fbpx

Nieoczywiste drogi do męskiej rozkoszy

Męska rozkosz: penis to nie wszystko
Męska seksualność została zredukowana do jednego organu, a mężczyzna emocjonalnie i seksualnie jest dużo bardziej skomplikowany. (Fot. Getty Images)

Męska seksualność została zredukowana do jednego organu. A mężczyzna emocjonalnie, a zatem i seksualnie, jest dużo bardziej skomplikowany, niż powszechnie sądzimy – mówi psychoterapeuta Michał Pozdał. I opowiada o tych mniej oczywistych drogach do męskiej rozkoszy.

Penis od zawsze był symbolem męskiej potencji i siły. Takie uwarunkowania kulturowe doprowadziły do zawężenia męskiej rozkoszy do pieszczot tylko tego organu. Mamy za sobą wiele lat świetnej seksuologii, która stara się pokazać mężczyznę jako istotę skomplikowaną, a jednak kult penisa istnieje do dzisiaj, a rozkosz odbierana całym ciałem jest przypisana raczej kobietom. One mogą być dotykane, całowane, pieszczone. A mężczyźni nie. Bo zachowania te uważane są za „miękkie”, a facet ma być twardzielem. I nie należy go lizać za uszkiem… Tymczasem penis, owszem, jest bardzo wrażliwym miejscem na ciele, ale nie u wszystkich mężczyzn. Poza tym większość z nich ma też inne strefy erogenne. Niektóre mogą dostarczyć im dużo większej zmysłowej rozkoszy.

Mapa męskiej przyjemności

Niektórzy mężczyźni dążą tylko do penetracji, uważając, że to jest właśnie seks. A sam akt penetracji nie musi być dla nich najbardziej satysfakcjonujący, dużo więcej przyjemności może im dawać seks oralny albo gryzienie sutków czy pieszczenie moszny. Stymulacja tych miejsc może spowodować u nich największe podniecenie i najsilniejszy orgazm. Ejakulacji nie trzeba uzyskiwać w drodze penetracji. Można szukać innych, bardziej podniecających sposobów.

Partnerka może spróbować stymulować penisa ręką lub ustami, jednocześnie pieszcząc wybrany punkt w okolicach moszny, prostaty czy odbytu. Dzięki temu męski orgazm może być intensywniejszy. Tylko mężczyzna i jego partnerka muszą się na takie próby otworzyć.

Nie da się stworzyć jednej, powszechnie obowiązującej mapy męskich rozkoszy. Każdy mężczyzna będzie miał punkty erogenne ulokowane w podobnych strefach, ale w różnych miejscach. Choć z praktyki seksuologicznej wynika, że zwykle są to okolice moszny, prostaty i odbytu. Dotyk czy stymulacja tych miejsc często sprawia mężczyznom prawdziwą rozkosz. Tylko że zazwyczaj najpierw trzeba pokonać długą drogę do tego, by oni sami sobie na pieszczoty w tych okolicach pozwolili…

Mężczyźni często sami nie wiedzą, co najbardziej ich podnieca. Dlatego że jeszcze się na tę rozkosz nie otworzyli. Opowiadają w gabinecie, że seks oralny jest dla nich przyjemny, ale to jest przyjemność na zasadzie głaskania po głowie, a nie punkt głównej rozkoszy. Na myśl o pieszczotach pachwin, prostaty albo okolic odbytu odczuwają dyskomfort, bo te miejsca są kojarzone z seksem homoseksualnym. I przez różne uprzedzenia lub z lęku przed podjęciem zachowań niemęskich boją się spróbować i poprosić partnerki o to, co sprawia im rozkosz, nawet wtedy, gdy już wiedzą, gdzie i jak dokładnie chcieliby być pieszczeni.

Wyjście z roli aktora porno

Penetracja, jako akt agresywny, nadal uchodzi za najbardziej męskie zachowanie, wręcz stanowi o męskości. Tak właśnie mają zachowywać się mężczyźni w łóżku, a nie leżeć bezwolnie i czekać na łaskotki. Trudno im zrezygnować z dominacji i poddać się kobiecie. A jeszcze trudniej o coś w sferze seksu poprosić. Wielu mężczyzn nadal ma problem z wyrażaniem swoich potrzeb seksualnych, bo nie jest to spójne z tym, jak postrzegają siebie jako mężczyzn. Pary, które ćwiczą wzajemne dotykanie się, często relacjonują potem, że on cały czas wybuchał śmiechem i nie chciał się poddać jej dotykowi. I dopiero po wielu rozmowach i kilku podejściach rozluźnił się na tyle, by otworzyć się na tę przyjemność.

Żeby pozwolić sobie na głęboką rozkosz, w pierwszej kolejności mężczyźni muszą wyjść z roli aktora porno. Niektórzy oglądają tak dużo pornografii, że przejmują pewien rodzaj wzorca zachowań seksualnych – twardych facetów ze sterczącym penisem, który pokazuje kobiecie, co to znaczy być mężczyzną. Żeby zmienić optykę, można poszukać filmów porno zwanych „female friendly”, czyli „przyjaznych kobietom”. Tam bardzo rozbudowany jest element, który zwyczajowo nazywamy grą wstępną, a faktycznie jest on seksem poprzez pieszczoty. Dużo jest tu dotykania, głaskania i całowania. Wielu mężczyzn po obejrzeniu takich filmów wraca do nich wielokrotnie, bo pokazują one rozkosz dużo bardziej rozciągniętą w czasie i bardziej intensywną niż po kilku ruchach frykcyjnych penisa w pochwie. To daje im inne spojrzenie na seks, szczególnie gdy dopuszczą do siebie myśl, że to oni mogliby otrzymywać takie pieszczoty.

Większy problem mają starsi mężczyźni. Wśród młodych o wiele częściej można spotkać takich, którzy pracują nad świadomością swojego ciała i wiedzą, że rozkosz na ciele jest rozłożona bardzo demokratycznie. Poszukują rozkoszy w seksie ze swoimi partnerkami i są otwarci na to, co się może zdarzyć. Choć nadal spora część młodych kochanków zgłasza się do gabinetów seksuologów z problemem braku erekcji (wywołanym zbyt dużą ilością obejrzanej pornografii, stresu lub miękkich narkotyków) i chcą, żeby im natychmiast postawić „żądło”. Bo mimo że świadomość ciała postępuje, to kult penisa nigdy nie minie. Jego rozmiar (im większy, tym lepiej) i przymus erekcji są wpisane w męskie jestestwo.

Pieszczoty przede wszystkim

Nie będę się sprzeczał, penis jest istotnym organem w ars amandi, ale czas, w którym mężczyzna może się cieszyć nim w jego sztywnej, gotowej do akcji postaci, to jedynie chwila na skali życia, bo gdy się zestarzeje, penis nie będzie już taki sprawny i sztywny. Do tego starsze partnerki też będą cierpiały na swoje dolegliwości – może pojawić się suchość pochwy lub dojść do histerektomii (wycięcia macicy i przydatków), więc penetracja często choćby czasowo nie będzie możliwa. A jeżeli mężczyzna wraz z partnerką odkryją inne źródła rozkoszy poprzez dotyk, to duża szansa, że będą aktywni seksualnie do późnej starości.

A seks poza funkcją dostarczenia sobie rozkoszy jest drogą komunikacji uczuć. Czasami łatwiej jest wypieścić drugą osobę, niż powiedzieć jej: „kocham cię”. Dla wielu osób znaczy to więcej niż słowa.

Pary, które zgłaszają się do seksuologa, ponieważ nie uprawiają seksu, cierpią nie tylko z powodu braku zaspokojenia seksualnego, ale także deficytu czułości i miłości. Dla nich głównym problemem wynikającym z braku erotyki w związku jest to, że nie czują się pożądane przez partnera czy partnerkę. Jeżeli mężczyźni otworzą się na seks poprzez pieszczoty, zapewnią sobie i partnerkom uczucie akceptacji i pożądania.

Dlatego petting to najlepsza inwestycja w związek. Gdy dotykamy się, pobudzamy neuroprzekaźniki odpowiedzialne za dostarczenie przyjemności, a w dalszej kolejności oksytocynę, która wiąże nas ze sobą. Oczywiście, pary chcą także rozładować napięcie seksualne i zapewnić sobie rozkosz, ale przede wszystkim mają potrzebę bycia kochanym. Co ważne, podczas pieszczot łatwiej o penetrację, bo (na skutek stymulowania lubrykacji pochwy) jest ona wtedy bezpieczna. Trudniej też o problemy z erekcją, bo ta ma to do siebie, że im bardziej się chce ją wymusić, tym bardziej nie przychodzi. Natomiast kiedy para umie wypracować sobie podejście, że jak erekcja będzie, to super, a jak nie, i tak będzie wspaniale – to dzięki temu szansa na to, że będzie wspaniale, jest dużo większa.

Orgazmy i orgazmy

Wydłużone pieszczoty, na które mężczyzna się otworzy, mogą zaowocować niezwykle intensywną rozkoszą, która w końcu doprowadzi do przedłużonego orgazmu. Warunek jest jeden: musi pozwolić sobie na przyjemność, zamiast zadaniowo dążyć do wytrysku. Jest to trudne, bo częste doświadczenia szybkiej masturbacji młodzi mężczyźni wnoszą w swoje relacje seksualne. Dobrym ćwiczeniem dla nich jest kierowana masturbacja, czyli świadoma, wydłużona, z fantazjami i powolną stymulacją, która ma opóźnić moment rozkoszy.

Kobiety mają już poczucie swobody w seksie, otwartość na poszukiwania. A mężczyźni przed tym właśnie stoją. Większości nie pozwala na to zadaniowe podejście do seksu. Dążą do tego, żeby wypaść jak najlepiej i koncentrują się na zaspokajaniu potrzeb partnerki. A ich podstawowym zadaniem powinno być zadbanie o siebie i pozwolenie na to samo partnerce. Tylko do tego potrzeba bezpiecznej i otwartej relacji. Takiej, która zakłada dbanie o swoje potrzeby, ale i o potrzeby związku. Bo kiedy mężczyzna będzie skupiał się tylko na sobie, będzie opresyjny. Kluczem jest tu zaufanie – kochanek, który wie, że zostanie jasno pokierowany przez partnerkę, z pewnością ochoczo spełni jej oczekiwania.

Badania pokazują, że to przeżywanie własnej przyjemności najbardziej podnieca naszych partnerów. Wynika to np. z badań dr Amy Muise z Uniwersytetu w Toronto, w których uczestnicy notowali, z jakich pobudek uprawiali seks ze swoimi partnerami, i następnie oceniali te doznania. W badaniach wyróżniono dwie kategorie, pod które miały podpadać konkretne pobudki: „chciałem uzyskać rozkosz” i „chciałem zapewnić rozkosz swojej partnerce”. Co się okazało? Że zarówno partnerzy, jak i partnerki najlepiej oceniali seks, podczas którego mogli obserwować skupienie na rozkoszy ukochanej czy ukochanego. Najlepszy więc jest seks, w którym twój partner chce osiągnąć orgazm, czyli w którym jest egoistyczny. Nie chodzi tu bynajmniej o postawę „Skup się tylko na swojej rozkoszy, wtedy partnerka poczuje się najlepiej, bo najważniejsza jest relacja”. Ale jeżeli ta relacja jest fajna i partnerska, to seks egoistyczny może być dla pary ogromnie fascynujący.

Zatem, panowie – zadbajcie o siebie w seksie, odkryjcie swoje ciała i pozwólcie sobie na wszystko, co może się wydarzyć. Odpuśćcie sobie myślenie, że coś jest męskie czy niemęskie, coś wypada czy nie wypada. Wypada wszystko, na co się para zgodzi.

Poznaj jego ogniska rozkoszy – ćwiczenie dla pary

Połóżcie się w bezpiecznych, komfortowych warunkach. Zacznij pieścić, gładzić i całować swojego mężczyznę w różnych miejscach. Chodzi o to, żeby całe jego ciało zostało wygłaskane i wymuskane. W ten sposób metodą prób i błędów wspólnie poszukacie na jego ciele punktów rozkoszy. Czasami się roześmieje, bo go załaskocze, czasami się zirytuje, bo pieszczota będzie niemiła, ale też w którymś momencie stwierdzi: „To mi sprawia największą przyjemność”.

Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii. Współautor książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze