fbpx

Antykoncepcja: Rób tak, żeby nie było dziecka

antykoncepcja
123rf.com

Dziś będzie z pianą na obliczu i z dzikością w oku. Dziś będzie o drugim końcu seksu, o jego mrocznej polskiej stronie – antykoncepcji.
Z receptą w dłoni powędrowałam do apteki, gdzie spodziewałam się kupić sobie spiralę, czyli wewnątrzmaciczną wkładkę antykoncepcyjną (IUD). Pani farmaceutka sprawdziła w systemie, poinformowała, że „trzeba zamówić” i spytała, czy na pewno chcę kupić to, co mam na recepcie. Ponieważ byłam pewna własnych działań, odparłam, że naturalnie. Na co pani farmaceutka oznajmiła, że należy się 860 złotych. Aż mnie zatkało!

Czy w Polsce istnieje antykoncepcja?

Postanowiłam upuścić nieco żółci na temat antykoncepcji, ponieważ święcie wierzę, że jeżeli kobieta nie ma komfortu z niej wynikającego, to radości z seksu mieć nie będzie. Trudno o radość, gdy wisi nad nami obawa o niechcianą ciążę. Do jasnej anielki, niechcianą. Kobiety nie chcą ciągle zachodzić w ciążę, a niektóre kobiety nie chcą w ogóle mieć dzieci. Czy ktoś „tam na górze” może przyjąć do wiadomości, że ciąże mamy maksymalnie kilka razy w życiu, a stosunków seksualnych parę tysięcy? I że robienie dzieci nie jest powodem, dla którego ludzie wykonują ruchy niegodne filozofów? A refundowana lub dotowana antykoncepcja powinna być czymś tak oczywistym, jak autostrady, wodociągi i transport miejski?

Ten twór, który – chyba ze względu na wykręcone poczucie humoru prawodawców – nazywamy polityką prorodzinną, zakłada, że bronienie się przed zapłodnieniem jest czynem niegodnym kobiety i należy ten czyn od kobiety odsunąć. Oczywiście, dla jej dobra. Krew się we mnie gotuje, jak widzę swój kwitek z karty kredytowej. Jestem szczęściarą, bo mam prawie 1000 złotych, żeby zapewnić sobie bezawaryjny seks przez najbliższych kilka lat. Jestem podwójną szczęściarą, bo lekarze nie karmią mnie bzdurami o szkodliwości wkładki wewnątrzmacicznej. Rodziłam dzieci, więc się ode mnie odczepią. Wiele kobiet nie ma takiego szczęścia. Może nie mają pieniędzy. Może jeszcze nie rodziły i usłyszą te połajanki, obejmujące straszenia, że rozerwie im macicę, po wizje, że nigdy nie będą mogły mieć dzieci. Tak, dokładnie to słyszą bezdzietne kobiety w gabinetach ginekologicznych w Polsce. A najciekawsze jest to, że spirala jest taka strasznie groźna tylko u nas. W całej Europie zakłada się ją kobietom, które nie rodziły, bez większych problemów. Nie wierzycie? Spytajcie swoje koleżanki ze zgniłego Zachodu. Spirale szkodzą tylko Polkom. Zapewne ze względu na wilgotny klimat. *

Prawdziwa antykoncepcja w tym kraju nie istnieje. Ani rozsądne do niej podejście, ani obiektywna ocena stanu zdrowia kobiety, ani system wspierania kobiet, żeby mogły planować rodzinę. Ośrodki, które są bezpośrednio odpowiedzialne za politykę antykoncepcyjna, kultywują przekonania z XIX stulecia, kiedy trzeba było produkować masy ludzkie, a etos religijny wyznaczał normy postępowania.

Pigułka, spirala albo …

Jest tylko jedna, oprócz wkładki, skuteczna i pewna metoda antykoncepcyjna – pigułki. Paczka kosztuje około 40 zł. Pomnóżcie sobie razy dwanaście i otrzymacie prawie 500 złotych rocznie. Zadam idiotyczne, retoryczne pytanie, na które odpowiedź znam. Czy może być tak, że jest w Polsce wiele kobiet, których nie stać na taki miesięczny wydatek? No, są. Są też liczne medyczne aspekty stosowania pigułek antykoncepcyjnych, które powodują, że nie jest to wybór ani oczywisty, ani prosty. Niektóre kobiety zaciskają zęby, inne stosują coitus interruptus. Gdzie w tym miejsce na spontaniczny, szczęśliwy seks, na budowanie intymności i rozwój seksualności? Nigdzie.

Do publicznej świadomości nie przedziera się fakt, że nie istnieje żaden, aprobowany przez środowiska konserwatywne, środek antykoncepcyjny. Chociażby dlatego, że wspomniane środowiska nie aprobują kontroli urodzin generalnie. Politycy w Polsce nie zauważają problemu, zajęci głoszeniem swoich haseł i unikaniem konfrontacji z twardą rzeczywistością. Zamiast nich, konfrontujemy się my, płacąc ciężką kasę za poczucie bezpieczeństwa albo żyjąc bez niego. W końcu od braku antykoncepcji się nie umiera.

Jeżeli w Polsce nie zostaną załatwione podstawowe tematy – dotowana antykoncepcja, prawo do aborcji, do in vitro, edukacja seksualna, to nigdy nie wejdziemy w normalność. Niezależnie od tego, jak jednostkowo będziemy chcieli rozwijać swój seksualny potencjał, kochać się szczęśliwie, mieć udany seks, będziemy obijać się o ściany z pleksi – pozornie przezroczystych, bo niezauważanych kwestii, które nie przestają determinować naszego życia na bardzo podstawowym poziomie. Nie mam zamiaru tym tekstem ocalić świata, ale chcę wykrzyczeć swój sprzeciw na istniejący stan rzeczy.

* Jestem świadoma zwiększonego ryzyka np. infekcji związanych z aplikacją wkładki wewnątrzmacicznej. Jednak infekcja nie jest tym samym co wizja natychmiastowej bezpłodności.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze