fbpx

Mężczyzna – mój wróg (cz. 1)

Mężczyzna - mój wróg
123rf

Dorota, lat 36, copywriter w agencji reklamowej, singielka zgłosiła się do psychologa z powodu nieudanych związków z mężczyznami. Była ubrana jak typowa bizneswomen, w jej ruchach było coś męskiego, agresywnego.

Usiadła w fotelu wyprostowana, właściwie rozparła się tak ,,po męsku”, uważnie zlustrowała gabinet, a potem popatrzyła na mnie chłodnym wzrokiem

Dorota: Czy nie uważa pani, że mężczyźni są znaczniej mniej wydolni intelektualnie niż kobiety?
Ewa Klepacka: Nie myślałam nigdy w ten sposób, ale rozumiem, że pani ma takie wrażenie?
D: Przecież przychodzą do pani także faceci – ci napuszeni zdobywcy, którym wydaje się, że mogą mieć każdą kobietę, a kiedy im się ,,ptaszek” popsuje, wpadają w histerię jak mali chłopcy.
E.K.: Jest pani bardzo zła na mężczyzn.
D: To raczej ironia. Niech pani rozejrzy się dookoła i popatrzy na te wszystkie głupie blondynki, wieszające się na ramionach facetów.
E.K.: ,,Głupie blondynki”? To także ironia?
D: Wartościowe, silne, niezależnie kobiety najczęściej są same.
E.K.:
Bo nie ma dla nich równie wartościowych, silnych i niezależnych mężczyzn?
D:
Przecież o tym właśnie mówię.

E.K.: Do której grupy kobiet pani się zalicza?
D (jest na mnie wściekła): Chce mnie pani obrazić?
E.K.: Nie, ale czuję, że pani chce ze mną walczyć. Czy mogę pani w czymś pomóc?
D: To siebie pani powinna o to zapytać.
E.K.: (czuję, że muszę przerwać tę walkę): Proszę powiedzieć na czym polega pani problem?
D:
Swoje problemy rozwiązuję sama.
E.K.: W taki razie zapytam inaczej – Po co pani dziś do mnie przyszła?
D (milczy).
E.K.: Chciałaby pani utwierdzić się w przekonaniu, że mężczyźni są słabi, do niczego?
D: Przede wszystkim głupi.
E.K.: Czy obecnie jest pani w związku?
D: A niby z kim?
E.K.: Czy życie bez mężczyzny odpowiada pani?
D: Nie zawsze byłam sam.. samodzielna.

E.K.: Proszę opowiedzieć mi o swoim ostatnim związku.
D: Skończył się tak samo jak poprzednie, szach – mat i po sprawie.
E.K.: Szach – mat to jedynie pozorne zwycięstwo, pokonany poddaje się bez walki, zapędzony w sytuację bez wyjścia.
D: No właśnie, gdyby miał więcej oleju w głowie, potrafiłby się obronić.
E.K.: Po takim starciu czuje się pani jak zwycięzca: dumna z wygranej, pełna satysfakcji, że zmierzyła się w walce z godnym siebie przeciwnikiem?
D: No właśnie, nareszcie zaczyna mnie pani rozumieć. Co to za satysfakcja z wygranej, skoro przeciwnik nie dorasta mi do pięt.
E.K.: Marzy pani o kimś, kto byłby silniejszy od pani, albo przynajmniej równie silny. Może na początku byłby pani nauczycielem, mistrzem, który uczyłby panią sztuki walki i pewnego dnia przerosłaby pani mistrza.
D: (uśmiecha się smutno)
E.K.: Czy był w pani życiu ktoś taki?
D:
(z wahaniem): Chyba ojciec. Kiedy miałam 5 lat, zaczął uczyć mnie gry w szachy. Był uważny, cierpliwy i wyrozumiały, i byliśmy wtedy naprawdę razem. Choć potrafił surowo oceniać moje błędy, nie bałam się go, raczej podziwiałam. Był naprawdę silny, choć niedostępny.
E.K.: Niedostępny?
D: Bardzo dużo pracował, ciągle był w rozjazdach, a kiedy wracał do domu przez weekend próbował poustawiać rodzinę.
E.K.: Na czym polegało to ustawianie?
D: Nadrabiał zaległości w byciu ojcem.
E.K.: To trudne być ojcem przez weekend. Rozumiem, że kiedy wyjeżdżał, wszystko było na głowie pani matki?
D:
Matka się go bała, wiele naszych grzeszków ukrywała przed ojcem. Kiedy przyjeżdżał, ubierała nas w odświętne ubrania i kazała chodzić na palcach, żeby ojciec mógł odpocząć.

E.K.: Co pani wtedy czuła?
D: A jak pani myśli? Podziwiałam go, ale też chciałam mieć normalnego ojca, tak jak inne dzieci. Takiego, któremu można o wszystkim powiedzieć, poradzić się, liczyć na jego pomoc. Ale ojciec uważał, że dzieci to sprawa kobiety. On zarabiał na dom, wydawał polecenia i egzekwował ich wykonanie.
E.K.: Każde dziecko pragnie mieć ojca, który zapewnia poczucie bezpieczeństwa, pokazuje świat, ustala zasady, uczy grać w szachy…
D: Mieliśmy tylko te szachy. Po raz pierwszy z nim wygrałam, kiedy miałam 8 lat. Był że mnie taki dumny, ale ja… czułam, że ta jedyna fajna rzecz, którą mogliśmy robić razem, za chwilę się skończy.
E.K.:
Bo ojciec przestanie mieć ochotę przegrywać z własnym dzieckiem?
D: Był na to zbyt dumny. Kilka razy pozwoliłam mu wygrać, ale on wtedy się wściekał, krzyczał, że jestem taką samą głupią babą jak moja matka. Potem wylądował w szpitalu, miał pierwszy zawał. Bałam się, że już nie wróci. Odszedł dwa lata później, choroba go przerosła, umarł na własne życzenie – jak powiedzieli lekarze.
E.K.: Była pani dzieckiem i znalazła się pani w sytuacji bez wyjścia, zarówno wygrywanie jak i przegrywanie z ojcem, nie było dobrym wyjściem. Jedyną formą bliskości w waszej relacji była gra. Do dziś pani gra z mężczyznami, i do dziś, ani wygrania, ani przegrana nie daje pani satysfakcji.
D:
Moim pierwszym chłopakiem był mistrz szachowy z osiedlowego klubu szachowego. Pokonałam go w trzeciej rundzie, mimo, że był o 4 lata starszy ode mnie i dłużej grał.
E.K.: Jak smakowało zwycięstwo?
D:
Duma, ale też poczucie winy, rozczarowanie i… potworny smutek.
E.K.: Jakie były pani kolejne zwycięstwa w walce z mężczyznami?
D: Zawsze tak samo – najpierw radość i złudzenie, że nareszcie spotkałam godnego przeciwnika, potem dreszczyk walki i wreszcie ten cholerny szach – mat.

E.K.: Co przyjemnego i cennego można dostać od mężczyzny?
D:
Ma pani na myśli seks? To przecież także walka.
E.K.:
Tak to pani czuje?
D:
A jak inaczej? Mężczyzna jest z góry na straconej pozycji, kobieta zawsze może, a z nimi, różnie to bywa. W moim łóżku nie jeden macho zaliczył falstart.
E.K.:
To smutne. Co innego, oprócz seksu, można dostać od mężczyzny? Co dostała pani od ojca?
D:
Nie mam pojęcia.
E.K.:
Mówiła pani, że podczas gry w szachy ojciec był uważny, cierpliwy, wyrozumiały. Podczas gry byliście naprawdę razem. Spróbujmy oddzielić te cechy od samej gry. To naprawdę cenne dary. Ojciec dał pani wszystko, co mógł, biorąc pod uwagę jego ograniczenia wynikające z pracy. Myślę, że nawet jeśli tego nie okazywał, był naprawdę dumny ze swojej uczennicy. Dla każdej dziewczynki ojciec jest nauczycielem, który uczy ją obchodzić się z mężczyznami, a przede wszystkim pokazuje sposób, w jaki powinna pozwolić się traktować mężczyźnie. Kiedy ten proces przebiega prawidłowo, ojciec czuje, że uczennica przerasta mistrza, symbolicznie wypuszcza ją w świat. Jest spokojny, bo wie, że najlepiej jak potrafił przekazał jej instrukcję obsługi mężczyzny.

D: Mój ojciec nauczył mnie, że z facetami można jedynie walczyć, a… potem uciekać, by nie narazić się na męski gniew.
E.K.:
Potraktujmy ten gniew jako skutek problemów pani ojca, a nie konsekwencje pani wygranej. Ojciec prawdopodobnie przez całe życie grał silnego mężczyznę, a tak naprawdę w głębi duszy bał się okazać choćby kawałek swojej słabości. Tymczasem każdy z nas ma w sobie siłę i słabość. Niech pani spróbuje napisać do ojca list. Niech go pani pisze tak długo, aż poczuje pani, że jest skończony. Proszę szczerze wypisać wszystkie zarzuty, urazy, które pani do niego chowa np.: ,,Jestem na ciebie wściekła, tato, że kiedy potrzebowałam twojej pomocy, rady, opieki, ciebie nie było”, albo: ,,Gdy patrzyłeś na mnie tym surowym wzrokiem, bardzo się bałam”. Jeśli pamięta pani konkretne sytuacje, proszę je opisać. Na końcu listu, proszę napisać zdanie: ,,Wierzę, tato, że mnie kochałeś, najlepiej jak potrafiłeś”.
D:
(ma łzy w oczach): Czy to pomoże?
E.K.:
Proszę spróbować.
D:
Co mam zrobić z tym listem?
E.K.:
To, co pani poczuje. Może go pani zakopać przy grobie ojca, spalić, albo schować gdzieś. I proszę uwierzyć, że nie musi pani walczyć z mężczyznami. Zamiast tego warto brać od nich przyjemne rzeczy.
D:
Jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić.
E.K.:
Tu nie chodzi o wyobraźnię. Kiedy przestanie pani traktować mężczyzn jak rywali, pojawi się przestrzeń na inne relacje. Niech pani w to uwierzy.

 

Miłość: niech zapanuje ład – TUTAJ

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze