1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Jodie Foster: "Kiedyś bałam się dojrzałego wieku, teraz nie mogę się doczekać, co będzie dalej"

Jodie Foster: "Kiedyś bałam się dojrzałego wieku, teraz nie mogę się doczekać, co będzie dalej"

Jodie Foster ma 58 lat, urodziła się i dorastała w Los Angeles jako najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Grała w reklamach od trzeciego roku życia, później w telewizyjnych programach dla dzieci i filmach dla nastolatków. Za rolę nieletniej prostytutki w „Taksówkarzu”, którą zagrała w wieku 13 lat, dostała pierwszą nominację do Oscara. (Fot. Monica Almeida/Forum)
Jodie Foster ma 58 lat, urodziła się i dorastała w Los Angeles jako najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Grała w reklamach od trzeciego roku życia, później w telewizyjnych programach dla dzieci i filmach dla nastolatków. Za rolę nieletniej prostytutki w „Taksówkarzu”, którą zagrała w wieku 13 lat, dostała pierwszą nominację do Oscara. (Fot. Monica Almeida/Forum)
Pierwszy raz stanęła przed kamerą, gdy miała trzy lata. Kiedy skończyła 50, była gotowa pożegnać się z planem filmowym. Dziś Jodie Foster z kolejnym Złotym Globem na półce, tym razem za rolę w „Mauretańczyku”, nie może się doczekać nowych wyzwań. Twierdzi, że dojrzały wiek to dla pracującej aktorki najlepsze lata: role są ciekawe, praca nie jest centrum życia. A plotkarskiej prasy nie obchodzi już, z kim jesz kolację i śniadanie.

Złoty Glob za najlepszą żeńską rolę drugoplanową wędruje do... sypialni Jodie Foster! Widzowie gali rozdania tych prestiżowych nagród nie mieli w tym roku okazji podziwiać parady gwiazd po czerwonym dywanie, bo większość nominowanych siedziała we własnych domach przed laptopami. Dzięki temu, że wszyscy połączyli się na czas imprezy na Zoomie, fani mieli jednak szansę zobaczyć, jak jedna z największych gwiazd światowego kina, ubrana w jedwabną piżamę, podskakuje na swoim łóżku jak mała dziewczynka. – Ale numer! Nigdy się nie spodziewałam, że jeszcze kiedykolwiek wezmę udział w tej imprezie, a to najlepsza gala ze wszystkich dotychczasowych! – śmiała się Foster. Towarzyszyli jej żona, również w piżamie, i zaspany pies Ziggy, który po tym wieczorze stał się gwiazdą Internetu. – Nie ma nic lepszego niż odebrać światowej rangi nagrodę za pracę, nie ruszając się z domu i nie zakładając butów na obcasach – żartowała Jodie w wywiadach po ceremonii. – Może po pandemii powinniśmy zostać przy tym zwyczaju?

Dziewczynka pracująca

Ta mała na szczęście nie sprawiała kłopotów. Nauczyła się czytać, mając trzy lata, więc matka wciskała jej książki przy każdej okazji. Dzięki temu Evelyn „Brandy” Foster mogła zabierać ze sobą Jodie na castingi do reklam, w których występował starszy brat dziewczynki, Buddy.

Brandy, z zawodu agentka prasowa producenta filmowego, zarabiała nieźle, ale jako rozwódka z czwórką dzieci liczyła każdego dolara. Z ojcem Jodie rozstała się, zanim ta przyszła na świat. Lucius Fisher Foster III zniknął z życia jej i ich dzieci, jakby go nigdy nie było, ale zostawił po sobie rachunki do płacenia i cztery buzie do wyżywienia. To, co Buddy zarobił w reklamach, szło głównie na utrzymanie rodziny.

– A ten maluch już umie mówić? – dyrektor castingu reklamy kremu do opalania Coppertone, do której startował Buddy, zainteresował się bladą, zaczytaną dziewuszką w ogrodniczkach po bracie, czekającą z matką na korytarzu. „Maluch” nie tylko umiał mówić, ale na planie zachował się zupełnie bezproblemowo. Zanim Jodie na dobre zorientowała się, co się dzieje, zarobiła na kilka domowych rachunków. Resztę jej matka odłożyła na specjalne konto. Pewnego dnia jej córka będzie miała przynajmniej trochę pieniędzy na start w życiu.

Konto pęczniało, rodzeństwo zarabiało coraz lepiej, a ich matka zrezygnowała z pracy, żeby zająć się ich karierą. Warunki były dwa: oboje muszą się dobrze uczyć i praca nie może ich męczyć. Dopóki ich to bawi – mogą grać. Evelyn wystarczająco długo pracowała w Hollywood, żeby napatrzeć się na eksploatowane dzieci, których rodzice zrobili z nich maszynki do zarabiania pieniędzy. Tragedia zaczynała się wtedy, kiedy maluchy traciły dziecięcy urok, dorastały, role w reklamach i programach dziecięcych znikały, a na polu bitwy zostawały zniszczone psychicznie nastolatki, ledwo z podstawowym wykształceniem.

Jodie nie była typowym słodkim cherubinkiem. Nie cierpiała sukienek, wolała mieć krótkie włosy, najchętniej ubierała się jak jej starszy brat. Umiała za to słuchać i zadawać inteligentne pytania. Nie było roli, której nie była w stanie w mig nauczyć się na pamięć. W ciągu kilku lat wyrobiła sobie markę w branży jako aktorka dziecięca, na której można zawsze polegać i z którą świetnie się pracuje. Miła, uprzejma, zabawna iskierka. W ciągu następnych dziesięciu lat wystąpiła w prawie 50 programach telewizyjnych, kilku sitcomach i pełnometrażowych filmach, głównie Disneya. W międzyczasie skończyła z najlepszymi wynikami prywatną francuskojęzyczną szkołę.

– Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, jak niektórzy aktorzy narzekają na pracę w reklamach. Biją się w piersi, że nigdy się już nie zniżą do tej roboty – mówiła w wywiadzie dla „Sun Sentinela”. – Serio? Bardzo mnie cieszy, że ktoś miał ładną buzię i nie musiał reklamować szczotek. Ja nie miałam, grałam w reklamach przez 20 lat i nigdzie indziej się tak dużo nie nauczyłam.

Pomna pułapki, która nieuchronnie czeka na dziecięcych aktorów, jej matka zaczęła ubiegać się o role dla córki w filmach dla dorosłej publiczności. Udany występ Jodie w filmie Martina Scorsesego „Alicja już tu nie mieszka” zwrócił na nią uwagę reżyserów obsady z pierwszej hollywoodzkiej ligi. – Zdaje sobie pani sprawę, jaki wpływ rola małoletniej prostytutki może mieć na psychikę 13-letniej dziewczynki? – pytał ją pracownik opieki społecznej, gdy Jodie wygrała casting do „Taksówkarza”. – Oczywiście, panna Foster musi przejść testy psychologiczne, a do niektórych scen potrzebna będzie dublerka. – Nie zna pan mojej córki – odpaliła Evelyn Foster. – A dublerkę mamy w pogotowiu – będzie nią jej starsza siostra.

– Choć całe dzieciństwo spędziłam przed kamerami, dopiero podczas pracy przy „Taksówkarzu” zdałam sobie sprawę, że aktorstwo to coś więcej niż zabawa i bycie sobą. Że to praca, która wymaga zmierzenia się z wyzwaniami, że potrzeba do niej arsenału instrumentów pomagających przedstawić postać, która jest zupełnie różna ode mnie – mówiła wiele lat później w wywiadzie dla „New York Timesa”. – Ten film zmienił moje życie, ale czułam się jak ryba wyjęta z wody. Na szczęście był z nami Bob.

Bob to Robert De Niro, który wziął Jodie pod swoje skrzydła. Spędzał z nią mnóstwo czasu na planie, otoczył opieką, cierpliwie tłumaczył stawiane przed nią wyzwania, podsuwał rozwiązania. „Taksówkarz” został nagrodzony Złotą Palmą w Cannes, gdzie mówiąca płynnie po francusku Jodie z entuzjazmem objęła funkcję tłumaczki na konferencji prasowej. Francuska prasa oszalała na jej punkcie. Fakt, że „la jolie Jodie” – śliczna Jodie – wystąpiła w tym samym roku w musicalu „Bugsy Malone”, również nominowanym wtedy do Złotej Palmy, zrobił z niej gwiazdę festiwalu. Krytycy po obu stronach oceanu rozpływali się w zachwytach, a BAFTA i nominacja do Oscara sprawiły, że panna Foster stała się najbardziej rozchwytywaną nastolatką w Hollywood.

Co cię nie zabije

– Kiedy ludzie rozpoznają cię na ulicy, zanim straciłaś mleczne zęby, prasa chce wiedzieć, jakie masz zabawki, jakie masz stopnie w szkole i czy masz kontakt z ojcem... Nie jest chyba szczególnie dziwne, że wcześnie uczysz się doceniać coś takiego jak prywatność? – pytała retorycznie Foster w wywiadzie dla brytyjskiego „Guardiana”.

Po medialnym szaleństwie, które wybuchło po „Taksówkarzu”, Los Angeles nagle stało się za ciasne. Jodie nie chciała narażać ani siebie, ani swojego rodzeństwa na opędzanie się od dziennikarzy, więc ustaliły z matką, że następne dziewięć miesięcy spędzi w szkole we Francji. Między zajęciami z literatury i matematyki w języku Moliera zdążyła jednak zagrać w trzech filmach: francuskim, włoskim i brytyjskim „Candleshoe”, do którego zdjęcia kręcono w Londynie. Gdy przyszła pora na powrót do Kalifornii, medialna histeria już dawno przycichła. Jodie wróciła do liceum, zwolniła tempo pracy i dostała się na studia na Yale. Aktorstwo – doszła do wniosku – to zajęcie mało intelektualne. Pora na serio zainwestować we własny mózg.

'Taksówkarz' (1976), w którym zagrała, nie mając jeszcze 14 lat, przyniósł jej pierwszą oscarową
nominację. (Fot. FilmStills.net/Film Stills/Forum)"Taksówkarz" (1976), w którym zagrała, nie mając jeszcze 14 lat, przyniósł jej pierwszą oscarową nominację. (Fot. FilmStills.net/Film Stills/Forum)

Studenckie życie wyrwało ją z showbiznesowego bąbla i pochłonęło bez reszty. Szkoda tylko, że przez pierwsze miesiące jej telefon dzwonił bez przerwy. W dzień. W środku nocy. Przed zajęciami i po nich. Nie były to telefony od agentów ani z prasy. W słuchawce najczęściej była cisza, czasem Jodie słyszała ciężki oddech. Potem zaczęły przychodzić listy. Ich nadawca, John W. Hinckley Jr., zawsze prosił o spotkanie. Fan, który miał na jej punkcie obsesję od czasu „Taksówkarza”, przeprowadził się nawet w okolice Yale, żeby móc się z nią spotkać. Albo ją śledzić i podglądać. Foster twardo go ignorowała. Aby jej zaimponować i wreszcie zwrócić na siebie uwagę, kilka miesięcy później Hinckley postanowił zabić ówczesnego prezydenta USA Ronalda Reagana. Reagan i trzy inne osoby zostali ranni.

– Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to przetrwałam – wspominała po latach Foster. – Jestem po prostu silna psychicznie. Zawsze byłam twarda i mam dużą odporność na stres. Gdyby było inaczej, tamte wydarzenia złamałyby mnie na wiele lat.

Przez pozostałe cztery lata studiów w kampusie towarzyszyli jej ochroniarze, bo Hinckley nie był jej jedynym stalkerem. Inny mężczyzna, w porę ujęty przez policję, przyznał, że chciał zabić Foster, ale zmienił zdanie po tym, jak zobaczył ją w studenckiej sztuce. Ochrona jeździła też z nią latem na plany filmowe, bo do Jodie szybko dotarło, że jej opinia o aktorstwie miała swoje źródło w niedojrzałości i arogancji. Przy okazji roli w romansie „Stealing Home”, który był spektakularną klapą, wyciągnęła też lekcję na wszystkie następne lata kariery: jej ekranowa siła to nie umieranie z miłości. Jodie Foster powinna grać bohaterki, które mają coś do powiedzenia albo chcą zmienić świat. Takie, jak walcząca o sprawiedliwość ofiara gwałtu w „Oskarżonych”. I jak agentka Clarice Starling w „Milczeniu owiec”. Sukces tych dwóch filmów i dwa przyznane za nie Oscary zrobiły z Foster jedną z największych gwiazd lat 90. Nie byłaby więc sobą, gdyby zaraz po odebraniu drugiej złotej statuetki nie zrobiła sobie urlopu od aktorstwa.

Po drugiej stronie

Reżyserki i producentki w Hollywood początku lat 90. były okazami rzadkimi, ale w przeciwieństwie do rajskich ptaków – niechronionymi. Wręcz przeciwnie, męski świat szefów studiów traktował je jak wybryk natury i finansowe ryzyko. Chyba że same umiały zdobyć fundusze albo – o zgrozo – zainwestować własne. Dlatego powierzenie Foster jako debiutu reżyserowania filmu „Little Man Tate” o dziecięcym geniuszu, którego talent oddziela go murem od jego rówieśników, było ogromnym kredytem zaufania. Film cieszył się umiarkowanym powodzeniem i nawet coś zarobił, więc Jodie założyła własną firmę producencką Egg Pictures. W jej znajomość branży nie wątpił nikt. – Ta mała zadaje tak wnikliwe pytania na temat tego, jak powstaje film, że gdybym dziś wpadł pod autobus, byłaby chyba jedyną osobą, która mogłaby zastąpić mnie na planie – mówił o niej reżyser Alan Parker, gdy miała zaledwie 13 lat. Przez dziesięć lat trwania Egg Pictures Foster wyreżyserowała i wyprodukowała kilka filmów, ale żaden nie był kasowym hitem. – Produkcja filmowa to okropna praca, za którą nikt ci nigdy nie dziękuje – mówiła, zamykając ją. Gra w cudzych filmach była o wiele łatwiejsza, miała też już przecież wyrobioną markę reżyserki. – Dobrze było dojść do punktu, w którym udowodniłam sobie, że potrafię to robić. Że jestem w tym niezła – wspominała. – I że już nie muszę popisywać się sama przed sobą.

Stała się twarzą thrillerów, dramatów kryminalnych i psychologicznych. Grała naukowczynie, pisarki, kobiety z misją zemsty. „Kiedy na ekranie pojawia się jej szczupła, trójkątna twarz z zaciśniętymi ustami, a kino wypełnia jej intensywna energia, wiadomo, że widzów czekają dwie godziny napięcia i siedzenia na krawędzi fotela” – pisał o jej roli w „Azylu” krytyk „Timesa”. – No cóż, chyba pora przyznać, że nigdy nie byłam dobra w rolach potulnych narzeczonych, dziewczyn i żon – przyznała niedawno w jednym z wywiadów. Przez całą dorosłą, aktorską karierę nie wystąpiła też na ekranie w bikini ani w skąpym, seksownym stroju. Nie musiała. I wytrwale chroniła przed mediami swoje życie prywatne. Z jednym wyjątkiem.

– Mam nagłą potrzebę powiedzenia czegoś, czego nigdy nie mówiłam publicznie – powiedziała, odbierając osiem lat temu Złoty Glob za całokształt twórczości. – I trochę się denerwuję, ale pewnie nie tak, jak moja agentka. Nazwijmy to swego rodzaju deklaracją. Otóż... jestem singielką.

Zebrane gwiazdy, wiedzące, że Foster pije do plotek dotyczących jej orientacji seksualnej, wybuchnęły śmiechem. Jej dwaj synowie również, choć młodszy schował się na chwilę pod stół. – Mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowani, że nie usłyszycie teraz długiego przemówienia na temat mojego coming outu. Ja „wyszłam z szafy” tysiąc lat temu, w epoce kamienia łupanego, przed rodziną, przyjaciółmi i ludźmi, z którymi pracowałam. Ale teraz słyszę, że każda osoba publiczna powinna urządzić konferencję prasową na temat swojego życia prywatnego – powiedziała. I znów przypomniała, że życie nauczyło ją otaczać tę sferę wyjątkową ochroną.

Foster podziękowała publicznie swojej ówczesnej partnerce Cydney Bernard za wsparcie i miłość i zeszła ze sceny przy aplauzie, który niemal zerwał dach z sali. Jej przyjaciel Mel Gibson miał łzy w oczach. Kilka aktorek poprawiało rozmazany wzruszeniem makijaż. A następnego dnia w prasie rozpętała się burza.

Nie brakło komentatorów wytykających Foster uprzywilejowaną pozycję, pieniądze i sławę, które ich zdaniem nakładają na nią obowiązek mówienia o jej homoseksualizmie – jeśli tak się definiuje – przy każdej okazji. Tak jakby ktoś jej tę pozycję i majątek podał na talerzu. Dowodzili, że każda osoba publiczna ma misję normalizowania tego po to, aby innym, którzy zmagają się z ostracyzmem w swoim środowisku, było łatwiej. Aktorka nigdy więcej nie odniosła się do tych opinii, ale swoje życie prywatne nadal trzyma za zamkniętymi drzwiami.

– Co jest najlepszego w tym, że jesteśmy coraz starsi? To, że po czterdziestce przestajemy się tak strasznie przejmować. Nie ścigamy się już sami z sobą – mówiła niedawno w wywiadzie dla portalu dla seniorów AARP. – Potem jest tylko lepiej! Wiek 50+ to dla aktorki nie najlepszy czas, ale kino się zmienia i dziś jest za to pełno świetnych ról dla kobiet po sześćdziesiątce. Nie mogę się doczekać, aż tam dotrę. A po osiemdziesiątce będę tą energiczną staruszką zgarniającą najlepsze epizody. Kiedyś bałam się dojrzałego wieku, bo była to nieznana przyszłość. Teraz już jestem w tej przyszłości i nie mogę się doczekać, co będzie dalej.

Jodie Foster ma 58 lat, urodziła się i dorastała w Los Angeles jako najmłodsza z czwórki rodzeństwa. Grała w reklamach od trzeciego roku życia, później w telewizyjnych programach dla dzieci i filmach dla nastolatków. Za rolę nieletniej prostytutki w „Taksówkarzu”, którą zagrała w wieku 13 lat, dostała pierwszą nominację do Oscara. W tym samym roku wystąpiła w musicalu „Bugsy Malone” i hitowej komedii „Zakręcony piątek”. Skończyła studia z literatury amerykańskiej na Yale z tytułem magistra, po czym wróciła do aktorstwa. Najsłynniejsze filmy z jej udziałem to: „Milczenie owiec”, „Oskarżeni”, „Kontakt”, „Nell”, „Azyl” czy „Elysium”. Jest uznaną reżyserką, także odcinków seriali, takich jak „Black Mirror” i „Orange Is the New Black”. Od 2014 roku jest żoną fotografki Alexandry Hedison. Z poprzedniego małżeństwa, z producentką Cydney Bernard, ma dwóch synów. Mieszka w rodzinnym Los Angeles.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze