzić, a to ważne. Bo mężczyźni i chcą, i nie chcą uległych kobiet. Przecież oni znają z domu nieuległe kobiety.

Nieuległe kobiety, czyli swoje matki?

Oczywiście. Z jednej strony ich nie lubią, a z drugiej – cenią, bo prawdą jest też to, że przy nich czuli się bezpieczni. I tu mamy klucz do tego, dlaczego mężczyźni teraz chcą czuć się bezpiecznie, a niekoniecznie być superkochankami. Otóż wychowywani przez silne kobiety, a nie przez silnych mężczyzn (dzisiejsi ojcowie zazwyczaj nie są silnymi mężczyznami, o ile w ogóle są przy wychowaniu syna), dzisiejsi panowie mają kłopot z uprawianiem seksu z kobietami silnymi dlatego, że one im przypominają ich matki. I nie chodzi tylko o zakaz kazirodczy. Też i o to, że ich matki były całkowicie nieseksualne, bo tylko pichciły, odkurzały, prały i prasowały, do tego zrzędząc i krytykując. A więc najlepiej znana silna kobieta nie jest sexy jako taka. Ale za to daje poczucie bezpieczeństwa. A więc mężczyzna chce kobiety silnej, by czuć się bezpieczny, ale sobie z nią za bardzo w łóżku nie pohasa. Wybiera więc tę uległą i ona daje mu poczucie siły, bo on kontroluje sytuację. Po jakimś czasie odczuwa jednak przy niej niepokój, bo sam sobie poczucia bezpieczeństwa nie da, przecież zawsze dawała mu je silna kobieta, czyli matka.

Badania podane przez Sonyę Rhodes potwierdzają, że dla kobiet nie jest już najważniejsze bezpieczeństwo, a dla mężczyzn seks. Tu między nami nie ma różnic. Mamy już prawo do siły i seksualności, ale nie chcemy słabych, czyli poszukujących poczucia bezpieczeństwa, mężczyzn. Alfy nie czują z nimi żadnej chemii, bo to często straszne melepety.

Taka melepeta znudzi, nie dostarczy ciekawych bodźców. Nie ośmiela się. Dlatego alfy muszą szukać panów, którzy fajnie reagują na tę różnorodność, jaką one mają do zaoferowania, takich, którzy melepetami nie są i się nie boją. Ale też nie chcą z kobietami alfa rywalizować. One potrzebują więc mężczyzny, który będzie podziwiał ich charakter, ale nie będzie postrzegał ich jako zagrożenia. Kogoś stanowczego, ale nie dążącego do konfrontacji, oraz przystępnego emocjonalnie. A więc doświadczonego partnera, który docenia wartość związku i wspaniały seks, jaki mogą razem mieć.

Jedna z bohaterek książki o alfach twierdzi, że ma partnera z sercem beta i penisem alfa. Ale wiele pań powie, że takich nie ma. Autorka książki stwierdza coś zaskakującego, że to alfy myślą stereotypowo. Mężczyźni nie są albo agresywni i seksowni, albo wrażliwi i beznadziejni w łóżku. Oni też są różnorodni. Taki podział wynika z rozdarcia kobiet, które nie radzą sobie z konfliktem między pożądaniem seksualnym a emocjami. Ponieważ te uczucia są nie do pogodzenia, oddzielają je i w relacji z mężczyzną chodzi im albo o emocje, albo o seks.

Oczywiście, bywa, że myślimy tak o mężczyznach i mamy kłopot z uznaniem własnej seksualności. Przypomnę ci jednak mężczyznę cud, o którym mówiłam na początku. Alfa w świecie zewnętrznym, a miły gość wewnątrz, akceptujący kobiecą siłę. Ale uwaga! Tu od razu muszę przyznać, i to ze smutkiem, że nie wszystkie kobiety alfa są różnorodne. Jeśli od małego były nastawione na szóstki z plusem, a potem na zdobywanie kolejnych dyplomów i wyróżnień, a więc są takimi życiowym kujonami i prymusami, to różnorodne nie są.

Nie są różnorodne, bo zawsze muszą być najlepsze?

Tak! We wszystkim w dodatku. A rozwiązanie tkwi w tym, żeby ona była fajtłapą w niektórych rzeczach, w których on może być supermenem. Jednak ona, ten życiowy kujon, nie odpuści sobie niczego, nawet wymiany akumulatora. Więc on nie ma się jak wykazać. Dlaczego? Współcześnie postawiłyśmy na zewnętrzny rozwój, ambicje zawodowe. To, oczywiście, pozytywne. Ale zapomniałyśmy o wewnętrznym rozwoju. Zestaw jest więc często taki: żelazna pani prezes na zewnątrz, a dzidzia przerażona w środku. Przerażona nie tym, że sobie nie poradzi w robocie, tylko tym, że nikt jej nie pokocha. I im bardziej smutna i samotna w środku, tym mniej chce to pokazać, tym mocniej się ukrywa za umiejętnościami, do których jeszcze doszły te męskie. Mężczyzna ma coraz mniej pól, na których jej zaimponuje, na których ona sobie bez niego nie poradzi, w których jest naprawdę potrzebny.

A dlaczego ona myśli, że nikt jej nie pokocha?

Bo ona nie jest do kochania, tylko do zdobywania kolejnych potwierdzeń swojej wartości. Współcześni rodzice nauczyli się już, że dziewczynę trzeba wyposażyć w wykształcenie, ponieważ skończył się czas, kiedy to chłopcy zarabiali i przynosili upolowaną zwierzynę do domu. Teraz ona ma przynieść. Rodzice jednak nadal zapominają (a może nigdy nie pamiętali?), że dziewczynka ma też być kochana. W związku z tym, kiedy jest już kobietą, nie czuje, że jest do kochania, nadal czuje, że jest kimś do: przynieś, podaj, pozamiataj, tylko na wyższym, aspirującym poziomie, czyli ma sobie radzić finansowo, prestiżowo i moralnie. Na szczęście są też kobiety alfa, których dzidzia w środku nie jest rozmemłana i wie, kim jest. Czasami taka, że się oprze na nim i powie: „Ja bez ciebie bym sobie w ogóle nie poradziła”, a czasami: „Wiesz, ja sama też sobie radzę, więc nie musisz mi we wszystkim pomagać”. Chodzi o to, o co od zawsze chodziło między mężczyznami a kobietami, i co jest niezbywalne – o rodzaj walki nie do ostatniej kropli krwi, nie do zniszczenia, tylko walki dla atrakcyjności. Jak dziecięca zabawa. Byłam raz na wakacjach z dwojgiem dzieci, które się razem wychowywały i kochały się niemożebnie. Te szkraby trzyletnie siedziały sobie w piaseczku i mówiły: „Kocham cię”; „A ja cię bardziej kocham!”. Po czym patrzę, a jedno wyrywa łopatkę drugiemu i buch go w głowę. Zaraz potem znów: „Kocham cię, kocham”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »