1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Sophie Marceau wróciła na ekrany. Czym jest dla niej rola w filmie „Wszystko poszło dobrze”?

Sophie Marceau, zadebiutowała w kinie jako 13-latka we francuskim przeboju „Prywatka”. Do jej najsłynniejszych ról należą te w: „Moje noce są piękniejsze niż wasze dni”, „Błękitnej nucie” czy „Annie Kareninie”. Zagrała też w bondowskim filmie „Świat to za mało”. W latach 1984–2001 była związana z Andrzejem Żuławskim. (Fot. Elsa Trillat/Getty Images)
Ostatnio Sophie Marceau można było oglądać w filmie „Wszystko poszło dobrze”, gdzie gra kobietę postawioną przed jednym z największych życiowych dylematów. To powrót do artystycznego kina, w którym nie widzieliśmy jej od czasu współpracy z Andrzejem Żuławskim. Dzięki tej roli o Sophie Marceau znów mówi cały filmowy świat.

Domyślam się, że realizacja filmu „Wszystko poszło dobrze” była szczególna. Reżyser François Ozon opowiada w nim o swojej przyjaciółce. Poznałaś osobiście pierwowzór swojej bohaterki, Emmanuèle Bernheim?
Nigdy się nie spotkałyśmy. Kiedy pierwszy raz przeczytałam jej książkę, w której opisała swoje wspomnienia i relację z ojcem od dzieciństwa do jego śmierci, już nie żyła. Żałuję, że nie zdążyłyśmy się spotkać, bo słyszałam na jej temat dużo wspaniałych słów. Zwłaszcza z ust François Ozona. To Emmanuèle napisała scenariusze do jego głośnych produkcji „Basen” i „5×2”. François mówił nawet, że praca nad „Wszystko poszło dobrze” to dla niego szansa na to, żeby pobyć jeszcze z Emmanuèle, chociaż nie ma jej już z nami.

A temat filmu? Podobno mocno tę rolę przeżyłaś.
Rzeczywiście bardzo poruszyło mnie, jak Emmanuèle opisała swoje doświadczenia. Mimo że dotyka tak poważnej sprawy jak eutanazja, ucieka od patosu. Koncentruje się wyłącznie na faktach, co zrobiło na mnie duże wrażenie. I wywołało mnóstwo emocji, wśród których dominował gniew na to, że ludziom w naszym kraju nie pozwala się, żeby godnie odeszli, tylko zmusza się ich do życia z ograniczeniami i niepełnosprawnościami, kiedy oni sami tego nie chcą. François wielokrotnie mówił, że czuje się w obowiązku zrobienia tego filmu właśnie po to, by widzowie mogli usłyszeć głos Emmanuèle, przyjrzeć się jej doświadczeniu.

Zastanawiałaś się, jaką decyzję podjęłabyś, będąc na jej miejscu?
Nie da się odpowiedzieć na to pytanie, jeśli faktycznie nie jest się w sytuacji, w której znalazła się Emmanuèle. Gdybanie nie ma sensu. Myślę, że dość dobrze rozumiałam dylemat mojej bohaterki, która kiedy sparaliżowany ojciec poprosił ją, żeby pomogła mu zakończyć życie, nie chciała o tym słyszeć. Na początku Emmanuèle była w szoku; dopiero później, zastanowiwszy się nad tym wnikliwiej i w mniejszych emocjach, zaczęła dopuszczać do siebie argument, że skoro kocha swojego ojca, jest mu winna wypełnienie tej prośby.

Zgadzasz się z nią? Dzieci są winne rodzicom takie przysługi?
Dzieci zawsze boją się śmierci swoich rodziców, a ojciec Emmanuèle to szczególny przypadek. Ona opisuje w swojej książce, że kiedy była mała, bardzo się bała, że tata się zastrzeli (w ich domu była broń). A że André miewał epizody depresyjne, ta groźba wydawała się realna. Prośba o pomoc w eutanazji była więc w jakimś sensie powrotem do tamtego koszmaru z dzieciństwa. Tyle że tym razem córka wiedziała, że ojciec naprawdę chce odejść, że sobie tego nie wymyśliła, bo na przykład źle zinterpretowała jego zachowanie. A nawet więcej – potrafiła zrozumieć, dlaczego podjął taką decyzję. Co nie zmienia faktu, że dla niej samej nadal był to ogromny dylemat.
Emmanuèle wiedziała, że na cokolwiek by się zdecydowała, i tak będzie musiała się mierzyć z wyrzutami sumienia. Jeśli odmówi, będzie ją dręczyć poczucie winy, że skazała ojca na życie w cierpieniu i bólu. A jeśli się zgodzi, będzie musiała żyć ze świadomością, że przyczyniła się do jego wcześniejszego odejścia.

Pomagając ojcu, łamie prawo.
Tak, akcja filmu dzieje się w 1995 roku, kiedy prawo regulujące dostęp do eutanazji było we Francji znacznie bardziej radykalne. Teraz jest nieco łatwiej, dużo więcej się też o tym rozmawia w sferze publicznej, nie robi się z tego tematu tabu. Nasz film też jest głosem w tej dyskusji, choć na pewno nie chcieliśmy, żeby „Wszystko poszło dobrze” opowiadało się za eutanazją albo przeciwko niej. Bardziej zależało nam tym, żeby pokazać absurd sytuacji: żyjemy na jednym kontynencie, na którym swobodnie możemy podróżować poza granice własnego kraju, a praktycznie w każdym z państw jest inne prawo regulujące kwestię wspomaganego samobójstwa. Efekt jest taki, że jeśli ktoś chce zakończyć życie, może na przykład jechać do Szwajcarii, gdzie zrobi to legalnie. Tylko musi mieć na podróż pieniądze, co powoduje, że robią to ludzie zamożni, a ubodzy pozostają wykluczeni.

Trzeba mieć pieniądze, znajomości i odwagę. Ta ostatnia jest niezbędna, bo także za pomoc w zorganizowaniu eutanazji grozi we Francji kara więzienia.
Dlatego zdecydowaliśmy się, że nasz film będzie thrillerem. Chcieliśmy, żeby widzowie poczuli, jak niebezpieczne jest to, czego dopuszcza się moja bohaterka. Kiedy do tego uświadomimy sobie, że akcja, którą śledzimy na ekranie, nie jest fikcją, tylko rekonstrukcją wydarzeń, trudno się tym nie przejąć. Dużo myślałam o tym, jak czuła się Emmanuèlle, decydując się na pomoc ojcu i narażając tak naprawdę siebie – swoją pozycję zawodową, bezpieczeństwo, swój status społeczny. Tu nie chodzi tylko o to, co uważała za moralne, a co nie.

Bardzo podobało mi się, że filmowy ojciec nie jest bohaterem, nad którym widz ma się litować. Pokazujecie, że to człowiek porywczy, często wywołujący nie współczucie, ale irytację.
Tak, to niezłe ziółko! On dobrze wie, jak zmanipulować swoją córkę – ciepłą, dobrą, pomocną osobę. Oczywiście, Emmanuèle nie jest głupia, nie daje się wodzić za nos. To, że ostatecznie mu pomaga, to jej decyzja, nie jego. Tak czy inaczej staruszek próbuje na nią wpłynąć najróżniejszymi sposobami.

Co niejednokrotnie wywołuje śmieszne sytuacje. Dotykacie poważnego tematu, ale nie uciekacie od humoru.
Ale czy w ogóle nie jest tak, że ekstremalne sytuacje wywołują w nas często śmiech? To taka reakcja, którą właśnie w trudnych chwilach najłatwiej nam rozładować napięcie. Dla mnie humor w tym filmie nie powinien nikogo zaskoczyć – przeciwnie, uważam, że to zupełnie naturalne. I myślę, że zgodzi się ze mną każdy, kto doświadczył w swoim życiu straty kogoś bliskiego. A że żałoba to coś, co dopadnie każdego z nas, dobrze jest pozwolić sobie, żeby się z niej śmiać. Świadomość, że jesteśmy w stanie z czegoś takiego żartować, może przynieść ulgę.
Swoją drogą, czy wiesz, że ulubionym gatunkiem Emmanuèle były horrory? Myślę, że to za ich sprawą próbowała przepracować tłumioną w sobie wściekłość.

Jestem jedynakiem i zawsze wydawało mi się, że ludziom, którzy mają rodzeństwo, łatwiej jest reagować w sytuacjach, kiedy ich rodzice chorują lub odchodzą. Wy natomiast pokazujecie, że nawet schorowany ojciec jest w stanie dzielić kochające się przecież siostry.
Ja z kolei mam tylko brata, więc możliwość wcielenia się w kobietę, która jest w tak bliskiej relacji ze swoją siostrą, była dla mnie naprawdę wspaniała. Tym bardziej że prywatnie jestem bardziej podobna do mojej ekranowej siostry – postrzegam siebie jako chłopczycę, nie pasuję do wizerunku grzecznej dziewczynki.
Bardzo ciekawe wydało mi się to, że chociaż André traktuje swoje córki inaczej – ze wspomnień Emmanuèle jasno wynika, że to ją faworyzował – obie płacą taką samą cenę za pomaganie mu w zorganizowaniu eutanazji. Wcale nie jest tak, że osoba, która była bliżej z ojcem, płaci większą. Obie niosą to samo brzemię.

Kadr z filmu Francois Ozona"Wszystko poszło dobrze". (Fot. materiały prasowe)

O pracy z François Ozonem krążą legendy. Że jest pracoholikiem, że bywa autorytarny na planie. Potwierdzasz, zaprzeczasz?
Aktor jest zawsze narzędziem w rękach reżysera. François bardzo dużo pracuje. Jest szalenie niecierpliwy, ale też bardzo skupiony. Nie pozwala ekipie się rozproszyć. Wszyscy muszą wiedzieć, co mają robić. Praca z nim nie należy do najłatwiejszych, ale kręcenie filmu nigdy nie jest łatwym zadaniem.

„Wszystko poszło dobrze” to twój pierwszy film od trzech lat. Mam nadzieję, że na twoją kolejną rolę nie będziemy musieli czekać aż tak długo.
Na premierę czeka „I Love America” [w reż. Lisy Azuelos – przyp. red.], więc niedługo znów wrócę na ekrany. Będę przyjmowała kolejne propozycje, o ile tylko będą mi się podobały. No i oczywiście, o ile będę je dostawać. Ale jeśli znów zapragnę przerwy, to się na nią zdecyduję. Dziennikarze cały czas pytają mnie, dlaczego zrobiłam przerwę od grania. I chyba spodziewają się odpowiedzi, że miałam depresję albo gorszy czas. Wielu ludziom trudno jest dopuścić myśl, że jestem osobą żyjącą na swoich warunkach i tak po prostu mogę zdecydować o zatrzymaniu się, kiedy tego potrzebuję. Skoro budzi to czyjeś zdziwienie, najwyraźniej nadal mamy problem z tym, że ktoś chce odpowiadać sam za siebie. I to kolejny powód, dla którego „Wszystko poszło dobrze”, film opowiadający przecież właśnie o tym, jest tak ważny. Mam nadzieję, że zobaczy go jak najwięcej osób.

Nie mogę o to nie zapytać – wybierasz się w najbliższym czasie do Polski?
Jak wiesz, żyłam pomiędzy Polską i Francją przez 18 lat. Mam z waszym krajem wspaniałe wspomnienia i bardzo za nim tęsknię. Patrząc na sprawę matematycznie, mój syn Vincent [dziecko Sophie Marceau i Andrzeja Żuławskiego – przyp. red.] jest w połowie Polakiem, ale tak naprawdę ja też mówię o sobie, że polska kultura jest bardzo ważną częścią mojej tożsamości. Tak, muszę do was przyjechać. Mam w Polsce mnóstwo przyjaciół i członków rodziny, którym jestem winna odwiedziny. 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze