1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Natalie Portman - Akceptacja niedoskonałości

Natalie Portman - Akceptacja niedoskonałości

Natalie Portman jest jak jej oscarowy "Czarny Łabędź" - gatunkiem rzadkim i zagrożonym. Piękny aktorski geniusz z dyplomem Harvarda w toksycznym habitacie Hollywood nie powinien mieć żadnych szans. Fakt, że Portman nie tylko przeżyła, ale jest w rozkwicie kariery, to nadzieja dla przyszłych pokoleń. Każdy czarny łabędź był przecież kiedyś brzydkim kaczątkiem.

Córka doktora Avnera Hershlaga wiedziała: może robić, co chce, pod warunkiem że będzie się dobrze uczyć. Lekcje baletu dla czterolatki? Nie ma problemu, ale najpierw pokaż, że znasz alfabet. Możesz tańczyć w lokalnym zespole dziecięcym, ale tylko, kiedy odrobisz lekcje. U Hershlagów, jak w wielu żydowskich rodzinach, panował kult wiedzy i wykształcenia. Do USA przeprowadzili się z Jerozolimy, kiedy Natalie miała trzy lata.

Waszyngton, Connecticut, Long Island. Ojciec brnął przez lata medycznego treningu dla specjalistów w dziedzinie płodności, mama, artystka Shelley Stevens, nie miała stałych dochodów. Wakacje spędzali u babci w Ohio, jeździli rozklekotanym chevroletem, czasem ledwo starczało do pierwszego. Na rzeczy istotne zawsze jednak znajdowały się pieniądze: na książki, lekcje aktorstwa dla Natalie i wycieczki do muzeum.

– Córeczko, masz ochotę na ten kontrakt? – matka Natalie z niedowierzaniem przyglądała się listowi od firmy Revlon, w którym proponowano dziesięcioletniej dziewczynce pracę modelki. Oferowane sumy były imponujące. – A co miałabym robić? – jak zwykle rzeczowa Natalie chciała od razu przejść do sedna sprawy. – Malować się, pozować do zdjęć i... ładnie wyglądać – odparła matka. Jej córka nie była zachwycona. – Wolę zostać aktorką niż lalką – zdecydowała.

– Różniłam się od moich rówieśników – powiedziała w jednym z wywiadów. – Byłam bardziej ambitna, wiedziałam, co lubię i czego chcę. I ciężko nad tym pracowałam. Byłam bardzo poważnym dzieckiem.

Matylda zawodowiec

– Zawsze chciałam być dorosła – wspominała Portman w wywiadzie dla „Marie Claire”. – Dla rodziców byłam oczkiem w głowie, zdecydowanie mnie rozpieszczali. Kiedy jechaliśmy na wakacje, tata urządzał mi na tylnym siedzeniu „moje mieszkanie” – łóżko, półki na książki. Wiedziałam, że jestem dla nich najważniejsza, że kochają mnie bezgranicznie, ale że są granice, których nie mogę przekroczyć. I nigdy nie miałam na to ochoty.

Wśród nauczycieli miała reputację nad wyraz dojrzałej jak na swój wiek. Nikogo więc nie zdziwiło, gdy zaraz po odrzuconym kontrakcie dla Revlona została dublerką w sztuce „Ruthless!”. Zagrała dziewczynkę, która dla roli w szkolnym przedstawieniu gotowa jest popełnić morderstwo. Dublerki głównej aktorki były dwie: Natalie i... Britney Spears. Kolejny casting i znowu sukces: tym razem rola u boku Jeana Reno w filmie Luca Bessona „Leon zawodowiec”. Po premierze „Leona...” 12-letnia Portman znalazła się nagle w centrum medialnej histerii, która raz na zawsze odarła ją ze złudzeń o show-biznesie.

Do jej rodziców przychodziły worki listów od starszych mężczyzn zakochanych w ekranowej lolitce. Dziennikarze ze smakiem rozpisywali się o jej seksownym filmowym wizerunku, a państwo Hershlagowie poważnie rozważali wyprowadzkę do Izraela. Natalie zmieniła nazwisko na Portman (panieńskie nazwisko jej babki), aby chronić prywatność rodziny. Przysięgła sobie, że nigdy nie pozwoli, aby traktowano ją jak bezwolny przedmiot seksualnego pożądania. Wspólnie z rodzicami zdecydowała, że w filmach będzie grać tylko podczas szkolnych wakacji. – To przecież tylko hobby – powtarzała przez lata. – Ograniczenie życia do występów przed kamerą to szaleństwo. Ono ma znacznie więcej do zaoferowania.

– Miałam dużo szczęścia, że poza planem filmowym udało mi się zachować prywatność – stwierdziła kilka lat temu, wspominając swoje pierwsze lata w przemyśle filmowym. – Ani w szkole średniej, ani na Uniwersytecie Harvarda nie biegali za mną paparazzi. Kult celebrytów nie był jeszcze tak absurdalny jak teraz. Nie musiałam się ukrywać. To było zaledwie kilka lat temu, ale dziś nie byłoby to już możliwe.

 
Fani jej talentu mieli zatem okazję oglądać ją na ekranie w „Marsjanie atakują” czy w prequelach „Gwiezdnych wojen”, ale zdjęcia Natalie nigdy nie „zdobiły” okładek brukowców. Portman nie byłaby zresztą wdzięcznym obiektem dla paparazzich. – „Grzeczna dziewczynka”, „konserwatystka”, „nudziara” – to tylko kilka z moich medialnych przydomków – śmieje się Natalie. – Alkoholu i jointa po raz pierwszy spróbowałam dopiero na studiach. Lubię gadać o książkach, o polityce, o psychologii. Rzeczywiście: co w tym ciekawego?

Nagrodzona kreacja w „Czarnym łabędziu” w reż. Darrena Aronofsky’ego, 2010 r./Foto: materiały prasoweNa pohybel lolitce

Stosy scenariuszy oferujących jej role podobne do tej w „Leonie...” zgodnie z obietnicą zawsze lądowały w koszu. Ale aktorce raz włożonej przez media do szuflady z napisem „lolitka”, niełatwo się z niej wydostać. Dla dziennikarzy nie miało znaczenia, że Portman wolała zagrać na Broadwayu Annę Frank niż w filmie „Zaklinacz koni” Roberta Redforda, że konsekwentnie odmawiała rozbieranych scen, że rzucała się na główkę w takie role jak w „Duchach Goi” czy w „Powrocie do Garden State”. Po występie w „Bliżej”, w którym gra striptizerkę i za który dostała nominację do Oscara, zauważono wreszcie, że Natalie ze zdolnego podlotka stała się pełnokrwistą i świadomą kobietą. Po roli w „V jak Vendetta” do jej agentów wreszcie dociera, że jeśli wyślą Portman kolejny lolitkopodobny scenariusz, to stracą klientkę.

Natalie jest zresztą zbyt zajęta, aby po raz kolejny udowadniać, że łatkę lolitki przypięto jej dekadę wcześniej niesłusznie. Dla niej czas się nie zatrzymał, wręcz przeciwnie: ciągle ma go za mało. Z dyplomem z psychologii w kieszeni i karierą aktorską pędzącą jak pociąg Shinkansen angażuje się w filmy dokumentalne („Goryle na krawędzi” nakręcone w Rwandzie) i pracę charytatywną. Jest Ambasadorem Nadziei organizacji FINCA International, która zajmuje się promocją mikrokredytów na rozwój działalności gospodarczej kobiet w krajach Trzeciego Świata. Wspólnie z Apple iTunes produkuje dla FINCA album charytatywny. Jedzie na półroczne studia do Izraela, żeby odświeżyć swój hebrajski i nauczyć się arabskiego (oprócz tego mówi po francusku, niemiecku i nieźle po japońsku). Zaprzysięgła wegetarianka i od niedawna – weganka, projektuje kolekcję ekologicznych butów dla firmy Te Casan. Zakłada filmową firmę producencką, przymierza się do reżyserii adaptacji książki Amosa Oza „Opowieść o miłości i mroku”, której akcja dzieje się w Izraelu... – To głupie, wiem: chcę zrobić wszystko naraz, dać z siebie wszystko. Być najlepsza.

Stara się nie występować więcej, niż w dwóch filmach rocznie. – Jeśli spędzasz na planie kilka miesięcy, to tracisz kontakt z rodziną i przyjaciółmi. To nie jest ani zdrowe, ani normalne. Ideał to jeden film rocznie. Ale czasem trudno się oprzeć ciekawemu projektowi.

Nie wiadomo, kiedy ma czas na życie prywatne – o nim samym też zresztą nie wiadomo wiele. Portman, choć niedawno porzuciła Nowy Jork dla Los Angeles, nie baluje ze złotą młodzieżą Hollywood. Jej przyjaciele to głównie koledzy z letnich obozów aktorskich z czasów szkoły średniej i z college’u. Zamiast łazić po klubach, woli prywatki w ich domach i słuchanie wulgarnego rapu. Im więcej przekleństw, tym lepiej.

 
Aktorka uprzejmie, ale stanowczo odmawia dzielenia się informacjami o swoich miłościach i rozstaniach. O jej związkach z aktorami Jakiem Gyllenhaalem, Gaelem Garcíą Bernalem czy muzykiem Devendrą Banhartem wiadomo tyle, że były. Albo nie. Jej obecny partner i ojciec nienarodzonego jeszcze dziecka to tancerz i choreograf Benjamin Millepied. Z nim na planie „Czarnego łabędzia” zmierzyła się ze swoimi demonami.

Nikt nie jest ideałem

Podczas ceremonii rozdania Oscarów, 2011 r./Foto: East News– Chcę być najlepsza. Chcę być doskonała – szepcze przez łzy grana przez nią bohaterka „Czarnego łabędzia”, primabalerina Nina. Wychowana w świetle rampy, w morderczej rutynie baletowych ćwiczeń, dąży do niemożliwego. Chce zadowolić wszystkich: widzów, reżysera, nauczycieli tańca, własną matkę. Chce być kochana za płynne ruchy, najwyższe skoki i idealne piruety. W pogoni za perfekcją nie ma miejsca na nią samą.

Dla chorobliwie ambitnej Natalie rola Niny była prawdziwym wyzwaniem. – Miałam czasem wrażenie, że widzę w niej odłamek siebie. Najlepsza uczennica, zawsze same piątki,zawsze w czołówce. We wszystkim. Kiedy produkcja wreszcie dała zielone światło, Portman przygotowywała się do tej roli przez pół roku. Codzienne wielogodzinne treningi fizyczne: bieganie, pływanie, pilates, balet. Taniec na puentach, doprowadzanie organizmu na skraj wyczerpania. Portman, i tak bardzo drobnej postury, schudła 12 kilo. I jeszcze bardziej utwierdziła się w przekonaniu, że w świecie sztuki zostało do obalenia wiele tabu. – Po zakończeniu zdjęć poszłam na przedstawienie New York City Ballet. Wyszłam zachwycona. Następnego dnia przeczytałam w gazecie recencję, gdzie krytyk pisał, że baletnice wyglądały... grubo. W jakiej innej dziedzinie sztuki ocenia się artystę po jego wadze? To szaleństwo!

– Ta rola uświadomiła mi po raz kolejny, że piękno istnieje tylko w niedoskonałości. Piękno idealne nie istnieje – geniusz malarza przejawia się nie w tym, że potrafi dokładnie skopiować to, co widzi, ale że umie to pokazać nieco skrzywione, odbite przez jego własne lustro. Piękne jest to, że każdy z nas jest inny: nie ma na świecie dwóch osób, które tak samo myślą, wyglądają i czują. A jeśli kogoś właśnie z tego powodu poruszy któraś z moich ról, to znaczy, że moja praca ma jakiś sens.

Nowa twarz

„Choć wiele jej dotychczasowych ról jest tak poważnych, że nawet klaun musiałby po ich obejrzeniu poszukać chwili odosobnienia w ciemnym garażu, Portman niedawno odkryła w sobie talent komediowy” – pisze o niej brytyjski magazyn „Empire”. Dla fanów „Czarnego łabędzia” zobaczenie aktorki w następnych dwóch filmach, które wchodzą na polskie ekrany, będzie nie lada niespodzianką. Warto nadmienić, że daty premier nie mają nic wspólnego z kolejnością, w której one powstały. W komedii romantycznej „Sex Story” Natalie wraz z Ashtonem Kutcherem starają się (w różnych pozycjach) odpowiedzieć na pytanie, czy można bez zobowiązań chodzić do łóżka z przyjacielem. Średnio inteligentny widz domyśli się zakończenia już po pięciu minutach, co nie przeszkodzi mu w docenieniu dowcipnego scenariusza i wdzięku tego ekranowego duetu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze