Życie w trójkącie: Dlaczego zdradzamy?

fot. iStock

Dlatego gdy przychodzi do mnie para i mówi: „Jesteśmy dopiero dwa lata po ślubie”, ja mówię: „Ale ile lat się znacie? Ile lat jesteście w takim związku?”. Tak długoterminowo należy patrzeć na małżeństwa.

Co się dzieje z takimi parami?

Czasem okazuje się, że młodzi ludzie, wchodząc w małżeństwo, z miejsca zdradzają. W pierwszym, drugim roku. Część z nich nie ma poczucia, że się cokolwiek zmieniło w ich wspólnym życiu poza statusem formalnego zarejestrowania związku. Dalej prowadzą życie takie jak przedtem: balangują, zawierają nowe znajomości, flirty. Tak jakby przechodzili z pokoju do pokoju. Nie zauważają po prostu, że coś uległo zmianie. Było jakieś wesele, goście, jasne, może też przeprowadzka. Ale jaka zdrada? Przecież wcześniej też tak było. Potem była jakaś dziewczyna na kolejnej imprezie, poderwałem ją, poszliśmy do łóżka, tak jak bywało wcześniej, i tyle. To forma niedojrzałości do związku, braku potrzeby głębokiej relacji.

W przyszłości czeka nas koniec ery związków monogamicznych?

Nie, one oczywiście pozostaną, ale będą krótsze. Wchodzę w związek, kończę go i wchodzę w nowy. Dlatego też coraz trudniej będzie ustalić, czym jest zdrada. Partnerzy będą sobie tak to tłumaczyć: „Przecież to był koniec związku i początek nowego, czyli właściwie żadna zdrada”.

Myśli pan, że małżeństwa nie sprzyjają fantazjom erotycznym?

Od wielu lat upowszechniam definicję zdrowia seksualnego jako komunikowania miłości w związku. Uważam, że ludzie powinni rozmawiać ze sobą o swoich pragnieniach seksualnych. Często zdradzamy, bo mamy swoje fantazje, które są niewyartykułowane w związku. To jest zadziwiające, że jesteśmy z osobą kochaną, bliską, której pragniemy, a nie potrafimy jej powiedzieć, jak chcemy być kochani. Czy boimy się odrzucenia? Tego, co ona/on sobie o nas pomyśli? Mam takich pacjentów, którzy się żalą, że „jak ja jemu powiedziałam o tym, czego chciałabym, to on się tak zdenerwował…”. Inna kobieta mi powiedziała, że po takim wyznaniu mąż ją pierwszy raz w życiu uderzył. Inny potraktował epitetami i pytaniami: „Gdzieś się tego nauczyła?!”. Dla jej męża było niewyobrażalne, że mógłby taki seks uprawiać. Oczywiście, mógłby. Ale z własną żoną?! No, bez przesady. Podobne tłumaczenie usłyszałem kiedyś od mężczyzny, który, pytany o związki pozamałżeńskie odpowiedział, że nie ma takich. Okazało się, że sypiał z prostytutkami. W jego mniemaniu nie była to zdrada. Często słyszę od pacjentów: „Nie wyobrażam sobie z własną żoną robić takich numerów”. „No, ja chyba bym stracił do niej szacunek”. Albo: „Ona się do tego nie nadaje”. A ona, kiedy tylko słyszy, że miałaby „coś” takiego wyprawiać ze swoim mężem, zaczyna się śmiać. Mam wrażenie, że od wielu wieków funkcjonujemy w małżeństwach w taki sposób.

Dziś związki częściej się rozpadają z powodu zdrad niż kiedyś?

Miewam pacjentów, którzy mówią: „Nasz związek rozpadł się z powodu zdrady” albo: „Nasz związek się wzmocnił”, inni: „Nic się nie zmieniło po tym, jak on/ona mnie zdradził/a”. Ta druga kategoria jest najciekawsza. Jeżeli już dochodzi do zdrady i ona się okazuje czymś bolesnym dla nas, to mimo wszystko ja bym proponował, żebyśmy nie podejmowali nagłych decyzji. Na rozpad związku zawsze przyjdzie czas. Okażmy otwartość na drugą osobę. Warto walczyć o małżeństwo. Bo jeżeli byśmy popatrzyli na zdradę jako na kryzys w związku, to właśnie na tym kryzysie można spróbować zbudować coś nowego. Gdy grozi nam bankructwo, piszemy często wnioski do banku o kredyt. Na tej podstawie tworzymy nowy biznesplan na życie i na firmę. Taki sam powinniśmy napisać, gdy już dojdzie do zdrady w naszym związku.

Namawia pan, żeby związek traktować jak biznes?

A dlaczego nie? Przecież potrafimy być kreatywni i zapobiegliwi, gdy chodzi o nasze pieniądze i pracę. Co jakiś czas musimy w tych sferach dokonać zmian, sprawdzić postępy. W pracy często przechodzimy szkolenia, doskonalimy, uczymy się różnych strategii. A po przyjściu do domu zapominamy o tym. Nie potrafimy przenieść tych rozwiązań na własny grunt, do domu i rodziny, które też tego potrzebują. Nie jestem za tym, żeby przenosić obciążenia z pracy na dom. Ale jestem za tym, żeby wykorzystać ten kapitał zawodowy i umiejętności społeczne do pracy nad relacjami osobistymi. To ułatwiłoby nam życie. Mam wrażenie, że ludzie w małżeństwach jak już powiedzą sobie to sakramentalne „tak”, to mają poczucie własności. Uważają, że to się samo będzie toczyć, bo on/ona należy do mnie, więc co się może wydarzyć. A związek jest jak dobra inwestycja. Tu też trzeba mieć dobry biznesplan.

Pary, które przeżyły zdradę, czegoś żałują w swoim życiu?

Może to, co powiem, nie będzie poprawne politycznie, ale w seksie liczy się kategoria młodości. Nie chcę absolutnie brzmieć jak hedonista. Ale w pewnej chwili zaczynamy żałować, że ta nasza młodość była tak uboga erotycznie. Niektóre kobiety mówią: „Żeby pan mnie widział 20 lat temu… zupełnie inaczej wyglądałam”. „Nie wstydziłam się, miałam naprawdę piękne ciało”. Mężczyźni narzekają na brzuch, zmarszczki. Zaczynają się krępować ciała. Dlatego wchodzą w te wszystkie przelotne związki, gdzie nikt nie będzie tego tak oceniał. Zdradzając, czasem zaczynają nadrabiać to, co stracili. A tego się nie da nadrobić. Myślę, że jak się ma te dwadzieścia kilka lat, to warto tak gospodarować swoim życiem zawodowym i edukacją, żebym mieć czas i na ten piękny, odlotowy seks. Bo to jest najlepszy moment na poszukiwanie granic otwartości w seksie, akceptacji ciała, zbieranie doświadczeń. Po upływie lat budzimy się rozczarowani, że nie korzystaliśmy z życia. Nie wszystko da się ostrzyknąć botoksem. Można sobie zrobić na starość piękną buzię, ale nie nadrobi się straconego czasu w miłości.