1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. "Potrafię być fascynująca!" – Joanna Trzepiecińska o pracy w teatrze, dzieciach i wyznawanych wartościach

"Potrafię być fascynująca!" – Joanna Trzepiecińska o pracy w teatrze, dzieciach i wyznawanych wartościach

Joanna Trzepiecińska: "Przylepiono mi parę nie moich twarzy, dopisano parę znajomości. Dla mnie to bez znaczenia". Fot. Aleksandra Loska-Pawlęga
Joanna Trzepiecińska: "Kiedyś żyłam tak, jak większość matek Polek: praca, dom, dzieci, lekcje. Miałam ambicje, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, starałam się wszystkich zadowolić. Aż tak się umordowałam sama sobą, że powiedziałam: koniec. I teraz wiele rzeczy mam w d…". Wywiad z aktorką Joanną Trzepiecińską, aktorką teatralną, filmową i piosenkarką.

Czujesz się już uczłowieczona?
Wiem, do czego nawiązujesz. Do mojej wypowiedzi sprzed lat, że z wiekiem kobieta jest „uczłowieczana”, a nie tylko postrzegana przez pryzmat płci i seksualności.

No właśnie. Jako aktorka nie możesz jednak abstrahować od swojej kobiecości.
Jako aktorka krytycznie i uczciwie co jakiś czas spotykam się sama ze sobą, aby ze względu na upływający czas rozpoznać na nowo własne atuty i ograniczenia. Dzięki temu wiem, kim jestem i jak swoją kobiecość, cielesność i seksualność wykorzystać. Potrafię jej świadomie użyć i być na scenie ponętna i obleśna, piękna i odrażająca.

Dobrze jest być dzisiaj kobietą w Polsce?
To ciekawy moment. Kobiety w Polsce po raz pierwszy tak wyraziście skonfrontowały się ze światem zakazów i obwarowań, w których wzrastały. Jestem zbudowana aktywnością, odwagą, samodzielnością młodych kobiet wychodzących na ulice. Strajk Kobiet zdecydowanie popieram, bo ma szanse na stworzenie w Polsce nowej jakości. Pod warunkiem że się nie zradykalizuje i nie zacznie niektórych z nas wykluczać. Te wewnętrznie wrażliwe i czułe dziewczyny imponują mi swoją wyrazistością i stanowczością. Potrafią być twarde.

A solidarnością, siostrzeństwem? Bo do tej pory przede wszystkim ze sobą rywalizowałyśmy.
Jeśli siostrzeństwo będzie autentyczne, kobieca siła może się okazać niebagatelna i wiele w Polsce zmienić. A co do rywalizacji – nie jestem pewna, czy ma płeć. Jesteśmy specyficznie wychowywani. Nie uczy się nas współdziałania, pracy w grupie. „Każdy sobie rzepkę skrobie”, „Wolnoć, Tomku, w swoim domku” itd. To zjawisko nienowe, ale pogłębiające się. Pandemia też mu sprzyja. Jeden z moich synów uczył się przez jakiś czas za granicą. Był świetnie oceniany za postępy w nauce, a jedyne, co szwankowało, to zbyt wielkie indywidualne zaangażowanie na lekcjach WF. Chciał wygrywać w grach zespołowych, ale kiedy inni mu to psuli, złościł się i brał sprawy w swoje ręce. Sławetny polski indywidualizm i brak umiejętności działania zespołowego to nasza wielka społeczna wada. Tym bardziej cieszy zainteresowanie młodych stanowionym prawem i znalezienie przez nich przestrzeni do pokoleniowego buntu.

Dziesięć lat temu powiedziałaś z wyrzutem: „Feministki walczą o prawo do aborcji, a nie o godne macierzyństwo”. Teraz chodzisz na marsze w sprawie aborcji.
No widzisz, jaką przeszłam drogę! Szczęśliwie nigdy nie stanęłam przed takim problemem. A kiedy to mówiłam, nie postrzegałam prawa do aborcji jako sfery wolności. Byłam wtedy przepełniona macierzyństwem. Po latach doświadczeń podtrzymuję opinię, że matki samotnie wychowujące dzieci nie dostają w Polsce systemowego wsparcia. Młodzi ludzie mają więc obowiązek walczyć o swoją Polskę, skoro nagle, w XXI wieku, ze względów ideologicznych odbiera im się prawo do decydowania o sobie. To jest dla nich zaskakująca i nowa sytuacja, bo pokolenie moich dzieci wzrastało w zupełnie innym świecie niż moje. Głębokie różnice w ocenie rzeczywistości uświadomiłam sobie, pracując ostatnio przy spektaklu „M.G.” w reżyserii Moniki Strzępki w Teatrze Polskim. To sztuka o Polsce 2021, więc dużo rozmawialiśmy o tym, jak postrzegamy nasz kraj. Młodzi wychowali się w kraju dobrobytu i w przeciwieństwie do nas znają tylko pełne półki sklepowe. Ale mają zdecydowanie antysystemowe nastawienie, bo państwo nie pełni wobec nich funkcji opiekuńczej, a dobrobyt jest pozorny. Trudno będzie narzucić im kaganiec, bo otwartość i tolerancja to ich znak firmowy, więc opresyjne państwo uwikłane w stałe polityczne potyczki w ogóle ich nie interesuje. Piękna jest ich postawa dotycząca ekologii i klimatu i globalne poczucie odpowiedzialności za losy planety Ziemia.

Nie kryłaś kiedyś przywiązania do tradycyjnych wartości, posyłałaś dzieci do katolickiej szkoły. Teraz przyszedł czas przewartościowań?
W trudnym momencie życia, po rozwodzie, uległam złudzeniu, że szkoła katolicka to będzie dobre miejsce do przekazania moim synom rodzinnych wartości, które cenię. Że społeczność katolicka wspomoże mnie w trudach wychowawczych, jakie czasem niesie samotne macierzyństwo. Byłam nastawiona do tego pomysłu entuzjastycznie. Finał był taki, że w gimnazjum żaden z moich synów na lekcje religii chodzić już nie chciał, w liceum tym bardziej.

Bo?
Bo zaczęli samodzielnie myśleć i konfrontować to, co Kościół w Polsce głosi, z tym, co się w Kościele dzieje. Myślę, że Kościół zaczął rozczarowywać już po ’89 roku. Czas transformacji był trudny, wielu ludzi sobie z przemianami nie radziło. Szkoda, że wtedy nie otoczył ich opieką i nie spełnił swojej pięknej roli, do której został powołany. Szkoda, że wdał się w politykę, walkę o władzę, gromadzenie dóbr na ogromną skalę, zapominając o swojej misji. Znam kilku wspaniałych księży, których mądrości i dobroci ufam, ale ogólny przekaz Kościoła w Polsce jest trudny do przyjęcia, a określenie „papież lewak” mnie trwoży. Kościół w naszym kraju nie naucza, tylko poucza, nie współczuje, tylko piętnuje. Chce narzucić wszystkim jedyny obowiązujący sposób widzenia świata i przeżywania życia. Nawet niewierzącym. Karmi nas mitami i zasadami, do których sam się nie stosuje. Obrońcy Kościoła z hasłem „Polska tylko dla białej rasy” przynoszą wstyd wspólnocie, a są hołubieni. Ten nacjonalistyczny rys wydaje mi się szczególnie niebezpieczny, bo oparty jest na fałszowaniu historii.

Czym zastąpiłaś wiarę?
Nigdy nie pozbyłam się pewności, że nasze istnienie na tym świecie ma nie tylko wymiar materialny, lecz także duchowy i metafizyczny. I harmonijne współistnienie tych bytów czyni z nas Człowieka. Ogromnym przywilejem jest możliwość uprawiania sztuki, bo jej podstawą jest symbioza myśli, wiedzy, uczuć i tego, co ulotne i nienazwane. Fascynacja różnymi dziedzinami geniuszu ludzkiej wyobraźni zawsze dodawała mi siły i czyniła szczęśliwszą. To niezwykłe, jaką wyrafinowaną formę potrafią nadać artyści cierpieniu, samotności, pożądaniu, miłości, swoim lękom i szaleństwu. Sztuka mi bardzo w życiu pomaga. Wierzę w to, że obcowanie z pięknem przyrody i sztuki czyni ludzi lepszymi.

Joanna Trzepiecińska: "Nigdy nie pozbyłam się pewności, że nasze istnienie na tym świecie ma nie tylko wymiar materialny, lecz także duchowy i metafizyczny. I harmonijne współistnienie tych bytów czyni z nas Człowieka". (Fot. Aleksandra Loska-Pawlęga)

Kiedyś podkreślałaś, że ważne są dla ciebie przede wszystkim dzieci, mąż, dom, czyli konserwatywny model rodziny. To też się zmieniło?
Z tym konserwatyzmem nie przesadzałabym, ale nadal tradycyjny model rodziny szanuję. Co nie przeszkadza mi w zaakceptowaniu innych konfiguracji. Jeżdżę często do Szwecji i widzę, jak świetnie zorganizowane jest tam społeczeństwo. Nam się wmawia od dziecka, coraz brutalniej zresztą, że nie można żyć w sposób moralny, godny, prawy poza wartościami katolickimi. A to nieprawda. Skandynawowie są najlepszym przykładem na to, że można zbudować laickie państwo, w którym jest miejsce dla wyznawców wszystkich religii i ateistów. Tam każdy, niezależnie od wyznania, poglądów, narodowości, orientacji seksualnej, czuje się bezpiecznie, bo obowiązującą cechą polityki jest szacunek dla wszystkich obywateli.

Widziałaś film „Miłość po szwedzku”? Pokazuje atomizację szwedzkiego społeczeństwa, rozluźnienie więzi rodzinnych, co skutkuje tym, że starzy ludzie umierają w samotności.
A myślisz, że u nas nie? Nasze więzi są mitem. Polacy ostatnio mają problem, by usiąść razem do wigilijnego stołu. A jeśli chodzi o starość, to w Szwecji jest jednak nieporównywalnie łatwiejsza niż w Polsce. Emerytury i oszczędności pozwalają im na starość podróżować po świecie, płacone podatki zapewniają dostęp do świetnej służby zdrowia, państwo zapewnia opiekę socjalną. Nigdzie nie widziałam tylu rodzin wspólnie uprawiających sport każdego dnia, niezależnie od pogody.

Nie da się stworzyć takiej rodziny, o jakiej marzyłaś?
Da się stworzyć inną i wcale nie gorszą. Dzięki temu, że podróżuję i widzę, jak świat jest różnorodnie zorganizowany, jestem przekonana, że nie ma jednego obowiązującego, sprawdzonego modelu udanego życia.

Byłaś adorowana, postrzegana jako symbol seksu; kończyłaś jeden związek, zaczynałaś drugi. A od kilku lat jesteś sama.
To wszystko nieprawda. Ale nie mam w zwyczaju epatować swoją prywatnością i czynić z niej tematu publicznych dyskusji. Toteż nigdy nie dementowałam plotek i pomówień ani wytworów wyobraźni pseudodziennikarzy. Przylepiono mi parę nie moich twarzy, dopisano parę znajomości. Dla mnie to bez znaczenia. W Internecie jest sporo bzdur na mój temat, które sprawiały przykrość moim bliskim, ale uznaję, że nie warto się tym zajmować i udowadniać, że nie jestem wielbłądem.

To, że jesteś sama, jest prawdą?
Nie.

To jaki jest twój nowy związek?
Nie jest nowy. Po latach mam pewność, że opiera się na przyjaźni. Myślę, że przyjaźń jest doskonalszą formą współistnienia, bo nie jest nasycona zmiennością emocji. Ta prawdziwa jest stabilna.

Między kobietą i mężczyzną musi być jednak coś jeszcze.
Zaufanie.

A wzajemna fascynacja?
Wiesz, jaka potrafię być fascynująca? [Śmiech]. Jestem typem Zosi Samosi, zawsze byłam samodzielna, nigdy nie potrzebowałam opierać się na męskim ramieniu. To raczej ja byłam tym ramieniem, na którym można było się oprzeć.

Może na tym polega twój problem z mężczyznami?
Nigdy nie miałam problemów z mężczyznami. Nadal im się podobam. Wiele kobiet w krajach rozwiniętych wychowuje dzieci samodzielnie. Nie chcą być w związku, bo związek to też wielka praca. Kiedyś żyłam tak, jak większość matek Polek: praca, dom, dzieci, lekcje. Miałam ambicje, by wszystko było dopięte na ostatni guzik, starałam się zadowolić wszystkich, a teraz wiele rzeczy mam w d… Byłam perfekcjonistką. Aż tak się umordowałam sama sobą, że powiedziałam: koniec. Perfekcjonizm jest okropny, bo nigdy nie można osiągnąć ideału.

Co pociąga cię w mężczyznach?
Kiedyś mądrość, kreatywność, intelekt. Dziś czułość, dobroć, profesjonalizm. Etap fascynacji artystami mam za sobą. Im ciekawszy artysta, tym bardziej skupiony na sobie. Mężczyźni szczególnie. Kobiety zajmujące się sztuką, jeśli chcą mieć dzieci, idą na kompromisy. Mężczyźni rzadko.

Nie udało ci się w związkach, bo to byli artyści?
Nie mam poczucia, że mi się coś nie udało! Ci, co mają piątą żonę, są godni podziwu? Ile powinien trwać ten udany związek? Skąd pewność, że do grobowej deski? Skąd gwarancja, że te długotrwałe niosą ze sobą wielkie szczęście? Ludzie potrafią trwać latami w toksycznych relacjach. Byłam żoną kilkanaście lat. Mam dwóch pięknych synów, a ich ojciec spędził ze mną dobre lata swojego życia. Co się miało udać, to się udało.

Nie kryłaś rozczarowania swoim małżeństwem.
Nie kryłam rozczarowania ojcostwem mojego byłego męża. A to nie to samo. Bycie rodzicem to ogromna odpowiedzialność. Nie każdy się do tej roli nadaje. Ale mam nadzieję, że doświadczenia moich synów spowodują, że będą kiedyś świetnymi ojcami.

Zmieniłaś się. Komu lub czemu to zawdzięczasz?
Czasom, które przynoszą galopadę nowych zjawisk i problemów do rozwiązania. Uważnie i niebanalnie przeżywanemu życiu. Otwartości na ludzi, przekorze, grupie przyjaciół reprezentujących różnorodne poglądy, obserwacji świata i swojego miejsca w tym świecie. Wymagającej nieustannego rozwoju pracy. Swoim dzieciom, z którymi dużo podróżuję. W roku poprzedzającym epidemię odwiedziłam 17 krajów. Lubię obserwować, jak żyją ludzie pod inną szerokością geograficzną. Jestem dobrym dowodem na potwierdzenie hasła: „Podróże kształcą”. Czekam na propozycje reklamy od jakiegoś biura podróży [śmiech].

Joanna Trzepiecińska: "Wierzę w to, że obcowanie z pięknem przyrody i sztuki czyni ludzi lepszymi". (Fot. Aleksandra Loska-Pawlęga)

Czujesz się spełniona w zawodzie? Moim zdaniem twoje możliwości nie zostały wykorzystane, zwłaszcza w filmie.
Spełnienie w zawodach artystycznych chyba nigdy nie następuje. To są zawody drogi, życiowej drogi, na której pokonujemy różne stopnie wtajemniczenia. Sukcesem jest przetrwanie. Aktorstwo to zawód wymagający i trudny. Przekonuje się o tym szybko wielu młodych ludzi, którym wydawało się, że mają predyspozycje, by atrakcyjnie prezentować się na czerwonym dywanie. Tym, których zawodowe życie ogranicza się wyłącznie do ciułania pieniędzy w tasiemcowych serialach na kolejną ratę za mieszkanie, głęboko współczuję. Wiem, jak uprawiać ten zawód, by odczuwać jego smak, a jednocześnie by nie zdominował mojego życia. Dużo gram w Teatrze Polskim. Właśnie jestem po premierze sztuki „M.G.” Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki. Po wakacjach rozpoczynamy próby „Wiśniowego sadu” Czechowa reżyserowanego przez Krystynę Jandę. Pracuję nad recitalem, który przed laty napisał dla mnie Wojciech Młynarski wraz z Jerzym Derflem. Nie mam czasu na nudę. Choć rzeczywiście w filmie dawno nie grałam i za kinem trochę tęsknię.

Nie masz agenta, nie dbasz specjalnie o PR, żyjesz w cieniu. To twój świadomy wybór?
Jak będzie trzeba, to mnie znajdą. To małe środowisko. Nie ulegaj iluzji, że istnieją tylko ci, którzy zapełniają skandalami, często wyssanymi z palca, szpalty wątpliwych pisemek. To nie moje miejsce. Dzielę aktorów na tych przez duże „A” i na komediantów. Różnica jest taka, jak między muzykiem a grajkiem. Przy czym nie wartościuję, grajek też jest przydatny. No i mamy jeszcze trzecią grupę – grupę celebrytów, czyli ludzi znanych z tego, że są znani. Ci mnie w ogóle nie interesują. Niektórzy starają się łączyć te światy, ale z mojego punktu widzenia są one rozłączne. Interesuje mnie bycie tylko w jednej z tych grup. Domyślasz się chyba w której. 

Joanna Trzepiecińska aktorka teatralna (Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana w Warszawie) i filmowa, piosenkarka. Mama Wiktora (lat 19) i Karola (17).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze