Piłaś? Zapomnij o seksie!

Pary, które uprawiają seks "pod wpływem", tak naprawdę wcale go nie uprawiają. (Fot. iStock)

Butelka wina do kolacji miło nastraja. Co jeśli jednak gorące noce o wiele częściej zdarzają się wam po alkoholu niż bez? O pułapkach pijanego seksu mówi sex coach Marta Niedźwiecka.

Pary, które uprawiają seks „pod wpływem”, tak naprawdę wcale go nie uprawiają. Bo nie są w nim obecne. Jest alkohol, są czasem narkotyki, ale nie ma bliskości i szansy na satysfakcję. Kochankowie nie dokonują świadomego wyboru, ich motoryka jest zaburzona, a psychika nie działa tak, jak powinna. Na niektórych alkohol działa euforycznie, u innych podnosi poziom agresji – po alkoholu po prostu nie jesteśmy sobą.

Joanna, 33-letnia graficzka, przyszła do sex coacha, bo właśnie dotarło do niej, że nie pamięta, kiedy kochała się z mężem bez „znieczulenia się” kilkoma drinkami.

COACH: Czy pamięta pani powody, dla których zaczęła pani pić przed seksem?

JOANNA: To jakoś tak samo wyszło… Już na studiach był stały scenariusz: chodziłam na imprezy, bawiłam się, a potem… no, zdarzały się różne przygody. Nawet z moim mężem najczęściej myślimy o seksie, jak wracamy w sobotę od znajomych albo z imprezy na mieście. To naturalne, że człowiek rozluźnia się, jak sobie wypije, więc ma ochotę na figle.

COACH: A co jest naturalnego w rozluźnieniu po alkoholu?

JOANNA: Jest wesoło i człowiek się tak wszystkim nie przejmuje. I wtedy staje się naturalne, że będziemy się kochać… No przecież wszyscy tak robią.

COACH: A to, że wszyscy tak robią, oznacza, że to jest dobre dla pani?

To tylko złudzenie

Coaching pary często rozpoczyna się ankietą dotyczącą życia intymnego, która pozwala dostrzec pewne prawidłowości w nim występujące. Jak przyznaje sex coach Marta Niedźwiecka, często okazuje się, że ilość aktywności seksualnych podjętych po spożyciu znacznych ilości alkoholu jest dużo większa, niż się parze zdawało. Najpierw jest zdziwienie, szok, dopiero potem przychodzi refleksja i decyzja, że chcą to zmienić. A to już wiele, bo wtedy wspólnie mogą dotrzeć do sedna problemu.

W wypadku mężczyzn alkohol zwykle pełni rolę remedium na całodniowe napięcie i presję, które rozładowują, wypijając w domu szklankę whisky czy kieliszek wina, a czasem trochę więcej. Kobiety z kolei często odkrywają, że potrzebują alkoholu, żeby w ogóle zdecydować się na seks, nawet z własnym partnerem. Ich powściągliwość, obawy czy niechęć do seksu są tak duże, że jeżeli nie wypiją, nie zdołają się „nakręcić”. Seks „pod wpływem” może być też elementem imprezowego stylu życia, zarówno singli, jak i osób będących w związku – jest zabawa, jest alkohol, są narkotyki, jest seks. Ale nie o to w zabawie chodzi. Alkohol wzmaga pozorną odwagę osobistą – mężczyzna nie boi się zainicjować zbliżenia, a kobieta ma większą otwartość, żeby przyjąć jego propozycję. Pojawia się iluzoryczne odczucie „dam radę” albo „mam ochotę”, do tego dochodzi pozorne rozluźnienie i dobry nastrój. Ale to tylko złudzenie.

Aby rozpoznać, czy naprawdę mamy ochotę na seks, potrzebne jest prawdziwe rozluźnienie i słuchanie impulsów z ciała. Alkohol zagłusza ten głos. Co więcej, często żyjemy w stresie i napięciu spowodowanym pracą czy życiowymi problemami, które sprawiają, że nie potrafimy się zrelaksować bez kieliszka „czegoś mocniejszego”. Tyle tylko że przypomina to wejście w rozluźnienie nie przez drzwi (świadomie), a przez płot. Jesteśmy w stanie pozornego zrelaksowania, centralny układ nerwowy został ogłuszony na chwilę, ale nie dochodzi do prawdziwego odpoczynku. To, czego potrzebujemy, to otrzeźwienie.

Erozja seksualności

Wiele par pozostaje we wzorcu „alkohol + seks = zabawa” także po osiągnięciu stabilizacji w związku. Często oboje pracują przez cały tydzień, w weekend idą na imprezę, piją alkohol, a potem wskakują do łóżka, bo to jedyny moment, w którym mają na to czas. Taki seks jest powierzchowny i niesatysfakcjonujący, jeżeli chodzi o jakość, zaangażowanie partnerów i ich obecność w akcie. A jeżeli coś idzie źle – np. kobieta nie ma ochoty, a mężczyzna wywiera presję albo on ma zaburzenia erekcji czy pojawia się jakaś inna trudność pomiędzy nimi – nie mają szansy uporać się z tym w odmiennym stanie świadomości. Na dłuższą metę taki seks będzie powodował erozję sfery seksualności.

Jeżeli kobieta uprawia seks pod wpływem alkoholu, a tak naprawdę nie ma na niego ochoty, nie rozwiązuje swojego problemu, tylko go omija. Przesuwa na siłę swoje granice, nic więc dziwnego, że następnego dnia, gdy przyjdzie chwila otrzeźwienia, pojawi się odczucie przekroczenia, zwane „moralniakiem”. A jeśli robi to regularnie, jej skojarzenia z seksem staną się coraz mniej pozytywne, w konsekwencji będzie mieć coraz mniejszą na niego ochotę.

Z punktu widzenia męskiej fizjologii alkohol jest przeciwskuteczny – skraca czas utrzymywania się erekcji, osłabia orgazmy, co w konsekwencji może doprowadzić do impotencji. Jeżeli mężczyzna ma zaburzenia erekcji i pije, bo się tego wstydzi, to jego problem tylko się zintensyfikuje. Jeśli pije, żeby się wyluzować i zainicjować zbliżenie, to w ten sposób nie zwalczy swojej nieśmiałości i nie pozbędzie się kompleksów. Bo w seksie po alkoholu nie ma miejsca na jakość, bliskość i autentyczność.

Po alkoholu nie działa także zasada konsensualności, która powinna być dla dorosłego człowieka podstawowym warunkiem do uprawiania seksu. Jeżeli wiem, co robię, nikt mnie do tego nie zmusza i świadomie, czyli także na trzeźwo, chcę to zrobić – wtedy właśnie zachodzi konsensualność. Po alkoholu ten warunek nie może być spełniony, co daje pole różnym nadużyciom na tle seksualnym, włącznie z gwałtami. To nie jest moment, w którym zachowujemy się odpowiedzialnie i dbamy o różne dobra – jak zdrowie (antykoncepcja!) oraz przyjemność własna i drugiej osoby. Może mieć to wiele subtelnych przejawów, jak gwałtowna, pośpieszna penetracja, która powoduje, że kobieta nie ma czasu na rozwinięcie podniecenia i jej ciało reaguje na mężczyznę jak na intruza. Pod wpływem alkoholu często dochodzi do brutalizacji seksu, a po jakimś czasie te doświadczenia budują wyobrażenia pary na temat seksu w ogóle.

Zacznij od abstynencji

Długotrwałe regularne picie alkoholu to sytuacja wymagająca terapii. Mogą się za nim kryć problemy różnej natury – od syndromu DDA, przez niechęć wynikającą z przekonań na temat ciała lub seksu, po nadużycia seksualne w dzieciństwie. Kiedyś u mężczyzn problem ten przykrywał nieumiejętność odpuszczenia kontroli, teraz powoli zaczynają skarżyć się na to także kobiety. To mogą być problemy różnego kalibru i trzeba do nich dobrać odpowiednią ścieżkę terapeutyczną. Nałóg alkoholowy nie jest zarezerwowany tylko dla marginesu społecznego, a problem „dwóch kieliszków wina co wieczór” dotyczy najczęściej ludzi sukcesu, którzy są poddani tak silnej presji zewnętrznej i mają tak silną presję wewnętrzną, że jedyną ucieczką są sztuczne metody na relaks. Zmierzenie się z tym problemem oznacza chwilowe odebranie sobie dotychczasowej przyjemności. Ale rezygnacja z takiej „marchewki” jest konieczna, żeby odzyskać samosterowność nie tylko w seksie, lecz w ogóle w życiu.

Para, która chce zawalczyć o trzeźwy seks, powinna zatem zacząć od postanowienia, że po alkoholu się nie kocha. Nie oznacza to, że ma w ogóle zrezygnować z przyjemności picia. Dobre wino w odpowiednich ilościach wprowadza niezwykle erotyczny nastrój. Należy jedynie kontrolować jego ilość. Dla kobiet fizjologiczna norma spożycia alkoholu wynosi 2–3 kieliszki wina. Mężczyźni mają ten próg podniesiony do 4–5 kieliszków. Każdy sam powinien jednak sprawdzić, jak alkohol na niego działa, i na bieżąco kontrolować, w jakim stanie psychofizycznym się znajduje. Jednego dnia możemy bez konsekwencji wypić swoją normę, drugiego zaś jeden kieliszek może wprawić nas w stan oszołomienia. Jeżeli kobieta wie, że może wypić dwa kieliszki, a mężczyzna cztery – to jeśli wypiją do kolacji butelkę wina, potem pójdą na spacer, to wieczorny seks może być świetny. Pamiętajmy, że jeżeli chcemy wspólnie smakować wina, pozostańmy w takim stanie, żeby dalej smakować i szanować siebie w poczuciu komfortu i bezpieczeństwa.