Jakie są Polki w nocy?

fot. Istock

Wyzwolone czy konserwatywne? Gorące czy oziębłe? Jakie jesteśmy? W co wierzymy? Czego pragniemy? Zastanawia się Katarzyna Miller, psychoterapeutka.

Jakie jesteśmy? Czasem myślę, że hipokrytki z nas, bo jak zapytać o kochanków, to nie mamy. O zdrady – nie zdradzamy. O zadowolenie z seksu – jest! Ale kiedy padnie pytanie konkretne, dotyczące choćby liczby partnerów, to się wykręcamy: „Jak to policzyć? Jak było tylko raz, to nie ma chyba sensu?”.

Konserwatystki! Trochę hipokrytki też. Takie Polki są. I robiąc porządki, wmiatają pod dywan to, co nie pasuje do wizerunku grzecznej dziewczynki. A mamusia kazała być grzeczną! O niewygodnych kochankach więc czasem nie pamiętają i kiedy na przykład mówią, że nie sypiają z żonatymi, to czasem jednak dodają: „Ten, no ale jego małżeństwo było tak złe, jakby wcale nie istniało”. Rzadko rozmawiają o seksie nawet z przyjaciółkami, bo się wstydzą… Młode kobiety są bardziej wyzwolone, ale myślę, że dopóty, dopóki singlują. Kiedy będzie ślub, dzieci i dom, to sporo ich pewnie wróci do polskiego wystroju sypialni i modelu miłości. Ale może nie będą miały żalu, że nie zaznały miłości zmysłowej. Będą już też więcej wiedziały o sobie, o swojej seksualności

A czy Polki nadal wierzą w te piękne mity o miłości i seksie?

W tym właśnie tkwi problem, że wiele kobiet nadal w nie wierzy. Zwłaszcza w mit, że mężczyzna będzie kochał i wielbił każdego dnia i wciąż na nowo! Zawsze będzie blisko, odgadując życzenia swojej królowej, i otoczy ją czułością niby puchem anielskim. No, a kiedy tak nie jest, bo to niemożliwe, to kobiety obrażają się na mężczyznę – i na seks się obrażają! I tego seksu całkiem zaprzestają. Na złość i za karę. Przychodzą do mnie piękne i mądre kobiety przed czterdziestką i mówią, że zrezygnowały z bycia kochankami swoich mężów. Wczoraj była u mnie taka para i to on w końcu powiedział: „Bo żona wymówiła się z sypialni”. „Nie będzie już seksu”, poinformowała go. Próbował, namawiał, prosił, na nic. No to ugiął się, bo co miał zrobić.

Dlaczego wymówiła się z seksu? Z powodu tych mitów?

Wymówiła się, bo czuje się zawiedziona, bo on nie jest taki, jaki miał być. Ale takie mity i marzenia często zasłaniają realny problem. Kobieta mówi: „Ja go już nie chcę, bo on mi nie daje kwiatów i westchnień”. Ale kwiaty i westchnienia to tylko symbol. Mąż jest obojętny wobec jej erotycznej natury, bo albo jest pracoholikiem, albo jest uzależniony od pornografii. Ona o tym nie wie, ale czuje, że już go nie pociąga.

Coś jest nie tak, ale ona nie wie co?

Właśnie, dlatego nie można tego, czego pragną kobiety, lekceważyć, mówić, że to tylko pensjonarskie fantazje.

Skoro wiele kobiet mówi: „Już nie”, to może nie lubią seksu?

Kobiety lubiłyby seks, gdyby mężczyźni zadbali o to, żeby czuły się adorowane i upragnione. Już od momentu, kiedy przygotowują kolację czy kiedy oboje siedzą na kanapie i oglądają telewizję. Musnąć się, objąć, dotknąć, popatrzeć głębiej w oczy… To mógłby być świetny wstęp do namiętnej nocy. Sam seks też ma być nastrojowy. Gdyby mężczyzna długo się kobietą zajmował, nie spieszył do finału, ale patrzył na jej ciało, zachwycił się urodą. Mówił, że na niego działa, pobudzał najpierw jej fantazję – prawiąc miłe i leciutko pikantne słówka, żeby też z wolna i łagodnie rozbudzał jej ciało: był skupiony na tym, co ona odczuwa, co się z nią dzieje i czego pragnie. Pieścił, całował, smerał, dotykał, lizał… Oj, taki seks to byśmy wszystkie lubiły.

Polak w łóżku wypada na tróję minus?

Po co wszystkich oceniać tak samo? Ale teraz jest tak, że my i oni obchodzimy się dookoła z dużą nieufnością. Mężczyźni nas trochę przestali lubić i są na nas obrażeni za to, że my mamy coraz więcej własnego życia. A przecież to oni mieli dla nas i nas zdobywać. Zdobywać te boginie kobiecości, jakie w nas chcieli widzieć. No, to co mają robić? A my na nich narzekamy, bo oni czasem nie dają rady, i nawet bywa, że zapłaczą. Nam się to nie podoba! Chcemy końca patriarchatu, ale niecałego! A my same? W codziennej pogoni, żeby wyrobić się w pracy i w domu, nie znajdujemy przestrzeni na zadbanie o zmysłowość, na to, by pamiętać, że jesteśmy istotami seksualnymi…

Niezależne kobiety o seksie zapominają?

Kobiety nie dbają o to, by być istotami seksualnymi, nie pozwalają sobie poznawać swoich ciał. Niektóre ryzykują. Mam pacjentkę, która odchodzi od męża, chociaż wie, że będzie sama. Ale chce być uczciwa. Poznała mężczyznę, który okazał się naprawdę udanym kochankiem. Pomógł jej rozbudzić ciało, pokazał, jakie cudowności może czerpać z kobiecości. I jak ona już wie, ile może dostawać od mężczyzny, to męża nie chce. Poznała, kim jest jako zmysłowa i cielesna istota, i rozstaje się z mężczyzną, który co prawda pieniądze zarabiał, ale jej nie czuł…

Oj, wysoka cena za seks…

A może odwrotnie? Może wyższą cenę płacą te, które żyją bez fajnego seksu? U nas wciąż panuje tradycyjny model kobiecości – kobieta, czyli ta, która spełnia się, urządzając wszystkim życie. Od firanek w kuchni przez pilnowanie logistyki, żeby dzieci nie spóźniły się do szkoły, a potem na korki i do dentysty. Trudno mi kobiety nauczyć, że potrzebna im śluza między pracą a domem. Przerwa na oddech. Bo jeśli pracują zawodowo, to biegną z pracy, gdzie mają zadania do wykonania, do domu, gdzie znów są zadania. Dom to dla nich kolejna robota. I seks z mężem bywa kolejnym zadaniem. A że jest na samym końcu listy, bo już w nocy, to one po prostu nie mają siły. I te, które pytałam, czy im się opłaca życie bez seksu, mówią: „Opłaca bardziej niż życie z seksem jako kolejnym zadaniem”.

Wystarczy się więc wyspać? Więcej afrodyzjaków nie trzeba?

Dom ma być dla kobiety, nie tylko dla mężczyzny czy dla dzieci. Ma być miejscem, gdzie może odpocząć. Gdzie może sobie poleżeć i popatrzeć w sufit, poczytać książkę, przekartkować kolorowy magazyn… A gdy dzieci wrócą ze szkoły i angielskiego, to ma się z nimi pobawić na dywanie… Dopiero gdy ona poleży, to sobie przypomni, że ma ciało i że to ciało może jej dostarczyć przyjemności. I wtedy jej się zachce seksu. Jej ciało będzie miało dość siły, by stać się wehikułem rozkoszy. Ale póki jest jak wół roboczy, to nawet nie wie, jaki ma temperament.

Odkrywamy minusy emancypacji?

No nie! Ale kobiecie też często po prostu brak motywacji, bo jej partner się nie stara w łóżku. Kiedyś mówił takie czułe słówka, jakie chciała usłyszeć. A teraz? Milczy i siedzi na Facebooku. No i ona już nie czuje się jego królową. A chce się czuć! Więc się na niego obraża. I na seks! A! To on strzela focha. No i mamy pat domowy. Czasem – powiem coś niepopularnego – sytuację ratuje pojawienie się kochanka. Kochanek ją widzi, zachwyca się każdym paluszkiem… No i kobieta znowu czuje się królową.

Namawiasz do zdrady? Do rozstania z erotycznym leniem?

Do niczego nie namawiam, ale też wiem, że kobiety kochanków miewają. Podobnie jak mężczyźni kochanki. I czasami kochanek sprawia, że mąż się nagle ogarnia: „Moja kobieta jest atrakcyjna dla innego” – i dla niego staje się sexy. Żona o niego już wtedy nie zabiega, a to budzi w nim myśliwego i podsyca erotyczne napięcie w chłodnym związku. Rodzi się rywalizacja: „Jak to?! To ona jemu daje siebie, a mnie nie?”. Jeśli oboje skorzystają z tej lekcji, może dzięki pomocy terapeuty coś przerobią, to uda im się być bardziej szczęśliwymi także w sypialni.

To dość ryzykowna teza. Ilu mężczyzn tak zareaguje na zdradę partnerki? Zdrada to chyba coś więcej niż tylko seks?

To zależy, jak się ludzie umówią i jak czują. Dla jednych związek i miłość to przede wszystkim namiętność, dla innych porozumienie dusz. Więc zdrada nie musi rujnować związku, chyba że ludzie tak się umówili, że będą sobie wierni. O! To trzeba się tego trzymać! Bywa też, że mężczyźnie łatwiej zaakceptować zdradę żony niż jej zaakceptować jego skok w bok. Bo dla niego to tylko seks. Częściej kobiety uznają kochankę za powód do rozwodu. Zdarza się, że zdrady kończą relacje, ale nie zawsze, bo też warto pamiętać, że zdrada to zazwyczaj efekt działań obu stron, a raczej zaniedbania z obu stron.

A seks tylko z miłości to chyba już niejedyna opcja?

Wszystkie kobiety, nawet te, które są kochankami, robią wielkie oczy, kiedy mówię na wykładach, że „nie tylko z miłości”. „Jak to?”, dziwią się, bo mamusia mówiła, że tylko! I tu jest niebezpieczeństwo – tak bardzo w to wierzymy, że kiedy hormony nas wpędzą do łóżka jakiegoś mężczyzny, to od razu wmawiamy sobie, że to musi być wielka miłość. Przecież nie jesteśmy puszczalskie, więc na pewno kochamy tego samca. No to ja życzę szczęścia! Mężczyźni oddzielają seks od miłości. A my mamy dużą łatwość zakochiwania się w mężczyznach, którzy nas pieszczą i szepczą do uszka czułe słówka. No, a potem bywamy rozczarowane. Seks to seks. Randka to randka. A życie, takie na co dzień – z zakupami i katarem – to co innego. On jest czyściutki i pachnący, i zapatrzony w ciebie? Ale to żona go oprała i to ona znosi jego humory i nerwy nadwyrężone w pracy…

To jakiego seksu chce Polka, dodam – wyspana?

Ładnego, smacznego chce seksu, żeby on gorąco patrzył i nie pytał: „Czy ci dobrze?”, tylko robił tak, żeby było dobrze. Może fantazjują dziewczyny o gwałtownym seksie, ale to dlatego, że taka jest męska wyobraźnia i ona dominuje w obrazowej warstwie naszej kultury. A kobiety, które nie znają siebie, dostosowują się do męskich potrzeb. W większości wypadków rozglądają się za mężczyzną, a nie za seksem, a to duża różnica. Bo jaki on lubi seks, taki ona będzie miała. No, najwyżej powie: „Już w ogóle nie”. Kobiety nadal wolą udawać orgazm niż powiedzieć, żeby on inaczej to robił. Może jest trochę lepiej, bo dziewczyny zaczynają sobie zdawać sprawę ze swojej seksualności. Najlepiej jednak mają te, które nie myślą o przyszłości, nie zamierzają mieć stałych związków, bo albo właśnie się rozstały i mają dość, albo mogą szukać w seksie tylko przyjemności. Są rozluźnione, skupione na sobie, nie na zadowalaniu partnera, ale na tym, co im samym dają zmysły. Inteligencja seksualna to wiedza i znajomość swojego seksualnego „ja”. A mało która kobieta je zna. I to nasza lekcja do odrobienia. Lekcja dla nas to także dać prawo naszym córkom, by poznały siebie.

Pornografia, portale randkowe coś zmieniają?

Zmieniły tyle, że kobiety także tam zaczęły szukać partnerów. Ale czy to po naszemu, po kobiecemu się odbywa? Nie wiem… Będzie tak, kiedy powstaną kobiece portale randkowe, kobiece filmy erotyczne, kobieca pornografia. Nowe medium, samo w sobie, niewiele zmieniło. Wzmacnia męski, instrumentalny punkt widzenia na seksualność także kobiecą. Wmawia nam, że nasza też taka jest. Nie jest. Kobiece portale czy porno byłyby uważne na uczucia, na relacje, i to nie tylko te seksualne. Bohaterką porno byłaby kobieta z całym jej wewnętrznym bogactwem odczuć i potrzeb, a nie tylko z pożądaniem czy pragnieniem oddania się. Film miałby akcję, a meżczyźni musieliby o kobiety zabiegać, starać się o ich satysfakcję, a nie po prostu brać. Seks stałby się więc bogaty w pieszczoty i pełen czułości, a nie tylko haratanki. Dziś takiej wizji kobiecej seksualności łatwo nie znajdziemy, jeśli w ogóle. Mamy jednak coś, od czego możemy zacząć bronić się przed męską wizją kobiecości, tym czymś są szczere rozmowy z przyjaciółkami. Także w mediach. Razem możemy pomóc sobie odkryć naszą seksualność.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »