fbpx

Seks po traumie, czyli jak odbudować intymność

Seks po traumie, czyli jak odbudować intymność
Trauma może tak zachwiać naszym poczuciem bezpieczeństwa w seksie, że długo nie będziemy w stanie zaufać drugiej osobie i odsłonić się przed nią. (Fot. Getty Images)

Trauma, a nawet „zwykła” zdrada może tak mocno zachwiać naszym poczuciem bezpieczeństwa w seksie, że długo nie będziemy w stanie zaufać drugiej osobie i odsłonić się przed nią. Jak wyjaśnia seksuolożka Izabela Jąderek, odbudowanie prawdziwej intymności w parze wymaga przede wszystkim czasu.

Chciałabym porozmawiać o trudnych wydarzeniach, które zdarzają się w związku i mogą prowadzić do utraty poczucia bezpieczeństwa, a nawet do traumy…
Wyjaśnijmy może najpierw, czym jest trauma. W definicjach psychiatrycznych jest mowa o stanie psychicznym będącym skutkiem wydarzeń, które są związane z bezpośrednim zagrożeniem zdrowia i życia lub byciem świadkiem zdarzeń typu wypadek, przemoc na tle seksualnym, pobicie. Obecnie w mediach słowo „trauma” odmieniane jest przez wszystkie przypadki, co często spłyca jego znaczenie. Na przykład nie nazwiemy traumą zdrady. A to może być dla kogoś, kto został zdradzony, wydarzenie kryzysowe i bardzo stresujące, w konsekwencji prowadzące do utraty poczucia bezpieczeństwa i zaufania oraz do wzrostu lęku. To, w co ktoś wierzył, całkowicie się zmienia. Związek i wyobrażenie o nim jest zagrożone, ale zachowując precyzję, nie nazwalibyśmy jednak tego traumą.

Ostatnio usłyszałam opowieść znajomej o rozstaniu z człowiekiem, który w związku stosował przemoc psychiczną. Składało się na nią wyśmiewanie, obrażanie, także stwarzanie poczucia zagrożenia. Czy to może przełożyć się na traumatyczne doświadczenie, mimo że nie ma namacalnych dowodów ani śladów?
Brak śladów fizycznych nie znaczy wcale, że nie ma śladów w psychice. Bo poczucie przerażenia, silnego strachu, ogromnej bezradności, zachwianie poczucia bezpieczeństwa − składają się na ogromny uraz psychiczny. I zdecydowanie mamy prawo nazwać to stresorem traumatycznym, który może spowodować poważne emocjonalne zranienia oraz zagrożenie dla własnej integralności. W takiej sytuacji ofiara przemocy psychicznej w związku potrzebuje wsparcia, najczęściej w formie albo interwencji kryzysowej, albo psychoterapii, czyli czegoś, co pozwoli jej na regulację emocji, uspokojenie, wyciszenie, redukcję lęku, osłabienie śladów wpływów tamtych doświadczeń na całościowe funkcjonowanie.

Czemu pomoc terapeutyczna jest tak ważna?
Bo w momencie, w którym ta osoba ma już za sobą doświadczenie przemocy, jest ryzyko, że będzie wchodzić w kolejne relacje z lękiem i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Albo wręcz przeciwnie – zacznie unikać wszelkich bliższych relacji, ponieważ będzie się bała podobnych zranień i doświadczeń. Do tego dochodzi jeszcze negatywna ocena siebie, bardzo duże poczucie wstydu, obwinianie się. Myślenie typu: „różnię się od innych, jestem gorsza, wybrakowana, ułomna”. Ofiara długofalowego doświadczania przemocy może też próbować oddzielać się od wywoływanych przez to zdarzenie uczuć, nazywamy to dysocjacją. Może oddzielać się od tego, co przeżywa, lub oddzielać się od swojego ciała, wypierać lub zaprzeczać temu, co się działo; może też próbować znaleźć dla swojego oprawcy i dla jego działań jakieś wytłumaczenie. Duża część osób po takich doświadczeniach ma także trudność z regulacją emocji: złości, smutku, lęku. Ale też oczywiście wpływa to na sposób ich myślenia o świecie, który jawi się jako wrogi, nieprzewidywalny, opresyjny.

Zaczęłyśmy od dużego kalibru, ale jest na pewno więcej czynników, które wpływają na poczucie bezpieczeństwa w związku.
Myślę, że silnym czynnikiem jest zdrada. Niezależnie od tego, czy emocjonalna, czy fizyczna. Bycie w monogamicznym związku oznacza, że – karmieni wizją romantycznej miłości – mamy prawo uważać, że jesteśmy najfajniejszą osobą w życiu naszego partnera. I tak samo najfajniejszą osobą jest dla nas partner. Według nas ma najlepsze cechy charakteru, odpowiada nam jego osobowość, w jego towarzystwie czujemy się dobrze i bezpiecznie. Zdrada uświadamia nam, że jednak nie jesteśmy tacy wyjątkowi. Czujemy się oszukani, cały nasz świat się wali, bo na tej drugiej osobie opieramy wyobrażenie o sobie i świecie. W efekcie może nam być trudno ponownie zaufać partnerowi, ale też innym osobom, z którymi będziemy próbowali budować bliskość po rozstaniu z niewiernym kochankiem. A to tylko jeden czynnik…

Jakie są inne?
Zachowania partnera, do których łatwo się przyzwyczajamy, a które nie powinny mieć miejsca i czasem stają się częścią komunikacji w związku. Mam na myśli drobne złośliwości, ocenianie, okazywanie sobie pogardy, ale też brak zainteresowania, obojętność, ciągłe bycie w defensywie. Pisał o tym psycholog John Gottman, który przez ponad 30 lat zbadał około 3 tys. małżeństw i na podstawie obserwacji określił tzw. Czterech Jeźdźców Apokalipsy, czyli cztery najczęstsze powody rozstań: krytykowanie, defensywność, zamykanie się w sobie i pogarda. To one sprawiają, że czujemy się nieważni, gorsi, nieatrakcyjni. Niełatwo o wysoką samoocenę i adekwatne poczucie własnej wartości w relacji, w której partnerzy tak się właśnie traktują. I koniec końców, trudno wtedy między nimi o satysfakcjonującą intymność.

Właśnie, nie za wszystko, co dzieje się w związku ponosimy całkowitą odpowiedzialność, choć czasem nie potrafimy tego przyjąć.
Jesteśmy uczeni tego, że mamy być silni, sprawczy i posiadać wpływ na różne rzeczy w swoim życiu. Tymczasem w związku odpowiedzialność podzielona jest po równo. Nie da się tworzyć partnerskiego związku, jeśli dźwiga się nie swój ciężar. Dodatkowo, jeżeli będziemy się zamykać we własnych przekonaniach czy w swoich założeniach typu: „Ja nic nie zmienię, bo taka już jestem” – to z taką postawą niewiele można zrobić.

Chciałabym jeszcze wrócić do intymności. Dla osób, które doświadczyły zdrady czy licznych złośliwości ze strony partnera relacje seksualne mogą być poza zasięgiem przez dłuższy czas. Czy wyjście z takiej sytuacji zawsze będzie wymagało terapii?
Trudno powiedzieć, czy zawsze, bo wiele par po terapię nie sięga i nie wiadomo, czy i jak sobie radzą. Niemniej zdrada jest jednym z częstszych powodów podejmowania terapii przez pary, a zarazem najczęstszą przyczyną rozpadu związków. Zatem można przypuszczać, że pary samodzielnie sobie z nią nie radzą. Zdrada jest dla nich tak kryzysowym doświadczeniem, że często nie da się potem odbudować relacji. Nie ma jednego modelu terapii, trzeba wziąć pod uwagę charakter relacji pary, czynniki wpływające na zdradę, to, co jest dla osoby zdradzonej najtrudniejsze w tym doświadczeniu: czy to było jednorazowe wydarzenie, czy trwające od kilku miesięcy bądź lat; czy chodziło o bliskość emocjonalną, czy seksualną. Dla niektórych osób będzie to sam fakt „aktu”, a dla innych na przykład to, że partner nie powiedział, że coś się dzieje złego, a wolał zaangażować się w relację z inną osobą. Terapeuta musi to wszystko wziąć pod uwagę. Celem – zwykle zdefiniowanym przez parę – jest odbudowa intymności i zaufania, wzięcie odpowiedzialności za sam akt zdrady przez osobę zdradzającą, ale też przeanalizowanie i wzięcie odpowiedzialności za różne czynniki prowadzące do kryzysu w relacji – przez oboje. Za kryzys w relacji odpowiedzialne są zawsze dwie strony, bo one ją tworzą, zaś za sam akt zdrady odpowiada osoba, która zdradza.

Wracając do intymności, to najczęściej rozumiemy ją dość prosto – chodzi o seks. Jednak intymność to coś znacznie więcej − zażyłość, zaangażowanie, wspólnota przeżywania emocjonalnego, gotowość do odsłonięcia się przed drugą osobą. Kiedy jesteśmy nadzy fizycznie i psychicznie – stajemy się podatni na zranienie, a gdy do niego dojdzie, chęć ponownego odsłonięcia się znacznie maleje. Jeśli cały czas jesteśmy spięci, czujni i ostrożni, trudno jest odbudować intymność.

Wyobraźmy sobie, że rozmowy albo terapia sprawiły, że oboje z partnerem chcemy zawalczyć o związek po zdradzie. Jednocześnie boimy się powtórki z przeszłości. Jak odróżnić słuszne obawy od podejrzliwości?
To bardzo subtelna różnica i trudno podać konkretne wskazówki do jej uchwycenia. Lęk sam w sobie często jest związany z napięciem, pojawia się po przypomnieniu sobie pewnych wydarzeń lub w wyniku wyobrażania sobie tego, co mogłoby się stać. Zachęcałabym wtedy do sprowadzania się, możliwie najczęściej, do chwili obecnej – do mojej relacji, do tego, jak w niej teraz jest, jaki jest mój partner i jak się zachowuje, do przyglądania się jego postawom, słowom, dotrzymywanym obietnicom, chęci do budowania przez niego bliskości. Dobrze zatrzymać galopadę myśli i uczuć – choć to bardzo trudne, kiedy pojawia się lęk – i odwołać się do swojego rozsądku. Jeśli cokolwiek wzbudzi nasze podejrzenie, dobrze to sprawdzać – w miarę spokojnie rozmawiać z partnerem, pytać, mówić o swoich obawach, ale też o nadziejach i trudnościach. A zarazem uważać, żeby nie wypominać w nieskończoność zdrady.

Jeśli oboje decydujemy się na budowanie związku na nowo, to oznacza, że nie wyzłośliwiamy się już później na siebie, nie piętnujemy. Oznacza to też, że przeprosiliśmy oraz przyjęliśmy przeprosiny i razem ruszamy w tę podróż zwaną związkiem.
Niezależnie od wszystkiego, warto uczyć się widzieć rzeczy takimi, jakie one są naprawdę, a nie takimi, jakimi byśmy chcieli, żeby były. A czasem wolimy się oszukiwać i łudzić, że „jeśli jeszcze coś zrobimy, to wtedy będzie inaczej”.

Jakie są kolejne etapy odbudowywania poczucia bezpieczeństwa w strefie erotycznej? Jak można wspierać ten proces, bez forsowania go i przyspieszania?
Przede wszystkim należy poczekać, aż osoba zdradzona będzie miała ochotę na bliskość seksualną. Nie wywierać na nią żadnej presji, nie naciskać, nie dopytywać, tylko uzbroić się w cierpliwość i być przy niej. Ona też ma trudną pracę do wykonania – powoli otwiera się na związek z kimś, kto ją skrzywdził. A zatem zwykle zaczyna od przyjrzenia się sobie: co jest teraz dla niej najtrudniejsze i dlaczego; z czym kojarzy jej się bliskość seksualna i co ona dla niej oznacza; jakimi uczuciami darzy partnera czy partnerkę; jakie ma nadzieje dotyczące seksu; po czym pozna, że zaczyna znów ufać.

Zrobienie pierwszego kroku warto połączyć z dzieleniem się ze sobą uczuciami i myślami w tym temacie, także po pierwszym seksie. Niewiele się zmieni, jeśli wrócimy do starych schematów sprzed zdrady: do domyślania się, wycofywania i unikania. Niech seks nie będzie czymś, co dzieje się szybko i automatycznie, warto traktować go jako wspólną deklarację łączących nas uczuć, jako fizyczny wyraz tego, co nas spaja i co sprawia, że jesteśmy w związku.

Izabela Jąderek, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog kliniczny Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, psychoseksuolog Europejskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej i Europejskiej Federacji Seksuologicznej.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze