Seks z miłością czy bez?

Seks bez miłości to puste doświadczenie, ale pośród tych pustych jedno z najlepszych - powiedział kiedyś Woody Allen. (Fot. iStock)

Seks bez miłości to puste doświadczenie, ale pośród tych pustych jedno z najlepszych – powiedział Woody Allen. Czy to znaczy, że seks z miłości jest lepszy? Tak myślimy. Mówimy. Przekonujemy nasze córki. A jeśli lepiej bez miłości? To co wtedy? A może jest jeszcze inaczej?

Z miłością czy bez? Nie ma to znaczenia. Seks jest wspaniały sam w sobie. Przyjemność z fizycznej, zmysłowej bliskości z drugim człowiekiem nie ma sobie równej – mówi Maja Herman, psychoterapeutka i psychiatra zajmująca się sprawami seksualności. – Dlatego czymś cudownym i dla nas dziś najważniejszym jest pozwolenie sobie na doświadczanie radości i przyjemności z seksu.

Bo, jak się okazuje, wcale nie jest to jeszcze tak powszechne! Zwłaszcza wśród kobiet, bo my dopiero przekonujemy się, że mamy prawo do czerpania przyjemności z fizycznej bliskości.

– Myślę nawet, że kiedy pytamy: „Który seks jest lepszy?”, to tak naprawdę pytamy o to, czy możemy sobie to prawo do przyjemności seksualnej dać – mówi Maja Herman. – Moja odpowiedź na pytanie: „Z miłości czy bez?”, brzmi więc: „Jak kto woli! To kwestia gustu i smaku. Wybór między ciastkiem z kremem waniliowym a ciastkiem z kremem truskawkowym. Oba są pyszne!”.

Czym jednak jawi się ta zgoda na przyjemność seksualną, która według Mai Herman jest tak ważna, jeśli chcemy wiedzieć, jaki seks jest dla nas lepszy? Czy brakiem zasad moralnych? No bo skoro można bez uczuć czy ślubu, a nawet bez bycia parą…

– Powiedziałabym raczej, że jeśli już jest brakiem, to kompleksów – wyjaśnia psychoterapeutka. – Zgodę na przyjemność w psychologii uważa się za warunek nie tylko udanego seksu, ale życia w zgodzie z samym sobą. Gdy ją mamy, to trawa po naszej stronie płotu staje się bardziej zielona! Seks lepszy. A sama miłość, gdy się nam przydarzy – prawdziwsza i szczersza.

Krem truskawkowy

– Trzeba dziś jeszcze mieć odwagę, aby być kobietą, która swoje potrzeby seksualne zna i swobodnie zaspokaja – mówi Herman. – Taką, która bez pruderii i zahamowań, do utraty kontroli nad własnym ciałem oddaje się zmysłowym odczuciom. Wszystko jedno, czy w stałym związku, czy poza nim. Ta odwaga jest nam potrzebna, bo uprawianie seksu mimo wielu zakazów i nakazów jest czymś naturalnym. Truskawkowy seks, czyli ten bez alibi, jakie dałaby miłość, bywa sposobem, aby lepiej poznać siebie, swoje ciało i pragnienia, których mogłyśmy być nieświadome właśnie z racji wychowania czy niewiary w siebie. Truskawkowy seks to nie tylko poznanie, ale też możliwość zaspokojenia nawet szalonych fantazji seksualnych. Bo kiedy celem jest jedynie seks – nie szukamy ojca naszych dzieci, ale partnera – atrakcyjnego i gotowego spełniać nasze seksualne zachcianki – dodaje Maja Herman.

Magiczny seks

– Weekend z najprzystojniejszym mężczyzną? Gdy dałaś sobie pozwolenie na odczuwanie przyjemności, to w łóżku z tym, kogo po prostu pragniesz, kto ci się podoba i cię podnieca, możesz przeżyć za pierwszym razem naprawdę magiczny seks – mówi psychoterapeutka.

Uczucie? Nie jest konieczne, aby było ci świetnie. Bo jeśli ten mężczyzna cię podnieca, to i tak twój mózg zaleje dopamina, hormon przyjemności. Dopamina cię oszołomi, sprawi, że poczujesz się na emocjonalnym haju. Tak działa popędowy, ewolucyjny, instynktowny mechanizm, bez którego nasz gatunek by nie przetrwał. Ale to nie wszystko. Kolejne hormony (m.in. oksytocyna) wydzielają się podczas seksu i orgazmu, wzmacniając jeszcze poczucie rozkoszy i odprężenia.

– Seks truskawkowy to masa zmysłowych przeżyć, bo biochemia dotyczy nas wszystkich – wyjaśnia Maja Herman. – Indywidualną sprawą pozostaje tylko intensywność tych doznań, a ta wynika z liczby receptorów dopaminy w mózgu, a nie z tego, co czujemy do kochanka. Im tych receptorów więcej, tym intensywniej doświadczamy seksu.

Uwaga na przytulanie

Hormony jednak nie tylko wspierają seksualne doznania niezależnie od tego, czy kochamy, czy nie. Są też takie, których zadaniem (biologicznym i ewolucyjnym) jest złapanie kochanków na lasso uczuć, nawet gdy nie są oni wcale miłością zainteresowani. Bo przecież tam, gdzie pojawia się seks, zawsze może zdarzyć się ciąża, a więc potem – konieczność opieki nad matką i potomstwem. A do tego potrzeba zaangażowania uczuciowego.

– Jeśli nie szukamy miłości, musimy uważać na wazopresynę – mówi Maja Herman. – To hormon miłości, monogamii. Wydziela się, gdy się przytulamy, obejmujemy, okazujemy sobie czułość po stosunku. Jeśli więc chcemy seksu bez miłości, to zaraz po idźmy do domu albo odwróćmy się plecami i śpijmy – tak mówił cudowny człowiek i naukowiec, prof. Jerzy Vetulani, psychofarmakolog.

Nawet jednak wtedy nie jesteśmy zupełnie bezpieczni. Sam orgazm naraża nas – zwłaszcza kobiety – na atak uczuć. Oksytocyna, zwana hormonem przywiązania, sprawia, że zaczynamy myśleć czule o tym, kto nam ten orgazm dał. A potem tęsknimy, patrzymy na telefon, czekamy na następne spotkanie. Oksytocyna może nas mamić miłością wobec kogoś, kogo nawet dobrze nie pamiętamy. Warto więc mieć świadomość, że seks bez uczuć to jednak trudna sprawa.

Bez uczuć. To możliwe?

– Emocje to gwałtowne, silne, nietrwałe odczucia poprzedzone jakimś wydarzeniem. Seks dostarcza nam ich wiele. W łóżku czujemy pożądanie, pragnienie, przyjemność, rozkosz itd – mówi seksuolog Piotr Gumienny. – Od nas jednak zależy, jak te emocje zinterpretujemy.

Możemy powiedzieć: „Mieliśmy superudany, wymarzony seks! Trafił się nam świetny kochanek czy kochanka”. Możemy jednak też dojść do wniosku, że skoro czuliśmy tak wiele, tak intensywnie, to zapewne połączyło nas coś więcej. Miłość trafiła nas na seksrandce w sam środek serca! Tak więc to od nas zależy, czy uznamy seks za pozbawiony miłości, czy jej pełen.

– Uczucia, a uczuciem jest prawdziwa miłość, zgodnie z definicją, są świadomą interpretacją emocji, jakich doświadczamy – mówi seksuolog. – Interpretacją na podstawie naszych własnych doświadczeń i przekonań. Miłość to także decyzja. Kiedy więc przeżywamy w seksie wiele emocji i interpretujemy je jako dowód uczuć, możemy być przekonani, że się właśnie zakochaliśmy. Granica między seksem bez uczuć a tym z uczuciami jest więc bardziej umowna, niż myślimy.

Tylko truskawki, zawsze truskawki

– Wybieramy lub interpretujemy seks jako „bez uczuć”, gdy boimy się oceny, odrzucenia, stałych relacji – mówi Piotr Gumienny. – Bo wtedy nie czekamy na telefon, na kolejne spotkanie. Kobiety nawet w naszym katolickim kraju wreszcie dobiły się do wolności seksualnej, to prawda. Na forach znajdziemy ich stwierdzenia, że preferują seks bez miłości, że seks to dla nich przygoda. Dbają o swoją fizyczność, by rywalizować na wolnym rynku seksualnych doświadczeń. Dbają o technikę, by być przygotowane na wszystkie potrzeby partnera. Ja jednak w takiej postawie nie widziałbym zawsze wyrazu preferencji seksualnej, upodobania do różnorodności, częściej to wyraz lęku przed zakochaniem się, przed zaangażowaniem i byciem porzuconą.

– Jedni angażują się głęboko, inni tego nie chcą lub nie potrafią – przyznaje Maja Herman. – Ale wszyscy mają takie samo prawo do radości z seksu. A więc kobiety, które boją się bliskości, są też singielkami i to jest wspaniałe. A jeśli ktoś boi się bliskości, to w stałym związku będzie się jeszcze bardziej bał.

– Nie zawsze wybór seksu dla seksu to efekt deficytu – dodaje psychoterapeutka. – Żyjemy w czasach fast foodów, wszystko ma być szybko i łatwo. A więc seks też. Najważniejsze jest w mojej ocenie to, że seks to radość życia, prawidłowa gospodarka hormonalna, dobre krążenie i sprawny układ odpornościowy. A często mamy do wyboru: ciastko z kremem truskawkowym lub post.

W masce i kostiumie

– Oczywiście, że to seks bez miłości jest lepszy – stwierdza prof. Jacek Wasilewski, kulturoznawca. – Ale dla tych, którzy są mocno osadzeni w swojej roli! Utożsamiają się z byciem żoną czy mężem, matką czy ojcem. Oni sobie nie pozwalają na spontaniczność i swobodę, na realizację seksualnych pragnień we własnej sypialni. Boją się, co sobie wtedy o nich pomyśli ten, przed kim tę rolę odgrywają. Ratunkiem dla takich osób był kiedyś czas karnawału. Ukryci za maskami mogli sobie pofolgować. Pozwolić na seksualny luz, doświadczyć absolutnej wolności i swobody. A dziś przestrzeń karnawału znajdują (i to każdego dnia czy każdej nocy) w Internecie. Karnawał jednak nie może trwać przez cały rok – mówi prof. Wasilewski.

I dodaje: – Co sobota z kimś nowym, poznanym na portalu, w pubie lub za kamerką w Internecie? To nie karnawał. To nie droga do jednorazowego ekstatycznego przeżycia. Rutynowy mechaniczny seks nie daje poczucia wyzwolenia i orgiastycznych doznań, niesie ze sobą poczucie pustki, samotności i niespełnienia – zwraca uwagę prof. Wasilewski.

Bo jeśli kochanka czy kochanek nie jest z nami w uczuciowym związku, to nasze seksualne poczynania stają się z czasem rodzajem masturbacji. Nie mamy poczucia, że obok nas jest drugi człowiek. Zamiast radości i poczucia spełnienia pojawia się smutek postkoitalny (po stosunku). Akt seksualny staje się aktem szczególnie samotnym, gdy po nim nie ma obok nas kogo, z kim chcielibyśmy ten czas dzielić.

– Seks bez miłości może być ekscytujący, aktywizujący, niezwykły, ale nie wtedy, gdy staje się rutyną. Bo wtedy zaraz po nim czujemy, że czegoś nam brakuje – potwierdza Piotr Gumienny. – A jeśli zechcemy tę pustkę wypełnić kolejnymi zbliżeniami bez uczuć, grozi nam hiperseksualność czy uzależnienie od nowości seksualnej. Bo to, czego wtedy szukamy, to zazwyczaj właśnie miłość.

Dotyk miłości

– W seksie z miłości nie ma tyle ekscytacji, mniej jest zaskoczeń. Ale za to doznania emocjonalne są bogatsze: poczucie akceptacji, bezpieczeństwa, tworzenia więzi, bycia kochanym. To, wbrew mitom, także dla mężczyzn bardzo ważne. Seks z miłości to jedna z rzeczy, których najbardziej pożądamy. Dzięki niemu możemy czuć się pożądani i kochani jednocześnie, co jest niezwykle wartościowe – mówi Piotr Gumienny.

– Najlepszym dowodem na to, że seks z miłości jest lepszy, może być to, jak odbieramy sam dotyk – mówi Bianca-Beata Kotoro. – Kiedy stoimy w zatłoczonym autobusie, nie jest nam miło, gdy nas ktoś dotyka. Ale jeśli przytuli czy obejmie ten, kogo kochamy, to zwykle czujemy dreszcze, błogość, czułość… Skala odczuć bywa nieograniczona. Ciało, emocje, dusza – odczuwamy całym sobą.

– W miłości poznajemy siebie nawzajem. Stajemy się jednym nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Dlatego to miłość daje tyle przestrzeni i czasu na poszukiwania nowych doznań, rozbudzanie wrażliwości ciała, eksplorację zmysłów – dodaje Piotr Gumienny.

„Bez” czy „z”?

– Seks z miłości jest o niebo lepszy, gdy, jak to mówił już Sokrates, kochamy naprawdę – stwierdza prof. Wasilewski. – Czym jest miłość? To wolność od odgrywania ról i kreowania wizerunku. Absolutna akceptacja siebie nawzajem. A kiedy tę akceptację mamy, mamy też wolność i możemy o wiele dalej posunąć się w miłosnym zbliżeniu. Bo wiemy, że jeśli odlecimy w ekstazie, to w pewnym momencie, może nawet tuż przed przepaścią, kochająca osoba nas złapie. Prawdziwa miłość to ta, która daje poczucie wolności i bezpieczeństwa. Jest jak trampolina, dzięki której możemy wyżej skoczyć. Jeśli kochając, czujemy się akceptowani, nic nie przebije tego, czego doświadczamy w miłosnym zbliżeniu.