fbpx

Kochajmy się. Częściej

Kochajmy się. Częściej
(Fot. iStock)

– Dla kobiet ważniejsza jest satysfakcja niż orgazm. A tę można mieć częściej. Poza tym orgazm nie zawsze daje satysfakcję. Gdyby mężczyźni zdobyli taką świadomość, to sami by się przekonali, że można częściej współżyć – mówi prof. Zbigniew Lew-Starowicz.

Panie profesorze, możliwy jest dobry związek bez seksu?
Jest możliwy, ale po co? Znam udane związki, które łączy tylko pociąg do alkoholu. Autentycznie, nie żartuję. Są także udane związki, gdzie jedno i drugie celebruje pamięć o byłych partnerach, którzy umarli. Do tego stopnia, że on ma ołtarzyk ze zdjęciem byłej żony. Portret naturalnej wielkości, podświetlony – wygląda to jak kapliczka. A jednocześnie jest w udanym związku, w którym seksu nie ma. Ona jest po podobnych przejściach. Po prostu nie chcą być samotni. Wzajemnie się wspierają, nawet – co jest w pewnym stopniu wzruszające – chodzą razem na cmentarz.

Stworzyli bliskość innego rodzaju.
Tak, coś ich wiąże. Coś, co dla nich jest bardzo ważne. W tym przypadku – podobna biografia, wzajemny szacunek, pamięć o poprzednich partnerach, a jednocześnie wspólne życie. Chodzą do kina, do kawiarni, na spacery…

A co z tymi, którzy głoszą: „nie ma seksu, nie ma związku”?
Jeżeli przez iks miesięcy nie ma żadnej aktywności seksualnej, to następuje zanik z nieczynności. Może być też tak, że ludzie nie odczuwają żadnych potrzeb. Seks przestaje istnieć. Ale nigdy nie wiadomo, czy ktoś inny nie sprawi, że ta chęć wróci… Mam też takich pacjentów. Mężczyzna, od 12 lat wdowiec, żadnych potrzeb seksualnych, żadnej aktywności w tej sferze, nawet masturbacji. Uważał, że nikogo już nie pokocha, bo żona była jego jedyną miłością. Cieszył się nawet, że demon seksu go nie atakuje, że ma święty spokój. Ale po latach trafiła go strzała Amora. Zakochał się i czuje pożądanie. Zależy mu na udanym życiu seksualnym. Wierzy, że po 12 latach przerwy, dzięki medycynie, odzyska pełną sprawność seksualną. Nie tyle nawet był zaskoczony, że ma znów potrzeby seksualne, co że w ogóle się jeszcze zakochał. Dlatego podchodziłbym bardzo ostrożnie do deklaracji typu: „ja nie mam potrzeb seksualnych”, „ja mogę żyć bez seksu”. Hola, hola – nigdy nie wiadomo.

Podobno można obliczyć trwałość związku, odejmując liczbę kłótni od liczby zbliżeń seksualnych. Nazywa się to, w wolnym tłumaczeniu, liniowym prognozowaniem małżeńskiego szczęścia. Im więcej seksu, a mniej kłótni, tym małżeństwo będzie trwalsze. W sumie – całkiem prosta recepta.
Nic nowego nie wymyślili… Przecież jeśli jest dużo udanego seksu, to działa ta cała chemia miłości, wydzielają się endorfiny itd. Czyli mamy same pozytywne wzmocnienia. Bliska osoba zaczyna się kojarzyć z przyjemnością – to działa jak automat. Bo gdy jest udany seks, to nawet jak chcę się pokłócić o coś z tą drugą osobą, to i tak przestaje być to na dłuższą metę ważne, bo dostaję te pozytywne skojarzenia. Partner zadowolony z seksu podchodzi do życia bardziej na luzie. Nie będzie z byle powodu się spierał czy robił awantury, częściej odpuści. Ci, którzy są seksualnie niezaspokojeni, robią się rozdrażnieni i kłótnia wtedy wybucha o byle co.

Tina B. Tessina, psychoterapeutka i doradca par małżeńskich, napisała książkę „Pieniądze, seks i dzieci. Główne przyczyny kłótni i rozwodów”. Zgodziłby się pan z tym tytułem?
No i znowu autor sobie uprościł. Ludzie są głodni takich porad życiowych, recept na udany związek. Traktują je jako drogowskaz, jak się poruszać w tym nieznanym świecie płci odmiennej. Bardzo tego prowadzenia za rączkę pragną. A to są toksyczne słowa, a to toksyczna teściowa, związek toksyczny, teść i dziadek, rodzice toksyczni – pojęcie „toksyczny” zrobiło karierę i często je słyszę od swoich pacjentów. Wychodzą na ten temat przewodniki. Tak samo to – seks, dzieci i pieniądze. Mogę wymienić też inne ważne motywy: niedowartościowana kobieta…

A niedowartościowany mężczyzna?
Zaraz do tego dojdę, panie mają pierwszeństwo (śmiech). Skoro on jej nie mówi: „jesteś piękna, atrakcyjna”, to jak jakiś inny mężczyzna powie jej w pociągu, w pracy, w tramwaju: „ale pani jest ładna”, to ona jest „ugotowana”.

Ale jak mąż jej powie, to też będzie „ugotowana”.
Oczywiście, ale jeśli jej nie powie, to jest łasa na komplementy od innego. To samo on – nagle słyszy od jakiejś kobiety, że jest męski, że odnosi sukcesy, że jest wspaniały, czego w domu nie słyszał, tylko był bez przerwy krytykowany. Jest już ryzyko rozpadu? Jest, mimo że seks był dobry, że mają dzieci – bo on czy ona nie dostają pozytywnego wzmocnienia.

Radzi pan wzajemnie się sobą zachwycać?
Może nie zachwycać, ale dbać o pozytywne wzmocnienia.

I to nieregularnie, jak słyszałam?
W Polsce najczęściej uprawiamy seks w piątek wieczorem albo w sobotę, jak się wyśpimy. Wszystko przewidywalne – podobnie jak wizyta u teściów w niedzielę, a wieczorem spotkanie z przyjaciółmi.

Ale z drugiej strony specjaliści mówią, że seks nie musi być spontaniczny, może być też zaplanowany, wtedy jest czas na celebrowanie, odpowiednie przygotowanie…
Szanowna pani, niech pani sobie wyobrazi melomana, który uwielbia, powiedzmy, Bacha. I ma całą kolekcję jego najlepszych wykonań. Na co dzień jest zapracowany, ale wie, że w piątek wieczór wróci z pracy, włączy płytę i odpłynie… I to będzie ta radosna, piękna chwila, na którą on czeka. On tym żyje w środę, on tym żyje w czwartek. Taka jest prawda. No więc dlaczego nie miałoby tak być z seksem? Ludzie, którzy mają dużo czasu, wolą seks nieplanowany, bo to jest dla nich bodziec uatrakcyjniający dzień.

Czy zauważa pan różnice między seksem dzisiejszych 30-latków a seksem ich rodziców? To chyba nie jest taka sama sypialnia, mamy o wiele większą wiedzę niż nasi rodzice czy dziadkowie.
Są dwie zasadnicze różnice. Pierwsza: na pewno seks dzisiejszych 30-latków jest mniej obciążony poczuciem winy, grzechu, jest mniej zahamowań i większe otwarcie na eksperymenty. A druga zasadnicza różnica – współcześni mają mniej seksu niż ich rodzice.

Są bardziej obciążeni pracą?
Nie tylko. Kiedyś ludzie często kochali się po prostu z nudów. Nie było tylu atrakcji, a w telewizji tylko dwa kanały. Wszyscy byli na budżetowych etatach, szybko kończyli pracę – w łóżku spędzało się wolny czas. A teraz? Pracujemy więcej, mamy wyższe kwalifikacje, a wolny czas spędzamy na zakupach w centrach handlowych albo przed telewizorem, oglądając jeden z kilkuset kanałów. Wokół jest wiele innych pokus i atrakcji i one zastępują seks.

Frustracji też mamy mniej?
Są innego rodzaju. Bo nasi rodzice sfrustrowani byli tym, że jest komuna. Pensja taka sama dla wszystkich i głodowa emerytura. To przeżywali. A dziś największą frustracją jest bezrobocie, nawet ukończenie studiów nie gwarantuje pracy.

Niektórzy frustrują się ściganiem statystyk, pogonią za orgazmem. Czy trzeba go za każdym razem przeżywać? Nie można kochać się tylko po to, by być ze sobą blisko?
Dla kobiet rzeczywiście ważniejsza jest satysfakcja niż orgazm. A tę można mieć częściej. Poza tym orgazm nie zawsze daje satysfakcję. Gdyby mężczyźni zdobyli taką świadomość, to sami by się przekonali, że można częściej współżyć, gdy się nie dąży do orgazmu. Ale u nas jest taki stereotyp, że jak ktoś zaczął, to musi skończyć. Nie, nie musi. Warto to upowszechnić. Można przeżywać satysfakcję bez orgazmu, bardzo przyjemne zjednoczenie bez ejakulacji.

Mało który mężczyzna się na to zgodzi. Oni dążą do tego biologicznie, to atawizm.
Tylko że wtedy mają mniej seksu. To wynika z prostej matematyki: wiadomo, że pary mają określoną częstotliwość współżycia, np. kochają się dwa razy w tygodniu. Załóżmy, że zwiększają częstotliwość o jeszcze jeden kontakt, ale bez wytrysku. Zatem zamiast dwóch zbliżeń mają trzy. I mają satysfakcję, o ile jest chęć u obojga i erekcja u partnera. To zupełnie nowy model sztuki miłosnej, ale warto spróbować.

A czy gdy związek staje się dojrzały, seks też jest dojrzały?
Nie, to nie ma bezpośredniego przełożenia. Związek może być dojrzały, a partnerzy seksualnie są zahamowani. Można być też dojrzałym w jednej dziedzinie, a niedojrzałym w zupełnie innej. Są ludzie dojrzali w zakresie życia społecznego, a niedojrzali w roli partnerów.

Ja jednak spotkałam na internetowych forach wypowiedzi dojrzałych kobiet, które odkrywały na nowo seks ze swoim stałym partnerem, np. po tym, jak dzieci dorosły i wyprowadziły się z domu. Twierdzą, że czują się ze sobą swobodniej, no i nie muszą się już zabezpieczać.
Dojrzewanie do seksu następuje u kobiet stopniowo i dopiero gdy osiągają pełnię kobiecości – są dowartościowane w roli matki, mają poukładane życie, także zawodowe – seks staje się dla nich bardziej satysfakcjonujący. A u mężczyzny najbardziej intensywne pożycie seksualne jest w okresie dojrzewania – tak jest to zaplanowane przez naturę.

No ale może z wiekiem ilość przechodzi w jakość.
Jeśli stworzą udany model związku, to tak. W Polsce dwie trzecie osób jest zadowolonych ze swojego seksu. Można powiedzieć, że to dużo. Ale to dlatego, że mamy niewielkie oczekiwania. Mniejsze oczekiwania to większa satysfakcja. A większa satysfakcja promieniuje na oboje partnerów.

Artykuł pochodzi z archiwalnego wydania Zwierciadła”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze