fbpx

Seks publiczny

Seks publiczny
fot.123rf

Na plaży, na stadionie, w windzie, tramwaju, a nawet w konfesjonale. Ludzie boją się, ale to właśnie lęk ich stymuluje do uprawiania seksu tam, gdzie można ich przyłapać. Takie zachowania niszczą czy budują związek – zastanawia się seksuolog Krzysztof Korona.
Skąd bierze się w nas ochota na seks w miejscach publicznych?

Seks to emocje i adrenalina. Połączenie go z niepokojem, że ktoś nas nakryje, to dodatkowy element ryzyka. Dlatego wielu ludzi właśnie przez seks próbuje sobie radzić z własnym lękiem.

Radzić sobie z lękiem przez prowokowanie sytuacji ryzykownych to paradoks.

Niekoniecznie, nasze zachowania seksualne podlegają procesowi uczenia się i warunkowania. Wielokrotnie przeżywany narastający niepokój, strach wywołany sytuacją, że może nas ktoś zobaczyć, podglądać, zaskoczyć, nagrodzony podnieceniem seksualnym i orgazmem, łatwo może stać się preferowanym stylem zaspokajania potrzeby seksualnej. Z drugiej strony – pamiętajmy także o anatomii mózgu. Ośrodek pobudzenia seksualnego znajduje się w pobliżu ośrodka agresji. W pewnych okolicznościach, jak dowodzą badacze mózgu, w podwzgórzu może dojść do nietypowej reakcji „przeskoczenia” pobudzenia z jednego ośrodka na drugi. Dlatego niektórzy ludzie w stanach pobudzenia emocjonalnego związanego ze złością, lękiem strachem nagle nieoczekiwanie doznają seksualnego pobudzenia. Seksuologom znane z gabinetów są skargi matek, nauczycielek na dzieci, które w trakcie pisania stresującej klasówki nieświadomie się masturbują.

Pamiętam w przedziale pociągu pasażera, który nagle obudzony do kontroli biletu tak się zdenerwował, że odruchowo począł sięgać do rozporka. Chociaż stres częściej gasi podniecenie.

Ale są też tacy, dla których lęk jest paliwem. Niepokój podczas aktu staje się wtedy uzależnieniem, a nawet nieodzownym czynnikiem podniecenia. I już nie pociąga takich ludzi seks bez ryzyka. To potem są często moi pacjenci. Ich uzależnienie staje się kłopotliwe, czasami nawet niebezpieczne. Radzą się mnie, co robić, skoro czują przymus seksu pod okiem kamery, na ulicy lub w sklepie. Właśnie to ukryte oko tak ich kusi i stymuluje.

To już chyba ekshibicjonizm?

O nie, ekshibicjonistę podnieca i ekscytuje widok zaskoczenia, nawet przerażenie człowieka, przed którym się obnaża. Tutaj działa inny mechanizm – ona, on, zwykle oboje, muszą się bać, aby odbyło się seksualne zbliżenie. Nie mieszajmy tu jednak dwóch porządków. Ludzie lubią bawić się seksem i różnie to robią. Już Wisłocka opisywała, jak kobieta może zaspokajać mężczyznę stopą pod stolikiem.

Od jej czasów wiele się zmieniło. Stoliki wyszły na ulice, w Internecie jest wszystko, od możliwości podglądania do upubliczniania swoich seksualnych dokonań.

Internet to łatwość nagrywania obrazu. I ludzie zaczęli się tym bawić, stymulować życie seksualne. Dewiacja jest wtedy, gdy para, aby odczuwać przyjemność i mieć orgazm, musi się stymulować w nietypowy, choćby publiczny, sposób. Seks w łóżku już ich nie interesuje.

No dobrze, ale mamy wiele sytuacji pośrednich. To, co uważano za dewiację sto lat temu, dzisiaj już tak nie jest postrzegane. Seks oralny był uznawany za zboczenie. Teraz to norma. Już prędzej ktoś, kto tego odmawia, uważany jest za dewianta.

No popatrz, do czego to doszło… Następna komplikacja to fakt, że ludzie uprawiają seks z wielu powodów. Pocieszanie się, zabijanie nudy, chęć dominacji, a czasami para chce mieć orgazm przed snem, bo lepiej im się wtedy zasypia. Seks nie ma tylko i wyłącznie wymiaru miłosnego, choć jego ludzki wymiar polega na budowaniu więzi emocjonalnej pomiędzy partnerami. Seks publiczny dla wielu par jest takim elementem więziotwórczym, bo łączy ich nie tylko wspólne doświadczanie przyjemności seksualnej, ale także złamanie tabu, wspólna tajemnica. O działaniu takiego mechanizmu doskonale wiedzą trenerzy prowadzący zajęcia integracyjne w firmie. Surwiwal, chociaż czasami kończy się złamaniem ręki pani księgowej, łączy zespół wspólną emocją lęku, strachu, napięcia, złości… Nic dziwnego, że podczas takich eskapad często dochodzi do seksu.

Długo można by wyliczać, ale istotnym czynnikiem jest zabawa. Dla niej gotowi jesteśmy na wiele.

Dla dzieci zabawa jest nie tylko przyjemnością, ale i nauką życia. Dla dorosłych nagrywanie swoich zbliżeń może też mieć walor edukacyjny. Ludzie nie widzą się podczas seksu, stąd wiele nieudolności i błędów. Nagrywanie siebie w trakcie zbliżenia bywa pożyteczne, ale może też stać się ryzykowne. Trzeba wiedzieć, że kiedy wchodzi się na ścieżkę poszukiwań nowych pomysłów, łatwo się uzależnić. Ci, którzy traktują seks jako relację miłosną, budowanie więzi i upubliczniają swoje zbliżenia, muszą się liczyć z tym, że takie eksperymenty tę więź osłabiają. Co ma być urozmaiceniem i wzbogaceniem, bywa niszczące. Dosyć szybko dochodzi się do ściany, dalej czeka tylko pustka. Zaczyna się więc szukać kogoś poza partnerem i związek się kończy. Relacja miłosna to wspólne tajemnice, intymność, poczucie, że jesteśmy wyjątkowi. Przekraczanie norm może czasami budować wspólnotę. Myślimy o sobie wtedy, że jesteśmy odrębni, inni, więc uprawianie seksu w miejscach publicznych może nas zbliżyć z partnerem, ale tylko wtedy, gdy potrafimy to robić dyskretnie i takie działania nie prowadzą nas do uzależnienia.

A w małżeństwach już znużonych sobą?

Pytają mnie przyłapani w samochodzie na parkingu: „Jesteśmy normalni czy nie?”. Mówię: „Nie każdy chce oglądać wasze pośladki i zachowania intymne, dla wielu to niesmaczne. Ale jeśli wam to potrzebne, róbcie to, byle ostrożnie, bez zbytniego ryzyka. I pamiętajcie, że od takiego seksu, podobnie jak od alkoholu, można się uzależnić”. Taka forma może być tylko uzupełnieniem. Ale jest też inna kategoria osób, które celowo naruszają prawo, normy społeczne i właśnie z tego czerpią satysfakcję.

Nigdy nie widziałem ludzi uprawiających seks w miejscu publicznym, więc chyba jednak ludzie pilnują się, ryzykują, ale nie za bardzo.

Ilość nagrań scen publicznego seksu jest ogromna. Mam z tym do czynienia jako biegły sądowy. To ulice, parki, sklepy, ale też baseny, sauny…

Tu rodzi się pytanie, czy dziś jest tego więcej niż kiedyś, czy może zaczęło się wielkie monitorowane i ujawnianie tego, co przedtem było ukryte.

Jestem pewien, że publicznego seksu jest teraz o wiele więcej. To niemal epidemia. Internet daje przykład, ośmiela, unormalnia to, co niekoniecznie normalne.

Jak z penalizacją takich działań? Kary za nieobyczajne zachowania są dość surowe, ale mam wrażenie, że częściej przymyka się na to oczy.

To pytanie do prawnika. Ja jako seksuolog badam przyłapanych na nieobyczajnych zachowaniach (np. stosunku na stadionie podczas meczu piłkarskiego), czy są osobami dotkniętymi seksualną dewiacją, czy nie. I czy wymagają podobnego leczenia jak nagminnie łamiący prawo ekshibicjoniści czy podglądacze. Tam, gdzie mamy do czynienia z seksem publicznym, zawsze jest grupa ludzi, którzy nie tylko nie uważają, że to łamanie prawa, ale wręcz czerpią satysfakcję seksualną właśnie z tego, że ktoś ich podgląda. Na pewno uprawianie seksu w miejscu publicznym w obecności dzieci może zagrozić ich prawidłowemu rozwojowi seksualnemu. Więc ma to też wymiar moralny, poważniejszy niż tylko niesmak, jaki mogą odczuć dorośli.

Najbardziej niezwykłe miejsca, w jakich uprawiali seks twoi pacjenci?

Za normę internetową uważa się seks w toaletach, na dyskotekach podczas tańca, na stadionie. Pamiętajmy, że seks publiczny nie wymaga publicznego rozebrania się, wystarczy raczej odsłonięcie „węzłowych miejsc”. Powszechnym, ale niebezpiecznym zajęciem jest uprawianie seksu na autostradach w rozpędzonym samochodzie. Tutaj tylko desperaci decydują się na stosunek, częściej chodzi o wspólną masturbację albo seks oralny. Świadkami efektów takiego seksu stają się pracownicy pogotowia ratunkowego i strażacy. Seks XXI wieku to także gadżety, choćby sterowane pilotem. Opiniowałem kiedyś w sprawie sądowej, w której para została wyprowadzona z sali kinowej przez ochronę, bo kobieta podczas stymulacji wibratorem sterowanym drogą radiową przez siedzącego obok partnera doznała tak silnego niekontrolowanego orgazmu i narobiła takiego hałasu, że nie dało się tego ukryć. Seks w miejscach publicznych to także seks w taksówce jeżdżącej po mieście, w samolocie, w pociągu czy w tramwaju. Tutaj wpadki i zatrzymania par zdarzają się najczęściej. No, chyba że taksówkarz nie ma nic przeciwko takim zachowaniom… Liberalizm i tolerancja jednak zwykle kończą się tam, gdzie narusza się czyjąś intymność i pojęcie dobrego smaku.

Krzysztof Korona – psycholog, psychoterapeuta, seksuolog, właściciel Kliniki Piękna Wewnętrznego „Wellness Psychotherapy”, www.psychoNET.pl

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze