fbpx

Życie w trójkącie: Dlaczego zdradzamy?

Życie w trójkącie: Dlaczego zdradzamy?
fot. iStock

Często zdradzamy, bo mamy swoje fantazje, które są niewyartykułowane w związku. To zadziwiające, że jesteśmy z osobą kochaną, bliską, której pragniemy, a nie potrafimy jej powiedzieć, jak chcemy być kochani – mówi seksuolog profesor Zbigniew Izdebski.

Czym jest zdrada?

To zależy, kto zdradza i jaki ma na ten temat pogląd. Na pewno czym innym jest z punktu widzenia osoby religijnej, dla której wartości te są ważne także w życiu małżeńskim. Jest przykazanie: Nie pożądaj żony bliźniego swego. Ale ktoś inny, niewierzący, może również za zdradę uznawać wszelką aktywność na polu damsko-męskim poza związkiem, czyli np. także zwykłe spotkanie, flirt. Inni za zdradę uznają zaangażowany równoległy związek. W zdradzie jedni będą się doszukiwać zdrady fizycznej, inni za taką będą uważać zdradę emocjonalną. Trzeba jasno powiedzieć, że pojęcie zdrady zmieniło się w ostatnich latach, w dobie Internetu. Dziś jest ona płynnym i czasem trudno uchwytnym pojęciem.

Dlaczego? Wedle przyjętych norm zdradzamy wtedy, gdy prześpimy się z inną osobą.

Zazdroszczę czasem tym, którzy jednoznacznie potrafią definiować takie pojęcia. Myślę, że seksualność człowieka jest jedną z najbardziej złożonych sfer naszego życia. Czasem, mówiąc o współczesnej seksualności, używam sformułowania „życie w trójkącie”. Coraz więcej pacjentów zwierza się, że zanim pójdą do sypialni do partnera, w tajemnicy przed nim siedzą w Internecie, flirtując z osobą, której szukali w sieci w tym celu. Ta rozmowa robi im dobrze, jest ekscytująca erotycznie. Kobiety często przyznają się do używania wulgarnego języka, którego by nie powtórzyły podczas seksu z mężem. To je rozpala, przygotowuje do seksu w realu. Potem, po takiej rozmowie na czacie, idą do sypialni, a mąż naiwnie myśli, że żona na samą myśl o nim robi się podniecona.

Czy Polacy weszli już na poziom, w którym zaangażowanie emocjonalne w związku przestaje mieć duże znaczenie?

Odpowiem od końca. Żałuję, że nie daliśmy sobie rady w Polsce z problematyką gender. Wśród pojęć z nią związanych pojawia się pojęcie płci biologicznej i kulturowej. Jeśli mówimy dziś o zdrowiu seksualnym Polaków, to skupiamy się na jego stronie biologicznej, zapominając, że nasza seksualność rozwija się przez całe życie tak jak nasza osobowość. Ma na nią wpływ sposób komunikowania się i miłości. Chcielibyśmy, żeby to się tak ładnie domykało, czyli żeby ludzie, którzy są aktywni seksualnie, tak ładnie się komunikowali i kochali. To, co komplikuje nasze życie, to to, co nas otacza – czyli sfera związana z seksualizacją mediów, reklam, muzyki, poszukiwanie wzorca kobiecości i męskości. Stajemy się coraz bardziej otwarci na eksperymenty z seksualnością. Ale jednocześnie jesteśmy w tym wszystkim dość popędowi i wciąż mało wiemy o seksie. Sprowadzamy go często wyłącznie do sfery popędu. Stąd m.in. wziął się tak lawinowy wzrost zdrad internetowych.

Kiedyś zdradzali głównie mężczyźni, teraz o wiele częściej zdradzają kobiety. To wynika z emancypacji?

Tak, i ta tendencja będzie rosła. Coraz więcej kobiet będzie zajmowało coraz wyższe stanowiska, będą lepiej wykształcone niż niektórzy koledzy. To, o czym pani mówi, to koszt, jaki te kobiety płacą za równość. Żeby była jasność – jestem za równouprawnieniem. Myślę, że dużo czasu musi upłynąć w Polsce, żebyśmy zrozumieli, na czym polegają kategorie równości, bo często wciąż nam się wydaje, że kobiecie nie wolno tego, co wolno mężczyźnie, także w sferze wyzwolenia seksualnego. Uważam też, że jest to problem coraz większej obecności pracy w naszym życiu. My funkcjonujemy głównie przez pracę. Do tego kobiety ambitne, dążące za wszelką cenę do sukcesu zawodowego, zwykle osiągają go w wieku średnim. A u kobiety szczyt dojrzałości seksualnej przypada na czas po 35. roku życia. Wówczas, mając określone stanowisko społeczne i zawodowe, pieniądze, realizuje te swoje potrzeby seksualne z większą swobodą.

Z punktu widzenia biologicznego jest to sytuacja uzasadniona. Z drugiej strony – słyszę czasem od kobiet, że je nosi. A dość często nie odróżniają stresu od napięcia seksualnego. Dotyczy to przede wszystkim kobiet, ale i mężczyzn na wysokich stanowiskach, którzy rozładowują ten stres w seksie.

Bohaterki seksualnego wyzwolenia ostatnich 20 lat w Polsce. Kobiety wyemancypowane i na stanowiskach. W związkach i zdradzające. Jakie są więc te ich związki?

Często relacje w nich są trudne ze względu na aspiracje kobiety. Dobrze, jeśli i kobieta i mężczyzna w związku mają podobny status społeczny. Ale często jest tak, że to kobieta spełnia się zawodowo, nierzadko z lepszym skutkiem niż mąż. Zarabia więcej pieniędzy i mężczyzna najczęściej nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Czasem bywa tak, że kobiety dają odczuć to mężczyźnie, a inne nie. Mężczyźni też różnie to znoszą. Stereotyp głosi, że to mężczyzna zarabia, jest głową rodziny. Kobiety stosują różne sztuczki dyplomatyczne dla wyrównania tych stereotypów, czasem traktują męża, który mniej zarabia, jak niepełnosprawnego.

Po co?

Żeby ten związek utrzymać. Chcą poukładać sobie życie, mieć dom, rodzinę, pozycję społeczną – żony, matki – i święty spokój. Dostosowują się więc do stereotypu. Ale potem przychodzi ten moment, że już im się nie chce udawać ani walczyć nie wiadomo jak o ten związek ani pomniejszać tego, że osiągnęły sukces. W tej grupie są też kobiety, które szukają czegoś nowego. I to poszukiwanie wcale nie jest związane z nadzieją na nowe związki. Te, w których żyją, mogą z różnych przyczyn być dla nich źródłem satysfakcji. Czasem też przez lata pozostają w związkach równoległych. Niektóre z tych kobiet wykazują spore tendencje do ryzykowania. Sam fakt dojścia do pewnej pozycji zawodowej i finansowej był związany z częstym ryzykiem, co niekiedy przenoszą one na swoje życie prywatne.

W grupie kobiet „zarządzających” zdarzają się takie, które szukają seksu dla samego seksu i bardzo konsekwentnie rozdzielają go od uczuć. Mówią: „To tylko seks i na nic więcej nie możesz liczyć”. Takich kobiet jest coraz więcej.

Miłość przestaje być ważną kategorią w seksie?

O nie, miłość jest ważną kategorią. Zawsze to podkreślam. Ale kobiety też, podobnie jak mężczyźni, potrafią wchodzić w relacje seksualne tylko dla samego seksu. Niektóre chcą po prostu zaawansowanych pieszczot, inne będą chciały romantycznego wieczoru, wypełnionego przytulaniem, głaskaniem, rozmową, ponieważ od mężczyzn w związku niekoniecznie to dostają. A jeszcze inne będą chciały intensywnego seksu, który będzie wymagał i od tej kobiety, i jej partnera dużego zaangażowania fizycznego. Coraz częściej też jest to młodszy partner.

Na początku mówił pan o rozdzieleniu emocji i seksu. Czyli można zdradzać na zimno.

Czasem ktoś mówi: „zdradzam”, mając na myśli zaangażowanie „wirtualne”, czyli zdradę w sferze myśli, nie czynów. Tacy ludzie albo nie akceptują tego, co się dzieje w ich związkach, albo angażują się silnie w coś, co jest im na danym etapie potrzebne, czyli w pewną formę zakochania. Nie przekraczają granicy zdrady fizycznej, ale dokonują jej w swojej psychice za każdym razem, gdy kochają się z żoną czy mężem. Obserwując niektóre związki, mam wrażenie, że one przetrwały tylko dlatego, że trzymają je jeszcze jakoś fantazje o innych kochankach. Pozwala to partnerowi współżyć z żoną czy mężem i utrzymywać związek, przy jednoczesnym zaangażowaniu emocjonalnym w zupełnie inną relację – relację na poziomie ducha, myśli, uczuć. Wydaje się to nieprawdopodobne, straszne, lecz jest bardziej prawdziwe, niż myślimy.

Obiegowy pogląd głosi, że zdradzamy najczęściej w czwartym roku małżeństwa.

Zdradzamy już nawet wcześniej. Moje poprzednie badania, w których rozrysowałem tzw. mapę zdrady w Polsce, pokazały zdrady w grupie młodych osób. Analizowałem tam ludzi, którzy zdradzali wcześniej – przed ślubem, krótko po. Nie ma takich ścisłych wyznaczników, kiedy to się dzieje. Ale warto wziąć pod uwagę, że ludzie, zanim wezmą ślub, są ze sobą często już kilka lat. Kończą studia, są ze sobą i stają przed ołtarzem. Dlatego gdy przychodzi do mnie para i mówi: „Jesteśmy dopiero dwa lata po ślubie”, ja mówię: „Ale ile lat się znacie? Ile lat jesteście w takim związku?”. Tak długoterminowo należy patrzeć na małżeństwa.

Co się dzieje z takimi parami?

Czasem okazuje się, że młodzi ludzie, wchodząc w małżeństwo, z miejsca zdradzają. W pierwszym, drugim roku. Część z nich nie ma poczucia, że się cokolwiek zmieniło w ich wspólnym życiu poza statusem formalnego zarejestrowania związku. Dalej prowadzą życie takie jak przedtem: balangują, zawierają nowe znajomości, flirty. Tak jakby przechodzili z pokoju do pokoju. Nie zauważają po prostu, że coś uległo zmianie. Było jakieś wesele, goście, jasne, może też przeprowadzka. Ale jaka zdrada? Przecież wcześniej też tak było. Potem była jakaś dziewczyna na kolejnej imprezie, poderwałem ją, poszliśmy do łóżka, tak jak bywało wcześniej, i tyle. To forma niedojrzałości do związku, braku potrzeby głębokiej relacji.

W przyszłości czeka nas koniec ery związków monogamicznych?

Nie, one oczywiście pozostaną, ale będą krótsze. Wchodzę w związek, kończę go i wchodzę w nowy. Dlatego też coraz trudniej będzie ustalić, czym jest zdrada. Partnerzy będą sobie tak to tłumaczyć: „Przecież to był koniec związku i początek nowego, czyli właściwie żadna zdrada”.

Myśli pan, że małżeństwa nie sprzyjają fantazjom erotycznym?

Od wielu lat upowszechniam definicję zdrowia seksualnego jako komunikowania miłości w związku. Uważam, że ludzie powinni rozmawiać ze sobą o swoich pragnieniach seksualnych. Często zdradzamy, bo mamy swoje fantazje, które są niewyartykułowane w związku. To jest zadziwiające, że jesteśmy z osobą kochaną, bliską, której pragniemy, a nie potrafimy jej powiedzieć, jak chcemy być kochani. Czy boimy się odrzucenia? Tego, co ona/on sobie o nas pomyśli? Mam takich pacjentów, którzy się żalą, że „jak ja jemu powiedziałam o tym, czego chciałabym, to on się tak zdenerwował…”. Inna kobieta mi powiedziała, że po takim wyznaniu mąż ją pierwszy raz w życiu uderzył. Inny potraktował epitetami i pytaniami: „Gdzieś się tego nauczyła?!”. Dla jej męża było niewyobrażalne, że mógłby taki seks uprawiać. Oczywiście, mógłby. Ale z własną żoną?! No, bez przesady. Podobne tłumaczenie usłyszałem kiedyś od mężczyzny, który, pytany o związki pozamałżeńskie odpowiedział, że nie ma takich. Okazało się, że sypiał z prostytutkami. W jego mniemaniu nie była to zdrada. Często słyszę od pacjentów: „Nie wyobrażam sobie z własną żoną robić takich numerów”. „No, ja chyba bym stracił do niej szacunek”. Albo: „Ona się do tego nie nadaje”. A ona, kiedy tylko słyszy, że miałaby „coś” takiego wyprawiać ze swoim mężem, zaczyna się śmiać. Mam wrażenie, że od wielu wieków funkcjonujemy w małżeństwach w taki sposób.

Dziś związki częściej się rozpadają z powodu zdrad niż kiedyś?

Miewam pacjentów, którzy mówią: „Nasz związek rozpadł się z powodu zdrady” albo: „Nasz związek się wzmocnił”, inni: „Nic się nie zmieniło po tym, jak on/ona mnie zdradził/a”. Ta druga kategoria jest najciekawsza. Jeżeli już dochodzi do zdrady i ona się okazuje czymś bolesnym dla nas, to mimo wszystko ja bym proponował, żebyśmy nie podejmowali nagłych decyzji. Na rozpad związku zawsze przyjdzie czas. Okażmy otwartość na drugą osobę. Warto walczyć o małżeństwo. Bo jeżeli byśmy popatrzyli na zdradę jako na kryzys w związku, to właśnie na tym kryzysie można spróbować zbudować coś nowego. Gdy grozi nam bankructwo, piszemy często wnioski do banku o kredyt. Na tej podstawie tworzymy nowy biznesplan na życie i na firmę. Taki sam powinniśmy napisać, gdy już dojdzie do zdrady w naszym związku.

Namawia pan, żeby związek traktować jak biznes?

A dlaczego nie? Przecież potrafimy być kreatywni i zapobiegliwi, gdy chodzi o nasze pieniądze i pracę. Co jakiś czas musimy w tych sferach dokonać zmian, sprawdzić postępy. W pracy często przechodzimy szkolenia, doskonalimy, uczymy się różnych strategii. A po przyjściu do domu zapominamy o tym. Nie potrafimy przenieść tych rozwiązań na własny grunt, do domu i rodziny, które też tego potrzebują. Nie jestem za tym, żeby przenosić obciążenia z pracy na dom. Ale jestem za tym, żeby wykorzystać ten kapitał zawodowy i umiejętności społeczne do pracy nad relacjami osobistymi. To ułatwiłoby nam życie. Mam wrażenie, że ludzie w małżeństwach jak już powiedzą sobie to sakramentalne „tak”, to mają poczucie własności. Uważają, że to się samo będzie toczyć, bo on/ona należy do mnie, więc co się może wydarzyć. A związek jest jak dobra inwestycja. Tu też trzeba mieć dobry biznesplan.

Pary, które przeżyły zdradę, czegoś żałują w swoim życiu?

Może to, co powiem, nie będzie poprawne politycznie, ale w seksie liczy się kategoria młodości. Nie chcę absolutnie brzmieć jak hedonista. Ale w pewnej chwili zaczynamy żałować, że ta nasza młodość była tak uboga erotycznie. Niektóre kobiety mówią: „Żeby pan mnie widział 20 lat temu… zupełnie inaczej wyglądałam”. „Nie wstydziłam się, miałam naprawdę piękne ciało”. Mężczyźni narzekają na brzuch, zmarszczki. Zaczynają się krępować ciała. Dlatego wchodzą w te wszystkie przelotne związki, gdzie nikt nie będzie tego tak oceniał. Zdradzając, czasem zaczynają nadrabiać to, co stracili. A tego się nie da nadrobić. Myślę, że jak się ma te dwadzieścia kilka lat, to warto tak gospodarować swoim życiem zawodowym i edukacją, żebym mieć czas i na ten piękny, odlotowy seks. Bo to jest najlepszy moment na poszukiwanie granic otwartości w seksie, akceptacji ciała, zbieranie doświadczeń. Po upływie lat budzimy się rozczarowani, że nie korzystaliśmy z życia. Nie wszystko da się ostrzyknąć botoksem. Można sobie zrobić na starość piękną buzię, ale nie nadrobi się straconego czasu w miłości.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>