Życie seksualne: co robić, by cieszyć się nim w pełni?

fot. iStock

Ale czasem chcieli odmiany

Zmienia się nasz stosunek do wierności lub po prostu bardziej otwarcie przyznajemy się do tego, co o ludzkich relacjach wiadomo od dawna. Wierność jest dla nas wartością, ale życie bywa skomplikowane. Jeszcze w 2013 roku podczas badań CBOS miażdżąca większość Polaków (85 proc.) uważała zdradę za zawsze złą i niczym nieusprawiedliwioną. Inaczej uważało tylko dwa proc. pytanych. Niemal jednomyślność. W tegorocznych badaniach prof. Izdebskiego pojawia się zmiana. Mimo uznawania miłości i trwałości stałego związku za istotne wartości rośnie nasza akceptacja dla skoków w bok. Seks poza związkiem akceptuje już 12 proc. badanych. A dziewięć proc. – trwanie jednocześnie innego związku lub romansu. Wciąż jednak to mężczyźni częściej niż kobiety akceptują seks za plecami partnera. Romans zaś jest bardziej akceptowany przez kobiety. Co zgadza się ze stereotypowym założeniem, że mężczyźni chętniej poszukują doraźnych przygód seksualnych, a kobiety wolą takie przygody połączyć z zaangażowaniem emocjonalnym. – Cenimy wierność, ale skłaniamy się w kierunku akceptacji posiadania dodatkowego partnera. Osiem osób na sto przyznaje, że żyje w związkach równoległych! Poza mężem czy żoną mają jeszcze kogoś. I to na stałe. To pokazuje, że Polacy potrafią się nieźle kamuflować. Bo to są związki ukryte – mówi prof. Izdebski.

Część z tych skomplikowanych układów dotyczy niejednoznacznych preferencji seksualnych jednego z partnerów. Czyli sytuacji, w której ktoś znajduje się w związku heteroseksualnym, ale ma także homoseksualny związek równoległy. – Dla niektórych to konsekwencja trudności w ujawnieniu swojej orientacji homoseksualnej. Dla innych – kwestia biseksualności. Takim osobom dopiero dwa rodzaje jednoczesnych związków dają pełnię realizacji swojej seksualności. To jest, oczywiście, coś, co komplikuje relacje, ale daje większą szansę na spełnienie – mówi prof. Izdebski. – Bardzo często partnerzy o tym wiedzą albo się domyślają. I decydują się tego tematu nie poruszać. Konfrontacja zawsze wiąże się z lękiem przed koniecznością wyboru. A nigdy nie ma pewności, jaki będzie wybór.

Czy pozostając w takich skomplikowanych układach, można kochać dwie osoby jednocześnie? – Można. Czasem w gabinecie jestem świadkiem dramatycznych scen. Ludzie pytają: „Jakiego wyboru mam dokonać? Kocham obie osoby”. Chociaż zdają sobie sprawę, że taka sytuacja może być dla ich partnerów bolesna – uważa prof. Izdebski.

Kto szuka, znajdzie w sieci

Internet wkroczył z impetem do każdego zakamarka naszego życia. Także emocjonalnego i seksualnego. Już co czwarty z nas używa sieci do poszukiwania nowych znajomości. – Zdawałem sobie sprawę, że istnienie sieci będzie miało znaczenie dla naszego życia seksualnego, ale nawet ja, zaangażowany badacz obyczajowości, nie sądziłem, że w tak wielkim stopniu – przyznaje prof. Izdebski. – Siedzimy tu oboje przy stole bez komputerów, a jednocześnie każdemu z nas w tej chwili jakaś aplikacja może dawać znaki: „Hej! 200 metrów od ciebie jest osoba, która spełnia twoje wymagania i oczekiwania w seksie”. I zaraz możemy się z kimś spotkać. Każdy z nas może się spotkać z kimś między wyjściem z pracy a powrotem do domu. I dotyczy to nie tylko singli, ale także osób będących w związkach. Możesz nie znać imienia tej osoby. Możesz nawet nie być tym imieniem zainteresowany.

Czego oczekujemy od poznanych w Internecie? Relacji seksualnej albo związku! Nieco różni się stosunek do poznanych w sieci osób w przypadku mężczyzn i kobiet. Panowie dużo częściej oczekują od swoich internetowych znajomych seksu. Związków oczekujemy niemal w podobnym stopniu: mężczyźni – 29 proc., kobiety – 24 proc. Czy to oznacza, że tradycyjne metody poznawania nowych osób i znajdowania potencjalnych partnerów zawodzą? Może jest nam już trudniej zaufać nowo poznanym osobom, jeśli nie znamy ich historii, preferencji, zainteresowań, oczekiwań? W końcu w sieci możemy jednoznacznie określić własne oczekiwania i poznać nastawienie drugiej osoby. Poza tym Internet oszczędza czas, który zużylibyśmy na sprawdzanie, kto z naszych nowych znajomych ewentualnie by nam odpowiadał. Oszczędza też „wysiłku emocjonalnego”, jaki jest związany ze spotkaniem, poznawaniem i dawaniem się poznać komuś nowemu. Ale czy ta „oszczędność” się opłaca? Przecież nigdzie nie kłamie się tak łatwo jak w sieci. Niektórzy użytkownicy portali randkowych stwarzają siebie całkowicie na nowo (i nie chodzi tylko o wygląd fizyczny), stąd częste bolesne zderzenia z rzeczywistością, kiedy dochodzi do kontaktu w świecie realnym. Mimo to właśnie taki sposób zawierania nowych znajomości staje się coraz powszechniejszy. – Jest w nas pewna tendencja do ryzyka. Poszukiwanie partnerów seksualnych w sieci, np. za pomocą specjalnych aplikacji, może być takim źródłem adrenaliny. Pewnie na początku można mieć wątpliwości czy lęki. Ale jeśli ktoś, kto z takich aplikacji korzysta, mówi innym, że jest zadowolony, bo wystarczy wymagać używania prezerwatywy i sytuacja jest całkiem bezpieczna, może ich przekonać. Pamiętajmy, że niektórzy z nas mają dużą potrzebę rozładowania seksualnego i to jest dla nich prosty sposób. Wystarczy, żeby osoba spełniała nasze oczekiwania estetyczne i miała podobną ochotę na seks, a niczego już nie musimy negocjować – mówi prof. Izdebski.

Najczęściej w sieci szukają nowych znajomych ludzie młodzi, dla których Internet jest środowiskiem naturalnym. Prawie połowa z nich tak nawiązuje nowe kontakty. Ale starsi wcale nie są gorsi. Wśród osób po 50. to tylko dziewięć proc., jednak w tej grupie wiekowej zachowania związane z korzystaniem z sieci szybko się zmieniają. Co ciekawe, poszukiwanie partnerów seksualnych w Internecie okazuje się skuteczne. Co czwarty badany uprawiał seks w realu z osobą poznaną właśnie w sieci.

Wszystko, o co boimy się zapytać

Nasza obyczajowość seksualna cały czas się zmienia. Prof. Lew Starowicz tak definiuje te przemiany: – Obserwujemy rosnące zachowania autoseksualne mężczyzn. Kiedy mają do wyboru świat porno i świat realnej partnerki, ten ostatni wydaje im się mniej atrakcyjny. W efekcie coraz więcej samotnych i niezaspokojonych partnerek. Internet stał się najbardziej opiniotwórczym medium w dziedzinie seksu. Do tego cały czas trwa rewolucja seksualna – potencjał i aktywność seksualna kobiet po 40. i 50. roku życia znacznie wzrosły w porównaniu z przeszłością. Do tego znacznie bardziej niż aktywność i potrzeby mężczyzn. A sytuacja społeczna jest taka, że mamy coraz bardziej radykalizujące się poglądy na temat seksu. Nic się nie zmienia tylko w sprawie samego seksu – ma działanie prozdrowotne i przedłużające życie.

I gdyby zapytać wszystkich polskich seksuologów (mamy ich teraz 186), co może być remedium na te niepokojące zmiany, pewnie odpowiedzieliby chóralnie: edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja. A potem wynikająca z niej świadomość. Z tą jest jednak w Polsce nadal bardzo słabo. Podczas swoich badań prof. Zbigniew Izdebski zapytał Polaków, z czym kojarzy im się dr Michalina Wisłocka. Okazało się, że ze słynnym podręcznikiem „Sztuka kochania”, wydanym w ponad 7 mln egzemplarzy, i rewolucją seksualną kojarzy ją prawie połowa badanych (trzy proc. pomyliło ją z poetką Wisławą Szymborską). Kiedy przyjrzeć się szczegółowym badaniom, Wisłocka jest właściwie kojarzona przez większość Polaków jedynie w wieku średnim i starszych. Co oznacza, że jej książka, która przez lata miała doskonałą percepcję, dzisiaj nie ma już takiego znaczenia. – Cieszę się, że powstaje film o Michalinie Wisłockiej, bo to świetny pretekst, żeby tę wspaniałą postać przypomnieć. W końcu zrobiła dla polskiej edukacji seksuologicznej najwięcej – mówi prof. Izdebski. Ale jego zdaniem nie oznacza to, że w Polsce brakuje nowoczesnego podręcznika na miarę „Sztuki kochania”, bo dzisiaj młodzi wszystko, co ich interesuje na temat seksu, znajdują w Internecie. – Oczywiście, z mojego punktu widzenia jest jednak ważne, jakie materiały znajdą. Czy to informacje wiarygodne i merytoryczne, czy wulgarne i sensacyjne? I czy chcą przemyśleć te materiały, czy po prostu szybko je zobaczyć – mówi prof. Izdebski. I dodaje, że książki o wychowaniu seksualnym obecnie wykorzystywane w szkołach są bardzo słabe. – Sam napisałem w latach 90. z prof. Jaczewskim podręcznik zatytułowany „Kocha, lubi, szanuje”, ale nie ma go już na liście ministerialnej, bo zbyt otwarcie mówił o seksualności. Jedynym pocieszeniem jest to, że nawet jeśli wykorzystuje się kiepskie podręczniki, to młodzież i tak ich nie czyta.

Zresztą mało kogo interesuje czytanie o seksie codziennym, niesensacyjnym i nieperwersyjnym. I dotyczy to Polaków w każdym wieku. – Ekscytujące są publikacje w stylu „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Tego chce publiczność. Czegoś, co ich pobudzi, podnieci. Na rynku jest wiele poradników pisanych w Polsce oraz tłumaczonych. Sam się wkomponowałem w ten rynek raportami i książkami popularnonaukowymi, jak np. „Rozmowy nie tylko o miłości” napisane z Januszem Wiśniewskim czy książka obecnie przygotowywana z Hanną Bakułą. Ale na stworzenie takiego kultowego dzieła jak „Sztuka kochania” nie ma już szansy. Mamy inną rzeczywistość.

Jednak, na co zwraca uwagę prof. Izdebski, ogromną rolę w edukacji seksualnej odegrały i nadal odgrywają w Polsce media. – Rzeczywistość została zmieniona przez magazyny i pisma poradnikowe. Dzięki nim świadomość seksualna kobiet w Polsce bardzo wzrosła. Nie zawdzięczamy tego edukacji seksualnej w szkołach, nad czym ubolewam. Ale, niestety, wzrost świadomości seksualnej kobiet nie idzie w parze z podobną zmianą u mężczyzn. Co powoduje, że pojawia się coraz większa grupa mężczyzn, którzy mają poczucie lęku, czy spełnią oczekiwania kobiet – mówi prof. Izdebski.

Dla sytuacji społecznej i obyczajowej ogromne znaczenie ma fakt, że, jak pokazują statystyki, coraz dłużej żyjemy. – A niektórzy seniorzy mimo wieku będą chcieli korzystać z życia i czuć się atrakcyjni. I będą chcieli nadal uprawiać seks. Naszym zadaniem jest walka ze stereotypami związanymi z tym, że seks dotyczy tylko osób młodych. Bo tak nie musi być. Teraz kobiety w Polsce zbyt wcześnie wycofują się na „emeryturę seksualną”. Nawet będąc w związkach. Już po 50. roku życia 42 proc. kobiet twierdzi, że seks nie odgrywa w ich życiu żadnej roli. A tylko 15 proc. mężczyzn w tym wieku uważa podobnie. To nie jest różnica biologiczna, ale kulturowa – mówi prof. Izdebski. Jednak z dłuższego życia wynikają także inne konsekwencje, np. coraz dłuższe mogą być nasze związki. – Może się zdarzyć, że ktoś będzie miał okazję żyć ze swoim partnerem czy partnerką przez 40, 50 czy 60 lat. Taka sytuacja powoduje, że żyjemy z kimś, kto przez czas naszego bycia razem całkowicie się zmienił. Nie tylko fizycznie, ale także charakterologicznie. Przecież w trakcie życia zmieniają się nasze gusty, poglądy, nastawienie do różnych spraw. Dlatego sądzę, że powinniśmy też mówić jak najwięcej o relacjach. To jest wyzwanie – zadbanie o świadomość dotyczącą relacji, a potem o nasze związki – apeluje prof. Izdebski. I dodaje, że z jego obserwacji wynika, że Polacy albo rezygnują ze swoich związków zbyt łatwo, albo postanawiają coś w nich zmienić za późno. – A, niestety, nie każdy związek da się naprawić. Czasem za późno na przywrócenie namiętności i pożądania.

Tymczasem sytuacja społeczna i ekonomiczna w Polsce wymusza na większości z nas intensywne skupienie na pracy. Brakuje nam czasu na poświęcanie uwagi relacjom. – Często momentem przebudzenia staje się emerytura. Wtedy zaczynają się w poradni pojawiać pary, które niejednokrotnie nie są w stanie ze sobą żyć. Nagle mają dużo czasu i orientują się, że w ogóle się nie znają. I nawet nie mają ochoty na poznawanie siebie. Przychodzą także osoby, które wybrały życie w pojedynkę, bo bycie w związku przeszkadzało im w robieniu kariery. A kiedy osiągają już status zawodowy, odzywają się zapomniane potrzeby – przestrzega prof. Izdebski.

Stąd coraz częściej spotykane późne macierzyństwo i późne ojcostwo. Współczesna medycyna czyni je niemal całkowicie bezpiecznym, ale późne posiadanie dzieci ma wiele konsekwencji. – Szczególnie te wyjątkowo późne decyzje o macierzyństwie i ojcostwie wydają mi się niepokojące. Spotykam 70-letniego mężczyznę i on się zachwyca tym, że ma kilkuletnie dziecko. Twierdzi też, że dopiero teraz dojrzał do ojcostwa. Naprawdę? Wyrazy współczucia. Tyle lat trzeba było czekać? I co taka deklaracja znaczy dla dzieci z poprzedniego związku? Nie chcę tego krytykować, bo rozumiem, że dążenie do szczęścia jest ważną kategorią w życiu, ale zdajmy sobie sprawę, że to się wiąże z deficytami dla dziecka – tłumaczy prof. Izdebski.

Czego jego zdaniem potrzeba Polakom, żeby ich deklaracje o zadowoleniu z życia seksualnego i emocjonalnego były wiarygodne? – Chciałbym, by Polacy byli bardziej kreatywni i w emocjach, i w seksie. Przydałoby się im trochę fantazji, trochę luzu, trochę więcej kultury erotycznej i inteligencji seksualnej. I żebyśmy dali sobie wewnętrzne prawo do realizowania naszych potrzeb. Brakuje nam otwartości, odwagi do zmiany. Zamykania związków, które nas nie satysfakcjonują, i szukania takich, które będą dla nas lepsze. Bo szklanka wody podana na starość jest ważna, ale to nie wszystko. W życiu chodzi o coś więcej.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »