1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Olga Tokarczuk w wywiadzie dla „Zwierciadła”: „To zupełnie inny świat”

(Fot. Łukasz Giza)
Czuła narratorka, która wypowiada się odważnie na najważniejsze tematy, jakimi żyje świat. Pisarka, która nie ogranicza się do tworzenia, ale działa na rzecz kobiet, słabszych, zwierząt, klimatu. Uhonorowana wieloma tytułami Noblistka i właścicielka najsłynniejszych dredów, Olga Tokarczuk, właśnie oddaje do naszych rąk nową powieść „Empuzjon”.

Jesteś znana z oryginalnych tytułów, ale „Empuzjonem” przeszłaś samą siebie!
Rzeczywiście tytuł jest dziwny, nawet nie próbuj googlować, nic tam nie znajdziesz. Pozwól mi, proszę, nie wyjaśniać, co znaczy Empuzjon.

Wyczekiwaliśmy twojej pierwszej powieści po Noblu. Czułaś ten nasz oddech na swoich plecach?
Bardzo wiele zmieniło się od jesieni 2019 roku. To zupełnie inny świat.

Z powodu pandemii i teraz wojny czuję się w zupełnie innym miejscu. Trudno będzie się nawet cieszyć z tej nowej książki, kiedy rosyjska armia masakruje ukraińskie miasta i wsie. Było już wystarczająco strasznie, cały czas zmagałam się z obrazem równanego z ziemią Mariupola i śmiertelną tragedią uwięzionych tam ludzi, ale teraz doszły do tego makabryczne obrazy regularnego ludobójstwa: masowych grobów i egzekucji cywilów, gwałtów i mordów na kobietach, dzieciach i całych rodzinach, golenia głów żołnierkom. Jestem bliska załamania.
Myślałam, że po nagrodzie trochę odpocznę od pisania, ale jednak trudno jest żyć bez tego zaangażowania, jakim jest tworzenie fikcyjnego świata i rozgrywania w nim dramatów. Może to jest nawet jakiś rodzaj uzależnienia – kreomania.

„Empuzjon” zaczęłam pisać już bardzo dawno i ciągle coś wchodziło tej książce w drogę. Teraz myślę, że ona zwyczajnie czekała, aż ja do niej i jej tematów dojrzeję. W między­czasie napisałam inne (w tym między innymi właśnie „Księgi Jakubowe”), ale tę ciągle miałam w głowie, wciąż coś do niej na boku dopisywałam, jakieś pojedyncze sceny albo dialogi. Nieraz nawet przyłapywałam się na tym, że mówię i myślę o niej tak, jakby już była napisana. Nosiłam ją więc w sobie, a ona dojrzewała we mnie. Albo ja do niej. Teraz jednak nadszedł ten moment, miałam wreszcie czas i energię, żeby ją rozwinąć i dokończyć.

Ciekawi mnie, co dla ciebie jest tym zaczynem, prapoczątkiem każdej książki, tą nitką, za którą idziesz do kłębka. Idea, którą chcesz przekazać, czy nieoczekiwana inspiracja – obraz, film, sytuacja, zdanie, słowo? A może jakiś pozaracjonalny imperatyw?
Pozaracjonalny imperatyw – podoba mi się to określenie. Literatura to ogląd naszego wspólnego świata z jakiejś nieoczywistej, nieoczekiwanej perspektywy, która jest w stanie naświetlić to, co wydaje się oczywiste i banalne, w taki sposób, że wydobywa coś niespodziewanego, nieoczekiwanego. W tym sensie literatura poszerza naszą świadomość.

Siłę tematu mierzę siłą fascynacji, jaką wywołuje. W moim przypadku wybór tematu raczej nie jest wykoncypowany. On się sam narzuca, sam się prosi, jest przemożny i nie można mu się oprzeć. Jedyny sposób, żeby dał spokój, to ulec mu, przepracować go i wyrazić. Napisanie książki to rzeczywiście jest imperatyw – pewnie dlatego po zakończeniu pracy zawsze odczuwam wspaniałą, euforyczną ulgę.

Każda twoja książka mocno rezonuje z czasem, w którym powstała, ale jednocześnie niesie uniwersalne przesłanie. Czy myślisz, że nowa powieść też trafia w swój czas? Co przede wszystkim chciałabyś, żebyśmy dzisiaj z niej wyczytali, wzięli?
Kiedy zaczynam nową książkę, zawsze czuję się tak, jakbym pisała po raz pierwszy. Za każdym razem eksperymentuję.
„Empuzjon” jest inspirowany gatunkową formą horroru, ale przede wszystkim jest opowieścią o przemianie, opowiada pewien proces. Akcja toczy się jesienią 1913 roku w Görbersdorfie, dzisiejszym Sokołowsku na Dolnym Śląsku, pod Wałbrzychem, pierwszym na świecie sanatorium leczącym gruźlicę.

W latach 50. ubiegłego wieku leczył się tam Krzysztof Kieślowski.
Tak. To był pierwowzór wszystkich późniejszych sanatoriów przeciwgruźliczych, w tym słynnego Davos.

Już mam ciarki na plecach.
Myślę, że to najbardziej wyrazista książka ze wszystkich, jakie do tej pory napisałam; jest wprawdzie ironiczna, ale także gorzka. Wczytywanie się w znaczenia tej niesamowitej epoki tuż przed pierwszą wojną światową, która przecież zmieniła wszystko, przyniosło mi niejedną niespodziankę, niejedno odkrycie. Tamten świat już nigdy się nie odrodził, ale swoje ziarna posiał, zarówno dobre, jak i te złe. 1913 rok antycypował powojenną zmianę politycznej mapy Europy i zakończenie okresu ponadnarodowych mocarstw, danie głosu kobietom, uświęcenie techniki i modernizacji. Kiełkowały w nim utopie nowego ładu społecznego i moda na nowy rodzaj samorefleksji – psychoanalizę.

W mowie noblowskiej, słynnym „Czułym narratorze”, piszesz, że umysł pisarza jest syntetyczny. Ale w swoich książkach drobiazgowo, wręcz z aptekarską dokładnością analizujesz świat, przywołujesz szczegóły anatomiczne, przyrodnicze, historyczne i wszelkie inne.
Oj, tak. To bardzo wymagająca praca, pod każdym względem. Bywają dni, kiedy nienawidzę tego siedzenia przed komputerem. To praca, która angażuje maksymalnie umysł, dlatego pewnie ma charakter obsesji. Wszystko jest jej poświęcone. W trakcie pisania żyje się poniekąd w dwóch światach, w tym rzeczywistym i drugim – fikcyjnym, który z subiektywnego punktu widzenia jest również rzeczywisty. Tak właśnie było z „Empuzjonem”, przygotowania do tej książki, cały ten obszerny research, sprawiały mi ogromną przyjemność. Pamiętam, że nieraz, gdy wracałam do domu po jakichś spotkaniach, z posiedzeń fundacji albo z podróży, gdzie wiele się działo, to pomimo zmęczenia właśnie jakaś wewnętrzna potrzeba, imperatyw – jak mówisz – kazały mi przysiąść i chociaż na chwilę dać się zapędzić do tamtego drugiego świata. Wchodziłam więc w zupełnie inną rzeczywistość – opadały liście, kuracjusze szli na zabiegi do kurhausu, tocząc swoje anachroniczne z mojego punktu widzenia dyskusje, dmuchając przy tym w dłonie na rozgrzewkę. Widziałam znajome już postaci, słyszałam, co mówią. Dziwny to stan i z zewnątrz trudno go opisać. Czasami miałam wrażenie, że lepiej orientuję się w Görbersdorfie z 1913 roku niż we Wrocławiu z 2022.

Pisanie to więc także ciężkie rzemiosło.
To mało powiedziane. Żeby ten świat zbudować w wyobraźni, trzeba sporo się o nim dowiedzieć. Przez ostatni rok czytałam wszystko, co jest związane z tym czasem, miejscem, sięgałam po inspiracje do innych książek. Dowiedziałam się przy tym mnóstwa szczegółów, które nie mogły wejść do książki, bo stałaby się przewodnikiem, a nie powieścią.

Zauważyłam przy twoim łóżku atlas ptaków. Studiujesz ich życie do kolejnej książki?
Nie, akurat atlas ptaków jest po prostu potrzebny na wsi. Tej zimy do karmnika przylatywały absolutnie niesamowite ptaki, których nie umiałam już rozpoznać na oko, więc siedziałam w łazience, gdzie jest najlepszy punkt obserwacyjny, z lornetką i atlasem.
(…)

Pełną treść wywiadu znajdziesz w najnowszym wydaniu miesięcznika „Zwierciadło”

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze