1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Bruce Liu o życiu po zwycięstwie w Konkursie Chopinowskim

(Fot. Wojciech Grzędziński)
Kiedy jesteś już po, nie myślisz o tym, czy zagrałeś dobrze, czy może trochę gorzej – mówi pianista Bruce Liu. W ostatnim Konkursie Chopinowskim zagrał wspaniale i wygrał pierwszą nagrodę. Co złożyło się zatem na ten sukces?

Nie będę wchodziła w szczegóły muzyczne, wiele osób bardziej kompetentnych niż ja już o to pytało. Chciałabym porozmawiać o emocjach… Z powodu epidemii konkurs został przesunięty o rok. Co wtedy czułeś? Złość, rozczarowanie? Ten dodatkowy rok bardziej był wyzwaniem czy ulgą?
Wszystkim po trochu. Taki dodatkowy rok niekoniecznie musi być czymś dobrym. Wiedziałem, że przez ten czas niektórzy wykonawcy staną się lepsi, a inni gorsi. To naturalne – nie sposób utrzymać przez cały czas tego samego poziomu. Zatem to był dla mnie w gruncie rzeczy rok rozwoju osobistego. Postawiłem sobie następujące zadanie: zachować świeżość, a jednocześnie zyskać nową wizję. Trzeba wciąż odkrywać nowe rzeczy w muzyce, bo jeśli jedynie poprawiasz technikę, to nie jest to inspirujące. W moim przypadku głównie grałem inną muzykę niż Chopina. Utwory, których chyba nie miałbym okazji w tym czasie grać, gdyby nie ograniczenia związane z COVID-19, i to że miałem dużo czasu i wolny wybór.

Natomiast w życiu codziennym ta zmiana mnie tak bardzo nie dotknęła, ponieważ generalnie prowadzę dość ustabilizowany tryb życia, wystarczy, że mam pianino w domu, żeby ćwiczyć. Nie byłem więc jakoś szczególnie zdesperowany.

A ci inni kompozytorzy, których grałeś, to kto?
Beethoven, Brahms. Gram średnio trzy, cztery godziny dziennie, więc miałem też czas na inne rzeczy.

Właśnie, à propos czasu przy klawiaturze. Z perspektywy słuchacza gra to lekkość, jednak dla pianisty to duży wysiłek, także fizyczny. Co robisz, żeby się zrelaksować? Uprawiasz jakiś sport?
Codziennie pływam, to dla mnie dobry sposób na rozluźnienie.

A jaki miałeś sposób na relaksację podczas konkursu?
Po prostu byłem w swoim świecie. Zainteresowanie mediów, atmosfera konkursu – to wszystko sprawia, że jest to dość intensywny czas, wiele się dzieje, pojawiają się setki wątków. Starałem się zatem zachować taki rytm jak w domu: koncentrowałem się na muzyce, chodziłem na spacer do parku, starałem się być spokojny… Powiedziałbym: model zen.

Opisujesz się jako ktoś optymistyczny, wesoły. Nie do końca pasuje mi to do bycia zen…
Nie, dlaczego? Jedno pasuje do drugiego, bycie zen nie oznacza podchodzenia z dystansem do wszystkiego. To raczej umiejętność świadomego wykorzystania czasu i pewna jasność w głowie.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że konkurs wygląda dużo bardziej rywalizacyjnie z zewnątrz niż w środku.
Tak.

Jednak jest tylko jeden zwycięzca, więc wszyscy rywalizują ze sobą. Jak zachować równowagę między towarzyskością, życzliwością a zmysłem rywalizacji?
Owszem, to jest rywalizacja, ale zupełnie inna niż ta w sporcie. To nie wyścig, gdzie wszyscy biegną obok siebie, ani tenis, gdzie jesteś twarzą w twarz z przeciwnikiem. Tutaj każdy z nas jest sam, więc w tym sensie jest to występ, jak każdy inny koncert. Po prostu zebrano nas w jednym miejscu, ale na scenie każdy pozostaje sam. Sądzę zatem, że nie ma co rozmyślać, że bierze się udział w konkursie – to bardziej szkodzi niż pomaga. A z drugiej strony, ze względu na ograniczenia związane z pandemią, przynajmniej mnie dobrze zrobił powrót do kontaktów z ludźmi. Spotkanie osób, z którymi wiele mnie łączy, było cenne. Czułem się jak na imprezie z przyjaciółmi. Zwłaszcza że kiedy jesteś już po, to za bardzo nie myślisz o tym, czy zagrałeś dobrze, czy może trochę gorzej.

Wyobrażam sobie, że niektórzy bywają bardziej zazdrośni.
Z pewnością, ale tym razem wszyscy byli bardzo życzliwi. Może, jak ja, byli z powodu pandemii zbyt stęsknieni, by być zazdrośni… Ja nie miałem też wielkich oczekiwań. Nie mówiłem: „wygram”, nie miałem takiego podejścia.

(Fot. Wojciech Grzędziński)

A kiedy już usłyszałeś o swojej wygranej, to czy byłeś świadomy, co to oznacza, jak zmieni się twoje życie – poza myślą, że to wspaniałe?
Tak… Kiedy usłyszałem werdykt, pomyślałem, że to dobrze, że nie mam już 17 czy 18 lat, bo naprawdę byłoby mi trudno przyjąć to wszystko.

W wywiadach nieraz odnosisz się do swojej dojrzałości. Masz 24 lata i jesteś młody. Co pozwoliło ci już dojrzeć? Rutyna ćwiczeń, udział w konkursach?
Różne rzeczy… Samo życie (śmiech). Trudno mi to wyjaśnić, wszystkie drobne rzeczy mają znaczenie. Sądzę, że to bardzo indywidualne, każdy ma inną wrażliwość.

Czy czujesz na sobie ciężar odpowiedzialności związanej z wygraną? Po zakończeniu konkursu podkreślano również, że to duży sukces Kanady.
Nie, bo w gruncie rzeczy to tylko moja sprawa. Długoterminowo liczy się to, ile mnie sprawia przyjemności to, co mogę osiągnąć. Oczekiwania innych się nie liczą.

Czyli traktujesz to w kategoriach rozwoju osobistego? Porównywanie się do innych nie jest w twoim stylu?
Myślę, że porównywanie się z innymi jest naturalne. Jeśli nawet ktoś ci powie, że tak nie robi, to moim zdaniem to niemożliwe, na pewno coś ukrywa (śmiech). Ważne jest, żeby umieć na to zareagować, znaleźć równowagę. Porównywanie się z innymi może mieć zarówno pozytywny, jak i negatywny aspekt, wszystko zależy od stanu twojego umysłu. W moim przypadku to było pozytywne, podobnie jak cały konkurs. Niektórzy mówią, że takie „zawody” nie są dobre, bo sztuki nie powinno się porównywać. Mnie jednak ten konkurs dodał energii i inspiracji do zagłębiania się w szczegóły. Uważam, że jeśli ktoś źle znosi rywalizację i ocenianie, to tylko kwestia tego, co ma w głowie. We wszystkim można znaleźć coś pozytywnego.

Po wygraniu konkursu dostałeś wiele życzeń i gratulacji. Które z nich najbardziej cię ujęły?
Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Niektórzy mówili to, co sam też czułem, co oczywiście mnie poruszało, bo myśleliśmy podobnie. Chyba najbardziej poruszyło mnie to, gdy ktoś, kto słuchał mnie od dawna, zauważył, jak bardzo zmieniła się moja gra. Wiem, ile wysiłku wkładam w to, co robię, więc bardzo się cieszę, jeśli inni to dostrzegają.

Wygraną zakończyłeś także pewien etap w rozwoju zawodowym. Czy już wiesz, co będzie dalej? Nie mam na myśli koncertów, a naukę. Z jakim nauczycielem będziesz pracował?
Nadal z tym samym. A dzięki nowym kontaktom będę mógł pracować także z muzykami, których wcześniej podziwiałem, ale nie miałem do nich dostępu.

Twój profesor, Dang Thai Son, wygrał przed laty Konkurs Chopinowski, był także jurorem podczas poprzedniej edycji. Jakie rady, poza czysto muzycznymi, dał ci przed przyjazdem do Warszawy?
Nic specjalnego. Nie mówiliśmy o jakichś szczególnie interesujących rzeczach (śmiech). Raczej zupełnie codziennych, jak to gdzie się zatrzymać czy gdzie zjeść.

Bruce (Xiaoyu) Liu, zdobywca I nagrody w XVIII Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim w 2021 roku. Urodził się 8 maja 1997 roku w Paryżu, ukończył Konserwatorium Muzyczne w Montrealu w klasie Richarda Raymonda, teraz pracuje pod kierunkiem Dang Thai Sona. Po zakończeniu światowej trasy koncertowej pianista zagrał na początku marca w Warszawie z okazji 212. urodzin Fryderyka Chopina.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze